Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, March 24, 2009

Wiosna idzie:)

Idzie to za duzo powiedziane, "lezie" "wlecze sie" jest bardziej adekwatnym slowem. Moze nawet kiedys dolezie, dowlecze, dociagnie sie...jest szansa.
A narazie takie piekne niebo bez jednej chmurki (jak na zdjeciu powyzej) mam od niedzieli i slonce swieci, ale co z tego jak na termometrze 8C dopiero jutro ma byc ponoc 11C. Eeeeh i pomyslec, ze juz w lutym bylo kilka tak cieplych dni, ze mozna bylo chodzic w cienkim sweterku, ba widzialam juz pare osob z krotkim rekawem. W zasadzie to moze nie powinnam tak tej wiosny wyczekiwac, bo dopiero jak zrzuce zimowe okrycie, to wyleje sie ten tluszcz, ktorego juz niczym nie bedzie mozna zaslonic.
Kurde zla jestem, bo nie moge sie dostac do tej lekarki, ktora sobie wymyslilam, tej z kliniki alternatywnej.
No szlag mnie trafia, bo od ponad miesiaca nie moge umowic wizyty. Jak dzwonie to ciagle kobitka z recepcji mi mowi, ze "dr.X nie przyjmuje narazie nowych pacjentow"
W koncu nie wytrzymalam i zapytalam, czy taki stan jest juz forever and never? Podobno nie, ale jest to sytuacja chwilowa.
Nie mam pojecia, moze powinnam czekac, az starzy pacjenci "wyjda" tylko jeszcze nie wiadomo ktorymi drzwiami.
Po powrocie z Polski znow zadzwonilam i znow to samo "nie przyjmuje nowych".
Szlag mnie trafil, zadzwonilam do Lynn, Ona jest dobra w takiej dochodzeniowce, wiec przedstawilam Jej sytuacje i mowie:
-- Jak tam idziesz to moze postaraj sie wywachac co w trawie piszczy, bo cos mi tu nieladnie pachnie.
Lynn, daj Jej Boze zdrowie, kocha takie zlecenia, bo ja to dupa mokra nie nadaje sie do zadnego sledztwa, bo z natury nie lubie zadawac pytan, a nawet jak zadam to nie mam cierpliwosci do sluchania odpowiedzi. Lynn natomiast jest osoba niezwykle dociekliwa i skrupulatna w zbieraniu i klasyfikowaniu informacji.
-- Alez nie ma sprawy, Ty wiesz, ze ja tam wszystko wybadam, bo przeciez chce nie tylko zebys Ty sie tam dostala, ale i moja Amanda - ucieszyla sie Lynn. Amanda to corka Lynn.
W ubiegla srode poszla na druga swoja wizyte z dr.X i zaraz po wizycie zadzwonila do mnie:
-- Juz wszystko wiem, bedziesz mogla sie do Niej dostac w kwietniu.
Okazalo sie, ze nasza pani dochtorka odchodzi z kliniki i otwiera swoja prywatna praktyke. Z tego tez powodu recepcjonistka nie chciala przyjac nowych pacjentow, no bo wiadomo nie lezy to w interesie kliniki. Pani dochtorka tez nie udzielila zadnych informacji co do tego gdzie i jak, bo w tej sytuacji nie jest to zgodne z etyka zawodowa.
Podoba mi sie taka postawa, bo swiadczy o tym, ze slowo honor jest naszej pani znane. Powiedziala tylko, ze odchodzi i juz na poczatku kwietnia bedzie sobie mozna wyguglac wiecej informacji, no to sobie bedziemy guglac.
Umowilam sie z Lynn na spotkanie w poniedzialek w celu zdania dokladnej relacji z wizyty.
Przyznam, ze jestem ciekawa jakie beda efekty, bo ta klinika i niektorzy lekarze z Californii zajmujacy sie dokladnie tym samym co nasza pani byli ponoc w programie Oprah.
Pisze ponoc, bo ja programu Oprah nie ogaldam, no nie mam cierpliwosci ani zainetersowan w kierunku takich talk shows, ale przyznac musze, ze wyglada na to, ze z Oprah lacza mnie podobne problemy natury walki z nadwaga, chociazby;)
A biorac pod uwage fakt, ze jestesmy z tego samego roku przyczyny moga byc podobne.
Zaniteresowalo mnie rowniez to, ze ta lekarka robi zupelnie inaczej badanie krwi na tarczyce, a ja podejrzewam, ze to jest moj glowny problem w tej chwili.
No nie moge sie doczekac, kiedy wreszcie uda mi sie tam pojsc i zobaczyc co z tego wyjdzie.
Jak na osobe, ktora do dochtorow chodzi raz na kilka (jesli nie kilkanascie) lat to jestem mocno podekscytowana:))
Tylko ceny sa przerazajace, ale wiekszosc lekarzy ma przerazajace ceny, wiec musze sie z tym pogodzic. Tego nie da sie przeskoczyc.
Ale niech ta wiosna juz przyjdzie, to bedzie mi sie chcialo pojechac gdzies do lasu, czy jakiegos parku, polazic troche po lesie. A tak to czlowiek siedzi i kisnie, bo sie nie chce z domu wyjsc.
To chyba najdluzsza zima jaka tu pamietam, normalnie o tej porze roku temperatury byly ok 15C i chcialo sie zyc. Moze nawet nie byloby tak zimno gdyby nie te cholerne wiarty, ale duje jak na wisielca. Tak mowila moja Babcia, z tym ze tym razem to musialoby tych wisielcow byc duzo.
Nawet moim klientkom nie chce sie za bardzo przychodzic, normalnie to szykuja sie juz do wiosny, a teraz zastoj. Z drugiej strony zastoj jest tez spowodowany sytuacja na rynku.
Szlag, szlag, szlag wszystko sie sypie i wali, lacznie z pogoda.
W tym roku poza weekendowymi wyjazdami gdzies w okoliczne tereny nawet nie moge liczyc na wakacje. No chyba ze Wspanialy jednak wygra w tego totolotka.
Potomek stracil prace, wiec musze sie jeszcze liczyc z tym, ze jak nic nie znajdzie, a w finansach teraz to szanse sa bliskie zera. Kurwa, jeszcze sie moze zdarzyc, ze i On wroci jak bumerang.
Ludzie ja chce miec spokoj!!!!!
Ja sie juz do tego wszystkiego nie nadaje!!!
Ale sobie pomarudzilam dzisiaj, ale w koncu od tego czlowiek ma bloga zeby sobie czasem mogl rzygnac solidnie.

