Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, December 6, 2016

Sad zalatwiony, przynajmniej na teraz

Bylam wczoraj w tym Sadzie.
Zalatwilam szybciorem, bo jakos wyjatkowo sprawnie im to szlo. Jak juz dostalam sie do urzednika, ktorego akurat z gory sobie upatrzylam, udalo mi sie po prostu, to poszlo biegusiem. A upatrzylam sobie faceta bo mial bardzo ladny usmiech, taki cieply i z ognikami w oczach. Zapytal grzecznie czy mam jakis powod dla ktorego nie moge teraz akurat wykonywac tej powinnosci obywatelskiej, na co ja odpowiedzialam:
-- Chyba mam - i podalam mu list od mojego onkologa.
Przeczytal i tylko powiedzial:
-- WOW!!! wracaj do domu. 
No to wrocilam, z tym, ze ze swiadomoscia, ze za 6-8 miesiecy moge dostac a raczej na pewno dostane nastepne zaproszenie.
Od Grand Jury nie ma odwolania, jak raz czlowieka wezwali to juz nie popuszcza, moga to przelozyc z roznych przyczyn, ale na pewno o mnie nie zapomna.
Powiem szczerze, ze gdyby nie swieta, nie zima, kiedy dzien jest krotki i dojazdy bardziej upierdliwe to wcale nie mialabym nic przeciwko. W koncu nie pracuje, nie przedluzylam tez zasilku, bo Wspanialy stwierdzil, ze "nie warto sobie dupy zawracac" no to siedze w domu i nic nie robie.
A tam placa, byle co bo co to jest 40 dolarow za dzien siedzenia w sadzie, ale w domu siedze za darmo, wiec jak mnie znow zawolaja za te 6-8 miesiecy to chyba nie bede miala nic przeciwko.
Teraz naprawde nie moge, mam ciagle jeszcze za duzo wizyt lekarskich i te cholerne szczepienia i w tym konkretnym czasie Sad akurat koliduje z moim leczeniem.
No owszem mialabym cos przeciwko, gdyby trafila mi sie sprawa jakiegos okrutnego morderstwa i trzeba byloby sie babrac ogladaniem zdjec i widokiem wizji lokalnej, tego nie wiem czy bym zniosla.
A niestety tak moze byc, bo sprawy w Grand Jury to raczej sprawy powazne i dlugotrwale.
Nic to pozyjemy zobaczymy co czas przyniesie.
Narazie zabralam sie za mycie szkliwa jakie posiadam w ilosciach nieprzyzwoitych.
Ja chyba jestem nienormalna, na jaki chuj ja kupilam np. zestaw obiadowy na 16 osob?
Na jaki grzyb jest mi porzebne 16 jednakowych kieliszkow do szampana, oprocz tego mam jeszcze dwa komplety innych szampanek.
Pierdolki do deserow?
Ja pierdole gdybysmy jedli desery trzy razy dziennie i to nie we dwoje, ale w szesc osob to tych pierdolonych puchareczkow, miseczek,talerzykow i innych pierdolinkow i tak starczyloby na caly tydzien.
Jestem chora psychicznie, czas zdac sobie z tego sprawe.
Szklanki do Irish coffee, kurwa w ilosci 8 sztuk, a ile razy pije Irish coffee?
Raz na 5 lat jak pamietam, ze mam te szklanki (!!!)
To jest powazna choroba psychiczna, bo mimo iz mam tego od pyty albo i jeszcze wiecej to jak widze cos nowego to jak sroka, znow kupuje.
Fakt, przez ostatnie trzy lata nic nie kupilam, znaczy, ze szkliwa i porcelany, bo nastepny komplet nozy do serow czy specjalna tarka do czekolady to sie nie licza.
No moze sie nie licza, ale miejsce zajmuja... nawiasem mowiac gdzies schowalam te tarke i nie pamietam gdzie, a oczywiscie mialam pamietac:))) Znajdzie sie przy przeprowadzce.
Osiem szafek pelnych po brzegi szkla i porcelany nie uzywanej na codzien, a nawet rzadko uzywanej od swieta i w tym przypadku nie licze tego kompletu obiadowego na 16 osob.
Cztery szafki maja po trzy polki i cztery na szczescie tylko po dwie polki a i tak wszystko zapchane pietrowo. Jakim cudem sie to nie wytluklo z samego stania na polkach?
Nie wiem, moze dlatego, ze nikt tu nie skacze a i trzesien ziemi nie ma.
Ide z tym walczyc dalej.
Tatek przybywa w sobote 17 grudnia i musze miec to wszystko z glowy do jego przyjazdu. Nie ze bedzie sprawdzal, ale nie mylam tego przez 3 lata, a mimo, ze szafki zamkniete to jednak to swinstwo sie kurzy jak cholera, najgorzej szklanki i kieliszki.
Oooo szklanek to mam pewnie z 80 roznego rodzaju, ksztaltu i pojemnosci.
Troche wystawilam wczoraj w paczce przed dom, moze ktos potrzebuje niech sobie wezmie.



