Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, August 9, 2009

Takie sobie refleksje

No mial byc luzik, ale nie bedzie i to pewnie jeszcze przez dlugi czas. Zreszta czy ja umialabym egzystowac w luziku? Raczej nie, bo ja musze miec ruch i cos sie musi dziac, bo jak sie nie dzieje i jest spokoj to slysze jak sie starzeje a to nie jest dobre. Proces starzenia jest zjawiskiem naturalnym rozpoczynajacym sie w momencie narodzin, wiec po jasna cholere mu pomagac i myslec o tym? Ja wole nie miec czasu na takie mysli, kiedys sie wlasnie osluchalam jak to ludzie sie boja starosci, jaka tragedia jest kazda zmarszczka, kazdy siwy wlos i pomyslalam sobie ze tak faktycznie to boje sie jednego, ze kiedys bede niedolezna fizycznie, byc moze chora i zdana na innych. I jak sobie tak rozmyslalam to poczulam strach i powiedzialam do Wspanialego:
-- Ja sie boje..
-- A czego Ty sie boisz? - zapytal zdziwiony.
-- Starosci i powolnej smierci w cierpieniach.
Popatrzyl, podumal i powiedzial:
-- No wiesz teoretycznie to my juz jestesmy starzy.
Ja pierdole!!! to jeszcze tylko smierc zostala!!! I te jego slowa sprowadzily mnie na ziemie. Pomyslalam sobie o Tatku, ktory owdowial w wieku 63 lat, rok pozniej mial powazna operacje na otwartym sercu i jakies bypassy zalozone a potem zaczal zyc. I w ciagu nastepnych 15 lat przejechal cale Stany samochodem zatrzymujac sie w kazdym stanie na kilka dni, lub wiecej w zaleznosci od tego ile mozna bylo zwiedzic czy zobaczyc. Dopiero przez ostatnie 3 lata ma powazne problemy z chodzeniem, ale to nie powstrzymuje go przed intensywnym zyciem. Co prawda juz nie jezdzi na tak dlugie trasy, ale jeszcze ciagle odleglosc 500km jest dla niego pestka. Chyba wiec trzeba zyc i nie poddawac sie, cieszyc sie tym co jest, bo jutro pod wzgledem sprawnosci fizycznej moze byc tylko gorzej.
Tatek dostal w prezencie na 7o urodziny komputer i dzisiaj kontaktuje sie z rodzina i znajomymi przez email albo IM, nauczyl sie korzystac z niego bo chcial.
No wlasnie chciec jest tutaj chyba slowem kluczowym...

Ja tez chce, chce jeszcze zrobic, zobaczyc, przezyc wiele rzeczy i nad tym sie staram skupic. Obecnie jestem zakrecona jak sloik z przetworami nad moim nowym lokalem. Kurde myslalam ze ubiegly tydzien bedzie na lekkim luzie, a tu dupa. Przekonalam sie ze wynajecie lokalu w budynku nalezacym do prywatnej osoby, lub malej spolki jest duzo latwiejsze niz gdy w gre wchodzi powazna firma jak w moim przypadku. Nie dosc ze samo zalatwianie do momentu podpisania umowy wymagalo pierdyliard papierow to w ubieglym tygodniu odbylam kilka spotkan a to z nowym doormenem, a to z menadzerem posesji, zapoznalam sie z nowymi przepisami panujacymi w budynku, zaden problem ale sa nieco inne niz tu gdzie jestem obecnie.
To znow trzeba bylo umowic firme przeprowadzkowa i wybrac taka ktora ma odpowiednie ubezpieczenie, bo innej manadzment nie wpusci na teren budynku.
Pierwsze zaskoczenie przezylam kiedy pani koordynujaca roboty renowacyjne zapytala mnie na jaki kolor chce miec pomalowane, a na moje skromne pytanie jakie sa mozliwosci podala mi 10cm grubosci katalog kolorow. Nie bylam na to przygotowana, myslalam ze jest ze 3 kolory do wyboru jako standart i na tym koniec. A mnie sie przeciez spieszy!!!!!!!!! To poszlam na latwizne i wybralam bardzo jasny lekko zlamany lososiem i kazalam sobie calosc w tym kolorze.
Najbardziej meczy mnie ze tam sa wysokie sufity, co wszyscy uwielbiaja tylko nie ja, bo taki wysoki sufit z pozycji osoby lezacej na mojej lezance wcale nie ulatwia relaksu.
Kombinujemy wiec ze Wspanialym jakby tu ten sufit obnizyc, wlasnymi sposobami przy minimalnym nakladzie srodkow finansowych, ktorych akurat nie posiadam bo zostaly przelane na konto budynku:))
Pierwszym pomyslem byla siec rybacka i nawet mi sie to podobalo, bo moglabym latwo dolaczyc do tego kilka innych akcentow morsko-plazowych i byloby OK. No ale co ja kurwa bede robic z ta siecia rybacka jak przyjdzie zima i czas swiat?
Kolejnym pomyslem jest spadachron, ktory mozna zawiesic drapujac w dowolny sposob.
I wiecej pomyslow chwilowo nie posiadam:(
Za to z przeprowadzka wszly problemy, bo ja sie chcialam przeprowadzic w poniedzialek 17tego sierpnia, ale mi pani koordynatorka powiedziala ze nie wyrobia sie z remontem, bo to i hydraulika, i budowanie scianki i malowanie.. no nie da rady.
To siedzialam jak durna na telefonie przez pol dnia w piatek, miedzy pania koordynatorka, panem przeprowadzkowym i Wspanialym, ktory przeciez musi sobie wziac wolne zeby mi pomoc, targujac sie o kazdy dzien i 2 dodatkowe godziny.
Stanelo na tym ze przeprowadzka bedzie w srode 19tego sierpnia, z ryzykiem ze cos moze byc jeszcze nie wykonczone na tiptop i bede musiala wpuscic grupe remontowa.
I to wszystko na mojej glowie, glowie osoby kotra lubi miec wszystko zaplanowane i pod kontrola!!! A trza mi bylo wierzyc mojej astrolog, ktora mowila ze beda opoznienia.. Przez te 9 lat co znam Lise powinnam wiedziec ze jak ta kobita cos wypatrzy w moich gwiazdach to chocby skaly sraly tak wlasnie bedzie.

