Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, December 7, 2008

Swiateczny amok

Zastanawia mnie co jest takiego w swietach, czy tez moze tradycji, czy wreszcie w kobietach, ze koniecznie musza sie tak narobic w tym czasie? Sama nie jestem zupelnie bez grzechu wiec prosze mi nie zarzucac, ze uprawiam krytykanctwo. Tez lubie jak na swiatecznym stole pojawiaja sie potrawy, ktorych nie je sie na codzien i jak sa tak odswietnie dopracowane, ale to co widze na stronach gotowania przechodzi moje wyobrazenie. Na zaprzyjaznionym WZ juz od 3 tygodni zaczelo sie pierniczenie, tez to zrobilam, bo piernik 4 tygodniowy nie ma rownych sobie i tak naprawde to nie wymaga az tyle roboty, bo przeciez wystarczy zrobc ciasto, odstawic na 3 do 4 tygodni, potem upiec i znow go odlozyc do zmiekniecia, potem tylko ewentualnie przelozyc jakimis mazidlami czy tez polac polewa. Taka robota na raty nawet mi pasi.
Ale tam kobitki oprocz normalnego piernika robia jeszcze pierniczki, male, lukrowane, w roznych ksztaltach i robia je naprawde sliczne i co wazniejsze w masowych ilosciach.
Oprocz pierniczenia jest tez produkcja masowa pierogow. Normalnie WZ na czas przedswiateczny zamienilo sie w wielka wytwornie pierogow, jak czytam, ze x czy y ulepila setki pierogow i uszek to mi sie w glowie kreci.
Pomyslalby ktos, ze nic wiecej nie jedza w swieta tylko te pierogi.. Absolutnie NIE, bo w kolejnym watku sa wyliczane dania wigilijne i swiateczne i oprocz pierogow sa tam ryby, grzyby, kapusty pod roznymi postaciami. I tak sie zastanawiam, czy ze mna jest cos powaznie nie tak.
OK wiem ja nie mam duzej rodziny i nawet jak sie wszyscy zejdziemy to jest nas 10 osob, jak zaprosimy kogos spoza kregu rodzinnego to w porywach moze byc 15. Ale ile te 15 osob mogloby zjesc??
Na Thanksgiving mialam indyka ok. 6kg ciut mniej, ciut wiecej, nie pamietam i z tego w 3 osoby mielismy obiad na 3 dni czyli 9 dan obiadowych, oczywiscie biorac pod uwage samo mieso, a przeciez wiadomo, ze ptok mial kosci. Kosci zawsze wykorzystuje do gotowania wywarow, ktore potem sa baza do zup, wczoraj ugotowalam pierwsza partie, nastepna lezy jeszcze w zamrazalniku i czeka na swoja kolejke. Na deser tamtego dnia zrobilam pudding i jablka pieczone, ktorych nikt nawet nie ruszyl.
Pamietam moje pierwsze swieta Bozego Narodzenia ze Wspanialym, tez sie dorwalam do pichcenia, bo jak mowilam wyzej, mnie to uposledzenie tez dotyczy. Zrobilam rybe po grecku, pulpety z ryby w sosie tatarskim, byl bodajze losos na parze, barszczyk z uszkami i oczywiscie zostalo tego wigilijnego jedzenia od cholery i ciut ciut. Potomek w kuchni wysyczal przez zeby:
-- Mamo Wspanialy mowi ze wszystko Mu tak smakowalo, to zapakuj Mu to zarcie i niech zabiera do domu, bo ja tego nie chce jesc do Nowego Roku.
I tak tez zrobilam, a teraz przez te lata, kiedy mieszkamy razem to juz obydwaj na mnie wrzeszcza.
A Wigilia wyglada tak. Zasiadamy o 18tej, tu nie ma zadnych odstepstw, bo tak obiecalam mojemu Ojcu 24 lata temu przed wyjazdem, ze skoro jest 6 godzin roznicy czasu miedzy Nowym Yorkiem a Polska, to ja bede zaczynac kolacje wigilijna o 18 czyli o tej samej porze co w Polsce zaczyna sie Pasterka. Tato lubil chodzic na Pasterke, wiec to mial byc taki moment swiatecznego zjednoczenia miedzy nami.
Religijna nie jestem, ale slowo dane Ojcu zobowiazuje i tak zostalo, nawet mimo faktu, ze tylko jedna taka Wigilie mielismy, bo Ojciec zmarl 4 stycznia, czyli 3.5 miesiaca po moim wyjezdzie z kraju.
O tym pisac nie bede, bo poprostu nie moge. A przynajmniej nie teraz.
