Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, January 6, 2009

Biurwokracja

Po slubie nadeszla wielkopomna chwila zmiany nazwiska. Nie wiem jak taki proces wyglada w Polsce w obecnych czasach, wiem, ze wstret do urzedow mialam chyba raczej wrodzony, bo pamietam, ze jak 25 lat temu przyszlo mi wymienic dowod na paszport (tak bylo w tamtych czasach) to przypierniczyli mi kare w wysokosci 5000zl za poslugiwanie sie niewaznym dowodem, ktory bylo nie bylo byl w owczesnych czasach najwazniejszym i obowiazujacym dokumentem tozsamosci. A moj dokument wciaz opiewal, ze jestem 18 letnia (foto) panienka i tylko na ostatnich stronach bylo troche tloczno od pieczatek informujacych o obecnym jak i bylych stanach cywilnych, nazwiskach i urodzonym 8 lat wczesniej dziecku.
No nie lubilam i nie lubie urzedow, ten typ tak ma.
Tak tez tym razem, po ostatnim malzenstwie jak juz postanowilam to nazwisko zmienic to sie zaparlam i postanowilam rowniez wymienic podstawowe dokumenty, a tym razem bylo ich juz troche. Jednym z najwazniejszych dokumentow w Stanach jest tzw. Social Security (zwany dalej SS) jest to malutki swistek upowazniajacy do kilku swiadczen a przede wszystkim do pracy i jest nadawany zarowno obywatelom jak i legalnym mieszkancom, w sumie jest to niewiele wiecej jak numerek nadany osobie raz i po wsze czasy.
Wydedukowalam sobie, ze caly proces zmiany nazwiska i roznych dokumentow nalezy zaczac od zmiany SS.
Ale na samo wspomnienie urzedu SS, w ktorym to spedzilam caly dzien 20 lat wczesniej, jak sie zglosilam po raz pierwszy jako jeszcze legalny mieszkaniec, normalnie robilo mi sie slabo.
Wpadlam na genialny pomysl, ze przeciez mam klientke, ktora pracuje w jednej z miejskich placowek SS wiec moze Ona cos wymysli, zeby to jakos sprawnie zalatwic. Jak pomyslalam tak zadzwonilam do Jay do pracy.
-- Nie ma sprawy, jak przyjde do Ciebie w przyszlym tygodniu to przyprowadze moja pracownice i Ona w czasie kiedy my bedziemy robic czyszczenie twarzy wypelni wszystkie dokumenty. Tylko teraz podaj mi numer tego Twojego SS to Ci powiem jakie dokumenty musisz przyniesc zeby Eveline mogla to wszystko zalatwic.
-- Jay poczekaj, zanim Ci podam ten numer to musze Ci wyjasnic...
-- Nic mi nie wyjasniaj, dawaj ten numer ja sobie wrzuce na komputer i bede wszystko wiedziala
-- OK masz!! xxx xx xxxx ....
Chwilowa cisza oznaczala, ze Jay czeka az moje dane pojawia sie na monitorze komputera, ale za to w momencie kiedy sie pojawily, myslalam, ze mi ucho urwie tak wrzasnela:
-- Kurwa!! co Ty mi podalas?? kto to wogole jest??
-- No przeciez chcialam wyjasnic, ze mam uraz do urzedow i to co tam widzisz nie ma juz nic wspolnego z nazwiskiem jakiego uzywam teraz i pod jakim Ty mnie znasz.
-- Ja pierdoleeeee no faktycznie masz uraz, nawet sie tego moglam spodziewac, ale zeby az tak!!!
-- W tym ukladzie musisz przyniesc wszystkie dokumenty od aktu urodzenia poczawszy, tak aby mozna bylo ustalic ciaglosc wydarzen i zwiazanych z nimi zmiany nazwisk. - dodala na zakonczenie rozmowy.