Za to wszystko ten weekend mam bardzo leniwy, kuzwa nie robie nic, bo i nie potrafie o niczym myslec. Pojechalismy tylko wczoraj do Costco po zakupy srodkow czyszczacych i takich tam innych pierdolamentow. Jak zwykle zatrzymalam sie przy ksiazkach, bo zarowno ja jak i Wspanialy mamy bzika na punkcie ksiazek kucharskich z jednej serii i akurat mieli nowa dostawe wiec dokupilismy 4 szt. z tych ktorych jeszcze nie mamy. Stojaca obok kobitka zapytala mnie czy ja nie mam problemu z kupnem skladnikow potrzebnych do wykonania tych przepisow z roznych stron swiata. No nie mam, bo przeciez mieszkam w najbardziej etnicznie zroznicowanym kawalku swiata (Astoria NY jesli ktos nie wierzy to sobie moze sprawdzic) i moge tu kupic wszystko. Jak tak probowalam te kobite przekonac, ze przeciez TU mozna dostac WSZYSTKO, to nagle sie wtracil Wspanialy:
-- Ale tak naprawde to my nie gotujemy z tych ksiazek, bo my tylko lubimy je miec, ogladac, zachwycac sie przepisami i zdjeciami do nich. A moja zona gotuje tylko jak MUSI, a musi bardzo rzadko.
Mialam go zbic po powrocie do domu, ale mi przeszlo.

Stardust refleksyjnie

6 comments:

  1. stardust :)

    no nie bij biednego czlowieka :)

    i sluchaj, w kalendarzu ksiezycowym mojej mamy jest napisane, ze najlepszy czas dla przeprowadzki to 20 do 31szego. to moze i dobrze ze Ci sie przedluzylo :) zobaczysz, wszystko bedzie dobrze.

    ReplyDelete
  2. Bosze Satrdust ty musisz?
    Wspanialy klamal??
    :)))))

    ReplyDelete
  3. b.--> No nie bede go bila, bo przeciez prawde powiedzial:) Ale zebys Ty widziala jaka mial dzika satysfakcje tlumaczac kobitce ze my to sie w zasadzie cieszymy samym posiadaniem ksiazek:))) Ten moj chlop jest szczery do bolu.
    A z przeprowadzka to jednak ma byc 19tego a 24 chce koniecznie otworzyc bo to jest New Moon, czyli najlepszy czas na takie wlasnie poczatki.

    ReplyDelete
  4. Diesel--> Musze, ale tez tylko wtedy kiedy chce:))))

    ReplyDelete
  5. Tez lubie nabywac ksiazki kucharskie, zeby je czytac, ogladac i wyobrazac sobie potrawy. A potem i tak gotuje standardowo. No, moze 3-4 nowosci rocznie, nie wiecej...

    ReplyDelete
  6. Zgago--> Cieszy mnie to ze nie tylko my tak mamy:))) Wspanialy i ja to sobie wyrywalismy te wczoraj zakupione ksiazki przez caly dzien, dzieki czemu dzis nie bylo wcale obiadu:)) No jakos tak jak sie juz napatrzylismy i slina nam sie utoczyla do pasa to na obiad wystarczyla mozzarella z pomidorem i bazylia:)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...