Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, May 2, 2009

Klient nasz pan?

Odpowiedz na pytanie tytulowe w moim poradniku pracownika uslug i serwisu, brzmi "niekuniecnie". Najwiecej przygod z klientami mialam za czasow pracy w korpo, bo firma byla najwieksza firma kosmetyczna na swiecie, wiec gawiedz walila tlumnie, a znakomita czesc gawiedzi z cicha nadzieja, ze wydarzy sie cos, za co bedzie mozna podac korpo do sadu pod byle jakim pretekstem. Ja poniewaz mam z natury zolzowaty charakter "urabialam" sobie stale klientki z reguly juz na pierwszej wizycie i potem nie bylo problemu. Z czasem tak sie wyrobilam w stosunkach miedzyludzkich, ze jak tylko spojrzalam na babe, to juz wiedzialam czy iskrzy miedzy nami czy nie.

Najgorsze cholery to te, ktore ktos nieopatrznie obdarowal zabiegiem kosmetycznym w prezencie. 90% takich prezentowych bab w zyciu nie byla u kosmetyczki i zamiast sie szczerze przyznac, ze sie boi jak diabel swieconej wody, to udaje ze wie o co chodzi. Potem wypelnia arkusz informacyjny dyskretnie omijajac pytanie kiedy miala ostatni zabieg kosmetyczny, a jak zapytasz to robi zamyslona mine i niby liczy na palcach, a w koncu mowi:
-- No tym razem to naprawde dawno, chyba nie jestem w stanie powiedziec...
Zawsze mnie dziwilo jak ciezko pamietac cos co sie nigdy nie wydarzylo, a juz starac sie sobie przypomniec, to jest dopiero sztuka.
Kiedys przyszla taka, walnela odwlok na lezanke i mowi:
-- A czy mozesz mi mowic co w danej chwili robisz?
-- Moge - odpowiedzialam myslac sobie, ze przeciez latwiej bylo powiedziec, ze to pierwsza wizyta, no ale...
Zabralam sie do roboty i tlumacze jak chlop na rowie, co jest co i po co, na co itd, itp. a babsztyl nagle:
-- Czy Ty to musialas chodzic do szkoly, czy tak sobie to wszystko sama wymyslilas?
-- A jak Ci sie wydaje? - odpowiedzialam pytaniem, bo sila musialam powstrzymac "nie ja nie chodzilam do zadnej szkoly, ja sama w sobie jestem taka kreatywna, a jak bedziesz zadawac durne pytania, to w ramach udowodnienia mojej kreatywnosci moge ci ukrecic leb"
-- Ja mysle, ze uczylas sie tego w szkole - odpowiedziala niepewnie, co ja z kolei zostawilam bez komentarza.

