Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, August 15, 2008

Latarka

Jak tylko siegne pamiecia od czasow kiedy zaczelam rozumiec jezyk tubylcow to zauwazylam, ze latarka jest nieslychanie waznym elementem zycia amerykanskiego. Nadchodzi burza z pieronami - telewizornia grzmi "obywatelu, kup se latarke!!!", sniezyca zmierza w kierunku Nowego Yorka "obywatelu, kup se latarke i pare galonow wody!!!", wiatry beda wialy jak beda chcialy "obywatelu, kup se latarke!!!".... Do wielki anielki mysle sobie co z ta latarka oni maja nie tak? ... Ale ambitnie nie kupowalam, bo zwykle nie potrzeba mi wiecej niz jedna dwie noce pod tym samym adresem i wiem gdzie co jest, no i co wazniejsze nie mam szczegolnego upodobania do szwedania sie po chalupie po nocy, czy tez moze dziergania z latarka w zebach.
W krotkim czasie okazalo sie, ze nie musze kupowac latarki, bo system amerykanski zadbal troskliwie o obywateli, ktorzy olewaja nawolywania telewizorni i za kazdym razem kiedy cos zamowilam wysylkowo, dostawalam latarke gratis.... Ot taka surpriza niby...Hmmm ... mysle sobie to juz jest podstepne dzialanie kapitalizmu, bron sie kto moze i kazda w ten sposob zdobyta latarke wyrzucalam ambitnie do smietnika.
Pierworodnego wychowalam w swiadomosci, ze brak latarki w domu jest wyrazem polskosci, a polskosc nalezy sie szanowac i pielegnowac.

W miedzyczasie nadeszla burza z pieronami i to taka, ze przez dwie kolejne noce nie moglam wrocic do domu, 14letni wowczas C. jakos sobie radzil z pomoca moich dyspozycji wydawanych telefonicznie i rowniez telefonicznie odbieranych raportow o wykonaniu zaordynowanych wczesniej polecen.
Slowem burze z pieronami przezylismy bez latarki.

Jakies 5 lat pozniej byla sniezyca stulecia. Snieg zaczal sobie padac w sobote rano. C. poszedl do pracy bo pracowal wtedy jako windziarz na Manhattanie 4 dni w tygodniu zarabiajac na studia. A ja lezalam w lozku rozkoszujac sie blogostanem samotnosci, od czasu do czasu kawka, tudziez lampka winka i to wszystko w lozeczku przed telewizornia. Za oknem pieknie sypie ogromne platy sniegu, wszystko juz biale jakby tam na gorze anioly pierze rozsypaly, telewizornia gromkim glsoem pokrzykuje na niesfornych obywateli "obywatelu, kup se latarke, wode i chleb!!!!"... a mnie tam lata, ja mam wszystko w dupie i tak mi sie podoba.
Po 18tej w drzwiach pojawil sie C. zerknal w kierunku mojej sypialni i widzac mnie lezaca w lozu zawolal:
--No kurde, ja wlasnym oczom nie wierze ... Mamo to ty nawet nie wstalas z lozka przez caly dzien?? A czy my mamy w domu chleb?
-- A mamy pare kromek ... - odpowiedzialam zgodnie z prawda.
-- No nie, ja Ciebie nie rozumiem, w calym miescie panika nie ma juz nawet bochenka chleba, bo ludzie wykupili a moja matka lezy sobie spokojnie w lozku...
Wstalam, zeby dostojnie w pozycji stojacej wyglosic nastepujace slowa:
--Synu kochany, ja wiem, ze mieszkamy tu juz prawie 10 lat, wiem, ze w miedzyczasie przyjelismy obywatelstwo tego kraju. Ale nie sadzilam, ze Ty sie juz tak zamerykanizowales, ze razem z banda tych idiotow wierzysz, ze ten snieg bedzie lezal do lipca... Oprocz chleba mamy ziemniaki, ryz, makarony, mamy tyle innego zarcia ze spokojnie wystarczy na najblizsze 3-4 miesiace.
Po czym spokojnie skierowalam sie znow w strone loza. I tak nam minal wieczor, w srodku nocy obudzily mnie jakies odglosy. Patrze a to C. ubrany w pelnym rysztunku stoi w korytarzu:
-- A Ty co ??
-- A nie moge spac to pojde sobie polazic po sniegu, licho wie kiedy taki nastepny bedzie ...
I poszedl, jakas niepelna godzine pozniej, obudzil mnie nie tylko glos C. ale i zapach swiezych bagels (to takie okragle rogale - uwielbiam). Okazuje sie, ze lazac po okolicy zobaczyl, ze okoliczna pierkarnia jest czynna - piekli chleb na rano i zapukal do okna i sprzedali mu 6 jeszcze goracych bagels. Oooo tego sobie nie moglam darowac - ok. 2:30 rano wstalam i zrobilam sobie uczte rogalowa :)
Ruch uliczny byl sparalizowany do poniedzialku wlacznie, lotniska zamkniete, niektore dzielnice (nasza rowniez) mialy nieprzejezdne drogi jeszcze we wtorek, a nastepnego tygodnia juz nie bylo sladu.
Kolejna katastrofa bez latarki.

