Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, June 2, 2009

Co by nie bylo

... ze ja tylko zlo widze, to dzisiaj bedzie o urokach Polski i Polakow, bo przeciez te tez niezaprzeczalnie istnieja.
Moj pomysl wyjazdu do Polski zrodzil sie nie tyle z tesknoty, czy potrzeby serca zobaczenia ziemi ojczystej, co byl zwariowanym odruchem checi pomocy.
A bylo tak.
Kilka lat temu po latach zupelnego odciecia sie od polskich gazet, telewizji, wiadomosci i generalnie wszystkiego co polskie, nagle szukalam jakiegos przepisu i wpadlam na pomysl, ze istnieje cos takiego jak polska wersja google. No to wpisalam nazwe poszukiwanej potrawy w te polskie google i wyskoczylo mi kilka stron kulinarnych, jakos tak intuicyjnie weszlam na jedna z nich i ...zostalam. Poza przepisami, z ktorych ja i tak malo korzystam, jest tam forum, na ktorym mozna sie wypowiadac na rozne tematy, pogadac z ludzmi. A ze ja gadula, to wiadomo, ze mnie wciagnelo. Trwalo to jakis czas i pewnego dnia stala sie rzecz dla nas grona Zarlokow straszna, mianowicie padl serwer i w wyniku tej awarii strona stracila znakomita czesc przepisow i archiwum forumowego.
Co mnie zaskoczylo w tym wszystkim, to jak ludzie rzucili sie na poszukiwania, straconych danych. Nie bylo niecheci, nie bylo odchodzenia, ale byla ogromna chec zrobienia wszystkiego aby strone uratowac. No mnie sie tez ta atmosfera szybko udzielila, bo juz nie wyobrazalam sobie dnia bez zagladniecia na forum WZ.
Coby nie przedluzac, w telegraficznym skrocie poinformuje, ze trzeba bylo zebrac pieniadze na nowy serwer. Poczatkowo wlasciciele nie zgadzali sie na ogloszenie zbiorki, ale pod naciskiem uzytkownikow strony wreszcie zostala ogloszona zbiorka. I sie zaczelo, co kto mial i ile mial to wysylal, jedna z pan rzucila palenie i przeznaczyla pieniadze na konto, ktos inny posprzatal garaz i pieniadze uzyskane ze sprzedazy zlomu przeznaczyl na konto.
Ja tez kombinowalam co moge zrobic...
Wpadlam na pomysl, ze mozemy sobie zaplanowac wakacje w Polsce i zamiast placic za hotele, to skorzystamy z gosciny Zarlokow w roznych miastach a pieniadze w ten sposob oszczedzone wyslemy na zakup serwera.
Wspanialy poczatkowo patrzyl na mnie bez zadnego przekonania, ale jak uslyszal, ze musimy nasze wakacyjne plany z 2 tygodni przedluzyc o nastepny tydzien, bo mamy tyle ofert noclegow, to zaczal przygladac sie temu bardziej powaznie.
Wszystko to dzialo sie latem 2007, a my moglismy przyleciec dopiero we wrzesniu 2008, ale to nie przeszkadzalo w zorganizowaniu wstepnych planow, a przede wszystkim pieniadze za nasze noclegi zostaly przelane na konto. Na poczatku sierpnia (o ile dobrze pamietam) mielismy na koncie odpowiednia sume pieniedzy zeby ratowac nasza strone. I to bylo najwazniejsze.
Plany wycieczki ciagle byly w powijakach, ale bodajze w lutym/marcu napisal do mnie wlasciciel strony pytajac czy moge podac dokladna date pobytu w Gdansku, bo chca zorganizowac zlot uzytkownikow strony.
Tym sposobem polecielismy do Polski zeby byc goszczeni przez ludzi ktorych nigdy wczesniej nie widzielismy na oczy.
I tu wlasnie wyszla najpiekniejsza cecha Polakow - polska goscinnosc, ktora naprawde nie ma rownej sobie na swiecie. Sama bylam zaskoczona, ze mozna wejsc do obcego domu i po maximum godzinie czuc sie czlonkiem rodziny. Wspanialy w ogole nie zdawal sobie sprawy ze to moze byc mozliwe, ze mozna komus tak wtargnac w zycie i nie czuc sie intruzem. Nasi tutejsi znajomi, roznych narodowosci pytali przed wyjazdem czy mamy backup, na wypadek, gdy sie okaze, ze dana osoba, czy adres nie istnieje. Nie mielismy zadnego backup i nie byl on potrzebny.
Poznalismy w ciagu tych 3 tygodni ok 100 osob jesli nie wiecej i wszyscy byli niesamowicie serdeczni, zyczliwi. Tego sie nie da opisac.
Trzy dni spedzone w Lodzi i placz przy pozegnaniu!!! Toz ja juz dawno nie placze jak sie z wlasna rodzina rozstaje!!! Jeden dzien z tych lodzkich spedzony u kolezanki na dzialce, gdzie zostalo sproszonych jeszcze wiecej ludzi z rodzinami. Jeszcze dzisiaj jak pomysle, co ta E. nagotowala na ten jeden dzien, to dostaje oczoplasu!!!
Malo tego!!! Pojechali z nami do Torunia zeby spedzic tam jeden dzien wiecej w naszym towarzystwie. Potem byl Gdansk, gdzie nocowalismy u wlascicieli strony, ktorzy oprocz nas znalezli miejsce dla gosci z Anglii. Potem byl zlot, z ktorego malo co pamietam, tyle bylo ludzi i tak super przyjemnie i rodzinnie. Nawet Wspanialego zostawilam gdzies na pastwe losu, na szczescie bylo troche ludzi mowiacych po angielsku, wiec sobie radzil. A ja latalam z rak do rak, z jednych ramion w kolejne ramiona, przyjechala kolezanka z Niemiec, tylko na pol godziny, ale jak mowila nie mogla sobie darowac okazji poznania tylu osob, z ktorymi juz byl kontakt wirtualny.
W drodze do Krakowa jechalismy tym samym pociagiem z inna para uczestnikow zlotu, my wysiadalismy w Krakowie, oni jechali dalej do Tarnowa. Pechowo siedzielismy w roznych wagonach i przed samym Krakowem Kropcia i Jej maz przyszli tylko po to zeby sie z nami pozegnac i pomoc nam z bagazami, to jest rowniez niespotykane tutaj. Tu mozna liczyc na pomoc kolejarza bo to jego praca, ale nikt nie pomaga ot tak sobie z dobrej woli i dobrego serca.
W Krakowie znow spotkalismy przesympatyczne towarzystwo!!!
I to uwazam jest cos czego nie spotyka sie u innych narodowosci.
W prywatnych kontaktach Polacy nie maja rownych sobie, potrafia przestawic cale swoje plany, zmienic co sie da aby tylko sprawic zeby gosc czul sie dobrze.
My nie planowalismy az tak bardzo korzystac z goscinnosci, chcielismy tylko lozko, recznik i kubek kawy rano, a tymczasem, bylismy pod opieka naszych gospodarzy nonstop i wszyscy starali sie nam pokazac jak najwiecej i jak najlepiej.
I niech Malgoska nie marudzi, bo ja mam jedne z najpiekniejszych wspomnien wlasnie z Lodzi. I nawet doswiadczenie Quo Vadis nie jest w stanie tego zmienic.
Po powrocie do domu dostalam poczta z Polski i z Czech pestki z jablek!!! bo Zarloki wiedzieli ze chce sobie zrobic nalewke z pestek, ktora pierwszy raz mialam okazje posmakowac na zlocie.
6 miesiecy pozniej jak lecialam na pogrzeb Mamy to wlasnie kolega M. z Lodzi przyjechal do Warszawy zeby odebrac mnie z lotniska, zawiezc do Kielc i wrocic do Lodzi.
Cos takiego moze zrobic tylko POLAK!!!!
I weekend przed wylotem do Stanow spedzony z nowo poznanymi blogowiczkami w Warszawie, goscinna kanapa u Markety, bo wszystko bylo organizowane na wariackich papierach, ale i tak udalo sie zorganizowac przemily wieczor.
Wlasnie Polacy potrafia nawiazywac przyjaznie i potrafia cenic te przyjaznie jak malo kto i to jest piekne. A niecale 3 tygodnie temu dostalam poczta od kolegi M. z Lodzi co???
Liscie czarnej porzeczki na nalewke.
I to wszystko po 3 dniach znajomosci na zywo, kilku mailach i rozmowach na gg.
Moi Amerykanie ciagle pytaja o te zwariowane wakacje spedzone w "obcych" domach i sie po glowie skrobia jak to mozliwe???
Bo w Polsce wszystko jest mozliwe - odpowiadam.
To teraz chyba pojde powiem Wspanialemu, ze jeszcze kiedys musimy leciec do Polski.
A poki co to Wy tez przylatujcie, do nas.

