Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, November 3, 2008

Z jedna dupa...

... na dwa wesela. Pomysl do tej notki poddala Ruda dzieki komentarzowi w notce poprzedniej, za co sie Rudej jeszcze raz tutaj oficjalnie "na lamach" dziekuje.
No bo tak wyglada to latanie po grobach, dopoki nieboszczyk jeden to wszyscy sie przy jego grobie spotykaja i jest ladnie, nastrojowo, wspomnieniowo i z pelna oprawa artystyczna w postaci chryzantemow zlocistych i lampek z zadaszeniem. Jak z czasem nieboszczykow przybywa, a przybywac musi, bo taka kolej rzeczy to zaczyna byc w pospiechu, chaotycznie i ogolnie meczaco. A jeszcze jak nieboszczykow los rozrzucil po roznych cmentarzach czy tez miastach to zaczyna sie losowanie, ktorego w tym roku odwiedzimy, albo jeszcze lepiej, ktorego bezpieczniej odwiedzic, zeby nie spotkac sie z zywymi, do ktorych juz nabralismy jakichs uprzedzen. A caly ten proces zaczyna sie jeszcze za zycia.
Jeszcze za zamierzchlych czasow gdy ludziska mieszkali stadnie i zenili sie w tym samym stadzie po sasiedzku to takie tradycje mialy sens. Corke wydawalo sie za syna sasiadow i odwrotnie, wiadomo bylo, ze na starosc taki uklad jak znalazl, bo i wnuki od reka i na starosc bedzie mial kto szklanke wody podac. Kobitka miala zawsze gdzie sie podziac jak sie chwilowo na meza nadela, swieta spedzalo sie tez gromadnie a jesli nawet nie dalo sie pogodzic dwoch rodzin polaczonych malzenstwem to zawsze mozna bylo wypic wigilijny barszczyk u jednych a na karpia skoczyc za plot do drugich. No i cmentarz byl jeden wiec sie tylko przydzielilo kazdemu nieboszczykowi jego przydzial czasowy i zycie bylo jedna wielka sielanka.
W ten sposob utworzone i przez lat praktykowane zwyczaje okrzyknelismy choralnie tradycjami narodowymi, koscielnymi lub rodzinnymi i oczekujemy od kazdego nastepcy rodu ich szanowania.
Ale z czasem jak gromadne stada zaczely sie rozrastac, ludzie wyjezdzac za praca, popelniac malzenstwa w terenach oddalonych od domu rodzinnego to wszystko nagle uleglo zmianie.
I zaczela sie tworzyc nie pisana tradycja wedlug ktorej, kazda mloda zona ciagnie na wieczerze wigilijna do wlasnej matki, jesli matka meza jest w zasiegu kilometrow do przebycia w tym samym dniu, to wpada sie tam rowniez na podzielenie sie oplatkiem. Jesli odleglosc domow rodzinnych jest wieksza niz mozliwosci ich przebycia jednego dnia to robi sie losowanie, do ktorej to matki w tym roku z zalozeniem, ze ta oczekujaca na rok nastepny dozyje. Grobami tez zaczynamy sie dzielic, wychowujemy dzieci w jakims zupelnym przekonaniu ze zycie to nic wiecej tylko kociol, z ktorego po zamieszaniu od dna mozna wyciagnac lepszego czy tez gorszego dziadka czy babcie, wujka, ciocie czy tez kuzynostowo.
Ja nie powiem tez mam podobny kociolek, bo w moim na szczescie niewiele tak zmarlych jak i zyjacych sie miesza. No ale jak wyszlam zamaz za Wspanialego i popatrzylam po tych doroslych juz naszych dzieciach, to nie powiem przez chwile zaczelam dostawac zawrotu glowy jak na karuzeli. Ale sobie szybko wykombinowalam, ze tradycje religijne nas nie dotycza, bo dziecka Wspanialego sa Zydami, a ja o swietach zydowskich nic nie wiem poza zapalaniem swieczek manory, ktora to bardzo lubie. Zreszta katoliczna ze mnie tez zadna, bo ze swiat najbardziej interesuja mnie smakolyki i prezenty.
