Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, October 13, 2008

Tatek cd.

Chcialam to zdjecie wstawic gdzies dalej w notce, albo nawet na koncu, ale jestem dupa z uszami jesli chodzi o takie eksperymenty i nie potrafie tego zrobic, wiec jest tutaj gdzie samo weszlo:))) A zrobione na cieplo w sobote na przyjeciu weselnym Y.

Skoro juz zaczelam to dokoncze moje opowiesci o Tatku i wszyscy beda mieli jakies wyobrazenie.
Flavvi ma racje, starosc jest okrutna... ale mysle, ze Tych dwoje radzi sobie z tym nieudolnie zaprojektowanym etapem ludzkiego zycia naprawde doskonale. Pomimo zmian fizycznych utrudniajacych zycie zachowali pogode ducha i to jest chyba recepta na przetrwanie bez doprowadzenia do obledu siebie lub otoczenia.
Jak juz bylismy po slubie, to kiedys rozmawiajac z Tatkiem zaproponowalam:
-- Wiesz, ja bym bardzo chciala, zebys kiedys przyjechal do nas na jakies swieta.
Tu nastapila chwila ciszy z Jego strony i potem:
-- Ja tez bym chcial, ale musialbym przyjechac bez E. bo wiesz Ona wszystkie swieta spedza z Jej rodzina i od lat ja tez...
No tak... W tym momencie uswiadomilam sobie, ze moje zyczenie jest bardzo egoistyczne. Poniewaz od lat, po smierci H. (Tesciowej) Tatek spedzal wszystkie swieta w rodzinie E. bo NZ (nasza zona) nigdy nie pomyslala o tym, zeby Go zaprosic, to teraz ja nie mam prawa burzyc tego. Po prostu nie mam nic co jako nowa zona moglabym przejac ... nigdy nie bylo tradycji spedzania swiat z rodzina Wspanialego, bo H. i NZ nie znosily sie nawzajem i nawet po smierci H., NZ tego nie naprawila, ot po prostu Wspanialy zostal raz i na zawsze dociagniety od wlasnej rodziny i tak zostalo.
Od E. wiedzialam, ze zarowno Ojciec jak i Syn nawet nie bardzo mieli o czym rozmawiac i generalnie Ich stosunki byly bardzo sporadyczne i jakies takie sztuczne. No to wzielam sie do roboty i zaczelam przypominac, ze moze nalezaloby zadzwonic do Ojca. Zaczelismy tam jezdzic i Jego zapraszac ot tak nawet bez okazji i na dzien dzisiejszy E. twierdzi, ze to wszystko dzieki mnie, ze Tatek co niedziela z blyskiem w oczach melduje Jej, ze dzwonilismy, sam nie dzwoni do nas bez potrzeby (nie chcemy narazac Go na koszty) bo wie, ze w kazda niedziele bedzie telefon. Teraz moga siedziec i gadac godzinami o wszystkim i o niczym, ja nie wiem jak bylo wczesniej, ale E. twierdzi, ze Tatek uwaza, ze jestem najlepsza synowa bo zblizylam Ich znow zblizylam.
Jest takie powiedzonko, ktore ja i Tatek zawsze uzywamy, jak Wspanialy dzwoni do Niego i potem pyta czy Tatek chce ze mna rozmawiac to slysze jak Tatek mowi:
-- Oczywiscie, ze chce rozmawiac z moja najlepsza synowa...
A ja zaraz po wzieciu telefonu witam Go ze slowami:
-- Jak sie dzis czuje moj najlepszy tatus??
I oboje sie smiejemy, ze nie ma w tym dowcipie zadnego klamstwa, bo ja jestem Jego jedyna synowa, a On moim jedynym Tatkiem :))) wiec sila rzeczy oboje jestesmy najlepsi.
Ze swietami natomiast ustalilismy, ze nie bedziemy juz nic zmieniac, On wrosl przez te wszystkie lata w rodzine E. i zostal w pelni zaakceptowany wiec niech tak zostanie.
Natomiast jest jedno swieto, ktore mozemy spedzac razem i tym swietem jest Thanksgiving. A to tez tylko dlatego, ze ja znow przezornie przestawilam sprawy. Normalnie Thanksgiving jest w ostatni czwartek listopada i jest to naprawde chyba najwazniejsze swieto w Stanach, bardzo rodzinne i zawsze kazdy chce je spedzic w gronie rodziny. Wiedzac o tym i wiedzac, ze dzieci zaczna zakladac nowe rodziny przewidywalam problem, bo jakze tu jednym dniem obdzielic ojca, matke (bo rozwiedzeni) i jeszcze tesciow ??
Postanowilam wiec i oficjalnie oglosilam, ze NASZ Thanksgiving bedzie w piatek zamiast czwartek.
Pomysl zostal przyjety z radoscia, bo w ten sposob nie stawia sie dzieckow w obliczu wyboru, nie goni sie Ich z jednego konca miasta na drugi, albo jeszcze lepiej do drugiego stanu (NZ mieszka w New Jersey) i wszyscy sa zadowoleni, a szczegolnie ja bo mam caly czwartek na pichcenie i dzieki temu moge wymyslac jakies nowe przystawki, desery i cuda.
No i cokolwiek by sie nie dzialo, niech sie pozostali biora za lby ja mam moj piatek juz zaklepany:)))