Stardust oczekujac takiej samej aktywnosci w komentarzach jak pod poprzednia notka:)

50 comments:

  1. hej :) no wiesz, ze mnie to tylko wiza dzieli od wiizyty

    i ja rowniez zapraszam :)


    masz racje z goscinnoscia


    tutaj w Argentynie tez praktykuje przyjmowanie ludzi, takze z bloga, i zawsze pod moim dachem, choc on skromny, moze sie zjawic kto potrzebuje. znajdzie sie zupa, herbata, wino i dobre slowo

    bardzo mnie wzruszyla ta notka.
    Argentynczykom tez daleko do naszej formy bycia

    usciski wielkie

    ReplyDelete
  2. Usprawiedliwienie dla mnie tylko takie, że zielony ludek jestem, bo z gościnnością u mnie na bakier. Nie lubię zamieszania jakie wprowadzają goście, nie lubię gotować, nie lubię się nimi zajmować. Gdybym był fortuniasty, miałbym posiadłość z wielkim parkiem, pokoje gościnne, wielką salę jadalną, służbę, w tym doskonałego kucharza. Wtedy chciałbym gościć bez końca. Pozdrawiam z zażenowaniem :(

    ReplyDelete
  3. m.--> Wierze, ze dostaniesz ta wize, bo nie moze byc inaczej. Jeszcze w tym roku sie poznamy, ja to wiem:)) i Ty tez powinnas w to wierzyc i myslec pozytywnie.

    ReplyDelete
  4. Pistacjowy--> Wcale Ci nie do twarzy z zazenowaniem, wiec bardzo prosze jak tu przychodzisz to sie w nie nie ubieraj:) Ja tez sie nie nadaje na typowa gospodynie wedlug polskich standartow. W moim domu nie ma "gosci" i nawet goscie musza sami o siebie dbac. Ja nie gotuje, nie podaje, nie glaszcze, ale gadam jak ktos chce sluchac i uwazam, ze swoboda jest w tym momencie najwazniejsza. Tak naprawde to w moim domu nie ma zadnych regul poza ta jedna "swoboda". Jesli ktos chce sie czuc wygodnie i swobodnie to napewno bedzie sie czul dobrze. Jak nie? no coz trudno;)

    ReplyDelete
  5. Z tą gościnnąścią to masz całkowitą racje. Nawet za granicą polacy są bardzo gościnni, ja tak zwiedziłam Londyn.
    Ogólnie jest coraz więcej ludzi życzliwych, najmniej zyczliwą grupą ludzi są niestety ludzie w moim wieku i starsi, natomiast młodzi mają więcej luzu i usmiechu na twarzy.
    Co do Waszej akcji ratowania forum, to czytałam o tym ze wzruszeniem , coś pięknego.

    ReplyDelete
  6. zryw iście Polski z odkupywaniem serwera:)))
    Co jak co ale zrywy to nam zawsze dobrze wychodziły;).
    Zdziwiła mnie trochę róznonarodowość forum ale w sumei sprawy kulinarne łączą ludzi:).
    Warunki warunkami u mnie bywało czasami sporo osób lubię to.mam duuuuże poddasze,bez podlogi co prawda ale ten,jest gdzie zwłoki położyć:))))

    ReplyDelete
  7. ile POLAK potrafi mialam okazje przykonac sie gdy bylam mocno zaangazowana w akcje charytatywne i wirtualnie i na zywo.
    WOSP moze sie schowac do undernetu i potem polchatu.
    To takie czaty, na ktorych zjadlam zeby i ...prawie stracilam rodzine.
    Ale bylo wiele takich zrywow, ktos cos potrzebowal - znajdywalo sie natychmiast, bez wzgledu na koszty i trudnosci.
    I masz racje Stardust - nie ma takich narodow podonych do Polakow w tym wzgledzie, goscinnosc, chec niesienia pomocy...