Wiec zaczynamy od oplatka przy czym Potomek zawsze mowi Wspanialemu, ze Go po smierci nie wpuszcza do zydowskiego nieba wlasnie za ten oplatek, w tym momencie wiadomo, ze ceremonia wieczerzy zaczyna przebiegac w normie. Jemy barszczyk jesli sa paszteciki, to z francuskiego ciasta (gotowiec) i wystarcza po jednym, jesli uszka to po 3 sztuki. Ostatnio wmowilam Im, ze wszystkich potraw wigilijnych nalezy przynajmniej sprobowac, bo inaczej ma sie przesrane caly nastepny rok. Przesranego sie boja wiec jedza, ale jest caly cyrk z wybieraniem jak najmniejszych kawalkow. Byli bardzo szczesliwi jak jednego roku udalo mi sie kupic rolmopsy miniaturki takie doslownie wielkosci paznokcia u kciuka...O!!! stwierdzili jednoglosnie, to jest dobre!!! po jednym na glowe, sprobowane, czyli tradycji stalo sie za dosc.
I tak po barszczyku i kilku kawalkach sledzia jest oglaszana przerwa w jedzeniu, odchodzi sie od stolu, bo nie moga patrzec. Najciekawsze jest to, ze Wspanialy to generalnie jest niejadek, On z tych co o 17tej przypomina sobie, ze jeszcze nic nie jadl, bo zapomnial. Zawsze zaluje, ze mnie sie nie zdarza "zapomniec" o jedzeniu, no ale ja nie mam takich przypadlosci i to zreszta widac. Ale Potomek ma solidna nadwage i lubi sobie pozrec, dziwne, ze nie lubi wlasnie w swieta, mowi, ze jak patrzy na to wszystko, to normalnie ma dosc, czyli widok jedzenia w nadmiernych ilosciach powoduje uczucie przesytu jeszcze przed konsumpcja. Nie wiem, nie bede kwestionowac, faktem jest, ze ten jeden co z samego wygladu moznaby na Niego liczyc, tez odmawia. I tak po ogloszeniu przerwy siadaja przy lawie w drugim koncu sralona i debatuja. Najczesciej debata jest pod tytulem czy mozna juz zaczac otwierac prezenty? Oczywiscie ja nie pozwalam i musza wrocic do stolu. Teraz jedzenie odbywa sie juz na wyscigi z Potomkowym jednym okiem zakotwiczonym pod choinka, Wspanialy tez sie kreci jakby siedzial na rozzarzonych weglach i w nastepne 15 min zalatwiaja reszte potraw. Nigdy nie ma zadnych pierogow ani kapusty z grzybami, ta ostatnia jest zwykle w farszu do uszek (gotowce) lub pasztecikow. Tradycji pierogow nie bylo tez w moim rodzinnym domu, bo Ojciec twierdzil, ze swieta sa po to zeby jesc "swiatecznie", a pierogi to On moze wpierniczac (nie klal) na codzien bo rozumie, ze sie nie przelewa.
Tym sposobem zakonczylismy glowna czesc wieczerzy, co nie znaczy, ze mozna podac ciasta czy tez jakis deser. Generalnie desery nie ciesza sie za duzym powodzeniem, slodycze owszem wszyscy lubimy, ale najchetniej w postaci dobrej gorzkiej czekolady, a ciasto?? jak juz musza to i owszem, ale gdyby nie bylo to pewnie zaden by sie nie upomnial, ja lubie, no ale ja to wszystko lubie.
Teraz juz spokojnie zaczyna sie otwieranie prezentow i tu musze troche uwagi poswiecic Potomkowi.
Choinke zawsze ubieralam wczesnej, zeby uniknac nawalu roboty na ostatnie dni i prezenty tez sie pojawialy na kilka dni przed Wigilia, wtedy Potomek siadal na podlodze podnosil kazdy prezent, wazyl w dloniach, delikatnie przewracal nasluchujac czy cos sie w pudelku rusza, obwachiwal i w ten sposob staral sie odgadnac co tez w danym roku dostanie.
Jestem pewna, ze gdyby temu prawie 2 metrowemu dryblasowi bylo ciagle wygodnie tak siedziec na podlodze to jeszcze teraz robilby to samo. W pewnym momencie zauwazylam, ze w dziwny sposob udaje Mu sie trafnie odgadnac...hmmm... podejrzane. I zorientowalam sie, ze w czasie kiedy ja jestem jeszcze w pracy, a On wraca ze szkoly ma wystarczajaco duzo czasu, zeby delikatnie odkleic tasme, odchylic papier i zobaczyc chociaz kawalek pudelka. W ten sposob robil sobie podgladanie i potem zawijal papier tak jak byl i przyklejal juz nowym kawalkiem tasmy. Wzielam sie na sposob i przez kolejne lata pakowalam prezenty w podwojny papier, albo nawet wkladalam oryginalne pudelko z prezentem w nastepne troche wieksze, ewentualna przestrzen miedzy pudelkami wypelniajac papierem. Skonczylo sie zgadywanie i zostalo skwitowane slowami:
