Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, January 13, 2009

Dziwadlo jestem czy co?

Tak mi jakos wychodzi ze wstepnych obserwacji, ze ja sie raczej nie nadaje do ludzi. No albo z ludziami jest cos nie tak, ale skoro ludziow jest wiecej, to z prostego rachunku wynika, ze problem jest moj. No i w dupe niech sobie bedzie;)) Ale moze zaczne od poczatku.
Jeszcze jak bylam dzieckiem pamietam Mame gotujaca obiad w niedziele i nagle poploch w kuchni, bo przez okno zobaczyla, ze idzie Jej Brat z rodzina czyli dodatkowe 4 geby na obiad (dwoje doroslych i dwoje dzieci). Poploch nie byl wcale wielki, bo jakos tak zawsze bywalo, ze te niedzielne obiady byly gotowane w nadmiernych ilosciach na "wypadek gdyby ktos przyszedl" i zwykle ktos przychodzil. Nie bylo telefonow, a przynajmniej w mojej rodzinie ich nie bylo i wystarczylo zapukac do drzwi zeby byc gosciem.
Potem jak juz bylam dorosla, to mialam kumpele mieszkajaca pietro wyzej, tez nie miala telefonu, wiec wystarczylo zapukac 3 razy w rure od kaloryfera i kumpela za piec minut juz pukala do drzwi i zasiadalo sie przy kawie na pogaduchy. W takich sasiedzkich plotkowych stosunkach bylo to nie glupie, do czasu kiedy pewnego dnia spotkalam sasiada z 7 pietra, ktory pracowal na noce i w dzien odsypial.
-- Jak bym dorwal tego skurwysyna co po rurach wali to bym mu chyba nogi z dupy powyrywal - pozalil sie do mnie mocno wkurwiony, zupelnie nieswiadom, ze te nogi do wyrwania z dupy wlasnie dziarsko maszeruja rowno z nim. Solidarnie mu wspolczulam i po przyjsciu do domu zaraz zapukalam w rure, co by sie podzielic z kumpela zagrozeniem wyrwanych nog.
Nogi zatrzymalysmy przy dupach do dnia dzisiejszego. Nie powiem takie niezapowiedziane wizyty bywaly tez mocno upierdliwe, bo pamietam jak sie kiedys zdarzylo, ze jeden starajacy sie siedzial w domu, a drugi sie wlasnie pojawil. No fatalny brak wyczucia z jego strony i moj pech.
Z ulga wiec przyjelam do wiadomosci, ze tutaj nie ma wizyt niespodziewanych, sa tylko zapowiedziane i ogolnie w dobrym tonie jest byc zaproszonym.
No ucieszylam sie jak nie wiem co, bo ja tez naleze do tego gatunku co to we wlasnym domu lubi sie czuc swobodnie, czyli laze rozmemlana i nie bardzo mam ochote na niezapowiedzianych gosci. A w tym ukladzie jak nikogo nie zapraszalam i nikt sie nie wprosil to jestem bezpieczna i moge lazic w stroju niekompletnym i z jednym okiem na czole.
Znana jest wsrod moich tutejszych znajomych historia jak to zadzwonilam po policje bo ktos dzwonil i dzwonkiem do drzwi glownych mojego mieszkania, a ja nie moglam zobaczyc kto, nikogo sie nie spodziewalam to zadzwonilam po policje. Naopowiadalam, ze jestem sama z nastoletnim synem i nikogo sie nie spodziewam, jest pozny wieczor i sie boje. Przyjechali i za chwile jeden z policjantow dzwoni do mnie do domu i mowi, ze ten facet nie mowi po angielsku, ale caly czas powtarza slowo "friend" to moze bym zeszla i zobaczyla czy go faktycznie znam. Zeszlam i co widze? stoi ofiara, kolega Owczesnego, co wynajmowal garaz w tym samym podworku i se chcial srubokreta pozyczyc. Zapytalam Go czy przespal czas kiedy wynaleziono telefon, policjantom podziekowalam i sprawa sie wyjasnila. Od tamtej pory wszyscy wiedza, ze do mnie nie przychodzi sie bez zapowiedzenia. I tak ma byc. Co nie znaczy, ze w ogole sie nie przychodzi, bo ja bydle towarzyskie jestem i lubie miec gosci. Ale jak sa goscie to ja nie tylko biore prysznic zanim przyjda, ale jeszcze gotuje im zarelko, moge sie nawet zruinowac i upiec ciasto, no pelna obsluga i elegancja francja.
Zapraszalam przy okazji, z okazji i bez okazji, ot tak bo mi sie chcialo komus zrec dac, to bralam za telefon i zwolywalam cale rodziny na wyzerke. Przychodzili chetnie bo ponoc dobrze gotuje, a ja sie cieszylam, bo nie powiem lubie. Byl czas, ze mialam co roku w Thanksgiving 10 do 16 osob w porywach, bo nikt "tak nie robi indyka jak Ty", a ja sie durna cieszylam zapierniczalam jak robot wieloczynnosciowy caly obiad swiateczny z przystawkami, deserami i ciastami. Az sie kiedys zbuntowalam i powiedzialam "nie robie Thanksgiving".
No o malo co nie zostalam zlinczowana Jak To Nie Robisz ?? Ano nie robie - odpowiadalam.
Bosze telefony sie rozdzwonily, bo zadna teraz sie okazuje nie umie zrobic indyka i jak ja tak moge na 2 miesiace przed. Siedzialam przy telefonie przez 2 dni i mowilam "a czytac umiesz??" "jak umiesz czytac, to i indyka umiesz zrobic". Czesc obrazila sie smiertelnie i do tej pory trwamy w tym stanie obrazenia, ktory mnie osobiscie bardzo odpowiada. Pozostale albo nauczyly sie robic indyka, albo chodzic do restauracji, albo moze jedza w ten dzien pierogi... nie wiem, nie jestem zainteresowana szczegolami.
Ja w dalszym ciagu zapraszalam i w dalszym ciagu bylo to "z okazji" jak i bez okazji. Ale od czasu kiedy przeprowadzilismy sie do obecnego mieszkania zauwazylam pewna prawidlowosc.
Jak zapraszam przychodza bardzo chetnie i przy wyjsciu "zapraszaja".
-- Musicie kiedys do nas przyjechac..
-- Teraz Wasza kolej przyjsc do nas..
-- Musimy sie kiedys spotkac u nas...
I na tym sie konczy. I ja sie zapytowuje, czy to jest zaproszenie? Czasem jak sie zdzwonimy to jest to samo "musicie do nas wpasc". Co w tym momencie znaczy slowo "musicie", bo ja nie wiem, moze jest jakas kara za nie wpadniecie i pewnikiem dosiegnie mnie, bo nie wpadlam...
Jedna z moich kolezanek, ktora przez krotki bardzo czas mieszkala w moim sasiedztwie i wyprowadzila sie jakies poltora roku temu do dzis nas w ten sposob zaprasza na "nowe mieszkanie", ktore juz wcale nie jest nowe.
Rozmawialam z Nia kiedys przez telefon i nagle powiedziala:
-- Czy Wy sie kiedys wreszcie wybierzecie do mnie?
-- Alez oczywiscie, ze tak i bardzo chetnie, tylko kiedy?
-- No wiesz, teraz to nie bo przyjezdza moja przyjaciolka ze Szwecji, a potem jak Ona pojedzie, to znow ja jade do Polski..
-- To umowmy sie, ze jak bedziesz gotowa, to zadzwon i ustalimy konkretny dzien.
Bylo to w kwietniu, lub maju 2008, od tamtej pory znow kilka razy slyszalam "musicie kiedys wpasc".
No jak mi jeszcze raz ktos tak powie, to przysiegam, ze raczej pojde na te kolonoskopie, ktora to tez wszyscy mowia, ze musi sie zrobic po 50tce a ja jeszcze nie zrobilam.