Friday, December 2, 2016

Wszystko mi robi (w)brew droga redakcjo

Jak tu zyc jak czego nie rusze to sie w gowno zamienia:)))
Pogoda se ze mna w chujki pogrywa przez cala jesien. Dwa tygodnie temu trafil sie nawet dzien kiedy odpalilam ogrzewanie, na cale dwie godziny odpalilam, bo zaraz potem slonce tak napierdalalo po oknach, ze musialam wylaczyc. Tak, gdyby sie ktos pytal to slonce nagrzewa chalupe nawet przez okna nie myte od lat. W Ameryce sie okien nie myje, mycie okien jest wbrew zasadom poprawnosci politycznej.
W zwiazku z czym my myjemy tylko drzwi na taras, bo te sie jakos skubance brudza, wszystko to oczywiscie wina Wspanialego i jego umilowania do grilla.
Ale sie nie wtracam to nie ja griluje i nie ja myje drzwi, wiec po co mialabym sobie moja piekna glowke klopotac cudzymi problemami.
Do zimy przygotowalam sie solidnie, moze nawet nie tyle z troski o zimno, co musialam znow nakupic szmat w ludzkim rozmiarze, ktore nie beda na mnie wisialy.
No to kupilam np. takie superasne ocieplane legginsy. Troche sie balam, ze to bedzie grube, a nog to sobie akurat pogrubiac nie powinnam, bo ta waga co ja stracilam zeszla glownie z innych miejsc mojego czlowieka, a w nogach prawie bez zmian jak byly solidne tak sa.
Ale legginsy przyszly donosicielem i sa cieniutkie, ale za to takie milusie w srodku, bo maja tam jakies gowniane pewnie tworzywo, ale wazne, ze ociepla i nie pogrubia, nie bede sie czepiac i dociekac co to jest.
No to mam te legginsy do ganiania na spacery, ale jest w nich za goraco.
I tak jednego dnia pasuja legginsy do polowy lydki, drugiego, dlugie ale zwykle, trzeciego wyglada na to, ze te ocieplane beda dobre wiec zakladam, wychodze i w polowie spaceru mam je ochote zdjac, bo jest mi za goraco.
Podobnie mam z kurtkami, lekki polarek (ten ktorego sie gdzies w przestrzeni wirtualnej rok temu czepiala jakas Asia), nieco grubszy polarek i wreszcie trzeci polarek z niby kozuszkiem od wewnatrz.
Procedura dokladnie jak z legginsami, z tym, ze z polarkami latwiej, bo zawsze mozna je zdjac i zawiazac wokol dupy, pod warunkiem, ze na dupie nie ma sie ocieplanych legginsow.
Zanabylam tez droga kupna super posciel na zime, znaczy przescieradla i poszewki, takie jak najbardziej miekki pluszowy mis swiata. Sa cienkie, lekkie i tak jedwabiste w dotyku, ze czlowiekowi chcialoby sie w toto otulic i nigdy nie wychodzic.
Kupilam to cudo juz prawie dwa miesiace temu, ale nie moglam zalozyc bo bylo za goraco, wiec codziennie wieczorem przed polozeniem sie do lozka w zwykla letnia posciel otwieralam opakowanie z ta pluszowa i mizialam. Jak sie juz namizialam to szlam spac.
Dwa tygodnie temu Wspanialy sie wkurwil na to moje mizianie i wydal rozporzadzenie:
-- Zakladamy te pluszowa posciel bo mam juz dosc tego miziania, jak tak dluzej bedziesz robic to zglupiejesz. 
On chyba liczy na to, ze mozna jeszcze bardziej zglupiec, znow nie bede oponowac, niech sobie mysli co chce, to ciagle wolny kraj przynajmniej w kwestii myslenia.
Zalozylismy wiec te cudownie miekka posciel i mowie Wam CUDO nad cudami!!!!
Zupelnie jak by ktos otulil cialo leciutenka chmurka, no cudnosci, marzenie i co tam jeszcze kto chce.
Tyle tylko, ze te cudnosci sa cieple, wiec co noc zaczynamy od zrzucenia koldry (tez nie za gruba, ale ciepla) na podloge, dwie godziny pozniej Wspanialy po drodze do lazienki wlacza wiatrak na suficie, ja juz w miedzyczasie spie na trzeciej poduszce, bo dwie poprzednie sie spocily od mojej glowy.
Za nastepna godzine, ja w drodze z lazienki otwieram szeroko okno w sypialni, wiatrak w dalszym ciagu chlodzi i teraz dopiero sie dobrze spi, bo temperatury w nocy mamy ciagle powyzej 10C a czesto i 15C.
Za to zupelnie nad ranem robi sie zimno, wiec oboje ciagniemy to pluszowe przescieradlo az po same uszy, ale spi sie w dalszym ciagu fantastycznie i dopiero ok. 4tej rano albo ja albo Wspanialy siegamy na podloge w poszukiwaniu zrzuconej wieczorem koldry.
O 6tej rano nikt nie chce wstac pierwszy, bo w chalupie zimno, nawet potrzebe oddania moczu przetrzymujemy jak dlugo sie da.
Najczesciej Wspanialy nie wytrzymuje i wstaje, zamyka okno, zostawia ciagle wiatrak na najwyzszych obrotach bo gdyby go wylaczyl to ja darlabym paszcze, ja lubie spac w zimnych pomieszczeniach.
O 7ej rano czasami czujemy potrzebe wlaczenia ogrzewania, bo w domu jest tylko 17C a to troche za chlodno. Dwie godziny pozniej juz jest za goraco i ogrzewanie wylaczamy.
Ja piernicze tyle korowodu tylko dlatego, ze zima nie moze sie zdecydowac.
Dwa dni padal deszcz, a w zasadzie to nawet plulo zabami, a tak jest pieknie i slonecznie.
Z tym tylko, ze to jednak byl listopad a dzis juz grudzien wiec to slonce juz nie ogrzewa tak jak latem.
Dzis poszlam na spacer w srednim polarku, legginsy dlugie bez ocieplania. Jak szlam w sloncu to mi bylo goraco, jak szlam w cieniu to zimno, noz cholery mozna dostac.
Czesto tez wiatry duja calkiem silne i wtedy czlowiek czuje jak go przewiewa do szpiku kosci, co akurat przy tych temperaturach jest calkiem moim zdaniem przyjemnym uczuciem, szczegolnie jak maszeruje w sloncu.
I tym sposobem Droga Redakcjo pogoda mnie wkurwia, ale musze jakos z tym zyc.