Przynioslam, biedna Eveline siedziala nad tymi papierzyskami cala godzine, ale jakos Jej sie udalo przedrzec przez historie mojego zycia. Nastepnego dnia tylko zadzwonili do mnie z urzedu SS dla potwierdzenia wszystkich danych, bo skoro nie bylo sladu mojej obecnosci w biurze, to ponoc jest taka procedura. Mnie tam bylo wszystko jedno. Wazne, ze w ciagu nastepnego tygodnia dostalam upragniony swistek poczta!!!
Teraz moglam zaczac dzialac dalej, bo nazwisko jest juz ustalone i majac wazne SS jest latwiej zmieniac wszystkie inne dokumenty no to sobie wymyslilam, ze nastepnym bedzie prawo jazdy, ale tu juz nie ma przepros trzeba bylo zaniesc dupe do urzedu.
Dobrze sie skladalo, ze Potomek tez musial zmienic swoje, bo wygasala waznosc, wiec umowilismy sie, ze pojdziemy tam razem. Te urzedy od spraw motoryzacyjnych sa zawsze najwieksza zmora, bo tam zawsze tlok niesamowity. Ale jakies 10 lat temu otworzyli nowe takie expresowe biuro na Manhattanie, wiec tam postanowilismy sie wybrac. Wieczorem jeszcze skompletowalam wszystkie potrzebne dokumenty pod bacznym okiem Wspanialego, bo tam sie znow liczy te dokumenty na punkty. No taki durny system, ze np. paszport to 5 punktow, akt urodzenia to 4 itd, itp i musi czlowiek przyniesc tych papierow na odpowiednia ilosc punktow zeby w ogole z nim gadali.
Z rana spotkalam sie z Potomkiem i uzbrojeni w papierzyska pojechalismy na Manhattan. W urzedzie ja w jedna kolejke bo zmieniam nazwisko i adres, Potomek w inna bo On tylko odnawia dokument. Oczywscie moja kolejka dluzsza, bo mnie sie chyba tak z urodzenia nalezy. Potomek zalatwil swoja sprawe w trymiga, a ja stoje, On na mnie czeka. Nareszcie przyszla moja kolej. Kurwa, ledwie wcisnelam te moje papiery pod szybe, a pierdolona biurwa mowi:
-- Masz za malo punktow, nastepny!
I juz nastepny czlowiek z kolejki rozklada swoje papiery. Wkurwa dostalam giganta, zlapalam te moje papiery zanim sie zdarzyly wymieszac z papierami nastepnego i odchodze, Potomek pyta co sie stalo.
-- Nic sie nie stalo...ta pizda powiedziala, ze mam za malo punktow!!! - wrzasnelam.
-- Mamo, nie denerwuj sie, masz wystarczajaco punktow i idz do niej jeszcze raz..
-- Pierdole, wychodzimy!! Jak ja tam pojde jeszcze raz, to do domu wroce za 6 miesiecy przez wiezienie za obraze pracownika urzedu panstwowego. Ja musze zapalic.
Jeszcze dobrze nie wyszlismy z windy jak Potomek juz mi chcial papierosa przypalic, On wie, ze jak mam wkurwa to "ratuj sie kto moze".
Juz na ulicy sztachnelam sie zdrowo, raz i drugi. Wyciagnelam telefon i zadzwonilam do Wspanialego.
-- Halo - zabrzmial znajomo spokojnie glos Wspanialego.
-- Kurwa!!! Powiedz mi jak sie Tobie udalo w tym pierdolonym kraju zyc tak dlugo??
-- Ale co sie stalo??
-- No ta kurwa w okienku mi wlasnie powiedziala, ze mam za malo punktow i to jeszcze zanim laskawie zobaczyla moje papiery!!!!
-- Ale Ty masz nawet 5 punktow wiecej niz powinnas, przeciez masz prawo jazdy, ktore samo w sobie liczy sie za 5 punktow.
-- Potomek mowil, zebym do niej wrocila...- zaczelam
-- Nie, nie!! nie wracaj, to bez sensu. Wiesz mnie jest bardzo przykro, ze cos takiego Cie spotkalo, ja Cie bardzo przepraszam ...