Stardust nietowarzysko

64 comments:

  1. Ten sposób zapraszania nam aż za dobrze. od jednej bardzo znbanaje osoby - ale że blog niezahasłowany to nie napiszę o kogo chodzi. W każdym razie sposób nadaje sie do księfi rekordów Guinnessa.
    Natomiast co do niezpowiedzianych wuzyt. One juz nie mają miejsca, Stardust. To znaczy , byc może w małych miasteczkach czy na wsi, gdzie zyje sie jednak treoche wolniej niż w wielich aglomeracjach - to byc może.
    Ja sama jeszcze w latach 80. wiodłam takie towarzyskie zycie. ja wpadałam, do mnie wpadano. Jak sie ustrój zmienił - nie ma czasu. pracujemy więcej i dłużej, mamy dzieci, którym trzeba poświęcić troche czasu. Nie obserwuje też, żeby mooi sąsiedzi kogokolwiek przyjmowali. jedyni, którzy maj.a jakies zycie towarzyskie to studenci.

    ReplyDelete
  2. oj ja też taka jestem.rozumiem Cię jak najbardziej.

    ReplyDelete
  3. Dziwadlo?? jakie tam dziwadlo - Stardust - to raczej zadajesz sie z jakimis DZIWADLAMI he he, choc faktem jest ze chyba w otoczeniu kazdego pojawiaja sie postaci chetnie goszczace u kogos bez checi goszczenia u siebie.
    Przykre to dosc.
    Za to w moim odczuciu - w dobie powszechnosci telefonow komorkowych - niezapowiedziane wizyty sa nie na miejscu.

    ReplyDelete
  4. Lorenza czasem to juz sama nie wiem, moze tamten zwyczaj przychodzenia znienacka byl lepszy. Zdecydowanie zmobilizowlby mnie do wygladania jak czlowiek nawet wtedy gdy nie musze:))
    Czasem po prostu mysle, ze to ze mna cos mocno nie tak, ale skoro zjawisko zaczelo byc globalne, to bede spac spokojnie. I masz racje co do studentow i mlodych ludzi, ci jeszcze zyja towarzysko pelnia zycia. A z pomyslem hasla nosze sie jak kura z jajem, niby nie musze bo w jakims sensie jestem bezpieczna, ale moi czytelnicy nie sa...poglowkuje nad tym;)

    ReplyDelete
  5. Mariniku, ten telefon na policje to wykonalam w 1990 roku, to jeszcze naprawde malo kto mial telefon komorkowy, ale na kazdym rogu ulicy byly telefony publiczne za 0.25$ i dzialajace, wiec nie widzialam powodu, zeby ktos nie zadzwonil.

    ReplyDelete
  6. Melduje, ze nawet w malych wioskach juz sie nie przychodzi bez zapowiedzi, bo i tu komorki dotarly!
    Czasem nawet zaluje, ze tak sie porobilo. Ale w gruncie rzeczy Stardust masz racje! Nie lubie byc zaskakiwana, gdy w nieladzie sie znajduje i ja, i moje mieszkanie, a tu goscie...
    Do jedzenia to sie zawsze cos znajdzie, ale dyskomfort z powodu burdelik ogolny pozostaje.
    Przy tym, kiedy czlek nieco starszy, to sie taki bez charakteryzacji niechetnie pokazuje. I na przyklad bez stanika, a ja tak po domu bez krepowania sie chodze...