Innym razem z samego rana przyszla do mnie recepcjonistka i mowi:
-- Twoja klientka juz przyszla.
-- No to dawaj ja tutaj.
-- Hmmm, wiesz ...ona taka ... troche problematyczna... jest.
-- Jak to problematyczna? glowa jej spod pachy wyrasta?
-- Nie no, nie az tak! Ale ona nie chce sie przebrac.
Westchnelam gleboko, policzylam do 10ciu i poszlam po babe.
Patrze stoi takie wysuszone chuchro, nozki jak dwa wykruszone Sporty odziane w czarne lakierowane czolenka, na szkieleciku wisi kostium Chanel w rozowo-popielate pepitko, naszyjnik ogromniasty i kolczyki (albo klipsy) zaslaniajace pol policzka, wielkie jak dojrzala grucha.
Przedstawilam sie i udajac, ze nie wiem o co chodzi poprowadzilam ja do przebieralni, podaje szlafrok a baba patrzy na mnie i mowi stanowczym glosem:
-- Ale ja sie nie bede przebierac!!!! Ja tu na czyszczenie twarzy przyszlam!!!
-- No wlasnie dlatego musisz sie przebrac...
-- Ale przeciez widzisz moja twarz!
Kurwa widze!!! - warknelam w duchu, a grzecznie glosno wycedzilam:
-- I owszem widze, ale przy okazji czyszczenia twarzy w czasie masazu, masujemy ramiona i dekolt - mowie i staram sie wepchnac babsku ten szlafrok.
-- Ooo nie musisz tego robic, wystarczy mi sama twarz.
Wrrrrr... Pierdole, jak nie musze to nie musze, lepiej dla mnie, ale ciagle staram sie babe przekonac:
-- Wiesz, ale jak nie zdejmniesz tego kostiumu, to co bedzie jak mi niechcacy kapnie jakis krem czy tonik, no wiesz wolalabym..
Suchotnica spojrzala na mnie karcacym wzrokiem i powiedziala:
-- Mozesz mnie przykryc recznikiem, a w ogole, to niech Ci nic nie kapnie.
AAAA!!!! Coz mialam poczac, zgarnelam Suchotnice do pokoju, gdzie krakowskim targiem zeznala, ze jedyne co moze zdjac to kolczyki. Szlag by to trafil, ze tez taka peezda musiala trafic do mnie.
Ale co tam, pomyslalam sobie przeciez ta godzina tez kiedys minie, przykrylam babsko i zaczelam zmywac makijaz, a baba wrzask podniosla:
-- Co Ty robisz??
-- Jak to co? Zmywam makijaz, przeciez chyba przyszlas na czyszczenie, nie?
-- Ale jak ja mam stad wyjsc bez makijazu?
Niech mi ktos madry wytlumaczy jak ona sobie wyobrazala czyszczenie twarzy bez zmywania makijazu?
-- Nie martw sie, dziewczyna od makijazu umaluje Cie na nowo jak chcesz.
Zamknela sie, a ja w miedzyczasie zauwazylam, ze Suchotnica w czasie zmywania stracila gdzies rzesy (!!!) Ja pierdole, pewnie miala sztuczne i ja jej zmylam razem z makijazem!!!
Wsadzilam rece po lokiec do kosza i przegladam te waciki, ale nic na nich nie ma. Przygladam sie jeszcze raz i okazalo sie, ze rzesy sa, ale takie milimetrowe tylko. Domyslilam sie wiec, ze byly chyba malowane i nigdy nie zmywane w wyniku czego babsko dochowalo sie calkiem przyzwoitej dlugosci utworzonej z kolejnych warstw samego tuszu. Zreszta cholera wie jak to bylo, faktem jest, ze obecnosc szczatkowych rzes na brzegach powiek przyjelam z ogromna ulga.

Z czasem sie uodpornilam na takie ciezkie przypadki. Kiedys przyszla jakas idiotka, ktorej swiatlo przeszkadzalo, wiec ja zmniejszalam to swiatlo juz do minimum, a ta nic tylko jest za widno i za widno, bo ja to swiatlo razi!!! Ja juz kurwa nic nie widze, a ja razi!!!! To zgasilam calkiem, po ciemku namacalam gdzie ma leb i caly zabieg wykonalam bez swiatla.

Innym razem przyszly matka z corka i mnie sie trafila matka, corka mogla byc w moim wieku, wiec matka na zdrowy rozsadek powinna byc conajmniej 16 lat ode mnie starsza.
Od razu widac, ze babsztyl nigdy nawet zadnego kremu nie mial na gebie, bo cera sucha jak podeszwa, ale pierdykam robie co mam robic. Ta w miedzyczasie zadaje pierdyliard pytan co powinna uzywac, jak i kiedy, no to wyjasnilam i na koniec zgodnie ze zwyczajem podalam jej lusterko. Popatrzyla i wskazujac na swoje kurze stopki, a miala je od brody az po polowe czola, zapytala z wyrzutem:
-- A co z tym?
-- Aaa co z tym? - powtorzylam za nia.
-- No jak to? nie masz zamiaru nic z tym zrobic?
-- A co chcialabys zebym zrobila? - zapytalam spokojnie.
-- No wiesz, Ty tego nie masz, a jestesmy chyba w tym samym wieku.

