Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, April 20, 2009

Matki doroslych dzieci

Kwoka kontynuujac swoje wywody telefoniczne napisala kolejna notke o kontaktach telefonicznych z doroslymi dziecmi mieszkajacymi z dala od rodzinnego gniazda. Przeczytalam i troche mi sie bylejak zrobilo, bo Potomek mieszka stosunkowo blisko, bo w tej samej dzielnicy, to tak jakby na polskie warunki w tym samym miescie, a o telefon nie mozna sie doprosic.
Nigdy nie chcialam byc "matka wariatka" co to nie uznaje doroslosci pisklat, ktore juz wyfrunely z gniazda, ale ten moj Potomek to jakis zupelnie nietelefoniczny.
Nawet jako dorastajacy mlody chlopak nigdy nie spedzal za wiele czasu na telefonie, ot telefon byl tylko po to, zeby odebrac powiedziec 2-3 slowa i potem z hukiem zaanonsowac mi:
-- Wychodze, nie bardzo wiem kiedy wroce, ale sie nie martw.
Zanim zdazylam powiedziec slowo, to juz mnie cmoknal w czubek glowy i tyle Go widzialam.
Jak sie wyprowadzil pierwszy raz, to nawet lubil czesto wpadac na weekendowe pogaduchy i fajnie bylo, ze taki dorosly a jednak czuje potrzebe spedzenia czasu z Matka. Nigdy nie wywieralam na to specjalnej presji ale chyba zawsze mielismy takie kumpelskie uklady i doskonale porozumienie. Wiec wpadal i czesto te nocne rozmowy trwaly az do switu, ja w fotelu, On zwykle rozkladal sie na podlodze i tak moglismy przegadac cala noc.
Teraz jak ja nie zadzwonie raz na tydzien, to On tez nie dzwoni.
Kiedys przetrzymalam Go 10 dni, zadzwonil, to sie pytam:
-- Jak Ty na to wpadles, zeby wreszcie zadzwonic?
-- Eeech Mamuska, bo Ty mnie nigdy szansy nie dajesz - odpowiedzial ze smiechem.
Opowiedzialam Mu kiedys o mojej znajomej, ktora dzwoni do swoich doroslych i juz zonatych synow codziennie. Spojrzal na mnie z niedowierzaniem w oczach i powiedzial:
-- No jak Cie kocham, niech Cie reka boska broni. Ja wiem, ze H. jest od Ciebie troche starsza i mam nadzieje, ze Tobie sie tez cos takiego nie stanie na starosc.
Osobiscie uwazam, ze mial racje, sama kiedys powiedzialam do H. ze na miejscu Jej synowych to juz bym z tym dawno skonczyla, bo nie wyobrazam sobie zebym bedac mloda mezatka byla zadowolona z codziennych telefonow od tesciowej.
Nie, nie i jeszcze raz NIE.
A wlasnie niedawno przeczytalam w wiadomosciach na Wp o 73 letniej Austriaczce, ktora zostala ukarana grzywna za dzwonienie do swojego doroslego syna. Ponoc nadgorliwa Mamuncia dzwonila do 49 razy dziennie i tak przez 2.5 roku. No to juz jest absolutne przegiecie.
Syn Wspanialego dzwoni tak mniej wiecej raz na tydzien, ale za to Corka moze nie dzwonic przez pol roku i zawsze argumentem jest "bo nic sie nie dzieje". Ja do mojej Mamy dzwonilam srednio raz na 2 tygodnie, do Brata natomiast dzwonie co tydzien.
Jeszcze inna sprawa jest dzwonienie do domownikow. No sa ludzie, ktorzy w zaden sposob nie potrafia zyc bez stalego kontaktu. I tak dzwonia zony do mezow po nascie razy dziennie i oczekuja, ba wymagaja tego samego. Jak widze kogos w miejscu publicznym odbierajacego komorke i natychmiast nadajacego szczegolowa lokalizacje miejsca pobytu to juz wiem, ze to maz, albo zona z typowym pytaniem "gdzie jestes?". Czy Ci ludzie nie rozmawiaja w domu?
Wspanialy dzwoni raz zeby sprawdzic czy wracamy razem po pracy, najczesciej jak slysze, ze to On to odbieram i szybko mowie "tak, wracamy razem" lub "nie, wracamy osobno" i sie wylaczam, bo juz nie mam nic wiecej do powiedzenia. Pogadac mozemy sobie w drodze do domu, lub w domu. Wspanialy tez dzwoni czasem jak zostal wyslany z misja do sklepu z konkretnym zapotrzebowaniem i nagle nie moze znalezc tego co zostalo zapisane. Ja sie wtedy smieje, ze przeciez moze sam podjac decyzje i zakupic produkt zastepczy, ale tutaj akurat rozumiem, ze On sie moze nie znac na produktach zastepczych:) A ilez to razy zdarza mi sie miec klientke, ktora lezy na lezance z telefonem w dloni, bo moze ktos zadzwoni. No to jak zadzwoni, to zostawi wiadomosc - mysle sobie, bo dla mnie to normalne, ze nie zawsze kazdy jest gotowy na odebranie tego telefonu, ale ludzie chyba lubia byc "zawsze osiagalni".
Moj telefon czasem dzwoni jak wlasnie siedze na porcelanie, czy mam odebrac?
Nie odbieram, robie co robie i potem odsluchuje wiadomosc i oddzwaniam.
Ale juz mi kiedys jedna z klientek powiedziala, ze telefon wpadl Jej wlasnie do porcelany, czyli domyslam sie, ze jednak w takich miejscach ludzie tez odbieraja.
Tak sobie siedze i mysle, co jest normalne? Jak czesto powinnismy utrzymywac kontakt telefoniczny z bliskimi? Ile jest za malo, a ile moze byc za duzo, a moze nawet duzo za duzo?

