Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, March 21, 2009

Fobia

Jak swiat swiatem ludzie mieli i maja rozne fobie, jeden boi sie burzy inny latania samolotami, a jeszcze inny ciemnosci. I to jest normalne, jak bylam mala balam sie zostawac sama. Pamietam, ze zima Babcia zostawiala mnie czasem sama na 10-15 min i szla do sklepu, bo tak bylo szybciej niz ubierac malego 5-letniego brzdaca i ciagnac przez zasniezona ulice.
Wiem, w dzisiejszych czasach Babcie wsadzono by do pierdla, Rodzicow pod sad, a mnie do domu dziecka. Ale tamte czasy byly inne i jakkolwiek ludzie nie robili tego nagminnie to nie bylam tez jedynym bachorem, ktorego zostawiono samego w domu.
A ja sie balam, tak jak boi sie wiekszosc dzieci, balam sie ciszy pustego domu, dziecieca wyobraznia ciagle posuwala obrazy, ze ktos za mna stoi, albo nagle wychodzi spod lozka, czy z szafy. Wlaczalam radio na caly regulator i siadalam w kacie pokoju obserwujac drzwi wejsciowe. To pomagalo, radio zabijalo cisze, a siedzenie w kacie pokoju sprawialo, ze ta przestrzen za mna byla niewielka, a im mniej miejsca niekontrolowanego tym mniejszy strach.
Tak to jakos dzialalo w moim przypadku. Wpatrywanie sie w drzwi skracalo czas samotnosci, chociaz tak na dobra sprawe to w tamtym czasie nie mialam pojecia ile to jest te 10 czy 15 minut.
W momencie gdy drzwi sie otwieraly i ukazywala sie postac Babci ja wylaczalam radio.
Mijal strach i juz wszystko bylo w porzadku.
Fobie nie mijaja, one sa. I mozna, a czasem trzeba z nimi zyc.
Ja mam fobie kotow, panicznie boje sie kotow i nikt nie ma pojecia czy cos sie wydarzylo w moim dziecinstwie co spowodowalo ten paralizujacy strach.
Nauczylam sie z tym zyc. Moglabym wydac setki albo i tysiace na terapie, ale wiem, ze terapeuta nie moze zrobic pewnych rzeczy za mnie, a mnie sie nie chce.
Mowilam, ze leniwa jestem? mowilam. No to sobie zyje z ta kocia fobia i jest nam OK.
Ale bywalo roznie;)
Pamietam jak mieszkalam z rodzicami i Potomkiem w tym samym mieszkaniu i Tatulek przytaszczyl taka wielka wycieraczke pod drzwi mieszkania. Za kilka dni wycieraczke upatrzyl sobie bezdomny kocur i spal na niej cale noce. Rano przed wyjsciem do pracy musialam prosic Babcie, ktora wtedy tez z nami mieszkala, zeby wygonila kota zanim ja wyszlam z Potomkiem do zlobka czy przedszkola.
Gorzej bylo wieczorem, jak czasem gdzies poszlam, to nie moglam wejsc do domu, bo kot sie panoszyl na wycieraczce. Szlam wtedy do sasiadki pietro nizej i dzwonilam do domu, zeby ktos przeprosil wycieraczkowego goscia na chwile to wroce.
Potomek wyrastal wiec z pelna wiedza, ze matka boi sie futrzakow. Kiedys w zabawie przedrzezniajac sie ze mna powiedzial ze mnie nie lubi, to ja sie odgryzlam i powiedzialam, ze wobec tego pojde i poszukam sobie innego syneczka. A Potomek na to:
-- A wcale nie pojdziesz bo na wycieraczce jest kot!
Staralam sie jak moglam, zeby mojej fobii nie przekazac dziecku i chyba mi sie udalo, chociaz nie widze zeby darzyl koty szczegolna miloscia, ale mezczyzni chyba raczej wczesniej posiadaja zony niz zwierzeta domowe.
