Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, September 26, 2008

Wzorowy obywatel

Czyli moj Wspanialy. Kuzwa czasami zastanawiam sie jak temu facetowi udalo sie tak dlugo zyc, bo przeciez my urodzeni w kraju gdzie wszystko nalezalo kombinowac i zalatwiac umiemy doskonale obchodzic szerokim kolem wszelkie przepisy i regulaminy z reguly utrudniajace zycie. Moj Wspanialy nie potrafi. Jak ma powiedziane, ze czegos nie wolno to napewno tego nie zrobi. Musial chlopina miec strasznie nudne zycie przynajmniej do czasu kiedy ja sie w nim pojawilam. Bo ja wiadomo, ze jak drzwi zamkniete, to oknem wleze, jak mnie wypchna jednymi drzwiami to chociaz leb w drugich pokaze.
Wspanialy zyje na zasadzie co wolno a czego nie wolno, a ze w tym kraju coraz wiecej rzeczy nie wolno, no to i zycie takiego typa moze byc niezle okrojone z przygod.
Teraz sie pewnie nie dziwicie, ze przemycil te latarke podstepnie, bo przeciez od lat pokrzykiwano gromko w Jego kierunku "obywatelu, kup se latarke" a tu babsko z nad Wisly wprowadzilo zakaz posiadania latarki.
Tak na codzien to ja sie tym nie przejmuje, bo moje wrodzone lenistwo nie pozwala mi na reagowanie na pewne sprawy, latwiej olac, ale czasem jest to nie powiem upierdliwe.
Tak wlasnie bylo w czasie naszej podrozy po Polsce, a w zasadzie to zaczelo sie juz w drodze na lotnisko.
Jechalismy taksowka, oboje siedzimy na tylnych siedzeniach, wiec do glowy by mnie nie przyszlo, zeby szamotac sie z pasami bezpieczenstwa. Z przodu to co innego, ale Wspanialy przypial sie pasem i wola do mnie:
-- Zapnij pasy.
-- Jakie pasy??
-- Jak to jakie? bezpieczenstwa.
-- Przeciez z tylu siedze to na cholere mi pasy?
-- Przepis taki.
Dla swietego spokoju nawet chcialam ten pas zapiac, gdzies pod dupa wysuplalam ten cypelek w ktory powinnam wcisnac koncowke pasa. I dobrze, ze go wysuplalam, bo nagle jakosc siedzenia sie poprawila, przestalo cholerstwo w dupsko uwierac. Probuje przeciagnac ten pas, ale mnie diabelnie niewygodnie sie robi, bo ja mam torbe na kolanach, ktora to mialam przelozona przez ramie i lepetyne. Ja bez tej torby wygladam na 7 miesiac ciazy, a z torba na 14ty wiec zaczelam sie szamotac z tym pasem, ale ze ni cholery nie moglam sobie z nim poradzic to juz mialam zrezygnowac. A Wspanialy zlapal za pas i ciagnie, no querwa, mysle sobie leb mi urwie albo mnie conajmiej udusi. W pewnym momencie dotarlo do mnie, ze to moze nawet nie w trosce o moje zycie czy tez bezpieczenstwo, ale moze sobie chlopina znalazl okazje na morderstwo doskonale... oooo!!!
Ratuj sie kto moze - pomyslalam i szybko warknelam przez zeby:
-- Kurwa, zostaw ten pas w spokoju bo mnie udusisz.
Warknelam po polsku, wiec natychmiast puscil pas wolno, tak jest szkolony, ze jak ja cos po polsku gadam, to lepiej natychmiast zaniechac robienia tego co robi, bo bedzie awantura.
Reszte drogi przebylismy w milczeniu.
Na lotnisku jak juz zdalismy bagaze, jeszcze byl czas na papierosa, wiec wyszlismy na zewnatrz.
Pale sobie spokojnie, zapalniczke wcisnelam do kieszonki plecaka, a Wspanialy na to:
-- Przeciez wiesz, ze nie wolno przewozic zapalniczek.
-- No wiem, ale robie to nie pierwszy i nie ostatni raz ...
-- To po co to robisz, przeciez i tak Ci te zapalniczke znajda i wyrzuca.
Tu sie juz wpienilam do bialosci.
-- No to jak znajda, to mi wyrzuca i w cholere z nimi i zapalniczka. Wiesz kochanie, nie moge pojac dlaczego Ty zawsze probujesz wykonywac prace za innych. Do mnie jak przychodzi klientka na woskowanie, to jeszcze sobie zadna sama kudlow nie powyrywala tylko ja to robie, bo ona za to placi. Jesli straznikom lotniskowym placa za to zeby sprawdzali bagaze pasazerow, to dlaczego ja mam niby to za nich robic?
