Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, March 19, 2009

Cos pisac

Trzeba cos pisac, zeby wreszcie tamte notki zeszly z monitora, nie ma innego wyjscia. Pogadalam troche do Mamy, wiecej do samej siebie i jest OK.
No to teraz musze cos pisac, aby sie czyms zajac, przestac myslec.

Ach, napisze Wam o mojej milosci do lotnisk i wstrecie do dlugich lotow.
Bo tak jest, ze lubie atmosfere lotniska, uwielbiam obserwowac ludzi kupujacych bilety, spiacych na lawkach, biegajacych z bagazami. Chyba ogolnie lubie obserwowac ludzi, a lotnisko jest do tego doskonale, bo tutaj klebi sie zawsze tlum rozno-jezycznych, roznie wygladajacych ludzi.
Na JFK oczywiscie Wspanialy przywiozl mnie przezornie na prawie 3 godziny wczesniej.
Wygruzil mnie przed drzwiami i pojechal spowrotem do domu, a ja nadalam bagaz i odebralam miejscowke na pierwsza czesc lotu. Ciekawostka!!! Lecialam do Brukseli liniami indyjskimi, czego w ogole nie zauwazylismy przy kupnie biletu przez internet. To znaczy ja nie zauwazylam, bo Wspanialy jak juz znalazl ten bilet to zawolal:
-- Znalazlem polaczenie za $600.00
-- Bierz!
-- Ale przez Bruksele..
-- Bierz!!!
-- Ale zobacz czy Ci pasuje...
-- BIEEEERRZZZ!!!!
Wzial.
Dopiero nastepnego dnia dopatrzylam sie, ze w drodze powrotnej mam 12 godzin czekania w Brukseli, co akurat byloby mi bardzo na reke gdyby to bylo w dzien, ale to bylo 12 godzin nocnych od 22 do 10.
-- Ozesz!!! - zawolalam.
Popatrzyl z niedowierzaniem i zapytal jakajac:
-- Jjjak tooooo sie stttalooo?
-- Normalnie, nie zauwazylismy, bo tak naprawde to nie patrzylismy na szczegoly.
-- Iiii co Tttty teraz zzzrobbbisz?
-- Nic nie zrobie, bede siedziec na lotnisku przez noc i tyle.
Oprzytomnial nagle.
-- Mowy nie ma, nie mozesz siedziec cala noc na lotnisku sama. Szukam hotelu.
Znalazl.
Ot takie mozna miec niespodzianki jak czlowiek organizuje podroz na ostatnia minute.
A juz przed samym wyjsciem z domu na lotnisko okazalo sie, ze ani ja ani On nie mamy pojecia jakie to linie. Jakos tak w zwiazku z ta przesiadka w Brukseli, oboje myslelismy, ze belgijskie.
A tu nie!! Linie byly indyjskie, szlag lubie hinduskie zarelko to przezyje - pomyslalam.
A tu spotkalo mnie bardzo mile zaskoczenie, bo takiej wspanialej obslugi nie widzialam juz od lat. Zaraz przy wejsciu stewardessa zapytala czy chce zeby moj plaszcz powiesic w szafie?
WOW!!! Normalnie to nikogo to nie obchodzi tylko pasazer zwija szynel w klebek i zamyka w szafce na bagaze. Kolejnego szoku doznalam jak nastepna przyniosla MENU!!!
Ja pierdykam, toz to elegancja francja!!! 4 zestawy obiadowe i 2 sniadaniowe do wyboru i drinki alkoholowe za darmo!!!! Hohoho tego juz dawno nie bylo.
I uwaga, uwaga!!! W lazience oprocz mydla, krem do rak i pasta do zebow!!! Rozpusta!!! Do tego kazdy ma na indywidualnym monitorze do wyboru 16 filmow a oprocz nich gry i wiadomosci ze swiata.
Tym sposobem w calkiem przyzwoitych warunkach dolecialam do Brukseli, a tam 3 godziny czekania juz na polski LOT.
Wiec mialam okazje poobserwowac troche, trafila mi sie tez macanka, bo jakims cudem zabrzeczalo jak przechodzilam przez bramke. Wiec bylo rece do gory i macanie i tak nie wiem co zabrzeczalo, ale niech im tam.
W Brukseli wlasnie widzialam wycieczke mlodziezy ortodoksyjnej podrozujacej pod opieka kilku rabinow. Mlodziez, jak mlodziez krzykliwa i rozbiegana, ale jak samochod z rabinem zatrzymal sie tuz przed terminalem to jakby w nich cos wstapilo. Rzucili sie na ten samochod, oblepili dokladnie jak winogrona czepiajac sie czego sie dalo, a kolejne rzedy czepialy sie tych co blizej samochodu. Tylko czekalam jak podniosa samochod do gory, ale nie.
Dali chlopu wysiasc.
A On w przepisowym czarnym, dlugim plaszczu z materialu przypominajacego nasze szkolne fartuszki z czasow komuny, takie podszewkowe blyszczace. Czarne czolenka i biale podkolanowki. No wiem, wiem, czolenka to takie troche zapomniane slowo, ale tutaj pasuje jak ulal. Nozki w pecinach szczuple odziane w biel skarpetek i te czolenka wlasnie. Dlugasna siwa broda, kapelusz i spod niego wygladajace pejsy az do ramion, skrecone na swiderki. Zawsze sie zastanawiam na co Oni te pejsy zakrecaja i jakos mi tak wychodzi, ze to musi byc jakis olowek, bo swiderki zwarte i cienkie som.
Jak juz rabin wysiadl to mlodziez zaczela skakac i przekrzykiwac sie coraz glosniej po hebrajsku podskakujac przy tym, gestykulujac wyciagnietymi ramionami az im te sznurki spod ubrania fruwaly. Niektorym to sie pejsy chyba z radosci rozprostowaly. Bylo ich nie wiecej niz 30 osob, ale rajwachu takiego narobili, latali w te i nazad, to ktos o bagazu zapomnial, to sie inny wrocil, to znow za chwile kolejny rabin podjechal. Ten chyba byl mniej wazny, albo sie mlodziezy energia wyczerpala, bo przy tym bylo mniej szumu.
Lubie sobie tak siedziec wsrod tlumow oczekujacych i sluchac tych roznych jezykow swiata.
Z oczywistych wzgledow, ze samolot jakim lecialam nalezal do indyjskich linii i lecial do Indii i spowrotem, wiekszosc moich wspolpasazerow byla Hindusami. Panowie w turbanach, panie z czerwona kropka u nasady nosa, to oznaka, ze kobieta jest zamezna. Troche mnie dziwilo, ze pomimo jednak niskich temperatur kobiety mialy na stopach sandaly. Napatrzylam sie tez na piekne sari, podobaja mi sie te ichne stroje. Zadziwilo mnie tez jak opiekuja sie starszymi, oczywiscie kobiety, bo mezczyzni to olewaja i sa generalnie malo widoczni.
W hinduskich rodzinach jest taka tradycja, ze kobieta opiekuje sie na starosc nie swoja wlasna matka, ale matka meza. Jakos mi to nie bardzo pasuje, bo na logike biorac to chyba kazda matka swobodniej czulaby sie z wlasna corka, ale u nich jest inaczej. Wiem o tym od mojej klientki, ktora jest urodzona w Stanach, ale rodzina podtrzymuje tradycje hinduskie. Wlasnie na lotnisku w Brukseli w drodze powrotnej widzialam starsza kobiete na wozku inwalidzkim i mlodsza opiekujaca sie nia. Od razu sobie pomyslalam, ze to musi byc tesciowa z synowa, jakos nie bardzo widzialabym siebie w takiej sytuacji. Natomiast obie kobiety zachowywaly sie zupelnie naturalnie, przy czym mlodsza nawet rozwijala starszej cukierek z papierka przed podaniem.
No coz, jeszcze raz potwierdza sie, ze "co kraj, to obyczaj"