Krew uderzyla mi do mozgu i o malo nie trysnela uszami, gowno sie we mnie zagotowalo, ale spokojnym, opanowanym tonem i z usmiechem powiedzialam:
-- Wiesz, ja chyba jestem od Ciebie duzo starsza, bo ja mam 72 lata. Ale przez ostatnie 50 lat uzywam te wszystkie produkty - powiedzialam wskazujac reka na polke z produktami i wyszlam. Poszlam prosto do biura mojej menadzerki i opowiedzialam co zrobilam, bo teoretycznie to nie powinnam zostawic babska z tym lustrem w pokoju samej, tylko ja wyprowadzic. No ja bym ja kurwa wyprowadzila!!! Najchetniej w ostatnia podroz ziemska!!!!
Amy wysluchala, w momencie tego "takiego samego wieku" zlo blysnelo jej w oku, bo Amy i ja bylysmy dokladnie z tego samego roku, a Amy miala okazje widziec babe w poczekalni.
-- Ale jestes pewna, ze jej nie spoliczkowalas? - zapytala jak skonczylam.
-- Nie, nie spoliczkowalam jej. Dlatego tak szybko wyszlam i zostawilam ja sama w pokoju.
-- To Ty jednak jestes super opanowana - poklepala mnie po ramieniu dodajac:
-- Ja bym chyba nie wytrzymala, a nie przejmuj sie, bo jakby nawet przyszlo jej do glowy pisac skarge do dyrekcji, to powinnas tylko dostac nagrode od wlascicieli za sam fakt, ze powiedzialas ze masz 72 lata, a wygladasz jak wygladasz dzieki produktom firmy.

Kiedys mialam kobite z tak ogromniastym biustem, ze jej sie nie miescil w ramionach. Jak sie polozyla na lezance, oczywiscie juz bez biustonosza w rozmiarze 5osobowego namiotu, to cycki zalaly glowe. Pamietam, ze przez te godzine siedzialam w szerokim rozkroku ze strachu, ze jak sie lezanka zawali to mi moze nogi polamac, a tak to tylko kobitka cycem pierdolnie o ziemie. Oczywiscie nie bylo mowy, zeby jakos ujarzmic te balony, wiec pracowalam jedna reka a druga caly czas odgarnialam obfitosci natury. O masowaniu nie tylko szyi ale i twarzy nie bylo mowy, bo to tego potrzebowalabym asystentki, ktorej zadaniem byloby przytrzymywac ozywione cialko:))

Czasami zdarzaly sie takie "kwiatki" ale wiekszosc klientek i ludzi generalnie jest mila i da sie z nimi pracowac. Gdyby bylo inaczej to pisalabym tego bloga z wiezienia.
Wiekszosc moich stalych klientek w korpo np. wiedziala, ze ja pale i nie bardzo mam przerwe na papierosa, bo wiadomo, ze trzeba bylo wychodzic na zewnatrz. Wiec jak przychodzily to odrazu od drzwi mowily:
-- Ty lec zapalic, a ja sie przebiore.
Jak wracalam po 5 min. to juz byly nie tylko przebrane, ale i makijaz sobie same zmywaly:)
Teraz mam swiety spokoj, bo mam moje klientki, ktore przyszly za mna z korpo, albo nowe klientki, ktore zostaly polecone przez te juz stale, wiec wiadomo, ze sa juz "uprzedzone" i "wychowane".