    ReplyDelete
  7. Zgago, biuschaltera nie cierpie, no jak tylko wchodze do domu to pierwsza rzecz jaka zdejmuje. Wspanialy twierdzi, ze jestem bliska opracowania skutecznej metody zdejmowania biuschaltera przed paltem. Widocznie ten rocznik tak ma:))

    ReplyDelete
  8. Stardust, co ja będę długo nawijać, ja sie po prostu podpiszę wszystkimi czterema łapami pod Twoja notką, dobrze?
    Łącznie z tym stanikiem :)

    ReplyDelete
  9. Marylko, tacy ludzie nadal sa co sie wpierniczaja do chalupy bez zaproszenia,
    Nie moge pisac nazwisk, ale jest to osoba dosc znana ( w srodowisku polonijnym)
    No kurcze co weekend mi sie do chalupy pakowali. Tez lubie towarzystwo,ale co za duzo to nie zdrowo.
    Mialam dosc, ja tez lubie luzik w domu,bo to kurna jest moj DOM. ci ludzie byli tak bezczelni, ze np.zagladali do okien,zanim drzwi otworzylam, normalnie mnie trafialo. W zeszlym roku zaraz po swietach poleguje na kanapie w pidzamce, syf ogolny a ci mi sie pakuja do chalupy bo "oni chca sie pozegnac bo wyjezdaja do NY"
    Husbak jest mocny w gebie ale do mnie, a tak to zawsze ma jakies opory. Ale go kurna podbuntowalam, i wizyty sie skonczyly.

    ReplyDelete
  10. Lukrecjo nie znam osob znanych w srodowisku zadnym, bo ja od takich to z daleka. Im bardziej znany tym wiekszego wkurwa czlowiekowi funduje, a ja mimo wszystko chce zyc bezstresowo;) Ja z pyskowaniem nie mam klopotu, tylko dziwie sie ze ludzie tak strzepia gebe po nic. No bo mimo calego mojego upodobania do gadania, to jak nie mam nic do powiedzenia to milcze. Kiedys nawet w towarzystwie u znajomych jedna taka, na ktora mam wyjatkowa alergie powiedziala do mnie "zobaczysz jak przyjedziecie do nas" to ja prosto z mostu "nie zobacze, bo nie planuje przyjechac". No obie wiemy, ze nie przepadamy za soba i jedynie tolerujemy sie nawzajem z koniecznosci wiec po jasna cholere taka gatka-szmatka, zeby ladnie wygladalo?

    ReplyDelete
  11. Ja na ten temat juz pisałam notke u siebie. Kiedyś mi nie przeszkadzało, dzisiaj sobie nie życzę zadnych wizyt bez uprzedzenia. No chyba, że sasiad w potrzebie, w dresach a nie na niedzielny obiad.
    W miom mniemaniu takie "wpadnijcie kiedyś" oznacza "lepiej nie".

    ReplyDelete
  12. Neskavko, nie mysle zeby to oznaczalo "lepiej nie", bo wszyscy wiedza, ze tak samo jak nie lubie niezapowiedzianych wizyt, tak sama rowniez nie mam zwyczaju szwedania sie od drzwi do drzwi. Wedlug mnie jest to tak samo bezsensowne powiedzonko na zakonczenie wizyty, jak powiedzenie, ze ktos ladnie wygladal w trumnie. Tylko kogo to obchodzi, a sam nieboszczyk tego i tak nie slyszy. Ot taki talk nonsens, przykre ze ludzie nie zdaja sobie sprawy z faktu, ze takie gadanie tylko ich osmiesza.

    ReplyDelete
  13. Jeszcze dopisze, ze byloby latwiej wyjsc ze zwyklym "dziekuje" i ewentualnie kiedys zaprosic, albo i nie. Przynajmniej nie robi sie z siebie wariata:)

    ReplyDelete
  14. aaaaa - wiesz że też miałyśmy z kumoleką system walenia w rurę ! ;))) a potem przeciągnełyśmy przez lufciki taką rurkę gumową i przez nią gadałyśmy - ale żeby się dossać do rurki też trzeba było walnąć w rurę ;)

    gości bez zapowiedzi nie znoszę! a jak mówię - musimy się zdzwonić, musimy się umówić - a nie pytam się kiedy - to znaczy że tak pieprzę bo czuję że powinnam, lecz wcale nie mam ochoty na żadne rewizyty. proszę mnie mocno nie zbić ;)

    ReplyDelete
  15. mam tak samo jak spt. moje "zdzwonimy sie kiedyś" to takie eleganckie "spierdalaj". No chyba ze mam zamiar zadzwonić, to mówię "zadzwonię" i dzwonię.

    ReplyDelete
  16. Spt i Odwodnik wymalowaly na mojej cwarzy jeszcze wiekszy znak zapytania, bo te moje goscie co to przy wyjsciu mowia "nastepny raz u nas" dzwonia i w kontakcie telefonicznym jestesmy stalym. Tyle ze nigdy nie zapraszaja ani nie inicjuja spotkan bez okazji, bo zapraszaja na urodziny, pogrzeby i bierzmowanie krolika. A to sa takie okazje do wiekszego spedu, a nie ma w nich nic komercjalnej atmostery zazylosci. Juz teraz nic nie rozumiem;))) Laski jestescie madre kobity, moze ktoras sie zbierze w sobie i napisze nowego sawuara wiwra na XXI wiek. Deklaruje chec zakupu pierwszej kopii.

    ReplyDelete
  17. stardust : ten sawuarwiwr jest niezmienny tylko się okładka zmienia. Chodzi chyba o to żeby nikomu krzywdy nie robić i sobie nie dać krzywdy zrobić. Im więcej mam lat to zwyczajnie unikam kontaktu z osobami których nie lubię a z tymi lubianymi ustalam w miarę możliwości zasady współzycia i dzwonienia czy zapraszania. Zupełnie oddzielna sprawa to kontakty służbowe albo inne oficjałki. Wtedy wszyscy są dla siebie mili , i "jak cudownie , ze cię widzę" , "musimy sie kiedys spotkać". Takie własnie durne gadanie o którym obie strony wiedza że grzecznościowe jest. Podręcznik dobrego wychowania mam stary , napisany przez irenę gumowską i dla mnie to on aktualny jest.