Z innych rzeczy ktore mi robia w poprzek, to doktory.
Dopatrzyli sie, ze mam serce, kto by przypuszczal?
I nie dosc, ze sie dopatrzyli to jeszcze zachcialo im sie koniecznie zbadac jak to serce pracuje.
No ja pierdole, wiadomo, ze jakos pracuje, przeciez gdyby nie pracowalo to robilabym za nieboszczke. Ale z doktorami tak nie pogada, nawet z tymi sympatycznymi.
Wyslali mnie na MRI, przy czym pani doktor byla uprzejma uprzedzic, ze MRI nie jest badaniem lubianym, ale przy ilosci radiacji jaka ja juz mialam to jednak jest mniej inwazyjne.
No dobra, jak bez kontrastu to wiadomo, ze mniej inwazyjne. Zgodzilam sie bo i jakie ja mam wyjscie.
Malo lubiane, bo strasznie halasliwe i polega na lezeniu caly czas w rurze przez 30 minut.
Ja tam do rur juz przywyklam co prawda przy PET lub CT to czlowiekowi chociaz glowe z tej rury co jakis czas wysuwaja i jest okazja zobaczyc sufit, ale stwierdzilam, ze troche sufitow juz w zyciu widzialam wiec jeden mniej nie robi mi roznicy.
Faktycznie halasliwe toto, ale dostalam sluchawki na uszy, ktore tlumily ile sie dalo, a dodatkowo to sie wsluchalam w ten halas, w jego czestotliwosc, rytm i uznalam, ze to moze byc jak medytacja z tym, ze halasliwa :) Jak czlowiek naprawde slucha to juz po pierwszych trzech minutach wie, ze halas powtarza sie cyklicznie i w zaleznosci od rytmu wiedzialam co zaraz nastapi. Bo w tym badaniu musialam np. wziac gleboki oddech i wstrzymac go, analiza halasu akurat w tym pomagala.
Zreszta nie taki diabel straszny jak go maluja, pani dowodzaca calym procesem dala mi tez alarm do trzymania w rece, gdybym z jakiegos powodu musiala przerwac badanie np. potrzeba kaszlu, bo czlowiek lezy plasko, wiec latwo sie zakrztusic splywajaca slina, to wtedy mialam nacisnac magiczny guziczek i przerwalybysmy badanie.
-- Zakladajac, ze z jakiegos powodu nie wytrzymam tych 30 min. i przerwiemy to czy potem musimy zaczac calosc od poczatku? - wolalam sie upewnic, bo zaczynanie od poczatku wcale mi sie nie usmiechalo.
-- Nie, zaczniemy dokladnie tam gdzie przerwalysmy. 
Na szczescie wytrzymalam i nie musialysmy przerywac, a nastepnego dnia zadzwonila do mnie pielegniarka i stwierdzila, ze dr. kardiolog jest zachwycona praca mojego serca.
No mowilam, ze pracuje, ale czlowiekowi nie wierza na slowo.... ech te doktory...

