Ostrzezenie

Czytelniku, wchodzisz tu na wlasne ryzyko i odpowiedzialnosc. Pisze na tym blogu o moich wlasnych bardzo czesto skrajnie radykalnych pogladach, jesli czytasz to nie znaczy ze musisz je podzielac. Jesli masz odmienne zdanie to nie znaczy ze musisz je zmienic. Ale jesli moje poglady Ci sie nie podobaja to tez nie znaczy, ze ja nie mam prawa ich miec i o nich pisac.
Panuje tutaj w tej kwestii pelna demokracja.

Wednesday, November 11, 2009

Zabije!!!

No nie ma grzyba we wsi, zabije ta stara kurwe jak mi sie tylko pod reke nawinie!!!
Jestem wkurwiona do bialosci i zieje ogniem, piana mi sie toczy, chociaz w jakims sensie juz sie wyladowalam, ale jesli to wstretne babsko (wyzej zwane kurwa) jeszcze raz do mnie zadzwoni to nie odpowiadam za siebie.
Jakies prawie 2 lata temu Malpiszon (tak sobie ja roboczo nazwe) znalazl na internecie, ze ja prowadze sprzedaz kosmetykow mineralnych, wiec Malpiszon zadzwonil i wypytal na okolicznosc czy posiadam, co posiadam itp. Po potwierdzeniu, ze i owszem posiadam, ale nie sprzedaje w ciemno, niech sie pofatyguje i wybierze, bo jak jej cos nie bedzie pasowac, to niestety zwrotow nie ma, przyjela do wiadomosci.
Trzy miesiace jej sie zeszlo ale wreszcie dotarla, a zanim dotarla to jeszcze sobie zaklepala woskowanie brwi, bo wyczytala na mojej stronie, ze jestem "fachowcem" i sie znam.
No kurwa znam sie, ale na normalnych ludziach, jak sie szybko okazalo.
Przyszla, wybierala ten jeden puder dluzej niz ja meza, ale wreszcie wybrala. Brwi sie tam bylo ciezko doszukac bo nawet w polaczeniu z wasami ciagle mozna bylo policzyc te wlosy na palcach.
Chooj, uparla sie jak mroz na gowno. Ale ja przewidujac problem najpierw jej zamalowalam kredka to co powinno byc brwiami i pokazalam te 4 (slownie cztery) wlosy, ktore nadawaly sie do usuniecia.
Usunelam. Malpiszon zabral puder takowoz dupe w troki i poszla.
Dwa tygodnie pozniej zadzwonila, ze ten puder "nie dziala". Jak moze puder nie dzialac?
Kazalam przyjsc i mi pokazac. No oczywiscie, ze kurwa nie dzialal, bo Malpiszon wpychal na sile pedzelek do etui i spierdolil caly instrument. Gowno chlopu nie zegarek.
Ale szybko przemyslalam, ze ja sobie z tego spierdolonego instrumenta zrobie tester a babsztylowi dla swietego spokoju dalam nowy puder.
Przy okazji napomknela, ze jej sie te brwi nie podobaja.
Wkurwilam sie, mowie, zwroce Ci pieniadze i w myslach dodalam "spierdalaj na drzewo, bo ci leb odgryze i nasram do korpusa".
Ci co mnie czytaja od poczatku, moga pamietac, ze kiedys wspominalam o takim przypadku Malpiszona co to krew wysysa.
Pieniedzy nie chciala, bo "moze one jednak odrosna" ale ona "tylko sygnalizuje, ze jest niezadowolona".
Kurwa, tak jakbym ja byla zadowolona. Nic, przelknelam i jak zwykle wymantrowalam "to sie tez kiedys skonczy i ten babol zniknie z moich oczu".
No i zniknela, moje mantry dzialaja.
Z tym, ze zniknela tylko do wczoraj, bo od wczoraj zostawila mi juz dwie wiadomosci, ze ona by chciala przyjsc i zakupic nastepne kosmetyki.
Gowno sie we mnie zagotowalo jak odebralam te wiadomosci!!!
Mnie kurwa nawet w kryzysie nie stac na takie klientki!!!
Zdajac sobie sprawe z faktu, ze w calym miescie tylko ja i chyba jeszcze 2 inne zaklady sprzedaja te kosmetyki, wiec baba bedzie dzwonic do upadlego, musialam opracowac plan dzialania.
Unikac odebrania telefonu od niej, owszem moge, bo numer pamietam na pamiec (tylko wrogowie dostepuja tego zaszczytu), ale istnieje zagrozenie, ze wczesniej czy pozniej sie na nia nadzieje.
I co wtedy? Tlumaczyc, ze zapomnialam odzwonic? niby mozna, ale czy to rozwiazuje sprawe?
Raczej nie.
No to wzielam gleboki oddech i zadzwonilam. Malpiszon sie bardzo ucieszyl, ale jej szybko wyjasnilam, ze tak naprawde to ja juz nie sprzedaje tych kosmetykow, bo nie mam pieniedzy na nowe zamowienie i mam tylko resztki, ale nic z tych rzeczy ktorymi ona bylaby zainteresowana. Polecilam jej dokonac zakupu przez internet (niech oni sobie z nia radza). Mowilam to wszystko na jednym oddechu i postaralam sie o to zeby jak najszybciej skonczyc rozmowe.
Teraz siedze i czekam, kiedy zadzwonia do mnie z kampanii produkujacej te kosmetyki z zapytaniem czy zdjac dane mojego biznesu z ich strony. No ja pierdole, chyba zadzwonie do mojej reprezentantki i powiem o co biega. Paula juz mi kiedys radzila, zeby niewygodne scierwo odsylac do firmy.
Skad sie takie Malpiszony biora? nieudana skrobanka? czy co?

