Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, July 27, 2009

Co nacja, to racja, albo sracja

Poprzednia notka a glownie komentarz Agnieszki spowodowal ze postanowilam napisac o moich wlasnych doswiadczeniach z roznymi nacjami i wyznaniami.
Wychowana w Polsce za komuny, gdzie nie wolno bylo wystawic nosa poza granice Polski, a w Polse wiadomo jedna nacja, jedna religia, slowem nudy na pudy i tak naprawde to pojecie o swiecie czlowiek mial glownie ksiazkowe, ale nie poparte zadnym doswiadczeniem mozna psu w dupe wlozyc.
I w takim surowym stanie zostalam rzucona na wielka wode, a raczej w wielki swiat roznorodnych nacji, kolorow skory, wyznan i czego jeszcze tylko dusza zapragnie.
Mnie osobiscie bardzo sie to spodobalo, bo uwielbiam roznorodnosc pod kazdym wzgledem, wiec korzystalam ile moglam i ile sie dalo. Troche inaczej jest z dziecmi, bo te szczere do bolu istoty nie maja czasem wyczucia, a Potomek jak przyjechalismy mial 8,5 roku wiec to nie jest tak wiele. W tym wieku mial jeszcze bardzo znikome pojecie o roznych jezykach swiata i jak tylko odkryl, ze cala reszta posluguje sie innymi jezykami niz nasz to czul sie bardzo pewnie i swobodnie rozmawiajac po polsku w miejscach publicznych.
I tak w pierwszych kilku miesiacach pobytu jechalam z nim autobusem przez dzielnice zamieszkala przez ortodoksyjnych Zydow. Oczywiscie ze dla mnie to tez byl widok zupelnie egzotyczny, wygolone glowy, pejsy wiszace do ramion i na to nasadzony czarny kapelusz spod ktorego dodatkowo wyglada jarmulka. Jakies religijne szmatki nalozone na koszule i od tej szmatki wiszace sznurki, to znow ogromne futrzane kapelusze Hasydow, i mezczyzni z poteznymi brzuchami ale w bialych podkolanowkach. Nie powiem to robi wrazenie, wiec patrzylam jak zahipnotyzowana. Nagle Potomek zapytal:
-- Mamus, a co to za dziwni ludzie?
-- Synku nie koniecznie dziwni, po prostu Zydzi - odpowiedzialam spokojnie.
W autobusie bylo duzo miejsc wolnych wiec moje dziecko zaczelo latac po calym autobusie jak przyslowiowy Zyd po pustym sklepie i wolac "popatrz, tu tez Zyd! o i tutaj!! Mamo zobacz tego!!"
Japierdolekurwazjegomac, ale se narobilam!! Obciach na calego. Zlapalam za reke posadzilam na sile i wysyczalam prosto w ucho:
-- Zamknij dziob, bo w autobusie oprocz Ciebie i mnie tez pewnie sami Zydzi i w dodatku polowa rozumie po polsku.
Do konca podrozy siedzial jak na jezu podskakujac przy oknie ale juz nie puscil pary.
Po powrocie do domu, przyznam ze sama musialam sie douczyc zeby przeprowadzic rozmowe, nabardziej zaskoczylo go ze wiekszosc naszych sasiadow tez byla Zydami.
-- Ale dlaczego pani, czy pan X sa normalni a tamci Zydzi byli inni?
-- Bo z wiara zydowska podobnie jak z chrzescijanstwem, sa rozne odlamy i kazdy z nich troche inny.
Troche to bylo skomplikowane ale na moment kupilam sobie odrobine czasu zanim nastapia powazniejsze dyskusje. Na szczescie niedlugo pozniej trafila sie inna okazja.
Poznalam kobiete, Polke, ktora nalezala do kosciola Baptystow i zaprosila nas na chrzest swojego 28 letniego wtedy syna. Oczywiscie zaproszenie zostalo przyjete i tylko nalezalo przygotowac Potomka na wszelkie okolicznosci coby znow nie narobil popeliny.
Jak mu juz powiedzialam ze idziemy do takiego "innego" kosciola i ze tam w tym kosciele beda chrzcic 28 letniego faceta to Potomek mi przerwal:
-- Mamo, to oni tego chlopa wsadza w taka dluga poduszke dla dzieci??
-- Nie wsadza go w zadna poduszke, bo jak sie chrzci wieksze dzieci to tez sie ich nie wsadza w poduszke tylko same stoja, siedza.. Nie wiem jak to wyglada, sama nigdy nie widzialam, ale chce zebys wiedzial ze bez wzgledu na to co Cie zdziwi czy zaskoczy to porozmawiamy o tym pozniej w domu a nie tam na miejscu.
-- No zadnych glosnych ochow i achow - dodalam.
Wytrzymal przez cala ceremonie, ale pozniej w podziemiach kosciola bylo przyjecie dla wszystkich, ktorzy uczestniczyli w tej mszy. Oczywiscie moj ciekawski Potomek polecial sprawdzic jak to naprawde wyglada i w domu nas uswiadomil.
-- To jest taki maly basen i sa schodki i tam tego faceta pastor wrzucil do wody!!!
Pozniej przyszedl czas na Arabow, co to sie 5 razy dziennie "do gory dupa" modla, na Azjatow i nie tylko na tak bardzo egzotyczne nacje, ale rwoniez na Grekow, ktorzy maja niby te same swieta ale w innym terminie.
Powoli zaczynalismy poznawac i oswajac sie ze swiatem. Ja zawsze ciekawa roznosci kulinarnych, na tyle na ile moglismy sobie pozwolic zawsze bardzo chetnie szlam do roznych etnicznych restauracji. Tutaj mialam szczescie ze Owczesny byl tez ciekawy innosci, z Potomkiem bylo nieco gorzej, bo pamietam jak sie zaparl przed indyjska knajpa i nie chcial wejsc bo to jedzenie "smierdzi". Dostal szybki wyklad na temat roznicy w znaczeniu slow "smrod" i "zapach" oraz zakaz uzywania pierwszego slowa w odniesieniu do jakiegokolwiek jedzenia. Na koniec zapytalam:
-- A bigos to co? konwaliami pachnie?
Dal sie przekonac. Potem jeszcze byly takie ciekawostki jak sklepy z zywnoscia np. Azjatow, gdzie w gablotach z miesem lezaly rozne organy zwierzece, penisy, robaki itp.
-- Bleeee - powiedzial z odpowiednia mina i wyszedl ze sklepu.
Znow w domu dostal wyklad, ze nie ma w tym nic zlego, bo sa ludzie ktorzy jedza i uznaja pewne dziwnosci za smakolyk i tylko dla nas jest to dziwne bo jestesmy wychowani na innej kuchni. Sama w dziecinstwie jadlam np. leb kurczaka, jeszcze pamietam ze dziadek rozbijal czaszke i wyjadalam mozg. Swinskie lby lezaly w masarniach i bylo dobrze, cynaderki z nerek bardzo lubilam i tylko intensywny nieprzyjemny zapach powstrzymuje mnie przed ugotowaniem tego przysmaku. Bedac w Meksyku jadlam robaki i zyje, slimaki w masle czosnkowym tez bardzo lubie. Nie wiem co jeszcze w zyciu bede miala okazje sprobowac, ale jestem otwarta na takie okolicznosci. Skoro ktos na swiecie to je, to wedlug mojego kodeksu jest jadalne i tyle.
Na szczescie Owczesny nie byl mezczyzna ktory nie mogl przezyc dnia bez schabowego, wiec kuchnie domowa tez mielismy urozmaicona.
No i Wspanialy tez jest wszystkozerny, nawet flaki jadl, chociaz nie lubi, ale jak trzeba to zje i nie robi problemu. No wlasnie a coz moze byc bardziej obrzydliwego niz flaki i swinskie nozki?
To tylko kwestia przyzwyczajenia. Nie lubie jak ludzie tak mysla waskotorowo i wszystko co nasze to najlepsze, a prawda jest taka ze niekoniecznie.
Po tych wszystkich latach doswiadczen z kuchniami swiata najbardziej smakuje mi jedzenie tajskie i nic na to nie poradze, a na drugim miejscu stawiam hinduskie, potem meksykanskie, cubanskie, potem greckie i wloskie. Bardzo ciekawa jest tez kuchnia marokanska, egipska, kuchnie afrykanskie tez mi odpowiadaja. Tak naprawde to moge spokojnie zyc bez pierogow i schabowego.

