Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, August 15, 2017

Kawa...

... mi zaszkodzila.
Robilam wczoraj deser dla doroslych, taki duzo bitej smietany doprawionej malinowka wlasnej roboty.
Deser sie ciagle mrozi, wiec nie wiemy jakie ma dzialanie.
Ale ze zrobilam stanowczo za duzo smietany to stwierdzilismy zgodnie i jednoglosnie, ze ta smietana przyda sie do kawy. Swietny pomysl, wrzucilam smietane do pojemnika i postawilam w lodowce.
Rano wstalam i zrobilam sobie kawe z ta wlasnie smietana i chyba jestem pijana:))))
Dobrze, ze wizyte u doktora mam dopiero o 16tej to moze mi sie uda wytrzezwiec.
Chyba pojde spac, bo to najbezpieczniejsze...
I kto by pomyslal? Niewinna kawa a tyle szkod narobila...



Tuesday, August 8, 2017

Wrzuc na luz i napij sie wina

Taka rade dostalam od nowo poznanej ciotki mojego meza zaraz na poczatku Tatkowej imprezy.
Ale nie mozna zaczynac opowiesci od srodka, wiec wracam do poczatku.
Jadac do Tatka mielismy juz pelny bagaznik roznych rupieci, glownie dekoracji, papierowych talerzy, dwa rodzaja kubkow (do zimnych i goracych napojow), troche elementow dekoracyjnych, ktore zamowilam wczesniej, na wszelki wypadek spakowalam tez kilka kuchennych gadzetow dla ulatwienia sobie zycia.
Ale na miejscu bylo rowniez wiele jeszcze do zalatwienia.
Na poczatek nasz Jubilat zachowywal sie przyzwoicie, czyli sie nie wtracal, a nawet zapytany czy ma jakies specjalne zyczenia odpowiadal:
-- Nie, zrobicie jak chcecie i na pewno bede zadowolony. 
Zyc nie umierac, tak wiec pojechalismy po pozostale zakupy typ obrusy i inne duperelementy. Nawet co do jedzenia nie mial zadnych oczekiwan, ja co prawda chcialam skrzydelka na ostro, bo to popisowe danie Buffalo, ale Wspanialy mnie szybko odwiodl od tego zamiaru.
-- Skrzydelka przy starszych ludziach i dzieciach to kupa balaganu. Jak wiesz musimy tez po imprezie posprzatac sale i ja nie mam zamiaru zbierac kosci po podlodze ani tejze podlogi myc. 
Przyznalam mu racje i skonczylo sie na pizzy oraz kanapkach do tego trzy rozne salatki, wiadomo tort i kupa ciastek upieczonych przez jedna z zaprzyjaznionych kobiet.
Z tym, ze oczywiscie tych kanapek i pizzy zamowilismy w ilosciach nie do przejedzenia, bo ludzi bylo jak sie okazalo tylko 68 osob a kanapek Wspanialy zazyczyl sobie 74 sztuki, natomiast pizzy az 96 kawalkow.
Nic to, wazne, ze nie braknie pomyslalam i umowilismy dostawe zarcia na godzine 15ta, bo impreza miala sie zaczac o 14tej wystepem trzech spiewaczek.
Salatke usiekalam rowniez w ilosci hurtowej, czyli malego wiaderka:)

Oto zdjecie salatki juz w dniu imprezy jak sobie grzecznie czekala w lodowce:


Wyglada to calkiem skromnie dopoki Wam nie powiem, ze ten pojemnik miesci 18 litrow:)
W dniu imprezy Junior i Meaghan przyjechali o 11tej zeby pomoc w dekorowaniu sali. Na szczescie na nich zawsze mozna liczyc i poszlismy wszyscy na dol. Roboty bylo troche, bo jednak trzeba bylo przestawic czesc stolow, nakryc je itp. itd.
Ledwie zabralismy sie do roboty jak pojawil sie Tatek.
Siadl i zaczal "doradzac" co mnie oczywiscie wkurwilo:))
-- Tato, idz na gore, zdrzemnij sie, obejrzyj cos w telewizji.. - probowalam grzecznie zasugerowac, ale niestety nie zadzialalo.
A ja nie chcialam go tam miec, mimo, ze impreza nie byla niespodzianka to uwazam, ze jednak jakis drobny element zaskocznia jak dekoracja sali jest calkiem na miejscu.
-- Ale co ja bede tam sam robil? Nie chce mi sie spac. 
Wreszcie sie wkurwilam do bialosci i stwierdzialam, ze jak bede potrzebowac doradcy to kogos zatrudnie i to na pewno nie bedzie on. O dziwo wstal i skierowal sie do wyjscia.
-- A moze on sie obrazil? - zapytala Meaghan.
-- Nie przejmuj sie, jak sie obrazil to sie odobrazi a my robmy to co mamy robic. 
I tak szybciorem przestawilismy stoly, nakryli obrusami, ustawili na kazdym jakies tam sztuczne kwiatki, ktore i tak sa na wyposazeniu sali, wiec nie bardzo bylo co z nimi zrobic, a przydaly sie idealnie do przywiazania balonow i tak w ciagu nie calej godziny sala wygladala tak:








Na kazdym stole ustawilysmy miske z preclami i chipsami, bo to niestety popularne wsrod tamtejszych ludziow a i chcialam, zeby mieli cos na zab w czasie koncertu.
Taki byl plan, po prostu nie chcialam zeby ludzie krecili sie po sali za jedzeniem w czasie koncertu.
Niestety nie zawsze plan dziala tak jak czlowiek by chcial, ale o tym potem.
Teraz ja musialam isc na gore, zeby sobie narysowac troche urody i sie przebrac.
Tatek siedzial w swoim fotelu, cmoknelam go w policzek i zapytalam:
-- Gniewasz sie? 
-- O co? 
-- No, ze Cie tak wygonilam... 
-- Nie... nie gniewam sie, ale ja chcialem zobaczyc jak to wyglada... no wiesz chcialem w tym uczestniczyc... 
-- Narazie to nie ma tam nic dla Ciebie, bedziesz uczestniczyl jak przyjdzie pora. Zapewniam Cie, ze bedziesz najwazniejszym uczestnikiem. 
-- No, ja wiem... ale... 
-- Ale? Zawsze jest jakies ale. Pamietasz 10 lat temu nic nie wiedziales i wszystko bylo dobrze. 
-- No tak, ale 10 lat temu to byla niespodzianka... 
-- Wiem, teraz nie jest, co nie znaczy, ze musisz wszystko wiedziec.. 
-- No dobrze, co ja sie bede z Toba sprzeczal i tak wiem, ze wszystko zrobicie najlepiej - nareszcie sie poddal.
I w tym momencie przyszedl na gore Wspanialy, bo on jeszcze musial wziac prysznic i sie przebrac.
Jak tylko poszedl do lazienki to Tatek zaczal na nowo:
-- To ja teraz pojade na dol... 
-- A po co? 
-- Bo jak Wy oboje jestescie tutaj to tam nikogo nie ma... 
-- Nieprawda, jest Junior i Meaghan. 
-- Ale oni nie znaja wszystkich gosci i jak ktos przyjedzie wczesniej to co bedzie? 
-- Na Boga jeszcze nie ma 13tej, nikt nie przyjedzie tak wczesnie, a po za tym to Junior i Meaghan moga nie znac gosci ale oboje mowia po angielsku, wiec zawsze moga zapytac. 
Na szczescie w tym momencie Wspanialy wyszedl z lazienki, wzielam go za fraki i pociagnelam do tatkowej sypialni.
-- Co Ty chcesz ode mnie? - zapytal zdezorientowany.
-- Nie boj sie nic z tych rzeczy, ktore Ty chcesz - rozesmialam sie - Tylko blagam zrob cos z ojcem. 
-- Co sie dzieje? O co chodzi? 
Kuzwa jak oni nigdy nic nie lapia w locie...
-- Nic sie nie dzieje, on sie upiera isc na dol, a ja nie chce zeby tam byl jak przyjedzie Dough z tymi spiewajacymi kobietami i zaczna rozstawiac sprzet, bo to zepsuje cala niespodzianke jaka jest ten koncert. A ojciec sie upiera, ja juz nie mam argumentow, najchetniej przywiazalabym go do tego fotela. 
Zalapal.
Poszedl do Tatka i kategorycznie stwierdzil, ze ten nie ma prawa wstepu na sale nie wczesniej niz na 5 minut przed oficjalna godzina rozpoczecia imprezy.
I juz byl spokoj.
Niestety na 20 minut przed 14ta ja zjechalam na dol i byl tam juz Dough, ktory mi oznajmil, ze z powodow niezaleznych od niego spiewajace panie owszem przybeda ale z polgodzinnym opoznieniem.
I tak to caly moj misterny plan wzial w leb.
Tatek wkroczyl na sale posilkujac sie swoja nowa zabawka (balkonikiem) na dwie minuty przed 14ta. Tak naprawde to ten balkonik jest mu niepotrzebny (jeszcze) bo doskonale radzi sobie z laska, a ponoc "miewa dni, kiedy laska nie spelnia zadania" no to dostal balkonik i sie cieszy. Balkonik zostal wyposazony w dzwonek rowerowy i Tatek jest juz caly w skowronkach:))
Chociaz tyle... odetchnelam z ulga.