-- Bosze ja myslalem, ze Ty nie masz czasu, a Tobie sie takie cuda chce robic.
Jeszcze teraz bawi mnie robienie Mu tego typu niespodzianek. 2 lata temu wiedzial, ze dostanie zegarek, bo zegarek jest najodopowiedniejszym prezentem dla Potomka, zawsze jakos uda Mu sie zgubic ten, ktory wlasnie dostal w ubieglym roku, wiec jakby sie ktos zastanawial, co kupic Potomkowi, zegarek jest zawsze trafiony. Oprocz zegarka, kupilam Mu skarpety, jakas wode kolonska ale wlasnie te skarpety wcisnelam w pudelko po serwetkach papierowych takich toaletowych. Pudelko bylo tylko odrobine wieksze niz to zawierajace zegarek, natomiast zegarek w oryginalnym pudelku zawinelam w sweter, ktory rowniez byl prezentem i zrobilam z tego miekka paczke.
Oczywiscie Potomek najpierw z ogromnym podnieceniem rzucil sie na to kwadratowe pudelko i zaczal otwierac oczekujac, ze to wlasnie zegarek. Mine mial bezcenna, zreszta uwieczniona na zdjeciu, jak nagle z tego pudelka wyciaga skarpety... juz zniechecony przerzucil sie na otwieranie innych prezentow, pewnie klac pod nosem, ze sam sobie bedzie musial kupic kolejny zegarek. Miekki prezent ze swetrem zostal na koniec, bo On jakos nigdy nie jest zaintereswoany ciuchami. I kolejne zdziwienie, jak nagle przy rozwijaniu swetra cos wypadlo na podloge i to cos okazalo sie zegarkiem.
Oboje lubimy takie zabawy i znow bede musiala pomyslec jak tu sprytnie popakowac tegoroczne prezenty, zeby nie wykombinowal co jest co.
Po otwarciu wszystkich prezentow, co trwa ok. 1 godziny mozna wreszcie podac ciasto, czy tez inny deser z nadzieja, ze cos sprobuja. I wtedy przy koledach mozemy juz siedziec do poznej nocy i gawedzic o wszystkim i o niczym, jak bylismy sami z Potomkiem to najczesciej opowiadalam Mu wtedy rozne historie rodzinne.
Wlasnie nie napisalam nic o koledach, a to przeciez wazne. Piosenek swiatecznych tych amerykanskich moge i slucham juz praktycznie od Thanksgiving, lubie, bo wprowadzaja mnie w nastroj calego swiatecznego sezonu. Natomiast w Wigilie zaczynam koledy i to tez nie ot tak sobie o kazdej porze. Moja Wigilia zaczyna sie od polskich koled, na poczatek leci Mazowsze i koniecznie pierwsze Bog sie Rodzi, jakos w wykonaniu Mazowsza ta koleda jest dla mnie najpiekniejsza i najbardziej wzruszajaca. Teraz mi juz przeszlo, ale przez lata cale jak tylko uslyszalam wstep czyli te dzwony koscielne, to oczywiscie ryczalam i kazda Wigilia zaczynala sie od lez.
Teraz tez mam gule w gardle, ale juz nie rycze, z czego najbardziej cieszy sie Potomek, bo nigdy biedak nie wiedzial co robic z ta placzaca matka i juz na dwa dni przed mowil:
-- Tylko Cie prosze, nie placz, ja juz zrobie wszsytko co chcesz, tylko nie placz.
Czasem nawet robil "wszystko co chcialam" ale o tym bedzie nastepna notka;))
I takie sa te moje swieta, moje wigilie. W duzym stopniu luzackie i radosne, a moze wlasnie takie mialy byc??
Mysle, ze gdybym sie tak strasznie narobila, to nawet nie mialabym sily sie usmiechac przy stole, a ze nadrabiam gotowcami to jest duzo latwiej. No i co wazne nie robie tego na zapas az do marca.
Tak sobie mysle, ze gdybym narobila tego jedzenia wiecej to Wspanialemu zdecydowanie musialabym aplikowac kolacje wigilijna koroplowka.