    ReplyDelete
  8. hej No fakt coś w tym jest że Polacy są bardzo gościnni i w ogóle fajni;) Ja tam strasznie lubię jak do mnie ktuś przychodzi. Jak to mój ślubny mawia mam okazję żeby poszaleć w kuchni (nie godzi się żeby garkotłuk herbatnikami gościł) ;)) Szkoda, że nie wiedziałam że Byłaś Stardust w Krakowie ;( Mam nadzieję, że jeszcze nie obleciałaś całego Kraka i wpadniesz jeszcze w te strony ;)

    ReplyDelete
  9. Stardust, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że napisałaś ten post:)))
    Wczoraj robiłam kilka podejść, aby ustosunkować się do poprzedniego Twojego wpisu i co napisałam, to zaraz wykasowałam.
    Nie spodziewając się, że dzisiaj ukaże się kolejny wpis, rano miałam (jako taki) zarys przelania moich przemyśleń "na papier";)
    Wiesz, to chyba jest na zasadzie, że Polakom mieszkającym w PL, to wolno psioczyć i narzekać, ale trudo nam znieść krytykę gości zza granicy:)
    Ktoś, w komentarzach do poprzedniej notki napisał, że Polak Polaka, to by w łyżce wody utopił i niestety jest w tym sporo prawdy, ale nikt nie wspomniał, jak wspaniale potrafimy się zorganizować, gdy idzie o "wielką sprawę". No daruję Tobie, sobie i innym tutaj zaglądającym powtórkę z historii, ale chyba możemy z dumą nosić głowę.
    Ja często opowiadam, mojemu Synowi o Rodzicach mojego Ojca, którzy w czasie wojny przez prawie 2 lata ukrywali w piwnicy rodzinę żydowską, dzięki czemu tamci przeżyli.
    O rany, ale pojechałam;)))
    Mało na temat, ale jakoś tak mi się nasunęło:))

    Stardust, bardzo dziękuję Ci za ten post:) Polska próżność została mile połechtana:)))
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  10. Bo my się świetnie organizujemy przy zrywach, patrz Wielka Orkiestra ŚP, a jak jest spokojnie i 'normalnie' to Polak ma podejście mojej Maman: Jeśli nie masz powodu by marudzić i narzekać to SE GO WYMYŚL :))
    Knajpy to kalejdoskop który uwielbiam testować, nie raz dwie podobne obok siebie, a świat je dzieli.

    ReplyDelete
  11. i tu też się zgodzę. też doświadczyłam podobnej gościnności, i parę razy gościłam też mniej lub bardziej znajomych.

    ale to działa chyba tak, że gdybyś poprosiła o taki sam nocleg jedną z tych osób, to jest duża szansa, że by krzywo patrzyła i narzekała. ale ponieważ to był zryw, akcja, "kupą mości panowie, trzeba przyjąć Stardust z jej amerykańskim małżonkiem", to się wszyscy w sobie zebrali i stanęli na wysokości zadania...

    ReplyDelete
  12. Ou tak to prawda. Moj Luby tez byl zaskoczony ze i TAK sie mozna czuc w Polsce.A jeszcze o hotelu. Pojechalismy do mojej mamy a ze miejsca u niej malucko a nikt z nas nie chcial by oférowali nam swoje lozko sami podlogowujac - bo na inna opcje by sie ma mama w zyciu nie zgodzila na czas pobytu zamowilismy sobiie "przez ulice" pokoj w Zamku pieknym renesansowym. O nie! Zadne luxusy w srodku jest ohp i tego standardu tez pokoje. Ale bylo cudownie!Mama chciala nam (bo myslala ze jej zagramaniczny ziec rozpieszczony jak dziadowski bicz jest) zamowic nam pokoje w najlepszym hotelu w O. Niestety pani najpierw podala cene 120 zl za noc a jak uslyszala ze goscie z Niemiec zatrzepala rzesami i oswiadczyla ze cena sie zmienila a 120 € za pokoj w hotelu trzygwiazdkowym! Moja Mame szlag trafil i jej nawrzucala...

    No wiec do rzeczy zamek. Pani w recepcji a wlasciwie portierni bardzo mila. Nawet obiecala na lubego auto rzucac okiem (bez napiwku czy cos) bo Luby niestety strachliwy wszak lata cale slyszal w tutejszej telewizji ze auta w Polsce z oczu spuscic sie nie da bo...wiadomo. Na moje i Mamy uspokajanie ze raz w tym regionie spokojnie dwa swego raczej nikt nie okradnie reagowal raczej grzecznosciowo udajac ze wierzy.
    W ogole dostalismy nawet dwa pokoje do wyboru i pani nam poradzila gdzie lepsze lozko, machnela reka na dobe ha wiedzielismy ze spotkanie rodzinne bedzie zakrapiane i w zwoiazku z tym spanie dzienne bo noca u mamy hulanka i swawola...
    Czysciutko acz skromne sosnowe lozka z "betonowa" iscie koldra pamietam takie z kiedys. Reczniki ok nawet szampon i mydlo...
    Bylo bardzo milo i sympatycznie pogadalismy i na pewno bedziemy w razie odwiedzin tam nocowac. I jeszcze jedno cena jaka zapowiedziana taka pozostala chyba 25€ za noc. A musze powiedziec, ze w naszym pierwszym (4 lata temu) i tegorocznym urlopie i noclegach w czterogwiazdkowych ZADEN Hotel nie trzymal sie podaj przez i nternet i potwierdzonej telefonicznie i mailowo ceny. Nie wiem jak jest w Polsce ale w Niemczech byloby to oszustwo...

    Za to pomoc rodakow czy na drogach czy pytajac o kierunek czy w ogole wspaniala...

    ReplyDelete
  13. Mnie gościnność Rosjan powaliła na kolana :-)

    ReplyDelete
  14. Ja dzięki jednemu forumowi mam:

    1. Dochtora
    2. Pannę S z Gdańska
    3. Całe mnóstwo dobrych wspomnień ze zlotów.

    Wiem o czym Stardust mówi. Bo zdarzało się tak, ze przylatywałam do Polski a ktoś, kogo znałam tylko z netu - odbierał mnie z lotniska, miałam co jeść i gdzie spać. Pamiętam jak pierwszy raz przyleciałam do Panny S w Gdańsku, to myślałam, ze będzie cosik sztywnawo... a gdzie tam! Jak siadłyśmy przy piwie to skończyłyśmy imprezę gdy "w Pińczowie dniało" I do teraz tak jest!