37 comments:

  1. normalne jest to, co obu stronom odpowiada. do siostry dzwonię rzadko, mniej więcej raz na miesiąc - ale mamy praktycznie codzienny kontakt mailowy. jak nie odpisuje na maila dwa dni, to dzwonię (albo ślę sms). do dalszej rodziny dzwonię raz na dwa miesiące, ale to trudny temat. rodziców nie mam, to i problemu nie ma ;)

    natomiast mogę odpowiedzieć na to co się dziwisz - czy ci ludzie nie rozmawiają w domu - no na przykład ja z moim facetem nie rozmawiam w domu, tylko właśnie przez telefon. jakoś lepiej nam idzie i się nie kłócimy, a nawet jesteśmy mili. ale przyznaję chętnie, że to patologia, zresztą wiesz :) ale może takich jest więcej, brrr.

    ReplyDelete
  2. Ds-> Przypomnialas mi jak to ja kiedys mieszkajac z Owczesnym mielismy dwie osobne linie telefoniczne, bo tak bylo lepiej z roznych powodow, o ktorych nie teraz. I tak w sypialni kazdy z nas mial po swojej stronie lozka swoj wlasny telefon. Kiedys usilowalismy ogladac tv, usilowalismy bo wygladalo to tak, ze Owczesny dorwal pilota i cykal jak najety przeskakujac z kanalu na kanal. Ja dostalam wkurwa, ale nie chcialo mi sie z Nim klocic to podnioslam moj telefon i zadzwonilam do NIEGO. On nie mial pojecia o co chodzi, bo fakt ze podnioslam moj telefon i wykrecalam numer byl zjawiskiem normalnym, w koncu moglam chciec do kogos akurat zadzwonic. Jak za moment zadzwonil Jego telefon to tez nie byl zdziwiony, ale jak uslyszal moj glos to Go zatkalo!! Odworcil sie z tym telefonem przy uchu w moja strone i mowi "Ty chyba oszalalas dzwonisz do mnie jak razem lezymy w jednym lozku?" A ja na to spokojnie "pomyslalam sobie, ze to moze jedyny sposob zeby zwrocic Twoja uwage". Burza przeszla bokiem, bo oboje wybuchnelismy smiechem. Czyli wszystko jest mozliwe nawet telefon do partnera, ktory jest "pod reka":)))

    ReplyDelete
  3. rozmawiam z moją mamą prawie codziennie (odległość 100km) i bardzo to lubię :)
    natomiast z moim mężem przez telefon zamieniamy dwa zdania, jak już bardzo musimy.
    z siostrą - raz na dwa tyogdnie mniej więcej - odległośc Polska-UK
    czyli - nie z każdym i nie zawsze :)
    ale ja mam jeszcze popracowe zboczenie - nie lubię gadać przez telefon.