I to jest wlasnie caly moj Wspanialy, On mnie przeprasza, ze jakas kurwa w Jego kraju mnie zle potraktowala!!!! Ja dzwonie wsciekla do bialosci, wydzieram morde na Niego, bo na kogos musze wydrzec, a moj kochany maz mnie przeprasza, bo ja mialam przykre doswiadczenie. Mozecie sobie teraz wyobrazic jak ciezko jest sie poklocic z takim czlowiekiem.
-- Posluchaj wroc do domu, uspokoj sie, zrelaksuj, wieczorem pojdziemy na obiad. A w nastepny poniedzialek wezme sobie dzien wolny, bo przeciez ja tez musze zmienic prawo jazdy na nowy adres i pojdziemy tam razem. Tylko prosze nie denerwuj sie.
-- Dobrze, to za tydzien pojdziemy razem.
Tydzien pozniej pojechalismy oboje. I znow to samo, ja w inna (dluzsza) kolejke, bo zmieniam nazwisko i adres, a Wspanialy w inna (krotsza) bo zmienia tylko adres.
Jak poprzednio On juz zalatwil, ja czekam. Podchodze do okienka, tym razem jest facet. Przeglada papier za papierem, w koncu wzial do reki nasz akt malzenstwa popatrzyl z bliska, z daleka na odleglosc wyciagnietej reki i mowi:
-- Musisz isc do glownego manadzera..
-- To znaczy, gdzie jest ten glowny manadzer??
-- Ja Ci dam numerek i czekaj az zostanie Twoj numer wywolany na tablicy.
Juz mi zaczynalo przedwczorajsze sniadanie chodzic po systemie pokarmowym, ale postanowilam sobie, ze tym razem nie dam sie wyprowadzic z rownowagi. Usiedlismy ze Wspanialym wygodnie i czekamy.
-- Ale czy on Ci powiedzial, dlaczego masz isc do tego glownego?
-- Nie, nie powiedzial i tak naprawde, to nie jestem ciekawa, to sie pewnie wyjasni przy tym glownym... wiem tylko, ze sie dziwnie przygladal naszemu aktowi malzenstwa?
Siedzimy, czekamy, Wspanialy zadowolony, ze Jemu tak szybko poszlo, ale ja nagle patrze na ten jego dokument zastepczy, ktory dostal do czasu kiedy wlasciwe prawo przyjdzie poczta i mowie:
-- Ty, przeciez ta dziumdzia, wcale nie zmienila Ci adresu..
-- Jak to??!!
-- No, tak to!! Popatrz na dokumencie tymczasowym masz ciagle stary adres. Zmienila Ci adres ze starego na stary!!!
-- O kurwa !!! - wrzasnal i polecial spowrotem do okienka, od ktorego odszedl 20 min temu. Nie poszlam z Nim bo i po co? Ja wiem, ze On jest nieslychanie spokojnym czlowiekiem, wiec pewnie spokojnie zwrocil jej uwage. A ja sie przeciez postanowilam nie dac sprowokowac.
Ledwie wrocil i za chwile wyswietlil sie moj numerek w kolejce do glownego.
Poszlismy oboje. Glowny grzecznie powiedzial "dzien dobry" i zapytal dlaczego mnie do niego przyslali.
-- Nie wiem, ja nie kwestionuje polecen urzednikow federalnych - odpowiedzialam rownie grzecznie.
Glowny zabral sie do przegladania moich dokumentow, oglada, oglada. Wzial do reki akt malzenstwa i znow to samo, co jego poprzednik zaczyna obracac tym papierem i sie przygladac, po chwili mowi:
-- Braliscie slub w Nevadzie?
-- Tak... a czy to cos zlego?? Przeciez ostatnio jak sprawdzalam to Nevada byla ciagle stanem USA...
Cisza, wiec ja jade dalej:
-- Czy chcesz mi powiedziec, ze mamy teraz wziac slub po raz drugi w Nowym Yorku?? czy moze bedzie latwiej jak pojade do Nevady i tam zrobie prawo jazdy, a potem tylko tutaj wymienie na nowojorskie??