Tak wiec szybko przeprowadzilam selekcje i okazalo sie, ze ze wspolnych swiat zostaje nam tylko Thanksgiving, ktore to swieto bardzo pokochalam i byloby milo spedzac je w duzej rodzinie, skoro na wszystkie inne swieta gwarantowanych mamy tylko 3 osoby, a reszta tylko czasami jesli nie maja innych planow.
I tak sobie szybciorem wymyslilam, ze moj Thanksgiving bedzie w piatek a nie jak kalendarz przykazuje w czwartek, w ten sposob ja mam caly dzien na gotowanie bez pospiechu a dziecka nie musza latac jak kot z pecherzem miedzy Nowym Yorkiem i New Jersey no i kto by tez mial zdrowie zjesc takie dwa obiady??
Jak juz sobie to wymyslilam to szybko oglosilam w rodzinie i pomysl na moje szczescie zostal przyjety z wielka radoscia. Od naszego pierwszego Thanksgiving minelo juz 4 lata, dziecka sie w miedzyczasie pozenily, wiec niech sie pozostale matki i tesciowe biora za lby a ja mam moj piatek:)) ot taka moja tradycja.
Tradycji Wszystkich Swietych i Zaduszkow (szek - kurde nie wiem jak sie pisze) tutaj nie ma, ale bardzo mi sie spodobalo jak moja kolezanka jeszcze za zycia zdecydowala, ze chce byc skremowana, co nie powiem bylo troche zaskakujace, wiec corka zapytala:
-- No dobra, chcesz to Cie skremuje, ale co ja mam z Toba potem zrobic, bo ja nie wiem, moze sie jeszcze gdzies wyprowadze...to co mam Cie tak zostawic gdziekolwiek??
-- Kochana mozesz sobie trzymac mnie na polce jesli bedziesz chciala, albo najlepiej znajdz jakis klomb z rozami w parku i tam rozsyp moje prochy.
I tak wlasnie bylo, ze Krystyna najpierw przez lata cale stala na polce i wszyscy po kolei gadalismy do Niej, a potem Jej corka po wielkich trudach zdobyla zezwolenie na wysypanie prochow co prawda nie w tym parku, o ktorym byla mowa, ale to juz niewielka roznica. I teraz jak jade to siadamy na lawce w parku i B. zawsze mowi:
-- No popatrz znow sie w tym roku matce kwiatki udaly, zawsze miala dobra reke i teraz tez ma.
No i oczywiscie zgodnie z zyczeniem sa to roze.
Ja rowniez pewnego dnia zapowiedzialam Potomkowi, ze moje doczesne szczatki nalezy poddac kremacji a potem zrobic z tego prochu fajerwerki i wystrzelic je w ocean. Jakos sie nawet rozmarzylam przy tej rozmowie, jesli slowo marzenie moze byc adekwatne w tym przypadku;) i takie zaczelam snuc plany:
-- Wiesz wynajmiecie jakas mala lajbe, zabierzesz te kilka najblizszych mi osob i wyplyniecie na otwarty ocean i tam wystrzelicie te fajerwerki.... tylko nie zapomnij o szampanie....
-- No popatrz i w ten sposob nawet ulatwilas mi mowe pogrzebowa, bo po prostu powiem "latala za zycia, wiec niech i teraz lata". - skwitowal Potomek i po chwili dodal:
-- Tylko wiesz nie spiesz sie, bo przeciez ten scenariusz mozesz ciagle jeszcze zmieniac, ulepszac...
Kosztow przy tym wielkich nie ma ani potem obowiazkow pastowania pomnika, no i wiem juz ze Kapitan Nemo, ma zwyczaj zapalania znicza nad brzegiem morza wiec juz przyjemnie. I ludzie plywajacy statkami maja taki zwyczaj wpatrywania sie w otaczajaca wode, to taki rodzaj kojacej medytacji... a ja sobie tam bede, a w Halloween bede kiwac lapka i wody beda bardziej wzburzone.
Wiec niech i tak bedzie, a tradycje niech sobie buduja inni ja nie bede nikomu utrudniac zycia ani teraz ani po smierci.

