Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, November 19, 2008

Prosba

Mam klientke, kobitka ma ok. 60 lat. Nie wiem dokladnie, bo nigdy sie nie przyznala, a ja nie pytam. Tak naprawde to dawno temu moja klientka byla Jej corka, kiedy jeszcze mieszkala w NY, ale Lauren wyszla za maz i wyprowadzila sie do Californi, potem razem z mezem wrocili do rodzinnego Chicago. Sarah mieszka rowniez w Chicago, ale ze wzgledu na prace duzo podrozuje i jak tylko jest w NY to przychodzi do mnie. To dzieki Niej wiedzialam, ze 2 lata temu Lauren o malo co nie rozeszla sie z mezem, ale teraz juz jest dobrze. Oj przegadalysmy w tamtym czasie wiele na temat, co matka moze, a co nie moze w takiej sytuacji mowic czy tez robic. I tak chyba wlasnie od tamtego czasu Sarah nabrala do mnie zaufania i jak cos sie dzialo to przy okazji kazdej wizyty odbywalo sie "ladowanie baterii" jak Ona to nazywa. Te baterie ladujemy sobie jakos tak wzajemnie, bo to chyba zawsze tak dziala. W marcu Sarah zachorowala na raka i zaczely sie intensywne badania i debaty co z tym robic, jak i kiedy. Potem w czerwcu decyzja - bedzie operacja amputacji i termin na koniec lipca. Jeszcze przed operacja zdarzyla przyjechac do NY i obie debatowalysmy nad konsekwencjami utraty atrybutu kobiecosci, bo rak jest piersi.
W pewnym momencie zapytala:
-- Czy jak bedzie bardzo zle i nie bede mogla przyjechac, to czy moge chociaz zadzwonic i pogadamy?
-- Alez oczywiscie, zawsze mozesz zadzwonic - odpowiedzialam, chociaz nie powiem troche mnie to zdziwilo, bo Sarah ma meza, dwie corki no i siostre....dlaczego ja.
-- bo wiesz oni wszyscy mnie tak "miziu miziu, glasku glasku" a ja potrzebuje kogos takiego jak Ty - dodala wyjasniajaco jakby odczytujac moje mysli.
No tak, pomyslalam sobie, bo ja nie naleze to tych miziowato glaskajacych. Jak jest problem to albo bierzemy sie do roboty, albo sie milczaco poddajemy.
Mijaly miesiace i ....nic. Ani nie dzwonila, ani nie przyjezdzala. Czesto myslalam o Niej, ale przeciez co ja moge zrobic? Nie zadzwonie przeciez do meza, czy corki i nie bede pytac....czekalam.
Zadzwonila jakis tydzien po moim powrocie z Polski.
-- Nareszcie jestes, jak bylo w Polsce?? - zapytala tak jakby po Jej stronie nie bylo nic do powiedzenia.
-- Fajnie, ale co z Toba?? jak sie czujesz??
-- Planuje przyleciec do NY to pogadamy, czy moge przyjsc we wtorek o zwyklej porze?
-- Mozesz, ale ... - jeszcze chcialam cos zapytac, ale mi przerwala:
-- OK to sie zobaczymy we wtorek. - zakonczyla zdecydowanie i odlozyla sluchawke.
Przyjechala, dzwonek do drzwi, otwieram i stoi usmiechnieta, jak zwykle pelna zycia, na glowie peruka, ale tak doskonale dobrane wlosy, ze przez chwile sama nie bylam pewna. Jak tylko weszla i ja zamknelam drzwi to zapytala z nutka niepewnosci:
-- Mam nadzieje, ze moge zdjac peruke przy Tobie?
-- Mozesz... wiesz przeciez, ze przy mnie mozesz sobie nawet odkrecic noge jesli przeszkadza - powiedzialam zartujac dla rozladowania sytuacji.
Szybkim zdecydowanym ruchem zdjela peruke i kladac ja na szafce jednoczesnie zawisla w moich ramionach szlochajac. Pozwolilam Jej sie tak wyplakac. Po czym delikatnie odsuwajac Ja na odleglosc wyciagnietych ramion i patrzac Jej w oczy popatrzylam na lysa glowe i powiedzialam:
-- Wiesz, ale Tobie jest naprawde ladnie tak na lyso...
-- Wiem, sama sie sobie przygladam i sobie to powtarzam codziennie i chyba juz w to uwierzylam...
-- Ale nie mam tez brwi, to jest tylko namalowane kredka - dodala wyjasniajaco, wiedzac, ze ja i tak to zobacze, jak zaczne zmywac makijaz.
Zabralysmy sie do roboty. Opowiadala o operacji, o wypadajacych garsciami wlosach, o szoku obudzenia sie bez prawej piersi, o stresie najblizszych.
-- Ale czy Ty juz pracujesz?? - zapytalam z niedowierzaniem.
-- Nie jeszcze nie pracuje, ciagle jeszcze raz w tygodniu biore chemie.
-- To dlaczego przyjechalas? przeciez umawialysmy sie wczesniej, ze mozesz zadzwonic jak bedziesz czula potrzebe i pogadamy?? - zapytalam z nie powiem, lekkim przerazeniem.
-- Bo wiesz, najpierw to Ty szykowalas sie do wakacji, potem pojechalas do Polski i nie bylo czasu ani mozliwosci.... a teraz to ja poprostu musze miec mozliwosc patrzec w Twoje oczy jak ladujemy baterie.
-- Jestes pierwsza osoba, przy ktorej pozwolilam sobie plakac...tak mi to bylo potrzebne.
Znow Ja przytulilam, tym razem lezaca na lozku, usmiechnela sie.
-- To jest niesamowite, ale caly czas jak bylo mi zle, to myslalam o tym, co Ty bys powiedziala i stad zbieralam sile do walki czesto sama ze soba. To dziwne, majac tyle rodziny "pod reka" mnie najbardziej brakowalo Ciebie..
-- No przestan, bo teraz to zaraz ja sie rozplacze - zazartowalam, ale nie powiem jakos mi sie dziwnie zaczal zamazywac obraz Jej twarzy.
-- Najczesciej tak wlasnie jest, ze latwiej wyzalic sie komus obcemu, komus obok - dodalam.
-- Masz racje, ale ten ktos obok to musi byc wlasnie ktos, jak Ty. Ktos kto trzezwo patrzy na swiat a nie pociesza i glaszcze, ja nie chce zeby mnie glaskali, bo to mnie zniewala i odbiera chec dzialania...
-- Ty nazywasz rzeczy po imieniu nie owijajac w bawelne i mowisz, ze bedzie ciezko i ze trzeba sil i wytrwalosci. Ty poprostu dajesz mi kopa - ciagnela dalej.
W ten sposob jakos dobrnelysmy do konca zabiegu, ubrala sie, zalozyla spowrotem peruke, domalowalysmy brwi i znow wygladala tak, jakby nagle wstapilo w Nia nowe zycie. Nawet kolejne ruchy byly juz zywsze i bardziej zdecydowane niz przed zalozeniem peruki.
Jak to niewiele trzeba, zeby poczuc sie inaczej - pomyslalam.
Tuz przed wyjsciem spojrzala na mnie jeszcze raz i powiedziala:
-- Mam prosbe..
-- Mow.... jaka??
Wziela moja reke w swoje dlonie i powiedziala:
-- Nigdy sie nie zmieniaj, bo taka jaka jestes bedziesz pewnie jeszcze wiele razy komus potrzebna.
Nie bylam w stanie powiedziec slowa, po policzkach poplynely wstrzymywane od prawie 2 godzin lzy. A Ona nie czekajac na moja odpowiedz wyszla.
Wczoraj zadzwonila i dzis znow Ja zobacze. Wiem, ze wrocila do pracy.

