Ostrzezenie

Czytelniku, wchodzisz tu na wlasne ryzyko i odpowiedzialnosc. Pisze na tym blogu o moich wlasnych bardzo czesto skrajnie radykalnych pogladach, jesli czytasz to nie znaczy ze musisz je podzielac. Jesli masz odmienne zdanie to nie znaczy ze musisz je zmienic. Ale jesli moje poglady Ci sie nie podobaja to tez nie znaczy, ze ja nie mam prawa ich miec i o nich pisac.
Panuje tutaj w tej kwestii pelna demokracja.

Friday, November 20, 2009

Stuk, puk laska w podloge:)

Wlasnie minal trzeci tydzien mojego chodzenia z laska i musze przyznac, ze zaczyna mi sie podobac:))
Na poczatek paletalo mi sie toto miedzy nogami, albo zapominalam, ze mam trzymac w lewej rece, bo jestem praworeczna, a przecie rzecz cala w tym aby laska wspomagala lewa strone.
Kilka razy na poczatek zawadzilam gdzies o cus i laska stracila chwilowo forme, bo ta cholera jest skladana i posiada 4 czesci polaczone wewnatrz taka silna guma wiec jak gdzies zahaczylam i pociagnelam to laska zaczela sie skladac.
Tak to bylo przez pierwszy tydzien, zywy cyrk.
Ale potem zwolnilam, zaczelam patrzec wiecej pod nogi, szczegolnie na schodach, bo wtedy jest mi najbardziej potrzebna, a jednoczesnie na schodach najlatwiej o przygode seksualna.
Na szczescie raz tylko zlecialam z 3 schodkow jakims takim rozpaczliwcem wymachujac lapami i laska w powietrzu. W drugim tygodniu juz zrobilam sie bardziej stateczna.
Czyli wszystko jest mozliwe. Wymaga ta statecznosc troche wiecej czasu, ale da sie zyc.
Chyba raczej nie mialam wyjscia, bo wlasnie w drugim tygodniu kiedy wydawalo mi sie, ze juz mam te "trzecia noge" opracowana, to akurat wychodzac do pracy musialam sie wrocic, bo zapomnialam zabrac telefon. Szlag, zla bylam i poziom wkurwa juz mi sie podniosl, bo wiadomo, ze wychodze z domu na ostatnia minute, a tu ten nieplanowany powrot. Jak juz zabralam ten nieszczesny telefon i wyszlam z domu, to zobaczylam, ze autobus juz jest na przystanku. Nastepny za 30 min!!!!
Zczelam wiec rozpaczliwie wymachiwac ta lacha, jednoczesnie przyspieszajac kroku, bo biec to ja nie biegam. Wyobrazcie sobie jak mi bylo glupio jak ja caly czas machalam laska zamiast sie nia podpierac, a w momencie kiedy dotruchtalam do drzwi samochodu, to kierowca zaczal obnizac platforme, zeby mi bylo latwiej wejsc:)))
Nie jestem pewna czy w Polsce sa takie autobusy, wiec na wszelki sluczaj wyjasnie o co chodzi.
Tutejsze autobusy maja przy drzwiach kawalek takiej ruchomej podlogi, ktora kierowca moze obnizyc dla pasazerow starszych, czy na wozkach inwalidzkich, czy wlasnie dla takich jak ja, z laska.
Tylko, ze ja nowicjuszka nie wpadlam na to, ze teraz nalezy mi sie taki przywilej.
Musialo to fajnie wygladac jak lece wymachujac laska zamiast sie nia podpierac, a jak juz dolecialam to kierowca obniza platforme i ja podpierajac sie laska wchodze do autobusu:)
Kurde, ale popelina!!!
Malo tego, jak wchodze do autobusu, to jesli ktos siedzi na siedzeniach blisko kierowcy, to natychmiast wstaje i ustepuje mi miejsca, bo te pierwsze miejsca sa wlasnie dla inwalidow(!!!)
Na poczatek nie lapalam i nawet jak ktos wstal to nie przyszlo mi do glowy, ze to z mojego powodu i w ten sposob zwalnia to miejsce dla mnie. Ja tam nie zwracajac uwagi na nic zapierdalalam z lacha do tylu, zeby byc blizej wyjscia, tym bardziej, ze o tej porze co ja korzystam z komunikacji miejskiej to sa raczej luzy.
Dopiero kiedys wieczorem Wspanialy mnie poinstruowal, ze to wlasnie MNIE ludzie ustepuja miejsca.
O kurwa!!! Takie niedopatrzenie!!!
Teraz wchodze i robie klap zaraz obok kierowcy, bo potem jak wysiadam, tez przysluguje mi przywilej wysiadania frontowymi drzwiami i znow kierowca opuszcza te platforme.
Tak mi sie to spodobalo, ze kto wie czy nie bedzie mi przykro sie z ta laska rozstac?
Za to teraz jak po tych kilku wizytach u znachora lewe biedro przestalo mnie juz napierdalac, to potrzebe laski odczuwam tylko przy chodzeniu po schodach. Problem w tym, ze schodow tu od zasrania i w sumie gdziekolwiek ide to musze brac laske.
I tak poszlam kupic cos na lunch, jak placilam to oparlam laske o lade i zapomnialam, musialam wrocic.
Kiedys poszlam na kawe i ciacho z klientka i znow zostawilam laske przy stoliku. Prawie godzine pozniej zapierdalam i szukam laski, na szczescie widocznie nie jest to towar chodliwy i nikt nie zabral. No stresa mam strasznego, bo zostalo mi jeszcze dwa tygodnie i nie chcialabym cholery zgubic, bo wtedy musialabym kupowac nowa.
To mowie dzisiaj rano do znachora:
-- Doktorze moze mnie juz ta laska nie potrzebna, bo biodro przestalo bolec?
-- Potrzebna, potrzebna juz niedlugo nie bedzie potrzebna ale dopoki nie zrobisz nastepnego zabiegu na stope to masz z nia chodzic.
-- Doktorze, ale ja zapominam i tak sobie mysle, ze jak zapominam i potem zapierniczam bez laski po laske, to ona chyba nie tak bardzo potrzebna, nie?
Spojrzal na mnie takim wzrokiem, ze mi sie wszystko ugielo i powiedzial:
-- Stardust, zajelo nam 6 zabiegow zeby doprowadzic to biodro do porzadku. Chcesz spowrotem ten sam bol?
-- Nie, no bolu to nie chce... sie tylko... pytam... no...
Niech ta, jak sie uparl, to nic nie pomoze.
Tatek i E. przylatuja w przyszla sobote, bo ja mam w tym roku Thanksgiving w sobote, juz mu zapowiedzialam zeby zabral swoja laske, to pojdziemy razem na spacer:)