Stardust niekonwencjonalnie

14 comments:

  1. Oj znam ten problem znam....
    Umarłych krewnych mam rozrzuconych po cmentarzach w 3 różnych częściach Poski. Tu gdzie teraz mieszkam też są oni rozrzuceni po 2cmentarzach. W dodatku są to krewni których, oprócz jednego, za ich życia nie znałam...
    Trzy lata temu opuściłam rodzinne miasto i zapowiedziałam, że wszystkie święta spędzam u siebie i proszę bardzo - każdy mnie może odwiedzić bo ja się nie będę nigdzie szwędać.
    Ze świętami w ogóle są u mnie przysłowiowe "jaja" bo ja jestem ateistką a trafiłam do bardzo wierzącej rodziny....
    Powiem krótko: pierwsze dni świąt zawsze spędzamy u mnie ku zadowoleniu męża i Teściowej.
    Moi rodzice spędzają je z bratem i resztą wnuków i wszyscy są zadowoleni i nie ma "kwasów".
    Co do kremacji to ja też jestem za... tylko jeszcze nie wymyśliłam co mają POTEM ze mną zrobić....

    ReplyDelete
  2. A tak na marginesie - ja chcę do Flavvi lecz ona mnie nie chce - coś mnie blokuje cholera !Buuuuuuu

    ReplyDelete
  3. Zycie kazdego z nas podlega zmianom, uplyw czasu powoduje, ze niekiedy zmieniamy miejsce zamieszkania, zmieniaja sie relacje miedzyludzkie, przybywaja nowe pokolenia, odchodza stare. To wszystko wedlug mnie powoduje, ze takze tradycje rodzinne musza nieublagalnie ewoluowac. Pamietam z dziecinstwa wigilijne spotkania u moich Dziadkow- nie wyobrazalem sobie innej Wigilii. Potem Dziadkow juz nie bylo i spotykalismy sie u moich Rodzicow, a pozniej - tez u Tesciow. Teraz jestem na etapie, kiedy moje osobiste cory juz poszly na swoje i sila rzeczy nie dadza rady obskoczyc mnozacych sie w ten sposob miejsc i kolejnych Wigilii. Dlatego tez - teraz Wigile beda u nas - a Rodzice i Tesciowie sami beda musieli ruszyc tylki i zmienic przyzwyczajenie, ze to U NICH zawsze.
    Co do kremacji to moja rodzinka juz od dawna wie, ze mam byc skremowany. A jednoczesnie- nie bedzie zadnego rozsypywania prochow - ma byc miejsce z wielkim glazem-skala (nie tam jakis pomnik) a na nim - imie i nazwisko. Glaz - zeby nie bylo potrzeby pielegnowania, ale chce - zeby jednak takie miejsce gdzies tam bylo. Dlaczego? - Chyba nie potrafie wyjasnic w sposob racjonalny. Powiem jedno, pare lat temu na prosbe Ojca zawiozlem go w inny koniec Polski na pogrzeb brata Jego Ojca. Bylem w tej miejscowosci po raz pierwszy w zyciu, a zmarlego Wuja widzialem chyba tylko raz jeden w zyciu- kiedy przyjechal na pogrzeb mojego Dziadka. I musze przyznac - jakos tak cieplo mi sie zrobilo w srodku, kiedy na tym pogrzebie Wuja Ojciec zaprowadzil mnie na grob swojej Babki a mojej Prababki. Moze dlatego chce tez miec takie SWOJE miejsce gdzies tam?
    Powiem jeszcze, ze nie jestem w stanie pojac ludzi, ktorzy buduja sobie na cmentarzach murowane piwnice. Po co? Na co? Czemu to ma sluzyc? Chyba tylko temu, zeby kiedys tam w blizej nieokreslonej przyszlosci, jakis skurczybyk te zwloki sprofanowal.
    Ja chce bys sproszkowany i przykryty Kamieniem :))))))))

    ReplyDelete
  4. Marinik uzmysłowił mi bardzo ważną rzecz, też chciałabym być sproszkowana kiedy nadejdzie już kres tej wędrówki i nawet ostatnio nakazałam dziecku, żeby w razie co
    rozsypało mnie na moim ukochanym ogródku między marchewką czy inna kalarepą. I tu zaczyna się problem, bo przecież dziecko może tenże ogródek sprzedać komuś, albo pod autostradę i co? Nowy właściciel nie musi go wpuścic, a ja chciałabym jednak tą "złocistą chryzantemę" chociaż raz w roku (bo to moje ulubione kwiatki).Chyba zmienię scenariusz.Pozdrawiam i trzymam kciuki za Obamę.

    ReplyDelete
  5. Przeczytalam komentarze i mam wrazenie, ze emigracja jednak bardzo zmienila moje poglady na wiele spraw. Jakos wszystko nabralo innego znaczenia, lub wrecz stracilo znaczenie. Nie ma dla mnie nic stalego, nic na czym chcialabym polegac, oprzec sie o cos, wszystko jest plynne i zmienne. Moze stad ta woda, ten ocean... Sama jestem ciagle od czegos odrywana, gdzies sie wiecznie przesadzam, przeprowadzam, przenosze i dla mnie jest to tak bardzo normalne, ze nie wyobrazam sobie zebym nagle chciala kogos przywiazac do miejsca przez moj wlasny grob. Mam kolezanke tutaj, ktorej maz zmarl kilka lat temu i jest normalnie pochowany na cmentarzu, ale Ona i tak wie, ze kiedys wroci do Polski, co prawda zostana dzieci, wiec jest szansa na to, ze ktos bedzie odwiedzal ten grob. Ale czy to znaczy, ze dzieci musza juz zawsze mieszkac w NY, a co jesli beda chcialy sie przeprowadzic do Californii?? W moim przypadku to szklanka wody moze byc wspomnieniem, bo przeciez wody sa w ciaglym ruchu...

