Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, April 18, 2009

Otwarcie sezonu:)

Mialam wczoraj do zalatwienia ambitna sprawe, czyli wyslanie do Polski ksiazki, ktora obiecalam przyjaciolce. Ksiazke zamowilam w Amazon i od czwartku czekala na wyslanie, zapakowana w koperte, koperta zaadresowana, tylko czasu nie styklo. Nawet wybralam sie w piatek na nowojorksa poczte glowna, bo to tylko 2 ulice od mojej pracy, ale w cholere, kolejka byla na dwie godziny stania!!! Czy ludzie nie maja lepszych zajec w piatkowe popoludnie? - pomyslalam i pizgnelam koperte z ksiazka spowrotem do torby.
Poniewaz wyjatkowo wczesnie skonczylam prace to myslalam, ze moze mi sie uda i zdarze wpasc do mojej poczty osiedlowej na Queens. Truchtem polecialam do metra i dojechalam do poczty 12 min spozniona. Szlag, szlag, szlag!!!
Nic to pomyslalam sobie, ze w najgorszym wypadku bede musiala sie wybrac specjalnie na poczte w poniedzialek, co w koncu nie spowodowaloby konca swiata.

Na sobote mialam ambitny plan wybrac sie ze Wspanialym do Central Park, niestety na planie sie skonczylo, bo Wspanialy przypomnial mi, ze mimo postepow moje kopytko nie nadaje sie jeszcze do tak intensywnych spacerow. No ma chlop racje - pomyslalam.
Rozgladajac sie po chalupie zauwazylismy ze koncza sie reczniki papierowe, a i papieru dupnego juz tylko tyle o ile i jeszcze pare innych rzeczy by sie przydalo. No to co?
Jedziemy po zakupy do Costco, zapadla jednoglosna decyzja, a potem moze ewentualnie pojedziemy do miejscowego parku nad rzeke.
Natychmiast przypomniala mi sie ta ksiazka do wyslania.
-- Skarbie, a moze po drodze do Costco zatrzymamy sie przy poczcie?
-- A po kiego grzyba?
-- Bo ja mam do wyslania ksiazke do Polski i ona juz lezy tydzien - zrobilam mine zbitej psiny.
Przesadzilam oczywiscie z tym tygodniem lezenia, ale wiem tez, ze tam przy poczcie nie ma gdzie parkowac, wiec chcialam wzbudzic litosc.
-- Jaka ksiazke? komu?
I tu musze przyznac, ze Wspanialy ma slabosc do moich wirtualnych przyjazni, bo jak tylko powiedzialam dla kogo ta ksiazka to sie zgodzil, chociaz dodal:
-- Ale wiesz dzis na poczcie moze byc kolejka, bo ludzie nie pracuja to zalatwiaja rozne sprawy na ktore nie maja czasu w ciagu tygodnia, a tam nie ma gdzie parkowac. Jakos nie bardzo sobie wyobrazam, ze moglbym jezdzic w kolko przez godzine.
-- Rozumiem, to sie umowmy, ze jak bedzie wiecej niz 5 osob w kolejce to pojde tam w poniedzialek, ale jesli bedzie mniej to stoje.
Zgodzil sie. Pojechalismy pod poczte, oczywiscie w drodze sie okazalo, ze ja zapomnialam mojego telefonu, wiec nie bedzie jak zadzwonic, zeby sie zorientowac gdzie kto jest.
-- Ty jedz dookola, a ja szybko polece i potem bede stala tu na rogu, wiec latwo mnie zobaczysz - zawolalam wyskakujac z samochodu.

Na szczescie na poczcie bylo tylko dwie osoby w kolejce i w ciagu doslownie mniej niz 5 min juz bylam zalatwiona. Wybieglam zadowolona z budynku i zamarlam.
Na skrzyzowaniu ulic gdzie obiecalam, ze bede czekac, staly dlugie kolejki samochodow, zatrzymany ruch, a jedna strona jezdni posuwala grupa malych bachorkow udajacych sportowcow. Nie moglam sie zorientowac o co chodzi, ale poszlam na ten rog gdzie obiecalam czekac, kurde najpierw zapierdalaly bachorki w niebieskich koszulkach, potem w bialych, potem w zoltych... Skrecilam za rog, zeby zobaczyc ile jeszcze tego bedzie szlo.
Krystepaniedzizasmaryjoiswientyjozefie!!!!!!!!!!!!
Konca tej parady nie bylo widac jeszcze czerwone koszulki i fioletowe i juz nie moglam zobaczyc jakie!!! Malo tego, ze roznokolorowe bachorki sie nie konczyly, to caly ten tlum powiekszli rodzice, rodzenstwo, dziadkowie... a cale towarzystwo radosne i pokrzykujace jakies nazwy szkolnych klubow sportowych. Zerknelam w glab ulicy i jak daleko okiem siegnac stal sznur samochodow. Ja pierdole!!! Juz sobie wyobrazilam Wspanialego z toczaca sie piana jak przegryza moja tetnice. Jak Go tylko szlag wczesniej nie trafi to bede sie musiala zmobilizowac i wyplacic Mu rekompensate w naturze!!! Uknulam szybko w glowie;)