Lata pozniej byl absolutny blackout czyli brak zasilania elektrycznego w calej polnocno-wschodniej czesci kraju az pod Canade. Tego dnia wracalam do domu pieszo - zajelo mi to 4.5 godz. i przez caly czas staralam sie zrozumiec w jaki sposob posiadanie latarki mogloby ulzyc to mozolne czlapanie sie do chalupy w prawie 40C temperaturze ... no moglabym sobie w oczy poswiecic dla rozrywki. A tak przyszlam do domu tuz przed zmrokiem i wlanelam sie spac ... Kolejny kataklizm zaliczony bez latarki....
I tak przez lata cale pecznialam z dumy, ze brakiem latarki przypieczetowuje co jakis czas moje polskie pochodzenie, moja polska dume i ...co tu duzo mowic madrosc.
Bo w tym kraju latarka jest dobra na wszystko, lacznie z bolem zoladka i zapobieganiem ciazy ...
A ja jak samotny bialy zagiel bronie wlasna piersia mojej rodowej przynaleznosci.

Az przyszedl czas, ze Wspanialy najpierw zamieszkal z nami, przeszukany oczywiscie na okolicznosc czy aby nie przemycil wrogiego sprzetu. Poltora roku pozniej przprowadzilismy sie do obecnego mieszkania i stalo sie.
Pewnego upiornie goracego dnia, a byl to poniedzialek, bo ja mam szewskie poniedzialki, siedze sobie w domu a tu moja klimatyzacja zaczyna mi dziwnie chrzakac, jakby bolu gardla dostawala.
Wieczorem zrobilo sie ciut przyjemniej, wiec siedzimy na tarasie a tu zachrzeszczalo, zawarczalo i jebut!!!... nastala cisza grobowa wraz z ciemnosciami egipskimi i to nie tylko u nas ale w calej okolicy. Po jakichs 5 min kiedy nic nie wskzaywalo na to, ze elepstryka wroci Wspanialy zapytanie postawil:
-- I co teraz bedziemy robic?
-- Otworz butelke wina, poki jeszcze cokolwiek widac - wydalam rzeczowe rozporzadzenie.
Nastepnego dnia tez nic sie nie zmienilo i tym razem ta awaria w bardzo rozleglej dzielnicy trwala 17 dni.
Mowie Wam super bylo !!!! Zarcie nam Czerwony Krzyz przywozil na rog do budynku szkolnego. Byle co to bylo, ale czlowiek nie mial przynajmniej wyrzutow sumienia ze sie za gotowanie nie bierze, wode do picia i soki rowniez dostarczali, zycie sasiedzkie kwitlo ..... normalnie sielanka. Ja siedzialam w domu, bo sobie akurat bylam uprzejma operacje nogi zaserwowac jakies 10 dni wczesniej, chlopaki chodzili do pracy, cisza bloga , ani telewizorni, za kompem nie powiem tesknota mi ciut doskwierala, radyjo mialam na bateryje ... obowiazkow zadnych bo i co mozesz zrobic? ani sprzatanie, ani odkurzanie ... ot laba absolutna.
Jak u pana boga za piecem... Tylko Wspanialy narzekal, ze Mu rano niewygodnie ze swieczka do lazienki pod prysznic chodzic, ale po 3 moze 4 dniach sie przyzwyczail.
Nastepna tragedia odfajkowana - bez l a t a r k i :)))