Stardust przedswiatecznie




22 comments:

  1. Przy kolędach Mazowsza ryczę jak bóbr.Ja bezbożnik i dziecko szatana :-) Chociaż nie wiem jak będzie teraz, już w Domu.
    Kiedyś nie lubiłam świąt, cudowałam z wystrojem choinki, zmiana repertuaru muzycznego (żadne tam klasyczne kolędy). I co?
    Emigracja i wszystko wróciło do ... klasyki. Tylko. Choinka czerwono-złota, karp byc musi, pierogi też, barszcz grzybowy, Mazowsze i Śląsk. I koniec, kropka.
    W tym roku najbliższą rodzinę będę miała u siebie i już strasznie się cieszę. Cztery pokolenia wariatów :-)
    Sze (znowu sie nie zalogowałam)

    ReplyDelete
  2. Z tym amokiem to tez jest tak, że ludzkośc uwielbia jęczeć i robic cierpiętnicze miny. Można sie podeprzeć gotowcem, można nakleic pierogów z usmiechem, można wkoncu ich wcale nie robić. Najważniejsze to samemu sobie krzywdy nie robić :-)
    Sze (teraz tez sie nie zalogowałam)

    ReplyDelete
  3. Sze, masz racje emigracja wiele zmienia, czlowiek jakos inaczej patrzy na pewne sprawy. Kiedys ktos mi przyslal link do wysluchania "koledy dla nieobecnych". Niby to powinna byc wlasnie koleda dla mnie, a jednak wysluchalam i nic.. kompletnie nic. Mazowsze i Slask to jest to, ale w pierwszej kolejnosci Mazowsze. A Bog sie Rodzi!!! nawet Wspanialy wie, ze jak siedzimy pozno w Wigilie i sluchamy juz tak random koled to jak tylko uslyszy te charakterystyczne dzwony koscielne to moje chlopaki zamieraja w milczeniu i daja mi znow sluchac.
    Co do amoku, to ja pamietam jak moja Mama zywcem nie spala po nocach i przygotowywala swieta tylko po to zeby potem padac ze zmeczenia jak juz swieto przyszlo. Wtedy byly inne czasy, kazdy plasterek szynki trzeba bylo naprawde wystac w kolejkach. Ja sobie lubie ulatwiac zycie, no chyba niewiele mam z tej cierpietnicy. A czteropokoleniowych swiat tylko moge Ci pozazdroscic.

    ReplyDelete
  4. Uwielbiam wigilię, u mnie tez czteropokoleniowa;-) mamy malenkie mieszkanko bo 30m2 ale odkad zamieszkalismy razem to wlasnie my organizujemy wigilie spraszamy obie rodziny w tym roku przy max frekwencji bedzie 16 osob uwielbiam takie tłumy w wigilie;-))) kolacje oragnizujemy pozno bo czekamy na tych wszystkich ktorzy zjadaja kolacje jeszcze gdzies indziej w rezultacie jest tak ze wszyscy przychodza najedzeni a my zachowujemy miejsce w zoładku na potrawy wigilijne wiec rzucamy sie po opłatku jako pierwsi do jedzonka, przed opłatkiem czytamy fragment z pisma, po kolacji jest rozpakowywanie prezentow ktore trwa trwa i trwa uwielbiam to zmieszanie wszedzie porozrzucane opakowania i reakcje na prezenty kolędy ciuchutko płyna juz od kolacjia w sumie i wczesniej bo kiedy przygotowuje jedzonko to lubie sie tak nastrajac, acha nie gotuje sama zawsze przed wigilia rozdaje zadania do wykonania, i tak siostra mojego meza zawsze robi grzybowa bo robi ja rewelacyjna moja mama kasze z sosem grzybowym bo tez robi najlepsza moja babcia kapuste z grochem bo nikt nie robi smaczniejszej itd idt ja zawsze musze wykombinowac cos nowego wiec w tym roku bedzie ciasto pomaranczowe z Twojego Marylko blogu o gotowaniu i panierowane grzyby i nie wiem co jeszcze bo ustalanie menu wciaz przede mna oj jak ja uwielbiam wigilię to moje ulubione swieto ;-)

