Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, June 19, 2009

Mother Jones

Skoro sie napisalo A to trzeba napisac B, komentarze Tuv do poprzedniej notki spowodowaly, ze postanowilam napisac historie E. zreszta to tak piekna historia, ze nalezy sie nia dzielic.

Zblizala sie 13 rocznica slubu E i B przez te 13 lat byli najszczesliwszym i jednoczesnie najbardziej nieszczesliwym malzenstwem. Szczesliwi, bo w sumie mieli wszystko, On dobra prace pozwalajaca na w miare wygodne zycie, Ona praktycznie nie musiala pracowac, ale poniewaz nie bylo co robic z czasem to zatrudniala sie od czasu do czasu w okolicznej przychodni jako recepcjonistka. Wlasnie kilka lat wczesniej kupili jedyny w okolicy dom z basenem, ciagle z nadzieja ze kiedys z tego basenu beda sie rozlegac radosne okrzyki "mamo, tato, zobacz jak ja plywam". Niestety w ciagu tych niespelna 13 lat E. zaliczyla juz 6 poronien i z kazdym z nich umieral kawalek nadziei na dziecko.
Tak wiec w basenie plywaly dzieci z calej okolicy, ale zadne z nich nie wolalo "mamo" czy tez "tato". Oboje Jonesowie od zawsze lubili i chcieli miec dzieci, wiec pozwalali na wizyty okolicznym dzieciakom dzieki czemu E. dostala przydomek "mother Jones", tak nazywali ja sasiedzi, tak nazwywaly ja ich dzieci. Zima kiedy basen byl zamkniety "mother Jones" wydawala przyjecia kostiumowe dla dzieci i "tea party" dla dziewczynek, te ostatnie byly szczegolnie slynne w okolicy, bo mother Jones w czasie tych przyjec uczyla kilkuletnie dziewczynki kilku francuskich zwrotow i europejskich manier. Ale sama Mother Jones najbardziej cierpiala nad tym, ze moze nigdy nie bedzie prawdziwa Mother Jones.
B. postanowil w prezencie na te 13 rocznice zabrac zone na wakacje, wybor padl na Hawaje, nie bylo sensu odkladac pieniedzy bo i nie bylo dla kogo.
Z tych wakacji przywiozla w prezencie kolejna ciaze. Lekarz kazal lezec, nie pracowac, nie chodzic no bez mala nie oddychac. Zastosowali sie do wszystkich zalecen i z kazdym kolejnym dniem rosla nadzieja, ze ta pechowa 13 moze sie okazac bardzo dla nich szczesliwa.
W osmym miesiacu ciazy zaczela rodzic, znajomi lekarze z przychodni, w ktorej przeciez od czasu do czasu pracowala, najlepsza opieka i po kilku godzinach dziecko przyszlo na swiat martwe.
Przez kolejne 2 tygonie zyla w sumie woda i okruchami jedzenia, ktore B. wmusil w nia w imie ich milosci, ale ona nie widziala sensu zycia bez dzieci, albo chociaz jednego dziecka.
Po kilku miesiacach w czasie wizyty kontrolnej u ginekologa lekarz powiedzial, ze za kilka miesiecy bedzie znow gotowa probowac i pokladal wielkie nadzieje w tej prawie donoszonej ciazy. Popatrzyla na niego swoimi blekitnymi oczami i powiedziala:
-- Doktorze pan mnie juz nigdy nie zobaczy w ciazy, ale ja bede miala dziecko. Sa matki, ktore rodza mimo ze nie potrafia kochac i sa matki, ktore wychowuja bo kochaja. Ja naleze do tej drugiej grupy.
I z tym postanowieniem wrocila do domu, nastepnego tygodnia zglosili sie do agencji adopcyjnej. Nie mieli wielu wymagan, chcieli tylko mozliwie jak najmlodsze dziecko, bo E. mimo ze wiedziala ze nie bedzie karmic piersia to chciala zmieniac pieluchy i chodzic z niemowlecym wozkiem na spacery. Po prawie pol roku odebrala telefon:
-- Pani Jones, mamy dziewczynke.. ma 2 tygodnie, ale urodzila sie z bardzo niska waga urodzeniowa i tak naprawde to nie jestesmy pewni..... czy pani chce ryzykowac, ze dziecko przezyje. Jest bardzo slaba.
-- Ale jest zywa, wiec przezyje. Zaraz przyjedziemy, tylko zadzwonie do meza i odbiore go z pracy.
Pojechali. Dziewczynka byla naprawde malenka i mizerna, ale E. jak tylko wziela to malenstwo w ramiona juz wiedziala ze to jest JEJ CORKA.