    ReplyDelete
  18. Też się podpiszę. jak Małgośka - włącznie ze stanikiem:-)
    mój brat, mieszkający piętro wyżej, tak przechodzi obok moich drzwi i się dobija. a ja np.: jestem w kiblu. mam farbę na głowie. maseczkę na potwarzy. leżę i czytam. itp.
    i potem pretensje, że NIE OTWIERAM.
    - a nie mogłeś zadzwonić? - pytam grzecznie.
    - a po co, skoro akurat przechodziłem?
    więc raz mu otworzyłam. w stroju domowym. który sam w sobie wart jest notki.
    byłam subtelna, wychyliłam tylko łeb.
    - co się chowasz, goła jesteś?
    - wręcz przeciwnie - i pokazałam się w całości.
    - o...może faktycznie lepiej nie otwieraj.
    i spokój;-)

    ReplyDelete
  19. Odwodnik--> z tym savoir vivre to bylo tak zartobliwie. A poza tym to najdziwniejsze jest to, ze najlepsze kontakty mamy z ludzmi z pracy Wspanialego. Jest to co prawda kilka osob czyli bardzo waskie grono, ale nie ma niedomowien i grzecznosciowych obiecywanek. Mam tutaj przy sasiedniej ulicy bardzo sympatyczna pare polska i byli u nas juz chyba 3 razy ot tak na probowanie nalewek, na grilla, na ploty i zawsze kiedy sie spotkamy przypadkowo to wyrazaja chec spotkania, a jednak do tego nigdy nie dochodzi. Troche mnie to denerwuje, bo jest mi normalnie wsytd przed Wspanialym, bo czesto te obietnice "get together" sa skladane wlasnie Jemu i daje to taki troche nie fajny obraz w porownaniu z Jego znajomymi. Wiesz no, blado wypadamy na tle.

    ReplyDelete
  20. Just milo mi, ze dokladnie wiesz o co chodzi!! Ja kiedys powiedzialam Wspanialemu, ze sie nawet lekko dziwie, ze On w poniedzialki wraca do domu wiedzac jak ja wygladam. Poniedzialki mam wolne wiec nic nie musze, no nic kompletnie. I wiesz co powiedzial? Zebym tylko nie daj Bog nie chciala Mu sprawic niespodzianki bo w Jego wieku moglby dostac zawalu. Juz sie widocznie przyzwyczail;)

    ReplyDelete
  21. Stardust, prawda jest taka, że my home is my castle. jak się umówię - proszę uprzejmie. jak nie - jestem bardzo mało gościnna.
    pomimo tego, że w moim domu rodzinnym funkcjonował tzw. dom otwarty. a może właśnie dlatego - bo matka wpuszczała moich kolegów jak spałam. bo ich lubiła, prawdaż.
    a mój ex mąż miał do mnie pretensje, że jak przyszli niezapowiedziani goście, nadal biegałam w dresie, zamiast przyoblec się w coś bardziej wytwornego. że już nie wspomnę, że domagał się karmienia gości. a kasy mieliśmy mało bardzo.
    tak mało, że tylko on i dziecko jedli mięso.
    on - bo musiał podobno. dziecko z powodów oczywistych.
    więc teraz się pławię w niegościnności. i dobrze mi z tym:-)
    ale też nie nachodzę. zwłaszcza bez uprzedzenia.

    ReplyDelete
  22. Przypomniało mi się jak pierwszy raz wyjechałam na zgniły zachod, i byłam ZSZOKOWANA, że się trzeba zapowiadać.
    A teraz...
    Sorry Złociutkie ja kocham nie zapowiedziane wizyty i jestem źle wychowana.
    wypieprzam z domu w trzy minuty jak to niewygodne.
    a z pozostrałych się cieszę

    ReplyDelete
  23. Prunnella i naprawde kochasz te niezapowiedziane wizyty nawet jak masz katar i ochote polezenia do gory pupskiem i nie odzywania sie do nikogo?? Jesli tak, to jestes swieta, bo ja nie umialabym sie zmusic do bycia wdzieczna gospodynia w takiej sytuacji.

    ReplyDelete
  24. Nie cierpie i wlacza mi sie warczenie. Moj maz jeszcze w Polsce mowil mi, ze jestem zdrowo stuknieta bo ja gotowa bylam gryzc za niezapowiedziana wizytacje. Takie sklonnosci mial pewien czlonek mojej rodziny. Walil w okno jedno, jak nie dzialalo to w drugie ....a im wiecej walil tym bardziej mialam chec uzyc patelni i przez balkon w leb zdzielic. W tym przypadku sprawa sie posunela tak, ze jak nie reagowalam na otwieranie drzwi i okien to dzwonil na telefon jeden i drugi by opieprzyc, ze nie otwieram. No ale to ekstremalny przypadek.
    Raz kiedys wpadla kolezanka w drodze do pracy na "sniadanko", zadzwonila owszem, oznajmic, ze jedzie. Wtedy bylam heh malo doswiadczona i tylko pokiwalam glowa do telefonu. Teraz bym powiedziala smacznego wez kocyk bo zmarzniesz na trawniku przed domem.
    Jestem typem balaganiary, i ludzie sa zapraszani wtedy gdy jest jako tako w domu. Gdy majtki sie nie walaja i inne czesci garderoby i kuchnia jakos wyglada i generalnie jak jakos wszystko jest mniej wiecej poskladane. Nie cierpie telefonow w stylu "jade do Was i dzwonie by uprzedzic", no kuzwa mac i trzy wroble, a jedz w cholere. Moj maz tez jest taki troche nie gosciowy ale mnie poprostu mega wkurw sie wlacza na takie wizytacje. On jeszcze jest w stanie przyjac bez nerw.W zeszlym roku po zakupie przez nas mieszkania okazalo sie, ze nie do konca jest gotowe. I pan szef majstrow umawial sie na dzien i godzine i nie przychodzil. Za to nastepnego dnia sie nie umawial tylko walil w drzwi bo przeca samochod jest to my tez. Raz wypadlam w podomce oswiadczyc z holilodzkim usmiechem, ze "won!". To pozniej majstry gadaly, ze utrudniam im prace. To jest historia na osobna i dluga notke.