Tuz przy wejsciu jego przyjaciele przyozdobili go tym kapeluszem. Koszulke okolicznosciowa, specjalnie na 90te urodziny dostal od Juniora i Meaghan.
A tak sie prezentuje kapelusz z bliska:


Kapelusz jest prezentem od grupy przyjaciol, z ktorymi Tatek jezdzi do kasyna i jak widzicie ma dookola pozatykane pieciodolarowki, to jest fundusz wspomagajacy na wycieczki w kasynie:) Jest tego bylo nie bylo dokladnie $90 wiec na jedna wyprawe na pewno mu wystarczy.
Przyznaje, ze to byl fantastyczny pomysl i bardzo mi sie ten kapelusz spodobal.
Oczywiscie przez to opoznienie spiewaczek, cala impreza mi sie wykoleila. Na poczatku zrobilam jeszcze kilka zdjec:





W sumie to te wszystkie zdjecia zrobilam w czasie wystepu, ktory sie podobal nie tylko starszym ale i najmloszym uczestnikom uroczystosci:



A tak wygladaly panie piosenkarki:


A tu juz pozujace z niebowzietym Tatkiem:



Jak juz na sale wjechalo jedzenie to mi sie wszystko wysmyknelo spod kontroli i wtedy wlasnie nowopoznana ciotka Wspanialego z Florydy powiedziala do mnie:
-- Wrzuc na luz i napij sie wina. 
Poszlam wiec grzecznie za jej rada i nawet troche dalej bo poprosilam Juniora, ktory wlasnie pojawil sie w zasiegu mojego wzroku zeby powiedzial Meaghan, ze potrzebuje wspomagania:)
-- Nie rozumiem, jakiego wspomagania? - zapytal Junior.
-- Ty moze i nie rozumiesz, ale Meaghan na pewno wie o co chodzi wiec tylko jej powiedz. 
I wiadomo za chwile u mojego boku pojawila sie Meaghan gotowa do dzialania.
Poszlysmy wiec "za stodole" i zapalily siano:))) niewiele bo tylko dwa dymki, ale to wystarczylo.
Po takim wspomaganiu juz mi bylo tylko dobrze i wszystko jedno co sie dzieje.
Dopiero jak podeszla do mnie kuzynka Wspanialego Nancy z meldunkiem, ze juz towarzystwo gotowe do tortu to ruszylam dupe:)
A tak wygladal tort, ktory byl dzielem wlasnie Nancy:




Na zdjeciu powyzej po lewej stronie ciotka Mary ta od dobrych rad i po prawej sasiadka Tatka Bonnie, jedyna osoba z budynku zaproszona na oficjalna impreze.

A tu Wspanialy z kuzynka Nancy, ktora piecze doskonale torty:


I oczywiscie ja z brodatym kumplem Tatka, bo ja lubie brodate :)))
\

I tak mimo mojej utraty kontroli nad caloscia ponoc sie wszyscy doskonale bawili:)))
Tylko szkoda, ze dalam dupy jako fotograf, ale nie ma rzeczy nie do naprawienia i Wspanialy juz wystosowal maila do wszystkich uczestnikow z prosba o wyslanie nam zdjec jakie maja.
Zbierzemy to wszystko i nagramy Tatkowi CD ze zdjeciami jako pamiatke.
A potem byla czesc nieoficjalna, bo zarcia zostalo strasznie duzo, wiec zaprosilismy ludzi z budynku i kolejna czesc imprezy trwala przez nastepne dwie godziny. Tym sposobem pozbylismy sie nadmiarow a nawet mielismy pomoc w sprzataniu sali, bo ludzie z wdziecznosci pomagali jak mogli.
Nastepnego dnia jak juz wspomnialam w poprzedniej notce Tatek swietowal w kasynie, a mnie dostalo sie z tej okazji kolejne zdjecie. Troche wyglada zmeczony co nie przeszkadzalo mu do poznej nocy grac w pokera. Ten to ma zdrowie:)))