Jak by tego bylo malo Droga Redakcjo, to w tym roku w moj osobisty Thanksgiving, kiedy indor zalegal w piekarniku, z jakiejs przyczyny, jakis chochlik, diabelek czy inny wariat przerwal doplyw gazu w moim piekarnku. Trwalo to ok. godzine, ale wystarczajaco zeby spierdolic mojego indyka.
No wscieklam sie okrutnie, bo to juz byl, ze tak powiem szczyt mojej wytrzymalosci, ale na szczescie mielismy galon cydru do wypicia wiec dalo sie przezyc.
Indyk jak stwierdzili goscie byl bardzo dobry, ale ja tam wiem swoje, znaczy goscie byly mile, bo i co mialy powiedziec jak ja o malo co na zawal nie zeszlam.
Na szczescie bylo to juz po tym MRI co to wykazalo, ze serce mam jak dzwon, albo dzwoneczek, nie wazne, wazne ze jeszcze dziala :))

I jeszcze przyczepili sie do mnie znow z Sadu. Ja pierdole, oni chyba naprawde maja mnie na celowniku za wyrzucanie tych wezwan do smieci przez cwierc wieku. Tym razem od razu walneli z grubej rury i mam sie stawic do Grand Jury i ostrzegaja, ze sprawy tam tocza sie minimum 20 dni.
No ja pierdole, chyba sie dopatrzyli, ze mam zdolnosci prawnicze:))
Zadzwonilam do mojego onkologa i przyslal mi list stwierdzajacy, ze tak dlugotrwala sprawa bedzie kolidowala z moim leczeniem i szczepieniami, co akurat jest zgodne z prawda bo wlasnie zaczelam serie szczepien, ktora sie odbywa z czestotliwoscia mniej wiecej raz na dwa tygodnie.
W poniedzialek mimo wszystko musze tam jechac i dostarczyc ten list osobiscie.
Mam nadzieje, ze dadza mi spokoj.

Tak wiec Droga Redakcjo, zycie mi czasem rzuca klody pod nogi, wiec teraz szybciorem polece na nastepy spacer, bo robie ich dwa dziennie, ten drugi krotszy... ale musze leciec poki los znow mi klodow nie na wrzuca na drodze...
Do zobaczyska....