    Rozpisalam sie jak stuknieta zamiast u siebie notki rodzic to tu plodze, ale jeszcze o buhalterze. Nie znosze buhaltera w domu i tak jak Ty Marylko sciagam go w locie co mojego Niewikinga wprawia w wieczne zdumienie, on twierdzi ze ja nawet majtki bez sciagania spodni umiem zdjac. :)

    NIe probowalam :D:D:D

    ReplyDelete
  25. Miauko, wyglada na to ze masz szanse wyrosnac na stardusta:)) Tez sobie nie wyobrazam, zebym zyla we wlasnym domu dla ludzi, ktorym moze wpasc do lba przyjsc z wizyta. Jak jestem w domu i nie musze wychodzic, to nie tylko cycki wisza na brzuchu, a brzuch na kolanach, ale moge sie jeszcze nie myc:))) Bo tak mam ochote i nikt mi nie bedzie w tym przeszkadzal. Uwielbiam zyc bezstresowo, chociaz tak calkiem sie nie da, ale kontroluje chociaz to co moge.

    ReplyDelete
  26. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  27. to ja skasowalam posta powyzej. Weszlam z poczty i koment poszedl jako magdalena.

    no i powtarzac juz mi sie nie chce. A len taki sobie siedzi, glownie chodzi o potwierdzenie tego co wczesniej :)

    ReplyDelete
  28. Stardust, to ja Cię coraz bardziej kocham :)
    dawno, dawno temu u mnie też był taki dom otwarty, no, ale to było w erze przedkomórkowej i mało kto zwykły telefon miał.
    a teraz - lubie sobie ZAPLANOWAĆ.
    no i wszystko zależy, kto się zapowie nawet godzinę wcześniej:)
    ale mam też taką znajomą, która sama nie zaprasza, a do mnie ustawicznie się wprasza - musze przy niej być baaardzo asertywna.
    w końcu umawiamy się gdzieś w miescie i trudno.

    ReplyDelete
  29. hej ja tez jestem takim dziwadlem wiec nie jestes sardust sama. Zawsze mnie w Polsce te wizyty wkurzaly. Co innego najlepsza psiapsiolka a co innego wszelkie krewnw i znajome krolika wpadajace w najmniej odpowiednim momencie a odmowic nie wypada.Nie mowiac juz o tesciowej na przyklad haha

    ReplyDelete
  30. A tak w ogole to najchetniej spotykalabym sie ze nznjaomymi w knajpkach, czlowiek zrelaksowany, nic nie trza narobic, apetyt masz - bo nie stoisz przy garach,
    itp.itd.
    Husbak natomiast jest typem bardzo goscinnym,( moim kosztem) wtedy moze blyszczec i brylowac i opowiadac historie swojego zycia ( wyimaginowane), a ja sie czuje jak kretynka, bo wiem ze to co mowi jest nieprawda.

    ReplyDelete
  31. Tabathea - tesciowa to moze niespodziewanie wpadac tylko do studni:))

    ReplyDelete
  32. A do mnie zajrzeć bez telefonu w poniedziałek można. Nie tak, ze to zawsze było, ale w poniedziałki jakieś spotkania przez dwa lata przy projekcie robiłam w swojej kuchni i tak z tego wyrosło. I nie to, że wszyscy to wiedzą... A w inne dni, to raczej nie można nawet z zapowiedzią, bo sajgon u mnie okrutny... Chyba, że to dzień pani od sprzątania, to mniejszy:-)

    A ze stanikiem mam tak od niedawna. Czy to coś znaczy??

    ;-)

    ReplyDelete
  33. Marketa, ja nie wiem czy to ze stanikiem cos znaczy, ja raczej mialam tak od zawsze. Jedyny czas kiedy lubilam stanik, to zanim jeszcze musialam go nosic, no tak chcialam byc kobieta;)) A jak juz nia zostalam to sie okazuje, ze to dosc upierdliwe jest.

    ReplyDelete
  34. Sardust oplulam monitor! A z tym odwiedzaniem bez zapowiedzi to chyba tylko zaka modna czasowo pomylka. Bo kiedys tez tak nie bylo- po wsiach zbierano sie z okazji darcia pierza i robotek recznych badz polowych a po miastach byly dni do przyjmowania. To znaczy w te dni (wybrane przez gospodarzy) sie bywalo a w inne najwyzej zostawialo wizyzowke u sluzacej...ktora mowia "ze Panstwo dzis nie przyjmuja". Ha tylko gdzie te sluzace? Bo jak to samemu powiedziec ze panstwo dzis nie przyjmuje haha...

    ReplyDelete
  35. słuchajcie dziewczyny a dobrze wy macie biustonosze dobrane? Pytam , bo do niedawna jak wracałam do domu to najpierw zdejmowałam biustonosz a potem buty. Tylko ja zyłam w przekoaniu że 85C powinnam nosić albo 80D. Potem zostałam uświadomiona i obmierzona dokładnie. Najpierw sie przesiadłam na 75E a potem na 70F i to było TO. Teraz zdarza mi się spać w biustonoszu bo zapominam że go mam. Może się po prostu zmierzcie? Ja mam w biuście 98 a pod biustem 80 prawie.

    ReplyDelete
  36. Ale jaja! Dokładnie mam te same wymiary ;-))
    Noszę 75 D i wydawało mi się że jest ok... Staników nie znoszę od momentu pierwszego wdziania, mimo że unikam koronek i innego żertego świństwa.

    ReplyDelete
  37. małgośka przy tych samych wymiarach to kup sobie na początek 75E i nie daj sie zbyć sprzedawczyni. One wszystkie uważają że 75 B to norma krajowa a powyżej C to grubaski noszą.