Tuesday, November 10, 2009

Sposobem

Moja babcia mowila, ze "sposobem to i w portki nasrac mozna" ja zawsze myslalam, ze do tej akurat czynnosci to sposob nie jest potrzebny, ale kto wie, byc moze przyjdzie mi zweryfikowac moje stanowisko.
Jak juz wspomnialam w poprzedniej notce zajmuje sie wertowaniem roznych zrodel dobrych przepisow w poszukiwaniu nowych pomyslow na tegoroczne swieto. I przy okazji ucze sie roznych innych rzeczy, ktorych do tej pory nie znalam.
Wlasnie wyczytalam ze miedziane garnki najlepiej czyscic ketchupem!!
No masz, a ja wlasnie wyrzucilam calkiem fajna patelnie, bo za cholere nie moglam odzyskac dawnego polysku:( Ot dobra rada, na przyszlosc.
Teraz tez wiem, do czego moze sluzyc CocaCola, ktorej ja nigdy nie kupuje. A teraz kupie, bo jak mi sie kiedys jeszcze przytrafi cos przypalic, to wystarczy zalac cola i zagotowac. Zawsze podejrzewalam, ze ten napoj moze rozpuscic wnetrznosci i niewiele sie mylilam.
A maszyne do kawy mozna umyc za pomoca tabletek do protezy, tak, tak chodzi o sztuczne zeby.
Ponoc nalezy wrzucic taka tabletke do dzbanka wypelnionego ciepla woda na 30 min potem tylko wyplukac goraca woda. To bede musiala zdecydowanie wyprobowac, bo moja maszynka ma termos i za diabla nie moge go doczyscic w srodku, a nie chce uzywac zadnych drastycznych chemikalii.
Chociaz znajomy pracujacy w knajpie podpowiedzial kiedys Wspanialemu, ze oni czyszcza chlorkiem, wiec obawiam sie ze juz nie raz w zyciu taka chlorowana kawe pilam:))
A i na koniec jak cos wykipi w piekarniku to nalezy szybko zasypac sola, normalna kuchenna sola i ponoc sol powstrzymuje proces przypalania i zapobiega dymieniu.
Pamietam, jak kilka lat temu pieklam szarlotke wlasnie na Thanksgiving i wykipiala, bo to byla szarlotka sypana i przedobrzylam z iloscia. Dymu i smrodu bylo w chalupie, ja wylam, bo Wspanialy przerwal pieczenie i zabral sie do mycia piekarnika, wiec z bolem serca juz spisywlam moja szarlotke na straty.
A tymczasem po umyciu piekarnika Wspanialy wstawil tortownice z szarlotka spowrotem i wyobrazcie sobie ze sie upiekla i nic jej ta przerwa nie zaszkodzila.
Teraz mam nadzieje, ze bede pamietac o tej soli.
Tak samo bylo jak gotowalam Tatkowi kapuste na zapas i przypalilam garnek. Kurde sie narobilo, bo wiecie samotni mezczyzni w tym wieku to nie maja tych garow za wiele i musialam przypalic. Pamietalam ze to ponoc nalezy gotowac w takim garnku wode z sola, ale ni cholery nie pomagalo. Juz mialam leciec do sklepu i kupic nowy garnek, ale Tatek jakos te przypalenizne odskrobal. A tu cola czyni cuda.
Teraz pozostaje mi jeszcze wymyslec co by tu zrobic zeby o tych wszystkich dobrych radach pamietac.
Bo jak narazie to wiem, ze owszem pamiec mam dobra, ale krotka.

