Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, November 30, 2008

Naprawde musialam

Jechac po zakupy znaczy sie. Kiedys jakies 8-10 lat temu robilam babolcom makijaze tatuazem, glownie na brwiach, bo jak nie rosna, to malowanie kredka jest po jakims czasie upierdliwe. Obecnie zaprzestalam procederu, bo jakos mi sie nie chce, a i popularnosc minela, no ale sa kobitki, ktore musza i tu juz nic nie pomoze. Wlasnie taka jedna zadzwonila do mnie kilka dni temu, ze chcialaby przyjsc z kulezankom i obie potrzebuja se zrobic. Te pierwsza to ja wlasnie robilam 8 lat temu, wiec ze tak powiem mokra dupa, nie wypada odmowic. No i sie zgodzilam, a jak sie zgodzilam, to sie okazalo, ze musze jechac na Chinatown zakupic nowe barwniki, bo nie posiadam.

Wspanialy z kolei chcial pojechac na Penn Station zakupic bilet miesieczny do pracy wiec wybralismy sie wczoraj. Plan byl taki, ze najpierw podskoczymy do tych Chinczykow, bo to nie jest zaden sklep tylko taka speluna z towarem, nie ma tam zadnych ludziow tylko same profesjonalisty co jem produktow zabraknelo.
Potem mielismy wskoczyc w metro i podjechac na Penn Station, zlapac bilecik (ruchu tez nie powinno byc) i klusem cwiczebnym pognac spowrotem do metra i do domu. Jak widac, plan byl pierwyj sort, tyle, ze plan sie rzadko kiedy liczy i nie ma wiele wspolnego z wykonaniem.

Rozsiadlam sie w pociagu metra, wyciagnelam gazete. Wspanialy popatrzyl i zapodal:
-- No co ty??? czytac bedziesz??? a co ja mam robic??
Juz Mu mialam powiedziec, ze skoro nie myslal i nie zabral nic do czytania to sie moze bawic, znaczy sie ta zabawka co ja przy sobie nosi;) ale wyhamowalam na lekkim syknieciu i slodko dadalam:
-- To mozesz mi tu przez ramie podczytywac te sama gazete...
W tym momencie konduktor zapodal, ze z powodu prac konserwacyjnych systemu (ladnie sie to nazywa) pociag nie pojedzie dalej niz tylko do ostatniej stacji Queens. Wspanialy, ktory jest mniej obcykany z metrem, popatrzyl na mnie z przerazeniem w oczach i zapytal:
-- A co dalej??
-- No jak to co dalej, skarbie. Przeciez mieszkamy w stolicy swiata, najpieknieszym, najbogatszym kraju ... wiec dalej beda rozdawac prywatne helikoptery
-- Pierdolisz .... lepiej powiedz czy wiesz na co sie musimy przesiasc, zeby dojechac dalej.
-- Wiem, wiem - uspokoilam Go.

Bo wiecie Wspanialy mieszka w NY tylko 5 lat czyli od czasu kiedy ze mna zamieszkal, a jezdzi metrem tylko jakies 3 lata, bo wczesniej sie uparl, ze bedzie jezdzil samochodem do pracy. Teraz tez jezdzi tylko od domu do Penn Station i dalej przesiada sie w pociag do New Jersey i na dobra sprawe tylko tyle umie sam, a jak cos sie dzieje, to .... dzwoni do mnie:) albo musi szukac na mapie, co jest upierdliwe.
Teraz juz na kazdej stacji konduktor zapowiadal to samo przez trzeszczace glosniki. W sumie nikt nic nie rozumie, wiec wszsyscy staraja sie dopytac wspolpasazerow o co chodzi.
-- Ty, czy ty rozumiesz co On zapowiada?? - zapytal znow Wspanialy
-- Przeciez to Ty powinienes rozumiec... on zapowiada po angielsku a nie po polsku - odpowiedzialam.
-- To juz by lepiej bylo, gdyby nic nie zapowiadal, bo tylko halas robi...
To prawda, przy tej jakosci glosnikow, to byloby lepiej, ale zapowiada bo musi, a ze nikt z tego nic nie rozumie to juz druga sprawa.

