Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, September 16, 2009

Mechanizm zniewolenia i wyzwolenie

Nie jestem psychologiem ani zadnym terapeuta, ale na podstawie analizy doswiadczen wlasnego zycia wiem jak latwo jest zniewolic nie tylko jednostke ale cale grupy ludzkie.
Tak sobie kiedys przeanalizowalam moje zycie i doszlam do wniosku, ze czlowiek jest bardzo podatny na bycie niewolnikiem.
Zastanowmy sie co tez sie dzieje z istota ludzka od momentu urodzenia. Rodzimy sie w jakims konkretnym miejscu, wcale nie wybranym przez nas, razem z ktorym zostaje nam przypisana narodowosc i w wiekszosci przypadkow religia.
Te dwie cechy przynaleznosci natychmiast ustawiaja nas na okreslonej pozycji w swiecie i w wiekszosci przypadkow powoduja nasze wrogie nastawienie do tych, ktorzy nie sa w naszej grupie. W ten sposob natychmiast zostajemy poddani segregacji, bez wzgledu na to czy ja w przyszlosci bedziemy popierac czy nie.
A niedlugo potem wlacza sie system kary i nagrody.
Jak tylko dzieciak rozumie cokolwiek to zostaje nagrodzony za dobre (w mniemaniu rodzicow) uczynki i ukarany za zle. Jesli nawet nie jest to kara cielesna, to wystarczy ze matka powie "oj nie ladnie, taka duza dziewczynka/chlopczyk i ssie smoczek". Moze tez rodzice porownuja nas do rowiesnikow w sasiedztwie czy rodzinie tym samym przypominajac ze musimy sie doskonalic. Jako dzieci odbieramy ten fakt z przekonaniem ze cos jest z nami nie tak, a ze w sumie jestesmy uzaleznieni od tej rodzicielskiej milosci, to staramy sie robic wszystko zeby tylko zasluzyc na ich akceptacje i milosc. W ten sposob dorosli zaczynaja kodowac w naszej swiadomosci i podswiadomosci pewne zachowania i oceny wartosci (wygodne dla doroslych i ulatwiajace im kontrole nad dzieckiem), uczymy sie co jest dobre (czyt. oczekiwane i akceptowane przez nich) i co jest zle (zasluguje na kare).
Jak dzieciak dorasta do wieku szkolnego to ten system kar i nagrod rozszerza sie na szkole, czyli zdobywamy kolejnego sedziego, ktory bedzie ocenial nasze postepowanie.
Oczywiscie nie zapominajmy ze caly czas dorastamy w jakiejs religii, ktora jest jeszcze bardziej surowym sedzia bo od niej "zalezy nasze zbawienie i zycie wieczne".
Pamietam ze w czasach kiedy szlam do komunii to bardzo balam sie piekla i kary za grzechy, a grzechem bylo wszystko, no bo jak musialam spowiadac sie z wlasnych mysli, to w sumie wszystko bylo grzechem:)
W ten sposob mlody czlowiek (10-15lat) w zaleznosci od srodowiska i aktywnosci zyciowej jest ciagle osadzany przez innych, ciagle musi korygowac wlasne postepowanie (czesto wbrew samemu sobie) zeby tylko zdobyc pochwale, czyli akceptacje innych, bo ta akceptacja jest warunkiem przynaleznosci do konkretnej grupy.
Nie wdajac sie w wiele szczegolow, jak juz taki czlowiek stoi na progu doroslosci to jest tak wyprany z wlasnej woli i osobowosci ze mozna z nim zrobic wszystko. Malo tego te wszystkie wpojone od dziecinstwa zasady i reguly, caly ten system kar i nagrod jest juz tak gleboko zakodowany w naszej podswiadomosci, ze teraz juz nawet nie potrzebujemy sedziego, ktory bedzie nas karal, teraz potrafimy doskonale karac sami siebie.
Mamy WYRZUTY SUMIENIA, ktore nie pozwalaja nam myslec samodzielnie, bo one wlasnie sa oparte o ten caly system, w ktorym zostalismy wychowani. Patrzymy teraz krytycznie na wlasne zachowanie, cialo i rownie krytycznie potrafimy oceniac swoje mysli i to wszystko w mysl potrzeby akceptacji, bo ciagle istnieje potrzeba akceptacji.
Oczywiscie proporcjonalnie do krytyki samych siebie potrafimy krytykowac innych, no na tym cala gra jest oparta. Potrafimy powiedziec innym co maja robic i jak, bez uprzedniego zapyania o zezwolenie, potrafimy oddac sie takiemu wspanialemu zajeciu jak plotki na temat osob nieobecnych, bo przeciez wiadomo, ze jak nas gdzies nie ma to tam sie tez mowi na nasz temat. To tak pieknie usprawiedliwia i daje przyzwolenie;)
Potrafimy patrzec krytycznie na otoczenie i wybierac, glownie slabsze od nas jednostki bo takimi daje sie latwiej rzadzic i tak to dziala, tak dzialaja szkoly, zaklady pracy, instytucje panstwowe, w tym koscielna. To wszystko kwitnie dzieki kontroli jednego czlowieka nad drugim.
I wcale moze nie byloby w tym nic zlego, gdyby ta kontrola prowadzila zawsze do dobrego (takie tez sa) ale jesli ta kontorla krzywdzi nas jako jednostke, pomniejsza nasza wartosc, straszy grzechem, lub smiercia, poniza to cos tu jest nie tak.
Jesli ukradne cos sasiadowi to jest to sprawa miedzy mna, sasiadem i ewentualnie wymiarem sprawiedliwosci jesli sasiad poda sprawe do sadu. Mam wtedy swiadomosc ze faktycznie zasluzylam moim postepowaniem na wyrok sadowy.
Ale to nie wystarcza, bo ja jeszcze musze isc do ksiedza i jemu powiedziec, dac mu szanse do ponizenia mnie, bo sama spowiedz czyli wyznawanie tajemnic czlowiekowi ktorego w ogole nie znamy jest dla mnie aktem ponizenia. Ale robimy to w imie potrzeby akceptacji.
Potrzeba akceptacji to jedna z tych potrzeb, ktore sa naprawde nikomu do niczego nie potrzebne, ale jest bardzo ciezko sie jej pozbyc, bo jest bardzo blisko zwiazana z potrzeba przynaleznosci.
Czlowiek wyrasta w glebokim przekonaniu ze musi przynalezec, a zeby przynalezec to trzeba zasluzyc na akceptacje i tak to bledne kolo dziala.
I tutaj ma pole do popisu religia i narodowosc.
Narodowosc i religia mowia nam, ze jestesmy LEPSI od innych narodow, i bardziej zaslugujemy na ZBAWIENIE niz wyznawcy innych religii. A przeciez w ten sam sposob mysla przedstawiciele innych narodow i innych religii.
No to do jasnej cholery pytam sie kto tu ma racje? albo moze wiecej racji?
I tutaj dochodze do tego co napisala b. w komentarzu do poprzedniej notki ze dobrze byloby gdyby wiecej ludzi robilo to co mowi.
Ano nie jest to takie latwe, bo czlowiek zyjacy ciagle w tych samych warunkach, w tym samym kregu jest bardzo przywiazany do tych roznych przynaleznosci z ktorymi jest zwiazany i sie utozsamia. Zakladajac ze sie nawet wyprowadzi do innego miasta, ale w tym samym kraju to ciagle wokol sa ludzie tej samej narodowosci i w wypadku Polski, tej samej religii.
Czyli ciagle obowiazuja i pracuja te same mechanizmy, ktore nas od poczatku uksztaltowaly.
Dlatego wlasnie tak ciezko jest sie wyrwac z tego kregu, bo gdzies gleboko w nas tkwi ta potrzeba bycia takim samym jak ci, ktorzy nas otaczaja.
Szczegolnie wiec w krajach o przewadze tej samej narodowosci i religii jest naprawde bardzo ciezko, a jeszcze na dodatek jak sie mieszka w malym miecie to juz sie ma generalnie przejebane. Pamietam znow czas komunii, mielismy w klasie jedna dziewczynke, Ewa miala na imie i pochodziala z niewierzacej rodziny. Wiec jedna jedyna Ewa nie szla do komunii, Ewa z zwiazku z tym nie miala bialej sukienki i ufryzowanych wlosow. Dla 8 letniej dziewczynki to niemalze tragedia. Wiem, Sze :) Ty nie mialas z tego powodu zadnej traumy, ale kazdy jest inny.
15 lat pozniej, ta sama Ewa wychodzila za maz za katolika i chciala wziac slub koscielny. W zwiazku z czym Ewa musiala w dniu slubu zostac ochrzczona i bierzmowana a na koncu zostala koscielna zona. No pol miasta mialo o czym mowic, bo uwazano ze rodzice Ewy, bez wzgledu na ich wlasne poglady powinni dac Ewie mozliwosc wyboru.
No wlasnie, tutaj mozliwosc wyboru byla uwarunkowana chrztem i bierzmowaniem, chociaz mozna inaczej i uznac ze wlasnie dali jej te mozliwosc przez to ze nie byla ani chrzczona, ani bierzmowana. Jak zwykle punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
Mysle ze duzo latwiej jest nam emigrantom, bo emigrujac z rodzinnego kraju poddajemy sie automatycznie procesowi odcinania od przynaleznosci do konkretnych grup.
Oczywiscie sa emigranci, ktorzy mieszkaja w nowym kraju, ale ciagle zyja tam i w tamtym czasie. To Ci ktorzy jada do DOMU raz czy dwa razy do roku, to ci ktorzy tesknia i ciagle w sumie przynaleza. Ale tez sa tacy jak ja, ktorzy nie jada do DOMU, bo mieszkaja w DOMU na codzien i postanowili zyc TU i TERAZ a nie w przeszlosci.
Ja dokonalam takiego wyboru, a zaraz pozniej dokonalam innych wyborow, a moze wlasnie ten pociagnal za soba inne.. Trudno powiedziec, ale zdalam sobie sprawe z faktu ze wcale nie musze przynalezec, ze wcale nie musze sie samobiczowac, ani oceniac, tak samo jak nie musze sie liczyc z opinia innych ludzi na moj temat.
W ten sposob pozbylam sie potrzeby przynaleznosci rowniez do KK. Dla uscislenia, nigdy nie wystepowalam o "wypisanie mnie z rejestru", bo to dla mnie nie jest az tak bardzo istotne, po prostu nigdy nie zglosilam checi przynaleznosci do zadnego tutejszego kociola i to mi wystarczy. A ze KK gdzies tam w Polsce moze sobie myslec, ze ciagle jestem wyznawca ich religii, to juz ich problem nie moj. Ja wiem tylko, ze ode mnie juz nie dostana ani centa, ani grosza, w zadnej walucie, a ze oni za darmo nic nie robia to wszyscy wiemy. Zdaje sobie sprawe z faktu, ze religia w wiekszosci przypadkow jest duzo glebiej zakodowana niz w moim, moja rodzina nie byla az tak religijna. Ale czesto jak slysze katolikow nasmiewajacych sie z muzulmanow, ze ci drudzy wierza w obietnice 72 dziewic po smierci, to to tak sobie mysle, a jaka to roznica, jak ty sam czlowieku wierzysz ze dziewica urodzila dziecko.
No na tym ponoc polega wiara. I wcale nie mialabym nic przeciwko temu, gdyby ta wiara powodowala ze czlowiek czuje sie dobrym, wartosciowym, ze przynaleznosc do tej grupy daje sile i wiare w siebie a jednoczesnie pokore wobec innych.
Ale nie!!!
Ta wiara, albo mi mowi ze pojde do piekla, albo mowi ze mam siebie wypierdolic w powietrze po to zeby przy okazji zabic innych, albo kaze mi nacinac penisa meskich potomkow.
No nie ma przyjemnosci bez bolu - powiedziala malpa calujac w dupe jeza.
Na tym wlasnie polega wiara, na calowaniu w dupe jeza, ciaglym calowaniu, bo jeden raz to za malo.
Tak naprawde to emigracja pomogla mi bardzo wyzwolic sie z potrzeby akceptacji.
Ja akceptuje siebie i to jest dla mnie najwazniejsze, nie krzywdze innych to tez wazne.
A czy akceptuja mnie inni, to sie juz mniej liczy, bo wiadomo, ze jak napisze czy powiem cos co sie podoba danej grupie to grupa bedzie bila brawo, jak sie nie spodoba to grupa mnie potepi, albo sie ode mnie odsunie.
Czyli grupa jest sedzia, ale mnie jest juz ten sedzia niepotrzebny, bo ja takiego sedziowania juz nie odbieram personalnie.
Moge z czystym sumieniem i swiadomoscia napisac ze jestem wyzwolona.
Czy calkowicie wyzwolona? Nie, bo to dlugi i ciagly proces, ale juz wiem jak dziala mechanizm zniewolenia i juz wiem ze mozna sie z jego trybow wydostac.