    ReplyDelete
  6. Stardust tak miło,że wymieniłaś mnie w swoim felietoniku " z jedną dupą"...,należyt tytuł do stanu obecnego
    Jeżeli chodzi o kremację,jestem za , moja wola taka jest
    po śmierci ciało skremowac
    i może nie tak hucznie wystrzelić nad oceanem to w całej rozciagłości zgadzam się z Toba prochy rozrzucic nad oceanem. Spotkamy się
    i będzie mi miło a w górze tam hen...zaparzysz mi kawę, już Ci Wspaniały nie będzie wchodził w drogę. nie wywiniesz mi się hehehehe
    Fajkę zabieram ze soba,poznasz mnie ... fajka zapach..nastrój no i miliony gwiazd
    rozmarzony Kamitan Nemo
    popijając kawę, i pykając z fajeczki pozdrawiam

    ReplyDelete
  7. Oj,ja niby mam do odwiedzenia trzy cmentarze w promieniu 60 kilometrów,ale zawsze jest to wielka gonitwa,bo ruch samochodowy duży,a jeszcze trzeba odwiedzić rodzinę.No,bo jak to,byłaś w moim mieście,a nie odwiedziłaś?Tak mawiała moja babcia.Teraz już ją od dwóch lat odwiedzam na cmentarzu,ale siła przyzwyczajenia została i odwiedzam rodzinę.Ale w tym roku dopadło mnie przeziębienie i byłam tylko na grobach w miejscu zamieszkania.I to tak na szybko,byle szybciej do łózka,bo katar miałam po kolona i głowa mi pękała.I co ?Ano,nic się nie stało.Groby odwiedzili jak zawsze moi rodzice,a ja pojadę w inny dzień,rodzinę też odwiedzę.I wtedy naprawdę będę miała czas na pogaduchy,bo nigdzie się nie będę spieszyć,nie będzie czekał inny cmentarz w kolejce i właśnie w tym innym dniu,będę miała czas na chwile zadumy nad grobami bliskich,bo nie będę musiała odpowiadać co chwilę na pytania ,co tam u mnie słychać i pilnować,czy na pewno wszystkim bliższym i dalszym znajomym już powiedziałam dzień dobry.
    Co do kremacji,to mam w sobie jakiś wewnętrzny bunt.Chociaż,takie pochówki są mniej bolesne(ja je tak odbieram),nie ma otwartej trumny .Ale naprawdę na chwile obecną,za kremacją(moją),jestem na nie.

    ReplyDelete
  8. Marylko,poucz mnie do chol..y,co mam klikac,żeby nie być jakims anonimem,wczoraj odważyłam sie pierwszy raz,to wstukałam jak sie okazalo 2 razy,a dzisiaj anonim.
    Beata500
    Pozdrawiam i próbuję,jeszcze raz.

    ReplyDelete
  9. ->Beatko, juz Ci dobrze poszlo za drugim razem;)) Wiesz przy kremacji tez jest otwarta trumna jesli ktos chce, to zalezy od zyczenia rodziny. U nas robia to tak, ze trumne mozesz sobie wypozyczyc (glupio to brzmi) albo kupic jesli koniecznie chcesz, tylko po co?? Trumna jest ze zwlokami normalnie wystawiona w domu pogrzebowym, w kosciele na mszy a potem zwloki kremowane. Wiec to nie jest tak, ze bierze sie cialo i wrzuca do jakiegos kotla i na tym koniec. To wszystko jest do uzgodnienia w domu pogrzebowym.

    ReplyDelete
  10. ->Kapitanie, to bedzie mi kapitan pykal fajeczke, ja bede parzyc kawe ... o rany!!! znow kuchta domowa ;))) musze o tym pomyslec;)))

    ReplyDelete
  11. No właśnie.Rzecz w tym,ze w moim mieście,wysyła się ciało do kremacji do miasta oddalonego 100 km i nie ma,jak narazie pożegnania przed pogrzebem.Ale jak napisałam wcześniej,ten rodzaj pochówku bardziej mi odpowiada.Pamiętam,że będąc dzieckiem,bardzo przeżyłam pierwszy pogrzeb na jakim byłam.A tak się złożyło,że moja córka,była pierwszy raz na pogrzebie,gdzie naszą ciocię skremowano i nie było to takie bolesne przeżycie.
    A tak w ogóle Marylko,to trzymam kciuki za wybory,żeby były po Twojej myśli,bo to Ty tam mieszkasz i tam żyjesz.

    ReplyDelete
  12. ->Beato, ja mysle, ze dzieje sie tak dlatego, ze w Polsce kremacja jest stosunkowo nowym i jeszcze niezbyt popularnym zjawiskiem. Ale z czasem to sie zmieni na lepsze;)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...