Przy tej okazji nie wiedziec czemu przypomnialo mi sie jak jechalismy bodajze z Torunia do Gdanska i po prawie 2godzinnym postoju w Bydgoszczy popychani do czasu do czasu raz w przod, raz w dupe pociagu (odczepianie i przyczepianie wagonow) nareszcie ruszylismy. A ja nie wiedzialam czy teraz to jedziemy w odpowiednim kierunku, a raczej bylam przekonana, ze nie. Wiec jak przyszedl konduktor sprawdzac bilety to na wszelki wypadek zapytalam:
-- Czy my napewno jedziemy do Gdanska, bo cos mam wrazenie, ze znow jade w kierunku z ktorego wlasnsie przyjechalam??
W tym momencie p. konduktor zamilkl, poczym rzucil sie do okna i po chwili powiedzial:
-- Tak, tak jedziemy do Gdanska
Ubawilo mnie to wtedy, ze tak musial sprawdzic, no ale widocznie tam tez nigdy nic nie wiadomo napewno.

Na ostatniej stacji z pociagu wylal sie tlum oniemialych pasazerow i wtedy dopiero sie zaczelo. Jakos w miare dotarlo do ludzi, ze nalezy sie przesiasc, w miedzyczasie podjechal inny pociag, zreszta juz zapelniony i teraz ten tlum stara sie wcisnac do pociagu. Tuz przede mna jakas niemota (mlody stosunkowo facet) wlazl i stanal tuz przy drzwiach tarasujac droge innym, no to ja oczywiscie musialam wyrazic glosno co o tym mysle. Wspanialy popatrzyl na mnie z poirytowaniem, bo On nie reaguje na taka oczywista glupote.
-- No nie przejmuj sie wszyscy sie jakos zmiescimy..
-- Wiem, ze sie zmiescimy, ale byloby to duzo sprawniej gdyby ludzie mysleli
I tu naszlo Wspanialego na filozofie:
-- Wiesz podobno ludzie z wiekiem sie uspakajaja .... jak patrze na Ciebie, to Ty masz jeszcze dlugie lata zycia przed soba - wystrzezyl sie w usmiechu.
-- No chyba, kurwa mam - odpowiedzialam

Potem musielismy sie przesiasc jeszcze na inny pociag i jakos wreszcie dotarlismy do Chinatown. Wiadomo palic sie czlowiekowi chce, wiec wylazimy na gore po schodach ... kurwa ile tych schodow!!!
Juz na powierzchni Wspanialy pokrecil glowa i mowi:
-- Sprobujmy wyjsc z tego tlumu
-- Kochanie, tu sie nie da wyjsc z tlumu... w Chinatown jest zawsze taki tlum.
Wezykiem, pietnastocentymetrowymi krokami udalo nam sie dotrzec do brzegu chodnika przy jezdni, teraz nareszcie bylo tyle miejsca, ze czlowiek mogl siegnac do wlasnej kieszeni po papierosy. Stanelismy twarza do jezdni coby nie przypalic nikomu lepetyny, bo Chinczyki maloletniego wzrostu sa.
-- Jak daleko musimy isc?? - zapytal Wspanialy zaciagajac sie z umilowaniem dymem papierosowym i katem oka zerkajac na drepczacy w miejscu tlum na chodniku.
-- Na szczescie to jest tylko jakies 200 m dalej od miejsca gdzie stoimy.
-- Ufff - odetchnal z ulga wypuszczajac jednoczesnie klab dymu.

Poszlismy do Chinek, zakupili nie tylko to po co przyszli, ale i 3 razy tyle innych pierdol, oddali mocz, bo skoro jest okazja to sie robi, bez wzgledu na to czy sie czlowiekowi naprawde chce czy nie. Kiedys chyba napisze osobana notke na temat sikalni tutaj i w Polsce, bo doswiadczenia mamy przesmieszne.
Nagle Wspanialemu zachcialo sie polazic po dzielnicy...no dobra, faktycznie rzadko tu przyjezdzamy mozemy sie przejsc. Ale po przetruchtaniu 2 przecznic, potracani i potracajac w odwecie doszlismy do wniosku, ze to bez sensu. Zrobilismy powolny obrot o 180 stopni wokol wlasnej osi i zaczeli truchtac w kierunku stacji.
Truchtanie nie byloby tak upierdliwe, gdyby ludzie nie robili tego co wlasnie przed chwila my zrobilismy, czyli zwrot do tylu, bo to oczywiscie spowodowalo zamieszanie truchtajacym za nami. Gdyby ludzie truchtajacy i jednoczesnie gadajacy przez telefon nie stawali nagle skupiajac sie nad rozmowa jednoczesnie zaprzestajac truchtania. Gdyby cale truchtajace rodziny nie musialy trzymac sie za rece tworzac szpaler i tamujac mozliwosc ominiecia szpaleru przez truchtajace wolno i samodzielnie jednostki.
No kurwa, swiat jest w gwaltownej potrzebie instrukcji konstruktywnego truchtania!!!

