Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, December 29, 2008

Poswiatecznie

Z roku na rok obiecuje sobie, ze juz nigdy wiecej i co roku powtarzam ten sam blad. Za duzo jedzenia!!!
Ile mozna zjesc, albo raczej wepchnac w siebie?
Tak naprawde to cale to swietowanie nie ma nic wspolnego z normalnym jedzeniem, to jest obzarstwo do granic wytrzymalosci ludzkiego organizmu!!! Potem czlowiek sie dziwi, ze nie ma na nic ochoty, ze nie moze sie ruszac, ale przeciez po dwoch pierwszych kesach wigilijnego sledzika, czy tam od czego kto zaczyna mam juz dosc. Juz nie moge patrzec na te gore zarcia, ale przeciez jeszcze trzeba i to i tamto, no bo tradycyjnie 12 potraw wigilijnych powinno byc na stole. Jestem przekonana, ze to wszystko zostalo wymyslone dla jakichs tlumow 20-30 osobowych a nie normalnych rodzin. Przeciez zoladek mamy ten sam na codzien jak i od swieta.
Obiecuje sobie, ze tak jak juz powoli zrezygnowalam z wielu "tradycji" tak samo przestane szykowac tyle zarcia.
Konczy sie ta wigilijna uczta tym, ze lodowka i zamrazarka znow pekaja w szwach, a mialam wrazenie, ze zaczelo byc luzniej. Potomek nie chce tego wszystkiego zabierac, bo tez nie jest w stanie, zabiera tylko to co chce i w ilosciach jakie sa mozliwe do normalnego jedzenia dla jednej osoby.
W Boze Narodzenie ledwie zwlekli sie z lozek ok. 9 tej, ja juz szykowalam sniadanie na 10ta kiedy Wspanialy wpadl do kuchni z okrzykiem:
-- Ja nie chce nic wiecej niz platki owsiane!!!
-- Zwariowales? platki owsiane!! dzisiaj jest swieto i ja szykuje caly polmisek wedlin i salatki...
-- Ale ja jeszcze jestem pelen po wczorajszym...- popatrzyl na mnie jak byk na rzeznika.
W tym momencie do kuchni zajrzal Potomek, rozejrzal sie dookola i z rozpacza w glosie ocenil moje poczynania:
-- Mamo, ja mam powazna nadwage, ciagle mi to przypominasz...a popatrz co robisz?
Bez slowa zaczelam pakowac spowrotem to co juz poukladalam na talerzach i wpierniczylam do zamrazalnika.
Wspanialy wiedzial, ze jestem wsciekla, wiec zaofiarowal, ze zje jedna kanapke.
Siedlismy przy stole i na sniadanie poszly 3 kromeczki chleba i kilka plasterkow szynki i 1 jajko w majonezie.
A ja jedzac doszlam do wniosku, ze Oni maja racje. I znow obiecalam sobie, ze na nastepne swieta nie bede szalec. Do diaska z tradycja 12 potraw, do ktorej w bonusie powinno sie jeszcze dorzucic tradycyjne plukanie zoladka i karnet do silowni.
Nastepnym razem bedzie normalnie czyli tyle ile mozemy zjesc.
Tak jak zrezygnowalam juz z wielu innych swiatecznych obrzadkow tak zrezygnujemy i z obzarstwa.
Wlasnie to dziwne, ze w religii katolickiej obzarstwo jest grzechem, a jednoczesnie propaguje sie je w kazde swieta?? Cos mi tu jedno zaprzecza drugiemu? albo moze ja czegos nie rozumiem.
Ale nikt mi nie powie, ze jesli sie tylko sprobuje kazda z tych 12 potraw to juz przy 5-7 czlowiek nie jest przejedzony, a przy 10 obzarty.
Tak samo jak ksiadz we wloskim kosciele w okolicy przestal odprawianie Pasterki, bo nie bylo chetnych i to mu sie wyraznie nieoplacalo, tak samo ja moge zrezygnowac z tradycji obzarstwa.
Dokladnie tak samo, jak w tym roku zrezygnowalam z choinki i zastapilam ja stroikami, ktore jak przyjdzie czas wyrzuce jednym ruchem do kosza.
Dokladnie tak samo jak kiedys juz zapowiedzialam, ze nie potrzebujemy prezentow w sensie "kazdy dla kazdego", bo niby to fajnie miec tyle roznych paczek pod choinka, ale tak naprawde to komu jest to potrzebne?
Dokladnie tak samo jak nie ulegam presji zwariowanego kupowania, tak samo moge zrezygnowac z obzerania sie ponad wytrzymalosc wlasnego zoladka.
Gdyby nie fakt, ze moja praca nie pozwala mi na urlop w okresie swiatecznym, to najlepszym rozwiazaniem byloby gdzies wyjechac i miec to wszystko z glowy.
Jak jeszcze pomysle, ze gdybym na Wigilie robila pierogi i kapuste, to jestem przekonana, ze wyladowalibysmy w szpitalu. Nie wiem, moze kolacja wigilijna w innych domach trwa 12 godzin, moze w miedzyczasie pomiedzy konkretnymi daniami ludziska wskakuja na bieznie, albo robia spacer z psem dookola osiedla, moze te pierogi sa wykrawane kieliszkiem, moze te sledziki maja wymiary kesa 0.5x0.5 cm. Moje byly wieksze, ale tez nie mialam 12 potraw tylko 9 ale mielismy dosc, nawet deseru nikt nie chcial, a do kawy kazdy z grzecznosci tylko sprobowal po pol kawalka piernika.
Od dnia Wigilii mam jakis uraz do wchodzenia do kuchni, nie moge patrzec, nie moge myslec i tak naprawde to swieta zamiast zblizyc mnie rodzinnie to rozwalily mi cale zycie rodzinne.
Na szczescie to swietowanie trwa u nas tylko w Wigilie i Boze Narodzenie, a 26 grudnia jest normalnym dniem pracy. Wspanialy poszedl wiec w piatek do pracy, a ja snulam sie sama po mieszkaniu i nic zupelnie nic mi sie nie chcialo, bo czulam sie spuchnieta, jakas rozwalona psychicznie i oglonie nie do zycia.
Przez caly weekend jedlismy na zasadzie "co kto chce i kiedy chce" czyli kazde z nas na wlasna reke, bo nie moge patrzec na stol, na talerze, na obrusy...na zarcie.
Dobrze ze pogoda dopisala, wiec poszlismy do parku na spacer, bo inaczej to moglabym sobie w leb strzelic.
Na Sylwestra mamy zaproszenie do znajomych, ale naprawde nie wiem czy pojedziemy, bo mnie sie po prostu nic nie chce. Swieta wprowadzily mnie w depresje i tyle...

