Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, November 14, 2008

Switem bladym

Jeszcze 2 godziny przed hejnalem a ja juz w pracy. Nie, nic mi sie nie zrobilo w glowe tylko jeszcze przed wyjazdem do Polski wystosowalam pismo do moich klientek i pozwolilam sobie nawrzucac, czyli dalam Im wolna reke w sugestiach w jaki sposob ulatwic Im i mnie wspolne zycie.
No i mam co chcialam!!! 75% moich kobitek stwierdzilo, ze one owszem wiedza, ze ja nie lubie porannego zycia, ale jednak... czy nie moglabym 2 razy w tygodniu zaczynac prace wczesniej niz poludnie. Tak po cichu jestem przekonana, ze pozostale 25% myslalo to samo, ale nie mialo odwagi, bo One przeszly tresure i wiedza, ze nie warto.
Dwa miesiace debatowalam z moja szefowa, czyli druga polowa mojego ja i w koncu doszlam do wniosku, ze i owszem moge. W ten sposob we wtorki i piatki bede zaczynac prace od 10 a nie rowno z hejnalem albo i pozniej. Dzis byl pierwszy dzien eksperymentu i okazuje sie, ze ludzie zyja w calkiem masowych ilosciach tak wczesnie rano.
Pierwszego zaskoczenia doznalam jak punktualnie o 9tej wskoczylam do autobusu, a ten byl prawie pelen ludziow. 15 min pozniej przesiadlam sie na pociag i tez bylo pelno.
Ja piernicze, a gdziez te wszystkie ludzie jada tak z samego ranca?? nie przypominam sobie zebym miala az tyle wizyt zamowionych, to chyba jednak nie do mnie...
Nie powiem nawet fajnie bylo, bo ja sobie lubie na ludzi popatrzec tak w srodkach komunikacji miejskiej...zdecydowana wiekszosc jest podlaczona do jakiejs zyciodajnej aparatury i siedzi z zamknietymi oczami, co niektorzy kiwaja sie w takt tylko sobie znanemu rytmowi.
Znakomita czesc gada przez telefon, absolutny brak kultury jak mozna kogos budzic o tej porze tylko dlatego, ze samemu cierpi sie na bezsennosc?
Obok mnie siadla kobitka w moim wieku i wyciagnela ksiazke "no ta przynajmniej wykazuje oznaki zycia" zanotowalam szybko w glowie, przy okazji zerkajac w Jej strone.
WoW!!! Jak ma fajnie obciete wlosy, zawsze podobaly mi sie takie strzepiaste fryzurki, moja niby tez strzepiasta ale zdecydowanie krotsza, bo ja osobiscie dostawalabym wkurwa jakby mi grzywka wisiala nad oczami. A Ona tak miala, wlasnie duzo dluzsza grzywka a cala reszta wycieta na bardzo krotko i w absloutnym nieladzie artystycznym.
Ta Jej fryzura na tyle przykula moja uwage, ze co i rusz zapuszczalam zurawia ... no i jeszcze miala takie dluzsze pejsy przed uszami, co mnie dawaloby dodatkowego wkurwa, bo ja lubie miec wszystko gladko i za uszami .... hmmm szkoda, bo naprawde mi sie podoba - kontynuowalam myslenie. W miedzyczasie usilowalam czytac moje ulubione Nation, ale ta ilosc ludzi mnie rozpraszala, co przystanek to jedna fala wysiada, a nastepna pcha sie do srodka.
O matko!! moze to jednak prawda, co ludzie mowia o tlokach w pociagach??
Przy kolejnym zurawiu zapuszczonym w kierunku mojej towarzyszki podrozy, Ona tez spojrzala i z usmiechem powiedziala:
--Nie moge oderwac wzroku od koloru Twoich wlosow, tak bardzo mi sie podobaja... ja tez chce miec naturalne siwe, ale mam ciagle jeszcze za malo siwych.
--Dziekuje, ja dalam moim wlosom odrosnac 2 lata temu i nie powiem od czasu do czasu nachodzi mnie mysl, zeby znow zaczac malowac, bo to troche nudne, takie ciagle to samo.
-- Alez nie rob tego!!! Twoje wlosy wygladaja swietnie, nie sa calkiem siwe, a masz na tyle siwych, ze w swietle tak srebrzyscie polyskuja i to daje wspanialy efekt - zawolala.
-- A ja z kolei nie moge sie napatrzec na Twoja fryzure, masz bardzo ladnie obciete wlosy i jest Ci doskonale w takiej fryzurce.
I tak prawilysmy sobie komplementy przez wiekszosc drogi, bo moja Pani niestety wysiadla jeden przystanek wczesniej niz ja. W miedzyczasie czesc kiwajacych zostala zastapiona nowa partia, a naprzeciwko siadla para podlaczona do tego samego urzadzenia, ktore bylo przechowywane w kieszeni chlopaka a przewody po jednym wcisniete w uszy obojga... hmmm... moze to jakas transfuzja - pomyslalam i stwierdzilam, ze juz czas wysiadac. Ilez to ciekawych obserwacji mozna poczynic jadac tym samym pociagiem ale o innej porze ... moze nie bedzie tak zle, tylko 2 razy w tygodniu... Portier w budynku o malo nie zemdlal i na moj widok szybko zerknal na zegarek:
--Czy cos sie stalo, ze Ty tak wczesnie?? myslalem, ze przegapilem przerwe na lunch.
No pusty smiech mnie ogranal, bo sie okazuje, ze ludzie zauwazaja takie drobiazgi.
Przezylam pierwsza klientke, po drugiej zaczelo mi sie ziewac, zerknelam w ksiazke umowionych wizyt i poszlam spac ... a co mi tam, 2 godz. przerwy. Lozko wygodne, poduszeczka, swiatelko przyciemnione, muzyczka relaksujaca ...niebo!!! Moze nawet bedzie sie mozna przyzwyczaic do tych 2 dni. Tak naprawde to nie powinno mi to robic roznicy, bo i tak wstaje ok. 5:30-6 rano, ale to ze wstaje to nie znaczy, ze jestem gotowa do uzytku. Powinnam miec napisane w instrukcji obsugi "wstrzasnac przed uzyciem" czyli napompowac duza iloscia kawy.
Zwykle rano dopadam do kompa z wiadereczkiem kawy i dojrzewam czytajac najnowsze wiadomosci, potem odwiedzam blogi, nadrabiam poczte i zanim sie obejrze mija 4 godz.
Dzis wstalam jak zwykle i musialam wszystko biegusiem, ale jakos sie udalo.
A biedny Wspanialy wstaje codziennie o 4:45 i wychodzi z domu o 5:30 no to ja chyba nie mam na co narzekac??