Monday, November 9, 2009

Nudy na pudy


Nic sie nie dzieje, pewnie to lepiej niz by sie mialo dziac zle, ale ciut nudnawo jest.
Za to pogoda jest tak piekna, ze nie da sie w domu usiedziec. Dlatego tez w weekend pojechalismy do znajomych w upstate a po drodze odwiedzilismy nasz zakatek w Nyack. Tylko ja zapomnialam aparatu, a takie byly piekne kolory jesienne. Zla jestem sama na siebie, ale nic juz nie moge zrobic.
Za to kliknelam dzis kilka zdjec po drodze do znachora.

Tak pieknie wygladaja trawniki otulone liscmi, bo na chodnikach lyso, wiatr wszystko rozgania.



Bylo tak pieknie i slonecznie, ze o 9:30 rano musialam zdjac lekki sweterek i poszlam w samej bluzce z krotkim rekawem. Jak wrocilam tuz po poludniu to bylo 22C to sie wylegiwalam na lezaku na tarasie z ksiazka. Ooo i takie mialam bezchmurne niebo nad soba:


Spodobal mi sie ten kontrast z zolcia lisci. I po drodze sfotografowalam taki krzew, nie mam pojecia co to jest, ale ladnie wyglada

I tyle dzis zdzialalam:)) A mialam w planie uporzadkowac szafe, ale nie wyszlo. Trudno zrobi sie w nastepny poniedzialek.
Za to musze zameldowac, ze po tylko dwoch wizytach (sroda i piatek w ubieglym tygodniu) u mojego znachora, czuje juz bardzo duza poprawe. Ostatnie dwie noce przespalam juz bez bolu, a przeciez nie moglam sie przewrocic z boku na bok i nawet samo polozenie sie czy wstanie z lozka sprawialo mi problem. Oczywiscie nie przestane chodzic, bo moje durne ubezpieczenie przyznaje mi tylko 20 takich wizyt w roku, wiec postanowilam je wykorzystac do konca tego roku.
I niech sobie kto chce mowi co chce, ale ja za mojego znachora daje glowe!!
Juz zaczynam sie przygotowywac psychicznie do Thanksgiving, ktory w tym roku moja rodzina bedzie obchodzic w sobote po wlasciwym swiecie. Zwykle swietujemy w piatek, ale tym razem nie udalo sie zalatwic biletow na bezposredni lot dla Tatka i E, wiec przyleca w sobote rano.
Ja juz przegladam gazety, programy kucharzace i kombinuje co by tu zrobic w tym roku.
Jak zwykle kusza mnie nowosci i eksperymenty, a jest ich tak duzo, ze na cos musze sie zdecydowac, wiec zbieram materialy i bede musiala wykroic z tego jakies konkretne menu.

Ile jeszcze wody w Wisle?