    Ale jednak Polak Polakowi na obczyźnie wilkiem bywa i tego zdania nie zmienię.

    ReplyDelete
  15. Kicia--> Mlode pokolenie wyrasta juz w innych zupelnie warunkach, oni nie pamietaja wielu rzeczy no i chyba nie sa i nie byli tak ciagle straszeni jak my. Ja jak tylko daleko siegne pamiecia to ciagle musialam sie czegos bac:)) Bez wzgledu na to czy te strachy byly realne czy nie, to moj wlasny strach byl bardzo realny. Do czasu kiedy nie zaczelam olewac:)) Wiesz my tez wychowywalismy sie w zamknietym kraju, wyjazdy zagraniczne byly rarytasem i rzadkoscia. A to tez powoduje jakies ograniczenie swiatopogladowe. Ja spotkalam wlasnie rowniez wielu mlodych i masz racje, to sa ludzie z wieksza radoscia zycia i otwarciem na swiat niz my mielismy.

    ReplyDelete
  16. Tuv--> Zrywy zawsze nam sie udawaly i to nie wazne czy te male w sensie ratowania strony internetowej czy te na skale swiatowa. Tylko czasem mysle, ze my mamy krotki lont i sie szybko wypala:))

    ReplyDelete
  17. Ade--> Ja mam tylko doswiadczenie z ta jedna strona (WZ) i nawet jak gdzies sie zablakam na innych stronach to nie jest tak jak tam. Czasami czytam i trudno jest uwierzyc, ze ten wirtualny swiat jest taki realny. Wlasnie tam.

    ReplyDelete
  18. Abiolcia--> Ja wychowalam sie w czasach kiedy telefon byl rarytasem w Polsce i czlowiek musial byc zawsze przygotowany, ze ktos wpadnie. I sklepy swiecily pustkami a gdzie nie zapukalas to zawsze zostalas czyms poczestowana. Cud jakis:)))

    ReplyDelete
  19. szlaaaaaaG niech to trafi, robota mnie pzrygniata, bez mozliwosci zajrzenia TUTAJ.
    Ale- sle buziaki
    Siup - listkoweczka :)))))))))

    ReplyDelete
  20. Ta goscinnosc ma wielowiekowa tradycje. Slynelismy z niej w Europie juz od niepamietnych czasow. Od wielkich miast po wsie, ktore w calosci zapraszano na wesela na przyklad. Pomimo kosztow nieraz przekraczajacych mozliwosci fundatorow...
    W moim domu babcia zawsze miala zachomikowane jakies specjaly tylko dla gosci. Zapowiedziani lub nie, traktowani byli po krolewsku.
    A w kwestii zrywow, to ktos kiedys powiedzial, ze Polacy w razie potrzeby potrafiliby w jeden dzien wypic cala wode z Wisly. Ale gdyby mieli pic co dzien po kubeczku, to juz calkiem inna sprawa...

    ReplyDelete
  21. Dikejka--> Przyznam, ze czekalam czy sie odezwiesz wczoraj;) bo wlasnie Ty odbierasz to wszystko tak bardzo emocjonalnie i personalnie. Wiem i chyba wszyscy wiemy, ze nikt nie lubi krytyki, a szczegolnie krytyki czegos co jest bliskie sercu. Ja czasem siedze i czytam jak ludzie nasmiewaja sie z Amerykanow, z Ameryki ogolnie, tez jest mi przykro, ale z drugiej strony widze ze jest w tym duzo prawdy. To co ja mam zrobic? Kazdy z Was ma tylko jednen kraj, ktory kocha, a ja mam dwa!!! I jak ja mam to pogodzic? Nie da sie tego pogodzic, moge cale zycie bronic Ameryki przed Polakami i Polski przed Amerykanami. Dochowam sie wrzodow na zoladku a i tak nic nie zdzialam:)) Dlatego nauczylam sie od tego izolowac, slucham i wyciagam wnioski. Tak jak powiedzialam w kazdym zarcie, w kadej opinii czy krytyce jest jakies ziarenko prawdy. I tak jest po obu stronach, czy chcemy czy nie. Wiesz moja Mama sie kiedys bardzo oburzyla jak uslyszala ze w Stanach opowiadaja kawaly o Polakach. "i co ty robisz jak slyszysz taki kawal?" zapytala. "mam tylko dwie mozliwosci: smiac sie bo kawal jest smieszny, albo plakac bo kawal jest prawdziwy. narazie sie smieje" - odpowiedzialam. Na boga przeciez to sa te same dokladnie kawaly, ktore w Polsce opowiada sie o innych narodach, o tesciowych, o blondynkach itd. Kawal jest kawalem i nic wiecej. Dopiero jak sami dorabiamy do niego jakas ideologie to zaczyna zyc i ... bolec. Wiec po co to robic? Tak samo jest z krytyka. W kazdej krytyce jest ziarenko prawdy i mozna sie o nia obrazic, albo wyciagnac jakas nauke. Oczywiscie jest latwiej sie obrazic, no to sie obrazamy. Obrazamy sie o to ze ktos jest homoseksualista, ktos inny Zydem, obrazamy sie na wszystko co inne i potem toczymy wojny z tym innym. Czy wiesz jaki swiat bylby piekny gdbysmy sie przestali na siebie obrazac i zaczeli widziec w innosci drugiego czlowieka? Wiem, ze niedoczekam takiego swiata, ale bardzo chce zrobic sama wszystko co moge, zeby isc w tym kierunku. Ja przeciez ciagle jestem tez Polka, mimo, ze jestem rowniez Amerykanka. To powiedz mi jak ja powinnam to godzic? Ja nawet we wlasnym dziecku nigdy nie bylam slepo i balwochwalczo zakochana. No uwazam, ze taka milosc robi wiecej krzywdy niz pozytku.
    Wracajac do tematu, historycznego aspektu nie poruszalam celowo, bo uwazam, ze nie bardzo jest sens ciagle powolywac sie na historie i slawnych Polakow. Bardziej zalezy mi na tym aby byc ceniona czy tez lubiana za to kim ja jestem a nie za to kim byl Papiez czy Maria Curie-Sklodowska.

