Debaty patriotyczne trwaja na kilku blogach i prowadza do interesujacych dyskusji, czasem zabieram glos, czasem tylko czytam i potem rozmyslam jak to jest z tym patriotyzmem.
Co to jest patriotyzm?
Znalazlam taka najprostsza definicje patriotyzmu i ponizej pozwolilam sobie ja skopiowac.
Patriotyzm, szacunek i umiłowanie ojczyzny, gotowość do poświęcenia się dla niej i narodu, stawianie dobra własnego kraju ponad interesy partykularne bądź osobiste. Poczucie silnej więzi emocjonalnej i społecznej z narodem, jego kulturą i tradycją.
Patriotyzm to postawa wyrażająca się w wypełnianiu podstawowych konstytucyjnych obowiązków obywatelskich, takich jak służba wojskowa i obrona ojczyzny, wierność dla kraju, troska o wspólne dobro i dbałość o stan środowiska naturalnego, przestrzeganie prawa, gotowość do ponoszenia wszelkich ciężarów i świadczeń, w tym też płacenia podatków
Brzmi logicznie i prosto, w sumie to ten wezel w gardle i lezka w oku jak czlowiek slyszy hymn, to duma jak sportowiec zajmie pierwsze miejsce w jakichs rozgrywkach miedzynarodowych. To wszystko mozna by podciagnac pod "umilowanie" i jakos z tym milowaniem nikt raczej nie ma problemow. Gotowosc poswiecenia dla ojczyzny? Trudno o tym dyskutowac teraz w czasach pokoju, bo jak nie ma potrzeby to kazdy jest gotowy. Z drugiej strony historia Polski dowodzi, ze w czasach potrzeby bylo wielu chetnych do poswiecenia, wiec mozemy przypuszczac, ze nie jest tak zle.
Poczucie wiezi emocjonalnej i spolecznej z narodem, tez nie nastrecza wielu problemow, w sumie to nawet my emigranci zachowujemy tradycje i kulture polska. Moje swieta sa zawsze po polsku. Oczywiscie, ze mozna by sie czepiac, ze moim ulubionym swietem jest Thanksgiving, czyli swieto amerykanskie, ale to juz niech sobie kazdy odczytuje jak chce.
Ja osobiscie uwazam, ze ktos, kto swiadomie przyjmuje obywatelstwo innego kraju powinien przejac rowniez jego tradycje i zobowiazania, tak ja rozumiem przyjecie obywatelstwa i tak tez z pelna swiadomosica zrobilam. Zreszta Ameryka zdecydowanie ma wiekszy wplyw na moja swiadomosc obywatelska i poglady niz Polska. W koncu tutaj spedzilam juz 25 lat mojego doroslego zycia, a w Polsce tylko 12lat, wiec sila rzeczy, mozna mnie uznac, za bardziej Amerykanke niz Polke;)) jakby ktos koniecznie chcial to jakas miara mierzyc.
Ale przejdzmy do drugiej czesci tej definicji, czyli obowiazkow konstytucyjnych.
Tutaj mam duzy dylemat, bo wezmy np. udzial w wyborach.
Czy to jest obowiazek? czy przywilej demokracji?
Ja uwazam, ze przywilej dlatego tez nie biore udzialu w wyborach kiedy nie mam silnego faworyta, czyli nie glosuje "przeciw" Tlumacze to tym, ze skoro moj glos ma byc wartosciowy to pierwsza osoba, ktora ma go szanowac musze byc ja sama, a wiec nie moze byc niedbale rzucany na wiatr. Ja osobiscie zawsze glosuje "za" tym w co wierze, na tego komu udalo sie mnie przekonac. Nie marnuje mojego glosu na "mniejsze zlo" albo przeciwko kandydatowi, ktorego nie lubie bardziej.
Wiec jesli przyjmiemy, ze glosowanie jest obowiazkiem obywatelskim to ja nie jestem w tym momencie patriotka, no i dobrze, wcale mi to nie przeszkadza. Zawsze mialam problem z obowiazkami, duzo bardziej mi po drodze z przywilejami;)
Zreszta na kwestie glosowania jako obowiazek obywatelski mam wyrobione zdanie patrzac do czego patriotyczne glosowania doprowadzily w Stanach, ale to zupelnie odrebny temat;)
Sluzba wojskowa i obrona ojczyzny mnie juz raczej nie dotyczy i to wcale nie ze wzgledu na plec, ale na wiek. Czy to znaczy, ze w kwestii wojska i armii juz nie moge byc patriotka? Niekoniecznie, bo ciagle moge i mam szacunek do munduru wojskowego i zolnierza ktory ten mundur nosi.