Po kolejnym tygodniu zalatwiania formalnosci dostali mala, w drodze do domu przystaneli w luteranskim kosciele i natychmiast ja ochrzcili, na wszelki wypadek. Mala dostala na imie Patricia. Z dnia na dzien mala Patty nabierala powoli sil, ale byla dosc chorowita i wizyty w gabinecie lekarza dzieciecego staly sie prawie codziennym rytualem. Jonesowie caly czas utrzymywali kontakt z agencja, bo ciagle chcieli adoptowac drugie dziecko. Miesiac po pierwszych urodzinach Patty dostali wiadomosc, ze jest chlopiec. Tym razem dziecko bylo zdrowe i duze i urodzilo sie jeden dzien po urodzinach Patty, uznali wiec ze mala moze miec braciszka w prezencie urodzinowym. W ten sposob do rodziny dolaczyl Dan.
Uplywaly lata, dzieci rosly i z czasem E i B uznali ze nadszedl czas powiedziec im ze sa adoptowane, oboje obawiali sie ze dzieciaki moga gdzies cos niechcacy uslyszec i zdawali sobie sprawe z tego ze najlepiej bedzie jak dowiedza sie o tym wlasnie od nich, od rodzicow.
Wszystko odbylo sie bez wiekszych wstrzasow, Dan stwierdzil ze jego to nie interesuje bo on ma tylko tych rodzicow i nie chce nic wiecej na ten temat slyszec.
Natomiast Patty od czasu do czasu zadawala dodatkowe pytania, na ktore tak E jak i B starali sie odpowiedziec w miare posiadanych wiadomosci prawde. Tak naprawde to sami niewiele wiedzieli bo obie adopcje odbyly sie w sposob zamkniety, czyli bez szczegolowych informacji dotyczacych rodzicow biologicznych. Papiery zostaly zalakowane, opieczetowane i odlozone na polke.
Ale Patty od czasu do czasu pytala dlaczego? jak to sie stalo? czemu jej prawdziwa mama jej nie chciala? E starala sie wyjasnic jak mogla, ze to niekoniecznie znaczy ze nie chciala, a prawdopodobnie z roznych wzgledow nie mogla zapewnic jej godziwych warunkow zycia wiec postanowila oddac ja komus kto bedzie mogl ja kochac i zapewnic wiecej dobr niz ona miala mozliwosc. Niby ciekawosc dziecka zostala za kazdym razem zaspokojona, milosc po raz kolejny potwierdzona, ale pytania wracaly jak bumerang.
Wreszcie 15 letnia Patty ktoregos dnia zapytala:
-- Mamo co bys powiedziala gdybym ja chciala znalezc moja biologiczna Matke?
E. byla zaszokowana, ale jednoczesnie przeciez gdzies tam w glebi duszy wiedziala, ze taki dzien moze kiedys nastapic. Nabrala gleboko powietrza w pluca i zamknela na chwile oczy, odliczyla do dziesieciu, siadla obok corki i biorac ja za reke powiedziala:
-- Wiesz jak bardzo Cie kocham i musze przyznac, ze jestem tez zazdrosna o Twoje uczucia w stosunku do mnie, wiec nie bylabym szczesliwa. Ale jesli bedziesz chciala, to ja Ci w tym pomoge, bo narazie nie jestes pelnoletnia wiec nie mozesz zrobic tego sama, a masz do tego prawo.
Tamtej nocy E. dlugo nie mogla zasnac, po glowie chodzily jej rozne historie o matkach, ktore nagle zapalaly miloscia do dziecka, ktore wczesniej oddaly do adopcji i teraz nagle rodzina zostaje rozdarta miedzy naturalna i adopcyjna. Niewiele pomagaly uspakajajace slowa B. ze przeciez Patty nie chce szukac swojej biologicznej rodziny, a tylko jest to kolejne z serii powtarzajacych sie pytan. Po kilku dniach zycie wrocilo do normy, ale E ciagle nie mogla pozbyc sie tego strachu.
16te urodziny Patty byly dosc huczne, bo to tradycyjne sweet sixteen, a nastepnego dnia Patty oznajmila oficjalnie ze ona chce odnalezc swoja biologiczna matke.
Z pekajacym od bolu sercem E. przystapila do wypelnienia danej wczesniej obietnicy i zaczal sie mozolny proces poszukiwan.