Pamietam jak juz tutaj w Stanach mieszkalismy na osiedlu, gdzie bylo kilka polskich rodzin i poszlam sobie na sobotnie pogaduchy do sasiadki w innym bloku. Owczesny wylegiwal sie w lozku ogladajac telewizje a Potomek byl u kolegi.
Wracajac do domu zobaczylam na trawniku kota i musialam obok niego przejsc, a kot PATRZYL NA MNIE!!! Dostalam takiego rozpedu, ze bieglam jak na koncowce maratonu.
Kiedy wreszcie z wywieszonym jezorem, walacym sercem i dusza na ramieniu dobieglam do budynku to z windy wyskoczyl rozzarzony do czerwonosci Owczesny i na moj widok zawolal:
-- Co sie stalo?
-- Niiiccc - odpowiedzilam lapiac oddech.
-- To dlaczego tak bieglas? Myslalem ze ktos Cie goni.
Biedne chlopisko, akurat wyjrzal przez okno i zobaczyl jak sprintuje w kierunku naszego budynku, kota oczywiscie nie widzial, bo zaslanial go sasiedni budynek, zreszta kot wcale sie pewnie nie ruszyl ze swojego miejsca. Owczesny niewiele myslac wciagnal szybko portki na dupe i lecial z odsiecza:)))
Najbardziej nie lubie jak ktos probuje mnie na sile "wyleczyc" a takie sytuacje tez sie zdarzaja.
Pojechalam kiedys z kolezanka do polskiej agencji wyslac paczki do Polski, wyrzucilysmy paczki na chodnik i B. pojechala szukac parkingu, a ja mialam paczki przeniesc do agencji.
I wlasnie w momencie kiedy z jedna paczka probowalam wejsc do biura agencji zobaczylam obok biurka dorodnego kocura, lub kocice - mnie tam wszystko jedno. Stanelam w otwartych drzwiach i pokonujac wstyd, bo to zawsze wstyd, ze stara baba boi sie kota powiedzialam:
-- Przepraszam, ale ja sie boje kotow, czy moglaby pani zamknac tego kociaka gdzies na zapleczu na chwile, bo chcialam wyslac paczki.
Oczywiscie natychmiast 9 par oczu (3 pary nalezace do pracownikow i 6 par interesantow) skierowalo sie w moja strone. A wlasciecielka zaczela tlumaczyc mi slodkim glosem, ze przeciez nie mozna sie bac takiego "przemilego, spokojnego koteczka". No ja pierdole, dla niej to przemily, spokojny koteczek, dla mnie to tygrys, dostalam wkurwa maximusa i przerwalam Jej wywod slowami:
-- Prosze pani, o ile mnie wzrok nie myli, to tu jest agencja wysylkowa, a nie gabinet terapii. Jak bede chciala leczyc moje fobie to pojde do lekarza, a narazie to chcialam wyslac paczki i albo bierze pani tego kocura na zaplecze, albo ja zabieram paczki do innej agencji.
Krotko, konkretnie i rzeczowo. Kocur wyladowal na zapleczu w nastepnej minucie, a paczki na wadze. Tyle w agencji, ale sa czasem sytuacje towarzyskie i te sa nieco trudniejsze do pokonania. Na przyklad moja kolezanka H. posiada kota, a oprocz kota posiada tez domek w gorach, do ktorego to domku zostalam kiedys zaproszona. Jak tu jechac, checi sa ogromne, z drugiej strony wiadomo, ze w gory jedzie tez kot. Kot, ktory jest na zdrowy rozsadek wazniejszy niz ja, bo jest czlonkiem rodziny, tu nie ma zadnych watpliwosci. Postanowilam zaryzykowac i uknulismy plan, ze jedziemy, a w przypadku gdy nie bede mogla wytrzymac, to siade w samochod i wroce do domu. Kot jak tylko dojechalismy natychmiast wypuscil sie w teren, a jak wrocil to ja juz bylam nabombiona jak odrzutowiec i wcale nie zwracalam na niego uwagi. Zreszta on tez mnie oficjalnie olewal i siedzial sobie gdzies w drugim pokoju.