Wednesday, November 30, 2016

Recepta na szczescie

Wszyscy chca byc szczesliwi, wiekszosc marzy o szczesciu, a tylko jednostki wiedza, ze szczescie juz maja.
Tak by to mozna podsumowac, ale przeczytalam ciekawy i w sumie krotki artykul na temat jak byc szczesliwym w prostych jedenastu punktach.
Tu prosze link gdyby komus sie chcialo i oczywiscie jesli ktos zna angielski, a przeciez wiele osob zna.
Ja sie z tym wszystkim zgadzam wiec wylicze punkty:

1. Badz wdzieczny. Nie tylko za te zapierajace dech w piersiach chwile, ale za zwykle male przyjemnosci.

2. Oddaj sie bez reszty przyjemnosciom chwili. Tak bym to przetlumaczyla w najprostszy i najbardziej zrozumialy sposob. Poswiec czas na to co sprawia ci przyjemnosc i rob to z pelnym oddaniem, daj sie pochlonac tej przyjemnosci. Moze to byc spacer, czytanie, gra na instrumencie muzycznym, taniec... itd.

3. Usmiechaj sie czesto. Naukowcy odkryli, ze w czasie usmiechu pracuja miesnie twarzy, ktore doprowadzaja krew do frontowej czesci mozgu ktora wydziela wiecej dopaminy.

4. Nie katuj sie swoimi bledami i niedoskonalosciami. Ludzie szczesliwi wykorzystuja popelnione pomylki jako lekcje i zamiast sie nimi przejmowac, po prostu wykorzystuja je w pozytywnym celu. Ktos kto sie nigdy nie pomylil to na pewno ktos kto do niczego nie doszedl mowi jedno z madrych przyslow.

5. Badz optymista, w kazdej, nawet pozornie najgorszej sytuacji staraj sie widziec cos pozytywnego.

6. Otaczaj sie ludzmi, ktorzy cie szczerze wspieraja. Dobieraj sobie tak przyjaciol zebys mogl/la na nich liczyc nawet jak cos ci nie wyjdzie to nie beda cie krytykowac tylko wspierac twoje proby dzialania.

7. Naucz sie mowic NIE. Od czasu do czasu trzeba komus czegos odmowic dla wlasnego zdrowia psychicznego. I nie ma w tym nic zlego. Nie mozna byc na kazde zawolanie dla wszystkich.

8. Dbaj o kontakt z natura. Las, laka, plaza, gory, nie wazne co, moze byc lawka w parku wazne zeby spedzic ten czas wylaczajac sie z normalnego zycia zawodowego a nawet rodzinnego. To jest takie wazne zeby naladowac swoje wlasne baterie.

9. Naucz sie wybaczac i wybaczaj. Nie czyn z siebie ofiary na cala reszte zycia tylko dlatego, ze ktos cie skrzywdzil. Skrzywdzil, bo byc moze nie umial postapic inaczej. Wybacz i idz dalej, nie warto niesc ciezaru zaleglych zalow i bolaczek przez cale zycie, one niepotrzebnie obciazaja psychike.

10. Od czasu do czasu sprobuj czegos nowego, czegos czego wczesniej nie robiles/las. Moze to byc nauka nowego jezyka, a moze tez nawiazanie rozmowy z kims zupelnie przypadkowym. Takie wyjscie poza krag wlasnego komfortu moze byc bardzo przyjemnym doswiadczeniem, a jesli nie jest, to chociaz sprobowales/las i teraz wiesz, ze to na pewno nie dla ciebie.

11. Codziennie rano spojrz w lustro i powiedz "kocham cie" do wlasnego odbicia.

Ciekawa jestem co o tym myslicie, ja sie zgadzam z kazdym punktem, nad niektorymi (dokladnie dwoma) jeszcze musze popracowac i wlasnie dlatego to tutaj napisalam, zeby mi sie nie zagubilo.