W czasie cotygodniowej rozmowy telefonicznej w niedziele stwierdzil, ze swietowanie zakonczyl w czwartek. I tak dobrze, ze to tylko szesc dni swietowal a nie np. dziewiec jako symbol 90tych urodzin.
I jeszcze na koniec Wspanialy po rozpakowaniu samochodu po powrocie do domu:


Nastepna taka impreza za 10 lat!!!



Tuesday, August 1, 2017

Ledwiem zywa :))

To byly bardzo intensywne dni, wrocilismy wczoraj wczesnym wieczorem, a moze poznym, licho wie, to zalezy jak kto na to patrzy:) Jestem zwyczajnie zmeczona, za duzo tego wszystkiego bylo, bo i przygotowania do imprezy, zakupy, rezerwacje dostawy zarelka polaczone w degustacja.
I jak by tego bylo malo to jeszcze oprocz Tatkowej imprezy zaliczylismy dodatkowe 70-letnie urodziny zony jego przyjaciela i dwa obiady u znajomych.
A jeszcze nas naszlo na jezdzenie po okolicy celem poszukiwan ewentualnych miejsc na przeprowadzke.
W zwiazku z tym wszystkim jak tylko dojechalismy do domu to padlam jak mucha:))
A jak to wszystko zniosl Jubilat?
No owszem jemu bylo latwiej, bo nie musial uczestniczyc w zakupach, dekorowaniu sali (mimo, ze sie rwal i o malo co nie przykulam go lancuchem do fotela przed telewizorem:)) a i sprzatac po imprezie nie musial mimo, ze tu juz siedzial na stanowisku i nie dal sie wygonic na gore, do mieszkania.
No wiec wyobrazcie sobie, ze po tych wszystkich emocjach nasz Jubilat dwie godziny po naszym wyjezdzie wybral sie z przyjaciolmi do kasyna na lunch i dalsze swietowanie, a potem zamiast wrocic do domu jak pan buk przykazal to pojechal do tychze przyjaciol na obiad.
Rano przy pozegnaniu prosil, zebysmy koniecznie zadzwonili bez wzgledu na pore, o ktorej wrocimy z meldunkiem, ze dojechalismy szczesliwie.
A tymczasem w momencie kiedy przekraczalismy prog domu (ok. 20:30) to on zadzwonil, zebysmy sie nie denerwowali, ze go nie ma w domu, bo wlasnie w ramach ciaglego swietowania zostal na "seryjke" pokera.
Jak znam zycie i to towarzystwo, to seryjka pokera skonczyla sie noclegiem u nich, bo przeciez nie pozwola zeby wracal sam w srodku nocy.
I wiecie co?
Bardzo bym sobie zyczyla miec taka forme, tyle zdrowia i energii niekoniecznie w jego wieku, ale nawet teraz:))
Ach i niestety zgodnie z moimi obawami ciotka Jane zmarla w sobote na dzien przed Tatkowa impreza, a wiec bylo nas o 4 osoby mniej niz przewidywalismy.
O tym smutnym fakcie poinformowal Wspanialego jej syn z prosba, zeby nie informowac nikogo przed uroczystoscia, a wiec Tatkowi przekazalismy te wiadomosc dopiero wczoraj rano.
Dzis ma spedzic dzien z dziecmi Jane i rodzina ze strony matki Wspanialego, ktorzy przyjechali na jego urodziny, a niestety zostaja na pogrzeb.
Gdyby nie fakt, ze zarowno ja jak i Wspanialy musielismy wrocic to tez przdluzylisbysmy ten pobyt o kilka dni i zostali na pogrzeb.
Niestety Wspanialy ma jakies niecierpiace zwloki terminy do zaliczenia, a ja z kolei dwie klientki, ktore wychodza za maz jedna w ten weekend a druga w nastepny i nie moge ich zostawic bez serwisu.
A zeby bylo ciekawiej to klientki sa siostrami blizniaczkami. Wspolczuje rodzicom dwoch wesel przez dwa weekendy pod rzad, na szczescie jedno jest w terenie.
Tyle na dzis, jak wroce do zywych i sie ogarne to zdam relacje i zamieszcze kilka zdjec.