Stardust ranny ptaszek

16 comments:

  1. Stardust naprawdę nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem:)
    ale uważam, że nie potrzebnie dalaś do zrozumienia klientkom, że możesz być wcześniej.
    NAPRAWDĘ NIEPOTRZEBNIE.
    Mój prezes przychodzi do pracy o siodemj. I na początku proponował mi spotkania o 7.15 na przykład, że niby spokój w firmie.
    Konsekwentnie odmawiałam. I teraz wie, że ze mną się rozmawia racej o 15.00
    Naprawdę nie wiem, co by było gdybym się zjawiła chociaż raz o siódmej.
    Naprawdę nie ryzykuj:)

    ReplyDelete
  2. ->Nie robilabym tego gdybym nie miala noza na gardle;) wiesz przy dzisiejszej ekonomii to niestety trzeba czasem ustapic, albo i zrezygnowac z jakiejs przyjemnosci. Te kobitki tez pracuja, maja dzieci w koncu musze czasem isc na jakis kompromis. Gdybym pracowala dla kogos to zaczynalabym codziennie od 10tej no i musialabym pracowac w soboty. W tym ukladzie te 2 razy w tygodniu nie jest az takim wyrzeczeniem. Tak miedzy nami mowiac to ja czesto nawet o 12 nie zaczynam. Dzis np. listonosz byl zachwycony, ze wreszcie mial okazje zobaczyc mnie na zywo, bo zwykle zostawia moja poczte w sasiednim biurze. I w koncu ja pracuje tylko 4 dni w tygodniu, mysle ze dam rade, zachwycona nie jestem, ale to kwestia przyzwyczajenia pewnie.