Spojrzal na mnie glupawym wzrokiem, podpisal papiery i tym razem juz bez zadnej kolejki odeslal mnie spowrotem do faceta, ktory mnie tu przyslal. Wspanialy caly czas stal spokojnie, a w zasadzie to sie za mna schowal pewnie w obawie, ze narobie jakiejs jatki.
Jak juz mialam prawo jazdy, to wyslalam dokumenty na nowy paszport i jeszcze pozostalo mi zmienic dane w banku. To juz powinno pojsc latwo... i poszlo przynajmniej z paszportem, ktory dostalam doslownie w ciagu 4 dni od wyslania papierow. Sama nie moglam uwierzyc, ze to mozliwe, bo informacja mowi, ze moze to trwac do 6 tygodni. Ale za to w banku mialam znow piekna jazde.
Poszlam i mowie, ze chce zmienic dane. Kobitka dala mi jakas aplikacje do wypelnienia, zrobila kopie dokumentow, na moje stwierdzenie, ze mam 4 rozne konta w tym banku odpowiedziala, ze na podstawie tej jednej aplikacji wszystko zostanie zmienione "odgornie".
-- Jak dlugo to potrwa?
-- Do 72 godzin.
Oczywiscie po 72 godzinach na moja interwencje, ze nic nie zostalo zmienione zostalam poinformowana, juz przez inna kobitke, ze poniewaz mam 4 rozne konta, to musze te aplikacje wypelnic w 4 roznych egzemplarzach. Przelknelam, wypelnilam.
-- Kiedy moge sie spodziewac, ze dane beda zaktualizowane?
-- W ciagu 72 godzin.
Faktycznie w ciagu 72 godzin dostaje wszystkie dokumenty z wlasciwym nazwiskiem z wyjatkiem jednej karty bankowej do mojego konta czekowego. W ktorej jest pomylka w nazwisku.
I teraz zakladajac, ze moje nazwisko brzmi Kowalska-Smith, czyli przed malzenstwem w tym samym banku wystepowalam pod nazwiskiem Kowalska. Proste dodac do tego kreske i Smith, ktory jest bardzo znanym w Stanach nazwiskiem.
Niestety na otrzymanej karcie bankowej widnieje Kowaloriska-Smith!!!!!
Nastepnego rana dzwonie do banku i umawiam wizyte na konkretna godzine i z zaznaczeniem, ze tym razem chce rozmawiac z kims kto umie odrozniac litery!!!
Po pracy przyszlam do banku gdzie czekal na mnie bankier o nazwisku Jones.
-- Manadzer oddzialu mowila mi, ze jest jakis problem z Twoja karta... w czym moge pomoc?
-- Posluchaj ja wiem, ze to nie Twoja osobiscie wina, ale ja mam juz dosc. Ja nawet nie oczekuje, zeby ktos kto nanosi te dane personalne do glownego rejestru umial czytac czy nie daj Bog pisac, ale moze ten ktos pofatygowalby sie o prawidlowe przerysowanie nazwiska. A tym bardziej tej czesci nazwiska, ktorej uzywalam tu przez ostatnich 7 lat.
-- Tak, tak rozumiem Twoje zdenerwowanie i bardzo prosze daj mi te karte zaraz to poprawimy...
-- Zaraz... to rozumiem teraz zaraz...tu natychmiast i wyjde stad z nowa karta z wlasciwym nazwiskiem ... - postanowilam sie upewnic.
-- Alez oczywiscie to tylko potrwa nie dluzej niz 5 min.
I w ciagu 5 min dostalam nowa karte z prawidlowym Kowalska-Smith, a 2 dni pozniej list przepraszajacy z banku i w prezencie 4 darmowe ksiazeczki czekowe. No nie powiem troche mnie udobruchali, tym bardziej, ze ksiazeczki czekowe przyszly z moim ulubionym wzorem, ktory kosztuje dodatkowo drozej.
Tego dnia powiedzialam do Wspanialego:
-- Skarbie jesli jeszcze cos mi kiedys odbije i z jakiegos powodu bede znow wychodzic zamaz to moj nastepny maz niestety bedzie musial przyjac Twoje nazwisko, bo ja juz wiecej nic w tym kraju nie zmieniam.