Jest dobrze.


Stardust wzruszona

21 comments:

  1. co do sarah opini to sie zgodze:)
    nie ma to jak ktos kto cie sciagnie na ziemie i powie co mysli i nie bedzie owijal w bawelne:)
    trzymaj tak dalej :)

    ReplyDelete
  2. Problem w tym, ze nieowijania w bawelne oczekuja ci, ktorzy sa naprawde gotowi do pracy nad soba. W innym wypadku oczekuja w cudzych oczach potwierdzenia, ze ich taktyki i strategie zyciowe sa dobre (nawet jesli od lat sie nie sprawdzaja) tylko otoczenie jest zle i niedojrzale.

    ReplyDelete
  3. Super woman z niej.
    Cos takiego w zyciu jest ze rodzina zwykle nastawia sie na 'ochy, achy' i wspolczucie. A przeciez czasem ktos (nie wazne czy chory czy w jakis inny sposob skrzywdzony przez los) potrzebuje solidnego kopa szczerosci, tylko po to, by dostac sil do dzialania. Dlatego nie dziwie sie jej ze przyszla wygadac sie do Ciebie.

    ReplyDelete
  4. Nie wiem, czy swiadomie, ale w tym wlasnie watku pokazalas Marylko cala prawde o sobie samej. Doskonale rozumiem Sarah.

    ReplyDelete
  5. ten anonymous powyzej to ja.

    ReplyDelete
  6. ->Lorenza, masz racje. Na to czlowiek musi sam byc gotowy. Niestety wiekszosc lubi glaskanie i uzalanie sie.