    ReplyDelete
  22. Malgoska--> Ale to nie tylko my tak mamy:)) Ty wiesz jaka tu byla zyczliwosc zaraz po 11 wrzesnia, a teraz juz nikt o tym nie pamieta. I dobrze, bo lepiej nie pamietac i nie chowac do nikogo urazy, ale moze warto zapytac sasiada czy nie potrzebuje jakiejs pomocy? ale to bylo tylko przez 1-2 miesiace, a potem znow sie kazdy zasklepil w swojej skorupie i czeka na nastepna okazje do zrywu.

    ReplyDelete
  23. Sze--> Wiem Rosjanie maja tak samo, tez to zauwazylam tutaj.

    ReplyDelete
  24. Daisy--> Bo na obczyznie (nienawidze tego slowa, bo moj dom jest zawsze tam gdzie ja jestem) znow zaczynamy sie rzadzic innymi prawami. Tutaj do glosu dochodzi zazdrosc, tutaj zaczynamy pracowac solidniej niz pracowalo sie u siebie kiedys, ale jednoczesnie patrzymy na rece i kieszen drugiemu rodakowi. Zeby bron boze nie robil mniej, a idelanie jest jak tyra wiecej niz my i MA za to mniej niz my sami. Wiec jak sie komus lepiej troche wiedzie to zaraz wlacza sie ten pstryczek zazdrosci i czekanie na plagi egipskie, ktore sprawiedliwie powinny dosiegnac tego co smial sie wychylic. Z kolei pomagac tym, ktorzy walcza aby utrzymac sie na powierzchni tez nie chcemy, bo latwiej patrzec na nich z daleka i z politowaniem. Ruski, Ruskiego za wszarz wyciagnie z biedy, Wloch Wlochowi pomoze, Grek Greka nakarmi a Polak Polaka ominie szerokim kolem. Tacy jestesmy, czego dowodem historia, dajemy sie wykorzystac, bo do zrywu zawsze pierwsi, ale juz brak wytrwalosci powoduje, ze swiat spycha nas na boczny tor.

    ReplyDelete
  25. Goscinnosc polska znana w swiecie jest, zwlaszcza jesli goscie zagraniczni. Jakos tak wstyd byloby sie nie wykazac?

    Pamietam jakesmy obcego Szkota goscili na jedna noc i jak sie zamartwialam czym by go nakarmic. I jak sie dogadac. Na wszelki wypadek mialam rybe, wedline, ser i dzem, zeby mial z czego wybrac. Jak sie potem okazalo, nerwy byly niepotrzebe, byl to doktorant Normana Davies'a, ktory polskiego uczyl sie w 1980-81 w Krakowie, uwazacie, wiec najgorszy czas (pod wzgledem zaopatrzenia) w Polsce przezyl na wlasnej skorze. O historii Polski tez wiedzial wiecej niz ja;)

    A jak nas w ciezkich czasach goscie bez zapowiedzi napadli, to poszlam po sasiadach - jeden dal jajka, drugi kawalek kielbasy, ktos troche makaronu, ktos inny pol flaszki wodki, do tego warzywa z ogrodka i impreza byla! ;)))

    ReplyDelete
  26. P.S. Niedawno w tutejszych mediach jakis socjolog obrazowo porownal nacje - co by bylo gdyby zamknac bodajze po 4 przedstawicieli kazdej w jednym pokoju i zostawic na 3 dni.
    Pamietam Wlochow - mieliby 3 druzyny pilki noznej, 2 mafie; Anglikow - nie nawiazaliby nawet jeszcze kontaktu wzrokowego; Polakow - 5 partii, 3 powstania i korupcje...

    ReplyDelete
  27. Marinik--> AAAAA !!!!! Znalazla sie zguba, szkoda ze tylko na chwile:( Mam nadzieje,ze zlapiesz troche luza i chociaz czesciowo nadrobisz:))

    ReplyDelete
  28. DS--> No tak:)) Wiesz pomysl byl moj, bo byla to zdecydowanie okazja do przekazania wiekszej sumy na konto strony. Pamietam, ze nawet ktos z uzytkownikow napisal do mnie prywatnie, czy sie nie obawiam, ze bede musiala jakas z tych zaplaconych na rok wczesniej nocy spac na lawce w parku. W koncu byly to znajomosci tylko wirtualne i kazdy moze sobie pisac co chce. Powiem szczerze, ze nawet o tym nie pomyslalam. A generalnie to ja jestem "turysta - luzak" co to sie lubi wloczyc samotnie na wlasna reke, wiec "opieka" nie byla konieczna, ale w rzeczywistosci byla przemila niespodzianka!!! Sami szwiedajac sie po obcych miastach nie mielibysmy okazji az tyle zobaczyc. A tak to kazdy mial juz jakis plan i szlo sie za ciosem. No bylo super!!!!!!!!!!!!!!

    ReplyDelete
  29. Abiolcia--> Zapomnialam o tym Krakowie, wiec wyobraz sobie, ze Krakow trzeba bedzie kiedys powtorzyc:)) bo pogoda byla fatalna, deszcz i zimno takie ze mi rece do golebi w rynku przymarzly:))) I do tego Wawel byl oklejony plastikiem akurat cos remontowali. W sumie niewiele nam sie udalo zwiedzic Krakowa, glownie z powodu pogody. Ale troche polazilismy tu i owdzie. Krakow byl juz w koncowce naszej podrozy, wiec Wspanialy mial juz dosc kosciolow i ruin zamkowych. Zaparl sie przed kosciolem Mariackim, spojrzal na mnie "azorkiem" i mowi "nastepny kosciol" Nie darowalam powiedzialam ze do tego niestety musi wejsc. Wszedl i o malo nie zemdlal z wrazenia, nie chcial wyjsc!!!!