Hop hop!!

Hej ludziska kochane, to nie jest tak strasznie, jak w tym telegramie wyglada. Ja tylko nie mam czasu siasc i pisac.
Leb napierdala, znaczy, ze daje wyczuwalne sygnaly, ze jeszcze jest. Chociaz wczoraj to obudzilam sie z takim bolem, ze myslalam ze nie posiadam zadnych innych czesci ciala. No bylam jeden wielki bolacy leb. Ale przeszlo, wzielam jakies tabletki, ktore tez pewnie maja date waznosci z ubieglego stulecia, ale nie bede sie bawic w szczegoly. Wazne ze zadzialaly. Nie bedzie byle jaki leb mna rzadzil:)
Nie mam czasu, znaczy swieta sa w przyszlym tygodniu i cala armia owlosionych czlekoksztaltnych istot potrzebuje byc nagle w trybie natychmiastowym odwlosiona i przywrocona do ludzkiego wygladu. Dzialam woskuje, wyrywam, oklepuje, wyciskam wagry, oblepiam maskami itd.
Mam wkurwa, w zasadzie nic nie znaczy, bo jesli czytacie uwaznie to ja mam wkurwa zawsze. Mniejszego, lub wiekszego ale wkurw jest czescia mnie jak moj wielki nos. Taka uroda znaczy sie, wkurw niejako oznacza, ze ciagle zyje.
Pogoda cudna. Pogoda jest faktycznie tak cudna, ze czasem mam ochote pomalowac jajka, kupic baranka i piec wielkanocne mazurki. Jest cieplo, wczoraj musialam zdjac cienka kurtke, taka fruwajke, bo mi bylo za goraco. W wiekszosci caly listopad byl sliczny i sloneczny, wczoraj wieczorem sie z letka zbylejaczylo i w nocy padalo, ale weekend ma byc znow sloneczny.
Zycie uwiera. Ha!! A kogo nie uwiera? Z reguly zycie jest uwierajace, bo inaczej nie wiedzielibysmy ze zyjemy:)) Wiec jak mnie moje zycie uwiera, to wiem, ze zyje pelnia zycia. Querwa, to chyba nawet madrze zabrzmialo, ale nie wiem, bo jestem dopiero w trakcie pierwszej kawy..
Biore to na smiech, bo ja wszystko biore na smiech. Smiech to zdrowie to raz. A dwa to jak sie czlowiek potrafi smiac to nawet najwieksze problemy maleja i juz z wielkiej tragedii robi sie pryszcz:)))
Niedlugo weekend, to stwierdzenie bylo li tylko potwierdzeniem tego co pisalo w kalendarzu.
Tyle wyjasnienia do telegramu, nie martwta sie ludkowie, nic mi nie jest, nic nie musi mijac, bo jak nie daj buk minie, to znaczy ze minelo razem z ostatnim tchnieniem, a chyba jeszcze nie o to chodzi;)
Napisze wiecej jak sie juz uporam z ta nawalnica woskowania, maskowania i klepania.
Czymta sie kupy, bo kupy nikt nie ruszy.