I jak juz napisalam wczesniej w dyskusji u Wesolego Terrorysty, mimo, ze jestem przeciwna wszelkim wojnom, to mam ogromny szacunek dla zolnierzy armii amerykanskiej. To nie jest ich wina, ze biora udzial w nieslusznej wojnie, oni tylko wykonuja rozkazy dowodcow i rzadu.
I dalej, troska o wspolne dobro.
Wlasnie, jak w kontekscie troski o wspolne dobro maja sie kombinatorzy nie placacy np. skladek ZUSowskich? Wlasnie widzialam na jednym forum dyskusje na ten temat i wynika z tej dyskusji, ze kazdy jak moze tak okrada te ukochana Ojczyzne. Pracownik, bo kombinuje, zeby nie placic i pracodawca bo zatrudnia pracownika za ktorego nie musi placic. Gdzie tu troska o wspolne dobro?
A za kilka lat zarowno ten pracownik, jak i pracodawca beda chcieli korzystac z przynaleznych im przywilejow w imie, bo "mnie sie nalezy" i "panstwo musi mi dac".
Ale kto to jest w tym momencie "panstwo"?
Do troski o wspolne dobro podciagnelabym tez roznych innych cwaniaczkow zyjacych na "krzywy ryj".
Transakcje kupno-sprzedaz z pominieciem placenia podatkow przez obie strony.
Skoro panstwo ma utrzymac drogi, mosty, domy dziecka, szpitale, kluby, szkoly, to z czego panstwo ma to robic? skad na to brac? skoro obywatel X i Y unikaja placenia podatkow?
Jak sie ma jazda bez biletu autobusem czy tramwajem w tej sytuacji.
Chociaz dzis wlasnie wyczytalam u Kwoki, ze system podrozy tramwajowych jest naprawde tak ciezko chory, ze nie wiadomo od czego zaczac. Mnie osobiscie zeby rozbolaly od samego czytania. Tymczasem mozna zaczac od odkrecenia kasownikow umieszczonych w roznych miejscach autobusow i tramwajow i przykrecenia ich tuz przy kierowcy. Tak jest tutaj i pasazerowie moga wejsc do autobusu tylko przednimi drzwiami, przy wejsciu nalezy skasowac bilet, a jesli sie go nie ma to sie nie wchodzi. Proste. Wszystkie inne drzwi sa tylko dla wysiadajacych.
Nie potrzebny w tym momencie kontroler, bo jego prace juz wykonal kierowca i nie ma cwaniakow jadacych na gape.
Przy okazji dlaczego kontrolerow nazywa sie kanarami? dlaczego nie szanuje sie ich za to, ze wlasnie przez swoja prace wykazuja troske o wspolne dobro? Czy to nie powinno wchodzic w sklad patriotyzmu?
Dalej "dbalosc o srodowisko naturalne" tez mi sie podoba.
Bo jakze sie ma sprzatanie po wlasnych psach i dzieciach jako czyn patriotyczny?
Moze powinno sie przestac uczyc malych chlopcow sikania pod drzewem, bo z nich wlasnie wyrastaja dorosli panowie, ktorym nic nie przeszkadza wyjac fujare i lac w parku, przy drodze, na ulicy, bo im sie zachcialo. Moze gdyby nie bylo przyzwolenia dla 4 latkow to i 40 latkowie by tak nie robili.
Szeherezada pisala kiedys o mamunci wysadzajacej srajaca 5-6latke na trawnik.
Wcale bym nie byla zdziwiona gdyby ta mamuncia uwazala sie za patriotke, bo i czemu nie? pewnie zna hymn i kilka rocznic.
Ja na przyklad dostaje kociokwiku jak widze, ludzi zasmiecajacych ulice. Kosze na smieci sa na kazdym rogu, a smieci wszedzie. Oczywiscie mam na to taki sam wplyw jak wiekszosc z Was w Polsce, ale jak tylko moge to sie odzywam, czasem podnosze smiec i mowie "ooo cos ci wypadlo".
