Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, July 4, 2009

4th of July

Zlamalam wczoraj tradycje. Taka prywatna zwiazana z obchodami Swieta Niepodleglosci Stanow, bo my ze Wspanialym mamy w tej materii juz swoje wlasne, osobiste tradycje obchodzenia swieta lipcowego. Poniewaz tegoroczne swieto wypadlo w sobote, wczorajszy dzien juz byl wolny od pracy i wieczorem Wspanialy zarzadzil ze tradycji ma sie stac za dosc.
Ale wrocmy do czasow kiedy tradycja powstala.
Zaczelo sie od pierwszego 4 lipca ktore wypadlo w jakis taki dzien tygodnia ze mielismy 5 dni wolnego. Znalismy sie wtedy dopiero kilka miesiecy i Wspanialy bedac wtedy jeszcze tylko Rokujacym zaprosil mnie na te 5 dni do siebie, do NJ. Mnie akurat zachcialo sie przez te dni rzucic palenie, pamietamy ze Wspanialy bedac na etacie Rokujacego byl osobnikiem niepalacym. No to ambitnie ja tez chcialam sie pozbyc zgubnego nalogu pomyslalam sobie ze faktycznie wyjezdzajac do niego mam szanse, bo skoro on nie pali to i ja przebywajac z nim bede miala mniejsza pokuse. Jakos to nawet szlo przez pierwsze dwa dni, ale wlasnie samego 4 lipca juz nam sie skonczyly pomysly na rozrywki nie przypominajace o paleniu, a wymyslalismy naprawde rozne zajecia aby tylko zajac nimi glowe i wszystkie mozliwe konczyny.
Wobec powyzszego Wspanialy zaproponowal ze uczcimy lipcowe swieto pinacolada, pomysl calkiem, calkiem, wiec pojechalismy do sklepu zakupili wszystkie potrzebne produkta i zaczeli mieszac. Pomysl wiazal sie rowniez z wykorzystaniem nowej zabawki jaka Wspanialy nabyl, a byl nia blender, wiadomo ze mezczyzni to takie duze dzieci i jak taki ma nowa zabawke to musi sie nia bawic juz teraz, natychmiast.
Temperatura byla ok. plus/minus 35C odziani w ledwie co zakrywajace przewiewne i rownie skromne odzienia siedzielismy na naslonecznionym do wypeku balkonie przekaszajac szaszlykami i salata. Z glebi mieszkania dolatywala muzyka i bylo glancownie. Ja skromnie myslalam ze skonczy sie na jednym dzbanku pinacolady, ale gdzie tam.. Potem byly na deser lody i kolejny dzbanek, przy ktorym rozprawialismy na tematy rozne, kurde ile my wtedy mielismy tematow(!!) Slonce chylilo sie juz powaznie ku zachodowi kiedy postanowilismy ze przeciez trzeci dzbanek nie zaszkodzi a mielismy jeszcze tyle do obgadania, no i zachodzace slonce nie bylo juz tak uciazliwe. Przy trzecim dzbanku doczekalismy mroku, wiec Wspanialy czlek wielce romantyczny, ustawil chyba z tuzin swiec w naczyniu zaroodpornym, po czym postawil je w pokoju przy wejsciu na balkon i przy ich swietle skonsumowalismy nastepny (czwarty) na szczescie nie pelny dzbanek.
A potem juz nic nie pamietam.
Obudzila mnie glosna muzyka i z przrazeniem dotarlo do mnie, ze mam powazna luke pamieciowa w wydarzeniach ostatniego wieczora, do tego doszlo poczucie winy i wyrzuty sumienia.
Lezalam prawie bez oddechu rozmyslajac "kurde, jaki wstyd!!! jak mozna sie bylo tak schlac... w dodatku na samym poczatku znajomosci?? nie mam zielonego pojecia w jaki sposob znalazlam sie w lozku... fatalna sprawa.. lepiej chyba bedzie skonczyc te znajomosc zanim sie facet na serio wystraszy ze jestem jakas niezrownowazona alkoholiczka..."
Nagle z moich rozmyslan wyrwal mnie glos z boku:
-- Czy Ty pamietasz o ktorej godzinie stracilismy przytomnosc? i w ogole w jaki sposob udalo nam sie dojsc do lozka? i skad ta cholernie glosna muzyka??