Scyzoryk sie w kieszeni otwiera jak czytam cos takiego 
Jest mi normalnie wstyd jak czytam o takich ludziach.
Czy to sie kiedys zmieni?

Sunday, November 8, 2009

Jestem

I co z tego?
Jak mi sie nic nie chce...
Slodkie nicnierobienie.....

Saturday, November 7, 2009

Kuku

Nie ma mnie.
Jak wroce, to bede:))

Thursday, November 5, 2009

Pociag do Tworek

Kazdy kto dojezdza do pracy metrem czy tez inszem pociagiem wie gdzie stanac na peronie zeby mu sie drzwi otworzyly przed nosem i rowniez wie, ktorymi drzwiami wysiasc na stacji docelowej tak zeby wyladowac najblizej schodow. Taka jest zasada i tylko glab kapusciany nie ma tego we krwi po latach jezdzenia zatloczonym metrem.
Wiec ja te zasade mam opanowana do perfekcji w te i nazad. W te to mam sprawe ulatwiona, bo wsiadam na stacji poczatkowej, ale sie okazuje, ze pasazery stacji poczatkowych to nie tylko maja obcykane gdzie stac, maja rowniez upatrzone miejsce w wagonie, na ktorym sie lubia usadowic, zeby byc najblizej drzwi wyjsciowych, zeby slonce w oczy nie swiecilo, jesli pociag jak moj, przez pewnien odcinek jedzie nad ziemia, zeby obok nikt nie siedzial i zeby wreszcie zadne rurki nie uwieraly.
Ja tez mam takie "swoje" miejsce.
No to stoje se ja dzisiaj na peronie i czekam coby pociag podjechal, bo wlasnie mi jeden odjechal sprzed nosa, wszystko przez te laske, z ktora chodze pewnie lepiej ale duzo wolniej, bo jak chce przyspieszyc to mi sie nogi z laska pultaja i wtedy zupelna klapa. Czekam wiec w odpowiednim punkcie peronu i juz wiem, ze drzwi sie wlasnie tutaj otworza i bede mogla zajac moja ulubiona pozycje na dwuosobowym miejscu, gdzie jest duza szansa, ze nikt sie do mnie nie przysiadzie, bo o tej porze (moje rano czyli 11-12a) nie ma tloku.
Wszystko dzieje sie jak w dobrze wyrezyserowanym filmie, pociag staje, drzwi sie otwieraja i nagle... szlag trafil scenariusz!!! Na MOIM miejscu siedzi zwiniety w rogalik z lbem miedzy nogami (na szczescie wlasnymi) bum czyli smierdziel. Kurwa - wysyczalam przez zeby, wiadomo obok smierdziela nie usiade, a ludziska w tym czasie zajmuja swoje pozycje. Baba z laska nie porusza sie tak zwinnie i szybko, ale jest miejsce i to calkiem, calkiem powiedzialabym nawet, ze to "second choice". Klapnelam, laske poskladalam i zabralam sie do czytania ksiazki gdy nagle zauwazylam, ze stojacy pasazerowie zaczeli tworzyc szpaler.
Nic ino nowo wybrany, stary burmistrz miasta wchodzi - pomyslalam i patrze w kierunku nadchodzacej osobistosci.
Najpierw widze dosc pokaznych rozmiarow walizke, stara, odarta walizke uniesiona w powietrzu, wygladalo to troche jakby sie walizka sama jakims cudem poruszala.... eee to chyba nie burmistrz. Nie moglam dojrzec nic wiecej bo szpaler mi zaslanial, ale wkrotce okazalo sie, ze walizka faktycznie nie sama z siebie plynie przez srodek wagonu, ale jest niesiona z ogromna latwoscia (pewnie pusta byla) przez malego czlowieczka.
Czlowieczek z tego samego gatunku, co ten, ktory zajal mi moje miejsce. Zarosnieta morda zakrywajaca resztki zawadiackiego usmiechu, a spod czapki leninowki wygladaly bystre rozbiegane oczka, niski, szczuply z dosc ruchliwym cialem. Jak juz doszedl do konca wagonu to zajal miejce naprzeciwko zwinietego w rogalik, walizke ustawil na honorowym miejscu, rozparl sie w siedzeniu i zalozyl noge na noge.
