Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, August 23, 2008

Tydzien przed...

Diabli mnie biora.
Zostal mi jeszcze tylko tydzien do wyjazdu do Polski i jestem w absolutnej rozsypce. Jak bylo daleko, to planowalam, kombinowalam juz oczami wyobrazni widzialam jak to bedzie i co to bedzie... teraz mam jakis tumiwsizm i najchetniej gdyby sie dalo to pewnie bym zrezygnowala z tego wyjazdu ....
Ja tak mam zawsze, jak jest daleko to jestem cala podekscytowana, a jak jest tuz tuz to ja mam wszystko gdzies.
Mam chyba jakis syndrom tylko jeszcze nie bardzo wiem jak on sie nazywa :)) bo wyglada na to, ze sie wypalam emocjonalnie w szybkim czasie i potem juz brakuje mi cierpliwosci tuz przed poprzeczka ;)
Ale zawsze tak bylo, jak cos chcialam to zwykle juz na przedwczoraj... wiec taka podroz jak ta planowana przez ponad rok to stanowczo za dlugo dla mnie i juz przestaje to byc ciekawe...
Po prostu nie jest juz nowoscia :))
Ja wiem, ze jak juz sie usadowie w samolocie to bedzie jako tako, przez pierwsza godzine, bo jakos przerazenie mnie ciagle ogarnia jak pomysle o 8 godzinach.
Nie mam problemow z podrozowaniem i moglabym byc 27 godzin w podrozy, byle by co jakies 2 godziny mozna bylo zrobic przerwe. A tu akurat podroz nad oceanem i nie ma zadnej mozliwosci przesiadek, z przesiadkami byloby calkiem fajnie. No moze nie zupelnie fajnie, ale do przyjecia.
Wynika to chyba glownie z faktu, ze nie lubie sie pakowac, nie naleze do ludzi, jak moja kolezanka B. ktora pakuje walizy na 5 tygodni wczesniej a potem przepakowuje 7 razy ...
Ja robie to na ostatnia minute i potem sie okazuje, ze polowy rzeczy zapominam, potem latam po sklepach i probuje sie zaopatrzyc w to co czego zapomnialam.
Ktos by pomyslal, ze zamiast sie denerwowac powinnam chociaz zrobic liste rzeczy, ktore mam zabrac... logiczne, prawda??
Niestety nie w moim przypadku, ja bede to wszystko robic na ostatnia minute. A caly tydzien przed spedze na nerwach... Najgorsze jest to, ze jak sie denerwuje to mam wilczy apetyt i wpieprzam wszystko co na drodze. Normalnie jakby jedzenie mialo wyjsc z mody .... na okraglo ruszam szczeka i juz na nowo przybylo to co stracilam.... ha nie bylo tego duzo, ale juz jest spowrotem.
Do klubu tez przestalam latac z takim zapalem jak jeszcze miesiac temu, mam ze tak powiem wszystko w Duzej Pogardzie. Popatrzylam w lustro i stwierdzilam, ze w zasadzie to wole umrzec szczesliwa niz chuda, w koncu nie ja bede niosla moja wlasna trumne. A jeszcze nie jest tak zle, zeby sobie szesciu chlopa nie dalo z tym rady.
Najgorsze jest to, ze przez ten ostatni tydzien mam jeszcze tyle spraw do zalatwienia, musze potwierdzic wszystkie rezerwacje tam w Polsce, spisac caly kalendarz podrozy i wpisac miejsca gdzie koniecznie musze zajrzec, wpisac wszystkie kontakty i numery telefonow.
To byloby tyle po tamtej stronie. Tutaj tez mam pracy od licha i ciut ciut, bo musze przygotwac kwartalne podatki, przygotowac rachunki, ktore ma w czasie mojej nieobecnosci zaplacic Potomek, zatrzymac dostawe poczty w pracy, bo jesli tego nie zrobie to nie da sie po tych 3 tygodniach otworzyc drzwi, napisac jeszcze list do klientek, zmienic wiadomosc na telefonie w pracy.... kurde tyle roboty...
A ja mam lenia giganta !!!!
Niech mnie ktos kopnie !!!!!!!!!!!!!!
Zla jestem sama na siebie z tym brakiem checi do zorganizowania sie, bo wiem, ze za tydzien w sobote i niedziele bede latac po chalupie jak "kot z pecherzem"...
Wlasnie skad sie wzielo takie powiedzenie? "Lata jak kot z pecherzem" u mnie w domu sie tak mowilo, czy ktos z Was zna tez takie powiedzonko? czy to tylko u mnie byla taka moda?
Z drugiej strony te niektore powiedzonka sa zupelnie bez sensu. Tutaj jak jest bardzo ulewny deszcz to sie mowi, ze pada "jak koty i psy"... tego nie jestem w stanie zrozumiec za zadna cholere... Co maja psy i koty do deszczu?