Po tym doswiadczeniu doszlam do wniosku, ze moze przy pomocy odpowiedniej ilosci alkoholu da sie jakos z tej fobii wyleczyc. Mialam tez innego znajomego w innej czesci stanu, ktory mial dzikiego kota, taki co to zostal przez Niego udomowiony. Ten byl tak wyszkolony, ze jak ja przyjezdzalam i zobaczyl samochod przed domem to natychmiast wiedzial, ze musi sie wynosic. Madry byl i schodzil mi z drogi. Postanowilam, ze te dwa stworzenia wykorzystam do samoterapii. I calkiem niezle nam szlo, chociaz byly sytuacje zabawne, bo okazalo sie, ze w malym gronie kilku osob moge zniesc towarzystwo kota, bo jest i mnie i jemu latwiej miec siebie na oku czyli pod kontrola. On wie co ja robie, ja wiem gdzie on jest i gra muzyka. Natomiast w wiekszym gronie wolalam, zeby bestie zamykano w osobnym pomieszczeniu i tak tez robilismy.
Akurat byly urodziny meza kolezanki H. a wiec wieksze grono gosci i kot zamkniety w sypialni, niektorzy z gosci nie mieli pojecia o mojej fobii, ale przeciez nie bylo zadnego zagrozenia, bo i kto nagle lazlby do sypialni gospodarzy i po co?
Zabawa trwala i rozwijala sie prawidlowo do momentu kiedy nagle musialam skorzystac z lazienki. Poszlam, siadlam wygodnie na kibelku i nagle zerknelam w lewo, a tam.... siedzi w podobnej pozycji w kuwecie BOBO!!!!
Kurde mol!!! Lazienka to jednak male pomieszczenie i nie bardzo korzystne do takich spotkan, na tyle nie bylam jeszcze zaawansowana w terapii!!!!
Wytezona sila woli staralam sie pamietac co robie i gdzie jestem, zeby nie wyskoczyc do salonu z majtkami w kolanach i krzykiem na ustach. Na moje szczescie widocznie koty nie lubia sobie przeszkadzac w tak intymnych momentach, bo dal mi spokojnie dokonczyc dziela, wciagnac gacie i wyjsc ze szczatkami ludzkiej godnosci. Ale ponoc bylam bledsza od scian malowanych na popularny ecru.
Okazalo sie, ze gospodyni widzac, ze jestem zajeta rozmowa postanowila dyskretnie pozwolic pupilkowi skorzystac ze spotkania z kuweta!!!
Tak czy inaczej powoli oswajalam sie z obecnoscia kotow na swiecie.
A mialam w tamtym czasie klientke, do ktorej chodzilam do domu na prywatne uslugi, a Ona miala dwa male kotki. Maz Pameli zamykal je zawsze na czas mojej wizyty w innym pokoju i jakos to szlo. Pewnego dnia przyszlam i juz od drzwi zaanonsowalam, ze "koty moga zostac na wolnosci, bo ja jestem wyleczona". Bez wiekszego przekonania, upewniajac sie czy na pewno, po moim potwierdzeniu David zostawil koty w spokoju. Pamela jak zwykle poszla do kuchni zrobic kawe a ja podreptalam za Nia i nagle jak tak sobie gawedzilysmy to jeden z tych drani skoczyl mi na piersi!!!!!
Tego sie nie spodziewalam, dostalam normalnie jakiegos ataku!!! Oddech mi odebralo na dobre kilka minut, serce walilo i w ogole o malo nie dostalam zawalu.
Skonczylo sie na tym, ze szlag trafil terapie.
Od tamtej pory znow kazdy kot to tygrys. Z ta tylko roznica, ze jak dawniej na widok kota spierdalalam z predkoscia swiatla, tak teraz ze wzgledu na sluszny wiek staje jak slup soli i sram w gacie.