Friday, November 25, 2016

Dziekuje

To takie proste, latwe do wypowiedzenia slowo "dziekuje" potrafi powiedziec male dziecko (jesli jest tego oczywiscie uczone), staruszek i nawet obcokrajowiec.
Moj maz tak ladnie mowi "dzienkui" czym zawsze wywoluje usmiech w polskich sklepach, bo mimo, ze wszystkie transakcje przebiegaja po angielsku to on na koniec wypowiada to magiczne "dziekui" po polsku.
Wszyscy uwazaja, ze to takie mile, nie zna facet jezyka, ale chociaz podstawe opanowal.
No dobra, z ta podstawa to ja sie bije w piersi, bo jednak te wszystkie "kurwy" itp to nie powinna byc podstawa, ale on wie co oznaczaja i nie uzywa publicznie.
Z publicznie bezpiecznych moj maz zna: dzien dobry, prosze, przepraszam, dziekuje, sluchaj, dobrze i piwo.
W naszym domu "prosze" i "dziekuje" sa najczesciej uzywanymi slowami.
Nie omijamy ich nawet w tak prozaicznych sytuacjach jak "prosze wyrzuc smieci" a zaraz potem nastepuje "dziekuje". Moj maz dziekuje mi za kazdy ugotowany posilek, ja dziekuje za kazde pozmywane naczynia, mimo, ze robi to zmywarka, to jednak za jego sprawa maszeruja do zmywarki.
Prosimy rowniez o wszystko, nie ma czegos takiego jak "zrob", "wstan", "podejdz blizej" zawsze tym niby rozkazom towarzyszy slowo "prosze" i po wykonaniu dziekuje.
Uwazam, ze zycie jest o wiele bardziej przyjemne jak sie tych slow uzywa, czlowiek czuje sie nie tylko doceniany ale i zmotywowany do kolejnych drobnych swiadczen na rzecz drugiej osoby czy tez wspolistnienia w malzenstwie.
Dlatego wlasnie, ze tak zyje na codzien to jest mi zawsze przykro, jak ktos mnie o cos pyta, prosi publicznie (na blogu, w grupach dyskusyjnych) czy tez prywatnie mailem i jak odpowiem to jest cisza, brakuje mi tego zwyklego "dziekuje".
Czy to tak trudno wypowiedziec, napisac?
"Prosze" w pytaniu jest jakos latwiejsze do przelkniecia i zdarza sie czesciej, chociaz tez nie zawsze, czesto ktos pytajac pisze "pytam ciebie bo (tam mieszkasz, pracujesz jako kosmetyczka, bo widze ze sie interesujesz polityka wiec moze wiesz itp.) z pominieciem tego magicznego "prosze czy mozesz....?
Czasem pytania dotycza polityki, czasem leczenia szczegolnie w klinice MSK, czasem cos na temat pielegnacji skory. Zawsze traktuje takie pytania powaznie i odpowiadam na tyle rzetelnie na ile potrafie, czasem szukam w zrodlach lub slownikach bo jesli chodzi o terminologie kosmetyczna, bo ja jej nie znam po polsku wiec musze sie upewnic.
Robie to z prawdziwa przyjemnoscia, bo chyba lubie byc pomocna...
I tylko zawsze ten brak prostego, zwyklego "dziekuje" jest jak policzek.
Jeszcze gorzej jak osoba pytajaca po mojej odpowiedzi wdaje sie w dyskusje z kims innym zupelnie ignorujac tak moja osobe jak i moja odpowiedz, o ktora przeciez sama dwa stopnie wyzej w dyskusji prosila.
Generalnie brak takiej podstawy w stosunkach miedzy ludzkich jak "prosze", "dziekuje" i "przepraszam" mozna uznac za proste chamstwo, ale ta ignoracja odpowiedzi i rozmowcy to juz jest chyba chamstwo wyrafinowane.
Czy ktos moze mi wyjasnic w czym rzecz?
Skad sie to bierze? ten wstret do zwyklej zyczliwosci? bo przeciez nie chodzi tu o nic wiecej.
Skad ta niechec do podstaw kulturalnego wspolistnienia?
To tak jak z usmiechem.
Nie wiem jak teraz ale 8 lat temu w Polsce balam sie usmiechnac bo patrzyli na mnie jak na wariatke.
Dokladnie tak samo sie czuje jak wariatka oczekujac prostego, zwyklego "dziekuje" bez wzgledu na to czy ktos sie zgadza z moja wypowiedzia czy tez nie, to jednak podstawowa kultura moim zdaniem zobowiazuje.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...