Wednesday, July 19, 2017

W pelnej gotowosci.. (prawie)

W piatek z samego ranca, albo i wczesniej wyjezdzamy do Buffalo na Tatkowe urodziny, ktore odbeda sie 30 lipca. Wszystko co mialam przygotowac w domu przed wyjazdem jest juz gotowe, a bylo przy tym troche roboty, bo kto jak kto, ale ja to sobie potrafie urozmaicic zycie :))
Wymyslilam wiec, ze jak zawsze przy takich uroczystosciach milo jest jak kazdy z uczestnikow dostanie jakis drobiazg, moze nie tyle na pamiatke co w podziekowaniu za przybycie ale jednak.
10 lat temu byly to takie gry zabawy w postaci "zdrapek". Zamowilam wtedy specjalnie wydrukowane na te uroczystosc kupony, na ktorych uczestnicy zdrapywali przysloniete miejsce i "wygrywali" np. male opakowanie kawy, paczke bodajze 8 sztuk herbaty, czekoladki z nadrukiem okolicznosciowym i cos tam jeszcze, ale juz nie bardzo pamietam, wiec nie bede klamac :P
Tym razem wymyslilam cos innego.
Mianowicie poniewaz osob, ktore potwierdzily przybycie ma byc 70 a do tego moze dojsc jeszcze cztery, ktore ewentualnie moga przybyc ale tak sie nieszczesliwie zlozylo, ze nie moga potwierdzic na 100% to przygotowalam 72 malutkich upominkow.
Dlaczego 72 akurat, skoro moze sie zdarzyc ze bedzie nas 74 osoby, ano tak mi wyszlo z rozliczenia:)) a w koncu ani ja ani Wspanialy tych upominkow nie potrzebujemy.
Co to jest?
Juz wyjasniam. Kupilam dwie duze torby malutkich czekoladek zwanych tutaj caluskami (zobaczycie je za moment na zdjeciach), zamowilam na Amazon okolicznosciowe nalepki na te malenstwa.
I tu sie wlasnie klania rozliczenie, z ktorego wyszlo 72 a nie wiecej ani mniej tych upominkow.
Czekoladki wygladaja tak, juz z nalepiona na plaska strone caluska nalepka.


Nalepek bylo wlasnie dokladnie 648 sztuk a czekoladek cos ok. 700 w tych torbach.
Zamowilam to wczesniej zanim jeszcze mielsimy wszystkie potwierdzenia na wypadek gdyby sie zdarzylo, ze musze jeszcze dokupic. Ale juz sobie daruje te ewentualnie pare osob, ktore nie wiedza na 100% mam tylko nadzieje, ze przybeda a nie spotkamy sie na pogrzebie.
Mianowicie okazalo sie, ze jedna z ciotek Wspanialego jest w szpitalu i ze tak powiem "roznie moze byc" w zwiazku z czym jej dzieci nie moga potwierdzic czy beda czy tez nie.
Przykra sytuacja, bo ciotka sie sama deklarowala, ze bardzo chetnie przybedzie mimo, ze jest na wozku inwalidzkim i z butla tlenowa, ale ona uwielbia Tatka.
Trudno co ma byc to bedzie, a my na pewno odwiedzimy ja, jesli tylko nic sie wczesniej nie stanie.
I tak sobie siedzialam i nalepialam te nalepki, upierdliwa robota, bo to male i trzeba dokladnie docisnac, ale dalam rade.