Dan byl zly na siostre, obwinial ja o przysparzanie rodzicom klopotow, o sprawianie bolu. Nie mogl pojac dlaczego on tak latwo pogodzil sie z losem i jest szczesliwy, a jego siostra jest niewdzieczna. Wobec takiego stanowiska syna E. musiala przyjac na siebie jeszcze jedna role i tlumaczyc synowi ze nie ma w tym nic zlego ze przeciez oboje maja do tego prawo a fakt ze on z tego nie korzysta nie oznacza ze Patty nie moze.
W miedzyczasie starala sie tez przygotowac corke na rozne ewentualnosci tak te pozytywne w przypadku kiedy biologiczna matka okaze sie osoba, ktora rowniez teskni i pragnie spotkania jak i te negatywne kiedy matka moze nie chciec. No i musiala jeszcze dbac o swoja wlasna rownowage psychiczna, przeciez tak bardzo bala sie ze nagle moze stracic uczucia corki.
Caly proces trwal troche ponad rok. Odnaleziona biologiczna matka Patty mieszkala juz w jakims innym stanie, byla mezatka i miala 3 dzieci, na list z agencji adopcyjnej zawiadamiajacy ze jej dawno temu oddana do adopcji corka poszukuje kontaktu, odpowiedziala listem.
W tym liscie napisala krotko, ze jest w szczesliwym zwiazku malzenskim i nie chcialaby zeby nagle pojawienie sie jakiejs corki z czasow wstydliwej mlodosci zrujnowalo jej obecne zycie.
Po tygodniu pertraktacji jak przygotowac Patty na wiadomosc ze matka nie zyczy sobie kontaktu E i Patty zostaly zaproszone obie do agencji. W czasie spotkania pracownica agencji starala sie jak mogla aby wyjasnic stanowisko biologicznej matki w sposob najmniej bolesny dla Patty. Ale 17 letnia dziewczyna uparla sie zobaczyc ten list, nie chciala wierzyc zadnym slowom, ona chciala to widziec. W koncu pokazano jej list. Przeczytala i nie odezwawszy sie slowa wyszla z agencji.
Przez kilka kolejnych dni E starala sie znow wytlumaczyc stanowisko biologicznej matki i jej prawo do takiej a nie innej decyzji, starala sie wyjasnic corce ze przeciez bez wzgledu na wszystko tej biologicznej matce obie zwadzieczaja fakt ze sa razem. Byly rozmowy na temat jak wielkim darem jest dar zycia w obliczu faktu ze ta kiedys mloda dziewczyna mogla poddac sie aborcji.
Znow padaly slowa o milosci, o szczesciu, o rodzinie, o pragnieniu posiadania dzieci i darze jaki E i B otrzymali od losu dzieki wlasnie tamtej kobiecie.
Wydawalo sie ze cel zostal osiagniety, a jednak...
Tydzien pozniej Patty nie wrocila do domu, nie bylo jej u zadnej z kolezanek, nie bylo nigdzie.
Nastepnego dnia zaczely sie bardziej goraczkowe poszukiwania w calym miescie, ale dziewczyna zapadla sie pod ziemie. Wiadomo bylo tylko, ze zabrala ze soba gotowke ktora miala w domu w postaci oszczednosci i troche ubran, pieniedzy nie bylo duzo, wiec wiadomo bylo, ze nie bedzie w stanie utrzymac sie za te kwote dlugo. Rozlepiono ogloszenia, w miejscowej prasie pojawil sie apel ze zdjeciem.
A po tygodniu rozpoczela sie akcja poszukiwan przez telewizje juz poszerzona o sasiednie stany.
To wlasnie wtedy B dostal pierwszego ataku serca, czwarty, rok po slubie Patty bedzie smiertelny. Patty znaleziono kiedy probowala podjac prace jako kelnerka w Pensylwanii.
Wrocila do domu, wyjasnila E. ze nie mogla sobie emocjonalnie poradzic z poczuciem winy za krzywde jaka wyrzadzila calej rodzinie. Czula sie winna, a jednoczesnie pokrzywdzona podwojnym odrzuceniem przez biologiczna matke i to poczucie krzywdy bylo tak ogromne ze nie zdawala sobie sprawy z faktu jak bardzo rani tych, ktorzy ja naprawde kochaja.
Wtedy E. powiedziala jej to co kiedys lata temu powiedziala swojemu lekarzowi, o matkach ktore rodza i o matkach ktore kochaja i jak te obie matki sa bardzo potrzebne zeby niesc szczescie.
Od tamtej pory Patty ma tylko jedna Matke i jest nia E.
A ona sama pracuje w agencji adopcyjnej gdzie bardzo czesto na spotkania adopcyjnych rodzin lub adoptowanych dzieci jest zapraszana E. jako zywa historia adopcyjnej rodziny.