89 comments:

  1. Ja tez nie miałam żadnej traumy z powodu nieko,unizowania się.

    ReplyDelete
  2. Lorenzo--> Wierze Ci, po pierwsze osobowosc, srodowisko rodzinne i Warszawa to jednak zawsze bylo duze miasto nie to co Kielce:)

    ReplyDelete
  3. Stardust, jeżeli rodzice są wyznawcami jakiejś religii i w jej kanonach wychowują dzieci, to dla mnie jest jak najbardziej OK.
    Wkurw mnie tylko straszny ogarnia, gdy rodzice są niewierzący, ale dziecko (niby dla jego dobra)zapisują np. do KK.
    Później kościół robi statystykę i wychodzi, że 95% ludzi w PL, to katolicy. Tia...,ajuści...
    Ja to olałam. Nie ochrzciłam syna - zostawiłam mu WYBÓR! Nie mam nic przeciwko, żeby przystąpił np. do KK, ale NIECH ON SAM ZDECYDUJE!
    A jeszcze jedno.
    Nie ciosam mu kołków na glowie, za to, że chce chodzić na religię w szkole. On lubi ten przedmiot i traktuje, jak historię z przymrużeniem oka:)

    ReplyDelete
  4. Dikejko--> Prawo wyboru to podstawa i nalezy je dac kazdemu, nawet dziecku. Zabranie prawa wyboru jest bezprawnym odzieraniem czlowieka z jego podstawowych wartosci. Nie ma z gruntu zlych ludzi ani organizacji, szkoda tylko ze tak wiele z nich (organizacji) jest opartych na kontroli zamiast milosci drugiego czlowieka.

    ReplyDelete
  5. Ale wybor mozna dac w dwie strony.

    Ja swoje dzieci ochrzcilam, wykomuniowalam i wybierzmuje, a co one z tym potem zrobia to ich sprawa. Niech sie apostazjuja, zmieniaja wiare, nie zmieniaja, robia co chca. Na mesz coniedzielna nie latam i dzieci nie zmuszam, jak potrzeba sie pojawi, to wiedza gdzie kosciol jest.

    Chce tylko (dla wlasnego spokoju i wygody) uniknac, jesli sobie wymysla slub koscielny katolicki, sytuacji ganiania za klecha kilka tygodni przed slubem i lapowkarstwa za chrzest, komunie i bierzmowanie jednoczesnie.
    Moze to konformizm, ale mam to w doooooopie. Gleboko.

    Owszem, wspolpracuje z parafia w prowadzeniu polskiej szkoly, ale - jak pokazuje doswiadczenie dotychczasowe - na emigracji utrzymuja sie glownie organizacje zwiazane z parafia, inne tak preznie nie dzialaja. Dlaczego, to nie bede tu miejsca zabierac, za duzo trzeba by.