Stardust z fobia

31 comments:

  1. Przekocham te bestie, te zołzy paskudne i czytam i czytam i już mi umknęło od czego się u Ciebie zaczęło. Kociska to szmatławce, które kochać trzeba. fartuszek wykrochmalony-taca z zarciem-wyczyszczony kibelek plus usmiechnieta micha obowiazkowo,no!

    ReplyDelete
  2. Witaj Stardust, poczytuje sobie czasem Twojego bloga i w koncu zebralo mnie, zeby sie odezwac. Po pierwsze i najwazniejsze - z powodu ostatnich wydarzen w Twoim zyciu, i tak w ogole - serdecznosci podsylam tyle, ile potrafie. A po nastepne - zwierzaki wszystkie chyba tak maja (a maja tak na pewno psy i konie), ze lek i agresje odbieraja podobnie. Mam ten sam problem z ptakami. Jak juz mialam dosyc, ze kazda ges na mnie syczy, rozindyczony indor atakuje i nawet pawi w parku sie balam, to postanowilam i sie odwazylam podac fistaszka papudze, ktora przyjazna byla ponoc wobec calego swiata. No to mi ta cholerna maszyna do szycia skrzyzowana z imadlem palec przedziurawila, ignorujac ulubione zarcie dokumentnie. A niby robilam wszystko, jak kazali... Teraz, zupelnie przypadkiem, mam naturalna terapie wstrzasowa i chyba zaczyna dzialac. A koty, to naprawde sa fantastyczne bestie, choc tak naprawde, to psiolubem bardziej jestem:) Pozdrawiam, Hanka

    ReplyDelete
  3. Nie boje sie, ale nie przepadam. Zdecydowanie jestem psiara, nie kociara. A koty, wiedzac, ze ich nie lubie, wlaza na mnie masowo...

    ReplyDelete
  4. Hanka-> Witaj milo mi ze wpadlas i rozgosc sie, moze zostaniesz na dluzej:) No tak to jest z tymi terapiami co je sobie same aplikujemy:) Wszystkie koty czuja, ze ja sie ich boje, no takie madre bestie som, ale ja juz chyba nie bede probowac tego zmieniac.

    ReplyDelete
  5. Jestem absloutna "psiara", ostatnio nawet sobie pozwolilam na rozmyslania na temat, ile by taki kot pociagnal z moimi brytanami? ja mysle ze jakiss 5 minut ( oczywiscie dywagacje czysto teoretyczne), po co psy stresowac.
    A fobie mam, nie cierpie ptakow, normalnie chyba ten Alfredzik Hitchcock w mlodosci ogladany tak na mnie podzialal.Ostatnio dwa sepy mi na drodze usiadly. Brrr.
    Trzym sie cieplo Star.

    ReplyDelete
  6. To ja psiara i kociara. Ale nie mogło być inaczej jak rodzice zawsze mieli ich znaczną ilość.Za to nie lubie ptaków,żab i żółwia cholery.
    Mojego Żabula kocham nad życie,on o tym wie i nieźle mnie sobie wytresował...

    ReplyDelete
  7. no,no,no;)
    ale że skoczył? toż to bestia jakaś perfidna była ?
    mam koty sztuk dwie i powiem że one usuwają się a raczej spieprzają przed gośćmi i nie wyobrażam sobie by któryś zapragnął sam z siebie bliższego kontaktu.
    Wiesz?
    Ja też bym dostała ataku jakby mi obcy sierściusz na klatę skoczył:)
    Wcale a wcale sie nie dziwię i uważam że POMIMO fobii to ty jesteś odważna kobita;).