I to juz koniec historii.
Jesli ktos z Was tak jak Tuv ciagle uwaza, ze przeprowadzka E do Patty to tylko kwestia pieniedzy to ja mysle, ze bardzo splyca temat.
Bo sa nie tylko matki, ktore kochaja i wychowuja, ale tez sa dzieci, ktore sie odwdzieczaja tym samym.

Stardust kolejne dziecko Mother's Jones

39 comments:

  1. stardust, piekna historia i pieknie opowiedziana...

    ReplyDelete
  2. coz za dramatyczna historia i jak pieknie opowiedziana.
    i jak bardzo kochajaca matka..
    nie kazde dziecko taka ma.

    ReplyDelete
  3. kurcze...poplakalam sie..od rana... skoro swit..a mialam pracowac a mnie rozczulila ta historia..piekna... pieknie napisana.. dziekuje..jak dobrze,ze znalazlam twojego bloga..tak dobrze czasem poczuc serce..pozdrawiam ania

    ReplyDelete
  4. Piękna historia i piękna osoba. Nic dziwnego, że tak ciężko im się ze sobą rozstać. Takie decyzje zawsze są trudne. Sama mam już niemłodą mamę i ciągle myślę jak jej zorganizować starość. Wiem, że nie mogłabym z nią mieszkać, bo byśmy się pozabijały, prędzej opłacę kkogoś kto będzie się nią zajmował. To są naprawdę trudne decyzje. Poozdrawiam:)

    ReplyDelete
  5. Piękna historia,a ty masz szczęście,że znasz tak wartościowego człowieka.

    ReplyDelete
  6. nic nie powiem bo nie wiem co powiedziec.
    Ludzie maja rozne losy i zycia za soba.

    ReplyDelete
  7. Ania_2000--> E. jest naprawde osoba nie tylko o wielkim sercu, ale bardzo madra, taka prosta zyciowa madroscia.

    ReplyDelete
  8. Persjanko--> Wyobraz sobie jak ja ryczalam jak slyszalam te historie raz opowiadana przez E. i potem przez jej corke.