Czekajac na zmiane swiatel zobaczylam kobitke w wieku pomaturalnym tak ok. 60tki z 8 (slownie: osmioma) kolczykami w kazdym uchu i pomyslalam sobie, ze lepiej by bylo, zeby sobie te w sumie 16 kolczykow zawiesila na lechtaczce, bo przynajmniej zaoszczedzilaby tego widoku swiatu.
A skoro obserwuje takie pierdoly, to znaczy, ze zaczynam dostawac delikantnie mowiac wkurwa narazie minimusa. Dotarlismy nareszcie do stacji, do pociagu i zadowoleni dojechalismy do Penn Station.
Tam znow trzeba bylo przedrzec sie przez truchtajace i belkoczace roznymi jezykami swiata tlumy turystow.
Bilet zakupiony i juz mialam nadzieje, ze kolejny truchcik spowrotem do pociagu, ale Wspanialy sobie przypomnial, ze koniecznie musimy zboczyc z trasy o 2 ulice, bo On musi, gwaltownie musi do banku.
Szlag, szlag .... potruchtalam.

Tak wlasnie bedzie wygladala moja podroz do pracy i spowrotem az do Nowego Roku, przebijajac sie truchcikiem pomiedzy, lokciami, torbami zakupow, stojacymi z zadarta glowa gapiami z innych stanow i krajow. I tylko brzeczenie dzwoneczkow Armii Zbawienia i stojace prawie na kazdym rogu Mikolaje sa radosnym przypomnieniem, ze mieszkam w metropolii, ktora tetni radoscia nadchodzacych swiat.
W nastepny weekend zapala choinke na Rockefeller Center i wtedy juz bedzie calkiem swiatecznie. Moze nawet zdobedziemy sie na odwage, zeby pojsc ktoregos dnia i zobaczyc te choinke, tam jest zawsze tlum. Kiedys bylam o 2 w nocy i tez bylo duzo ludzi, a kolejka do zrobienia sobie zdjecia na tle choinki zdecydowanie przerasta moja wytrzymalosc psychiczna.

I tak sobie mysle, co jest ze mna nie tak, ze mimo wszystko kocham to miasto!!!!!
I nie wyobrazam sobie mieszkac gdzies indziej.
Do domu dotarlismy ok 15:30 a o 18:16 poszlam spac, taka bylam obolala od tego truchtania.
Wychodze z formy, trzeba bedzie znow wrocic na silownie.

Stardust otwierajac sezon

16 comments:

  1. Ty jestes niesamowita, posikalam się ze śmiechu:))))

    ReplyDelete
  2. ojesos:)))))
    Z sikaniem mam tak samo,jak jest okazja to sikam!

    ReplyDelete
  3. a propos sikania - jak chodzilam z Siostrą do kina to było tak - miałysmy jakieś pół godzinki piechotką, może mniej - Siostra już gotowa, tylko wyjść i iść - ona jeszcze siknie. Weszlyśmy do kina - ona do toealety bpo ściska nogi. wychodzimy po filmie - ona do toalety bo leje po nogach niemal. Wróciłyśmy do domu - też do sikalni bo się wygina!
    Czasem jeszcze po drodze gdziekolwiek bądź do toalety publicznej a po drodze były zawsze dwie - jedna 5 minut od kina, druga 10 minut od domu - conajmniej jedna zaliczona!

    ReplyDelete
  4. Napisałaś:
    "...I tak sobie mysle, co jest ze mna nie tak, ze mimo wszystko kocham to miasto!!!!!..."
    Może zwyczajnie znalazłaś tam swoje szczęście, pozwolono Ci być sobą i godnie żyć...

