Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, March 21, 2017

Nie wiem

Tym razem nie chodzi mi o zadne filozoficzne "nie wiem wiec jestem":)) czy tez "nie wiem wiec zyje".
Chodzi o zupelnie cos innego.
Nie wiem to nazwa dania obiadowego, ktore ostatnio dosc czesto spozywamy.
Problem wraca jak bumerang codziennie... chwileczke, czy czlowiek naprawde musi jesc codziennie?
Kto wymyslil cos tak glupiego?
Nie daloby sie tak raz na tydzien, albo jeszcze lepiej raz na chociaz dziesiec dni?
No dobra, przyznaje, ze odpowiedz na powyzsze pytania brzmi rowniez "nie wiem".
Najgorzej jest o tej porze roku, bo juz sie wyczerpaly albo niewiele zostalo z zapasow przygotowanych wczesniej dan i zup jakie gromadze na cala zime w zamrazarce. No i zima jakos latwiej cos ugotowac, bo i przyjemniej sie w chalupie robi jak z kuchni na mieszkanie wyplywa zapach gotowania, robi sie jakos tak cieplej i przyjemniej.
Ale teraz? Nie to juz nie ta pora roku.
Codziennie rano zadaje wiec Wspanialemu to samo pytanie, albo nawet nie zadaje go bezposrednio jemu, tylko rzucam w przestrzen, bo wiadomo, ze w tej przestrzeni nie ma nikogo poza mna i Wspanialym, wiec wyglada to tak.
-- Co my dzis bedziemy jedli na obiad? 
Cisza, bo moj maz uwaza, ze ignorowanie moze sie czasem udac. Niestety to nie dziala w przypadku takiej zony jak ja, bo ja jestem zen wiec za piec-siedem minut powtarzam:
-- Co bedzie dzis na obiad? 
W tym momencie Wspanialy podnosi glowe znad komputera, bo ja to pytanie tak zupelnie bez zadnego wyczucia rzucam w momencie kiedy mnie naszlo nie zwracajac uwagi, ze przeciez moj maz pracuje wlasnie miedzy innymi na nasze obiady.
Widze wiec bledny wzrok, za ktorym umysl jeszcze nie nadaza i ciagle nie mam odpowiedzi.
-- Hop hop!! Ziemia do Wspanialego!! Co Wspanialy zyczy sobie na obiad? - wolam radosnie.
-- Nie wiem - pada krotka acz rzeczowa odpowiedz oraz glowa znow pochyla sie nad komputerem.
No dobra, mysle sobie, to jeden problem mam juz z glowy, ubieram sie i wychodze na spacer.
Wracam ze spaceru i jeszcze dobrze nie weszlam a juz slysze glos mojej ulubionej Klary.
Nie pozostaje nic innego jak ewakuowac sie do sypialni, zajmuje wiec pozycje horyzontalna przed telewizornia, obok Kindle i troche ogladam tv, troche czytam, a reszte drzemie:)
Tym wygodnym sposobem (przynajmniej dla mnie) docieramy do czasu kiedy juz naprawde wypadaloby miec jakas wizje obiadu.
Teraz Wspanialy pyta:
-- To co dzis na obiad? 
-- To samo co wczoraj, przeciez mowiles, ze chcesz "nie wiem". 
-- No tak, prawda, tak mowilem... "nie wiem" to taka latwa i szybka w przygotowaniu potrawa... 
-- Skarbie, czy ktos Ci broni przygotowac bardziej ambitna potrawe? - pytam na wszelki wypadek, bo ja lubie jasne sytuacje.
Wtedy Wspanialy wstaje od kompa, idzie do kuchni, otwiera lodowke, patrzy w jej wnetrze i mowi:
-- Hmmm.. sa wczorajsze ziemniaki.. jest maslo orzechowe... to moze.... 
Ja juz lece do lazienki, bo na samo wspomnienie masla orzechowego mam odrzut wymiotny, nie znosze tego swinstwa, a Wspanialy oczywiscie moze toto jesc cztery razy dziennie, na szczescie nie z wczorajszymi ziemniakami.
W rezultacie najczesciej jedziemy gdzies do knajpy a jak nam sie wyjatkowo nie chce to Wspanialy bierze telefon i sklada zamowienie w restauracji za rogiem:
-- Chcialem zamowic babcie... nie, nie potrzebuje dostawy, mieszkam za rogiem to za 15 minut sam odbiore... 
I wtedy mamy babcie na obiad:))) No dobra, co to jest ta babcia, bo przeciez jeszcze nie zostalismy ludozercami? Babcia to pizza, tak nazwana bo recepture na te konkretna pizze wymysila babcia wlasciciela restauracji, wiec w menu widnieje "grandma's pizza" co Wspanialy skraca i wychodzi jak wychodzi:)
Nie przepadam za pizza, ale raz od wielkiego dzwonu ta babcia jest calkiem dobra.