A przeciez patriotyzm na dzis, ten zwykly codzienny patriotyzm czasow pokoju jest prosty, nie smiec, nie pluj, nie sraj po katach, gas swiatla nawet w miejscach publicznych, bo to tez TWOJE pieniadze i nie cwaniakuj, bo cwaniakujesz za MOJE pieniadze i JA sie na to nie zgadzam.
Bardzo mi sie podoba postawa Szeherezady i jeszcze kilku osob, ktorych tutaj nie wymienie, ale pamietam;) bo to wlasnie nie wystarczy samemu robic dobrze, trzeba jeszcze przypominac innym.
Nie wystarczy pojsc do urn wyborczych, trzeba sie wczesniej przygotowac, zapoznac z programem partii, czy kandydata, to zaden patriotyzm glosowac, tylko zeby nazywac sie patriota, nalezy glosowac swiadomie. A zeby glosowac swiadomie to trzeba sie interesowac polityka nie tylko na 3 dni przed wyborami ale caly czas, trzeba sledzic i patrzec na rece ludziom ktorzy rzadza, bo rzadza nie tylko w naszym imieniu ale za nasze pieniadze, za nasze przyszle emerytury i za fundusze na studia dla naszych wnukow.
Amerykanie dzieki niedojrzalym politycznie "patriotom" juz okradli moje wnuki i prawnuki. Pisze to po to, zeby Was ostrzec tam w Polsce. Nie cieszcie sie wysoka frekwencja w dniu wyborow, ale zamykajcie idiotow i polgowkow w domu na ten dzien.
Ja jak wczesniej napisalam nie biore udzialu w wyborach jesli wiem, ze moj glos mialby byc tylko "przeciw" natomiast staram sie, zeby miec wyrobione zdanie i takie nie pojscie na wybory zdarzylo mi sie tylko raz na szczeblu prezydenckim i dwa razy na szczeblu stanowym.
No i na koniec nie malpujcie wszystkiego z tego zachodu, zwlaszcza, ze jak widac zachod sie wali.
Skoro juz stac Was na cos wielkiego tak jak festiwal muzyczny na skale calej Europy to nie nazywajcie go Przystanek Woodstock, bo nikomu nie bedzie sie to kojarzyc z Polska. Przeciez mozna bylo nazwac go inaczej i caly swiat by wiedzial, ze to POLSKI festiwal.
Czesto tez slysze, ze "ale my sie dopiero uczymy" "ale my mamy lata komuny za soba" to sa tylko wymowki to jest tylko wskazywanie palcem na innych.
Jest takie powiedzenie "nie wazne skad przychodzisz, ale gdzie dazysz" nie mozna caly czas zyc obwiniajac innych, tak samo jak nie mozna zyc ciagle powolujac sie na dawna swietnosc. Jak przyjechalam do Stanow to oczywiscie na poczatek mialam znajomych samych Polakow, bo nie moglam miec innych. Ale z czasem to mi sie znudzilo, bo ludzie doprowadzali mnie do szalu opowiadaniami "bo ja w Polsce to bylem/am", a mnie nie interesowalo czym i kim oni byli kiedys tam w Polsce, ja oceniam czlowieka na podstawie tego kim jest tu i teraz. I z tym tu i teraz bylo jakos slabiutko, tak samo brzmia mi te wymowki, "ale my to dopiero 20 lat jak zyjemy w wolnym kraju"
20 lat !!! 20 lat to jest 1/4 przecietnego zycia!!! to jest szmat czasu.
Raczej zle sie dzieje skoro przeszlosc jest warta wiecej czasu i celebrowania niz terazniejszosc i nie jest to dobra pozycja do budowania lepszego jutra.
Wyobrazam sobie jak sobie nagrabilam, ale po prostu wypowiedzialam moje zdanie. Skoro mozna oceniac mnie jako osobe, ktora "porzucila ojczyzne" to ja tez sobie pozwolilam. Tym bardziej ze ja porzucilam, a Ci co zostali tez nie bardzo strzega tego dorobku tysiacletniej historii.
Nie chcialo mi sie juz brac udzialu w tych patriotycznych dyskusjach stad ta notka jako moje wlasne odczucia, poglady i zdanie, bo tak naprawde to na co komu te wzniosle slowa od swieta, na pokaz?
Chyba zdecydowanie lepiej zadbac o dobro kraju przez proste codzienne zachowanie.