Stardust zglodniala;)

53 comments:

  1. Ja tez moge zyc bez pierogow i schabowego no i zyje :)

    moja kuchnia numer jeden jest japonska, a zwlaszcza sashimi i sushi.

    potem dluuuuugo dluuuuuugo nic, potem meksykanska a pozniej rozne odmiany z okolic basenu morza srodziemnego.
    generalnie mam jak Twoj chlop - zjadam wszystko, oprocz miesa :)

    najgorsza na swiecie jest kuchnia angielska.
    Przysmak sniadaniowy w wydaniu moich angielskich znajomych: tost z bialego pieczywa posmarowany grubo maslem, ze smazonym boczkiem i NA TYM frytki.

    uh.

    ReplyDelete
  2. Nina--> Ja nie wiem czy w ogole znam cos co moglabym nazwac kuchnia angielska. No jakos nie moge zaskoczyc, widocznie nie jest to kuchnia ktora sie liczy na swiecie. Nawet nie slyszalam o angielskiej czy brytyjskiej restauracji w NY ale sa irlandzkie, szkocka tez chyba jest. Musze sprawdzic, no polskie tez sa ale wiecej przynosza wstydu niz chluby niestety:(

    ReplyDelete
  3. Nina, może wyskoczymy razem na kolację? Mamy identyczny gust co do No 1. Winko natomiast preferuję argentyńskie... Pozdrawiam:)

    Stardust, zjedzże coś, bo głodna Stardust przestaje pisać!!!

    ReplyDelete
  4. Protestuje - kuchnia angielska bywa smaczna. To co podala Nina, to nie jest zadne klasyczne angielskie jedzenie, podobnie jak kanapka z chipsami (znaczy crisps).

    Steak and ale pie, black pudding, Yorkshire pudding, crumble, custard, scones z clotted cream, muffins, Christmas cake, sirloin steak, gammon, lamb... Jeszcze by sie pare innych znalazlo.
    Nawet tradycyjne sniadanie angielskie - bekon, jaja sadzone lub jajecznica, grilowane pomidory i pieczarki, nie jest obrzydliwe.
    Swietnie sie sprawdza przed calym dniem zwiedzania.
    Wystarczy ominac kielbaski z trocin (choc bywaja i niezle, tyle ze sa drozsze sporo, wiec w standardowym B&B czy innej jadlodajni nie daja) i fasolki w sosie pomidorowym oraz nie wpierdalac tostow za duzo.

    Nie mam jednej szczegolnie ulubionej kuchni, wkomponowalam w menu i grecka, i wloska, i tajska, i japonska, i chinska, i hiszpanska, i francuska, itd.
    Najmniej w naszym menu... tradycyjnej polskiej;) ale to jeszcze dlugo przed wyjazdem tak bylo.

    ReplyDelete
  5. Czarownico--> Zwracam honor. Nic dziwnego ze nie znam bo z tego co napisalas to tylko steak i lamb mi smakuje ale lamb przyznasz chyba ze lepiej robia Grecy;) Raz jeden sprobowalam scones i jakos mi to nie idzie, no taka nieudana bulka, muffins tez mnie nie zachecaja tak samo jak cupcakes zjem z grzecznosci jak musze, ale wole nie musiec:) Natomiast raz jeden jadlam naprawde pyszne scones pieczone w B&B w ktorym zafundowalam Wspanialemu pobyt w moim towarzystwie (oczywiscie) z okazji 60 urodzin. I tamte scones byly tak pyszne ze nawet poprosilam o przepis. Moze jesienia sie zbiore i upieke. Byly naprawde pyszne i nawet nazwa do nich nie pasowala.

    ReplyDelete
  6. Ja mimo ze zywie sie prawie wylacznie kuchnia japonska, tajska, chinska - plus rybami i jeszcze przedstawicielka kuchni wloskiej - czyli saltka z mozzarela z pomidorami i bazylia - TO nadal czasami mi ckno za kuchnia polska - ale nie schabowym .. tylko za zupa ogorkowa, grzybowa, golabkami, ogorkami kiszonymi, pierogami z kapusta i grzybami:) wiem- to wszystko mozna tez kupic, lub zrobic tutaj - ale jakos to nie to samo co zjedzone w PL:)

    ReplyDelete
  7. Aniu2000--> Ale z ostatnich slow Twojej wypowiedzi wynika ze Ty teskinisz nie za ogorkowa tylko PL a to absolutnie dwie rozne sprawy:))

    ReplyDelete
  8. chce schabowego
    pierogi z jagodami
    moze byc bekon z jajowa na sniadanie i angielska fasolka tylko bez chleba...
    kurna, taka notka (niby o roznych nacjach?), o tej porze????????/22.01. zeby mi sie jesc chcialo?????????????