Stardust rzygawicznie

29 comments:

  1. jasne, rzygaj se do woli, wiosny w tym roku nie ma

    ReplyDelete
  2. Beata-> mowisz, ze odwolali? ja bym tam wolala, zeby ten moj kryzys pieprzony odwolali.

    ReplyDelete
  3. U nas ponoc od soboty ma sie zaczac pojawiac wiosna. A kryzys? Minie! Nie ma bata! Poza tym i tak 21 grudnia 2012 wszystko szlag trafi, wiec korzystajmy z zycia, poki czas...

    ReplyDelete
  4. Zgago-> Ale do tego 21 grudnia 2012 trzeba jakos dozyc:))

    ReplyDelete
  5. Tak, wiosny nie ma a pozniej jak dopierdzieli sloneczko to tylko klimatyzacja uratuje.
    Cholera.
    Stardust, Ty sie trzym jakos i czego mozesz.
    Moja Babcia "pozytywna" az do bolu mawiala "ze nie ma tak zle, zeby nie moglo byc gorzej"
    a ja jej na to zawsze odpowiadalam:
    "jest bardzo dobrze, i tylko jeszcze lepiej moze byc"
    i tego sie trzymajmy, bo w koncu jeszcze 3 lata.

    ReplyDelete
  6. nie,no ten brak wiosny też mnie ...denerwuje;>.
    Kryzys do nas ciagle się jeszcze czołga,i czołga,bo tak naprawdę go jeszcze nie ma i nie ukrywam że słabo mi się robi na to JAK DOJDZIE.
    Mój lekarz rodzinny pocieszył mnie niesłyuchanie przypominajac ile to trwał kryzys w latach 20-30 zeszłego wieku.Skończył się tuż przed wojną,a moze dzięki wojnie?
    A!A!A!
    Masz rację,trzeba jeszcze dożyć.
    Nasz Junior ma około 2 lat do skończenia studiów.I bym chciała żeby jednak pracę dostał.

