Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, April 20, 2017

Nie mam pomyslu na tytul

Trzy dni mi zajelo, zeby wysluchac nagranie Karoliny Piaseckiej, zony radnego z Bydgoszczy.
Po prostu brak mi slow. Wszystko sie we mnie trzesie.
Ja naprawde nie umialam sobie wybrac meza.
Nie mialam zadnych wymagan, ani ambicji jak mi to podpowiadaja anonimy na roznych blogach.
Maja racje, bo i co to za maz?
Nie bije, nie wyzywa, nie wyrzuca z domu... tragedia nie maz.
A przeciez mialam wczesniej dwoch takich co sie nawet zapowiadali na takiego jak radny Piasecki.
To zamiast dac im szanse rozwoju odeszlam po pierwszej awanturze, bo na mnie sie nie krzyczy.
Oj, Star, zupelny brak ambicji....

Serio, jestem wstrzasnieta. Nie potrafie sobie wyobrazic jak kobieta z wyzszym wyksztalceniem, w dzisiejszych czasach, w cywilizowanym swiecie pozwala sobie na takie traktowanie.
Nie rozumiem tego, naprawde nie rozumiem.
W imie czego? bo chyba nie milosci?
W koncu mieszka w kraju, w ktorym sie urodzila, a wiec chyba wsrod rodziny, jakichs znajomych, przyjaciol, wiec dlaczego?
Ja za pierwszym razem po prostu zabralam dziecko i wrocilam do rodzicow.
Za drugim razem, nie mialam nikogo, ale tez zamiast czekac az sytuacja sie zupelnie wymknie z pod konrtoli ustalilam warunki rozstania i zalatwilam to na tyle wczesnie, ze nie bylo awantur i rekoczynow.
Ale byc moze to wlasnie ja sie nie znam....
Podobno jak to napisala jakas anonimowa czytelniczka u Klarki, zaden polski maz nie pozwolilby sobie na takie traktowanie jak ja traktuje Wspanialego.
Biedny Wspanialy... w dodatku twierdzi, ze jest szczesliwy... on tez chyba bez ambicji....
Moze mu podopowiem zeby mi wpierdol spuscil, moze jeszcze nie jest za pozno.









Monday, April 17, 2017

Swiatalnie czyli nie jest latwo byc sous chief

Zgodnie z przewidywaniami swieta przygotowywal Junior, jego ukochana czyli moja najlepsza w swiecie synowa wlasnie jest w podrozy biznesowej doslownie dookola swiata, wiec Junior jako chwilowy wdowiec chetnie przejal obowiazek przygotowania tagine z jagnieciny.
Przyjechal wczesniej zeby przygotowac tez tzw. swiateczny brunch, bo u nas taka tradycja, ze w swieta zamiast sniadania jest brunch a potem obiad.
Nawiasem mowiac brunch jeslismy na patio bo byla przepiekna pogoda (30 C i slonce ale o tej porze na patio jest jeszcze cien) gdyby nie fakt, ze od godziny14 slonce juz w sposob bardzo agresywny weszlo rowniez na patio to bylam chetna zjesc rowniez obiad na swiezym powietrzu.
No niestety, nie dalo sie, bylo po prostu za goraco, ale jak wyszlam po 18tej na spacer to widzialam jak ludzie swietuja wlasnie przed domami albo obok domu na podworkach, w cieniu drzew.
Wracajac do gotowania, Junior zazyczyl sobie zebym mu wydrukowala przepis na tagine, wiec to zrobilam, ale mimo wszystko chcialam "miec oko na przebieg wydarzen" w kuchni, bo wiadomo ja juz raz robilam te tagine i wiem gdzie mozna sobie uproscic, co nalezy zrobic nieco inaczej niz podaje przepis i takie tam rozne myki.
W zwiazku z czym szybko zaoferowam swoja pomoc jako sous chief czyli pomocnik kucharza.
-- No dobra, nie ma sprawy mozesz byc sous chief, tylko pamietaj ja jestem master chief - zgodzil sie Junior.
Siadlam przy kuchennym stole z deska do krojenia i zaczelam siekac, suszone morele i daktyle, oraz bardzo drobniutko cebule, ktorej nie chcialo mi sie trzec na tarce, a drobniutenko pokrojona i tak sie rozgotowuje na nic pozostawiajac tylko smak.
Moj master chief w miedzyczasie podsmazal przygotowane dzien wczesniej mieso. Ale jak to mezczyzna, zostawil podsmazanie i poszedl a to pogadac z wybranka serca na Skype, a to poczytac cos w internecie.
Ja w tym czasie podchodzilam mieszac, bo nie chcialam zeby sie mieso przypalilo, no i musialam tez wchlonac aromat zeby wiedziec czy jest wystarczajaca ilosc przypraw.
-- Hej sous chief jak tam idzie krojenie? - zawolal z livingroom bo oczywiscie uslyszal, ze mieszam w patelni.
-- Dobrze idzie, juz mam wszystkie morele pokrojone, koncze daktye i jeszcze tylko musze odmierzyc rodzynki i platki migdalow i moja robota skonczona - pochwalilam sie.
-- To jak wytlumaczysz swoja obecnosc przy patelni? 
-- Lo matku bosku, ja tylko chcialam sprawdzic zeby sie nie przypalilo? 
-- To ja jestem od tego a nie Ty, sama sie ofiarowalas na pozycje sous chief to teraz sluchaj co mowie i prosze wiecej siekania a mniej gadania! 
Nie wierze, ze sobie toto tak wychowalam:)) Ale tez naprawde nie mam na kogo zwalic odpowiedzialnosci.
Z ciezkim od niepewnosci sercem udalam sie w strone legowiska... co ma byc to bedzie...
No i bylo, naprawde super smaczne.
Tak wyglada tagine jeszcze zamknieta tuz po wyjeciu z piekarnika:


Tu juz gotowe do konsumpcji dzielo Juniora:


I dla wielbicielek Tatka zdjecia, pierwsze to poranny rytual z Tabletem:


Bardzo sie oburzyl, ze robilam mu zdjecie z zaskoczenia, bo "nie byl przygotowany", zapytalam czy chce zrobic makijaz, ale odmowil, no to zrobilam nastepne zdjecie nazwijmy go pozowanym:)))


Tak moi drodzy, Tatek w lipcu skonczy 90 lat i przyjechal do nas z wlasnym laptopem, Tabletem i Kindle.
Na pytania po co mu az trzy urzadzenia, ktore w sumie robia to samo, odpowiedzial:
-- A kto mi zabroni? 
Swieta racja, kto mu zabroni???


Thursday, April 13, 2017

Podobno beda swieta :)

Oj chyba nie podobno, ale raczej na pewno, przynajmniej dla tych co swietuja. Dla mnie to w sumie weekend jak kazdy inny, a ze nie pracuje to moze nawet dzien jak codzien.
We wtorek pojechalismy do mojego doktora, a ten zlosliwiec wzial i mnie uszkodzil. Szczepionka kolejna mnie uszkodzil, a ja tak mam, ze po kazdej szczepionce czuje sie jak psia kupa po deszczu.
Wiec profilaktycznie zanim panienka przygotowala sie do uderzenia igla powiedzialam do Wspanialego:
-- A moze powinnam to szczepienie odlozyc na po swietach? 
-- A jakie to ma znaczenie po swietach, czy przed swietami? Swieta i tak beda, a skoro juz tu jestesmy to bierz i nie zawracaj glowy. 
No to wzielam, bo ja grzeczna dziewczynka bywam (nie jestem ale wlasnie bywam) i teraz sie wlasnie czuje jak ta kupa, absolutny brak energii i najchetniej to bym przespala kolejne dni. W zasadzie to juz dwa przespalam, czyli reszte wtorku i srode.
Ale wczoraj miedzy jednym a drugim spaniem cos mnie naszlo i zaczelam marudzic, ze ojejkujejku Tatek dzisiaj przybywa a ja nawet nie przygotowalam i pewnie juz nie przygotuje nic ekstrasnego na obiad i ze tak generalnie to kto zrobi to tagine z jagnieciny na niedzielny obiad? bo jakos ciagle sie nie widze w tej roli... itd.
Wspanialy popatrzyl i zabral glos jak zawykle rzeczowo:
-- Kobieto, dwa lata temu istnialo zagrozenie, ze w ogole nie dozyjesz swiat Wielkanocnych a dzisiaj takie bzdety wygadujesz, zastanow sie. \
No dobra, przyznalam mu racje, faktycznie tak bylo.
Ale juz po chwili zaczelam znow biadolic, bo to tagine to sobie juz dawno zaplanowalam i chcialabym zeby jednak pokazalo sie na niedzielnym stole.
Wspanialy pozornie nie zwracal juz uwagi na to co ja tam wymyslam i tylko w miedzyczasie wykonal jakis telefon, co zupelnie nie budzilo moich podejrzen, bo w koncu on pracuje glownie rozmawiajac przez telefon.
Ale za chwile zadzwonil do mnie Junior i tu juz mi lacza w mozgu zaskoczyly, tym bardziej, ze Junior nie owijajac w bawelne (po kim on to ma???) natychmiast przeszedl do meritum sprawy:
-- Mamo, przestan marudzic temu biednemu Wspanialemu, bo bidok juz ma dosc biadolenia, a Ty gadasz jak potluczona. Dziadek przyjedzie, swieta beda a ta nieszczesna tagine to ja tez potrafie zrobic, Wspanialy mowil, ze juz zanabyl wszystkie produkty, wiec nie ma problemu. Przyjade w sobote wieczorem, przygotuje co trzeba i w niedziele zrobie reszte. 
-- Synu, ale wiesz... - chcialam mu wejsc w slowo, ale sie nie dalo, bo zupelnie nie sluchal tylko nadawal dalej:
-- U Was jest tyle zarcia, ze mozna wyzywic 10-cio osobowa rodzine przez 6 miesiecy zupelnie nie wychodzac z domu, wiec nie siej paniki. Teraz sie musze wylaczyc, bo jestem w pracy. 
I sie wylaczyl, tak zupelnie normalnie wylaczyl bez dania mi szansy nawet na najmniejszy jek, on mnie zawsze potrafi ustawic do pionu... ale sobie wychowalam?
A dzis sie obudzilam i doszlam do wniosku, ze oni obydwaj maja racje.
W koncu co to za roznica swieto czy inna niedziela, czy tez zupelnie zwykly dzien?
Dla mnie zadna, przeciez skoro nie polece nagle do kosciola to rownie dobrze w te niedziele 16tego kwietnia moze byc wtorek 13tego czerwca?
A na wtorek 13 czerwca to nie mam specjalnej spinki:)
Wyglada na to, ze pewne rzeczy raz zaszczepione w dziecinstwie trwaja w nas zupelnie niezaleznie od naszej woli i wylaza na swiatlo dzienne w najmniej odpowiednich momentach.
Kolejna rzecz do przepracowania....