    ReplyDelete
  9. Ja jestem kompletnie wszystkożerna, byleby nie było za ostre. Ale najbardziej lubię kuchnię własną, która jest mocno eklektyczna. Mogę żyć bez mięsa i klusek.

    ReplyDelete
  10. Nielot--> To stolowac bysmy sie raczej nie mogly razem, bo ja lubie wszystko co ostre:)) Takie co to pali jak pochlaniasz i piecze jak wydalasz:))

    ReplyDelete
  11. Beata--> Pierogi z jagodami owszem moge zjesc, ale tylko wlasnej roboty, to raczej nie bede bo mi sie nie chce robic. Ale wczoraj mialam nalesniki z jagodami - podobne. No wiesz jak nacje to i zarcie musi byc, nie?

    ReplyDelete
  12. Posmykalem sie troche po europie,duzo smakow poznalem, jadalem w restauracjach i u tureckiego Kolegi obok Naczepy... Zawsze sie dowiedzialem co jadlem. Ale kiedys w sadzie na rumuni poczestowal mnie Straznik , no podzielil swoj obiad ze soba.. Smakowalo ale do dzis nie wiem co to bylo... I tesz zyje
    Ale long Live Kartofle z Maslonkom przysmarzonom cebula i szpyrkom .
    A co do roznosci wyznan/obyczajow tomam mysle ze potomkowi zdziwienie szybko przeszlo.

    ReplyDelete
  13. Kurcze - ja tez zglodnialam i cos bym teraz zjadla cos dobrego

    ReplyDelete
  14. Również jestem otwarta, lubie nowości.

    Zgadzam się z czarownicą. Przed wyjazdem do Anglii opowiadano mi różne historie,jakie tutejsze jedzenie jest niesmaczne, a produkty owego smaku pozbawione. Nic z tych rzeczy, nie zgadzam się z tym wcale.

    ReplyDelete
  15. uwielbiam kuchnię "włoską"ale taką na mój sposób tzn.troche z włoskiego ale dołożone to co mnie smakuje:),a na temat dzieci moja koleżanka będąc w stanach ze swoim dzieckiem które mialo chyba z pięć lat widząc murzyna na lotnisku pytało mamo co to?co to?:)

    ReplyDelete
  16. Diesel--> Kartofle z maslonkom okraszone skwarkami i cebula Wspanialy i Tatek tez wpierniczaja, tylko Tatkowi cos nie bardzo potem bylo bo w hazlu calo noc siedziol.

    ReplyDelete
  17. Stardust, gdybys chciala wiedziec to Wu, do poludnia patrzyl na wyprany tiszert, co go to wczoraj MIALAM KONIECZNIE miec, potem mnie ubral, a teraz ma w nosie w co jestem ubrana... i zrozum tu chlopa?????????????/

    ReplyDelete
  18. Perdo--> Tak to jest wyobraznia dziala, a ja nie dosc ze pisalam o jedzeniu to jeszcze przez pol dnia ogladalam foodnetwork. I teraz dopiero mam ochote na wszystko:)))

    ReplyDelete
  19. Athina--> To glownie zalezy od nastawienia psychicznego. Ja tu znam ludzi, ktorzy mieszkaja po 20 lat i zyja tylko przeszloscia, wspomnieniami i tesknota. No mozna i tak, tylko co to za zycie?
    Ja osobiscie gdybym miala tak zyc to bym juz dawno wrocila, po cholere tracic czas i najlepsze lata zycia? Lubie byc szczesliwa i zadowolona potrafie sie cieszyc nawet drobiazgiem. Uwielbiam nowe smaki, kurde 25 lat temu to kupowalam przyprawy o ktorych nie mialam pojecia i eksperymentowalam. Mysle ze jest zdecydowanie wiecej niz jedno miejsce na ziemi w ktorym moge byc szczesliwa.