    ReplyDelete
  4. Stardust, ta sytuacja z dzwonieniem do Ówczesnego przypomniała mi jak ja z Osobistym wymieniałam wiadomości messengerem siedząc przy jednym kompie a on przy drugim. paranoja jakaś :-)


    Z dzwonieniem do rodziny - bardzo rzadko. Gdybym miała Rodziców i rodzeństwo to pewnie dzwoniłabym w miarę regularnie, ale skoro nie mam, to se głowy telefonami do kuzynek nie zawracam. Na zasadzie - brak wiadomości to dobra wiadomość. Jak coś się dzieje, to dają znać, numer znają.

    ReplyDelete
  5. Z rodzicielką, niezależnie czy siedzi w NY czy Budapeszcie raz na tydzień rozmawiamy. Ale zastanawia mnie fakt, dlaczego dzwonimy do siebie każdego dnia gdy jest u mnie w odwiedzinach :D I nie powiem, paradoksalnie drożej wychodzą te rozmowy ;)
    Ale np z Osobistym nie rozmawiamy przez telefon. Tylko rzadko i to w konkretnych sprawach. Jeśli jednak zatęsknimy w ciągu dnia - to sms. Lub jak się nie widzimy. Taki mały znak dymny, że się pamięta. Ale rozmowa telefoniczna, to profanacja z nim. Ani gestów, ani oczu, nic nie widać ;)

    ReplyDelete
  6. Bere-> Byl dawno temu taki czas, ze wydzwanialam do Mamy prawie codziennie, ale jak dostalam rachnek na prawie $1000 to mi szybko przeszlo:) A rachunek mi kampania telefoniczna wspanialomyslnie rozlozyla na raty:))Teraz na szczescie sa karty telefoniczne, wiec mozna sobie pozwolic na wiecej.

    ReplyDelete
  7. Daisy-> Moje stosunki z daleka rodzina tez sie juz mocno rozluznily, bo to jest trudno utrzymac pod kontrola przez tyle lat i na taka odleglosc. Nawet jak czlowiek pojedzie z wizyta, to juz widac, ze kazdy ma swoje zycie a tu taki gosc przyjezdza zamiesza, wiatru narobi i leci dalej.

    ReplyDelete
  8. Kamyk-> Byl kiedys taki weekend, ze oboje ze Wspanialym siedzielismy kazde na swoim kompie przez caly dzien i wtedy przyslal mi IM z zapytaniem czy sie za Nim troche juz stesknilam. Lubie takie numery:)) Ale esemesow oboje nie lubimy, cale szczescie bo byloby gorzej gdyby jedno lubilo a drugie nie.

    ReplyDelete
  9. No cóż,ja ze swoją córką (250 km) rozmawiam przez telefon codziennie,ale to nie ja wymyśliłam.To mój małżonek czeka na codzienne telefony,a potem mówi
    -dam Ci mamę.Jemu wystarczy ,że się dzieciątko odezwie,znaczy żyje.
    Do mamy dzwonię raz na 3 dni,ale moja mama uważa ,że telefon służy do przekazania informacji,a nie na pogaduchy,więc rozmowa trwa minutę ,ale starczy,żeby sie dowiedzieć,czy rodzice np.zdrowi.Natomiast odczuwam potrzebę spotkania się z nimi raz na tydzień,czy dwa i wypić z nimi kawę i wtedy pogadać.Taka kawa trwa zwykle godzinkę.
    A co do pogawedek z mężem,to ja z tych co dzwonią w połowie dnia i pytają
    -gdzie jesteś?
    No wiem,że pracuje,ale to tak z troski,bo pracując jeździ autem.Mówi,że czasami mu to działa na nerwy,ale jak ja nie zadzwonię,to sam dzwoni i na jedno wychodzi.Tyle tylko,że jak on dzwoni,to wie ,że moze,a nie musi odbierać rozmowy na środku skrzyżowania.