    ReplyDelete
  7. Stardust, 11 st.C to śmiem twierdzić niemal luksus, bo tu zima całą gębą;) W tefałce obiecują, że to już ostatnie jej podrygi, ale jakoś trza to dogorywanie przetrwać. Ja się ratuję zeszłorocznymi nalewkami i Tobie też polecam taką formę rozrywki;) W kilka minut smutki odgania:)
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  8. Lukrecjo-> Ja tez mowie, ze "nigdy nie jest tak zle, zeby nie moglo byc gorzej, ale tez nigdy nie jest tak dobrze, zeby nie moglo byc lepiej". Tylko jakos mi sie wszystko wali na leb na raz i chyba mam chwilowe zalamanie. Przejdzie jak wszystko inne do tej pory przechodzilo, ale to wymaga czasu.

    ReplyDelete
  9. tuv-> Obawiam sie, ze tamten kryzys skonczyl sie wlasnie dzieki wojnie, a w zwiazku z tym widoki nie sa za rozowe.
    Moj skonczyl studia lata temu, ale niestety kierunek szlag trafil po drodze:) Mowie, zeby sie przestawil na cos innego, bo jakos przyszlosc finansow widze w szarych kolorach przez najblizsze 10 lat. Zobaczymy co z tego wyjdzie, narazie czeka na zasilek i szuka innej pracy.

    ReplyDelete
  10. Dikejka- Ja wiem, ze 11C to juz nie jest zle, ale wiatr pizdzi jak w moich rodzinnych Kielcach i przez to jest zimniej niz naprawde. Wiatr leb z plucami urywa.

    ReplyDelete
  11. Oj Marylko,a co byś powiedziała na -5 stopni i na śnieżek?Co prawda w tej chwili już niewiele,ale na podwórku mam biało.U nas wczoraj wiało,a moja babcia mówiła,że to chłop się powiesił.Pewnie do tej pory już by ich nie było.
    Aby do wiosny!

    ReplyDelete
  12. to tak jak my.Skonczyliśmy studia i nagle okazało się że o pracy to raczej można pomarzyć,a było to też lata temu:).Teraz osobisty szkoli się bo trzeba coś robić.
    Opowiadałam mu,a raczej pozwoliłam sobie napomknąć o tobie ,nawiązując do dyskusji kanalizacynej.Wszak zaczęłam ją przedstawiajac opinię siostry X-mena;).
    Od razu stwierdził że masz piękny nick;).
    Nad którym ja przeszłam do porządku dziennego przyznaję;).

    ReplyDelete
  13. zaintrygowal mnie też peeling enzymatyczny.Czasami uzwyam i to nawet pod prysznicem ale nigdy bym tego specjalnei tak nie kojarzyła!:)

    ReplyDelete
  14. tuv-> bo te peelingi enzymatyczne sa mniej inwazyjne i ja je zdecydowanie preferuje ponad wszelkie skrobacze, ktore kojarza mi sie z brillo. Wsrod enzymatycznych sa takie, ktore naklada sie normalnie i takie, ktore uzywa sie pod prysznicem, bo wymagaja wilgoci. Ja wole te drugie, bo oczywiscie nie mam czasu siedziec z czyms na gebie.
    Bo generalnie w doroslym zyciu to ja jestem kosmetyczka.
    A X-menowi podziekuj serdecznie odemnie:)))

    ReplyDelete
  15. Beato500-> juz sie poprawiam i przestaje narzekac;)

    ReplyDelete
  16. U mnie pizga deszczem i wiatr leb urywa.

    A ja musze wyjsc, bo ani grama chleba w domu nie ma :-(

    ReplyDelete
  17. jak robi inaczej badanie krwi na tarczycę? trzeba przecież poziom hormonów zmierzyć, jak to można inaczej robić?

    ReplyDelete
  18. stardust==> tak się zaczęłam domyślać.Że kosmetyczka:) .Niezły zawód,tu chyba wszyscy dbają o wygląd?

    Mam jeszcze pytanie ktore mnie męczy.Kiblowe;>.Gdzieś tam pisałaś że deska klozetowa otwarta na noc - nie boisz się/nie ma tam szczurów?
    U nasnie m,ale kiedy szczur wlazł do znaomych właśnie przez otwart deskę to ZAWSZE zamykam,mam uraz,no:)

    ReplyDelete
  19. Ds-> Wiec ona pobiera krew normalnie pierwszy raz, i potem wstrzykuje dozylnie jakies cos co ponoc aktywuje tarczyce i za pol godziny pobiera znow drugi raz. Wlasnie po takim badaniu zmienila Lynn leki, czekam zeby zobaczyc czy beda jakies lepsze efekty. Osobiscie nigdy wczesniej nie slyszalam o takim badaniu z podwojnym pobieraniem krwi i jakim aktywowaniu tarczycy.