    ReplyDelete
  20. Martaanna--> Z czarnoskorymi i ludzmi wygladajacymi inaczej to Potomek byl obcykany, natomiast dziwili go ludzie ubrani zupelnie inaczej. Kobiety arabskie w burkach, ja tego sama tez wczesniej nie widzialam. I wiesz ta dzielnica ortodoksyjnych Zydow to tak jakbys nagle wyladowala w jakims XVII wieku, poza tym ze domy i miejsce wyglada normalnie to oni wygladaja jakby z jakiegos malowidla serdniowiecznego zeszli. Tak samo jak szokiem jest zobaczyc jak zyja Amish'e. Szokiem jest glownie fakt, ze te grupy mimo ze zyja w Stanach w sercu rozkwitu cywilizacyjnego to jednak zachowuja swoje tradycje i ubieraja sie wlasnie tak jak sie ubieraja. Z drugiej strony nalezy sie im pewnie tez podziw za to ze nie poddaja sie presji otoczenia i dbaja o swoja odrebnosc.

    ReplyDelete
  21. Różnorodność czyni życie ciekawym :)

    ReplyDelete
  22. Najlepiej się zwiedza świat przez kuchnie. Jest to dla mnie podejście normalne, dlatego strasznie się zdziwiłam w getcie wczasowym niemieckim, że tam awantury o jedzenie i codziennie wursty ;-)
    Każda kuchnia ma coś do zaproponowania, z każdej można sobie coś wybrać. A już najlepiej umieć przyrządzić samemu, wtedy człowiek jest wolny!
    Tęsknotę za jedzeniem rozumiem, pewnych spraw się nie przeskoczy. Długo śniła mi się po nocach kanapka z kiełbasą śląską i ogórkiem na polskim chlebie...Po jakimś czasie znalazłam śląska na miejscu :-) Dzisiaj tęsknię za żymlokami, ale nie jakoś tragicznie.
    Bardzo chętnie jadam potrawy z różnych kuchni, ale wiem jedno - baza jest w domu i nie jestem w stanie ot tak tego zmienić. Nawet nie chcę. Kuchnia to też moje dziedzictwo. Dlatego święta w moim domu są tradycyjne. Wynarodowić się nie dam. :-) Eksperymentowałam kiedyś, ale szczęśliwie powróciłam w tradycję. Świadomie. Uwielbiam krewetki, ale nie jako zastępstwo karpia na święta.Chyba tak to można podsumować.

    ReplyDelete
  23. Star>>> , 1'szy wyjazd>>>wegry. Tesz sie do Salami przyzwyczaic musialem...Bylo nocne bieganie wzdloz zasiegu psiego lancucha,odmachiwujac moskitos, na Wegierskim PGR'rze....
    Biedna sabaka tez se musiala pomyslec ...

    ReplyDelete
  24. Myslę sobie, że - jak we wszystkim - wskazany zdrowy rozsądek z odrobina szaleństwa. Nie od dzis wiadomo, ze jeść nalezy to, co rosnie niedaleko naszego miejsca zamieszkania. terytorialnie. Bez sensu na Grenlandii startować z dietą śródziemnomorską, a w Rosji z indyjskimi przyprawami jako podstawą.
    A kuchnia angielska jest ok. Grzechem Anglików było to, ze wlekli swoja kuchnię do Indii. Po prostu niedostosowana do klimatu.
    A poza tym jak coś się nazwa „pudding z hrabstwa York” to jest be, ale jak jest CK knedlikiem, to już jest cacy? Jak jest quichem to jest wytworne, ale jak jest pajem – to już nie? Hę? Jak jest pastrami, to jest pyszne, i zdrowe, bo śródziemnomorskie, ale jeśli jest pieczenią wołową to nie, bo pewnie z wściekłej krowy?!
    A w ogóle, kuchnia jest częścia naszego inwentarza kulturowego.
    I poszła jeść chleb ze smalcem i ogórkami w zalewie musztardowej. Tak, w TAKI upał :-)