I tym sposobem dwie zapalniczki polecialy spokojnie do Polski, bo ich nikt nie namierzyl.
Juz raz tak bylo, wtedy lecielismy z Buffalo do NYC i mialam w bagazu 6 zapalniczek, a jedna w kieszeni kurtki.
Oczywiscie kurtke trzeba zdjac i ma byc przeswietlana osobno, poszla a za chwile straznik pyta:
-- Czyja ta kurtka?
-- Moja - odpowiedzialam zgodnie z prawda.
-- W kieszeni masz zapalniczke, a wiesz, ze nie wolno przewozic zapalniczek.
No to wyjelam te zapalniczke i sama bez slowa komentarza wyrzucilam do kosza.
Za chwile przejechal przez tasme moj bagaz i straznik znow pyta:
-- Czyja ta torba?
-- Moja - powiedzialam i patrze jak straznik zaklada blekitne rekawiczki... Juz mialam zaczac rozpinac spodnie, bo myslalam, ze mnie przyjemnosc palcowki chce sprawic. Ale nic z tego pan z bardzo powazna mina, uzbrojony w rekawiczki otworzyl torbe, pogrzebal w niej i wyciagnal .... dwa mlynki jednorazowki do soli i pieprzu :))) A ja na to z nieukrywana satysfakcja:
-- Kochanie, pan wlasnie znalazl nasza sol i pieprz, czyli zagadka rozwiazana .... nie zapomnielismy ich zabrac.
A 6 zapalniczek polecialo spokojnie do NYC.
Wspanialy by ich nie zabral ... Teraz juz wiem dlaczego wszelaki "trefny" towar zawsze w jakis dziwny sposob laduje w moim bagazu......
W drodze powrotnej byla inna przygoda, stewardessa w pewnym momencie zaczela rozdawac pasazerom jakies swistki. Ja na wszelki wypadek uznalam, ze lepiej udawac, ze spie ... po co mam sie denerwowac.
Wspanialy bez slowa wzial swistek i zaczal cos pisac. Po chwili poszturchuje mnie delikatnie...
-- Mmmm rrrmmm co ty chcesz? - zaczelam niby zaspana.
-- Jaka wartosc maja pamiatki jakie przywozimy z podrozy?
-- Nie mam pojecia ... a o co Ci chodzi?
-- No musze wypisac deklaracje celna rzeczy wwiezionych do Stanow.
-- Czy Ty jestes pewnien, ze musisz to zrobic?
-- No dostalem forme, to musze ja wypelnic....
-- Nie mam pojecia, napisz cokolwiek.... - szybko wtulilam sie w mini poduszeczke poprawilam kocyk i zamknelam oczy. Pomruczal, pomruczal i za chwile znow pyta:
-- A ile my tych kubkow przewozimy??
-- No kuzwa skarbie, nie sadze, ze kubki mozna zaliczyc do jakiegokowiek mienia o wartosci podlegajacej oplacie celnej....wyrzuc ten papier i daj mi spac.
Wyrzucil, ale oczywiscie juz na lotnisku JFK po sprawdzeniu paszportow jak sie okazalo, ze nikt nie pytal o zadne rzeczy, pamiatki i innsze pierdoly....
A z kubkami bedzie znow zabawa... bo my mamy kubkow w domu od pyty albo i jeszcze wiecej, a teraz przywiozlam nastepnych 7 sztuk... no 5 w zasadzie, bo 2 sa dla Potomka.
A juz nie ma gdzie tych kubkow trzymac, bo szafki tak zapelnione, ze sie juz nic nie miesci. Jeszcze w Polsce, jak pakowalismy rzeczy to pytal niesmialo, co my zrobimy z tymi kubkami.
-- Jak to co? bedziemy mieli i uzywali - odpowiedzialam
-- Ale przeciez my mamy kubkow od cholery i jeszcze troche... - zaczal niepewnie.
-- Te stare wydamy.
-- Komu?? przeciez juz raz pytalismy dzieciaki i nikt nie chce zadnych kubkow.
-- Twoj Ojciec przyjezdza na wesele na poczatku pazdziernika, to Mu zapakujemy i niech zabierze.
-- A jak nie bedzie chcial.... wiesz, ze Ojciec ma wszystko co Mu potrzebne.... - zaczal niepewnie.
-- No wiem, ze ma.. Ale wcale nie musimy pytac, czy chce.... Po prostu zapakujemy Mu kubki i powiemy, ze ma pozwolenie na pozbycie sie ich i tyle...
Tym razem juz nic nie powiedzial, bo wie, ze ja to zrobie i wie, ze bez wzgledu na wszelka opozycje ze strony Ojca te kubki wyjada razem z Ojcem.
Wspanialy lubi sobie utrudniac zycie i to jest juz chyba nieuleczalne ... ten typ tak ma.