Ufff odetchnelam z ulga, bo to oznaczalo ze nie tylko ja sie wczoraj narabalam.
-- Na dwa pierwsze pytania nie mam zielonego pojecia - odpowiedzialam zgodnie z prawda.
-- A muzyka? czy to aby nie nasza wczorajsza muzyka? - dodalam niepewnie.
No tak, muzyka okazala sie dobiegac z wczoraj nastawionego radia tylko zmienila sie z nastrojowej na radosnie dudniaca. Malo tego, okazlo sie ze tylko cudem nie spalilismy chalupy, a w zasadzie to uratowalo nas to naczynie zarodoporne, natomiast roztopiona stearyna pokrywala caly bok glosnika, ktory poprzedniego wieczora wykorzystalismy na stolik dla swiec, pozostala splywala spokojnie po scianie na dywan. A tu mowy nie ma o zadnym schylaniu sie bo glowa nie pozwala. Glowa przez nastepne dwa dni pozwalala tylko na prace w warunkach naturalnej wysokosci, kazde pochylenie sie o 2 cm. nizej grozilo wypadnieciem ostatniej szarej komorki mozgu. Leczac kaca spedzilismy pozostale dwa dni.
Obietnice pt. "nigdy wiecej" nie starczyly na dlugo, bo przeciez za rok byl nastepny 4 lipca.
Tym razem zostalismy zaproszeni na grilla do znajomych i tam sie tylko zaczelo a dokonczylismy w domowych pieleszach.
Wart wspomnienia byl tez 4 lipca kiedy to wybralismy sie z grupa znajomych na ogladanie pokazu fajerwerkow na Roosvelt Island. Slawny nowojorski pokaz organizowany przez dom handlowy Macy's mozna ogladac ze wschodniego wybrzeza stojac, od wczesnych godzin popoludniowych, albo mozna kupic bilet i jechac na RI i tam sa ustawione krzesla dla kilku tysiecy ludzi, pelna wygoda. Mozna tam ze soba zabrac jakies jedzenie i napoje, oczywiscie nie wolno wnosic napoi alkoholowych, ale kto podejrzewalby starsze stateczne towarzystwo o przemyt alku? No w zyciu!!! Kazdy uczestnik naszej 8 osobowej wyprawy byl zaopatrzony w dwie plastykowe butelki, z ktorych w jednej byla woda, ale w drugiej byla mojej domowej roboty Sangria na bialym winie. No moze nie tylko na winie;))
Faktem jest, ze po pokazie kolega Wspaniaego stwierdzil ze ta moja Sangria to moze zwalic z nog nawet konia, ja skromnie upieralam sie ze to nie moje "umiejetnosci" ale efekt picia przez slomke.
Przyznam teraz ze i jedno i drugie, bo ze slomka jest zgubna to wie kazdy, ale ze moja Sangria zawierala rowniez inne alki to tez prawda.
Kilka lat temu juz w tym mieszkaniu postanowilismy ze nigdzie sie nie ruszamy, nie potrzebujemy zadnego towarzystwa, ani pokazow, my sobie sami grzecznie obejrzymy pokaz w telewizorni. Ale juz po pokazie, jakos lyso nam bylo... no jak to tak? 4 lipca przecie... Swieto Niepodleglosci na sucho? no to przecie grzech, nie? no to co? no to go margerita!!!! no co by se to swieto nie myslalo ze nie doceniamy, nie zalezy nam, no i zeby nam zaden patalach tej niepodleglosci nie zabral.
Wspanialy juz zapalil lampki dorozkarskie i ustawil na tarasie, ja zrobilam szybciorem talerz serow i owockow, juz szklanki oblepione sola.
Ale tylko po jednym drinku!!! przebieglo mi szybko przez mozgownice.
Przy trzeciej margericie juz przestalismy liczyc, bo i po co? Noc piekna, jestesmy w domu, nigdzie nie trzeba wracac, do pracy jutro tez nie trzeba isc...
No to pojechali po calosci.
Ok 3 nad ranem postanowilismy wreszcie isc spac. Moj Wspanialy jeszcze mu pol metra brakowalo do poduszki jak juz zaczal pochrapywac, ja sie polozylam.
Lo matko!!! sufit mi tanczy i sciany tez jakies ruchome sie zrobily.. niedobrze...