    ReplyDelete
  25. ale sie zarlocznie zrobilo....
    ale najpierw wroce do poprzednigo wpisu i twojego komentarz Strdust;boska to ty jestes i juz nie raz plakalam ze smiechu czytajac twije wpisy
    a wracajac do tematu
    z kuchniami jestem troche obeznana ,bo ogolnie lubie se pojesc i to dobrze;nie mam jakies ulubinej kuchni,bo z kazdej wybieram to co mi smakuje najbardziej i do domku przenosze;takze jemy bardzo urozmaicone zarelko,ale polska tradycyjna kuchnia to nadal podstawa i pomimo 13 lat na obczyznie nadal tak jest ze na wigilie musza byc pierogi,karp juz nie,bo mi sie przezarl z racji meza wedkarza;ktory mnie tym karpiem "uszczesliwial" co wekend;teraz zamiast karpia jest dorsz ale tez tradycyjnie obtoczony maka i smazony na patelni;
    Co do durnych tekstow i niby swoboty jezykowej w obcym kraju to tez mialam taki przypal i na dokladke w osobistym wykonaniu;a bylo to tak:jedziemy sobie z mama metrem po zakupach i na ktoryms kolejnym przystanku wsiada pan o kolorze skory mocno ciemnego hindusa(hindusi tez maja rozne odcienie skory jak wszystkim wiadomo) a z nim 4 dzieci bandasow i skora w odcieniu mleka;najpierw myslam ze to jakis ich opiekun ale w pewnym momencie jedna z dziewczynek powiedziala do niego tato po francusku;na co ja gosno i donosnie,jak to ja"zobacz mamo,on ma taka czarna morde a dzieci takie jasne" a pan mi na to piekna czysta polszczyzna bez akcentu jakiegokolwiek " ladne mam dzieci,prawda?" myslalam ze z metra w biegu wysiade i to przez okno

    ReplyDelete
  26. Okropecznie lubię poznawać inne kultury, w zeszłym roku w Anglii miałam używanie, bo to jednak całkowicie odmiennie niż w Polsce, każdy innego koloru, każdy ma inne zwyczaje. I nie jest tam niczym dziwnym, że się nie jest Jedynego Poprawnego Wyznania.
    Co do kuchni, to nadal za mało napróbowałam, za to Anglia ma Wielkiego Minusa za to, że WSZĘDZIE podają kuchnie indyjską. Niektórzy nawet twierdzą, że to nowa kuchnia angielska. A ja indyjskiej nie mogę, bo mi przeżera żołądek. Ło ;]

    ReplyDelete
  27. Lorenza...jaki upał?????????????????

    ReplyDelete
  28. bez pierogów żyję, ale ciężko. na szczęście azjaci miewają pierożki na parze, pyszne. bez schabowego mogę spokojnie. ostrego nie lubię, choć faktycznie tajskie jest przepyszne mimo że straszliwie ostre.

    owszem ortodoksyjnych żydów widuję tutaj, i zawsze to jest spore zaskoczenie. i pomyśleć że jeszcze ledwie parędziesiąt lat temu stanowili normalny skladnik polskiego krajobrazu...

    ReplyDelete
  29. Beata: no, jak to - jaki! NORMALNY! W Warszawie jest upał i kropka.

    ReplyDelete
  30. Szeherezado--> Nigdy nie teskinlam do np. polskiego chleba. Moze dlatego ze wlasnie w zydowskiej piekarni, ktora mialam "pod nosem" moglam od poczatku kupic "polski" chleb. Teoretycznie moglabym jesc tutaj wszystko co polskie i nigdy nawet nie probowac innego jedzenia. W NY mam tak zaopatrzone polskie sklepy, ze czesto turysci z Polski sie zachwycaja. Z tradycyjnie polskiej kuchni robie zupe ogorkowa, bo Potomek uwielbia. Karpia na wigilie nie robie bo nigdy nie lubilam i nawet w rodzinnym domu to byl oboz karpia i oboz dorsza, ja i ojciec oczywiscie w tym drugim. Tradycji pierogow na wigilie w moim domu nie bylo wcale. Mama robila ryby na kilka sposobow ale nigdy pierogi. Ja robie tak samo, czyli uwazam swieta mam tradycyjne, zreszta ta tradycja tez ponoc zostala juz mocno naszarpnieta przez sam KK wiec juz jej nie grozi zbeszczeszczenie przeze mnie. W kwestii wynarodowienia, mysle ze tego sie generalnie nie da zrobic a juz na pewno nie przez sama milosc do innego jedzenia. Wlasnie czytalam u Ciebie ze Werwolf jest bardzo szczesliwym Mieszczaninem. Czy to znaczy ze dal sie wynarodowic? tak szybko? Chyba raczej nie, on po prostu jest szczesliwy bo lubi miejsce w kotrym mieszka, tak ja to rozumiem. I nie widze w tym nic zlego tak samo jak nie ma nic zlego w mojej milosci do Ameryki. Obawiam sie ze jest wiecej zakatkow swiata niz sama Ameryka gdzie moglabym zyc i byc szczesliwa. Bo tak naprawde to w Ameryce gdybym mieszkala w takiej Oklahomie to juz bylabym BARDZO nieszczesliwa:)

    ReplyDelete
  31. Diesel--> Ty to masz tez ciekawe bardzo zycie, przynajmniej ja tak mysle, bo Tobie moze sie juz w jakims sensie znudzilo lub staje uciazliwe. W koncu to praca a nie turystyka, ale masz okazje zobaczyc kawal swiata.