Stardust obserwujac

23 comments:

  1. Oj przypomniał mi się "Skrzypek na dachu" kiedy Cię czytałam...
    I wiesz,odnośnie tych ichnich pejsików. Ja mam wrażenie, że one są na stałe przyczepione do tych ich "czapeczek". Jak zdejmują je z głowy to razem z pejsikami.

    ReplyDelete
  2. Moi Rodzice bardzo chwalili sobie linie hinduskie,a latali jakis czas- szczegolnie na tamtym terenie.Bardzo byli zadowoleni z jedzenia i wyboru potraw,obslugi itd..no poza jednym lotniskiem,gdzie zgubili Mamie walize z jedzeniem wigilijnym dla grupy sejsmo:)a tam były sledziki...po znalezieniu(miesiac szukali), wiadomo...
    co do pasty, to Mam zauwazyla pielgrzymki ze szczoteczkami do toalety,rowniez na lotniskach... Oni ciagle szoruja szczeki:), maja tez jakis korzen, ktory się tak w czasie mycia rozczapierza.
    mydlo.... hmmm to z tego co slyszalam, po wiadomych czynnosciach się dokladnie myja...

    cieszy mnie,ze piszesz.

    ReplyDelete
  3. Kocham hinduskie sari.
    Bym chciala mieć.
    Tulu,tulu Starduściku.:-*

    ReplyDelete
  4. stęsknilam sie za twoimi notkami. ta była rasowa :-)

    ReplyDelete
  5. lubię obserwować ludzi, ale lotnisk akurat nie znoszę straszliwie. musisz mieć w sobie mnóstwo spokoju wewnętrznego, że ten ogólny stres i hałas Ci nie przeszkadzają :)

    ReplyDelete
  6. A mnie przed oczyma Williamsburg stanal, tak mi sie swojsko zrobilo,
    Z tymi pejsami to jest cos takiego, ze oni nie moga sie golic i obcinac tych pejsow, tzn, niby moga ale narzedzie musi byc tepe.
    Ale dobrze wiedziec z tymi hinduskimi liniami, hmm, menu, drineczki za free.
    Sciskam mocno

