Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, November 17, 2008

Narodziny

Moglabym napisac, ze wlasnie w bolach urodzilam, ale nikt mi nie uwierzy:) wiec zaczne od poczatku.
Od dluzszego czasu dostaje regularnie wkurwa, bo za gotowaniem nie przepadam, ale przeciez czlowiek cos zezrec musi zeby zyc wiec korzystam najczesciej z roznych roznistych przepisow zgromadzonych na roznych stronach, portalach, w ksiazkach i potem jak chcialabym cos powtorzyc, to za cholere nie moge znalezc przepisu. W ten sposob na samym Wielkim Zarciu moje "Ulubione "ale jeszcze nigdy nie wykorzystane przepisy ida juz w tysiace i badz czleku teraz madry i postaraj sie odnalezc ten wlasnie sernik, ktory ci pasowal.

No wysiadam ... i tyle...

Bodajze w piatek w nocy, bedac na miedzynarodowej konferencji telefonicznej podzielilam sie problemem z Zamorska zza wielkiej wody i wpadlam na pomysl coby zebrac te przepisy, ktore mi pasowaly w jakis jeden solidny zbiorek. W ten sposob narodzil sie pomysl nowego bloga... tylko najwiekszym problemem bylo jak go nazwac. Nie jestem wyrafinowana kucharka i gotowanie traktuje jako zlo konieczne, chociaz nie powiem przy wiekszych okazjach lubie sie "wykazac". Na codzien mam to szczescie, ze dla Wspanialego chleb z gruszka podany wieczorem to tez obiad. W zwiazku z tym doszlysmy do wniosku, ze tytul bloga ma sie kojarzyc z gotowaniem i pieczeniem, ale nie moze byc wyrafinowany, bo tez nikt tam nie znajdzie nic nadzwyczajnego.
No i co wazniejsze zamieszczone tam przepisy glownie sa autorstwa innych osob.

Bosze, co mysmy sie nawymyslaly, najpierw ja sie uparlam na "patelnie" twierdzac, ze powinna koniecznie znalezc sie w tytule, potem chcialam jakis "przypalony kociolek" potem Zamorska zablysnela "rondelkiem" no i tak pewnie gadalybysmy do bialego rana (w Europie juz i tak bylo rano) przerzucajac sobie nawzajem ten sam tytul od jednej do drugiej... bo to Ty bylas pierwsza, bo to Ty wymyslilas...

Az stanelo na "gotuje bo musze" no i jest!!! I pasuje i wsiem chwacit.

Wobec powyzszego oswiadczam wszem wobec, ze takowy blog istnieje, zapraszac nie ma tam do czego, ale jest w moich linkach wiec jakby co to wiadomo..;))



Stardust annosujac

11 comments:

  1. Oświadczam, że namierzyłam, obwąchałam, dodałam do ulubionych i będę śledzić.
    A tak na marginesie...
    Ja ulubione przepisy mam w czymś co się nazywa Out Cook Express to taki program gdzie tworzysz swoją osobistą książkę kucharską.
    A co do nazw.... Też się miesiąc zastanawiałam jak nazwać bloga a teraz ten problem ma córa bo też dojrzała do bloga....

    ReplyDelete
  2. ->Neskavka ja mam takie zbiorki na foodnetwork, na epicurious, na poszczegolnych jeszcze stronach indywidualnych szefow. No kuzwa tylko jak przyjdzie co do czego to nic znalezc nie moge. Stad pomysl bloga, wlasnie dalam informacje na WZ coby jesli ktos sobie "nie zyczy" wypowiedzial sie teraz, bo wiesz jak to bywa ;))

    ReplyDelete
  3. jeść !!!!

    idę więc poczytać ;)

    ReplyDelete
  4. ->spt:))) ale tam jeszcze nie ma nawet co poczytac:))) to sie dopiero rodzi.

    ReplyDelete
  5. łaaaa super:)
    bo ja ostatnio,znaczy od czasu jak mauż gotuje(w weekendy,bo on weekendowy z racji pracy)nie znoszę gotowania,więc maksymalnie w kuchni to ja godzinę tak?o!

    ReplyDelete
  6. ->Mijka ja najwiecej czasu spedzam w kuchni jak Wspanialy sprzata, bo trudno byloby, zeby chlop ze szmata po chalupie latal a ja nic. No obawiam sie, ze nawet taki nieslychanie spokojny czlowiek moglby wkurwa dostac;)Wiec jak On sprzata to ja wtedy wymyslam sobie rozne gotowanie i pieczenie, bo mimo wszystko wole to niz sprzatanie.

    ReplyDelete
  7. wiesz co Stardust, fajnie:) lubię takie strony:) Kocham Lorenze za Jej nienawidze-gotowac.blog.pl:)
    Ale zajrzałam i zalogowałam się nawet na WŻ i aż mnie zatchło!
    Poczytałam trochę przepisów....poczytałam listę uczestników, o dietach...i nagle wlazłam na ciekawostki - ostrzeżenia o Retbulu i actimelu.
    Normalnie mnie wstrząsnęło.
    A to moje gupie dziecko szaleje za retbulem, a ja całkiem niedawno jeszcze maniakalnie chlałam actimela!
    Jak to dobrze za mądrym pójśc na stronę:)
    Dzięki!

    ReplyDelete
  8. Flavvi WZ to moj pierwszy kontakt z Polska po latach oprocz oczywiscie rodziny. Jak sie zalogowalam prawie 3 lata temu to nawet musze przyznac, ze pisanie po polsku mi nie szlo. A teraz masz rozpisalam sie, rozblogowalam. Widocznie to prawda, ze jak "uczen jest gotowy, to nauczyciel sam sie znajdzie".
    Jesli chodzi o redbulla i actimela to przyznam, ze dla mnie to wogole chinszczyzna. Jestem od lat przeciwna takim cudom, w moim domu nie uswiadczysz zadnej coli czy innej sody. Woda i soki koniec kropka. Ale cigaretty pale;)) i badz tu czleku madry;)

    ReplyDelete
  9. cole lubię i tonick tez, chociaż raz na ruski rok kupuję, no chyba, ze Grube zjeżdża - on od coli uzalezniony;>
    Czasem na przekór nie kupuję.

    ReplyDelete
  10. U mnie w domu pijało sie herbatę na hektolitry (mama), kawę (ja) i kompoty (głownie ja).
    Rodzice mieli duży ogród, mnóstwo drzew, mamę mam z tych co to w domu się nic nie zmarnuje... A potem mama terrorystka pilnowała picia owych kompotów. Osobiście lubię.
    W tej chwili pepsi u mnie w domu jest stale obecna. Jak ja mówię Crisowi, że nie ma nic do picia to mogę byc pewna, że przytarga ze sklepu pepsi niz kompot z piwnicy. Uzależniony i już. A tam niech ma.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...