Potem byly jeszcze rozne takie wieksze i mniejsze przypadlosci np. kiedys jakas uszczelka w baterii prysznicowej poszla sobie w cholere i trza bylo cala baterie wykercac, wiec Wspanialy poprosil gospodarza, bo nie chcial sie sam z tym pierniczyc, a Italianiec w pewnym momencie wola:
-- Dajcie mi latarke ... Wspanialy spojrzal na mnie, ja na Niego i On zaczal wyjasniac Italiancowi, ze w tym domu jest ostry zakaz posiadania latarki... ze niby ustawa taka.
A ja sobie w tym momencie uswiadomilam, ze wlasnie takich okolicznosci nie przewidzialam, ze moze zajsc kiedys potrzeba gmerania w dziurze w scianie... ale co tam, przeciez to nie ja gmeram.
Italianiec zdolna bestia poradzil sobie i cale wydarzenie poszlo w niepamiec.
Az tu pewnego dnia przychodze z pracy, Wspanialy siedzi z mina skazanca i w te slowa wyznanie mi robi:
-- Wiesz musze sie do czegos przyznac....
No ladnie mysle sobie... i po jasna cholere bylo brac ten slub ... bo jak zobaczylam Jego mine to wiadomo spodziewalam sie najgorszego ...
-- No to nawijaj z tym wyznaniem. - mowie a w duchu sobie mysle "one wsie jednakie, a ja durna znow dalam sie nabrac"
-- Bo ja wiesz... - zaczal jakac niepewnie - bo ja tydzien temu kupilem mala latarke i narazie trzymam ja na tarasie w skrzynce na narzedzia, ale tak sobie mysle .... moze sie zgodzisz, zebym ja przyniosl do domu.
No i co??? No, zgodzilam sie ... i w ten sposob stracilam resztki mojej polskosci ... obywatelstwo amerykanskie, chlop amerykanski to jeszcze bylo jako tako, ale z chwila tej latarki cala reszta poszla sie jebac...

Stardust do cna zamerykanizowana.

33 comments:

  1. :)))) a bajgla o 2 w nocy też bym sobie zjadła. z cream cheese. o.

    anay

    (w wawie jest punkt, gdzie sprzedają - przynajmniej był dwa lata temu, ale mają taki mały wybór :( )

    ReplyDelete
  2. swietnie sie czyta. ciekawe.

    ReplyDelete
  3. Wiedziałam że pewnego dnia "dojrzejesz" :)
    Cieszy mnie ten fakt ogromnie.
    A propos wulgaryzmów.. w Twoim wykonaniu brzmią wyjątkowo mocno, tak jak to j***ć tutaj :) aż mnie ciarki przeszły.
    pzdr

    ReplyDelete
  4. jak zwykle swietnie sie czyta, troche mi sie micha jarzy bo widze ze na wz ograniczlaas sie z wulgaryzmami a ze ja tez lubie sobie bluzgnac wiec miło mi sie zrobiło tak jakos ze jest tez ktos....;-)))) bede tu zaglądac do zobaczonka

    aha bede tu zagladac dla tresci nie dla wulgaryzmów (jak przecztalam co napisałam to tak jakos dziwnie zabrzmiało wiec prostuje)
    mał

    ReplyDelete
  5. Swietnie napisane. Nasmialam sie, ze hej. Czekam z niecierpliwoscia na kolejne wspominki z Hameryki ;)

    ReplyDelete
  6. Anay - bajgle sa naprawde super tylko moja dupa tez juz wyglada jak bajgel :)wiec chyba jednak trzeba sie tej milosci oddawac z glowa... jak kazdej.
    Aga9999 i Malgoska - blog jest moj i ma odzwierciedlac moja osobowosc w zwiazku z czym przycisniecie gazu jest wrecz wskazane. Na WZ czesto mnie reka swierzbila, ale musialo sie skonczyc na swierzbieniu, tutaj bede sobie pozwalac :) A ogolnie to ciesze sie ogromnie, ze jestescie :)))))
    Do wszelakich anonymuousow obecnych i przyszlych - jesli mozecie, to dajcie jakis znak kim jestescie, tak bedzie mi latwiej.

    ReplyDelete
  7. Ale super się czyta!!!
    Fajnie, że można przeklinać, bo ja bardzo lubię (chociaż mamunia chce sie mnie wyprzeć, jak puszczam różne wiąchy...)
    Będę stale zaglądać, bo nie odść, ze napisane pięknie, to jeszcze bardzo ciekawe spostrzeżenia masz :), ot- chwila zatrzymana, przemyślana twórczo...