    ReplyDelete
  9. Kicia--> Zycie z kims pod jednym dachem nie jest latwe zwlaszcza jesli w gre wchodzi roznica pokolen. Najwazniejsze jest ze one obie sie do tego solidnie przygotowuja i mysle ze nie bedzie tak zle. E. mimo ze jest osoba bardzo prostolinijna i zawsze mowi co czuje to potrafi zamilknac kiedy trzeba. Juz teraz sie smieja ze maja opracowane haslo ktorego beda uzywac jak ktoras bedzie probowala przekroczyc granice. Z pewnoscia nie obejdzie sie bez zgrzytow i momentow na glebokie oddechy i przymykanie oka, bo to normalne ale tez nie wyobrazam sobie zeby ta historia skonczyla sie inaczej. Dan tez ma pokoj dla matki na wypadek gdyby Patty potrzebowala odpoczac, to jest gotowy przyjac matke na kilka miesiecy.

    ReplyDelete
  10. Beata500--> Masz racje to naprawde wielkie szczescie znac kogos takiego. Jako ciekawostke dodam, ze na 70 urodziny E. Patty i Dan zaprosili wszystkie dzieci mother's Jones, te ktore kiedys przychodzily poplywac w basenie i te ktore braly udzial w przyjeciach. Przyjecie urodzinowe bylo niespodzianka i podobno E. stanela w drzwiach, zaniemowila na chwile rozgladajac sie dookola i potem powiedziala "O matko, moje wszystkie dzieci sa tutaj!!" a niektore przyjechaly juz z daleka. To jest osoba, ktora sie kocha i nigdy nie zapomina. Nie da sie zapomniec. Ja sie juz boje dlatego sie rozryczalam przy tym flakoniku.

    ReplyDelete
  11. Nina--> Nie musisz nic mowic, bo ja wiem i Ty tez wiesz;)

    ReplyDelete
  12. Rzeczywiście piękne... Pozdrawiam i zaczynam nadrabiać zaległości w archiwum bo w końcu mam net :)

    ReplyDelete
  13. Jakże miło było poczytać o mądrej, dobrej E:))) Wzruszyłam się. Pięknie opisane.:))))

    ReplyDelete
  14. Witaj Star.
    Po woli nadrabiam zaległości:
    1. Wszystkiego naj --> spóźnione ale szczere;)
    2. Ale zazdroszczę spotkania w realu
    3. E. to wspaniała kobieta, szkoda że po tym co przeszła "Góra" jej nie pozwoliła spokojnie pożyć;((
    Ja dokładnie znam ten temat mieszkam z rodzicami. Też czasem jest pod górkę ale nie wyobrażam sobie zostawić ich samych...takie jestem stadne zwierzątko ;)

    ReplyDelete
  15. Moja adoptowana corka ma 15 lat...

    Historia o matkach ktore rodza i o matkach ktore kochaja i to, że te obie matki sa bardzo potrzebne zeby niesc szczescie - nie jest przez nia akceptowane... Co pewnien czas budzi sie w niej nieufnosc, nie wierzy nam...

    To prawda, chlopcy latwiej znosza prawde o adopcji, dziewczynki z trudem, albo wcale.
    Moja corka wiedziala o adopcji od samego poczatku, a jednak...

    od dwoch lat robie wszystko by jej stan byl... spokojnie stabilny, ale jestem juz zmeczona.

    Mysle ze Tuv nie splyca tematu. Jesli faktycznie E jest juz jedyna matka dla Patty to kwestia finansowa jest jak najbardziej naturalna, bo dlaczego by nie? przy okazji, we dwoje, czy troje zyje sie latwiej.
    Opiekowanie strasza osoba jest prostsze, gdy ta osoba mieszka z nami, nie trzeba nigdzie dojezdzac, oszczedza sie czas, kase i SILY! i wtedy jest czas na milosc tez.

    ReplyDelete
  16. Ola--> To masz troche zaleglosci;)) ale dobrze ze juz jestes.

    ReplyDelete
  17. Athi--> No sa jeszcze na swiecie dobrzy ludzie.

    ReplyDelete
  18. Abiolcia--> Dziekuje:) To chyba naturalne ze czlowiek chce sie zaopiekowac rodzicami w pewnym wieku. Akurat moimi nie musialam, Ojciec zmarl wczesnie a Mama do konca byla z Bratem.