    ReplyDelete
  30. Tabathea--> Hulanki??!!! swawole:))) no ladnie sobie kolezanka pozwala:)))
    A to bardzo fajnie mieliscie, ze nocleg tak blisko mieszkania Mamy, mozna sobie bylo pozwolic procentowo:))

    ReplyDelete
  31. Zgago--> Swieta prawda!! Juz szlachta przezarla i przehulala pierwsza Rzeczpospolita:)) Ale kazdy dwor byl zawsze gotowy na przyjecie gosci i jak goscie zbierali sie do wyjazdu, to takie pozegnania trwaly nie raz kilka dni, bo gospodarz zatrzymywal "jeszcze tylko na jeden posilek przed droga". Znalazlam jeszcze przed wyjazdem do Polski wydanie angielskie "W saropolskiej kuchni i przy polskim stole" cos tak mniej wiecej brzmi tytul tej ksiazki. Jest to barwnie i pieknie opisana historia Polski wlasnie do kuchni i to dalam Wspanialemu jako lekture przed wyjazdem. Sama tez przeczytalam z przyjemnoscia.

    ReplyDelete
  32. optymistycznie i radosnie z tego bloga leci w swiat wiesc, ze Polacy lubia jesc:)
    i jeszcze sobie plynie, ze kazdy Polak jest w naszej rodzinie!

    i jeszcze sobie gegoli (e z ogonkiem), że kazdy Polak konwenanse chromoli

    :)))))))))))))
    łelkam!

    ReplyDelete
  33. Czarownico--> Pamietam jak bylam dzieckiem i sasiadka czasem przychodzila pozyczyc glownie soli albo cukru, czesto tez wysylala na te pozyczki swoja corke, ktora byla moja kolezanka. I ja strasznie zazdroscilam, ze moja kolezanka zostaje oddelegowana do takich powaznych misji. Ciagle pytalam Mame czy moge isc cos pozyczyc do pani W. Ale Mama dobra gospodyni nigdy nie miala brakow w zaopatrzeniu. Sie kiedys wkurwilam i poszlam i pozyczylam i soli i cukru za jednym zamachem. Dostalam operetke od Mamy potem, ale zaspokoilam w ten sposob moje zachwiane poczucie waznosci:)))

    Aaaa PS'em mnie zabilas!!! Leze i kwicze:))))))

    ReplyDelete
  34. Beata--> Brawo!!!!!!!!!!!!!! bardzo mi sie ten wierszyk podobuje:)))

    ReplyDelete
  35. Stardust - Masz rację co do tych innych praw, tyle że nie każdy się pod wpływem emigracji zmienia. Dawno temu chciałam pomagać ludziom, gościłam u siebie Polaków, ale jak jedna dziwa za moimi plecami z Osobistym harce i swawole uprawiała, a druga menda wypiła cały alkohol z barku i o mały włos nie zeszła z tego padołu,( jakimś cudem nie dokręciła kurka od gazu, a miałam kuchnię łączoną z salonem - a ona w tym salonie padła na kanapie) - to wiesz. Nie chce się ludziom pomagać po takich doświadczeniach. To nawet nie chodzi o to kto ile zarabia, bo mnie obca jest zawiść,- że ja mam przykładowo 10 funtów na godzinę a ktoś inny 20. Widocznie ten drugi ode mnie mądrzejszy. Ale jak kolejny raz wyciągasz do kogoś pomocną dłoń a ten ktoś Ci na nią z przeproszeniem nasra i przyklepie, to człowiek ma w dupie pomaganie rodakom.

    ReplyDelete
  36. Podałam tylko dwa przykłady z kilku, ale było ich więcej. Ręczyłam swoim nazwiskiem i adresem za osoby, które wjeżdżały do UK w czasach kiedy Polski nie było w Unii i na granicach przesłuchiwali KAŻDEGO Polaka, a połowie odmawiano wjazdu. Myślisz, że któreś podziękowało ? Słuch ginął po nich zaraz po wjeździe do UK. Jedna osoba, którą gościliśmy nas okradła. Nie była to jakaś spektakularna kradzież, ale jednak kradzież. I mogłabym tak wymieniać w nieskończoność.O załatwianiu pracy i chodzeniu jako tłumacz z niekumatymi osobnikami juz nie wspomne. To jak ja mam ufać Polakom na obczyźnie, jak może 1 procent zachował się wobec mnie przyzwoicie ???

    Kij im w oko i widły w plecy.

    ReplyDelete
  37. Stardust hehe "azorkiem" ;)))
    doobre... i to pod Mariackim....a ja myślałam że tam tylko mimów można spotkać ;))) To skoro tyle Ci jeszcze w Kraku zostało do obtupania kuruj kopytko i mam nadzieje, że nadrobię jeszcze to co mnie ominęło :)

    ReplyDelete
  38. Daisy--> Ja doskonale rozmumiem, bo mam duzo podobnych doswiadczen i wlasnie w ten sposob emigracja zmienila mnie i Ciebie. To tez zmiana:) ze przestalysmy ufac, pomagac. Wiesz ja na poczatku to mialam tak ucho wyczulone na polski jezyk, ze slyszalam z odleglosci dziesiatek metrow i lecialam, bo to ktos z "moich". Teraz mi to przeszlo i jak slysze to sama nie mowie po polsku, zeby mnie ktos nie uslyszal. No wiesz poparzony na zimne dmucha. Ale wlasnie tak emigracja zmienia nas wszystkich w jednych wyzwala to co najgorsze, w innych zabija to co bylo dobre.

    ReplyDelete
  39. Stardust - mam to samo z językiem polskim. Nie, żebym się sadziła na wielkom angielskom hrabinię, ale jak słyszę polski język to albo uciekam w podskokach albo momentalnie zaczynam w pół zdania mówic po angielsku. Uraz jakiś mam. Nie wstydzę się, że jestem Polką, bo kiedy pytają skąd jestem, bo leciutki akcent mi został - to zawsze mówię prawdę.
    Anglik rozpozna we mnie obcokrajowca - obcokrajowiec raczej nie :-)
    A juz Polak NA PEWNO nie :-)))

    ReplyDelete
  40. Daisy - no masz bardzo hm niemiłe wspomnienia delikatnie rzecz biorąc.
    Wychodzi na to że generalnie jakis motłoch wyjeżdżajacych przygarniałaś.Albo z ludzi wyłazilo na wyjeździe to co w nic hsiedziało ukryte tu.

    ReplyDelete
  41. Stardust, no i co ja mogę tu...no masz rację...tylko, że jest to taka analiza „na sucho”, bo w realu człowiekiem rządzą emocje i szybkie reakcje.

    No dobra mną rządzą:)))

    Pewnie, że ja też zawsze chciałabym być taka ułożona i akuratna, godna podziwu i naśladowania. Wyciągająca z krytyki dalekoidące wnioski. Niestety, nie zawsze mi się to udaje.