    ReplyDelete
  8. hi, ten wpis wyżej jest też mój :)
    Jak mam dodać podpis? Bo jak już wszem wiadomo- jestem informatycznie upośledzona...

    Agik

    ReplyDelete
  9. Piękna historia. I pieknie napisana. Ciekawa jestem ile niepotrzebnych rzeczy mam w domu, takich"przydasi", choć nie jestem ciułaczem. Ciepłego bajgla też bym zjadła o każdej porze.
    Beem, obca ci, znajoma Cotu i tak sie podpisuję jeśli zostawiam coś komuś na tamtych blogach,(a z musu tutaj Barbara, nie umiem z niej wyjść)

    ReplyDelete
  10. Barbaro - Beem :) wcale nie jestes mi obca, bo jakkolwiek nie mialysmy bezposredniej przyjemnosci, to ja Cie doskonale pamietam od Cota. Cieszy mnie, ze wpadlas zerknac co sie tu dzieje, zawdzieczam to Cotu, ze byl uprzejmy polecic mnie Wam. Czytam Cota i Cotowych gosci blogi z niegasnacym zapalem i tak wszystkim po cichu zazdraszczalam talentow literackich. Cot mnie delikatnie kopal w kostke, zeby samej zaczac, ale ponoc do wszystkiego trzeba dojrzec :)))
    Ja tam jestem niekoronowalna krolowa "przydasiow" to juz chyba jakies uzaleznienie, ale przed ta latarka jakos sie bronilam, bo faktycznie uwazam tego przydasia za zupelnie nieprzydatnego :))) Prosze wroc tu czasem, bedzie mi bardzo milo. A teraz sobie poskacze z radosci :)))) hop, hop, hop.

    ReplyDelete
  11. Swoja droga ciekaweco oni maja na mysli z ta latarka. Mozew sie boja, ze od siwecy pol stanu im splonie czy cus? A latarka to mozna nawet i w leb komus dac .
    Swoja droga, tak sobie pomyslalam, ze jednak takich klesk zywiolowych tosmy tu jeszcze nie zaliczyli. No, owszem, tej zimy czy wiosny w Szczecinie cos takiego bylo, awaria sieci elektrycznej. Wszystko zreszta przed nami, bo elektryka u nas przeciazona i bardzo nienowoczesna, a obsluguje coraz wiecej wszystkiego.

    ReplyDelete
  12. Cocie, to narod wyprany z mozgu niestety przez lata cale podporzdkowany mediom i tak juz maja, ze nie potrafi jeden z drugim poruszac sie po wlasnej chalupie jakby nagle swiatlo zgaslo. No to sie zapytowuje jesli mieszkasz w tym samym mieszkaniu dluzej niz tydzien to nie trafisz bez swiatla do lazienki? Do rosolu sie pojdziesz odlac bo swiatla nie ma? A co maja z tymi galonami wody pitnej? czy galon wody uratuje ci zycie w czasie jakiegos kataklizmu? Owszem pic trzeba, ale jakby nie bylo wody a ty masz tylko galon to co pic czy myc sie, a moze najpierw sie myc a potem pic ... to sa takie jakies zupelnie pozbawione sensu i logiki postepowania. Ale rzad i media promujac takie kretynskie myslenie wlasnie szkola sobie kolejne pokolenia bezmozgow, ktorymi jest latwo zarzadzac, ale to juz temat na kolejna notke ;) kiedys :))) Ciesze sie, ze zagladasz :))) oj bardzo sie ciesze :)))
    A co do wymiaru tych klesk, to nie sa naprawde zadne kleski zwlaszcza tu w NY bo nigdy nie bylo trzesienia ziemi czy tornado, ale jak jest 10cm deszczu to juz powodz, jak 80cm sniegu to juz koniec swiata, bo oni sa nieprzystosowani do zycia i nie potrafia funkcjonowac w zadnych sytuacjach utrudnionych. Oni tylko potrafia wstac z lozka popatrzec w telewizornie co na dzien dzisiejszy jest zdrowe, a czego nie papusiamy i tyle.

    ReplyDelete
  13. Cocie dodam jeszcze, ze przecietny "Joe shmo" jak slyszy "obywatelu kup se latarke" to nie mysli o tym, ze miliony jego ziomkow nie ma ubezpieczenia lekarskiego, ze tysiace umiera bo nie stac ich na lekarza, tylko sie cieszy, ze jego rzad tak bardzo dba o to, zeby sobie guza nie nabil po ciemku, a przeciez niewidomi jakos trafiaja widelcem do geby a nie do oka ...