    ReplyDelete
  10. Ja jestem z tych, co nie dzwonią, bo nic się nie dzieje (a przynajmniej nic, co by mogło interesować). Dodatkowo doprowadza mnie do szału odbieranie telefonu zaczynające się od "O, któż to wreszcie do starej (tu wpisz członka rodziny) zadzwonił?". Nie cierpię, mam ochotę odłożyć słuchawkę.

    I przyznam, że bez strat na własnym sposobie bycia nie widzę, jak to zmienić.

    ReplyDelete
  11. Zuzanka-> To jestes dokladnie z tej samej polki co Corka Wspanialego, tyle, ze my udajemy, ze nie zauwazylismy, ze uplynelo 4 miesiace od ostatniego telefonu. Po prostu akceptujemy fakt, ze Ona taka jest:)

    ReplyDelete
  12. Beata500-> Czyli Meza juz skutecznie zarazilas potrzeba kontaktu;)) ale w wypadku kiedy pracuje za kierownica to chyba ma uzasadnienie. Moj siedzi za biurkiem, albo glownie na jakichs kretynskich posiedzeniach to tez Mu dupy nie zawracam, bo jak nawet musze to i tak zastaje najczesciej tasme;))

    ReplyDelete
  13. U mnie zdecydowanie nie trajkocze się przez telefon, tylko lokalizuje wzajemnie i zapowiada wizyty. Słuzy on też do: przywieź mi to, podrzucisz mnie tam? Ostatnio często dzwoni do mnie mama z: Twój pies znów tu jest, przyjedź po niego.:))))

    ReplyDelete
  14. do pewnego momentu dzwoniłam do syna zawsze o 21, codziennie (mam do niego darmowy, w ciągu dnia jak trzeba on puszcza sygnał, żebym zadzwoniła)lub syn pisał sms o 21 że cały i zdrowy jest w domu... ale pewne kobiety zarzuciły mi, że on sobie nie ułozy zycia, bo zawsze o 21 bedzie miał ścisk jąder, bo mama zaraz zadzwoni.
    Przejełam się okropnie i wyżaliłam się mu....
    Powiedział, że teraz nie zaznam dnia ani godziny :) będzie mi wyyłał sygnały 20.52 albo 19.04, albo 21.07

    "nie słuchaj głupich bab" - powiedział

    i od tej pory zdarza się, że puszcza sygnał, lub sms nawet o 22.00 :)

    ReplyDelete
  15. Athina-> No to ja tez lubie krotko i na temat, ale czasem mam sesje telefoniczne z Zamorska, to potrafimy posiedziec nawet 2 godziny:) ale to jest kontakt telefoniczny tylko, wiec sobie wybaczam.

    ReplyDelete
  16. Beata-> Nie wiem czy jest cos takiego w Polsce, my mamy plan rodzinny czyli miedzy nami trojgiem (ja, Wspanialy i Potomek) mozemy gadac do zasrania i bezplatnie o kazdej porze dnia i nocy. Zalozycielem planu jestem ja wiec nie obejumuje on dzieci Wspanialego.
    Z tym sciskiem jader to moze faktycznie powinnysmy uwazac;))

    ReplyDelete
  17. Z dzieckami niemal codziennie, raz oni dzwonia, raz ja. Z mama raz na tydzien, chyba, ze choroba jaka, to codziennie.
    Z Przyjaciolka oddalona o 600 km srednio co 3 dni po godzince albo i dluzej. Z reszta okazjonalnie.
    Do Malza dzwonie, gdy ma cos kupic w drodze z pracy, albo gdy sensacja jakas.