    Kiedyś byłam swiadkiem, jak pewien burak-klient ostentacyjnie rzucał na ladę banknoty za jakiś zakup. Były to lata wczesne 90-te i w Polsce pojawiła się spora grupa tzw. "nowobogackich". Z chamskim uśmiechem na gębie dawał do zrozumienia, kto tu jest panem. Jak zapłacił, to wezwał (dosłownie) inną sprzedawczynię, żeby mu to zapakowała. Dosłownie wezwał(!!!): „tamta niech mi zapakuje”. Ok, klient – pan, płaci – wymaga, ale czy ten typ nie mógłby zostawić po sobie milszego wspomnienia? Ekspedientka miała łzy w oczach. To nie tak, że sytuacja w księgarni opisana preze Ciebie była analogiczna do tej powyzej, ale nie zaprzeczysz , że klienci często prowokują sprzedawców, ot tak dla rozrywki, czy kij wie czego?

    Krytyki-fakt nikt nie lubi, a szczególnie, gdy się dostrzega zawartą w niej prawdę i nie bardzo jest, jak się bronić.
    Wytrych, którym Polacy się w takich okolicznościach najczęściej posługują, aby usprawiedliwić niedoróbki, niedociągnięcia, lenistwo to zwalić wszystko na komunę. "Komuna nas tak wychowała".

    Ba, ja sama tak robię, jak mialaś okazję zauważyć przy wątku o księgarni, ale gdy sąsiadka zwróciła Wybrańcowi uwagę, że żywopłot nie przycięty i gałęzie wychodzą poza ogrodzenie, to nie było, jak na komunę zwalić i po zmieleniu w gębie różnych „krótkich i długich” za nożyce chwycił:)))
    Stardust, ja jestem bardzo ostrożna w ocenianiu ludzi. Nie było mnie w tej księgarni, nie było mnie przy zakupie makreli i wierzę, że opisana przez Ciebie sytuacja w 100% pokrywa się z prawdą, ale daleko mi do tego, aby na tamtych sprzedawcach zaraz "psy wieszać" i Polaków oceniać tylko na podstawie skrajnych zajść.
    Dlatego tak ciepło mi się na serduchu dzisiaj zrobiło, kiedy przeczytałam, jak Cię ziomale ugościli:)))
    Cmok:*

    ReplyDelete
  42. Dikejka--> Ja tez kiedys bylam choleryczka i straszna raptuska:) Zanim pomyslalam to sie juz trup slal pokotem, tylko po co? Ale takie refleksje przychodza z wiekiem, z zyciowym doswiadczeniem i na Ciebie tez kiedys przyjdzie czas:)) Wazne tez jest ze to my wlasnie otaczamy sie ludzmi, ktorych chcemy nasladowac, lub nie i to tez jest wazne, zeby pomyslec kto tak naprawde jest wart nasladowania. Wiesz ja jeszcze niespelna 8 lat temu bylam zupelna wariatka!! Ale wiele sie nauczylam od Wspanialego. Los zeslal mi tego czlowieka, zebym wychamowala, zebym zaczela myslec zanim znow komus leb z plucami wyrwe. A moze los wczesniej tez mi zsylal takich ludzi, tylko ja nie umialam ich dostrzec albo docenic.
    Wiesz z czasem czlowiek sie uczy, ze kazde najgorsze doswiadczenie moze byc zrodlem pozytywnych lekcji. Z tym kijem co ma dwa konce to prawda:)) kazdy kij ma, tylko my nie zawsze o tym chcemy pamietac. I wiesz mozna cale zycie przezyc i szukac wyjasnien i powodow dlaczego postepujemy tak a nie inaczej, tylko wtedy spedzamy zycie jako ofiara, czegos tam, historii, sasiadow, deszczowej pogody, zlego nauczyciela, starszego lub mlodszego rodzenstwa itp. Ludzie, ktorzy nie lubia przyznac sie do wlasnych bledow sa bardzo kreatywni w wymyslaniu powodow i zwalaniu winy na otoczenie:) A przeciez mozna przestac byc ofiara i doskonalic samego siebie i swoje dzialania. To tylko kwestia wyboru, NASZEGO wyboru.
    Querwa, tak sie szybko starzeje, ze az slychac:))))
    Ciesze sie, ze sie rozumiemy:)
    Buziaki przesylam.

    ReplyDelete
  43. co do Polakow na obczyznie przypomnialo mi sie jesczce cos bardzo bardzo ladnego sprzed stu laty...
    sprzed unii, sprzed tanich lotow i sprzed innych zdarzen...

    jako gowniara kilkunastoletnia (koniec podstawowki) pojechalam do anglii do szkoly

    mialam miec pokoj u angielskiej landlady zalatwiony przez jakis tam urzad przez szkole.

    wyposazona w adres i telefon oraz papiery roznorakie spakowalam sie i pojechalam.

    nie bylam nigdy nieporadnym dzieckiem (jjuz potem nie wrocilam nigdy do domu rodzicow) ale jak masz niepelne 15 lat i po przeplynieciu do dover dzwonisz odmeldowac sie pani w londynie, ze juz jestes w kraju a ona Ci mowi: "sorry dziecko, ale rozmyslilam sie, nie moge byc Twoja landlady, niech Ci szkola zalatwi inna. " to kazdemu moze sie zrobic slabo...


    w piatek wieczorem..usiadlam i normalnie zawylam na krawezniku. do ojca w takim momencie nie zazdzwonilabym chocby sie palilo bo zaraz by mnie wysmial,ze niesamodzielna, ze dziecinna itd
    ze nie chce mieszkac w domu a dzwoni z pierdolam do tatusia itd

    wiec na tym krawezniku mysle sobie i uspokajam sie z ryku a tu jedna pani z autobusu podchodzi i mowi po polsku "a co to sie stalo dziewczynko?_" (wygladalam dziecinnie i milo, bo mialam anoreksje wtedy troche) no to jej objasnilam, ze mam 3 noce w londku na ulicy, i to cool, co?