Stardust olewajaco

12 comments:

  1. Marylko, a czy na tych kubeczkach były Wasze imiona?jeżeli tak to w jakim języku pisane? ciekawi mnie bardzo niecierpliwa kamaxyz buziaczki z Podlasia

    ReplyDelete
  2. Kamo, trzy kubki sa z naszymi imionami po angielsku :))

    ReplyDelete
  3. aha Marylko to piknie,że w Polszcze po angielsku piszą...
    żartuję kochana
    Marylko powiedz mi jeszcze jedno, czy 4 pozostałe kubeczki to może z nadrukiem WŻ -- pewno sobie pomyślisz a po cholerę tobie kama wiedzieć?
    ot tak z przewrotności bo Cię bardzo bardzo lubię Marylko wścibska kamusia, całuję mocno i
    pozdrawiam buziaki

    ReplyDelete
  4. No kuzwa, nie powiem Kamo, ale czuje sie jak na przesluchaniu. Tak, z logo WZ sa te 4 i oswiadczam, ze wiecej grzechow nie pamietam, w zwiazku z czym dochodzenie uwazam za zakonczone.

    ReplyDelete
  5. Marylko Kuźwa przyjęłam do wiadomości hihihihihi jesteś Wielka pozdrawiam i całuję w oba poliki a co niech inni zazdoszczą
    kama

    ReplyDelete
  6. Ha ha hi hi...właśnie przeczytałam kawałek dobrej krytyki na swój temat. Aż mi ciutkę głupio o tym pisać, bo ja też bywam taką trochę "pierdołą" jeśli chodzi o te zakazy i nakazy :-D Jak napiszą, że "nie można", to ja nie ryzykuję. Ale dobrze, że ja mam swojego "Połówka" a "Wspaniały" Ciebie, bo by nasze życie nudne było :-)))
    Ps. Moje największe przewinienie przeciwko normom, to przebieganie na czerwonym świetle o 6.20, kiedy mały ruch na ulicy :-DDD

    ReplyDelete
  7. -->> Smakosiu, z tym czerwonym swiatlem to byla zabawa w Polsce, bo u nas jak nic nie jedzie to mozna przechodzic na czerwonym. Wiec Wspanialy przyzwyczajony do tego zawsze sie wlasnie tarabanil do przejscia a ja Go musialam ciagnac spowrotem na chodnik.