Thursday, November 19, 2009

Telegram

Leb napierdala STOP Nie mam czasu STOP Mam wkurwa STOP Pogoda cudna STOP Zycie uwiera STOP Biore to na smiech STOP Niedlugo weekend STOP
Wasza Stardust:)

Monday, November 16, 2009

Patriotyzm na dzis

Debaty patriotyczne trwaja na kilku blogach i prowadza do interesujacych dyskusji, czasem zabieram glos, czasem tylko czytam i potem rozmyslam jak to jest z tym patriotyzmem.
Co to jest patriotyzm?
Znalazlam taka najprostsza definicje patriotyzmu i ponizej pozwolilam sobie ja skopiowac.

Patriotyzm, szacunek i umiłowanie ojczyzny, gotowość do poświęcenia się dla niej i narodu, stawianie dobra własnego kraju ponad interesy partykularne bądź osobiste. Poczucie silnej więzi emocjonalnej i społecznej z narodem, jego kulturą i tradycją.
Patriotyzm to postawa wyrażająca się w wypełnianiu podstawowych konstytucyjnych obowiązków obywatelskich, takich jak służba wojskowa i obrona ojczyzny, wierność dla kraju, troska o wspólne dobro i dbałość o stan środowiska naturalnego, przestrzeganie prawa, gotowość do ponoszenia wszelkich ciężarów i świadczeń, w tym też płacenia podatków