    ReplyDelete
  3. o matko:)
    a ja dzień w dzień wstaję o 6.30,pół wiadereczka kawy,o 7.45 już mnie nie ma:)

    ale macie dobrze:)
    i Star,tak,dzisiaj czasami trzeba iść na kompromisy,takie życie i jak widzę,to obowiązuje niezależnie od tego,gdzie się żyje.

    ReplyDelete
  4. Hahaha! Zdarzyło mis ię kiedyś wstac o siódmej rano. Posiedziałam przy kompie, pogapiłam sie przez okno i nie wiedziałam co robić. Byłam tak zdezorientowana, że położyłam się z powrotem :-)))
    To niesamowite, ale ludzie funkcjonują o tej porze ;-)
    Sze

    ReplyDelete
  5. Ja też chcę taką pracę :))
    Czym się zajmujesz, jeśli mogę spytać?
    Bo kombinuję kombinuję i mam z 5 pomysłów :D

    ReplyDelete
  6. Odkąd muszę chodzić do pracy na ósmą jestem półżywa, półprzytomna, nietwórcza. Życie wymknęło mi się z rąk.

    ReplyDelete
  7. No to fajnie macie. Ja przez 5 lat wstawałam o 5 rano. Do pracy szłam 40 minut marszem. Potem przez 2 lata miałam pracę po drugiej stronie ulicy i wtedy zawsze wpadałam w ostatniej chwili.Po wychowawczym znowu wstawałam o 5 rano. W tej chwili jestem na etacie tzw."Kura domestica" i też wstaje o 5, latem nawet o 4.45.
    Rano jestem nieprzytomna. Najlepiej pracowałoby mi się od 15 bo jestem "nocnym Markiem".

    ReplyDelete
  8. ->Kamyk, ja jestem kosmetyczka. Przez lata pracowalam w roznych zakladach, dla roznych firm miedzy innymi dla Estee Lauder, a od 8 lat jestem na swoim. Taki jednoosobowy biznes, samotny zagiel i jest mi dobrze, bo nie musze wysluchiwac, ale przy dzisiejszej ekonomii...hmmm no nie jest najlepiej. Ale wierze, ze to sie zmieni i tylko musze przetrwac ten ciezki okres.

    ReplyDelete
  9. Oj ja przez 7 lat musialam wstawac co 2 dzien o 4 rano bo pracowalam w markecie spozywczym i jesli ktos mysli ze mozna sie przyzwyczaic to sie myli - wcale nie mozna ja sie ciagle spoznialam wszyscy byli przyzwyczajeni juz do tego choc nie powiem ze byli tym faktem zachwyceni teraz kiedy zmienialam prace jestem szczesliwa bo zaczynam najwczesniej o 9.50 sama radosc, nienawidze nienawidze wczesnie wstawac ale budze sie kolo 7 bo o tej godzinie budzi sie moj synek a on nie lubi kiedy ktos spi kiedy on nie spi ale przynajmniej nie musze wtedy myslec i moge dosypiac (no powiedzmy ze czasem mi sie uda) ;-)

    ReplyDelete
  10. ->Malgoska, bo ja mysle ze takie co 2 dzien to jest wlasnie jeszcze bardziej upierdliwe dla organizmu. Ale dobrze ze masz to juz za soba:)