    ReplyDelete
  8. Tuv-> To byly w sumie jeszcze mlode kocieta i wlasnie tak sie bawily z Pamela skaczac na nia. I tak tez jeden z nich potraktowal mnie. Kurde do dzis pamietam te mordke tuz przy mojej, a wczepil sie pazurkami w moj sweterek tak, ze chwile trwalo zanim go Pamela sciagnela. No probowalam sie pozbyc tej fobii, ale od tamtej pory dalam spokoj. Moge o nich czytac, moge ogladac zdjecia, rozumiem, ze generalnie ludzie je kochaja, ale .. to nie dla mnie.

    ReplyDelete
  9. Stardust, kazdy ma jakies fobie. To, ze sie boisz kotow, wale nie jest jakims wyjatkiem. Moja przyjaciolka boi sie kotow panicznie. Urzadza sceny z wrzaskami, jak tylko zwierzatko zobaczy, do domu z kotem nijak nie da sie zaprosic.

    A ja podobnie jak Hanka - boje sie ptakow i ich nie lubie. Psy, koty, konie - prosze bardzo. Moge z nimi mieszkac,opiekowac sie, przytulac. A ptaki, szczegolnie w duzej ilosci - przyprawiaja mnie o palpitacje.

    To samo mam z gryzacymi owadami typu pszczola, osa czy szerszen. Dostaje takiego napedu, ze lece przed siebie nie patrzac pod nogi.A jak taka franca wleci do mieszkania, to kaplica. Wolam pomoc i nie wejde do pomieszczenia poki ktos nie utlucze gada.

    ReplyDelete
  10. Daisy-> Ja swiadomie staram sie unikac domow z kotami, bo uwazam, ze to niepotrzebny stres dla mnie, kota i przede wszystkim gospodarzy. Staram sie szanowac fakt, ze inni kochaja te swoje "tygrysy" i w tym momencie tygrys jest wazniejszy ode mnie, bo on jest czlonkiem rodziny a ja tylko gosciem.

    ReplyDelete
  11. No jasne :-) Po co sobie traume fundowac? Tym bardziej, ze w wiekszosci przypadkow wlasciciele zwierzat NIE ROZUMIEJA jak mozna sie bac ich ukochanego kiciusia.
    Ja mialam to samo z Maksiem. Jezeli przychodzil do mnie ktos, kto mial lekka psofobie, to prosilam psa, zeby usunal sie z pola widzenia, co czynil, natomiast dziwilam sie, ze ktos moze czuc sie niepewnie w jego towarzystwie. No bo jak to? Bac sie puchatego misia o wadze 50 kg ? A dla kogos nieobeznanego z psami on pewnie mial paszcze jak krokodyl :-)))

    ReplyDelete
  12. w pełni rozumiem,ja się boję...eeee nie wiem czego..chyba słonia?:)))

    a na serio,jak byłam dzieckiem panicznie bałam się wszystkiego co lata i brzęczy..brrr..teraz może nie wpadam w panikę,ale nie lubię.szerszenie wypraszam albo zakładam moskitiery(był taki czas,ze wpadały z wizytą,niezapowiedzianą i wieczorną:),nie lubię pająków,ale moja Starsza lubi,to i jest komu wyprosić.

    w domu dwa psy i dwa koty,zamykane,jak ktoś przychodzi.po prostu,nie każdy musi lubić no i kłaki,wszęęęęęędzie te kłaki!

    ReplyDelete
  13. musze przyznać że usiłuję sobie wyobrazić, jak się można bać kotów i nijak nie mogę. ok, rozumiem, fobia, irracjonalne. nigdy w życiu się z tym nie spotkałam, miałam owszem znajomą, która najpierw twierdziła że nie znosi kotów, ale wkrótce po tym wzięła sobie kociaka, więc nie wiem jak to z nią było naprawdę. a jakbyś zamknęła oczy i pogłaskała jakiś przyjazny egzemplarz? przecież to przyjemne jest ;)

    ReplyDelete
  14. Ds-> hahaha przyjemnie to jest glaskac Wspanialego:))) Nawet z otwartymi oczami:)))
    Tak jak sama napisalas, fobie sa bezsensowne i nie bardzo mozna znalezc na nie logiczne uzasadnienie. Pajak tez czlowieka nie zezre, a jednak mozna sie go bac.