    ReplyDelete
  6. Czarownico--> Jestesmy w podobnej sytuacji:) bo ja moje dziecko tez ochrzcilam kierujac sie jeszcze wtedy wiara i przynaleznoscia do spolecznosci katolickiej. Do komunii poszedl jeszcze w Polsce i to juz bylo ze wzgledu na dziadkow, bo to zreszta dziadek zalatwial te rok wczesniej komunie. Jak przyjechalismy tutaj to ja nie zglosilam checi przynaleznosci do zadnego kosciola. Natomiast Potomek sam podjal decyzje ze chce byc bierzmowany, podejrzewam ze bylo to na zasadzie, bo Patrycja idzie to ja tez:)) Ot szkolna milostka. Bierzmowanie odbylo sie w kosciele wloskim, ktory nie wymagal nic poza dokumentem chrztu i jakims dowodem ze byl u komunii, w tym drugim przypadku mielismy obrazek ktory Potomek dostal jako pamiatke Pierwszej Komunii Sw. Wystarczylo, zaden ksiadz sie mnie nie pytal czy chodze do kosciola i czy chce zostac czlonkiem parafii. Wiec nie jestem czlonkiem zadnej parafii. Natomiast kilka lat pozniej Potomek, juz bardziej dorosly stwierdzil "bo wiesz, ja to wcale nie wierze w zadnego Boga". Powiedzialam mu ze ma prawo i na tym sprawa religii w naszej 2 osobowej rodzinie sie skonczyla.
    Oczywiscie ze chrzest i podobne ceremonie nie przeszkadzaja w pozniejszym wyborze, a moze nawet tak latwiej. Jak juz czlowiek jest czlonkiem czegos to wie z czego rezygnuje i dlaczego. Ten z kolei co nigdy nie przystapil nie ma czego zalowac. Nie ma na to recepty, kada sprawa i decyzja jest indywidualna i kazdy ma prawo do swojej:))

    ReplyDelete
  7. Dodam jeszcze dla pewnosci i zrozumienia, ze mnie nie przeszkadza absolutnie ze ktos jest ciagle Katolikiem, tak samo jak nie przeszkadza mi emigrant jadacy na wakacje do DOMU. To sa prywatne wybory tych ludzi i ja je szanuje, ja tylko pisze o moich wlasnych, prywatnych doswiadczeniach. Ja sie nawet nie wciekam na kk jako takie, ja tylko dostaje apopleksji w konkretnych wypadkach naduzyc wladzy. A wypadki naduzyc wladzy dotycza nie tylko kk, ale rowniez mezow nie pytajacych o zgode na seks z zona, nauczycieli wyzywajacych uczniow od matolow, mlodziez nie majaca cierpliwosci i szacunku dla starszych, ojcow molestujacych wlasne corki i wreszcie matek zabijajacych noworodki. To wszysto jest wyrazem przewagi silniejszego nad slabszym i to mnie zawsze wkurwialo i bedzie wkurwiac. A ze kk robi sobie procesje Bozego Ciala i ida na nia ludzie to mi wcale nie przeszkadza, jesli tylko ci ludzie nie czuja sie molestowani w jakikolwiek sposob przez organizacje. Ich wybor ich problem, ja wybralam za siebie, bez niczyjej pomocy ani namowy i tak samo ma prawo zrobic kazdy inny czlowiek.

    ReplyDelete
  8. czarownico, gwoli scislosci, to tylko (moze nie tylko, wiec "raczej") w Polsce jesli katolik chce wziac slub koscielny z 'niekatolikiem' to ma problem

    w Kanadzie, pod panowaniem tego samego a jednakowoz troche innego KK, kosciol zezwala na slub katolikowi z niekatolikiem. bez problemu.

    to mnie wlasnie fascynuje ze w Polsce sa inne reguly katolicyzmu. jak to jest mozliwe?

    ReplyDelete
  9. moze jeszcze powinnam dodac, ze KK kanadyjski rozni sie od kosciola polonijnego w Kanadzie tez. ech, duzo by pisac.

    ReplyDelete
  10. b.--> Masz racje, zupelnie nie pomyslalam o tym aspekcie sprawy:)) Bylam tutaj na slubach mieszanych, gdzie w czasie ceremonii stoi razem ramie w ramie i rabin i ksiadz. I zaden nie gryzie tego drugiego:))) Corka Wspanialego miala wlasnie taki slub rok temu.

    ReplyDelete
  11. stardust, piekna notka, naprawde piekna. gratuluje, i przemyslen, i 'dorobku'...

    ReplyDelete
  12. Ja osobiście byłam oburzona, że mój własny Brat, ochrzczony, wykomuniowany, zdecydowanie niewierzący, latał jak z pieprzem, żeby mu pan ksiądz dorobił bierzmowanie na cito. Gdyż albowiem rodzice oblubienicy zażyczyli sobie ślubu kościelnego. Jak dla mnie to są kpiny z sakramentu. Zwłaszcza, że o ile mi wiadomo członek Kościoła katolickiego może poślubić innowiercę lub ateistę - po prostu oni nie składają przysięgi. Ja jestem niewierząca, ale szanuję cudzą religię, tylko szlag mnie trafia, gdy widzę, że sami wierni jej nie szanują.

    ReplyDelete
  13. Ufff...nie wiem od czego zaczac.Z ta wiara to roznie bywa,nie chodze do kosciola,choc jestem ochrzczona,bylam w komunii i bierzmowaniu,nawet pierwsze malzenstwo bylo poparte slubem koscielnym,choc musze powiedziec ,ze juz wtedy sie bronilam rekami i nogami,ale slyszalam od bylego non stop,ze jego rodzina tego nie przezyje,bo bardzo wierzacy sa,jesli nie bedzie slubu koscielnego,i jak ciagle slyszysz taka gadke,to zaczynasz w nia wierzyc.Moj ostatni protest przed slubem jak podarlam jakies kartki,ktore to trzeba bylo do kosciola zaniesc ,bodajze z nauk przedslubnych ,bo sie wkurwilam juz w tej chwili nie pamietam dokladnie czym,moj byly to tlumaczyl stresem przedslubnym.
    Moja rodzina,tak bardzo wierzaca nie byla,moja mama od jakiegos tam czasu pogniewala sie z kosciolem,ojciec prawie wogole nie chodzil tez od pewnego czasu do kosciola(choc swego czasu w mlodosci byl w seminarium duchownym,bo babcia chciala miec syna-ksiedza,ale po dwoch latach zrezygnowal)
    Ja moja corke ochrzcilam,jak rowniez byla w komunii,choc juz wtedy nie wykazywala checi pojscia,uwazala to za cyrk,ale ona jakos tak od malego dziecka miala swoje zdanie i ciezko ja bylo na cokolwiek namowic do czego przekonana nie byla.
    W tej chwili moja corka prawie 16-latka ,nie wykazuje checi przystapienia do bierzmowania,i caly czas mowi ,ze nie ma mowy nawet.Jest przekonana,ze jest osoba niewierzaca juz od dosc dawna,w szkole do ktorej chodzi nie ma religii,jest religioznawstwo czyli nauka o wielu religiach i traktuje to jako zwyczajny przedmiot i ciekawe zagadnienie nic poza tym.
    Nie mam zamiaru jej zmuszac do czegos czego nie chce,jedynie powiedzialam ,ze kiedys moze bedzie chciala wziasc slub koscielny,to uslyszalam co za problem,przeciez wierzacy z ateista moze wziasc slub nie ma z tym problemu,wiec dalam spokoj i nie mam zamiaru naciskac.
    W tamtym roku jak byla na wakacjach u mojej bylej tesciowej,zadzwonilam jak sie sprawuje czy nie ma z nia klopotow,uslyszalam tylko,ze nie chce chodzic do kosciola,zaparla sie i koniec,rowniez uslyszalam,ze gdybysmy mieszkaly w polsce to tego klopotu by nie bylo,ze w glowie jej sie poprzewracalo,powiedzialam tylko ze maja jej nie zmuszac do tego,bo nie bedzie chciala do nich wiecej pojechac,co mialam tlumaczyc bylej tesciowej ,ze dziecko jakis czas po komunii juz do kosciola nie chodzilo ,bo nie chcialo i wtedy jeszcze w polsce mieszkalysmy.
    To samo uslyszalam przy rozwodzie ,ze w ich rodzinie rozwodow nie ma i nie bylo-to tylko powiedzialam to ten bedzie pierwszy.Sama osobiscie do mojej bylej tesciowej nic nie mam utrzymujemy nawet dosc dobry kontakt,nigdy mi zadnej krzywdy nie wyrzadzila,nawet wspierala jak moj byly sobie postanowil nowe zycie zaczac bez nas,ale juz jak byla jakolwiek rozmowa o rozwodzie tu juz stawala okoniem,powiedzialam jej tylko przeciez to farsa nie mieszkam z twoim synem ,on ma kogos innego i z ta osoba sobie zyje,przeciez wszyscy o tym wiedza,ale rozwodu ma nie byc ,bo co to grzech,bo w kosciele przysiegalismy.Potem chyba tez inaczej na to spojrzala.
    Moja znajoma rowniez brala slub z ewangielikiem ona ateistka i tez slub dostali.