Czuje jak mi wszystko podchodzi do gardla... Oj nie!!! tylko nie to!!!! Siadlam, ale juz bylo za pozno, ledwie wyrobilam zakret do lazienki na szczescie znajdujacej sie w naszej sypialni.. gorzej bylo z celowaniem do sedesu, wiec obrzygalam scianke kabiny prysznica.
Ja pierdole, tu rzygam, a tu mysle o tej cholernej sciance, przeciez nie moge tego tak zostawic..
Ledwie mi troche przeszlo, postanowilam ambitnie leciec do kuchni na drugi koniec mieszkania po reczniki papierowe zeby to sprzatnac.
Polecialam, w drodze przystanelam w tej drugiej (duzej) lazience i znow puscilam pawia, tym razem prawidlowo do celu. Wpadlam do kuchni zlapalam rolke papieru i spowrotem do malej lazienki. Spojrzalam na te sciane prysznica i znow mnie zaczelo rwac, no to tak jedna reka mazalam po tej scianie, glowa odwrocona nad sedesem.
Tu sie rzyga, a tu sie sprzata, no maszyna wieloczynnosciowa...
Pierdole, ogarnelam to jako tako, a ze co jak co ale rzygania to ja strasznie nienawidze to uzlalam ze juz jestem w porzadku i wrocilam do lozka. Siadlam... jest OK.
Polozylam sie... o kurwa!!! Polecialam z powrotem.
I tak walczylam z ta lazienka przez prawie pol godziny, jak wreszcie dotaralam do lozka i juz bylo jako tako to tylko mi sie bardzo chcialo zeby tak ktos mi podal szklanke wody.
Spojrzalam na spiacego obok Wspanialego i zaczelam go lekko poszturchiwac..
Ale bez skutku, no to poszturchiwalam coraz mocniej, az wreszcie zlapalam go solidnie za reke podnioslam te jego reke do gory i wymachujac nia wyjeczalam:
-- Skarbie ja sie naprawde zle czuje..
-- To idz sie wyrzygaj - wymruczal nie przerywajac sobie snu.
Kurwa rozwiode sie z samego rana - pomyslalam i poszlam do kuchni po wode - na chooj mnie taki chlop potrzebny, ja mowie ze sie zle czuje a on mi mowi zebym sie wyrzygala, toz ja dopiero ledwie co skonczylam z rzyganiem!!!
Wyplukalam usta, napilam sie wody i z twardym postanowieniem rozowdu poszlam spac.
Rano, jak tylko otworzylam oczy to sobie przypomnialam ta obrzygana sciane kabiny prysznicowej i to moje sprzatanie bez patrzenia i pomysalam ze moze rozwod nie jest najlepszym wyjsciem z sytuacji.. wiec zagadalam:
-- Kochanie, ja wczoraj jak Ty spales i nie chciales sie obudzic to zarzygalam ta mala lazienke, troche sprzatnelam, ale nie wiem jak to naprawde wyglada. Ja tam nie wejde, bo sie boje. Jak uznasz ze sie nie da posprzatac, to moze sie wyprowadzimy, ale ja tego nie chce widziec.
Popatrzyl na mnie, poszedl do tej nieszczesnej lazienki, po chwili wyszedl i stwierdzil:
-- Nie jest tak zle, ja to posprzatam.
No to zrezygnowalam z tego rozwodu, moze to i nie jest idealny chlop, ale calkiem przydatny w gospodarstwie domowym.
Od tamej pory nigdy wiecej nie zdarzylo mi sie rzyganko, ale w ubieglym roku w noc 4 lipca znow tradycyjnie czcilismy te niepodleglosc i w pewnym momencie udalo mi sie wyjsc na balkon razem z moskitiera, bo se zapomnialam otworzyc to przeszlam przez nia. Fakt ze nie calkiem, bo na szczescie rama wypadla z szyny, ale za to byla dziura po moim bucie. I znow moj przydatny maz wymienil cala siatke mosikitiery.
W tym roku postanowilam ze sie nie dam, no nareszcie trzeba skonczyc z taka tradycja, jestem kobieta wiekowa i musi sie to wreszcie skonczyc, no nie wypada i tyle.
Wiec na wczorajsza propozycje mojito owszem zgodzilam sie ale dopilnowlam zeby nie wiecej tylko 2 (slownie dwa) drinki. Tyle tylko ze wczoraj to jednak byl 3 lipca...