    ReplyDelete
  14. Agik, witaj serdecznie juz jestes jako Agik i to mnie cieszy :)))

    ReplyDelete
  15. Wydawało mi się, że jak już się mieszka w Hameryce i sie powodzi nie najgorzej, to się ją raczej chwali, a Ty po tych Amerykancach jedziesz, az milo.
    Temat latarki - bardzo ciekawy. Podziwiam Cię za łatwość bluzgania, bo ja, choć lubię sobie zakląć - na forach i w blogu jakoś mi przez...palce przejść nie chce zaden wulgaryzm, choc sie cisnie na klawiature.
    Przy okazji przypomnialo mi sie, jak niedawno przebywal u nas kilkunastoletni Dunczyk. Szybko lapal jezyk polski, ale zwlaszcza k...mac mu dobrze szlo. Powtarzal to czesto, szczesliwy, ze mu to uchodzi na sucho, a ja sie smialam ( nauczycielka, do licha) bo w jego ustach to bylo przesmieszne. Najlepsze bylo jednak, jak sie nauczyl slow piosenki: "bede bral cie w aucie" i z upodobaniem wyrecytowal je mojej tesciowej na prosbe, zeby powiedzial cos po polsku. Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  16. Wczoraj przypomniałaś mi że nie zaglądałam do skrzynki już prawie dwa tygodnie... dzis sobie uswiadomiłam ze nawet swieczki nie mam a burze szaleją... ciekawe o czym przypomnisz mi jutro:)))

    Pozdrawiam Tajger

    ReplyDelete
  17. No to i ja się dopiszę czyli zostawię ślad, że czytam....
    Bardzo,bardzo się cieszę, że "dojrzałaś".
    Rano wstałam wściekła jak nieszczęście bo za oknem leje już 3dzień,w domu bałagan bo mamy mały remont,na szczęście znalazłam Twój blog,poczytałam i od razu micha mi się śmieje. Dziękuję i proszę pisz,pisz jak najwięcej.
    Serdecznie pozdrawiam
    piq (z WŻ)

    PS. Właśnie sobie uświadomiłam, że też nie mam w domu latarki. Zdarzyło mi się całkiem niedawno iść z psem w nocy na spacer w czasie awarii prądu ze świeczką zapachową w dłoni bo "normalnej" nie znalazłam.....

    ReplyDelete
  18. Tajger, Piq witajcie :))))) nie macie pojecia jak sie ciesze :)))a serio to bez latarki da sie zyc. Spacer w srodku nocy z psem i zapachowa swieczka tez ma sens, bo pies moze isc za zapachem niekoniecznie za swiatlem. To mi sie podoba.

    ReplyDelete
  19. Tak proste ustrojstwo: latarka; a tyle przemyśleń :)) Są świetne. I ja też nie mam w domu latarki :(

    ReplyDelete
  20. Kurakowa witaj serdecznie w moich progach, ciesze sie ogromnie z wizyty i mam nadzieje ze bedziesz zagladac :)))

    ReplyDelete
  21. Teraz wiem, z jestem prawdziwą Polką ;-) Latarek, owszem, w domu kilka, ale żadna nie świeci.

    ReplyDelete
  22. Ajka - pieknie :))) tak trzymaj :)))

    ReplyDelete
  23. po, prostu świetne!!!! jolus

    ReplyDelete
  24. Wulgaryzmów nie lubię,mimo to Twoje teksty są wyśmienite.Cieszy mnie,że mimo tylu lat w Ameryce nie zatraciłaś zdroworozsądkowego podejścia do tego kraju.
    Przypominasz mi chwilami moją ulubioną autorkę-Joannę Chmielewską w jej książce pt:"Wszystko czerwone".
    "Latarkę" przeczytaliśmy oboje(ja i mąż)i ubawiliśmy się.
    Masz w nas dwoje następnych(wiernych ) czytelników.
    kasia 40
    PS.Wolę czytać niż pisać i wolę słuchać niż mówić.Dzięki za uśmiechy które wywołujesz na naszych buźkach:-)))Z niecierpliwością czekamy na następne Twoje teksty.