    ReplyDelete
  5. Bardzo CI zazdroszczę, że tam mieszkasz.
    Wydaje mi się, że to miasto ma niezwykłą energię.
    Tak samo zresztą jak TY:)

    ReplyDelete
  6. Babskie przygody z psipsianiem to faktycznie temat-rzeka i trzeba go kiedyś podjac.
    Ja sie osobiscie zmeczylam czytajac Twoja notke, bo oczyma duszy te truchtajace tlumy zobaczylam. Nie, to nie dla mnie! Mnie wystarczy do Gdanska z mojej wsi przyjechac i po minucie dostaje oczoplasu i glowobolu. Takie ludzkie mrowisko klebiace sie i spieszace nie wiedziec do czego... Horror!
    Nowy Jork moglabym sobie obejrzec przez jeden-dwa dni. A potem do siebie, gdzie nikt sie nie spieszy, tloku nie uswiadczysz, czas plynie leniwie. A truchtaja tylko ptaszki i psy...

    ReplyDelete
  7. Ty się smiej, ale jak się cały czas kursuje jak tramwajem to tak jest :-)
    Pracowałam na promie miedzy Polską a Szwecja i tez musiałam przez okno wyglądać. W porcie rzecz jasna, bo w drodze to raczej nie d arady ;-)

    ReplyDelete
  8. Przeczytalam wszystko od poczatku do samiuśkiego konca:) I bardzo mi sie jakos smutno zrobilo ze juz tyle narazie i bede odwiedzac codziennie i niecierpliwie czekac na wiecej i wiecej:D Tymczasem serdeczne pozdrowienia ze Stamford Ct.:D

    ReplyDelete
  9. Jak już się zlałam ze śmiechu nad truchtaniem, to pomyślałam, że jak ktoś ma fobię na tłumy to czy w Łodzi czy w NY ma przegwizdane :))

    ReplyDelete
  10. Ojezusiczkukochany - ja też jak mówi Tek "mieniała majty". Ty jesteś niesamowita.
    Czytam na dobry humor i przed snem może mi sie coś do śmiechu przyśni.

    ReplyDelete
  11. Flavvi- ja mam tak samo-istna gąbka....

    ReplyDelete
  12. Flavvi--Wspanialy ma jakies "nerwowe" odruchy, bo jak siedzielismy w tym pociagu i nie ma gdzie isc, a do tego zapowiedz problemow po drodze, to Jemu sie natychmiast chce. Jak juz dojechalismy, to u Chinek musialam Mu przypomniec, ze przecies 30min temu dzwonil zebami na alarm;))
    To tak samo jak z dieta, jak sobie powiesz, ze czegos ci nie wolno jesc, to wlasnie to cos bedzie snilo ci sie po nocach:))

    ReplyDelete
  13. Prunnella i Smakosia--> faktycznie to miasto ma ogromna energie i wyzwala w ludziach energie niekoniecznie zawsze pozytywne;) Ja lubie, bo lubie to bycie "nikim" tu sie czlowiek wplata w te mase cial i nie spotyka znajomych z nienacka, nikogo nie obchodzi kiedy myjesz i czy wogole myjesz okna;) Jakie swieta obchodzisz? nic nie musisz udawac, robic pod publike itp. a dla mnie to jest bezcenny komfort. Ja ciagle pamietam jak mi bylo duszno przez pierwsze 30 lat zycia w Polsce, pod okiem sasiadow, babek z lawki przed domem, znajomych rodzicow, kolezanek babci i te ciagle przesluchania .. Ja sie dziwie, ze nie wpierdolilam nikomu tak solidnie przez tamte lata;))No kurde mieszkalam w Kielcach gdziekolwiek sie nie ruszylam to wszyscy czlowieka znali i juz cale miasto grzmialo.

    ReplyDelete
  14. Zgaga-- najciekawsze jest to, ze te przygody z polskimi sikalniami to mial Wspanialy nie ja :)) Kiedys napisze o tym.
    A nowojorskie tempo zycia mnie akurat odpowiada, wiem, ze zyje i o kazdej porze dnia i nocy ktos inny tez zyje:)

    ReplyDelete
  15. Nienorka-- witaj i zagladaj przez dziure w plocie:) bedzie mi bardzo milo.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...