Stardust zawodowo

14 comments:

  1. ;)))
    swoją droga to takie ludzkie,że nie chcialy się przyznać .No bo jakże to tak,nigdy nei była u kosmetyczki? znacyz się taka zaniedbana jest? hyhyhy,to wiąże się ze słabą samooceną pewnie;)

    ReplyDelete
  2. tuv-> jak juz ktos chce tak efektywnie udawac, to powinien sobie darowac wszystkie dodatkowe pytania, zwlaszcza te z gatunku "sama se to wymyslilas, czy cie w szkole nauczyli?" Ale co ja Tobie tlumacze, sama wiesz jak jest z ludzmi;))

    ReplyDelete
  3. kosmetyczka zna kobitki od podszewki.... strach pomysleć. Ale wiesz - ja moze ze trzy razy byłam... Peelingi maseczki i te sprawy sama załatwiam w domu jakby co - ale może pora już na mnie. Schnę.....

    ReplyDelete
  4. No wiec Stardust, czasami glupio nam z powodu wlasnego cienia, bo wolelibysmy zeby grubszy, chudszy, a co dopiero u kosmetyczki, a co dopiero przyznac sie ginekologowi zesmy go nie odwiedzily przez ostatnie osiem lat. A co dopiero u lekarza rodzinnego co zada wredne pytanie w sprawie cholesterolu "a jakie Pani miala wyniki w 2005 roku?"
    A Ty nie bylas u lekarza od 1995?
    I tak Ci cholernie glupio, ze jestes jakas sredniowieczna baba, ze bedziesz sie ukrywac za tymi duzymi klipsami.
    Ale gdybym miala duzy biust, to po przeczytaniu Twojego postu, nigdy, przenigdy nie smialabym sie udac do kosmetyczki, u mnie z lekka odwrotnie, natomiast moja kolezanka co ma niezbyt piekne paluszki u nog po prostu sie wstydzi pojsc do pedikiurzystki.
    Pomysl sobie, ile kompleksow za nami zeby moc sie obnazyc.
    A te dodatkowe pytania, to po co?
    To malutka nadzieja, ze nawet ten gruby, obrzydliwy paluch przyjmiesz tak jak Cie wyuczyli.
    Ja nie przepadam ani za chodzeniem do kosmetyczki, ani na zadne okolicznosciowe upiekszania,
    ja po prostu wstydze sie niedoleznosci ciala, natury i obcego oka. A juz szczegolnie teraz.

    ReplyDelete
  5. Matka-> To fakt, ze obecnie na rynku jest tyle roznych produktow, ze kazda kobieta moze sobie zadbac o siebie we wlasnym domu. Jedyne czego nie mozemy zrobic to pozadny masaz twarzy. No czyszczenia skory tez raczej nie mozna wykonac w pielszach domowych, bo niby mozemy zrobic parowke, powyciskac co trzeba, ale nie mozemy spojrzec na wlasna twarz przez lampe powiekszajaca. W tym wypadku zabiegi fachowe sa niestety niezastapione:)