    ReplyDelete
  32. Lorenzo--> Ogorki w zalewie musztardowej tez mam:) wlasnej roboty:)) Smalec lubie i tez sobie robie czasem glownie zima albo pozna jesienia. Wspanialy smalcu nie zre, bo mowi ze mu sie na sam widok zyly zatykaja:))) Ale kiedys jadl tylko nie bardzo wiedzial co to jest:)))

    ReplyDelete
  33. Agnieszka--> Ja mysle ze kazdy kiedys ma taka sytuacje ze ktos zupelnie niespodziewanie zaskoczy go znajomoscia polskiego. Mnie to spotkalo w metrze lata temu jak sie przekomarzalysmy z kolezanka na jaka linie sie przesiasc. I w pewnym momencie siedzacy obok czarny facet odezwal sie po polsku zamykajac spor i zostawiajac nas z koparami na kolanach:)))

    ReplyDelete
  34. Lorenzo--> No i w/g mnie jest zdecydowana roznica miedzy francuska quiche i angielska pie. Na puddingach sie nie znam, jakos mi nie podchodza. Najlepsze pasrtami z kolei robia Zydzi wlasnie ale z kolei nikt mnie nie namowi na ichne pot roast albo brisket. Probowalam, nie smakuje mi i tyle.

    ReplyDelete
  35. Rinonka--> No prosze nigdy bym sie nie domyslila ze kuchnia indyjska tak sie rozprzestrzenila w Anglii. To faktycznie przesada, bo nijak nie pasuje.

    ReplyDelete
  36. DS--> Ooo te azjatyckie pierozki na parze tez lubie, bardzo delikatne i z sosem sojowym. Pychota. Klasyczne pierogi lubie i czasem jeszcze Potomek mnie namawia na zrobienie, bo jednak robione w domu to lepsze. Wiec tak raz na dwa lata robie kilka pierogow dla Potomka:)) Ale lubie tez knedle ze sliwkami i to sie duzo szybciej robi;))

    ReplyDelete
  37. Ha! Moje ogórki w zalewie musztardowej tez są przeze mnie osobiście zrobione!

    ReplyDelete
  38. Przyznam, że nie rozumiem Twojego komentarza :-)

    ReplyDelete
  39. Star, a jak sie miala nie rozprzestrzenic, wszak to z bylej kolonii kuchnia? W moim pobliskim miescie imigranci stamtad to ok. 30% ludnosci.
    Natomiast predzej sie tu znajdzie kuchnie pakistanska czy bangladeska niz prawdziwa indyjska (mam szefowa Hinduske, stad te wiadomosci). Zeby kuchnia byla indyjska, kucharz musi byc Hindusem. My moze nie wyczuwamy roznicy, oni potrafia.
    Mnie niektore potrawy smakuja i toleruje je - popadum z sosami, chicken tikka masala, sikh kebab, a po innych mam rewolucje w kiszkach;)

    ReplyDelete
  40. Sze--> No ja Twoj poprzedni tez nie bardzo rozumialam :)) bo i co ma milosc do innej kuchni wspolnego z wynarodowieniem? moze niepotrzebnie staralam sie do tego wlasnie ustosunkowac i stad nieporozumienie. Nie wiem, ale skoro juz jestes to napisz co to sa zymloki bo nie wiem, a nie bardzo mam czas szukac.

    ReplyDelete
  41. Czarownico--> Ja wiem ze to ma historyczne uzasadnienie, ale jednak w dzisiejszej Anglii chyba bardziej spodziewalam sie wplywow innych krajow europejskich na kuchnie.