Friday, March 17, 2017

Mowilam, ze Irlandczycy maja szczescie do pogody?

Mowilam i oczywiscie mialam racje.
Dzis jest wrecz pieknie, prawie cieplo:))) bo juz 7C na plusie ta to po dwudniowych mrozach bardzo sie ceni, no i slonce napitala od 7ej rano jak na zawolanie.
Poszlam wiec ambitnie tym razem na dlugi spacer i w innym kierunku.
Widoki jak widoki, czego mozna sie spodziewac na dwa dni przed taka sniezyca, ale Wam troche pokaze.
Na ten przyklad spotkalam pana Balwana, ktory jest dzielem dzieci muzulmanskich. Mieszka tu taka bardzo mila muzulmanska rodzina i maja dwojke slicznych dzieciakow, a matka to zywcem modelka.
Kiedys szlismy ze Wspanialym i ona akurat z mezem chyba sie gdzies wybierali z wizyta, bo odwalona w piekna suknie, a byl to jeden z tych dni kiedy mielismy 22C i jak Wspanialy zawiesil oko to mu sie normalnie nogi pomylily i bylby chlop padl na kolana, gdyby w miare szybko nie odzyskal wladzy i przytomnosci umyslu. Nie dziwie sie sliczna kobieta.
A oto pan Balwan prosze panstwa:


Wiekszosc chodnikow juz poszerzyla swoje wymiary, ale zwlaszcza tam gdzie sa budynki mieszkan wlasnosciowych i odsniezaniem zajmuja sie pracownicy spoldzielni:



Przy prywatnych domkach bywa roznie, ale da sie przejsc:


Sa ludzie, ktorzy posiadaja plugi sniezne i przyczepiaja je do frontu wlasnego samochodu typy pickup i tym sposobem maja odsniezone szybko i szeroko a nawet jesli sa zyczliwi to odsniezaja cale odcinki chodnikow w okolicy, zwlaszcza tam gdzie mieszkaja starsi ludzie, ktorym jest ciezko sobie z tym poradzic.



Fajnie byloby gdyby ten snieg caly czas wygladal tak:


A nie tak jak przy ulicach i autostradach:




Ale tez trafilam na taki zupelnie nietkniety lopata ani plugiem odcinek. Tu akurat nie ma  zadnych domow, jest to teren przy autostradzie, ale poniewaz nie ma nawet przystanku autobusowego to i nikt nie jest za te czesc odpowiedzialny. Ale ja w moich kolcach dzielnie przeszlam po tej wygladajacej zupelnie nieziemsko powierzchni:)) Moglam isc brzegiem ulicy, bo tak ludzie chodza jak nie ma innego wyjscia, ale przeciez mam kolce:))


A zaraz po przejsciu tego kosmicznego kawalka super droga. Lubie ten odcinek, chodze tedy codziennie w czasie moich spacerow, ale tu jak widac w glebi jest przystanek autobusowy, wiec musi byc dojscie:




A przy najblizszym rogu ulicy gdzie mieszkam taki widok:



Mamy akurat wymiane rur kanalizacyjnych i jak widac zima nie jest przeszkoda w pracy. Pracuja juz w okolicy od kilku tygodni i teraz zblizaja sie do naszego domu. Ot bedzie troche balaganu, ale jak cza to czeba.