    ReplyDelete
  25. Kasiu40 z wulgaryzmami to jest tak jak z przekraczaniem predkosci - nie wolno, ale czasem jest to niezbedne ;)) Cieszy mnie, ze Tobie i mezowi podobaja sie moja paplanina i zagladajcie przymykajac oko :)))

    ReplyDelete
  26. Renatko, o malo co Cie przegapilam, a Dunczyk tak mi sie podoba :))) Najszybciej lapiemy wlasnie tego typu slowka. Wspanialy kiedys powiedzial do mnie (napisze to fonetycznie) "hu ju" czyli niby skrot od angielskiego "who are you" ale wiadomo jak zabrzmialo, kilka dni temu zwrocilam Mu szczegolna uwage na to, zeby takiego skrotu nie uzywal czasem w Polsce.

    ReplyDelete
  27. Musze jeszcze dodac, ze ja nie po Amerykancach jade, tylko jade generalnie po glupocie bez wzgledu na przynaleznosc narodowa. Z pewnoscia Polakom tez sie oberwie nie raz ;) tylko narazie mam doswiadczenie z tutejszymi Polakami a co do tych zamieszkalych w Polsce to juz niedlugo odswieze sobie pamiec :)

    ReplyDelete
  28. I znowu mi się micha śmieje od ucha do ucha !!!!!

    Eh wspomnienia....Ja też mam co wspominać bo mój mąż czekał na mnie 14 lat !!!! Tzn. czekał czysto teoretycznie - on w tym czasie metodycznie mnie zdobywał a ja chyba ślepa byłam. Pierwszy raz publicznie pocałował mnie w parku, wśród zieleni i łabędzi na mostku.... i oczywiście wszyscy znajomi musieli widzieć !!!
    A naszej ulubionej knajpki już niestety nie ma bo zmienił się właściciel i zrobiła się typowa "mordownia".

    Demisa bardzo lubię. Pamiętam jak w głębokich czasach PRL czekało się na jakiś ochłap rzucony w TV. Zapowiedzieli jakiś program rozrywkowy ( o skandalicznie późnej porze), że wystąpi w nim Demis Roussos. To była gorączka,nieprzytomne z wrażenia siedziałyśmy z mamą przed "telejajkiem" jak na szpilkach,roz gorączkowane,reszta rodziny nie miała prawa głośniej oddychać !!! Mija 10 minut programu, 20 minut,pół godziny,godzina, lecą napisy końcowe !!! I znów cholera ciężka zrobili nas w bambuko bo Demisa nawet w tle nie było słychać !!!! Obie miałyśmy mord w oczach !!!!
    Ale przy następnej okazji znowu się dałyśmy nabrać....

    Ależ się rozpisałam a przecież to miał być Twój blog.....
    Poprawy nie obiecuję no chyba, że dostanę od Ciebie "pater noster" czyli po polskiemu powiesz mi "zamknij japę i zmykaj bo mój jest ten kawałek podłogi"...

    Pozdrawiam serdecznie
    piq

    PS. A ja od lat wielu poluję na ciepłego, chrupiacego rogalika z makiem... ale senne marzenie !!!!!

    ReplyDelete
  29. Coś pochromoliłam.... ale nie chce mi się budzić córki.
    Mam nadzieje, że zrozumiesz bo ten wpis nie tutaj miał być a ja z angielskiego "noga" jestem.....

    ReplyDelete
  30. Super czytadło :)). Myślę, że szaleństwo latarki to jedno z wielu szaleństw Hamerykan. Te inne szaleństwa, to na mój gust zakupy prezentów na święta. Tysiące ton gadżetów, nikomu nie potrzebnych z okazjonalnym haftem lub aplikacją w tonacji czerwono-zielono-bałwanowej swetrów, wdzianek, stringów, skarpet itp. badziewia.
    Pozdrawiam, Ania

    ReplyDelete
  31. Anno-gu witaj w moich progach. Fakt, ze Amerykanie szaleja na swieta, ale powiem Ci w tajemnicy (ciiii), ze najwieksze bezguscia dostawalam od mojej znajomej tutaj Polki i Rumunki ... Bosze co to byly za straszydla jakies zlociste, falbaniaste serwetki, to znow wazon z przyczepionymi amorkami we wszelakich kolorach teczy... no szkaradztwa, ktorymi moznaby straszyc male dzieci. Tak, ze gust dobry, czy zly nie jest wcale cecha narodowa :)))

    ReplyDelete
  32. Dla mnie jest pewne, ze Charlie sprawiajac te nieszczesna latarke i uzyskujac Twoja akceptacje i tak Cie polskosci nie pozbawil :)))))))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...