Stardust poswiatecznie zdruzgotana

11 comments:

  1. moj zamrazalnik tez wypchany po brzegi a najgorsze jest to ze robilam tylko to co konieczne bo chorowałam do samych swiat wiec nawet sobie nie wyobrazam co by bylo gdybym zrobila to wszystko co zamierzalam jestem ogolnie przejedzona i nic mi sie nie chce wuiec i nastroj podobny do twojego ;-(

    ReplyDelete
  2. i u mnie skonczylo sie podobnym nastrojem choc w same Swieto bylo mi blogo.

    Swieta za rok beda o polowe lzejsze

    ReplyDelete
  3. I ja też pękam... Jeszcze na krzywdę samej sobie zrobiłam dziś lazanię...
    Od stycznia na dietę... Bo w spodnie się nie mieszczę! :)

    ReplyDelete
  4. Dzizas a ja znowu wyskoczę jak diabeł z pudełka: u mnie nic nie zostało. Zamrażalnik mam pusty :-)
    Jadła zrobiliśmy ilości minimalne, trochę zostało na BN. Było 12 potraw jak nic.
    Ciasto zostało, ale bogom dzięki byli goście i je zjedli.
    Zrzucilam kilogram ostatnio :-))

    ReplyDelete
  5. U mnie jak u Szecherezady. Tak podzielilismy to, co zostalo, na 5 rodzin, ze w sobote lecialam do marketu po zakupy. W domu zero mieska, zero ziemniaka itp. Nie objadlam sie, bo gdy sie osobiscie przy garach stoi, to potem nie wchodzi po prostu! Zapachami sie czlek naje.

    ReplyDelete
  6. Sze to sie ciesz, bo Ty mialas gosci i to wszystko zmienia. Nas bylo 4 osoby w Wigilie to przeciez mozna cholery dostac, ile moga zjesc 4 osoby? Zazdroszcze Ci i pustej lodowki i tego zrzuconego kilograma:)) Co prawda ja dzis wskoczylam na wage i jest bez zmian od czasu sprzed swiat, ale to nie zmienia faktu, ze czuje sie fatalnie.

    ReplyDelete
  7. Zgago 5 (slownie piec) rodzin!!!!! A skada ja mialabym wziac tyle ludzi???? Po latach swiat spedzanych w minimalnym gronie, to nawet nie wiem czy chcialabym tyle ludzi? i jeszcze pewnie dziecka?? z radosnym halasem...juz sie do tego nie nadaje.

    ReplyDelete
  8. May-li witaj:) ja mam jakis dol poswiateczny na co juz chyba nic nie pomoze tylko czas;)

    ReplyDelete
  9. dzięki temu, że święta spędzam daleko od domu, to zamrażalnik pusty :)
    ale to próbowanie 12 potraw czuje do tej pory :) teraz zielona herbata i nastepne wieksze żarcie w sylwestra.

    ReplyDelete
  10. No bo najbardziej żarte są ludzie tak do czterdziestki.A potem już nie mogą tyle wpierdzxielić.Trzeba się z tym pogodzić, niestety.

    ReplyDelete
  11. Wiesz co Lorenza? Ty bedziesz moim guru na 2009, bo jak obserwuje to bardzo mi sie podoba Twoje podejscie do zycia. Duzo rzeczy juz sie nauczylam, ale jeszcze sobie musze pare od Ciebie odgapic:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...