I w tym momencie mnie zatkalo!!!
Moim oczom ukazaly sie elegancko wypastowane buty czlowieczka, ktore w kontrascie z niechlujnym wrecz oberwanym ubraniem stanowily niezwykly widok.
Schowalam ksiazke, juz wiedzialam, ze nie bede w stanie czytac, bo moj wzrok od czasu do czasu beda przyciagaly te blyszczace swieza pasta buty. A czlowieczek siedzial zadowolony z siebie, zaplecione na kolanie dlonie kciukami wykonywaly mlynek, ale nie zaden nerwowy, raczej mlynek zadowolonego z siebie czlowieka. Taki mlynek robi zwykle adwokat, ktory wlasnie wygral sprawe swojego zycia, albo jakis przedsiebiorca po podpisaniu waznego kontraktu zapewniajacego wysokie dochody na najblizsze lata, albo bankier, ktoremu udalo sie dokonac waznej trasakcji przynoszacej profit nie tylko bankowi ale glownie jemu samemu.
I jak tak patrzyalm na tego bezdomnego czlowieczka z wielka, zapewne pusta walizka, w wypastowanych butach, zastanawialam sie z czego tez moze byc tak zadowolony? Kazdy inny na jego miejscu bylby przerazony sytuacja zyciowa, w jakiej sie znalazl, a ten zadowolony...hmmm....
Pociag zatrzymywal sie na kolejnych stacjach pasazerowie wychodzili i wchodzili nowi.
Mimowolnie zaczelam sie rozgladac, coby czlowieczek nie pomyslal, ze poswiecam mu za duzo uwagi.
Naprzeciwko mnie siedziala starsza kobieta z jakiegos azjatyckiego kraju, nigdy nie nauczylam sie rozrozniac i sie juz pewnie nie naucze, ale raczej mogla byc z ktorejs Korei.
Ta siedziala i wykonywala jakies dziwne cwiczenia dlonmi. Najpierw rozlozone, wewnetrzna strona do gory dlonie zaczela obijac o siebie bokami przy malych palcach, potem odwrocila je na dol i zaczela wykonywac to samo cwiczenie obijajac dlonie bokami od strony kciuka. Potem jedna dlonia zamknieta w piesc uderzala w wewnetrzna strone drugiej dloni i zmiana, potem bylo uderzanie piesciami o siebie tak aby stykaly sie palce, potem piesci uniesione w gore i uderzanie bokiem od strony malego palca i wreszcie to samo od strony kciuka. A na koniec jeszcze piesc o piesc ale z gory na dol i zmiana.
Obok mnie siedzial facet czytajacy gazete i dopiero teraz zauwazylam, ze caly czas potrzasa nerwowo jedna noga oparta o lezaca na podlodze teczke. Czyzby sie bal, ze sie zaczyta i wysiadajac zapomni o teczce?
Naprzeciwko z lekka po skosie siedziala mloda para i do tej pory zachowywali sie normalnie, bo nic nie przyciagnelo mojego wzroku, ale teraz zobaczylam, ze ona jest tak wtulona w niego, ze trzyma glowe niemal pod jego ramieniem. I zaraz potem dostrzeglam przyczyne, dla ktorej przyjela te pozycje.
Otoz obok niej z drugiej strony usiadl facet w wieku ok. 50 lat, glowe mial oparta o sciane pociagu, zamkniete oczy i caly czas nerwowo potrzasal glowa z boku na bok, lewo, prawo, lewo, prawo, ale tak szybko, ze strach bylo na niego patrzec, doslownie mialam wrazenie, ze jeszcze troche i ta jego glowa odpadnie i potoczy sie po podlodze wagonu.
I do uzupelnienia kompletu towarzystwa w tym wagonie JA - baba z laska.
No nic tylko pociag do Tworek, pomyslalam i na szczescie zauwazylam, ze wlasnie dojechalam do mojej stacji docelowej.