Stardust Xxxxxxxx-Xxxxxx

18 comments:

  1. Poniewaz temperamentnie i charakterologicznie chyba mamy wiele wspolnego to powiem jedno - do wszelkich urzedow najchetniej wchodzilbym z granatem lub podreczna siekierka.

    ReplyDelete
  2. Niemieccy urzędnicy są chyba podobnie szkoleni, czyli nieważne co tam pisze JA mam rację i najlepiej to spadaj. W dowodzie osobistym mam błąd w drugim imieniu i poprawię to dopiero jak będę bogata, bo tłumaczenie aktu ślubu wykonane przez polskiego tłumacza przysięgłego nie wystarczy - musi być zrobione przez niemca. Na moje uprzejme pytanie czy urzędniczka będzie tak miła i mi je opłaci niestety nie dostałam odpowiedzi.
    Najlepiej czułam się jednak po ślubie - mąż przyjął moje nazwisko a ja nie miałam niczego do zmieniania... Inaczej pewnie siedziałabym w więzieniu :)

    ReplyDelete
  3. Stardust ja chcialam tylko poinformowac ze sie zmienilam z florista na miauke :)

    to tez cos z biurokracja ma wspolnego tylko, ze wlasnorecznie to zmienilam bez uzycia urzednika :)

    ReplyDelete
  4. Mariniku--> Nie masz pojecia jak mi sie mordzisko jazy czytajac ten Twoj komentarz. Pamietam, widzialam probke i powiem szczerze, ze mnie czesto reka swierzbi zeby ten epizod wykorzystac. No a z drugiej strony nas dwoje w akcji...mogloby sie zle skonczyc dobrze, ze nasze wspaniale polowki sa z przeciwnego bieguna;)

    ReplyDelete
  5. Jak swiat dlugi i szeroki, urzednicy tacy sami. Tyle, ze u nas czasem cos za drobna lapoweczke mozna zalatwic, a u Was nie!

    Siostrzenica pare lat temu wygrala stanowy konkurs literacki. W nagrode dostala dwa tygodnie warsztatow teatralnych w Pradze. Ale nie pojechala, bo nie miala waznej wizy pobytowej i nie udalo sie tego przez 3 miesiace nijak zalatwic...

    ReplyDelete
  6. May-li--> No pacz, a ja mam wszystkie tlumaczenia robione 25 lat temu w Polsce na juz od starosci pozolklych papierach i nic nie mowia. Pacza, czytaja i akceptuja - z tym akurat nie mam problemow.
    No prosze to jestes nastepnym przypadkiem, w ktorym maz przyjal nazwisko zony!!! Pieknie!!!

    ReplyDelete
  7. Miauka--> Nie masz pojecia jak sie ciesze, bo ta Florystka, owszem, ale Miauka mi bardziej lezy.
    Eeee, znaczy sie teraz to Ty sie nadajesz juz na urzendnika do zmieniania:))

    ReplyDelete
  8. Zgago--> Za zwyczajem lapoweczek to akurat nie tesknie. Z duma moge powiedziec, ze Potomek skonczyl studia bez skladek na prezenty dla pan nauczycielek. Kwiatek na koniec roku byl jedynie akceptowany. Z drugiej strony, to co ja zrobilam z moim dokumentem SS mozna podciagnac pod...no nie, nie lapowkarstwo, ale "wykorzystywanie znajomosci":))

    ReplyDelete
  9. O kurza twarz!! chyba walnelam byka w odpowiedzi do Marinika, bo przeciez jarzy to powinno byc wlasnie RZ bo od jarania:(( Wstyd, wstyd ale juz nie bede kasowac a zmienic sie nie da:(

    ReplyDelete
  10. a mnie się nasuwa jedno spostrzeżenie - nie wiem, jak innym, ale mnie ciary po plecach latają, jak wyobrażam sobie, że mieszkam w Stanach i wszyscy mi walą na "ty" i ja im też...

    ReplyDelete
  11. Batumi, kwestia przyzwyczajenia to raz. Tak samo jak kiedys w Polsce calowalo sie kobiety po rekach..brrr..nie lubilam i jak tylko moglam to sie wymigiwalam. Chociaz to mnie calowano, ale zawsze gdzies w glebi uwazalam, ze jest to taki sluzalcze i ponizajace dla mezczyzny. No tak mam. Dwa to mowienie na ty wcale nie dodaje ani nie ujmuje szacunku tak samo jak mowienie na pan, pani. Bo co moglabys powiedziec do kogos "a niech pania szlag trafi", albo "niech mnie pan w dupe pocaluje". Moze dlatego, ze po tylu latach, ale to mnie akurat nie razi;) Mam jedna klientke Polke, mlode dziecko ma 24 lata i na poczatku kilka razy mowila do mnie pani, bo Ona niedawno przyjechala, mieszka w polskiej dzielnicy i jakos tak miala zakorzenione. Powiem Ci ze czulam sie bardzo niewygodnie, jakos tak no dziwnie, zeby nie powiedziec jak stara torba;))Natalii zajelo jakies 3 miesiace "cwiczen" i teraz mowi mi na ty i nawet wczoraj powiedziala, ze teraz tez sie czuje z tym lepiej. Ja zreszta generalnie z natury nie lubie sztucznego dystansu miedzy ludzmi.