    ReplyDelete
  14. Jeszcze do wspomnianej tutaj wiary muzulmanskiej,stardust czesto muzulmanie a prawie zawsze to fanatycy religijni,mamy tutaj ich na codzien,moj maz pracuje w duzym zakladzie gdzie okolo 65% to muzulmanie,nawet w pracy z boku zrobiono im taka mala swiatynie zeby w czasie pracy mogli krotko isc sie pomodlic,bo i tak wylaczali swoje maszyny i z dywanikiem zasuwali te swoje modly,powiedz mi czy inna wiara ma takie fory,watpie,a i czesto zdarzaly sie omdlenia w pracy,bo jesli maja ramadan to nic nie moga jesc ani pic do zmierzchu.Glownie sa to ludzie pochodzacy z Turcji ale rowniez dosc duzo ludzi pochodzacych z Maroka.Moim zdaniem powinni sie przystosowac do zycia tutaj ,a swoja wiare niech sobie praktykuja po pracy,przeciez nikt im tego nie broni.Sama jak chodzilam na kurs jezykowy,to bylo sporo ludzi z Turcji i 4 Marokanczykow,2kobiety i 2 facetow,mloda dziewczyna 20letnia marokanka strasznie przestrzegala swojej wiary itd,pamietam jak mowila ,ze przerwala szkole po wyjsciu za maz ,bo tego jej religia zabrania(w tym wypadku mysle ,ze to byl fanatyczny maz)jaka religia moze zabronic ksztalcenia,normalnie rece opadaja mi do samych kostek,to dosc ze na kurs jej pozwolil isc.Ta sama dziewczyna kiedys na przerwie jak bylysmy bezwiednie uskubnela od kolezanki bulke z bekonem ,nie wiedziala ze w srodku jest bekon,po zorientowaniu sie,najpierw zaczela sie drapac po swoim ciele,potem szybko do ubikacji poleciala zmusila sie swoimi myslami do wymiotow,my siedzialysmy zszokowane z otwarta szczeka.Przeciez to czysty fanatyzm...Mysle za malo jest religii,az tak fanatycznych co wlasnie muzulmanska

    ReplyDelete
  15. Ja tam nastolatkow nie pytam o poglady, bo co za poglady one moga miec? Co najwyzej "nastoletnie uwazanie", codziennie inne. Za jakies 10 lat sie okaze, co z tego wyrosnie dopiero, wiec nie moge sie kierowac tym "chce-nie chce".

    Nie dalej jak w ostatnia sobote postawila mi sie ostatnia klasa licealna w polskiej szkole (wiek 16-18), ze na mesz rozpoczynajaca rok szkolny nie pojda, bo one sa niewierzace.
    Powiedzialam "OK, ale poniewaz jestescie pod opieka szkoly w tej chwili, a my za was odpowieadamy, to nie ma lazenia po oplotkach. Siadacie w sali obok kaplicy i czekacie az sie skonczy".
    Szczesliwe nie byly, bo musialy sie cicho zachowywac, ale coz, zycie nie polega na tym, zeby sie wiecznie ktos do nich dostosowywal, czasem i oni musza.

    ReplyDelete
  16. Wiesz, ja też nie podjęłam żadnych działań, żeby "wypisać się z rejestru" organizacji, do ktorej się nie zapisywałam (mnie nawet rodzice nie zapisali, tylko babcia), uznając, że to jest problem tej organizacji, a nie mój. Teraz jednak coraz częściej myślę, że skoro figuruję w statystykach jako "zapisana" i jestem liczona w tych 95% katolików, którzy żądają (i otrzymują) zmian w prawodawstwie, szkolnictwie etc ze względu na przewagę liczbową w Polsce, to to jednak jest także i mój problem. Więc chyba jednak dokonam tego skomplikowanego aktu.

    ReplyDelete
  17. Witaj, muszę Cię zmartwić.Kośćiół katolicki nie przyjmuje do wiadomości,że już nie jesteś zainteresowana ich usługami.Zostałaś w dzieciństwie ochrzczona i tego nie zmienisz (zdaniem KK).Moja córka nie chodziła na religię, nie przystepowala tym samym do komunii, ale brała ślub kościelny z luteraninem.Pastor wiedział,że jest ateistką, ale wcale mu to nie przszkadzało, a cała uroczystość była bardzo miła, ciepła i skromna.
    Zapomniałam dodać- to nie było w Polsce.A tam gdzie mieszka nikogo nie obchodzi czy wierzy i w co.A w mojej parafii wreszcie dotarło do nich, że ja nie jestem zainteresowana KK i już nawet księżulo nie przychodzi po kolędzie.Bo kiedyś przyszedł w maju, tak ze 30 lat temu, więc mu zwróciłam uwagę, że to prędzej może z okazji 1 maja lub 22 lipca pasuje taka wizyta, więc się wyniósł.I od tej pory mam spokój.Mnie naprawdę nie interesuje w co kto wierzy,mnie interesuje jaki dany człowiek jest, czy godny jest miana człowieka.
    Miłego, :)

    ReplyDelete
  18. Nielot--> Zgadzam sie to sa kpiny z sakramentu, z tym tylko ze coraz wiecej slysze o strozach tych sakrametnow, ktorzy sobie wlasnie z nich kpia. Wiem to nie usprawiedliwia niczyjego postepowania, ale tez nie mozesz miec pretensji do brata. Zrobil co on sam uznal za stosowne i niczyj to interes.

    ReplyDelete
  19. AAAAMEN.

    Jednym z powodow mojej emigracji bylo wlasnie to: wyrwac sie z srodowiska, byle dalej od tego cholernego KK.

    Rodzina mysle nie ma tu az tak wiele do rzeczy. Ja pochodze z rodziny bardzo katolickiej, matka gdy bylam dzieckiem ciagala mnie do kosciola, potem zmuszala do chodzenia na religie, do komunii, do bierzmowania.... a we mnie narastal bunt, zwlaszcza odkad przeczytalam biblie.

    W USA obracam sie w srodowisku ludzi, ktorzy sa w wiekszosci jak ja ateistami albo agnostykami. Ci, ktorzy nie sa, przestrzegaja regul prywatnosci.
    O ilez zycie w takiej formie jest latwiejsze.

    a z potrzeby akceptacji wyzwolilam sie po wyjatkowo wrednym rozwodzie i depresji, ktora sie za nim ciagnela.