    ReplyDelete
  38. Ojej Odwodnik to Ty jesteś uświadomiona?
    Mi biuściaste życie odmieniły...
    Już mi trochę przeszło, ale miałam taki czas, że godziny spędzoałam na bravussimmo

    ReplyDelete
  39. No coz, ja tez nie lubie niezapowiedzianych gosci.
    Tak jak Miauka balaganiara jestem a zyje z 3-ma jeszcze wiekszymi balaganiarzmu.
    Biusthaltery sie u mnie wprawdzie nie poniewieraja, ale 4-ty przedstawiciel rodu meskiego czyli pies ma zwyczaj (gdy zostaje sam) zagladania do pokoi moich synow i wyciagania z nich a to skarpet a to slipek. A potem te niewymownie upycha w rogu kanapy :D, czesto tak, ze ich prawie nie widac, czasem tylko rozek sterczy :D

    I Bogu dziekuje, ze tu raczej nikt z taka niezapowiedziana wizyta nie ma zwyczaju wpadac (a kogos kto na chama sie dobija i jeszcze sie kaze tlumaczyc to chyba bym zamordowala).

    Zapowiedziane wizyty czy reewizyty - no coz czasem jestem winna takiemu: "musimy sie spotkac".
    Mam kilka znajomych: babki sympatyczne, ale ich domy przypominaja niemalze muzeum, gdzie elegancja-francja, wszystko czysciutkie i na swoim miejscu.
    A u mnie taki stan jest niemalze nie do osiagniecia.
    I jak bym sie nie starala to zawsze mam wrazenie, ze do ich standardu nie mam szans dolaczyc.
    Wiec spotykamy sie znacznie rzadziej niz bym chciala.
    [Nie mowiac o tym, ze nasze meble sie wysluzyly (jestesmy na etapie poszukiwan nowych) a u nich nowiutkie skorzane komplety :D]

    W sumie mam wrazenie, ze w polskiej mentalnosci jest zakodowane, ze aby przyjac gosci trzeba miec wszystko na tip-top i w domu i na stole i w tej sytuacji podejmowanie gosci staje sie stresem a powinno byc przyjemnoscia takze i dla gospodarzy.

    A wpadanie bez zapowiedzi bylo fajne, gdy bylo sie mlodym - wowczas nikt nie mial innych spraw na glowie (typu rodzina), nikt tez sie nad tym nie zastanawial czy chalupa odpowiednio wysprzatana, albo czy jest czym nakarmic takiego goscia. Dolewalo sie wiecj wody do zupy :D, albo dorzucalo dwa jajka wiecej do jajecznicy i juz!
    W "dawnej" Polsce bylo to zreszta niemalze norma, bo wowczas sporo z nas o telefonie jedynie pomarzyc moglo.

    A swoja droga najmilej wspominam spotkania z okresu Polski kartkowej (solidarnosciowej i wojennej) - ludzie garneli sie do siebie i wazne bylo to, zeby sie spotkac, wymienic wiadomosciami, podyskutowac na temat tego co sie dzialo. Nikt sie nie przejmowac domowym balaganem, czy strojem, a filizanka zdobycznej kawy czy herbaty byla rarytasem, ktorym sie dzielono (i przyjmowano) szczerym sercem. A jak ktos mial jeszcze kawalek upieczonego ciasta to juz byla prawdziwa uczta.
    Wowczas nie bylo wazne gdzie, czy przy czy i jak sie spotykac - wazne bylo samo spotkanie i rozmowy.
    Ech, to se ne vrati!

    ReplyDelete
  40. ---> stardust toteż napisalam, że ja jestem źle wychowana, jak mam katar to wypieprzam bez litości, a nie robię z siebie męczennicy.
    A poza tym lubię niespodzianki,

    ReplyDelete
  41. Odwodnik--> z tym dopasowaniem, to masz duzo racji. Fakt, ze przez dlugi czas nosilam za male biustonosze. Od kilku lat mam wreszcie dopasowane, ale mimo to mnie jest duszno jak mam toto na sobie.
    Tak samo jak nie umiem spac w zadnej szmacie na sobie, tak przeszkadza mi biushalter. Ciagle mysle, ze to musial wymyslec jakis mezczyzna tak samo jak buty na obcasie i wiele jeszcze innych rzeczy.

    ReplyDelete
  42. Prunnella, tam zaraz 'zle wychowana'. Ty jestes wlasnie dobrze wychowana, mnie babcia z mama przez lata cale w leb kladly, ze kobieta powinna miec mieszkanie zawsze przygotowane na wizyte gosci i sama tez byc wsiegda gotow. Ale mi nigdy to nie wyszlo. I widzisz Ty lubisz niespodzianki, ja niby tez ale wole jednak wiedziec przed faktem. Umiem udac, ze nie wiedzialam;))

    ReplyDelete
  43. Anonymus, Ty to sie chyba niepotrzebnie stresujesz drobiazgami, bo ja mysle ze nikt tak naprawde nie ma nonstop wydmuchane. A juz przejmowanie sie jakie kto ma meble to juz lekka przesada. Ja owszem lubie ladnie, ale nie dajmy sie zwariowac, jedyna zasada jaka panuje u mnie w domu, to ze "nie ma zadnych zasad" czyli dom jest dla ludzi a nie odwrotnie. Jak sie gosciowi chce spac, to moze kimnac, czy ktos chce w butach, czy bez, na krzesle, na kanapie na podlodze mnie wsio rawno. Ja lubie swobode i wygode i tak samo chce zeby sie czuli moi goscie. Przy niespodziewanych wizytach ja nie czulabym sie swobodnie, bo nie jestem mentalnie przygotowana i pewnie wolalabym siedziec np. na blogach a nie pic kawe i pierniczyc o byle czym.

    ReplyDelete
  44. Ja to jestem uświadomiona ostatnio przez kumpelę i sobie zamiast 75 C kupiłam 65 F chyba i w porzo jest. Ale jakoś tak też zaczęłam stanik jako ubranie zewnętrzne traktować. I zdejmuje po przyjściu do domu wraz ze wszystkim innym.