    ReplyDelete
  19. Beata--> Wiedzialam ze to dla Ciebie szczegolnie bliski temat, zawsze podziwiam Cie za to co robisz.
    Wiesz ja generalnie nie lubie wszystkiego sprowadzac do pieniedzy, bo poza pieniedzmi sa jeszcze uczucia i to one powinny byc wazniejsze i tutaj akurat sa.
    Zauwazylam tez ze z wiekiem ludzie maja potrzebe polegania na dzieciach. Moj Tesc jak lekarz mu przepisze nowe leki to dzwoni do Wspanialego po opinie. Akurat umowmy sie ze Wspanialy jest fachowcem od lekow, wiec to ma sens. Ale ktos mu cos tam polecil do jedzenia to musial to skonsultowac z kolei ze mna, ktos rok temu wydrukowal trase ktora mial przejechac to tez zadzwonil po potwierdzenie do Wspanialego. To takie drobiazgi, ale nagle wazne. Jak byl w szpitalu to ilez bylo radosci ze Syn dzwonil do doktora. Mysle ze to jest wazne dla nich w pewnym wieku ze opinia nawet fachowcow musi byc potwierdzona przez bliskich. Chyba jest bardzo potrzebna ta bliskosc z dziecmi. W poniedzialek przed wyjazdem Tatek pytal E. kiedy jedzie do lekarza, bo zwykle on ja tam zawozi, ale powiedziala ze Patty pojedzie "bo ona zawsze zadaje dodatkowe trafne pytania". Ale Patty tez jezdzi do lekarzy z Tatkiem, bo wlasnie chodzi o te dodatkowe pytania. Tylko ze on potem dzwoni i szuka jeszcze potwierdzenia tutaj. No taka jest ta starosc, rodzice zaczynaja byc jak dzieci.

    ReplyDelete
  20. Piekna historia,pieknie opowiedziana,masz szczeście że znasz tak cudownych ludzi..

    ReplyDelete
  21. Stardust, świeta prawda, ze z wiekiem ludzie maja potrzebe polegania na dzieciach...
    myslalam, ze moge polagac na Juniorze...zawiodlam sie, jeszcze nie dojrzal do pomocy moze, 25 lat ma...
    Pawel mowi, ze jak Junior bedzie mial swoje dzieci wtedy zrozumie... moze tak...

    ReplyDelete
  22. Stardust, a Dan? Co z nim? Ożenił się? Brakuje mi go pod koniec tej opowieści.

    ReplyDelete
  23. Dan sie ozenil i rozwiodl, ale przy rozwodzie dostal opieke nad swoim synem. Mieszka wiec z synem troche dalej bo w centrum Buffalo i tez ma pokoj dla Matki gotowy. A jest tak cholernie przystojny ze nawet mnie leb urywa:)))

    ReplyDelete
  24. Nie mów mi takich rzeczy (nawiązując do omawianych u mnie witamin, buehehehe).
    Czyli E ma naprawdę cudne dzieciaki:))))))

    ReplyDelete
  25. Martanna--> Sorry jakos pominelam Twoj komentarz niechcacy. A Ty chyba pierwszy raz u mnie wiec witam serdecznie:))

    ReplyDelete
  26. Athi--> Mnie naprawde rzadko zatyka, ale jak Go zobaczylam to nie moglam geby otworzyc przez dobre 10 min.:))))
    Naprawde te dzieciaki jej sie udaly, na szczescie, ale wiesz E. nie mozna nie kochac. To jest jedna z tych osob ze jak zobaczysz je pierwszy raz w zyciu to natychmiast do nich lgniesz. Mimo ze wcale nie jest slodka i jak trzeba to Cie zjedzie rowno.

    ReplyDelete
  27. Beata--> Nie wiem jak to jest, bo moj ma 33 i jak byl mlodszy i mieszkal ze mna to wiedzial ze jest nas tylko dwoje i naprawde moglam na nim polegac. Teraz sobie wyraznie odpuscil bo wie ze mam Wspanialego, ale jak zadzwonie ze potrzebujemy jakiejs pomocy to jest natychmiast. Moze nie jest z tego powodu przeszczesliwy, ale nie odmawia. Natomiast ciagle nie widze zeby sam rwal sie do dzwonienia tylko po to zeby zapytac czy zyjemy. Tez wykorzystuje rodzine Wspanialego zeby go uczyc odpowiedzialnosci, bo naszej rodziny tu nie ma, wiec nikt nie choruje nikt nie umiera. Nawet jak zmarla moja Mama wiosna to dla niego byla to jakas abstrakcja.