    ReplyDelete
  8. Marylko bo jakby go cus przejechalo - wszak Polska to nie Hameryka - to kto by Ci pitolil nad uszema. Haha. Ja i luby raczej oboje przestrzegamy wszelakich przepisow (szczegolnie za granica)bo on twierdzi, ze z nasza policja to da rade sie wyklocic ale z obca moze byc slisko.
    Jedynie (z przyczyn mi niewiadomych bo spodnie z d..y nie leca) nie chce zdejmowac paska od spodni przed kontrola na lotnisku. No i potem robi zator bo ustrojostwo zczyna nadawac a wkolo lubego nagle staje jakis "Goryl" i zanim on sie wysupla i ten Goryl jeszcze raz sprawdzi...

    ReplyDelete
  9. Ja tez należę do tych co bardziej łamią przepisy niż kolega małżonek, myśle sobie potem bedę walczyć, albo i nie z konsekwencjami. Oczywiście nie są to jakieś wielkie łamania zakazów, ale takie ułatwiające życie:))Ale żeby być blisko sceny na koncercie, to szybkie przestawienie barierek i hyc hyc i byłam blisko, a wraz ze mną znajomi/ a to dlatego, że było źle zorganizowane wpuszczanie/.

    ReplyDelete
  10. Jak tak sobie pomysle, to w Polsce tez nie za bardzo przestrzegalo sie wszelakich zakazow. Przechodzenie na czerwonym (bo akurat nic nie jedzie wiec po co czekac) to byla norma. Odkad mieszkam w Szkocji wraz z malzonkiem staramy sie pilnowac w wielu sprawach, ktore w polsce by nam przeszly bokiem a tutaj moglibysmy miec klopoty. Natomiast jesli chodzi o bagaze i lotniska to przyznaje, ze zawsze mam cos czego miec nie powinnam albo nie jestem pewna czy w ogole mozna to ze soba zabrac. No i najczesciej mam nadbagaz, bo pakowac sie nie umiem. W domu waga lazienkowa zawsze cos innego wskazuje a w rekach jeszcze jej nie mam wiec zwykle kilka pierdolow wiecej laduje w walizce. No i stojac do odprawy zastanawiam sie: a jak mi cos powiedza to co wyrzuce? i zawsze uwazam ze nie moge sie niczego pozbywac, przeciez wszystko jest mi potrzebne.
    Usmialam sie motywem z zapalniczka. Ja w Londynie na Stansted mialam podobna sytuacje tylko ze z pomadka. To byl czas kiedy byly zaostrzone kontrole i bardzo wszystkiego przestrzegali. Maz mnie odprowadzal (lecialam sama) i pyta sie chlopina czy nic "niedobrego" nie mam przy sobie, zeby klopotow nie bylo. Ja oczywiscie ze nie, bo przeciez pilnowalam i....po chwili wycigam z kieszeni kurtki pomadke (calkiem nieswiadomie) coby jeszcze przed wszystkim poprawic kolor. Maz na to jak nie krzyknie: pytalem sie, mowilem...zdazyl zabrac przed kontrola.

    ReplyDelete
  11. Ja szanuje przepisy, ale te, ktore maja jakies sensowne zastosowanie. Natomiast zakaz przewozenia zapalniczek jest bezsensowny skoro moge w zamian za zapalniczke przewiezc 4 kartoniki zapalek. No na zdrowy rozsadek cos mi tu querwa powaznie nie pasuje i dlatego wlasnie olewam. Robie to swiadomie i z premedytacja, jesli znajda to spokojnie spisuje zapalniczke na straty, ale okazuje sie, ze znajduja tylko wybiorczo :)))

    ReplyDelete
  12. Tom sie obsmial. Po lekturze posta juz mialem napisac jak to przepisolamliwie Polska na Charliego wplynela (wszakze sam widzialem jak na CZERWONYM szedl dziarsko) a tu - prosze - w komentarzach czytam, ze to nie bylo specjalnym "szalenstwem"

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...