Stardust tradycyjnie

21 comments:

  1. Ty rozrywkowa babka jestes :)

    Ja mam tak samo po wypiciu zbyt wielkiej ilosci - samoloty, sufit lata i niestety nie da sie nie porzygac...

    ... a dzis idziemy na kino objazdowe - mocna grupa pod wezwaniem Bahusa, 15 osob, objazd Caltrainem okolicznych knajp ;)

    ReplyDelete
  2. wyjątkowy, cieply dzien czwartego lipca w Polsce!!!!!!!! nawet sie napije z tej okazji tez...wody:)

    ReplyDelete
  3. a ja popijam miodek pitny polskiej produkcji, nabyty dzis droga kupna-sprzedazy w stolicznym vinbudzie :)

    ReplyDelete
  4. Porykiwałam sobie czytając, ale moskitiera na koniec sprawiła, że poplułam kawą:))))

    Ja wczoraj wypiłam pięć kaw (niskociśnieniowiec), a wieczorkiem dwa niewinne capuccino i... długo nie mogłam zasnąć!:)))

    ReplyDelete
  5. Nina--> Rozrywkowa to ja kiedys bylam, teraz to tylko raz na rok sie moze zdarzyc. A wiesz, raz na rok to i ksiedzu wolno;)))

    ReplyDelete
  6. Beata--> Pogode tez mamy piekna jest 30C ale przyjemny wiatr i nawet nie musze wlaczac klimatyzacji, bo co najwazniejsze nie ma wilgotnosci. Takie lato moge miec:)))
    A wczoraj, czyli 4 lipca nie bylo zadnych napoi wyskokowych:))

    ReplyDelete
  7. Miauka--> To moze coraz czesciej i coraz wiecej polskich produktow bedziesz mogla tam u Was zakupic. W koncu to nie jest tak daleko i jak bedzie zbyt to pewnie beda sprowadzac. Hey, a moze otworzylabys polski sklep??

    ReplyDelete
  8. Athina--> My ze Wspanialym tez niskocisnieniowce, pijemy kawe wiaderkami:)) Z tym ze on przestaje ok 18tej a ja moge wypic kawe i isc spac bez problemow, nawet o 23ej.

    ReplyDelete
  9. Stardust, zapomnialam dodac, ze bardzo mi sie podobala akcja moskiterowa :)

    a sklepy polske tu juz sa :)

    ReplyDelete
  10. Miauka--> Te moskitiery sa prawie niewidoczne normalnie w bialy dzien, a co dopiero w nocy i po spozyciu;)
    A z tym polskim sklepem...hmm...no coz ja mam spozniony zaplon chyba:))

    ReplyDelete
  11. oooo ;)))
    muszę przyznać że ja przy tobie to bardzo spokojna jestem.
    Dawno,bardoz dawno temu rzygałam.Od tamtej pory nigdy nawet się nie upiłam.Ale faktem jest że lata całe i nawet teraz jetem uczulona na alkohol;(.
    jedyne co moge to wino czerwone w niewielich ilościach i piwo ale tylko nad morzem.
    Kuźwa tu w domu,w knajpie,gdziekolwiek po kilku łykach się duszę;(.

    ReplyDelete
  12. tuv biedaku, to ja pociagne w Twym imieniu ....miodku :)

    Stardust, no zaplonik leciutko ale to nic, bo ja nie chcialabym prowadzic sklepu dla Polakow na obczyznie. Szlag jasny by mnie pewnie dosiegnal.

    ReplyDelete
  13. jeszcze nigdy nie rzygałam po alkoholu, i nie dlatego że go nie używałam ;). a 4 lipca świętowałam porto :)

    ReplyDelete
  14. też nie jestem z rzygających - chociaż zaliczających zjazdy i samoloty - i niestety owszem ;) i częściej niż raz do roku ;)))

    ReplyDelete
  15. miauka - bardzo Cię proszę nie denerwuj mnie;>>>.
    Mniodek lubiałam baaardzo.
    Kiedyś.

    ReplyDelete
  16. Stardust, Ty sie nie alkoholizuj tylko gadaj jak prace ida? pakowanie itd

    ReplyDelete
  17. Miaukus--> Ja w Twoim wieku to moglam i nie jeden facet przy mnie wysiadal. Ale na wszystko jest odpowiedni czas;)))

    ReplyDelete
  18. Beata--> Ja sie wlasnie odstresowuje, bo od poniedzialku bede znow miala trzesionke stresujaca;))

    ReplyDelete
  19. przy maszynie wieloczynnościowej popłakałam się ze śmiechu ;)

    ReplyDelete
  20. przy maszynie wieloczynnościowej popłakałam się ze śmiechu ;)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...