    ReplyDelete
  11. Do wszystkiego mozna przywyknac - no prawie do wszystkiego. Dawno dawno temu tez mi sie wydawalo, ze jestem z sow niz z kur. Dluuugie wieczory, muzyka i ksiazka noca - ech jakiez to cudne. A jednak- zycie zmusilo mnie do tego, ze juz o siodmej zwykle jestem w pracy.
    I wiecie co jest plusem takiego rozwiazania?
    Poza przypadkami szczegolnymi mam w ten sposob mozliwosc dosc wczesnego wyjscia z pracy. Jakiz dlugi straje sie dzien, Wydaje sie ze zycie tez sie wydluza

    ReplyDelete
  12. ->Mariniku, masz zdecydowanie racje miedzy innymi dlatego wstaje wczesnie, bo inaczej nie mialabym czasu dla siebie. Tyle tylko, ze i Ty i Jadzia konczycie prace o tej samej porze wiec to wydluzenie dnia daje Wam wiecej czasu razem. My z kolei pracujemy w takich godzinach, ze naprawde dzien zaczyna i konczy sie na pracy. No takie pieskie zycie i tyle.

    ReplyDelete
  13. Ja podobnie jak większość wstając o godz. 5.25 czuję się niewyspana i myślę sobie: "byle do weekendu" :-) Jednak nie zamieniłabym na nic swoich godzin pracy. Kończenie "roboty" o 15-ej, to największy atut mojej zawodowej strony życia :-)
    Kiedy rok temu miałam szefową, to nie było mi tak radośnie, bo ona i reszta pracowników uwielbiała przychodzić około południa. Czułam, że "boli" ich to, iż ja wychodzę wcześniej, niż oni. Szefowa nagle zmieniła mi godziny i zdecydowała, że mam zaczynać o 8-ej. Potem odkryli, że to nie jest zbyt duża różnica i zaczęły się przebąkiwania, iż powinnam przychodzić na 9-tą. Aż mi skóra na tyłku ścierpła na samą myśl o tym. No bo jak to...będę wówczas w domu dopiero ok. 18-ej...? Koniec świata! Kiedy ja się nacieszę tą swoja "wolnością"? Na szczęście od stycznia mam nowego szefa a ten, tak jak ja jest "rannym ptaszkiem" i pierwsze pytanie jakie mi zadał dotyczyło właśnie godzin pracy. Wtedy wyszło na jaw, że on też woli przychodzić na 7.00. Tak więc mam teraz święty spokój :-))) Reszta pracowników patrzy na nas jak na jakieś "wydziw natury", ale mnie to nie rusza. Mam swoją wolność! Szkoda tylko, że oczy zawsze mi się kleją jak dochodzi 22-ga :-)
    Marylko, powodzenia i odkryj fajną stronę nowych godzin pracy. Buźka!

    ReplyDelete
  14. Smakosiu, ja Ciebie rozumiem, ale dla mnie to zadna frajda byc wczesniej w domu, bo i po co?? Wspanialy i tak wraca ok. 20tej. I wlasnie dlatego jak mam te pozne godziny to wracamy razem. Z drugiej strony nie zapominaj, ze ja pracuje w uslugach, a klientki dopiero maja czas wieczorem. A coz ja bym robila o 7 rano?? No nie, dla mnie to bez sensu:( w uslugach zycie zaczyna sie najwczesniej o 10tej i dobrze, bo to jest godzina, o ktorej ja juz wiem jak mam na imie:)))

    ReplyDelete
  15. A wiesz co, chyba też inaczej jest jak człek pracuje "u siebie" a inaczej jak na "cudzym". Druga sprawa, że Ty przeciez nie będziesz tresować klientek żeby gnały do Ciebie o świcie. To też ja nawet nie porównuję tych naszych prac, bo to inna bajka. Jest jeszcze coś...ja się przyzwyczaiłam, że Połówka więcej nie ma, niż jest i lubię te swoje popołudnia - zawsze mam co robić :-) Tyle, że tego mojego popołudnia, to ciągle mi za mało :-)))

    ReplyDelete
  16. To byłam ja - smakosia :-)
    (kurcze, z tym logowaniem coś mnie nie wyszło, czy jak?)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...