    ReplyDelete
  42. Kurczę, a ja ze wstydem się przyznam żem strasznie nieobyta w inszych kuchniach, niż rodzima:))
    A może i jadam nie wiedząc, że dana potrawa ma nie polskie korzenie, jak np. knedle?
    A no i bywa, że Wybraniec chińszczyznę zrobi, ale na codzień to schabowy i oklice:))

    ReplyDelete
  43. Dikejko--> Alez jaki tam wstyd? Mieszkasz w Polsce i jesz to co polskie, wplywy innych kuchni na pewno sa tylko kto by sie nad tym na codzien zastanawial. Ja poniewaz wyjechalam i mam tutaj te roznorodnosc to akurat wstyd byloby z niej nie skorzystac.

    ReplyDelete
  44. no kurna kobiety,albo ja jakoas nieobyta jestem,ale jak zyje na tym swiecie lat juz kilka to ogorasa w zalewie musztardowej nie jadlam;ale pewnikem pochodzimy z innych regionow polski,bo u nas w kraju to tez bogactwo kulinarne jest wielkie w zaleznosci od regionu:dzeilic mi sie tu biegusiem przepisem na te ogorasy mo mi zaraz jezor ucieknie do dupy;a glodna jestem jak pies,bo nawet lacha dzis nie bylo czasu zjesc-ludziska sie chyab wsiekli i walili do mnie a ja sama dzis jestem bo kolizana na wczasach

    ReplyDelete
  45. Agnieszka--> Ja robilam moje w/g tego przepisu http://www.wielkiezarcie.com/przepis.php?przepis=4729&offset=0 ale moze Lorenza ma jakis lepszy bo Lorenza jest bardzo kreatywna mimo ze nienawidzi gotowac:))) No i ja nie dawalam tyle cukru co oni pisza tylko tak "do smaku" bo ja nie lubie slodkich ogorasow.

    ReplyDelete
  46. Ja robiłam troch inaczej - to znaczy przeczytalam kilkanaście przepisow i zrobiłam PO SWOJEMU. Teraz tego tak pstryk! nie odtworzę, ale niedługo napiszę wreszcie nową notkę na nienawidzę gotować, to i te ogórki się tam znajdą. Mogę tylko powiedzieć tak na szybko, że w moich było więcej różnorodnych przypraw.

    ReplyDelete
  47. No mowilam ze cza liczyc na Lorenze:))) To ja tez poczekam, bo ogorasow mam znow w tym roku zatrzesienie i trzeba bedzie cos z nimi zrobic:)

    ReplyDelete
  48. Satrdust >>> buaha taa robopta mi sie moze znudzila, raczej tez nie ale kiedys bylo inaczej , spokojniej, wszystko bylo luzniej... a Zycie mi sie NAPEWNO nie znudzilo :D:D
    kiedys bylo wiecej mozliwosc cos zwiedzic, nawet na Karminadle specjalne sie zaprosic ;)

    ReplyDelete
  49. no kurne prosty przepis ino nie bardzo pojmuje czy te proporcje to sa na litr wody,bo potem jest mowa o 3 litrach.jak dla mnie to troche duzo tego octu jest,ale ja "nieprzetworowa" jestem wiec moze przesadzam
    jak tylko polskie sklepy odepra po urlopach bede polowac na ogorasy gruntowe

    ReplyDelete
  50. do Lorenzy...jak w Warszawie to nie jest to normalny upał

    do ogórków - tez chce poznać te w zalewie musztardowej:)

    ReplyDelete
  51. Aaaa wynarodowienie to w moim przypadku byłby Bratwurst i Karoffelsalat na Wigilię. Bo zdarzało się, że mi pewne rzeczy próbowano narzucać.
    My z Werwolfem jesteśmy z jednego gara, jeśli o to chodziło. On dorzucił kluski śląskie a ja więcej ryb. Poza tym pełna zgodność :-)
    Żymlok to taka kaszanka z bułką zamiast kaszy. Minimalnie inaczej doprawiona niż krupniok, czyli kaszanka właściwa.

    ReplyDelete
  52. Sze--> No to wszystko jasne:)) Wspanialy nie bardzo ma co dorzucic, bo wiesz kuchnia amerykanska jako taka w zasadzie nie istnieje. A Potomek i tam mu mowi w kazda wigilie ze on za ten oplatek pojdzie do zydowskiego piekla:))))
    To zymloka nigdy nie jadlam... moze sie kiedys trafi okazja.

    ReplyDelete
  53. o faktycznie! też wyjadałam kurzy móżdżek! zapomniałam!
    dzięki za tę notkę:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...