Brzmi logicznie i prosto, w sumie to ten wezel w gardle i lezka w oku jak czlowiek slyszy hymn, to duma jak sportowiec zajmie pierwsze miejsce w jakichs rozgrywkach miedzynarodowych. To wszystko mozna by podciagnac pod "umilowanie" i jakos z tym milowaniem nikt raczej nie ma problemow. Gotowosc poswiecenia dla ojczyzny? Trudno o tym dyskutowac teraz w czasach pokoju, bo jak nie ma potrzeby to kazdy jest gotowy. Z drugiej strony historia Polski dowodzi, ze w czasach potrzeby bylo wielu chetnych do poswiecenia, wiec mozemy przypuszczac, ze nie jest tak zle.
Poczucie wiezi emocjonalnej i spolecznej z narodem, tez nie nastrecza wielu problemow, w sumie to nawet my emigranci zachowujemy tradycje i kulture polska. Moje swieta sa zawsze po polsku. Oczywiscie, ze mozna by sie czepiac, ze moim ulubionym swietem jest Thanksgiving, czyli swieto amerykanskie, ale to juz niech sobie kazdy odczytuje jak chce.
Ja osobiscie uwazam, ze ktos, kto swiadomie przyjmuje obywatelstwo innego kraju powinien przejac rowniez jego tradycje i zobowiazania, tak ja rozumiem przyjecie obywatelstwa i tak tez z pelna swiadomosica zrobilam. Zreszta Ameryka zdecydowanie ma wiekszy wplyw na moja swiadomosc obywatelska i poglady niz Polska. W koncu tutaj spedzilam juz 25 lat mojego doroslego zycia, a w Polsce tylko 12lat, wiec sila rzeczy, mozna mnie uznac, za bardziej Amerykanke niz Polke;)) jakby ktos koniecznie chcial to jakas miara mierzyc.
Ale przejdzmy do drugiej czesci tej definicji, czyli obowiazkow konstytucyjnych.
Tutaj mam duzy dylemat, bo wezmy np. udzial w wyborach.
Czy to jest obowiazek? czy przywilej demokracji?
Ja uwazam, ze przywilej dlatego tez nie biore udzialu w wyborach kiedy nie mam silnego faworyta, czyli nie glosuje "przeciw" Tlumacze to tym, ze skoro moj glos ma byc wartosciowy to pierwsza osoba, ktora ma go szanowac musze byc ja sama, a wiec nie moze byc niedbale rzucany na wiatr. Ja osobiscie zawsze glosuje "za" tym w co wierze, na tego komu udalo sie mnie przekonac. Nie marnuje mojego glosu na "mniejsze zlo" albo przeciwko kandydatowi, ktorego nie lubie bardziej.
Wiec jesli przyjmiemy, ze glosowanie jest obowiazkiem obywatelskim to ja nie jestem w tym momencie patriotka, no i dobrze, wcale mi to nie przeszkadza. Zawsze mialam problem z obowiazkami, duzo bardziej mi po drodze z przywilejami;)
Zreszta na kwestie glosowania jako obowiazek obywatelski mam wyrobione zdanie patrzac do czego patriotyczne glosowania doprowadzily w Stanach, ale to zupelnie odrebny temat;)
Sluzba wojskowa i obrona ojczyzny mnie juz raczej nie dotyczy i to wcale nie ze wzgledu na plec, ale na wiek. Czy to znaczy, ze w kwestii wojska i armii juz nie moge byc patriotka? Niekoniecznie, bo ciagle moge i mam szacunek do munduru wojskowego i zolnierza ktory ten mundur nosi.
I jak juz napisalam wczesniej w dyskusji u Wesolego Terrorysty, mimo, ze jestem przeciwna wszelkim wojnom, to mam ogromny szacunek dla zolnierzy armii amerykanskiej. To nie jest ich wina, ze biora udzial w nieslusznej wojnie, oni tylko wykonuja rozkazy dowodcow i rzadu.
I dalej, troska o wspolne dobro.