    ReplyDelete
  6. Anonymous-> To zalezy jak sie podchodzi do wstydu. Ja np. nie wstydze sie, ze nie chodze do lekarza, bo uwazam, ze jak nie mam potrzeby to nie ide. Nic nie boli, nic sie nie dzieje, wiec nie ide. Ale jak juz pojde to nie udaje (ze wstydu) ze bylam rok temu. Tak samo jak nie wsydze sie duzego biustu i jeszcze wiekszego zadka, tak samo nie wstydze sie, ze nie chodze do spowiedzi. Po prostu jak czegos nie robie, to nie widze powodu, zeby udawac ze to robie. No moze jakas dziwna jestem, ale tak reaguje. A jak gdzies ide pierwszy raz to z reguly mowie o tym, bo wiem, ze daje mi to upowaznienie do zadawania nawet najglupszych pytan, bo jestem pierwszy raz i moge pytac nawet o najbardziej oczywiste rzeczy. Kompleksy uwazam w pewnym sensie ma kazdy, ale na pewno nie zwalczy sie ich udawaniem, ze sie jest kims kim sie nie jest. Twierdzisz, ze po przeczytaniu mojej notki nigdy nie odwazysz sie pojsc do kosmetyczki. No coz moge powiedziec? Twoja wola, tylko nie oskarzaj mnie o to, bo akurat nie czuje sie winna. Kazdy kto pracuje mowi czy pisze o swojej pracy i to jest zjawiskiem normalnym. Jesli bylabym kosmetyczka w Twoim miescie i pisala uzywajac konkretnych nazwisk, no to bardzo nieladnie byloby. Ale ja napisalam to co napisalam jako wspomnienia uzywajac przykladow, ktorych nikt nie zna, bo i znac nie moze skoro nie padly zadne nazwiska ani adresy. Na tej samej zasadzie kelnerki opowiadaja o upierdliwych konsumentach, krawcowe, sprzedawcy, fryzjerzy o swoich klientkach...itd. Ba nawet ksiadz uzywa na ambonie przykladow jakie ktos poddal mu w czasie spowiedzi, ktora jest tajemnica. I co teraz? Ukrzyzowac Stardust, pobic krawcowa, obrazic sie na sprzedawce, a co zrobic z ksiedzem?

    ReplyDelete
  7. Stardust, wprawdzie nie doczytalam wszystkiego, ale jestem za tym zeby uhonorowac krawcowa, ksiedza i co sie da.
    A CZY KSIADZ CHODZI DO KOSMETYCZKI?A cholera go wie?
    Caluski dobranocne

    ReplyDelete
  8. Ksiedza tez chodzom:)

    pedagogiczne zdolnosci Daizo masz:)

    ale co z ta szkola? w mlodosci kolezanki braly mnie do szkola na cwiczenia i uczyly sie na mojej gebie, to jest szkola...byla?, jest!

    ReplyDelete
  9. O klientach i klientkach upierdliwych mogłabym epistołe walnąć :-)))

    Od 20 lat pracuję z klientami i czasem nic tylko zacisnąć zęby i milczeć, albo uśmiechać się cokolwiek sardonicznie :-)))

    Star, ubiła mnie suchotnica :-)))
    Chichrałam się z jej oburzenia, że do czyszczenia twarzy zmywasz makijaż :-))) A tej starej gropie to ja bym powiedziała do słuchu. Podziwiam, że jej na miejscu nie ukatrupiłaś.

    ReplyDelete
  10. Stardust, ja Cie za te riposty normalnie kocham:)))) Buahahahahaha!

    ReplyDelete
  11. Beata-> W szkole kosmetycznej jest tak, ze najpierw uczysz sie teorii, potem jest cos co mozna nazwac cwiczeniami i te robi sie na drugiej uczennicy. Czyli jedna cwiczy na drugiej i na abarot. Potem jest praktyka i wtedy przychodza normalnie klienci, ktorzy wiedza, ze zabieg bedzie wykonany przez uczennice pod okiem instruktora. Taki klient placi za zabieg oczywiscie szkole i cena jest z reguly ok. 1/4 ceny w normalnym gabinecie. Klient tez przewaznie zostawia uczennicy drobny napiwek. W ten sposob szkola nie dosc ze zarabia na uczennicach, ktore placa to jeszcze ma dodatkowe zrodlo dochodu z klientow przychodzacych do praktykujacych juz uczennic. Tak to jest, pieniondz jest najwazniejszy:))

    ReplyDelete
  12. Daisy-> Tak to jest jak sie pracuje z ludzmi, bo ludzie sa rozni. Czasem sie czlowiek usmieje po pachy, czasem ma ochote przegryzc tetnice, ale robota musi byc zrobiona i tyle.

    ReplyDelete
  13. Athina-> To ten zolzowaty charakter sie tak objawia;)

    ReplyDelete
  14. szkoda, ze mieszkasz i pracujesz tak daleko:-)
    fajne te historie z pracy
    K.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...