I na koniec kwitnace bazie u mojego sasiada:


To tyle, oby do wiosny:)))



Thursday, March 16, 2017

Pognalo mnie...

... z samego ranca.
Nie moglam na dupie usiedziec, wiec tuz po 9tej rano zlapalam aparat, kurtke na plecy, kolce na buty i polecialam na malutki obchod.
Malutki, krociutki bo zimno jeszcze bylo cholerycznie.
Ale kliknelam kilka fotek wiec prosze:



Tak wygladaja skrzyzowania ulic, jak pisalam wczoraj, czasem trzeba sie wgramolic na gorke sniegu zeby przejsc przez ulice.


Wiekszosc chodnikow w stanie jak powyzej, ale czasem zdarzy sie taki odcinek, gdzie komus sie nie chcialo odsniezyc. Te miejsca potrafia byc sliskie i tu moje kolce sprawdzaja sie doskonale.


Trafia sie tez zlamane drzewko i lezace obok galezie...


I co najgorsze to mroz ogolocil forsycje z pierwszych kwiatkow a i listki zmarnialy:(



Na pewno tez paki drzew lisciastych ucierpialy, ale Wspanialy mnie pociesza, ze natura sobie z tym poradzi.



Mam nadzieje, ze Wspanialy ma racje:)
A teraz chyba polece jeszcze na kolejny spacer, jak cos wypatrze to sfoce i dodam:)))

Juz zrobilam kolejny obchod:)
I oto moje zdobycze.
Paki magnolii, mysle, ze jednak przetrwaja bo jeszcze nie zdarzyly peknac:



Nowe zycie, chwilowo pod sniegiem:



Droga dojazdowa wzdluz autostrady:


I jednak kwitnace forsycje, te widocznie sa w bardziej naslonecznionym miejscu:



Tyle na dzis, a jutro jak znam zycie bedzie moze i mrozno ale bardzo slonecznie.
Dlaczego?
Jutro jest Swietego Patryka a Irlandczycy zawsze maja sloneczna pogode na swoje swieto, jestem przekonana, ze tak tez bedzie tym razem.



Wednesday, March 15, 2017

Moj Boze...

Co raz czesciej przychodzi mi do glowy, ze juz czas sie wymiksowac z tego blogowania.
Po prostu to juz nie na moje nerwy:)) Co jakis czas robie przerwy, potem wracam, ale za chwile znow to samo. Ludzie nie czytaja, ogladaja literki i potem koniecznie musza napisac komentarz.
Ja sama czesto nie czytam tylko ogladam literki, bo z przyzwyczajenia wpadam tam gdzie zwykle wpadalam ale nie mam czasu czytac, wiec ze tak powiem "przelece tekst wzrokiem" ale w takich przypadkach staram sie nie pisac komentarza, bo wiem z gory, ze nic madrego nie napisze, wiec po co?
Ano niektorym sie chyba wydaje, ze komentarz to jak lista obecnosci w pracy.
Nie ma komentarza to znaczy czlowiek byl na wagarach i jest pierwszy w kolejce do zwolnienia... nie wiem, nie potrafie tego zjawiska wytlumaczyc, ale jakos tak mi sie ono jawi.
I zeby nie bylo to nie chodzi o komentarze w sensie stricto, a przynajmniej nie dokladnie o nie chodzi.
Chodzi o to jakimi drogami podazaja ludzkie mysli albo bezmyslnosci.
Pamietacie ten przypadek o kobiecie ktora sie poparzyla kawa i sadzila bodajze McDonaldsa?
Na pewno pamietacie, bo to sie akurat wydarzylo w Ameryce a wszystko co zle w Ameryce nalezy pamietac do konca swiata albo i jeszcze jeden dzien dluzej:)))
Gorzej z tym, ze moje ostatnie dwie notki dowodza, ze juz nikt nie pamieta, ze zima w Polsce trwala 4 miesiace i wszyscy mi wspolczuja jaka mnie to kleska spotkala i owszem ponoc przezyje, ale to tylko dzieki Wspanialemu:))))
Sorry Errato, ale czy naprawde myslisz, ze bez Wspanialego nie dalabym rady?
No to jak ja zylam cale 48 lat przed Wspanialym?
W dodatku 30 lat z tego w Polsce gdzie sniegi byly po sama dupe albo i jeszcze wyzej?
Dobra, dzis sie obudzilam i pacze jest komentarz Urszuli, w ktorym Urszula pisze, ze wlasnie sie natknela na FB na takie zdjecie Maryli Rodowicz:



A przy zdjeciu dopisek samej Gwiazdy, ktory pozwolilam sobie skopiowac, skoro juz ukradlam zdjecie to niech bedzie z komentarzem:))) 
Cytuje slowa Gwiazdy:

"Stan kleski zywiolowej nikt nie sprzata ulic w twarz wieje snieg z grudkami lodu"

I oczywiscie nie moge sie teraz pozbyc tak widoku Gwiazdy jak i tamtej poparzonej goraca kawa kobiety. 
Wydaje mi sie, ze jestem osoba dosc tolerancyjna, ale przy glupocie to jednak wysiadam, nie daje rady. 
Jedna sie poparzyla goraca kawa,  bo glupiej cipie nie przyszlo do glowy kupic sobie kawe z lodem to kupila goraca a potem nie umiala utrzymac kubka i sie ta goraca kawa oblala. 
Juz jest powod zeby z tym pojsc do sadu. 
No i jak wiemy, wygrala i teraz na 98% kubkow do kawy widnieje napis: 
Uwaga zawartosc moze byc goraca!!!


Teraz druga cipa, przepraszam Gwiazda wychodzi na zewnatrz w czasie zamieci snieznej i narzeka, ze "w twarz wieje snieg z grudkami lodu". No ja pierdole!!! 
Nie wiem ile Rodowiczowna ma lat, ale czy w tym wieku mozna miec juz taka demencje zeby nie wiedziec, nie pamietac na czym polegaja opady sniegu polaczone z silnym wiatrem?
No chyba mozna, bo kurteczki sobie zapomniala zapiac i rekawiczusiow tez na raczki nie zlozyla. 
Dobrze ze nie wyszla w wiencu z kwiecia i letniej sukience. 
Ciekawe czy poda Ameryke do sadu? 

Co do tych ulic, ktorych nikt nie sprzata to mam do Gwiazdy pytanie

-- Czy Gwiazda uzywa papier toaletowy PRZED czy PO wydaleniu kalu? 


Wiem, porownanie raczej smierdzace i w sposob odrazajacy pobudzajace wyobraznie, ale z niczym bardziej logicznym mi sie Gwiazda w tym momencie nie kojarzy. Bo uzycie papieru toaletowego przed ma tyle samo sensu mniej wiecej co odsniezanie w czasie zamieci polaczone z oczekiwaniem czystej powierzchni drogi tudziez dupy. 
Niedobra Ameryka, nie poznali sie na Gwiezdzie i trzeba bedzie koniecznie podac ich do sadu. 
I to pisze na FB kobieta ktora przyleciala z kraju gdzie zima trwa co roku od trzech do czterech miesiecy. 
Zastanawiam sie gdzie sa granice promowania wlasnej glupoty?
Ciekawe jak ona zyje w Polsce gdzie zima trwa nie dwa dni lub tydzien ale dlugie miesiace?
Pewnie ma swojego Wspanialego, dzieki ktoremu moze jeszcze przezyc:))) 

No chyba, ze tam w Polsce Gwiazda ma specjalne przywileje i wiatr nie smie wiac w jej strone a juz z marznacym sniegiem to absolutnie. No i zawsze przed Gwiazda pomyka ktos kto rozwija czerwony dywanik, zeby Gwiazda nie daj buk nie dotknela golej ziemi bucikiem


P.S. 
I tak sobie mysle, ze juz chyba czas zwinac ten blogowy interes dla wlasnego zdrowia psychicznego. 











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...