    Slusznie twierdzi doktryna buddystyczna, ze jesli czlowiek potrzebuje akceptacji to jest uzalezniony od innych a to oznacza, ze nie jest dojrzaly jako czlowiek i jako jednostka (w wielkim skrocie).

    ReplyDelete
  20. dikejka:
    dla mnie nie jest ok, bo dziecko bedac tak malym nie jest w stanie zrozumiec ani zdecydowac. Decyduje sie za niego i o ile jest to konieczne w sprawach zyciowych typu papu, dach nad glowa, bezpieczenstwo o tyle religia do rzeczy niebednych do zycia nie nalezy.

    Jak dorosnie niech sobie samo decyduje.

    ReplyDelete
  21. Aleksandro--> To o czym piszesz w pierwszym komentarzu to klasyczna pruderia. Nic na to nie poradzisz. Co do fanatykow, uwazam ze kazdy fanatyzm jest niebezpieczny. Wojny krzyzowe byly winikiem fanatyzmu z tym ze chrzescian. Muzulmanie faktycznie modla sie bardzo duzo i czesto. A czy powinni miec ten zwyczaj udostepniony przez rzad jakiegos kraju? to juz jest kwestia tego kraju i spoleczenstwa. Naszym katolikom w Polsce udostepnia sie ulice na procesje tez mnie to nie razi.

    ReplyDelete
  22. Anabell--> Wcale mnie nie zmartwilas bo akurat tak sie sklada ze nic mnie nie obchodzi co sobie mysli kk zwlaszcza w Polsce. Tu gdzie mieszkam tez nikogo nie obchodzi w co kto wierzy, nawet jesli ktos chcialby wierzyc w krzeslo na ktorym siedzi:)) I dlatego mi sie tu podoba.

    ReplyDelete
  23. Stardust, i to jest własciwie jedyne co mi ssie w USA podoba...mogę wierzyć w krzesło a innym nic do tego.

    ReplyDelete
  24. ja tam się nie znam, ale generalnie to KK tu w Polsce mnie gila i nie ma wpływu na moje życie.amen.
    a w szkole, w której pracuję NIKT nikomu nie wytyka,że jest np zielonoświątkowcem alibo jeszcze kimś innym,serio.i mnie też nie obchodzi czy kto chodzi do kościółka czy nie.moich znajomych też nie,i sąsiadów też.zresztą,nawet się nie zastanawiałam nad tym,czy i w co wierzą.
    a dzieci me?Starsza olała bierzmowanie i religię w liceum,nie było problemów,Młodsza na razie chodzi, bo lubi pana.wolałaby religioznawstwo,ale nie ma komu uczyć..jak zakomunikuje,że nie chce religii,to nie będzie.jej wybór.
    a co do płacenia np za bierzmowanie później..bierzmowana byłam dwa dni przed śubem(a bo mi się wtedy zachciało kościelnego)i nie płaciłam nic.serioserio.poszłam,rzekłam,że chcę i tyle.

    ReplyDelete
  25. emigracja... moze czlowiek powinien byc ciagle w ruchu, zeby byc sobie wierny? :)

    wyemigrowalam ze slaska w lodzkie srodowisko: to bylo przezycie!

    Wielokulturowe miasto ma swoje zalety. Tu nikt sie niczemu nie dziwi. Nikt nie przeszkadza.

    Pozdrawiam z pepka PL

    ReplyDelete
  26. b.--> Sorry, zagubilas mi sie w komentach, a przeciez podziekowac za komplement wypada:) to robie gleboki dyg w kierunku polnocy:))

    ReplyDelete
  27. Sniezko--> Rozumiem doskonale, tez nie lubie byc statystycznie martwa dusza. Jednak wyjazd do Polski tylko po to zeby pojsc do parafii i domagac sie ponownego aktu chrztu z odpowiednia adnotacja wcale mi sie nie usmiecha. No jakos skoro mam nie wydac grosza na te organizacje to tysiac dolarow na pewno nie wydam.
    Ani mnie to ziebi ani grzeje, co oni tam maja w aktach, tutaj nikt mnie nie neka i to jest najwazniejsze.

    ReplyDelete
  28. Nina--> Zgadzam sie i dlatego buddyzm jest mi najbardziej bliski, chociaz tez nie zglebiam, no leniwa jestem:)) Wiec sie tylko ocieram o niego, ale co sie otre to mi sie podoba:)

    ReplyDelete
  29. Beata--> Mnie sie podoba troche wiecej:)))))

    ReplyDelete
  30. Mijka--> Znaczy sie dostalas bierzmowanie gratis przy okazji slubu, moze mieli jakis SALE? :)))))))))))

    ReplyDelete
  31. Szombi--> Witaj:) Wlasnie to jest najwazniejsze byc wiernym sobie i swoim pogladom. Zyc w zgodzie z danym slowem i postepowac najlepiej jak umiemy. Wtedy zadna religia ani inne struktury wladzy nad ludzkim postepowaniem nie sa potrzebne.

    ReplyDelete
  32. Wynika mi z tego, ze nalezy byc niezlym matematyko-statystkiem aby rozsadnie zabrac glos w dyskusji. Kazdy orze jak moze, KK rowniez. Dziecko ochrzczonych onegdaj katolikow, wychowane w swieckiej atmosferze, z dala od wszelakich objawow religijnosci nagle decyduje, ze jednak chce wedle starego obrzadku. No i czy z wiara, czy bezwiernie KK nabija sobie procenty. Tak samo jest w kazdym kosciele, w kazdej gminie
    wyznaniowej.
    Bo skad w takim razie takie "dokladne" statystyki pochodzace ze Skandynawii, ze o Mlodym Kontynencie nie wspomne.
    Przewertowalam Rocznik Statystyczny (Starowieyski mial racje, toc to wielka skarbnica wiedzy) i wcale ta lektura nie wprawila mnie w euforie.
    Zdaje sie, ze co innego glosimy a co innego myslimy.
    Glosimy, bo bardzo potrzebujemy akceptacji innych, nawet jesli ci inni wydaja sie nam obcy i ekstrawaganccy.
    Najzacieklejsi antyglobalisci wygrzewaja pupy w wielkich korporacjach, bo jednak zyc trzeba, jesc trzeba. Najbardziej zacietrzewieni na KK wysylaja dzieci do prywatnych szkol katolickich , to byl moj casus (jedyna szkola w okolicy na jakims tam poziomie, ktora zapewnic mogla tzw ciag dalszy ksztalcenia).
    Prosze sobie wyobrazic, ze z tego misz maszu wyszlo nam dwoje dzieci
    ktore postanowily przynalezec do dwoch innych religii. Dzieci mialy korzenie agnostyczne (przede wszystkim), katolicko-zydowsko-kalwinistyczne po dziadkach. Badz tu madry i pisz wiersze.

    ReplyDelete
  33. Z dużym zainteresowaniem przeczytałam Twoje przemyślenia. Na marginesie, ciągle zazdroszczę Ci, że masz tyle wolnego czasu, aby to wszystko napisać...

    Wiele jest racji w tym co piszesz, ale zdajesz sobie sprawę co by się działo, gdyby każdy "ustawiał" świat po swojemu. Żyjemy w zorganizowanym społeczeństwie i aby w nim funkcjonować gdzieś musi być nasz początek, z całym inwentarzem musimy go przyjąć. Jednak sama jesteś przykładem, że można się z narzuconego, nazwijmy to stylu życia wyzwolić.