Stardust bez checi do zycia ....

16 comments:

  1. Cytat;
    "biegać (latać) jak kot z pęcherzem - gorączkowo biegać gdzieś bez celu; poruszać się szybko, ale chaotycznie; kręcić się niespokojnie, nerwowo

    • W przypadku tego powiedzenia chodzi o częstą na wsi zabawę, polegającą na dręczeniu niewinnego zwierzęcia. Po zakończonym świniobiciu brało się świński pęcherz, który najpierw nadmuchiwano, a później przywiązywano do ogona kotu, znajdującemu się w każdym niemal gospodarstwie. Przerażone zwierzę starało się za wszelką cenę uwolnić"
    Głowa do góry:)))Poradzisz sobie ze wszystkim.

    ReplyDelete
  2. Qj skąd ja to znam !!! Zawsze jak mam za dużo zaplanowane i nie wiem od czego zacząć to ogarnia mnie totalny "tumiwisizm"....Doprowadzało to do szewskiej pasji lub białej goraczki moja rodzicielkę. Ona od rana latała po domu "jak kot z pęcherzem"(tez się tak u nas mówiło)a ja sobie "bimbałam". Zawsze kończyło się to awanturą. Bo ja mam tak, że rano wstaję, robię sobie kawę do niej coś słodkiego,siadam wygodnie, włączam ulubiony film albo płytę i "zastygam". Córka i mąż wiedzą,że nie należy mi wtedy "zawracać gitary" i najlepiej aby się do mnie nie odzywali. Posiedzę tak godzinę, dwie,potem wstaję, mówię do roboty i zaczynam działać. Wtedy wszystko mi lata w rękach i potrafię w ciągu 2 godzin zrobić wszystko to co mama robiła przez cały dzień !!! Ale potem padam na twarz.

    Pakować się nie lubię. Zabieram się do tego jak pies do jeża, warczę na wszystkich a potem przychodzi mąż, śmieje się ze mnie jak zwykle i ja w pięć minut jestem zapakowana. Acha i nie zdarza mi się czegoś zapomnieć...

    Zazdroszczę Ci trochę tej odwagi w lataniu samolotem. Bo ja się panicznie boję i już zapowiedziałam mężowi, że zanim mnie wsadzi na pokład to najpierw mnie musi związać i zakneblować a i tak się będę darła na pół Europy !!!!

    Alfa dziękuję za wyjaśnienie znaczenia owego powiedzenia. Barbarzyński zwyczaj !!!!

    Ściskam piq (bimbająca sobie dzisiaj)

    ReplyDelete
  3. Ja nie cierpie pakowania (chociaz potrafie to zrobic szybko), ale musze sie za to zabrac bo we wtorek wyjezdzamy na wakacje. Myslalam o zrobieniu listy, zeby czegos ne zapomniec, ale znajac mnie zgubie ja gdzies ;)))
    Wyjezdzac generalnie nie lubie (ze wzgledu na chaos w domu), podroze doprowadzaja mnie do skrajnego zalamania, wyczerpania i w dniu podrozy najlepiej sie do mnie nie odzywac. Bez wzgledu czym mam ta podroz odbyc. Gdybym miala wybierac to wszedzie latalabym samolotami bo w nich najlepiej sie czuje.
    Ale jak juz wyjade to swiat wraca do stalego biegu. Jedyne co mi wtedy jest potrzebne poza dobrym humorem i pogada to lozko z czysta posciela i prysznic.