    ReplyDelete
  28. to ja mam tak samo i denerwuje mnie to:(
    tylko z nim mogę zostawic Wojtka i wyjść gdzieś z Najmilejszym, ale Junior ostatnio ciągle zajęty, za to ja mam miec dla niego czas...
    taki mały dołek...

    ReplyDelete
  29. Beata--> Moze faktycznie sie do tego dorasta, wiesz teraz jak siegam pamiecia to ja tez nie bardzo pojmowalam dlaczego sie Babcia do nas przeprowadzila:) No jakos tak byla i tyle, ale czy ja naprawde rozumialam, czulam sytuacje? chyba nie..

    ReplyDelete
  30. Stardust, daj Boze, daj Boze, bo mi sie plan A caly rypnie w sprawie Wu...
    a plan B...niesie pewne ryzyko
    a plan C...to ostatecznosc

    ReplyDelete
  31. NIby historia, jakich wiele, a jednak... I nic dziwnego, ze u obojga dzieci czeka na E. pokoj!

    ReplyDelete
  32. Beata--> Wlasnie ze wzgledu na Wu tak bardzo Cie podziwiam i dobrze ze masz te wszystkie plany, ale za plan A juz trzymam kciuki.

    ReplyDelete
  33. Zgago--> Mowia ze ile czlowiek daje tyle z powrotem otrzymuje. Wyglada na to ze w tym wypadku to prawda.

    ReplyDelete
  34. ;)
    Piekna opowieść.
    Wiesz,jak ją przeczytałam,już chwil parę temu od razu pomyślalam sobie:
    -"typowa amerykańska słodzizna ku pokrepieniu serc."-
    (no maleńkie ryski bo i zawał,ucieczka z domu etz,ale to tylko delikatne tło)

    Nie gniewaj się babo:)))
    ja wiem że ją uwielbiasz,ona kocha swoje i inne tabuny dzieci itp.


    Przydałoby się więcej takich historii,bo ja znam akurat przeciwpołożne wręcz
    I nie sprowadzam wszystkiego do kasy/pieniędzy/kapuchy czy jak to zwał.
    Pomijając wszystko inne Twój teśc jest tu jednak najbardziej pokrzywdzony,chociaż,chociaż gdyby tak naprawdę chcieli być razem,ona chciala być z nim razem toby byli,bo cóż to za problem zamieszkac teraz razem?,Co to za problem przenieść się kolo córki do mieszkanie wspólnego dla nich razem?
    Podkreślam to RAZEM ;)
    No to się poczepialam znów;)
    tk czy siak,pewnie zrobicie jk najlepiej dla tatka:) w tej sytuacji.

    ReplyDelete
  35. Podczytuję po cichutku i się nie odzywam,to pewnie dlatego:)

    ReplyDelete
  36. Tuv--> Ja znam wiele przeciwpoloznych historii, znam matki ktore zamiast oddac do adopcji to sie znecaja. I znam tez dzieci, ktore chetnie pozbywaja sie starych niepotrzebnych rodzicow, bo tak pewnie latwiej i jednym i drugim.
    Wiesz gdyby Tatek i E. chcieli to na 100% byliby razem, tymczasem widocznie w ich zyciu nie bylo miejsca na druga milosc. E jest dla Tatka ciagle zona jego przyjaciela i odwrotnie on dla niej tak samo. Musialabys widziec mine Tatka jak mowi o swojej zmarlej zonie, ten czlowiek ja nie kochal, on ja ubostwial.

    ReplyDelete
  37. Martanna--> Ale dobrze ze jestes i moze z czasem bedziesz sie odzywac czesciej:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...