    Nie zgodzam się tylko z jednym co napisałaś. Mianowicie z wyeliminowaniem akceptacji. Jako pedagog liznęłam trochę psychologii i wg tej dziedziny człowiek do szczęścia potrzebuje miłości, samorealizacji, przynależności i właśnie akceptacji. Z tym że to nie oznacza, że potrzebuje być akceptowanym bez warunku. I ja myślę, że Ty o takiej właśnie akceptacji piszesz. Jesteś szczęśliwa, a więc musisz być akceptowana, choć pewnie nie przez wszystkich. Bowiem Twoja silna osobowość nie pozwoli Ci na złamanie własnych zasad wynikających z samorealizacji tylko po to, aby być akceptowaną przez wszystkich. Wiem to z własnego doświadczenia niestety...

    Z filozoficznym pozdrowieniem
    Z.

    ReplyDelete
  34. Mogę się podpisać pod pierwszym komentarzem Czarownicy, więc już sobie pomilczę.

    ReplyDelete
  35. ja dopiero co przeżyłam burzę bierzmowania, teraz na horyzoncie komunia... szczegóły podaję na bieżąco u siebie, więc nie będę się rozpisywać. o Irlandii nie wiedziałam, jakoś do tej pory nic o tym nie słyszałam, jestem wstrząśnięta. a do komunii przygotowuje córkę mąż, bo jest rzeczywiście wierzący i praktykujący i zależy mu na tym. ale mam wrażenie, że żyję w bardzo wąskim i zamkniętym środowisku...

    ReplyDelete
  36. A teraz, po zamieszczeniu powyższego komentarza, poczytałam sobie wypowiedzi uczestniczek dyskusji. Da się zauważyć, że wypowiedzi głównie toczą się wokół KK. Widzę też, że większość z Was mieszka poza PL. W kraju wiele się w ostatnich latach zmieniło, jeżeli chodzi o rolę KK. Skończyły się czasy piętnowania przez środowisko tzw. osób niewierzących. Nie mają problemu dzieci nie chodzące na religię (mimo, że niestety religia wróciła do szkoły) i co ciekawe, coraz więcej ich nie chodzi. Jest coraz więcej rozwodów, małżeństw niesakramentalnych, wolnych związków. A co mówią statystyki, to druga bajka.
    Mąż i ja należymy do KK, jesteśmy w pełni praktykującymi katolikami, ale to nie oznacza, że nie widzimy zła jakie się dzieje w kościele jako instytucji. Jako rodzina musimy akceptować wybory naszych dzieci. Oczywiście daliśmy im to wszystko co jest praktykowane w katolickiej rodzinie: chrzty, komunie i bierzmowania. Młodszy syn i córka żyją w małżeństwach sakramentalnych, ale najstarszy ma za sobą już ślub kościelny i rozwód, konkubinat i w nim syna, i trzeci związek zakończony ślubem cywilnym. Jakoś to przeżyliśmy, babcie nie poumierały. Takie czasy... Swojego syna ochrzcił, ale obecnie jest tylko ojcem finansującym i na telefon. My jesteśmy z wnukiem częściej niż on. Kuba w przyszłym roku pójdzie do szkoły i ja nie zamierzam upierać się, aby chodził na religię i przystąpił do komunii, jeżeli jego rodzice tego nie chcą. Aczkolwiek kiedy jestem z nim na wakacjach zawsze zabieram go na mszę i cierpliwie odpowiadam na wszystkie jego pytania. On zawsze się dziwi, że tyle ludzi jest w kościele, a jego mama nie chodzi...
    I jeszcze tak do Kokliko: w moim Chorzowie najlepsze wyniki nauczania ma szkoła katolicka (trzy poziomy kształcenia) a najlepsze przedszkole prowadzą siostry zakonne. Dostać się tam trudniej niz na architekturę :)
    Pozdrawiam miłe Panie
    Z.

    ReplyDelete
  37. Można w PL wziąć ślub katolicki z niekatolikiem. Bez problemu. Z tym, że trzeba się zobowiązać na piśmie do skatolicyzowania rodziny. ;-)

    Fakt wręczania łapówek i błagania klech o wydanie kwitu jest taki sam w obu przypadkach - i przy jednoczesnym załatwianiu wszystkiego przed ślubem i przy rozłożonej w czasie procedurze. Omija się jedynie wysoce szkodliwą (moim zdaniem) indoktrynację. ;-)

    Ale to nie moje wybory, co komu do jemu. Jasne, że swoje zdanie mam, ale nikomu życia zmieniać nie mam zamiaru ani nie truję na okrągło. Nie uczestniczę w wydarzeniach religijnych, nie chadzam na chrzty, komunie, śluby (były wyjątki, były) itd i oczekuję nieoczekiwania z mojej strony zaangażowania, przyklaskiwania i przeżywania.
    I, uwaga, to moje zdanie, prywatne i osobiste, nie kamyczek do ogródka - taki konformizm budzi we mnie obrzydzenie i wyklucza jakikolwiek szacunek dla "katolików".
    No.
    :-)

    ReplyDelete
  38. moi rodzice namawiają młodą (czyli swoja wnuczkę) do kontynuowania religijnego wychowania, czyli w najbliższej przyszłości przystąpienia do bierzmowania nie tyle jakimś ślubem (bo wiadomo że ślub się planuje na długo przed, a przy ślubie można zrobić i chrzest i komunię i bierzmowanie też) tylko ewentualnością że zechce zostać matką chrzestną jakiejś kuzynki lub kuzyna i wtedy niestety lipa, bez bierzmowania nie da się ani na szybko nie wypada bo niewiarygodne.

    ReplyDelete
  39. W PL katolik może wziąć ślub z ateistką. Bez problemu (casus mojego młodszego brata).
    Rzadko chodze do kościoła, ale kościelny ślub brałam, dziecko chrzciłam, nikt ode mnie za to nic nie żądał, to co, daliśmy, to nasza sprawa była, gdybyśmy nic nie dali też by było.
    Nie czuję się jakoś do niczego zmuszana, ani specjalnie zniewolona.
    Inną rzeczą jest "zniewolony umysł" - czyli to, na ile od dzieciństwa wpajane nam zasady "złego" i "dobrego" wpływają na naszą postawę. Inaczej mówiąc: czy to co, uznajemy za złe lub dobre jest takim obiektywnie, a w jakim stopniu zależy od systemu wartości w jakim nas wychowano?

    ReplyDelete
  40. Kokliko--> Przyznam ze nawet nie mam pojecia jakie sa szkoly katolickie tutaj. Jakos to nigdy nie wchodzilo w rachube, moze nawet tylko dlatego ze sa cholerycznie drogie i nie bylo mnie na to stac.
    A co do efektow? Sama napisalas i to wiadomo ze to nie ma na nic gwarancji, dzieci dorastaja i podejmuja swoje wlasne decyzje. Ja tylko wychodze z zalozenia ze skoro sama mialam ten komfort podejmowania decyzji to nalezy sie on tak samo innym. Staram sie nie wplywac, a przynajmniej nie wplywac nie pytana o rade;)