W ten sposob Tatek i E. w czwartek swietuja u Jej rodziny, a w piatek rano przylatuja do nas i siedza do wtorku rano, bo ja nie pracuje w poniedzialki i mamy znow troche wspolnie spedzonego czasu.
W rodzinie Wspanialego mam opinie najlepszej kuchary pod sloncem, nie jest to trudne biorac pod uwage fakt, ze NZ gotuje klasycznie i nie eksperymentuje. Tak samo robi tesciowa A. czyli matka synowej I.
W zwiazku z tym, ze ja z kolei nie lubie nudy i na kazde swieto wymyslam cos nowego, oczywiscie zawsze na Thanksgiving jest indyk, ale inaczej robiony, inne dodatki, ciasta to dzieciaki zawsze z radoscia tutaj przychodza. Jesli jeszcze dodac do tego swobode jaka panuje pod naszym dachem, tu nie ma zadnych regul ani zasad do przestrzegania i wszyscy moga sie czuc swobodnie, jakos chetnie tutaj bywaja.
I tak pewnego razu wlasnie w Thanksgiving po obiedzie a przed deserem Tatek wstal na chwile od stolu rozprostowac kosci i mowi do mnie glaskajac sie po brzuchu:
-- Wszystko bylo pyszne
-- Ciesze sie, ze Ci smakowalo - odpowiedzialam.
A On na to pochylajac sie nad moim uchem i wskazujac na Wspanialego:
-- Wiesz jakbys sie kiedys chciala pozbyc tego .. co tam stoi, to pamietasz gdzie ja mieszkam...
Taki zartownis z mojego Tatka.
Po chwili kiedy kroilam ciasta w kuchni Y. przyszla do mnie i mowi:
-- Wiesz T. (Jej owczesny narzeczony, od soboty maz) wlasnie powiedzial, ze ozenilby sie z Toba dla samego pysznego zarelka.
-- Powiedz Mu, ze jest drugi w kolejce, bo Dziadek wlasnie przed chwila wystapil z podobna propozycja - odpowiedzialam z usmiechem.
Ot i to jest moja rodzinka:)))
Tatek jest systematycznie przekupywany francuskim tostem. Jak przyjezdza, to zaraz od progu upewnia sie czy kupilismy chalke lub wloskie Panetone, z ktorego ja robie tosty i mowi, ze nie wyjedzie dopoki nie zrobie tostu. Ja wtedy sie z Nim przekomarzam, ze wlasnie dlatego nie zrobie, bo nie chce zeby wyjezdzal.
Najlepsi sa z E. bo niestety w czasie wizyt u nas musza spac w jednym lozku, co za pierwszym razem o malo co nie bylo powodem, ze chcieli byc w hotelu, ale oczywiscie Im ten pomysl wybilam z glowy i powiedzilam zeby przestali zachowywac sie jak nastolatki.
Wlasnie teraz jest rano i E. wstala pierwsza wiec pytam co sie stalo bo zwykle Tatek jest pierwszy:
-- Jestes pewna, ze nic Mu nie zrobilas w nocy?
Po chwili wstal Tatek, wiec zapytalam jak Mu sie spalo, a On na to:
-- Nic nie pamietam, czyli nie wydarzylo sie nic godnego pamietania... to znaczy ze nasza przyjazn jest ciagle w dobrym stanie - dodal patrzac na E.Tatek mowi, ze jest bezpieczny, bo po tylu latach juz zapomnial jak sie "to" robi i musi sobie kupic ksiazke z instrukcja... Oj maja te moje Dziadeczki wspanialy humor.
Zrobilam nalewke czekoladowa na ich przyjazd i nie powiem ma swoja moc, ale jakos wybitnie Im posmakowala. Wczoraj wieczorem E. nawet zazyczyla sobie 2 kieliszki nalewki na noc przed snem, bo twierdzi ze w ten sposob latwiej zasypia... a my pekalismy ze smiechu nabijajac sie z Niej, ze jak sobie wypije to licho wie co tam bedzie sie dzialo. Stad wlasnie Tatek przed chwila oswiadczyl, ze nie wydarzylo sie nic godnego pamietania.
Stardust rodzinnie

5 comments:

  1. fajne zdjęcie:)
    No masz "to przedsięwzięcie", ale bez przesady tak?!
    ;)

    Strasznie fajna historia Tatka. Wesoła z Was rodzina:))

    ReplyDelete
  2. Czytam i "zazdraszczam" Ci takiej rodzinki. Cuuudowna jest. Dawaj więcej historyjek.. Miłego dnia.

    ReplyDelete
  3. I znow geba mi sie jarzy. Ech Marylu- fajnie, ze trafil Ci sie taki Wspanialy z takimi Wspanialymi, no i - rzecz jasna - fajnie ze Ty Im Wszystkim sie trafilas.

    ReplyDelete
  4. Marylko pięknie wyglądałaś na tym weselu.Fajnie mieć taką rodzinę,która się po prostu lubi.Ja mam to szczęście , że wżeniłam a raczej "wmężyłam" się w taka rodzinę.Zwyczajnie lubimy byc razem z okazją i bez okazji.Bo moja osobista rodzina to raczej tylko "na zdjęciu".Pozdrowienia! I dla Twojej Rodzinki też!kasia72

    ReplyDelete
  5. ale fajnie, zazdroszczę ci atmosfery rodzinnej

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...