Wlasnie, jak w kontekscie troski o wspolne dobro maja sie kombinatorzy nie placacy np. skladek ZUSowskich? Wlasnie widzialam na jednym forum dyskusje na ten temat i wynika z tej dyskusji, ze kazdy jak moze tak okrada te ukochana Ojczyzne. Pracownik, bo kombinuje, zeby nie placic i pracodawca bo zatrudnia pracownika za ktorego nie musi placic. Gdzie tu troska o wspolne dobro?
A za kilka lat zarowno ten pracownik, jak i pracodawca beda chcieli korzystac z przynaleznych im przywilejow w imie, bo "mnie sie nalezy" i "panstwo musi mi dac".
Ale kto to jest w tym momencie "panstwo"?
Do troski o wspolne dobro podciagnelabym tez roznych innych cwaniaczkow zyjacych na "krzywy ryj".
Transakcje kupno-sprzedaz z pominieciem placenia podatkow przez obie strony.
Skoro panstwo ma utrzymac drogi, mosty, domy dziecka, szpitale, kluby, szkoly, to z czego panstwo ma to robic? skad na to brac? skoro obywatel X i Y unikaja placenia podatkow?
Jak sie ma jazda bez biletu autobusem czy tramwajem w tej sytuacji.
Chociaz dzis wlasnie wyczytalam u Kwoki, ze system podrozy tramwajowych jest naprawde tak ciezko chory, ze nie wiadomo od czego zaczac. Mnie osobiscie zeby rozbolaly od samego czytania. Tymczasem mozna zaczac od odkrecenia kasownikow umieszczonych w roznych miejscach autobusow i tramwajow i przykrecenia ich tuz przy kierowcy. Tak jest tutaj i pasazerowie moga wejsc do autobusu tylko przednimi drzwiami, przy wejsciu nalezy skasowac bilet, a jesli sie go nie ma to sie nie wchodzi. Proste. Wszystkie inne drzwi sa tylko dla wysiadajacych.
Nie potrzebny w tym momencie kontroler, bo jego prace juz wykonal kierowca i nie ma cwaniakow jadacych na gape.
Przy okazji dlaczego kontrolerow nazywa sie kanarami? dlaczego nie szanuje sie ich za to, ze wlasnie przez swoja prace wykazuja troske o wspolne dobro? Czy to nie powinno wchodzic w sklad patriotyzmu?
Dalej "dbalosc o srodowisko naturalne" tez mi sie podoba.
Bo jakze sie ma sprzatanie po wlasnych psach i dzieciach jako czyn patriotyczny?
Moze powinno sie przestac uczyc malych chlopcow sikania pod drzewem, bo z nich wlasnie wyrastaja dorosli panowie, ktorym nic nie przeszkadza wyjac fujare i lac w parku, przy drodze, na ulicy, bo im sie zachcialo. Moze gdyby nie bylo przyzwolenia dla 4 latkow to i 40 latkowie by tak nie robili.
Szeherezada pisala kiedys o mamunci wysadzajacej srajaca 5-6latke na trawnik.
Wcale bym nie byla zdziwiona gdyby ta mamuncia uwazala sie za patriotke, bo i czemu nie? pewnie zna hymn i kilka rocznic.
Ja na przyklad dostaje kociokwiku jak widze, ludzi zasmiecajacych ulice. Kosze na smieci sa na kazdym rogu, a smieci wszedzie. Oczywiscie mam na to taki sam wplyw jak wiekszosc z Was w Polsce, ale jak tylko moge to sie odzywam, czasem podnosze smiec i mowie "ooo cos ci wypadlo".
A przeciez patriotyzm na dzis, ten zwykly codzienny patriotyzm czasow pokoju jest prosty, nie smiec, nie pluj, nie sraj po katach, gas swiatla nawet w miejscach publicznych, bo to tez TWOJE pieniadze i nie cwaniakuj, bo cwaniakujesz za MOJE pieniadze i JA sie na to nie zgadzam.