    ReplyDelete
  15. tak,właściwie to a się boję ptaków w większej ilosci ale nie wszystkich.Nie znosze kruków,wron,kawek.I ten mew;>
    Ale to pewnie z Hitchcocka mi przeszło.U nas często jesienią jak zerknę do ogordu to trawa czarna być potrafi od żerujących ptaszydeł.Fuuuuj.A jak gromadzą się na drzewach okolicznych,brrrr.
    No i miałam jeszcze taki fragment - siedzą n drutach,płocie,bezlistnym drzewie,i mnie OBSERWUJĄ.Jeee jak ja się wtedy spieszyłam do domu;>>>

    ReplyDelete
  16. Stardust...nie było mnie tu chyba... wieki
    współczuję,że mama Ci odeszła


    a co do kotów...!!!
    jest jedno wytłumaczenie hehehe powiem tak dla usmiechu w poprzednim wcieleniu byłas kocicą i zjadł Cię kot!!!!!

    z fajeczzką pyk.pyk.pyk i szklanica dobrego konaczku
    ...koty ...te duże...dzikie wspaniałe,cos masz z kocicy!!tej duzej

    ReplyDelete
  17. aha to ja Kapitan Nemomniaem wpisać
    pozdrawiam

    ReplyDelete
  18. Jak sobie zwizualizowałam łazienkową historię to mnie zgięło w fotelu :)))

    ReplyDelete
  19. Malgoska, a Ty wiesz jaki to byl wyczyn, zwlaszcza po kilku drinkach!!! To byla chirurgiczna operacja:)

    ReplyDelete
  20. Jak zwykle zajmująca i pełna humoru notka - scenka z łazienki zwłaszcza. Ale, pomijając dowcipne podejście do tematu, to już wygląda na prawdziwą fobię, bo ja tylko trochę odczuwam lęk przed niektórymi kotami, szczególnie dużymi i ogólnie jakąś rezerwę i chłód. Doceniam na zimno ich urodę i niezależność.Nigdy nie chciałabym mieć w domu kota, w przeciwieństwie do psa, ale w ogóle nie pasują mi zwierzęta w mieszkaniach blokowych. A już spanie ze zwierzątkiem - nie do przyjęcia, kompletnie... Zresztą w ogóle lubię spać jedynie sama ;-/

    Należę do tych, którzy się boją burzy, a szczególnie pod gołym niebem. Może także głębokiej ciemności - te dwa lęki nieoswojone od dzieciństwa.
    A także - krowy, gęsi, indyka, szczura( a i myszy ), ropuchy, pająka, owadów z żądłem... i już nie mówiąc o sępie, krokodylu, wężach, nietoperzach.
    Wychodzi na to, że ze mnie okropny tchórz!

    ReplyDelete
  21. Ja to rozumiem, choc sama kocham zwierzaki. Dla mnie nie do przejścia są plastikowe psy (nigdy nie wiadomo co takiemu odbije) i ptaki. No i weże i zmije.
    Brrrrrrrrrrrr.

    ReplyDelete
  22. Najgorsze zawsze wlasne demony.
    Tak sobie mysle, ze latwiej wymigac sie od kota, niz od wanny.
    Bo ja ten przyklad nie jestem w stanie wejsc do wanny napelnionej woda(przypadlosc nie dopada mnie ani na basenie, ani w rzece, ani w morzu). I musze wchodzic, do pustej, zimnej wanny zeby wypluskac sie. Inaczej zawal serca gwarantowany.