    ReplyDelete
  45. marketa , gdzie kupujesz 65F? potrzebuję dla córki najlepiej w cenie poniżej 150zł

    ReplyDelete
  46. Stardust, oj maja, maja "nonstop wydmuchane".
    Jedna z takich znajomych (ta wlasnie, ktorej nie mam odwagi do siebie zaprosic) ma dom taki, ze u niej nie uswiadczysz ani jednego pyleczka, ani jednej rzeczy, ktora nie jest na swoim miejscu.
    I jestem pewna, ze nie tylko wowczas, gdy ktos przyjdzie.
    Minimalistyczny wystroj wnetrza, jasne wykladziny bez jednej plamki (kapci nawet bym sie nie osmielila nie zalozyc bo chyba by zabila, choc w Szwecji nie mieszkamy :D)), na szafkach czy kontuarze kuchennym tylko to co ma byc a wlasciwie w 99% puste powierzchnie.

    Podobnie jest z meblami. Teoretycznie meblami sie nie przejmuje, ale ... Nasze naprawde najwyzsza pora wymienic, a co po sklepach rajd zrobie to jak mi sie fason podoba, to kolor nie ten, a jak trafi sie juz cos interesujacego to cena bardzo nieinteresujaca...
    BTW ciagle nie moge sie zdecydowac czy kupic skorzane czy z microfibre :D
    No i tak schodzi....

    No coz, pewnie masz racje, ze mi brak pewnosci siebie i ze stresuje sie pierdolkami, ale zawsze w kompleksy wpadam, gdy do pieknie umeblowanego i wychuchanego domu zachodze.
    Wiem, ze to nie najwazniejsze w zyciu i za sa znacznie ciekawsze i wazniejsze zajecia i cele w zyciu niz tak pedantyczne dbanie o miejsce mieszkania, ale...

    Aha, to jestem ja, sasiadka zza polnocnej granicy :)

    ReplyDelete
  47. No sasiadko z polnocy:) to te ludziska zyja w muzeach, ja kiedys bylam w takim domu. Jak jeszcze robilam jako sprzataczka, dom mial 16 pomieszczen, z tego uzywano tylko 6 i nawet kratki w piekarniku byly zawiniete w folie aluminiowa. Poza woda na herbate w tym domu sie nic nie gotowalo. Zastanawia mnie czy mieszkancy takich domow sa szczesliwi. Bo ja zylabym zdajac sobie sprawe z tego, ze to wszystko po mnie zostanie w prawie nienaruszonym stanie, a ja umre dbajac o to zeby pylek na czyms nie osiadl. Jakos mam wrazenie, ze byloby mi bardzo smutno, ze ja i moje cialo zuzywa sie szybciej niz te wszystkie dobra, ktorymi sie otoczylam.

    ReplyDelete
  48. Hmmm... ona jednak gotuje.
    No, na pocieche sobie moge zdradzic, ze w tym domu mieszka tylko ona i maz.
    Ale jednak dwie corki wychowala. I wnuczeta tez do niej zagladaja, wiec jednak potrafi...
    I tym mnie w kompleksa wpedza :D

    Choc ja mam troszke inne ambicje niz utrzymywanie domu w nieskazitelnym porzadku i nie upatruje sensu zycia w byciu idealna gospodynia domowa.

    Ufff, nieladnie tak obgadywac, no ale w ten sposob troszke mniej zakompleksiona sie czuje :D
    No nic nie poradze, ze przy niej zawsze wydaje mi sie byc na cenzurowanym.

    P.S. Poza tym to calkiem sympatyczna babka, z poczuciem humoru i w sumie lubie od czasu do czasu sie spotkac :)

    ReplyDelete
  49. Polnocna Sasiadko:) jeszcze w sprawie tych kanap, osobiscie wolalabym microfiber. Skora jest meczaca latem i niewygodna, przykleja sie czlowiek i odparza. Micro chyba tez latwiejszy w utrzymaniu.

    ReplyDelete
  50. Aaaa to sie nie przejmuj widocznie Ona tak ma z tym sprzataniem. Wiesz jeden lubi dmuchac i chuchac a inny znow ma innego bzika. Ona pewnie nawet nie ma pojecia o tym, ze to moze byc stresujace dla innych:)))

    ReplyDelete
  51. Hej, w teorii to ja sie nie przejmuje, bo powtarzam sobie, ze jak lubi ze sciera w kolko biegac, to nie jest to moj problem, ale w praktyce, to roznie bywa :D

    Wiesz, ja tez w glebi duszy wolalabym microfibre, bo te meble maja byc do uzywania a nie do podziwiania przez gosci.
    I mnie tez zdecydowanie wydaje sie, ze na materialowym przyjemniej sie spedza czas.
    I do tej pory wlasciwie za takimi sie rozgladalismy.
    Tyle, ze wiele osob mi mowi, ze skora jest znacznie latwiejsza w utrzymaniu i na dluzsza meta znacznie ekonomiczniejsza. Nie trzeba jej czyscic i tak szybko sie nie wyciera...
    Nie mam ambicji zakupu mebli dla przyszlych pokolen, ale wiem jak moje wygladaja - wprawdzie swoj wiek to one maja, ale myle, ze na skorze az tak wieku widac by nie bylo i tak bardzo nie musialabym sie ich wstydzic.
    No i sama nie wiem.
    Czuje sie jak Hamlet :(
    A wiesz, ile stresu mnie kosztuje to zastanawianie sie i bieganie po sklepach?! :(
    Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

    P.S. A do kuchni tez musze kupic stol i bufet/szafke (tez nie wiem na co sie zdecydowac) i znow nastepny stres, bo nie ma nic co by do mnie przemawialo a na gwalt potrzebuje.
    Jedyny pozytek z tego biegania po sklepach to zakup sekretarzyka stylizowanego na taki stary mebelek z intarsja o jakim zawsze marzylam.
    Choc w dobie komputerow to juz czysty kaprys a nie potrzeba :D

    ReplyDelete
  52. Sluchaj z ta skora i micro to ja nie wiem jak goraco jest u Was latem? Bo tutaj to skora latem jest fatalna i wszyscy, ktorzy maja to rzucaja na to a to recznik, a to jakas inna szmate, bo nie da sie siedziec np. w szortach bezposrednio na skorze. Mimo klimatyzacji jest to bardzo nieprzyjemne i sie klei. Ja bym kupila micro w bezpiecznym kolorze, zeby nie trzeba bylo co chwile czyscic, dzieci malych juz nie masz to. No sama zadecyduj:)

    ReplyDelete
  53. Yeah, right, zdecyduj! :(((( W tym caly problem, ze nie umiem :(
    Ja naleze do tych co zawsze sie wahaja i zaluja podjetych decyzji.
    Ach te wieczne second thoughts!