Bardzo mi sie podoba postawa Szeherezady i jeszcze kilku osob, ktorych tutaj nie wymienie, ale pamietam;) bo to wlasnie nie wystarczy samemu robic dobrze, trzeba jeszcze przypominac innym.
Nie wystarczy pojsc do urn wyborczych, trzeba sie wczesniej przygotowac, zapoznac z programem partii, czy kandydata, to zaden patriotyzm glosowac, tylko zeby nazywac sie patriota, nalezy glosowac swiadomie. A zeby glosowac swiadomie to trzeba sie interesowac polityka nie tylko na 3 dni przed wyborami ale caly czas, trzeba sledzic i patrzec na rece ludziom ktorzy rzadza, bo rzadza nie tylko w naszym imieniu ale za nasze pieniadze, za nasze przyszle emerytury i za fundusze na studia dla naszych wnukow.
Amerykanie dzieki niedojrzalym politycznie "patriotom" juz okradli moje wnuki i prawnuki. Pisze to po to, zeby Was ostrzec tam w Polsce. Nie cieszcie sie wysoka frekwencja w dniu wyborow, ale zamykajcie idiotow i polgowkow w domu na ten dzien.
Ja jak wczesniej napisalam nie biore udzialu w wyborach jesli wiem, ze moj glos mialby byc tylko "przeciw" natomiast staram sie, zeby miec wyrobione zdanie i takie nie pojscie na wybory zdarzylo mi sie tylko raz na szczeblu prezydenckim i dwa razy na szczeblu stanowym.
No i na koniec nie malpujcie wszystkiego z tego zachodu, zwlaszcza, ze jak widac zachod sie wali.
Skoro juz stac Was na cos wielkiego tak jak festiwal muzyczny na skale calej Europy to nie nazywajcie go Przystanek Woodstock, bo nikomu nie bedzie sie to kojarzyc z Polska. Przeciez mozna bylo nazwac go inaczej i caly swiat by wiedzial, ze to POLSKI festiwal.
Czesto tez slysze, ze "ale my sie dopiero uczymy" "ale my mamy lata komuny za soba" to sa tylko wymowki to jest tylko wskazywanie palcem na innych.
Jest takie powiedzenie "nie wazne skad przychodzisz, ale gdzie dazysz" nie mozna caly czas zyc obwiniajac innych, tak samo jak nie mozna zyc ciagle powolujac sie na dawna swietnosc. Jak przyjechalam do Stanow to oczywiscie na poczatek mialam znajomych samych Polakow, bo nie moglam miec innych. Ale z czasem to mi sie znudzilo, bo ludzie doprowadzali mnie do szalu opowiadaniami "bo ja w Polsce to bylem/am", a mnie nie interesowalo czym i kim oni byli kiedys tam w Polsce, ja oceniam czlowieka na podstawie tego kim jest tu i teraz. I z tym tu i teraz bylo jakos slabiutko, tak samo brzmia mi te wymowki, "ale my to dopiero 20 lat jak zyjemy w wolnym kraju"
20 lat !!! 20 lat to jest 1/4 przecietnego zycia!!! to jest szmat czasu.
Raczej zle sie dzieje skoro przeszlosc jest warta wiecej czasu i celebrowania niz terazniejszosc i nie jest to dobra pozycja do budowania lepszego jutra.
Wyobrazam sobie jak sobie nagrabilam, ale po prostu wypowiedzialam moje zdanie. Skoro mozna oceniac mnie jako osobe, ktora "porzucila ojczyzne" to ja tez sobie pozwolilam. Tym bardziej ze ja porzucilam, a Ci co zostali tez nie bardzo strzega tego dorobku tysiacletniej historii.
Nie chcialo mi sie juz brac udzialu w tych patriotycznych dyskusjach stad ta notka jako moje wlasne odczucia, poglady i zdanie, bo tak naprawde to na co komu te wzniosle slowa od swieta, na pokaz?
Chyba zdecydowanie lepiej zadbac o dobro kraju przez proste codzienne zachowanie.