Potem zanabylam tiul w dwoch roznych kolorach, zielony i zolty. Za ten zolty to mi sie oberwalo od Wspanialego, bo to jemu przypadlo w udziale ciecie tiulu na kwadraty o boku mniej wiecej 25 cm i ten zolty na drewnianym jasnym stole byl prawie niewidoczny.
Ale Wspanialy dzielny chlopak dal rade, a ze troche przy tym stekal i prychal to kto by sie tym przejmowal? Na pewno nie ja :)
Potem znow do akcji musialam wkroczyc ja, czyli nalezalo teraz na kazdy kwadrat ulozyc 9 czekoladek jako symbol 90-tych urodzin i zawiazac roznokolorowymi wstazeczkami.
Troche to trudne do wykonania przez jedna osobe, a przeciez jak wiadomo Wspanialy pracuje no i jego rece nie bardzo nadaja sie do takiej misternej roboty.
Ale potrzeba matka wynalazku i poradzilam sobie w ten sposob. Najpierw w niskim kubeczku do picia japonskiej sake ulozylam tiul, potem ulozylam na nim czekoladki i wiazalam.



Tym sposobem szlo mi to calkiem sprawnie i tak wygladaja gotowe pakuneczki.


Poki co ulozylam je w plaskim pude.


W mieszkaniu chlodno, bo na zewnatrz to 40 stopni nie zchodzi z termometra, ale wedrowac w takim pudle nie moga. Pomimo klimatyzacji w aucie, przeciez bedziemy robic czeste przystanki i jak nie daj buk auto bedzie stalo przez pol godziny to sie to wszystko roztopi.
No to czekoladki beda wedrowac w torbie termicznej, do ktorej na dno wloze zamrozony ice pack, po to zeby miec pewnosc, ze nic im sie nie stanie w czasie postoju. A torba bedzie siedziec na tylnym siedzeniu razem z druga rowniez termiczna z naszym jedzeniem na droge, bo ja tam wole sobie sama przygotowac kanapki i salatki niz jesc byle co na postojach.
No i niby to juz gotowe, ale caly czas mnie meczylo jak ja te duperelki zaprezentuje w czasie imprezy.
Przeciez nie podam ich w pudle ani nie rzuce luzem na stoly.
I wreszcie dwa dni temu doznalam olsnienia. Mielismy jeszcze sporo tego zielonego tiulu, bo zoltego kupilam mniej i "wyszedl" wiec kombinowalam co ja tez moge zrobic. Okazalo sie, ze mam akurat fajny koszyk odpowiedniej wielkosci no i zabralam sie do dzialania i wyszlo takie cos.
Na dnie koszyka jest jeszcze kawalek tiulu, ktory akurat wystarczy mi na wylozenie dna i ladne wywiniecie rogow. No i mam, calkiem chyba pomyslowo, tak przynajmniej ja mysle.
A Wspanialy podziwia, ze tak mi to ladnie poszlo, on chyba nawet podejrzewa, ze w moim poprzednim zyciu zajmowalam sie takimi duperelami jak dekoracje koszykow :))
No dobra, az tak ladnie to nie jest, ale chyba ujdzie w tloku 70-ciu osob.


Zaupione mamy tez juz talerze jednorazowe, papierowe w dwoch roznych wymiarach, serwetki, kubki do napojow zimnych i goracych, sztucce (niestety plastikowe) Dekoracje na stoly i bannery do powieszenia na scianach. Jeszcze musimy kupic obrusy, bo niestety nie mam pojecia jakiej wielkosci sa stoly wiec to trzeba zalatwic na miejscu, balony i to byloby na tyle z dekoracji.
Oprocz tego musimy zakupic wino, piwo i inne napoje niealkoholowe, zamowic jedzenie w restauracji i mozemy zaczac balowanie.
Wlasnie z tego powodu, ze trzeba jeszcze wiele rzeczy zorganizowac i dopiac na ostatni guzik to jedziemy az tydzien wczesniej.
I co rowniez wazne juz w te sobote spotkamy sie w Buffalo z Monika i Dino, ktorzy razem z matka Moniki przyjada z Toronto. Juz podskakuje z radosci, bo nie widzielismy sie blisko rok, a to bardzo dlugo.
No i cieszy mnie bardzo, ze w Buffalo bedzie troche chlodniej, bo tylko 30+ a to juz mniej niz 40 stopni.
Nawiasem mowiac jest tak goraco, ze magnolie zakwitly po raz drugi (!!) nie jest tych kwiatow duzo bo tylko tak gdzie niegdzie ale jednak to jakis ewenement. Nie, nie bede wychodzic z domu, zeby udowodnic zdjeciem, absolutnie nie wychodze nawet na patio a juz dojscie do rogu ulicy jest przy tych temperaturach dla mnie niemozliwe.
Relacje z imprezy zdam po powrocie.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...