    ReplyDelete
  5. no jakoś tak te gotowce-pierogi czy paszteciki nie przemawiają do mnie.
    Ja nie wiem, ale w tym roku mnie Pierworodna namawiała na gotowe pierogi z "garmażu" pobliskiego - no nie mam przekonania, czuję, że Mama by odkryła prawdę i miała żal.
    Za to barszcz ostatnie lata mam w nosie - kupuję kartony krakusa, zaprawiam wodą od gotowania grzybów do pierogów i ....wszyscy się zachwycają jaki to przesmaczny barszcz udaje mi sie nagotować;)
    Jedyne od czego się wykręciłam to od uszek! Moja Teściowa była specem od uszek, robiła ich setkami i zawsze gadala, że uwielbia to robić - stała od rana wigilijnego prawie 3 godziny.
    Dla własnej wygody karpia robię w piekarniku- bo kto by tam stał i smażył dla każdego conajmniej jedno dzwonko?
    Śledzie robię na 2-3 dni wcześniej - ale też poszłam na latwiznę - kupuję matyjasy w zalewie i tylko doprawiam cebulką.
    Nie mam zwyczaju robić jakichś kapust z grochem czy innych podobnych postnych, więc gotuję kilka dni wcześniej "prawdziwy" bidżis - taki z miechem i pomarańczą. No ale to na poźniej, po Pasterce. To samo z pieczenią - w tym roku chcę zrobić taki farsz wg Ciebie Stardust - wydaje mi się, że będzie wszystkim podchodził.
    Te kości mnie zaintrygowały!
    Od indyka co piszesz, że gotujesz na nich zupy...
    Możesz bliżej? Bo ja to wywalałam wczesniej.
    Jestem w szoku.

    ReplyDelete
  6. U nas też ściemy nie ma, żadnych gotowców ;-) Ale chodziło mi o to, że taka mozliwość istnieje. Że nie trzeba się mordowac.
    A pierogi to moja specjalność. Od pokoleń pieczemy je w piekarniku, żadnego gotowania. Barszcz grzybowy jest do popijania pierogów, więc o żadnych uszkach nie ma mowy :-)
    Sz

    ReplyDelete
  7. u nas nie ma gotowców..poza makiem w puszce,ale jednej firmy tylko i doprawiony po mojemu:)
    pierogi robi mama,zupy razem,sałatki,śledzie też,sos tatarski Brat mój koffany,Mąż bigosy,mięsa,ja jestem od ciast...drożdżowych i pierników,makowce i tzw zawijaniec(farsz czekoladowy-kakao,gęsta śmietana i moc bakalii)robię wedle przepisu mojej Babci..pierniczki z Dziewczynami,razem zdobimy.ale od lat rozkładamy robotę tak,aby nie padać na pysk w wigilię.
    Mazowsze i Bóg się rodzi od lat doprowadza mnie do łez.mistrzostwo świata.
    tak samo jak "Gwiazdy śpiewają kolędy"(Banaszak,Wodecki,Geppert i paru innych)gdzie szczególnie Oj Maluśki Banaszak wymiata.