    ReplyDelete
  12. No i jeszcze tak mi sie przypomnialo, ze np. w sklepie do osoby w moim wieku sprzedawca nie zwroci sie na ty tylko Miss, Madam. Czyli, o co mi dokladnie chodzi, jesli sie kogos nie zna blizej, czy nie spotyka czesto i ta osoba jest w wyraznie starszej grupie wiekowej to sie nie "tyka". Wspanialy ma bardzo ladny zwyczaj i w np. sklepach u urzedach jak ludzie maja tabliczki z imieniem to zwraca sie po imieniu i widze, ze jest to bardzo mile widziane. Po prostu zbliza. Rozumiem, ze w Polsce jest to szokujace, ale ja musialam sie bardzo pilnowac w czasie urlopu zeby zawsze pamietac o pan, pani.

    ReplyDelete
  13. Batumi, gorszym problemem sa jednostki miary:))) no i dzieci w szkole tez nie mowia do nauczyciela na ty. Czyli w sumie jak sie tak rozejrzec dokladnie to to "tykanie" wcale nie jest takie ogolne;)

    ReplyDelete
  14. Oj, zebys wiedziala, przez 10 lat sie uzeralam z roznymi urzedami ( z racji wykonywanej pracy)
    Pamietam jak raz nawtykalam przez telefon gliniarzowi ze nie wie o czym mowi, nie wiedzac ze moj szef tego slucha, Mysle sobie - no Lukrecja pakuj manatki Twoja godzina wybila, a moj szef - dostajesz podwyzke.
    Chwyt, ktory zawsze stosowalam we wszelakich urzedach:
    "prosze pomoz mi, bo mnie boss wyleje z pracy, a a jestem samotna matka" zawsze dzialalo.
    A DMV to dla mnie koszmar!!!

    ReplyDelete
  15. Mi sie zwyczaj mówienia po imieniu bardzo podoba. W końcu po to człowiek ma imię , tak? Oporów nie mam , bo mam o pokolenie starsze rodzeństwo i mówię im od dziecka po imieniu. Zaprzyjaźnione koleżanki córki mówią mi "ty" i jakoś braku szacunku w tym nie widzę. W pracy często mówię Pan/ Pani plus imię (pełne, bez zdrobnień) i nie rozumiem dlaczego czasem jest to traktowane jak spoufalanie się. Nie cierpię formy pan + nazwisko.

    ReplyDelete
  16. Odwodnik--> Forma pan+nazwisko pasuje mi tylko pod warunkiem, ze nazwisko brzmi Bufon:)
    Jeszcze nie lubie tytulomanii i to w tym najgorszym wydaniu, bo jak ktos jest doktorem, to hurt mu w detal panie doktorze (tu sie mowi tylko doktorze) ale jak ktos jest kierownikiem jakiegos dzialu, urzedu pocztowego we wsi i wszyscy zwracaja sie do niego panie kierowniku, to ja wysiadam.

    ReplyDelete
  17. ==>May-li powinnaś żądać podstawy prawnej odmowy przyjęcia tłumaczenia wykonanego przez polskiego tłumacza. NIE MA TAKIEJ - od razu Ci powiem. Jak zwykle Niemcy zagrali w kulki.Zwyczajna dyskryminacja.
    Ze mną tak lekko nie mieli ;-]
    I ja sama lekko nie miałam, bo gotowała mi się woda morska, która płynie w moich żyłach.

    ReplyDelete
  18. Szeherezado, od tego czasu nauczyłam się kilku nowych bluzgów i kilku jeszcze fajniejszych teoretycznie uprzejmych sformułowań, które jednak w pięty idą. I tym razem, bo planuję w tym roku to rozwiązać, pójdę nie do tych dziumdzi z dzielnicowego urzędu tylko do głównego (gdzie czeka się conajmniej godzinę ale to już inna historia). Tym razem na stwierdzenie że jest takie zarządenie pozwolę je sobie pokazać. :)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...