    ReplyDelete
  18. Ale mnie ucieszyło pierwsze zdanie tej notki!( wszak jestem jego podmiotem, więc nie dziwota );))
    Przyznaję się do nader częstych rozmówek podczas przewidywanych dłuższych posiadywań na porcelanie, zamiennie z czytaniem - bo szkoda marnowania czasu na samą tylko fizjologię.
    A o tym nie pisałam u siebie, więc teraz dla uzupełnienia...
    Natomiast mój syn, chronicznie nie mający czasu, najczęściej miewa tę chwilę dla mnie podczas wieczornej kąpieli swego synka i nazywam to - doniesienia znad wanny, i to już u nas prawie rytuał, bardzo sympatyczny z pluskiem wody i odgłosami Kubusia w tle.

    ReplyDelete
  19. ja nie przepadam za dzwonieniem,ale to wiąże się z rozmowami firmowymi.jak sięczlowiek nagada to m dosć.
    Zresztą nie znoszę,nie lubię pieprzyć trzy po trzy przez telefon.jak jeszcze np.idę za kimś i słyszę CO BY TU CI JESZCZE POWIEDZIEĆ....A!A!A!

    Junior puszcza sygnał jak chce pogadać.Często robimy o na g-g.Krótko ,rzeczowo,czasami słynne co slychać - ale jak nie czytał bloga akurat lub długo nie mieliśmy kontaktu:).

    ja jestem z tych co jak wiedzą że wszystko w porządku i ktoś jest blisko,to nie muszą dzwonić.

    Z X-menem ? jak sięzgubimy na zakupach:)
    Z matką,jak mm jej przypomnieć by zawołała koty;).

    ReplyDelete
  20. Chyba tak jak każdy czuje i potrzebuje. Do mojej babci dzwonię co dwa dni (i tak też odwiedzam), z DE też tak dzwoniłam. Z resztą rodziny mam kontakt via komputer. Praktycznie ciagły.
    Sa inni, do których dzwonię jak mam nastrój i cokolwiek do powiedzenia. Jesli słyszę z drugiej strony : o , nareszcie, wcale do nas nie dzwonisz, to mi się sierść na karku jeży i konczy "manie" do powiedzenia.
    No róznie z tym bywa.

    ReplyDelete
  21. Aa kiedyś mogłam godzinami nawijać przez telefon - teraz nie lubię. Tylko przekazanie informacji. Wyjątek to moja babcia. Nie dość, ze z nia moge o wszystkim, to jeszcze wiem jak tego potrzebuje. No to nawijam :-)

    ReplyDelete
  22. do ojca praktycznie nie dzwonię. do matki dzwonię jak ona za długo nie dzwoni. moje dziecko dzwoni tylko wtedy jak jest źle. więc jak nie dzwoni znaczy ze świetnie się bawi. za to praktycznie codziennie gadamy z byłym mężem. najczęsćiej - co u dziecka. telefon mam przy sobie bez przerwy tylko w tzw fazie pierwszego zakochania. wtedy nawet leży przy wannie ;)

    ReplyDelete
  23. Kwoko-> Podoba mi sie to nie marnowanie czasu na porcelanie:) Ja raz odebralam telefon od Wspanialego wlasnie siedzac na porcelanie, bo On dzwoni tuz przed 17ta jak wychodzi z pracy, potem juz szybko na pociag i nie ma za wiele czasu, a oboje nie lubimy rozmow w trakcie marszu. Teraz unikam porcelany o tej porze;)) A rozmowy znad wanny zwlaszcza z pluskajacym sie Wnusiem to pewnie sama przyjemnosc. Kurde!! ja chce byc babcia, a tu nie widac szansy!!

    ReplyDelete
  24. tuv-> My ze Wspanialym tez dzwonimy jak sie zgubimy na zakupach, bo to zwykle On sie gdzies zawieruszy, ale to nie sa telefony do pracy;)) Ja tez mam dosc rozmow sluzbowych, a wlasnie takie z klientami to czlowieka potrafia skutecznie odzwyczaic od telefonu. Wrrrr.

    ReplyDelete
  25. Sze-> Kontakt z Babcia to juz zupelnie cos innego:) Moja Mama miala 78lat i mimo, ze generalnie nie chorowala na nic co wskazywaloby.. to dzwonilam, nawet jak bylysmy z roznych bajek i czasem ciezko sie szlo dogadac. Wiek tworzy zupelnie inna sytuacje.