Sunday, November 15, 2009

Leczenie odwykowe

Zaczelo sie jeszcze wczoraj od tych nieszczesnych zakupow, bo jak wrocilismy do domu, to okazalo sie, ze Wspanialy wrzucil do wozka duza torbe (tak ze 3kg) cukru brazowego. Cukier brazowy uzywam raz do roku wlasnie na Thanksgiving, wiec na cholere mi taka torba!! W dodatku wszyscy wiedza, ze tego nie da sie przechowywac, bo twardnieje. Wscieklam sie z lekka i zapytalam:
-- Skarbie, a na co ten cukier?
-- Jak to na co? przeciez zawsze na Thanksgiving kazesz mi kupic cukier brazowy.
-- No tak, ale ja go potrzebuje lyzke stolowa, moze dwie.
-- Ooo to mamy zapas do konca zycia.
-- Zapowiada nam sie dlugie zycie - westchnelam.
Postanowilam przy okazji, ze jutro, czyli dzis zrobie porzadek z tymi artykulami do pieczenia ciast i slodkosci, bo narazie, to jedno tu, drugie tam i nigdy nie wiadomo gdzie co jest.
Dzis rano wzielam sie do roboty. Mamy w moim pokoju biurowym taka wielka szafe, az do samego sufitu, w ktorej w jednej czesci przechowujemy srodki czyszczace i sprzet do sprzatania, a druga polowa szafy jest magazynem spozywczym.
Wlazlam na drabinke, i dostalam zawrotu glowy!!!
Kryste!!! Czego tu nie ma?!?!?!
Na pierwszy ogien, zaczynajac od gory okazalo sie, ze mamy dwa duze sloje oliwek takich roznych, mieszanaka ale one nam juz nie smakuja. Zawolalam Wspanialego:
-- Co z tymi oliwkami? wiesz my ich juz nie lubimy, bo kupujemy na biezaco u Greka.
-- Hmmm... damy gosciom? - zachwycil sie swoim wlasnym pomyslem.
-- Ty chyba szaleju popil!!!
-- Poczekaj nie wyrzucaj, moze dzieci beda chcialy.
OK to juz bardziej rzeczowy pomysl, odstawilam sloje z powrotem na polke.
Zaraz za nimi wylonilo sie 3 roznej wielkosci pojemniki z kwaskiem cytrynowym.
Hahahaha kwasek cytrynowy jest dobry do czyszczenia maszynek do kawy, robi sie dosc mocny roztwor i przepuszcza przez cykl maszynki. Kiedys Wspanialy nie mogl znalezc w sklepach kwasku cytrynowego, wiec od tej pory kupujemy za kazdym razem jak widzimy, to jedyne logiczne wyjasnienie tej ilosci.
-- Skarbie pamietaj, ze kwasek cytrynowy jest na najwyzszej polce! - zawolalam znikajac w szafie.
A potem byly dalsze odkrycia.
-- Kochanie, pamietasz jak kiedys kupiles tajskie dania z mysla, ze bedziesz je zabieral na lunch w pracy, bo wystarczy tylko wrzucic do mikrofali i za kilka minut gotowe?
-- I co? Znalazlas je?
-- Ehem..
-- Ooo to moze Potomek bedzie chcial, jak mu sie nie chce gotowac..
-- No, Potomek to raczej nie, jak chcesz to damy je Twoim dzieciom.... bo wiesz na nich pisze "enjoy before October 28 2007" - odpowiedzialam z przekasem.
-- Naprawde??? To bylo tak dawno???
-- No nie? jak ten czas leci:))
Potem byly jeszcze platki sniadaniowe z 2007 roku, potem dwa sloiki z wisniami w syropie, ktore rozlecialy sie juz na brazowa papke i sloik z aronia.
Na jasna cholere, ja kupilam aronie? nawet nie mam pojecia co z tego zrobic?
Ale kupilam, bo chyba warto miec, bo przeciez tej aronii i wisni nie moge zwalic na Wspanialego.
Przy okazji znalazlam zapasy budyniow, mleka skondensowanego i biszkoptow "Lady Fingers", i kawy rozpuszczalnej "Cappuccino", ktora miala kilka lat temu byc uzyta do jakiegos ciasta.
Sie nie doczekala, wyraznie...
I puszki z mlekiem kokosowym, i pojemnik zjelczalych orzechow, i wiorki kokosowe, i jeszcze jakies ozdobne pierdoly do tortow, ktore sie tez nigdy nie doczekaly pieczenia.
Kryste!!!!! To wola o pomste do nieba!!!!!
A ludzie na swiecie gloduja i ja w tej chwili mowie powaznie, ze nas oboje trzeba oddac na jakies zamkniete leczenie odwykowe.
A moze juz za pozno na leczenie, moze tylko eutanazja pomoze.
Jeszcze znalazla sie stara, zabytkowa maszynka do podgrzewania wosku i jakis podluzny futeral, ktory nie byl otwierany przez lata. Na widok tego futeralu Wspanialy zawolal:
-- A to co jest?
-- Nie wiem i nawet nie chce wiedziec, jesli nie bylo potrzebne przez ostatnie kilka lat, to znaczy, ze nie potrzebne - powiedzialam wrzucajac do solidnie juz zapelnionego worka na smieci.
Wyjal i otworzyl a zaraz potem powiedzial zawiedzionym glosem:
-- Eee, to tylko jakas przedpotopowa maszynka do parowania szmat.
-- A Ty myslales, ze co?
-- Mmmm... Wibrator!!!!!!!!!!
Ja go kiedys zabije, albo udusze, albo otruje. Dzis gotuje zupe grzybowa, to chyba ta trzecia mozliwosc jest najbardziej prawodopodobna.
Orzechami bedziemy dokarmiac wiewiorki, platki sniadaniowe i stare krakersy uraduja ptaszki, z pozostalych czesc zasilila kompost a reszta worek na smieci. Zapasy zywnosci dla ptactwa i wiewiorek kazalam wyniesc do pojemnikow na taras.
No i jest ten swiezo zakupiony worek cukru brazowego.
Sprawdzilam w internecie i ponoc mozna ten cukier przechowywac wkladajac do niego specjalna plytke terracoty, albo kawalek chleba, albo jablka. Plytki nie mam i obawiam sie ze jakbysmy pojechali do sklepu gdzie mozna kupic taka plytke, to pewnie znow wrocilibysmy z bagaznikiem przydasiow.
Cukier przepakowalam do pojemnika i wlozylam do niego plastry jablka.
Jakos bardziej do mnie przemawia wybieranie jablka niz okruchow chleba z cukru.
Na liste postanowien noworocznych wpisujemy kupowac tylko to co mamy uzyc w ciagu najblizszego miesiaca i nie w hurtowych ilosciach.
A poki co, to kolekcjonuje przepisy z uzyciem cukru brazowego i wody rozanej, ktora zakupilam tydzien temu:))