    ReplyDelete
  41. Kurakowa--> Mam czas, nie mam dzieci, nie mam wnukow, naprawde nic nie musze. Gdybym w tej sytuacj jeszcze nie miala czasu, to juz byloby cos powaznie nie tak:)))
    To wszystko co napisalam, napisalam na podstawie wlasnych bardzo subiektywnych przemyslen i doswiadczen. Tak samo teraz wypowiem sie na temat akceptacji. Potrzeba akceptacji jest jedna z najglebiej zakorzenionych w naszej podswiadomosci. Od malenkiego dziecka ta potrzeba jest zwiazana z potrzeba milosci, ktora w przypadku noworodka w sumie sprowadza sie do potrzeby pokarmu i zmiany pieluchy:) Im dalej w zycie, tym wiecej drzew i wiecej potrzeb, rozwija sie system emocjonalny i juz "nie potrafimy sobie wyobrazic zycia" bez czyjejes milosci. Bardzo czesto wiec brniemy w te milosc bez wzgledu na posiwecenia jakie od nas wymaga. I to wszystko tylko po to zeby byc kochanym/a i akceptowana. Ilez to razy zdarza sie ze akceptacja nigdy nie jest pelna? Ilez zon i mezow liczy na to ze zmieni partnera? Nie bede sie bawic w statystyki ktorych nie znam, ale kazdy z nas wie ze bardzo duzo i kazdy z nas zna takie zwiazki. Ja tez bylam w takich zwiazkach i kazdy z nich zakonczyl sie fiaskiem, bo na dluzsza mete to jest zabojcze ta ciagla walka o akceptacje i udawanie akceptacji z drugiej strony.
    Dopiero jak dotarlo do mnie, ze tak naprawde to powinnam kochac i akceptowac w pelni tylko siebie, bo jestem jedyna osoba z ktora przyjdzie mi zyc az do konca, to zaczelam myslec.
    Czym jest milosc? nie wiem jak dla innych ale dla mnie milosc jest akceptacja. A wiec jesli akceptacja jest niepelna to milosc rowniez nie moze byc pelna. Ta droga doszlam do wniosku ze tak naprawde na 100% i jeszcze troche to moge zaakceptowac siebie i zrobilam to. Wiesz, jak czlowiek naprawde zaakceptuje siebie, jak przestanie sie krytykowac i poprawiac, jak wreszcie patrzy z miloscia na wlasne cialo, lacznie z jego ziemskimi niedoskonalosciami to glod akceptacji z zewnatrz ustepuje. Ta aceptacja innych nie jest juz taka wazna, owszem milo jak jest sie akceptowanym, ale jednoczesnie rozumiem ze jak ktos mnie nie akceptuje to juz nie jest moj problem. Ja nie musze nic zmieniac, ani udawac zeby zdobyc akceptacje tej osoby. Ot jestesmy z innych bajek i tak jest dobrze. Co wcale nie znaczy ze moja bajka jest bardziej prawdziwa od tej innej bajki, jest tylko inna. Ja akceptuje innych lacznie z ich innymi bajkami i jesli ktos nie potrafi zaakceptowac mojej innej bajki to juz naprawde nie jest moj problem. Ja moge zmienic tylko siebie, ale tez tylko wtedy jesli sama tego chce. Kazda zmiana "pod publike" nie jest zmiana, jest jedynie udawaniem. A ja nie chce udawac, bo to do niczego dobrego wczesniej czy pozniej nie prowadzi. W wiekszosci przypadkow laczymy akceptacje z checia podporzadkowania sobie innej osoby, bo skoro oczekujemy ze ktos na skutek naszych perswazji zmieni zdanie to znaczy chcemy sobie te osobe podporzadkowac. A podporzadkowanie jest z kolei zabijaniem indywidualnosci innej osoby. No tak to jest juz od wiekow wlasnie i tak to dziala. Czy mozna sie wyzwolic absolutnie z podporzadkowania? tez nie, bo nawet ten wyzwolony ciagle podlega jakims regulom panujacym w danym srodowisku.

    ReplyDelete
  42. Kurakowa cd--> Odbiegam od tematu;) znamy to:)))
    Masz racje mam raczej silna osobowosc, ale tez staram sie nie wplywac na zmiane osobowosci innych. Jesli ktos mowi ze jest mu dobrze w danej sytuacji to nawet jesli ta sytuacja powodowalaby moj dyskofort przyjmuje ze JEMU jest dobrze. Moje szczescie polega na tym ze nareszcie znalazlam partnera, ktory niczego ode mnie nie oczekuje. Nawet gotowania obiadu:))) stad ten czas na pisanie:) Ale tez ja jego akceptuje takim jaki jest i rowniez nie oczekuje ze cos sie zmieni. Chociaz przyznam ze kiedys przylapalam sie na tym ze chcialam, no mialam takie zyczenie zeby ten jeden jedyny drobiazg wyeliminowal. W momencie kiedy dotarlo do mnie czego oczekuje i do czego to prowadzi w skutkach, bylo mi tak przykro, ze nie moglam spac przez cala noc i tlukly mnie "wyrzuty sumienia" dopoki nie przeprosilam. Co dziwne on nawet tych przeprosin nie oczekiwal, bo on potrafil zaakceptowac ze ja jestem w tym malym szczegole inna.
    Teraz chyba jest jasne dlaczego Wspanialy ma taki pozytywny wplyw na mnie, ale to nie jest wplyw wywierany zadna presja i systemem kar i nagrod. On swoim postepowaniem powoduje ze ja chce byc lepsza, ze ja sama chce.

    ReplyDelete
  43. Kurakowa jeszcze raz:))--> Dla mnie osobiscie to nie jest istotne kto w co wierzy, lub gdzie nalezy. Akceptuje wszystkie religie i szanuje ludzi, ktorzy naprawde gleboko wierza, moze nawet dlatego ze mnie nie stac na taka gleboka wiare. No ja zawsze znajde jakies watpliwosci:)) Czlowieka oceniam (chociaz ciagle z tym walcze bo wiem ze nikt nie ma takiego prawa) tylko pod katem jakim jest czlowiekiem w stosunku od drugiego czlowieka. Ja nawet akceptuje fakt ze sa ludzie tak nieludzcy, jak ci ksieza opisani w tym artykule, bo przeciez takich ludzi jest pelno i nie tylko w kk. Sa w rodzinach, urzedach, sklepach, mijamy ich codziennie na ulicy. Tylko takie historie powoduja ze dostaje, no wiadomo czego dostaje.. wkurwa giganta. Jeszcze jak sie pozbede sklonnosci do wkurwiania to juz bede mogla uznac ze jestem prawie doskonala i moja ziemska praca na to zycie zostala zakonczona:))) Tylko co wtedy? trzeba bedzie umrzec...

    ReplyDelete
  44. Szeherezado--> Kazda wiara oczekuje ze przeciagniesz swojego wspolmalzonka innowierce na swoja strone. W tej konkurencji w/g mojego osobistego tutaj rozeznania zdecydowania przoduja Zydzi. Ze wszystkich mieszanych malzenswt jakie znam, tylko malzenstwo z Zydowka/Zydem prowadzi do zmniany religii przez drugiego partnera. Na tej wlasnie zasadzie Wspanialy zostal Zydem (wczesniej byl agnostykiem). Zobaczymy co bedzie w przypadku jego corki, ktora wyszla za maz za wyznawce luteranizmu, chociaz tutaj mysle ze nie bedzie wielkich zmian bo Y. jest osoba jak na Zydowke wyjatkowo olewajaca. Ale juz syn Wspanialego to nawet nie bral pod uwage randki z dziewczyna innego wyznania, ten jest bardziej religijny od samego rabina:))) Chociaz rodzina Naszej Zony jest religijna w granicach zdrowego rozsadku tzn. Takie Zydzi co to na sniadanie jajka z bekonem wpieprzaja (syn tez)

    ReplyDelete
  45. Szeherezado, mnie z kolei niepomiernie zdumiewa swietowanie swiat religijnych przez osoby deklarujace sie jako niewierzace (i nie mowie o Tobie, bo tak naprawde nie wiem i nie musze wiedziec czys ateistka, agnostyczka, czy wyznajesz tzw. agnostycyzm religijny).
    Bo co tak naprawde swietuja? Po co w domu niewierzacych wigilijna wieczerza, po co sniadanie wielkanocne? Bo tradycja? Ale to jest tradycja katolicka przeciez...