    ReplyDelete
  26. Spt-> Ja telefon mam zawsze przy sobie, ale to ze wzgledu na klientki, bo One dzwonia na moja komorke. Nie lubie i staram sie ignorowac telefon sluzbowy, bo na niego dzwonia glownie ludzie, ktorzy zwlaszcza teraz w dobie kryzysu maja tysiace propozycji na poprawienie mojego zycia. Nie odbieram i tyle, a klientki o tym wiedza wiec dzwonia na komorke. Nowe klientki tez sie szybko ucza;)

    ReplyDelete
  27. stardust, nie mogłabyś być zastępczo babcią mojego dziecka? jemu jednej babci brakuje...
    hmm. w sumie to weź mnie poznaj z Potomkiem, to wszystko będzie legalnie ;))))))

    ReplyDelete
  28. Ds-> Babcia Twojego dziecka chetnie zostane;) a co do Potomka, to nie wiem czy bylaby to dla Ciebie korzystna zamiana;) No wiesz, ja szczera jestem i bardzo Cie lubie, to tez nie wiem jak ja bym na tym wyszla:)))

    ReplyDelete
  29. Tak jak Szeherezada z babcią, tak ja mogę tylko z własną Matką. A tak w ogóle, to uważam, że wszechobecne używanie telefonów komórkowych wyzwala w ludziach straszne chamstwo. Wczoraj miałam klienta, który w trakcie rozmowy ze mną odebrał telefon i uskuteczniał jakiś biznesowy bełkot. Miałam ochotę mu strzelić w ucho.

    ReplyDelete
  30. Nielot-> Zgadzam sie w 100% nie dosc, ze ludzie nie wylaczaja tych telefonow w kinach, teatrach, restauracjach, bo jakby wylaczyli to by chyba byli mniej wazni. To szczyt wszystkiego wydarzyl sie w czasie pogrzebu mojego znajomego. Stoimy nad trumna, ksiadz sie modli i nagle..telefon. Raz, drugi..i tak dzwonil, jak juz moj wkurw siegal zenitu i mialam wlasnie cos powiedziec na temat chamstwa, to KSIADZ siegnal do kieszeni. I to juz uwazam bylo kk czyli kurestwo polaczone z klusownictwem.

    ReplyDelete
  31. Nielot - ja mam to często.Kurwa sierść mi się jeży no ale co ? klient nasz pan i jeszcze j z tego żyję bezpośrednio.

    ReplyDelete
  32. Stardust - to przegięcie.Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.No naprawdę.

    ReplyDelete
  33. tuv-> Bo ja to mam takie szczescie, pamietasz "trumienke"?

    ReplyDelete
  34. tuv-> cos mi sie zdaje ze na nastepnym pogrzebie moge komus naprawde wpierdolic, bo mi chyba puszcza nerwy.

    ReplyDelete
  35. Stardust - pamiętam.I tak sobie skojarzyłam tamto i jeszcze TO.
    Zastanawiam sięczemu tak kumulują się przy tobie takie sytuacje?

    ReplyDelete
  36. tuv-> Nie wiem, przyciagam? paralizuje umysly? :)))

    ReplyDelete
  37. Autentyk z pociągu relacji Wawa-Grodzisk Maz. zasłyszany przeze mnie wczorajszego popołudnia.
    On: (odbierając telefon) Piastów.
    Ona:?
    On: O! Ten dom minąłem, co tak ci sie podoba.
    Ona:?
    On: No ten z żółtą elewacją.
    Ona:?
    On: Dobrze wiesz który, tylko udajesz.
    Ona:?
    On: Ten, gdzie kwitło w marcu tak duzo krokusów.

    I dalej, dalej cos w tym stylu...

    A kiedyś inna "dama" opowiadała swojemu menowi, jaki to w tym miesiącu ma rzęsisty okres. Kuźwa, pół przedziału słuchało z rozdziawionymi gębami nie dowierzając własnym uszom. Żenada. No brak słów...

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...