    ReplyDelete
  4. -->> Alfa, dzieki Tobie nareszcie wiem, ze w tym powiedzeniu jest jakas logika:)) W zyciu nie wpadlabym na to, czlowiek sie jednak uczy do smierci:)
    -->> Piq to mamy cos wspolnego ja wstaje rano ok.6 co nie znaczy, ze jak wstalam to jestem zdolna do zycia, zwykle potrzebuje: 2 kawy i kompa:)) potem dopiero wiem jak mam na imie i co sie dzieje. Znana bylam z dolewania do kawy soku zamiast mleka bo ktos przestawil mleko, a ja pewne czynnosci wykonuje mechanicznie, kiedys tez zrobilam kawe w maszynce bez podstawionego dzbanka...itp. Byl taki okres, ze moi znajomi mogli do mnie dzwonic 24/dobe ale rano nie pamietalam z kim rozmawialam i co wazniejsze o czym o 2 rano :)) Wiec skonczylam z tym procederem :)) Do samolotow nie mam zadnych zastrzezen poza tym,ze jest mi ciasno i nie moge usiedziec bez lazenia a to nie zawsze jest mozliwe. Latac sie nie boje bo i co sie moze stac? wychodze z zalozenia, ze co ma wisiec nie utonie:)) Najgorzej nie lubie lotow nocnych (do Polski mam wlasnie nocny) kiedy wszyscy gromko pochrapuja a ja mam ochote na morderstwo.
    -->> Shanna milego urlopu :)))

    ReplyDelete
  5. E tam Marylko nie nerwoj sie. Moj polowek mowi: nie ma sie co denerwowac bo sa tylko trzy rzeczy ktorych zapomniec nie wolno: Dokumentow, Pieniedzy i wlasnej Dupy. reszte mozna kupic lub obyc sie bez :-)
    Na pewno bedziesz miala swietny urlop, bo jak moze byc inaczej w takim towarzystwie?

    ReplyDelete
  6. Dorotko, jak znam zycie to pewnie zapomne jednej z tych rzeczy najprawdopodobniej wlasnej dupy, bo o te dwie pozostale zadba Wspanialy.

    ReplyDelete
  7. no a ja jestem niezywkle zorganizowana zawsze jakies 2 tygodnie przed wyjazdem tworze liste która pozniej przyklejam do szafy w miejscu widocznym i podrecznym coby mozna bylo dopisac jak sie cos przypomni tak lista praktyczie załatwia wszystko, uwielbiam wyjezdzac uwielbiam sie pakowac moj maz natomiast ma wtedy "napiecie przedwyjazdowe" biega bezładnie krzyczy ze mam sie spieszyc cociaz przeciez nic nas nie goni sam praktycznie nie robi nic tylko biega z domu do smaochodu i tak w kółko albo jak cos spakuje to ja musze przepakowac bo sie nic nie miesci, zazwyczaj w dniu wyjazdu mam swietny humor ale jak mnie zdrowo przyirytuje to mowie "ooo napiecie sie pojawiło, uwazaj bo ci zyłka pierdolnie" to najczesciej rozładowuje napiecie ;-)
    za to kiedy wracam z wakacji to zawsze mam dola nie lubie kiedy cos sie konczy szczegolnie jesli jest to cos miłego ;-(

    ReplyDelete
  8. Jeżeli chodzi o pakowanie, to rozumiem, że chodzi głównie o tzw. ciuchy. Ja na kilka dni przed wyjazdem wyciągam wszystko, co ewentualnie chciałabym zabrać i tak sobie leży (na szczęście ma gdzie leżeć, bo przecież kiedyś mieszkaliśmy w 5 a teraz juz tylko z mężem). W wolnych chwilach łączę te ciuchy w zestawy na różne okazje, na pogodę, itd. usuwając stopniowo takie, które okazują się niepotrzebne. Dzień, dwa przed wyjazdem wszystko się klaruje, układam w walizce i zazwyczaj jestem z wyboru zadowolona. Jeżeli nie będzie Ci przeszkadzała sterta szmat i butów na środku salonu to skorzystaj z mojej rady. Weź też pod uwagę, że wrzesień w Polsce może być chłodny i deszczowy.
    A to co masz jeszcze do zrobienia przed wyjazdem zapisz na kartce i stopniowo skreślaj, zobaczysz, że zdążysz ze wszystkim na czas.
    Pozdrowienia :))