    ReplyDelete
  8. Flavvi--Jak widzialas mojego indyka juz porcjowane mieso na talerzu to piersi i nogi a cala reszta zostaje i przeciez nie ogryzamy tych kosci. Dlatego caly kadlub tylko ciachniety tasakiem na dwie czesci leci jako jedna porcja. I cala reszta czyli skrzydla i kosci z nog leci jako druga porcja. Na jeden raz nie mam takiego wielkiego gara;)) wiec gotuje te wywary na dwa razy. Po prostu pierdut gnaty do gara i wszystkie warzywa jak do rosolu i po kilku godzinach lekkiego perkotania masz gotowy wywar drobiowo-jarzynowy. Potem odcedzam to i zamrazam w pojemnikach, taki pojemnik "rosolku" jest swietna baza do zupy np. pomidorowej. Zamrazam tez ten wywar w pojemnikach na kostki lodu i potem wrzucam kostki luzem do ziplocka i mam jako dodatek do sosow. Zamiast dolewac kranowy jak robie sos czy gulasz to wrzucam zamrozone kostki wywaru i smak jest jakis z tego. Takie kostki uzywam do wszelakich sosow na bazie wolowego czy wieprzowego, sos koperkowy, czy chrzanowy jest na tym pyszny. No kurde jakos nie lubie marnowac. A na tych gnatach zostaje duzo miesa przeciez wiec tez po ugotowaniu wywaru obieram i dodaje np. do salatek albo robie farsz na krokiety, bo do lepienia pierogow sie jednak nie pisze;)

    ReplyDelete
  9. Lo matulu ale ja z tych gotowcow mam tylko ciasto na paszteciki, bo jest pyszne francuskie i juz wyciete w ksztalcie takiego kubeczka z berecikiem jako pokrywka. Nadzienie robie sama, bo to bzdet, napelniam i do piekarnika, po zawodach. Barszcz kupuje gotowy w wyprobowanej restauracji i tylko sama doprawiam. No i uszka sa gotowe. A przeciez to nie cala Wigilia ;))) wiec jednak troche robie;)))

    ReplyDelete
  10. bakalland kupuję.inny mi jakoś nie podszedł...

    ReplyDelete
  11. No różne przeżyłam świta. Z macą zamiast oplatka, ze źbłami żubrówki zamiast siana pod obrusem (jesteśmy ateistyczną rodziną), z gumowym nietoperzem na chujence, bo Pekazet wyrzucił bombki, jako że przecież Boże Narodzenie już było i bombki straciły ważność. Młodzież Wszechdomowa jest w wieku, kiedy rodzinne zejścia się neguje, ale ja to puszczam nad głową. Bo o ile kiedyś święta nie obeszły się bez straszliwej awantury i stresu, o tyle teraz zrobiło się normalnie. Puszczam nad głową i gowno mnie obchodą jej stresy i negacje, bo jest za młoda, żeby docenić, że nie o te święta tu chodzi, tylko o to, że jesteśmy razem, że trzymamy się razem, że możemy liczyć na siebie i że kurwa wszyscy żyjemy.
    Natomiast dybym była z nią sama, to byśmy pewnie adły rybki z puszki w ten wieczór. Nie chciałoby mi się.

    ReplyDelete
  12. Kocham wigilijne pichcenie, byle rozłozone w czasie. I tak robie. W przeddzien chyba tylko makowce z tym samym gotowcem, co Mijka.

    A oczy mokre to mam juz na pare dni przed. Dzis sie uryczalam nad jakims swiatecznym filmem familijnym z Jamesem Caanem. W Wigilie to srednio co godzina sie pochlipuje. A jak juz mamcia wyglosi slynne: - Kochani, moze to juz po raz ostatni spotykamy sie w tym gronie....''! To i tatko, stary twardziel nosem pociagnie, i corcia, i ja rzecz jasna, a i chlopaki cus podejrzanie mrugaja i oczeta do nieba wznosza...

    Pomysl ze zmylkowym pakowaniem - bezcenny! Juz mam wizje, jak ich wszystkich w tym roku wyroluje!

    ReplyDelete
  13. Lorenza, to mialas urozmaicenie z tymi swietami i to mi sie podoba, bo ja jakos nie moge co roku tego samego. Tak samo w Thanksgiving ludzie maja stale menu, ja nie moge bo mnie nudzi. Musi byc cos innego i cos inaczej zwlaszcza na stole. Nienawidze gotowac ciagle tego samego, wiem wiem, to niby raz na rok, ale jak dla mnie to za duzo ;))

    ReplyDelete
  14. Ach i jeszcze zapomnialam dopisac, ze wlasnie w swieta to dla mnie jest najwazniejsze ze jestesmy razem, ze zdrowi a nie czy zyrandol umyty. Jest myty dwa razy do roku i jak mu sie przytrafi przed swietami to jego szczescie;)