    ReplyDelete
  7. Lotniska lubie, zwlaszcza teraz z koniecznosci polubilam, bo minely te czasy (przed 9/11) kiedy sie wpadalo w ostatniej chwili z biletem w zebach i tez bylo dobrze. Teraz na loty miedzynarodowe trzeba byc 2 godziny wczesniej wiec sila rzeczy jest czlowiek skazany na te przewalajace sie tlumy. A skoro nie mam na to wplywu to postanowilam polubic:) Spokoj mi sie chyba udzielil od Wspanialego:)

    ReplyDelete
  8. "Skrzypka na dachu" widzialam na Broadway'u 3 razy - podoba mi sie. Williamsburg faktycznie jest tez ciekawy. Interesujace, ze w wiekszosci narodowosci panuje dominacja meska. Widac to rowniez u Ortodoksyjnych Zydow, pierwszy maszeruje On - glowa rodziny, za Nim trzodka malolatow, za Nimi Matka i za Nia bardziej dorosle dzieci. Hidnusi to samo, ze juz nie wspomne o Arabach. Dlatego jak mi czasem Wspanialy wybiega naprzod to wolam "hej Mohamed".

    ReplyDelete
  9. Ja się zgłaszam do fanklubu wielbicieli lotnisk, samolotów i obserwacji ludzkości :-)

    ReplyDelete
  10. Ja natomiast nigdy nie byłam na lotnisku. Jestem z polskiej zaśnieżonej ciągle jeszcze wioseczki- góreczki :)
    Ludzi można obserwować wszędzie, tylko u mnie mniej kolorowo.

    ReplyDelete
  11. oj Star..w sumie to ja myślę,że kobieta idzie za mężczyzną,żeby pozbierać to,co on zgubi..albo zabrać to co zapomni..ehhh..

    ReplyDelete
  12. Anico-> Witaj:) Kazde miejsce na ziemi ma swoj urok i niepowtarzalne piekno. Masz racje ludzi mozna obserwowac wszedzie.

    ReplyDelete
  13. Mijka-> O tym nie pomyslalam, ale to ma swoj sens, bo przeciez gdyby nie kobieta naganiajaca za nim trzode dzieckow, to pewnie by pogubili te dziecka:))

    ReplyDelete
  14. kurde a ja całe życie myślałam, że te krpki na czołach hindusek to wyróznienie kastowe...hmmm...
    Podróze kształcą.
    Lotnisk nie lubię, kojarzą mi się z rozstaniami na wiele miesięcy oraz lądowaniem. Znacznie bardziej wolę powroty i starty;)

    ReplyDelete
  15. Flavvi, ale powroty i starty to tez lotnisko:))

    ReplyDelete
  16. A ja lubie obserwowć pryrode,zwłaszcza zwierzęta.Dla mnie to ciekawsze.Ciesze się,że jestś że piszesz.
    Batka

    ReplyDelete
  17. Na lotnisku naszym okolicznym bywam tylko po to, by kogos odebrac i powitac. To wlasciwie inny rodzaj dworcow, no, moze meneli tam brak, bo od miasta daleko.

    Na latanie nie potrafie sie zdecydowac, choc siostra nieustajaco do USA zaprasza. Zrobcie tam jaki most przez ocean dla niedorozwinietych powietrznie!

    ReplyDelete
  18. Co za umiejętność obserwacji - jak rasowy reporter! A podróże wiadomo kształcą,tylko że trzeba mieć oczy i uszy otwarte oraz spokój w sobie,a nie kłębek nerwów, jak w moim przypadku.U mnie zawsze popłoch, reisefieber + choroba lokomocyjna( a więc otumanienie środkami przeciw niej).Nawet, gdy mam nad sobą mocną opiekę... a sama to już jestem jak "dziecko we mgle".I taka to ze mnie d..a z uszami - zwierzyłam się przy okazji.Ale też nigdy nie przeleciałam nad oceanem, to i nie mam wprawy. ;-)

    A Stardust niech pisze,pisze - chętnie poczytam...

    ReplyDelete
  19. Beato-> Ja lubie latac na krotkich dystansach, tak do 3 godzin. Taki przelot 8-godzinny przez ocean jest upierdliwie nudny. Nie moge spac w samolocie, bo nie potrafie spac na malych przestrzeniach skulona w dziesiecioro, nie ma gdzie lazic, bo nie ma, nie mam co zrobic z nogami, ktore w dodatku bardzo mi puchna przy tej zmianie cisnienia. No upierdliwe to jest co by nie mowic. Chyba dlatego bywam w Polsce tak rzadko, a przeciez koszt takiej podrozy tez nie jest bez znaczenia.

    ReplyDelete
  20. 3 godziny czy 30 nie ma znaczenia, nie moge wyjść wtedy gdy chce :)

    ReplyDelete
  21. Beato-> Rozumiem, wlasnie popelnilam notke o fobiach:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...