    Pani Iwona popatrzyla i... po prostu wziela mnie do domu, serio. dojechalysmy do londynu i siedzialam u niej do wtorku bodajze, az szkola nie zalatwila mi nowego domu.

    i to bylo supercudowne.

    ona pracowala w markecie wiec w weekend tez,
    ja sobie spokojnie zajmowalam sie soba grzecznie,
    i jak moglam to pomoglam z jakimis drobiazgami.


    nic nie mowila, nie wypominala, nic. po prostu pomogla.

    duzo mi to powiedzialo o tym, jak chce traktowac ludzi w przyszlosci. splacam dlug wdziecznosci i goszcze :)

    dobra, juz nie zanudzam :)
    pozdrawiam

    ReplyDelete
  44. m--> Dziekuje bardzo, ze o tym napisalas. Takich ludzi na swiecie jest wiecej i to dzieki nim ciagle warto zyc i pomagac innym. Wiesz ja jak sie rozchodzilam z Owczesnym, to mialam taka przyszywana matke tutaj. Zydowka rosyjskiego pochodzenia. Miala wtedy 68 lat. To do niej chodzilam plakac i zwierzac sie i jak juz sie Owczesny wyprowadzil to wcale nie bylo lzej, bo owszem jego nie bylo, ale tez nie bylo kogos kto pokrywal czesc oplat. Kiedys poszlam do niej na nasze cotygodniowe pogadychy i jak wychodzilam to ona dala mi $100, spojrzalam na te pieniadze zdziwiona, a ona mowi "wez wiem, ze potrzebujesz" "Ale ja nie chce pozyczac, bo nie wiem czy bede mogla oddac" - zaoponowalam. I wtedy opowiedziala mi historie jak to Jej kiedys ktos pomogl, czyli dal pieniadze bez zobowiazan bez potrzeby zwrotu. "ja tylko splacam, tamten dlug, bo takie pieniadze nalezy oddac komus innemu a nie ofiarodawcy" powiedziala na zakonczenie. Nigdy tego nie zapomne i tez juz oddalam komus, kto uznalam potrzebowal, do darowizny dolaczylam historie opowiedziana mi przez moja przyszywana matke. Tak to dziala, jesli tylko chcemy o tym pamietac to kazdy z nas ma jakis dlug do oddania.

    ReplyDelete
  45. Ależ historie tu piszecie! Piękne. Zgadzam się ze wszystkim po trochu, taka zgodna dziś jestem. U mnie na wsi wszyscy są mili: i panie w sklepach i w przychodni i na poczcie. Sąsiedzi pilnują mi domu jak wyjadę, a nawet oferują się, że będą podlewać ogródek. Mieszkam tu niecałe 2 lata, a dookoła każdego psa znam po imieniu, nie mówiąc o ludziach. Miło.
    Nie wiem czy to typowo polski klimat, czy lokalny, czy wszędzie tak jest.
    Zawsze znajdą się różni ludzie i dziwne sytuacje. Czasem sami je wywołujemy. Jak jesteśmy mili to i świat jest milszy, a jak cholery, to i cholera nas ciągle bierze.

    ReplyDelete
  46. masz rację Kasia, fajny klimat, szczególnie opowieść "troche anorektyczki" (mam nadzieję, że już nie!)niesamowita!
    są dobre ludzie i chylę czoła im!

    ReplyDelete
  47. Hejka! Fajne historie opisujecuíe...Sardust tak to jest - w przyrodzie nic nie ginie, i to co dajemy zawsze gdzies wraca...
    O jednym jednak trzeba pamietac - nalezy pomagac jesli ma sie taka potrzebe serca ale (niestety) trzeba ptrzec komu. Wiadomo decyzje nieraz trzeba podjac spontanicznie i tu nie pomaga glowkowanie tylko intuicja i dwa pytania: Chce naprawde bez ale? I Jak temu czlowiekowi z oczu patrzy tzn. intuicja mowi mi ze jest godny zaufania czy tez nie?

    wtedy przewaznie idzie gladko. Niegladko idzie jesli sobie tych pytan nie postawimy wtedy pzyciagamy wszelkie mety, bluszcze i inne takie ktorzy tylko zeruja na dobrym sercu bliznich.Dla nich jest nasza pomoc tylko tym co "im sie nalezy" czyli "Murzyn zrobil swoje i Murzyn moze odejsc".
    I jeszcze moze najwazniejsze: Pomagaja nie oczekiwac niczego: ani powazania ani wdziecznosci ani zaplaty i z tej perspektywy zadac sobie te pierwsze dwa pytania. Czy warto pomoc akurat temu czlowiekowi?

    No moze sie troche wymadrzylam ale akurat tego nauczylo mnie zycie. Kiedys tez wydawalo mi sie, ze powinno sie pomagac kazdemu bez wyjatku. Dzis mowie nie, pomagam jesli widze, ze ktos jest w potrzebie ale to ja decyduje czy pomoge i na ile sie zaangazuje. I wtedy mozna pomoc zawsze.
    Tak jak przy pozarze jak widze, ze wiadro wody starczy to moge polac jak ogien jest za wielki to dzwonie po straz. Jak widze, ze moge pomagam jak widze ze gra niewarta swieczki odmawiam. Jak ktos jest bardzo problematyczno-bluszczowy kieruje do odpowiednich urzedow instytucji itp. Dlaczego? bo taka osoba potrzebuje pomocy ale potrzebuje dystansu do pomagajacego by sie nauczyc pomoc sobie sama.
    To na tyle. Rozpisalam sie ale moze komus sie to przyda.
    Tabathea

    ReplyDelete
  48. Tak sobie cicho podczytuje Twojego bloga:) Raz pochichruje, raz poplakuje:) Nie pisze komentarzy, bo mi sie nie chce, ale i tak Cie kocham Lucky:) Zmusilas mnie do napisania, bo chcialam powiedziec, ze nie wpadlam na pol godziny, tylko na godzine na zloz WZ. Zeby bylo jasne:) Mocno sciskam siostre blizniaczke.Maddalena:)

    ReplyDelete
  49. Maddaleno--> Nawet nie masz pojecia jak bardzo sie ciesze, ze tu zagladasz czasem:))) Odzywaj sie prosze, tak milo wiedziec kto tu wpada z wizyta. A co do czasu Twojej wizyty na zlocie, to pol godziny brzmi bardziej dramatycznie:))) No az podskakuje z radosci, ze sie odezwalas.

    ReplyDelete
  50. Genial dispatch and this fill someone in on helped me alot in my college assignement. Thanks you seeking your information.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...