    ReplyDelete
  20. tuv-> nigdy nie slyszlam o szczurach w muszlach klozetowych. Muszla powinna byc zamknieta zawsze w/g zasad Fung Shui, ale ja na noc zostawiam otwarta bo sie tak latwiej i szybciej. Szczury i myszy lataja czasem po torach kolejki metra i zawsze mi wtedy wlos na dupie staje;)) Bo ja sie boje cholernie takich zwierzatek. Napisze kiedys o nieproszonych lokatorach, ale generalnie moge powiedziec, ze nigdy nie mialam i nie mam, mimo, ze kakrocie sa uznane, za plage. To bedzie temat do notki w przyszlosci:)

    ReplyDelete
  21. O ze szczurami to ja w temacie.Takich ilości jak ja ,to chyba nie widziałyście.Nawet mieszkałam przez ścianę z nimi.Tak się składa,że do ściany domu miałam "dolepiony" kurnik 600 metrów.Sąsiad trzymał świnie w byłej szklarni(tak,nikt się nie pomylił,dobrze czytacie(w lecie się grzały,w zimie zamarzały).W momencie kiedy je zlikwidował,ja miałam ok.14 tysięcy kur niosek chowu ściółkowego.I szczury ,które były cały czas u sąsiada,tam nie miały co jesć,przeniosły się do mnie.Rozmnaża się to świństwo w takim tempie,że nie nadążaliśmy tego truć.To co przeszłam,to moje.Nic nie pomagało.MOże teraz są jakieś lepsze środki,ale wtedy nie było.Miałam tego sąsiedztwa SETKI.Były okresy,że już wydawało się ,że koniec,a one pokazywały się ponownie z chwilą wstawienia nowych kur na halę.One szły do paszy,jajek,no i kurką nie pogardziły.Pozbyłam tego dziadostwa dopiero wtedy,kiedy zlikwidowałam fermę .Nie ma kur,nie ma paszy ,no i nie ma szczurów.Myszy są.

    ReplyDelete
  22. Dodam tylko,że 14 tysięcy kurek mieściło się na tym kurniku do momentu odchowania,później połowę sie sprzedawało,a 7 tysięcy niosło jaka.Po półtora roku była przerwa w produkcji i wtedy szczurów niby nie było.Nowe wstawienie i zabawa ze szczurami od nowa.

    ReplyDelete
  23. No ja kiedyś też,ale potem nauczyłam się,że nie wchodzi się na halę tuż po tym,jak automat włączał światło,bo one grasowały po ciemku,a w momencie zapalenia światła starały się uciec,ale przy tej ilości to wyglądało to makabrycznie.Starałam się im schodzić z oczu,ale mężczyźni pracujący u nas na fermie walczyli z nimi jak potrafili.Widły też wchodziły w grę.

    ReplyDelete
  24. zgroza.
    Królowa szczurow.
    o jej.

    ReplyDelete
  25. Zgroza to była,jak przed wstawieniem następnego stada(kurki jednodniowe) robiło się dezynfekcję i deratyzację.Używaliśmy coraz to nowe środki,cholernie drogie,każdy zapewniał ,że teraz to już na pewno pomoże,a tu po jakimś czasie widzisz ,że one są.Pewnie,że nie od razu,czasami dopiero pod koniec produkcji ,czyli przed upływem półtora roku i nie od razu setki,ale się pojawiały.Trzeba było zrobić takie sprzątanie u sąsiada,ale na to nie mieliśmy zgody.Jemu nic nie przeszkadzało i nie przeszkadza,tym bardziej,że teraz siedzi w więzieniu.

    ReplyDelete
  26. Beata500 - nie wiem czy spać po tym będę.
    Jeden raz miałam przygodę ze szczurem - psica zagryzła.
    A potem to znajomi przyjeżdżali ze szczurami w klatce.Ale te były ok.
    Ja się tych "nieosfoonych" boję brrrrr

    ReplyDelete
  27. Ja czuje, ze chyba nie bede i cos czuje, ze nalezy wszystkie jajka z lodowki wyrzucic, bo licho wie czy jaki tam szczur nie otarl sie o nie.
    I jeszcze poczulam, ze nalezy powrocic do tematu fobii, bo wyglada na to, ze jedna wiecej...
    Oj jo joj.

    ReplyDelete
  28. Kokliko-> Jajcow nie wyrzucaj, a co Ci one winny, te szczury byly w Polsce, to Ty bezpieczna:)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...