To ja sobie popracuje, a dla tych co swietuja prosze bardzo:

Wesolych Swiat Wielkanocnych!!! 







Tuesday, April 4, 2017

Na szczerych checiach sie skonczylo...

Zaczelam znow akupunkture, czyli w sumie dodalam ja tego samego dnia co wizyty u Znachora, po co sie meczyc dwa dni, skoro mozna jednego. I tak rano biegne na 9ta do Znachora, a potem na 12ta na akupunkture. Wczoraj to byl ten pierwszy raz, wiec wykombinowalam, ze skoro Sheila ma gabinet dwie ulice od Central Parku to przy okazji wpadne chociaz na chwile i cykne kilka fotek. 
Wrzucilam aparat do plecaka i polecialam. 
Co prawda zdawalam sobie sprawe z faktu, ze ten Ceneral Park to ewentualnie oblece tylko poludniowy brzeg, ale to juz lepiej niz nic. O obleceniu calego parku jednego dnia nigdy nawet nie marzylam. 
I wszystko szlo fajnie. 
Tuz przed wejsciem przy rogu 5tej Aleii i 59tej ulicy ktos zrobil cos takiego, co ja nazywam livingroom na ulicy. 


Te krzesla i fotele sa z kamienia, ale bardzo fajnie sie na tym siedzi. 
Jak ponizej mozna nawet zjesc lunch wykorzystujac podnozek od kanapy jako stolik: 


A po jedzeniu przyzwoicie odpoczac: 


Ale mial byc park, w ktorym tez narazie dupy nie urywa, bo jednak ten snieg trzy tygodnie temu i do tego bylo deszczowo i zimno. W sumie wczorajszy dzien to pierwszy naprawde cieply dzien. 
No ale skoro juz jestem... 



To jak widac, kwiotki kwitnom, jak na kwiotki przystalo, taka ich robota, wiec nie marudza tylko kwitna: 
Bardzo mi sie podobaja te jasne krokusky, wygladaja jak rzezby ze szkla: 



Te ponizej nie wiem jak sie nazywaja ale tez kwitna: 



Mlodzi wyleguja dupami na trawie, bo im jeszcze reumatyzm nie straszny:) 


Krzewy takie jak forsycje i koreanska azalea (jesli sie nie myle) tez wygladaja ladnie: 



Drzewa owocowe dotrzymuja im kroku: 



I jeszcze mialam ochote troche polazic i wiecej pokazac, ale sie okazalo, ze nie wystarczy miec aparat przy sobie, jeszcze lepiej miec naladowane baterie;/ 
Wiem, moglam robic zdjecia telefonem, ale nie mam tego zwyczaju i poki co jeszcze mi sie nie odmienilo;) 
No to wrocilam do domu... 
Bede tam znow za dwa tygodnie, a moze wczesniej... zycie pokaze... 
Czekam na moje magnolie, narazie zrzucaja luski, co znaczy, ze lada dzien zaczna sie rozwijac kwiaty. 
I tak myslalam, ze ten snieg troche namieszal, ale... 
Sprawdzilam wlasnie wszystkie moje notki z poczatkow kwietnia przez lata blogowania i okazuje sie, ze nie, wcale tegoroczna wiosna nie jest opozniona... a jesli to nie dluzej niz o kilka dni. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...