Trwalo to wszystko ponad 20min. a potem ruszylo powoli, po 7 zmianach swiatel nareszcie w oddali zobaczylam dach Sabci, radosnie, udajac jakby nic sie nie stalo zaczelam wymachiwac galazkami na znak, ze jestem na umowionym stanowisku. Jak juz podjechal to profilaktycznie zapuscilam zurawia w glab samochodu, zeby zobaczyc czy jest bardzo spieniony. Ale moje szczescie wygladalo radosne jak swinia w blotku, wiec ja rowniez radosnie wsunelam odwlok na siedzenie obok. Zrobilismy zakupy, w drodze powrotnej zajechalismy do sklepu z plynami napedowymi, troche bylam zdziwiona dlaczego, bo w domu jest zawsze pokazny zapas, ale nie kwestionowalam.

Wlasciciel sklepu, zaprzyjazniony Rosjanin az zza lady wyszedl na moj widok, bo tak dawno mnie tam nie bylo. Oczywiscie nie omieszkal zapytac czy wyprodukowalam cos nowego. On wie, ze robie nalewki, bo zamawia nam spirytus, ktorego nie mozna dostac w normalnych sklepach tylko trzeba specjalnie jechac do polskiej dzielnicy.
-- Wyprodukowalam owszem i chetnie dam sprobowac, tylko musisz mi dac jakas pusta mala buteleczke.
-- No nie mam nic - wzruszyl bezradnie ramionami.
-- Jak to nie masz? wychyl jakas z tych miniaturek co tu stoja w gablocie i juz bedzie - zazartowalam.
Schylil sie pod lade i za moment postawil przede mna pusta firmowa karafke po Brandy De Jerez, Cardenal Mendoza.
-- No przestan, przeciez nie liczysz na to ze napelnie te karafke?
-- Nie, ale ta karafka jest dla Ciebie w prezencie. Mam nadzieje, ze sie przyda.
-- Aaaa w prezencie to co innego. Dziekuje bardzo, ja zbieram takie rozne karafki - powiedzialam uradowana.
Polazilismy po sklepie, wypatrzylam jakas nowa wodke o smaku kawowym, ktora byla promocyjnie zapakowana z dodatkiem 4 miniaturek o innych smakach. Wspanialy znalazl wodke ukrainska o smaku ostrej papryki. My oboje mamy swira na punkcie nowosci.
Poszlismy do kasy z tymi wynalazkami postawilam pudlo z kawowa na ladzie i wskazujac na te 4 miniaturki powiedzialam:
-- Mam nadzieje, ze doceniasz moje poswiecenie.
-- Nie no przestan, przeciez nie mozesz kupowac tego tylko ze wzgledu na te miniaturki - zaoponowal Wasilij.
-- Ja tu mam takie dwie puste, ale mi wstyd, bo sa nie umyte - dodal lekko zazenowany.
-- Daj, daj, ja je umyje i jutro podrzucimy pelne. Nie masz sie czego wstydzic tu sami swoi.
Dal mi te miniaturki, kupilismy obydwie wczesniej znalezione wodki, bo to przeciez wcale nie mialo zwiazku z tymi miniaturkami i tak bysmy kupili i pojechalismy do domu.

Do parku udalo nam sie wyskoczyc tylko na 2 godziny, a to i tak bylo duzo na moja piete. Nie wiem co bedzie, ale chyba bede sie musiala zgodzic na ten zastrzyk z cortisonem. Jestem temu bardzo przeciwna, ale chyba pierwszy w zyciu zastrzyk cortisonowy, w moim wieku mnie nie zabije;)) bo ten but owszem pomaga, ale bardzo powoli, a w tym wypadku jakos trace cierpliwosc.
Moze bylyby lepsze efekty gdybym go bardziej naciagala, ale to boli :((
Ach nie bede o tym myslec teraz, w srode mam apointment do mojego doktora to zobaczymy co On powie.

Pogode mielismy dzis piekna 24C wiec na obiad byl losos z grilla i obiadek jedzony na tarasie. Pierwszy raz w tym roku, czyli otwarcie sezonu. Co prawda grilla robilismy juz w tym roku kilka razy, ale obiad na tarasie pierwszy raz! Wspanialy wpadl na genialny pomysl, zeby to uczcic siedzeniem na tarasie po zachodzie slonca przy swietle lampy naftowej, bo jakos nie korzystamy z normalnego elektrycznego swiatla, bo lampa daje lepszy nastroj.
-- Wiesz z tej wodki paprykowej to mysle, ze bedzie dobra bloody mary - rzucil niby od niechcenia.
-- Hmmm tez Ci sie zachciewa - odpowiedzialam z wahaniem w glosie.
-- No jak to? nie chcesz? - mina zbitej psiny i po chwili:
-- A taki bylem dzielny jak nam ta parada bachorkow spieprzyla plany....
Zgodzilam sie, bo i jakie mialam wyjscie;))
To teraz lece bo juz lampy zapalone i bloody mary stygnie ;)))

Stardust otwierajac sezon

23 comments:

  1. och ja ja bym tak chciała! wspaniałe masz życie ze Wspaniałym Stardust. lampa, taras i wódka. czy można chcieć czegoś więcej ? ;)

    ReplyDelete
  2. Spt-> Mozna:) mozna chciec nie miec kaca:))) a ja dzis sie obudzilam z co prawda malym, ale jednak kacem. Widocznie juz nie te oczy;)))

    ReplyDelete
  3. Krystepaniedzizasmaryjoiswientyjozefie!!!!!!!!!!!!

    no to tu mnie zaskoczylas mieszanka jezykowa :D hehehehe

    milego grilowania :)
    pozdr

    ReplyDelete
  4. Bodek-> Dobrze, ze znam tylko dwa jezyki:))

    ReplyDelete
  5. Strasznie, z całego robaczywego serca zazdroszczę tarasu! Wódkę paprykową miewam.
    :-)

    ReplyDelete
  6. Lorenza-> Wyraznie sa tacy co maja jakies nadzwyczajne chody u Wspanialego;))

    ReplyDelete
  7. Sze-> To moze juz nie powinnam pisac, ze taras jest naprawde duzy i do tego mam cale podworko za domem. O querwa!!! wlasnie napisalam :))

    ReplyDelete
  8. tez mam taras, ale go nie uzywam, taras ma ze 30 metrow i kruszy sie na nim beton (dwa razy zrywany, wylewany itp) jak to mowi Pawel - pizdzi na nim wiatr i nikt nie lubi na nim siedziec... wodki paprykowej nie mam:)

    ReplyDelete
  9. Taras posiadam do remontu, wódki z papryka nie pozadam, grillowania nie znosze!
    Gdy w cieple wieczory z kazdego konca wsi dolatuje odorek smazonej kielbachy, chcialabym na Grenlandie!

    ReplyDelete
  10. Będę miała taras. Muszę tylko, bagatela, otruć brata mojego teścia
    :)
    Stardust, gdybym nie miała tego co mam, to by mnie skręciło z zazdrości.

    ReplyDelete
  11. Beato-> Moj taras ma jakies 22-23 metry i nie pizdzi na nim, bo jest miedzy domami:) Latem jemy wszystkie posilki na tarasie, a szczegolnie lubie rano wychodzic z loptopem na kawe.
    Krwawa Manka z wodki paprykowej byla bardzo dobra;)

    ReplyDelete
  12. Zgago-> Grillowana kielbasa moze smierdziec, bo cholera wie co w tych kielbasach jest. Natomiast uwielbiam szaszlyki jagniece, poledwice wieprzowa no i oczywiscie krwiste steki wolowe. Mniaaammmm:)

    ReplyDelete
  13. Malgoska-> O bracie tescia chyba czytalam;) Dla mnie ten taras to troche jak wiezienie, bo czlowiek nie musi nigdzie wyjezdzac, zeby byc na powietrzu i to tez nie jest dobre. Lenistwo sie zakrada;))

    ReplyDelete
  14. no właśnie.ja też mam taras i czasami ON jest ZAMIAST:)

    Ale Twoja przygod wymiata:)
    Wyobraziłam sobie X-mena,hahahahahaha:))))
    I jak to życie płata figle nieprawdopodobne:)

    ReplyDelete
  15. Piłam tę paprykową, piłam :) ale bloody mary z niej nie :(

    ReplyDelete
  16. Tak sobie pomyslałam: eee tam taras, sprzątać go trzeba, maić. Phi.
    ;-)

    ReplyDelete
  17. Szeh - no właśnie.A jk siezapomin sprzątnąć stołu i krzeseł to je siezbiera po wichurze z ogrodu sąsiadów:>>> i to w kawałkach.

    ReplyDelete
  18. ds-> Mnie bloody mary z tej wodki smakowala, ale ja to generalnie lubie krwawa manke:)) wiec ten dodatkowy paprykowy kop mi bardzo pasowal.

    ReplyDelete
  19. tuv-> Co Wy z tymi wichurami? Dopiero co Beata pisala, ze u Niej na tarasie pizdzi i teraz Ty. Czyzby przez Polske ostatnio jakies tornada przechodzily?;) Na zime skladam krzesla i klade na plasko, bo faktycznie mogloby jakies pofrunac, ale ze stolem jeszcze nigdy nie mialam problemu. Fakt sasiadom kiedys wichura rozpierdykala stol, ale zostawili otwarty parasol na noc. No to chyba raczej mozna sie bylo tego spodziewac.

    ReplyDelete
  20. str - no często a raczej częściej nizdawniej zdarzaja się nagłe porywiste burze.
    Krzesła złożone i ok,natomiast stó pomimi iż noggi zdjece poderwany pofrunął ,pierdyknął i się nadpękł.Dodam że to kolejny w ten sposób uszkodzony.Musi mamy jakieś takie niefajne miejsce gdzie ten wiatr szczególnie sie wzmaga;)

    ReplyDelete
  21. Ja taki fajny taras miałam w Grecji. Ależ Ci go zazdraszczam:)))
    I wódki paprykowej;)))) Bez kaca.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...