    ReplyDelete
  7. ->Shanna problem z rodzina polega na tym, ze Ty wiesz, ze Oni sie boja, wiec nie mowisz wiele. A Oni wiedza, ze Ty sie boisz i starajac sie maskowac swoj wlasny strach pocieszaja. Obie strony nie maja odwagi na konkretna rzeczowa rozmowe tylko z powodu strachu i w imie milosci. Czlowiek z zewnatrz ma mozliwosc byc bardziej otwarty wiec jesli wyczuwam potrzebe otwartosci, a tak jest w przypadku Sary to juz jest latwo o porozumienie.

    ReplyDelete
  8. ajlawjuje Was obie:) pięknie,że są takie kobiety jak WY:)

    ReplyDelete
  9. Przyznam Ci sie szczerze,ze mnie samej poplynely lzy czytajac.Jestes Marylko Wielkim i Wspanialym czlowiekiem.I nie zmieniaj sie.
    Ta kobieta ma w Tobie prawdziwego przyjaciela.
    Trzymam za nia kciuki.
    A Tobie posylam ogromniastego pychola.CMOK.

    ReplyDelete
  10. o boże jakieś coś krąży w powietrzu, dzisiaj moja znajoma opowiadała o swojej operacji, którą miała w sierpniu.
    A ja we wrześniu jej dupę trułam, żeby mi coś załatwiła. Nawet się nie zająknęła.
    Teraz pracuje, organizuje wielką imprezę z przytupem i pali szlugi.
    Opieprzyłam ją za fajki.
    Ona ma tryliony energii, i ma to gówno od jakiegoś czasu, do tej pory trzymała to na dystans.
    Teraz pierwszy raz widziałam strach w jej oczach.

    ReplyDelete
  11. Marylko jesteś Wielka!

    ReplyDelete
  12. Poryczałam się - no co ? Wolno mi no nie ?
    I absolutnie się nie zmieniaj.
    I Ona też super babka.
    Trzymam kciuki.

    ReplyDelete
  13. no coż obie jestescie wielkie .... pozdrawiam

    ReplyDelete
  14. Bo wiesz Marylko, Ty jesteś bardzo LUDZKA (ze wszystkimi konsekwencjami tego słowa) i Ciebie nie sposób nie lubić. Ot ja, piszę do Ciebie z jakiegoś końca świata, w życiu Cię nie widziałam ( o widziałam na zdjęciu!)a lubię Cię okrutnie.
    I bardzo mi przykro,że ten NY tak daleko.A tej pani wcale się nie dziwię,że wybrała właśnie Ciebie bo w trudnych chwilach człowiek potrzebuje "konstruktywnego kopa" a nie rozczulania i głaskania.To akurat można sobie samemu zafundować.Pozdrawiam bardzo serdecznie.kasia72
    PS.Byłabyś dobrym szpiegiem.

    ReplyDelete
  15. ->Prunnella no jest tego swinstwa na swiecie od groma i ciut ciut. Dorosli to jeszcze jakos da sie z tym walczyc i zrozumiec, ale mam klientke, ktora pracuje w szpitalu "rakowym" na oddziale dzieciecym. To dopiero jest straszne. Bylam tam w ubieglym roku przed swietami, taka forma dobroczynnosci i przyznam, ze ja jestem dosc twarda, ale tam musialam sie niezle napracowac, zeby nie puscic.

    ReplyDelete
  16. Maryla, tak trudno znaleźć drugiego człowieka przed którym można się otworzyć.Sarah miała szczęście, że się na Tobie poznała. Niejeden z nas też potrzebuje takiego przyjaciela do zwierzenia. Takim przyjacielem jest też nasze WŻ. Pewnie, że lepiej mieć konkretną osobę ale i tutaj można się doczytać wołania o serce, zrozumienie. Można nakrzyczeć na kogoś i go wyrwać z letargu ale i można przytulić, nawet nie wypowiadając słowa.Czytam i samemu wilgotnieją oczy. Wiem jak to jest potrzebne. Moja mama również miała raka piersi........ przeżyła jeszcze 14 lat. Cieszę się osobiście i mam nadzieję, że cieszą się wszyscy którzy poznali Cię osobiście. Jesteś wulkanem optymizmu. Tak trzymaj.

    ReplyDelete
  17. Wiesz co...uściskaj i ucałuj tę Panią ode mnie.
    Już nic więcej nie napiszę, bo ja dzisiaj jakaś etatowa beksa jestem i literki rozmazane takie...

    ReplyDelete
  18. Smakosiu i Lajanie dziekuje serdecznie za dobre slowa i cieplo:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...