    ReplyDelete
  9. Można też powiedzieć: wiercisz się jakbyś miała owsiki w d***e

    ReplyDelete
  10. -->>Kurakowa, gora szmat w salonie to nie jest zadna przeszkoda, problem z tym, ze ja szmatami przejmuje sie najmniej;) Jak zapomne szmat to bedzie tak jak kiedys w czasie innego urlopu, kiedy nie wzielam zadnego swetra i pozyczalam od Wspanialego. Ja jestem niezorganizowana ogolnie.... mam od groma numerow telefonow, kontaktow, adresow, ktore nalezy wpisac ja jakis kajecik, uporzadkowac i zabrac. Problem jest chyba w tym, ze ja ten urlop przezylam juz 120 razy w glowie, planujac przez ostatni rok i teraz mam wrazenie, ze tak naprawde to juz nie musze jechac. Kurde nie potrafie tego wytlumaczyc ale jesli mozesz sobie wyobrazic, ze ktos moze byc najbardziej zorganizowana osoba i jednoczesnie najbardziej niezorganizowana ... to wlasnie ja. Kurza twarz nigdy lewa strona nie wie co robi prawa i odwrotnie i nigdy nie jestem w stanie przewidziec co mi do lba strzeli za nastepne 30 min. Nie mam za grosz cierpliwosci, jestem juz znudzona i .... wlasnie co moge z tym zrobic. Gdyby to chodzilo o szmaty, ale mnie jest bosko obojetne czy one beda do siebie pasowac jesli tylko t-shirt pasuje do portek to ja juz jestem ubrana. Mam nadzieje, ze w Polsce tez juz minely czasy, kiedy panie na wczasach schodzily na kazdy posilek w innej kreacji. Jesli te czasy nie minely no to mam gdzies nie bede jesc, ale ja jade wygodnie a nie na pokaz. Zebym sie tylko zebrala do kompletowania tych wszystkich danych teraz a nie na ostatnia minute, bo coraz czesciej mam wizje siedzenia na lawce w parku przez noc, bo czegos nie dopilnowalam....
    -->> Kaziu owsiki w dupie, szajba we lbie i lenistwo ... ja sama ze soba nie moge wytrzymac !!!!!!!

    ReplyDelete
  11. Marylko- sadze, ze stan jaki opisujesz to jednak klasyczny Reisefieber plus jego skutki uboczne w postaci sflaczenia.
    Prosze sie wziac w garsc- jak trzeba to posylam przez ocean wirtualnego kopniaka.
    No i zbieraj sily, bo ta podroz to przeciez nie zadne 8 godzin a 3 tygodnie hehe - na szczescie z przesiadkami i przerwami - te ostatnie pewnie beda krotkie, oj krotkie :))))))

    ReplyDelete
  12. To Ci zazdroszczę, że umiesz nie przejmować się tym co masz na sobie. Ja jestem trochę zwariowana na tym punkcie, a że nie jestem jakimś krezusem to muszę się sporo nagłowić aby skomponować garderobę, żeby do wszystkiego pasowała. A co do panującego stylu w PL to jest bardzo różny i luźny. Koszulka i portki zawsze na topie :)) Ja też tak lubię. Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  13. Lubię wyjeżdżać, pakowanie też jakoś dzień wcześniej staram się zorganizowac. Często mam listę zrobioną, która stale się gdzieś gubi. Ciuchy często dorzucam w ostaniej chwili, bo może się coś jeszcze przyda. Gorzej z kolegą małżonkiem, który jak napisała małgoska ma " napięcie przedwyjazdowe" chodzi i marudzi, i czepia się wszystkiego. W podróży nie lubię wąskich szos i idiotów, którzy wyprzedzają na trzeciego, na czwartego, a droga ma po 1 paśmie w każdą stronę. I jeszcze jedno prawie na pierwszych rogatkach zaraz chce mi się jeść. Szczęśliwej podrózy życzę.

    ReplyDelete
  14. -->> Kurakowa :) Ja sie tylko przejmuje w wypadkach gdzie naprawde nalezy wygladac reprezentacyjnie :) Z calym szacunkiem do zjazdu w Otominie, caly pobyt w Polsce do takich w/g mnie nie nalezy, bo ja bede cale 3 tygodnie w drodze. W zwiazku z czym odpadaja buty, poza wygodnymi i jakies tam falbanki, koronki i inne pierdolki. Ja jestem 100% turystka w takich sytuacjach.
    -->> Elo, glodna tez jestem w trybie natychmiastowym. A pakowanie to kazdy robi sobie sam i tez sam jest odpowiedzialny za to czego wzial za duzo, lub nie wzial wcale. Ba zwykle mamy nawet dwa osobne bagaze :)))

    ReplyDelete
  15. Hi hi, ja tam w tym czasie w podrozy co prawda nie bede, ale nie deklaruje rowniez powitania pod krawatem i w stroju "wyjsciowym"

    ReplyDelete
  16. -->> Mariniku i tak wlasnie trzymaj !!!!! A tym wszystkim, ktorzy beda w strojach wyjsciowych obiecuje, ze sie nie obraze jesli beda uwazac, ze mnie nie znaja. Zawsze mozecie powiedziec, ze ja to tylko Wasza "gosposia".

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...