    Lata u nas bywaja rownie gorace jak zimy mrozne i +30 a nawet wiecej latem do rzadkosci nie nalezy.
    Tyle, ze sa zdecydowanie suche (wiem ze wam dokucza wilgoc).

    I moja dusza krzyczy dokladnie to samo co ty mowisz.

    Ale - choc malych dzieci nie mam - to wiem, ze wypadki sa nie do unikniecia, bo nigdy nie mielismy czolobitnego podejscia do mebli i nigdy nie obowiazywal u mnie zakaz wnoszenia przekasek czy picia do living-room. I pewnie nie da rady wprowadzic tego teraz.
    No i pies tez nie ma zakazu wskakiwania na sofe.
    I wiem, ze skore wystarczy przetrzec szmatka a przy microfibre (czy innej materii) to juz takie proste nie jest.

    Wrrrrr, ja tych mebli nigdy nie kupie :((((((((

    P.S. Przepraszam, ze tak sie rozgadalam na temat mych rozterek.

    ReplyDelete
  54. Nie przepraszaj po to sa komentarze, zeby gadac:) Zapomnialam o psie, wiec moze jednak skora lepsza;) no teraz sama mieszam. Moze wez jeszcze pod uwage ceny, bo za jedna porzadna ze skory mozesz pewnie miec prawie dwie z micro. no to wiesz...;))decyduj cyz to ma byc na forever czy mozesz zmienic znow meble za pare lat.

    ReplyDelete
  55. jesos...a myślałam,że tylko moja koleżanka taka walnięta na punkcie ściery:)
    oprzytomniała nieco jak sobie zdała sprawę,ze raz w tygodniu odkurza i ściera kurze w piwnicy....tu ją nieco zastopowało,poza tym urodziła kolejne dziecko i nie miała czasu.
    ja miałam kiedyś odbite na punkcie czystej podłogi...no nie siadłam do śniadania,jak okruchy leżały!
    przeszło mi.na szczęście!

    ReplyDelete
  56. To nie musi byc forever, ale wiesz jak to bywa ze zmiana - ciagle cos wypada i albo nie ma forsy, albo nie ma czasu, albo nic w sklepach nie pociaga i tak sie to wlecze...

    W sumie potrzebuje 2 sofy (albo sofa + loveseat), wiec cena tez nie jest bez znaczenia.
    A dobrej jakosci skora kosztuje rzeczywiscie sporo drozej, wiec...
    Dlatego tez rozgladam sie za wyprzedazami, ale nawet w okresie poswiatecznym to, co bylo na wyprzedazach absolutnie mi nie pasowalo.

    Ale sama ze soba prowadze burze mozgow i co chwila do innego wniosku dochodze.
    I jestem niemalze pewna, ze co nie zrobie to bede zalowac :D

    P.S. No i mam jeszcze dodatkowy dylemat: czy szukac czegos modnego czy wygodnego (to tak w parze niezbyt idzie) :D
    Na szczescie moj maz dosc rozsadnie stwierdzil: kupujemy wygodne, bo moda i tak sie zmieni za jakis czas a my zostaniemy i z niemodnymi i z niewygodnymi :D

    ReplyDelete
  57. Pokoik :) Ja znalam taka, co nawet majtki prasowala :D

    ReplyDelete
  58. Tak, tak Twoj maz ma racje, bierz wygodne!!!! Ja mam komplet wypoczynkowy Wspanialego, bo moj byl zdecydowanie starszy i w gorszym stanie i juz sie nie mozemy doczekac, zeby sie to zniszczylo. Kurde kupil modne, bo Go jakas pipa namowila co Mu pomagala dekorowac mieszkanie, szkoda tylko, ze nie siadla na tym wczesniej. A moze i siadla, ale ja nie siadam ja sie rozwalam, a toto sie nie nadaje do rozwalania. Zdecydowanie stawiam na wygodne!!!

    ReplyDelete
  59. W sprawie kanapy, to z czworonogami ani skora, ani zadne mikro(chyba, ze plachta zakryjesz), w moim pieskim zyciu najlepiej sie sprawdzily obicia z bardzo grubej bawelny.
    Co do biustonosza, to moge na okraglo, byleby bez tych wszystkich koronkowych drapek.
    A co do gosci, to niestety mieszkajac w strategicznej czesci miasta(sklepy, parki, uczelnie i co tam jeszcze) przyzwyczailam sie
    do tzw wpadania bez zapowiedzi - moze wlasnie z musu polubilam stanik i takie tam inne - jedni na herbatke, inni co by nogi, umeczone dreptaniem po wyprzedazach letnich umyc. A glownie te zastepy mlodziezy.
    Nie myslcie tylko sobie, ze bronie tego modelu, po prostu z lekka sie poddalam, mlodziez powoli z tego modelu tez juz wyrasta, wiec moze i na mnie przyjdzie pora na latanie w dresie.

    ReplyDelete
  60. Wiecie co a ja mam u Lubego dobrej jakosci skore na kanapie i nie narzekam. Nic sie nie klei w lecie. Moze to jednak sprawa jak0sci= W tym niestety ceny? Hmmm...

    ReplyDelete
  61. Tabathea masz na 100% racje :)) ale to sie wlasnie wiaze z cena niestety. Kuzwa dlaczego wszystko co dobre to tak duzo kosztuje??;))

    ReplyDelete
  62. Baaardzo dobrze znam taki sposób zapraszania.
    To właściwie nie jest zaproszenie, tylko asekuracja. No bomy przecież zapraszaliśmy (tylko kiedy?no nie za tydzień bo.. nie za 2 boo, a później) tylko Wy nie przyszliście.
    Taa;)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...