    ReplyDelete
  15. A ja (nieslubne dziecko Karola Marksa i Julii Kristewy) donosze, ze nasadzilam sie jakos na ulepianie, ukleilam z parest w tym wielkim amoku nad bezmysmyslnym postoiskiem jakim moze byc stolnica.No i co, no i nic, te moje ulepianki niestety nie chca nikomu skojarzyc sie z zadna zaduma, co najwyzej ze spocona matka -megiera!
    Dziekuje, racje przyznaje Mlodziezy Wszechobecnej, nigdy, przenigdy nie wpadne w temacik (chocbyscie sie powyginali w kolanach - moi domownicy).
    Potrzeba widac mi bylo paruset pierogow, zeby poczuc sie wolnym czlowiekiem, a i moi tez juz z tymi pierogami niespecjalnie (bo dawniej byly obstalowane).
    Od dzisiaj swiadomosc pierogowa.
    Viva!

    ReplyDelete
  16. a jakie tam nieslubne, znowu cos sie zawirowalo w literkach, to ja kokliko

    ReplyDelete
  17. Kokliko--ja tam na wszelki wypadek tego "nieslubnego" nie chcialam kwestionowac, no wiesz "delikatna" sprawa, ale chcialam sie przyczepic do tego Krola Marksa:))

    ReplyDelete
  18. Jaki amok??????
    Moze moge tak lekko sobie gadac, jako, ze zwykle wigilie mamy podwojna - u moich rodzicow i u tesciow, zatem specjalnie sie przygotowywac nie musimy (pasozyty jedne).
    Co do moich preferencji kulinarnych to wszystkie pozycje wigilijne moglyby sie skladac z jednej pozycji - a mianowicie z pierogow z kapusta i grzybami - cala reszta jest jak dla mnie malo istotnym dodatkiem.
    Wkurza mnie, ze na naszych wigiliach obecny jest niestety TELEWIZOR wac mac - i moi rodzice i tesciowie nie potrafia sie od tego ustrojstwa uwolnic a ja wychodze na czarna rodzinna owce z domagajac sie bezskutecznie wylaczenia.
    Urokliwosc rozpakopwywania prezentow jest takze bardzo istotnym elementem tego wieczoru.
    I musza grac klasyczne koledy - grac, bo jakos tradycji spiewania nie ma

    ReplyDelete
  19. U mnie z roku na rok coraz mniejszy amok.Nie ma szorowania okien i wszystkich kątów w domu, więc nie jestem zmęczona. Prezenty kupowane na początku grudnia. A wigilia ostatnimi laty u mnie w domu i sama przygotowywuję na 11 osób, z tym że trójka przychodzi juz po jednej kolacji. Repertuar co roku ten sam. Gotówców nie mam. Co jest możliwe to zrobione szybciej. W wigilię lepię uszka około 150 z pomocą domowników. Okropnie uwielbiają i podjadaja przez całe święta. A smażę je na oleju, więc muszą być na świeżo, no i usmażenie karpia w sporej ilości bo uwielbia cała rodzina. Pozostałe święta jedno zawsze u rodziców, jedno u teściowej. Trochę dań na pozostałe dni również, bo często znajomi przychodzą. I ciasta, bo jesteśmy ciostolubni, oprócz kolegi małżonka, a jemu w tym roku wigilia trafia się w pracy, będzie strażakował.

    ReplyDelete
  20. Mariniku-- jak Cie kiedys (oczywiscie z zona) rzuci na te strone kaluzy, to bedziesz uwielbial moj dom, bo u nas telewizor jest tylko w sypialni. I zreszta sporadycznie wlaczony, nie ma gapienia sie w tv jak ktos przychodzi. Zreszta kto wie moze nawet notke na ten temat zmontuje:)

    ReplyDelete
  21. Elo-- u nas tez nie ma przewracania chalupy do gory nogami, ot czlowiek stara sie nie zarosnac brudem na codzien a nie tylko od swieta;) Przykro, ze meza-strazaka nie bedzie, ale daj Mu od nas buziaka i przekaz swiateczne zyczenia:)) Taka Jego praca, a chlopisko dobre jest z kosciami, to widac:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...