    ReplyDelete
  23. no muszę przyznac, że tu mnie zaskoczyłas. ale to, co powiedziałas o pająkach przekonało mnie. teraz rozumiem twoją fobię. ale mogę dalej czasem umieszczac zdjęcia swoich kotecków u siebie, nie uciekniesz z krzykiem ;-)?

    ReplyDelete
  24. Ja ptachury uwielbiam, wiadomo. Choć wcale nie jestem zwolenikiem trzymania ich w domu. Jak zresztą trzymania w domu na siłę kogokolwiek.

    Fobii chyba nie mam żadnej, ale nie cierpię komarnic, kosarzy i tzw. kartoflanych pająków, które zawsze po wykopkach gdzieś wyłaziły z pełnej pyrów piwnicy. Czyli wszystkiego, co ma mikry środek i dużo długich, chudych rąk i nóg. Błee. Koty i psy mi nie wadzą i jak chcą się zakumplować, to jestem otwarta, choć w pewnych granicach. Jak nie chcą, to się nie rzucam i nie miętoszę na siłę. Ale jak mijam psa lub psy na pustej ulicy, to jeżą mi się pióra na karku i sztywnieją tylne łapy.

    ReplyDelete
  25. Kokliko-> Znam tez jedna osobe z taka fobia wannowa, wiec nie jestes sama:) No tak to bywa, ze czlowiek nie moze znalezc uzasadnienia, bo niby jak sie boisz wanny to powinnas sie rowniez bac basenu, a jednak nie. No i jaka tez niby roznica miedzy pusta a pelna wanna, ale w przypadku fobii to jednak roznica.

    ReplyDelete
  26. Batumi-> Nie jest tak zle, bo gdybym sie bala koteckow na zdjeciach to musialabym przestac czytac wszystkie blogi:))) Ja chyba jedna jestem niekoteckowa;)Zdjecia mi nie przeszkadzaja, tylko wydanie na zywo jest oplakane w skutkach.

    ReplyDelete
  27. Stardust, jak to dobrze, że na fotkach kiciuście Ci nie przeszkadzają, bo jak bum cyk cyk zmieniłabym zdjęcie w profilu:)))
    A tak poważnie, to nie będę próbowała "odfobić" Cię na siłę (też mam swoje irracjonalne lęki), ale (IMO) koty to najpiękniejsze ze stworzeń. Ja je uwielbiam za wszyskie ich cechy, a szczególnie za dumę i grację z jaką się poruszają. No, o kotach, to ja bym naprawdę mogła strzelić elaborat, ale zostawię te wywody na kocie fora:)
    Pozdrawiam.
    P.S. Mnie w słup soli zamieniają pająki i nietoperze, chociaż tych drugich z odległości mniejszej niż 5 metrów nie widziałam:))) Generalnie da się z tym żyć:)))

    ReplyDelete
  28. dikejka-> ja nawet czytam te kocie elaboraty, bo przeciez wiekszosc blogowiczek to kocie mamy:) ale jakos mnie to nie leczy i ciagle jeszcze nie zapalalam checia posiadania futrzaka;)

    ReplyDelete
  29. do spania to ja wolę psa:) koty za bardzo "pompują"

    ReplyDelete
  30. Ja się trochę nie dziwię, mimo że mieszkam z kotami od ładnych paru lat. Kiedy jeden z moich kotów dostał ataku (był ciężko chory), widziałam, jak w sekundę z Mojego Kota przeistacza się we wściekłą bestię, która chce mnie zabić. To nie było zwykłe dziabnięcie przy zakładaniu wenflonu, które się wybacza minutę później czy zrzucenie wazonu, za które się na bydlę pokrzyczy, ale potem kotek zrobi mru i jest ok. Bałam się własnego kota i - wstyd powiedzieć - chciałam, żeby umarł, bo bałam się, że po tym nie dam rady z kotem żyć. Potem mi było głupio, bo obiecywałam kotu, że będę się opiekować, i co? Bilans dla mnie wychodzi na plus, mimo takich sytuacji.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...