    ReplyDelete
  46. Melissa--> Moje zasady odrozniania dobrego od zlego sa proste, bo ja prosta baba jestem. Jesli cos co robie krzywdzi obojetnie czy fizycznie, psychicznie czy emocjonalnie druga osobe to jest ZLE. Cala reszta jest dobra:))

    ReplyDelete
  47. Wychowujemy dzieci wedlug naszych wlasnych pogladow polityczno -religijnych..nie ma w tym nic dziwnego...Ja uwazam ze twoja Ewa miala absolutnie mozliwosc wyboru ;) wybrala to kiedy doszla do wieku w ktrorym (powinno sie w kazdym razie ) byc samodzielnie odpowiedzialnym za swoje wybory :)
    Nie przeszkadaja mi ludzie wierzacy jesli nie kaza mi wierzyc w swoja wiare :) Naleze ( i place podatek) na KK tu w Szwecji nie dlatego ze jestem "taaaka" wierzaca tylko dlatego ze to moja kultura i tradycja wywieziona z kraju . I wcale mi nie zalezy zeby KK zaginol nawet jesli ja nie jestem tam czestym gosciem;) Moje dzieci ochrzczone ( w protestanckim) komunie przyjely w KK w Polsce bo taka jest tradycja w mojej rodzinie:)

    Fakt ze u nas nikt jakies takie wagi religijnej do kosciola nie przyklada, szwedzi sa wyzwoleni... A ja lubie kosciol i imprezy koscielne typu chrzest slub czy konfirmacja ...Kosciol jest dla mnie a nie ja dla kosciola i uzywam go tak jak mi wygodnie ..Po prostu :) i wcale nie uwazam tego za cos zlego poniewaz moje zycie nie odbiega od pewnych norm religijnych ( mozna powiedziec ze ogolnie mieszcze sie w dziesieciu przykazaniach ;) )a kosciol to jak juz pisalam dla mnie to piekna tradycja...

    ReplyDelete
  48. Gullviva--> Alez oczywiscie ze ta moja Ewa z notki miala wybor. Napisalam o tym tylko dlatego ze wiem, ze sa zdania podzielone na ten temat. Czy dopelnienie obrzadkow koscielnych daje czy tez zabiera wybor? Jedni twierdza ze daja dzieciom wybor wlasnie nie chrzcac ich a inni odwrotnie. Ja osobiscie uwazam ze i jedna i druga sytuacja nie wyklucza prawa wyobru. Bo tak naprawde swiadomego wybrou moze dokonac osoba dorosla, jak to ladnie gdzies napisala Czarownica "dzieci to maja takie sobie opinie a nie poglady". Do swiadomego wyboru sa niestety potrzebne poglady:)

    ReplyDelete
  49. Czarownico--> Poruszylas bardzo ciekawy aspekt, az mnie jezyk swierzbi zeby odpowiedziec:) chociaz pytanie bylo postawione Szeherezadzie:))
    To ja moze najpierw ustosunkuje sie do tego co Szeherezada napisala wczesniej ze ona nie bywa na slubach, chrztach itp i zyczylaby sobie aby od niej nie oczekiwac przezywania, przyklaskiwania i zaangazowania.
    Oczywiscie Szeherezady prawo miec taki a nie inny stosunek do tego zagadnienia.
    Ja osobiscie nie mam nic przeciwko uczestniczeniu w cudzych ceremoniach bez wzgledu na to gdzie sie one odbywaja. I robie to z prawdziwa radoscia bo jest to dla mnie wyraz szacunku i akceptacja prawa drugiej osoby do odmiennosci. Uczestniczylam juz w ceremoniach prawie wszystkich powazniejszych wyznan i zawsze jest to przezyciem spirytualnym. Bo dla mnie swiatynie, bez wzgledu na to co sie w nich czci czy wyznaje maja niesamowita atmosfere spirytualna. Z drugiej strony nie bywam tam na przypadkowych obrzadkach, tylko obrzadkach osob mi bliskich i mysle ze skoro zostalam zaproszona to moja odmowa obecnosci sprawilaby tej osobie przykrosc. A po co? zeby podkreslic moja odrebnosc? ludzie kotrzy mnie znaja i tak wiedza kim jestem.

    ReplyDelete
  50. Przeciez to Twoj blog, juz nie gryz tego jezora tylko rozpusc go;)

    ReplyDelete
  51. Czarownico--> Lece do pracy, ale obiecuje ze pozniej puszcze jezor na wolnosc:)))

    ReplyDelete
  52. ==> Czarownico, w tej tradycji "katolickiej" zdecydowanie najwięcej jest elementów pogańskich. Świętują również ewangelicy i prawosławni :-)
    Tak, święta świętujemy jako tradycję rodzinną, bo te święta są rodzinne. Nie ma za to uniesień religijnych (jak w większości domów ;-) ) Od 1 do 3 maja również świętujemy, ale trudno nam zarzucić obchody Święta Pracy :-)

    ==> Stardust: właśnie dlatego napisałam, że były wyjątki. Ze względu na szacunek do wyboru najbliższych mi osób. Nie chadzam na imprezy kościelne, na które zapraszana jestem jako mięso (ciocia z zachodu). Oraz dlatego, że w zdecydowanej większości przypadków są to wyżej opisane kpiny z sakramentu. Bo tak wypada, bo co ludzie powiedzą. Nie wiem czy potrafię jaśniej to wyłożyć.

    ReplyDelete
  53. stardust, bardzo mi sie podoba Twoja odpowiedz Kurakowej odnosnie akceptacji. kiedys w jakies ksiazce przeczytalam (upraszczajac), ze jezeli akceptacja to cos co lubimy/chcemy/ ale gdy nie mamy dalej mozemy bez tego zyc, to jest to ok. jesli natomiast czyjas akceptacja jest nam potrzebna jak powietrze do zycia, bez niej umieramy, to niestety jest to uzaleznienie i dobrze sie go pozbyc.
    nie wiem czy wyzbylam sie kompletnie potrzeby akceptacji, mysle ze w bardzo duzym stopniu tak, ale dluga droge przed soba wciaz widze :)

    ReplyDelete
  54. sze - "szacunek do wyboru najbliższych mi osób" to piekna rzecz. ja nawet syna poslalam do komunii, bo bardzo chcial (jakkolwiek nie do spowiedzi i bierzmowania, bo tutaj juz nie naciskal), ale mam z tego ogromnie pozytywne doswiadczenie. w ktoryms momencie nawet stwierdzilam ze gdybym nalezala do parafii prowadzonej przez tego wlasnie ksiedza, to bylabym ufna i wierna katoliczka. ale czego generalnie nie lubie to robienia jednego (posylania do komunii) a z drugiej strony krytykowania, wysmiewania i ogolnego bluzgania tego obrzadku. jak slowo honoru, jesli chcialabym aby dziecko mialo ten sakrament z powodu "domniemanych przyszlych komplikacji" to nie przechodzilabym przez ten cyrk z piana na ustach, ale znalazlabym sobie kosciol i ksiedza ktory zrobilby to normalnie i eksternistycznie.

    ReplyDelete
  55. Wiem, zę nie powinnam zaglądać tam, gdzie "takie" tematy są poruszane, ale nie wytrzymałam i znowu dzisiaj przylazłam:)
    Na szczęście Szeh wcześniej się wypowiedziała, a ja mogę w 100% zgodzić się z jej zdaniem:)

    To na co zwróciła uwagę ->b. też zauważyłam. Matki z totalnym wkurwem na KK przez otoczkę związaną z przygotowaniami i samym sakramentem posyłają dzieci do komunii.

    ReplyDelete
  56. Jestem, mam chwile czasu, ale sie nie wypowiem:))) Bo Sze juz zrobila to za mnie. Natomiast zeby rozpuscic jezor, powiem Wam jak to kiedys uczestniczylam w procesji Wielkiego Piatku ale kosciola Greckiego. Byl pozny wieczor a ja wlasnie przyjechalam metrem z pracy. Juz po wyjsciu z pociagu na platforme zauwazylam ze cos dziwnego dzieje sie na ulicy, dochodzily mnie odglosy spiewu, ale to spiewal tlum, to nie byl spiew pojedynczej osoby, czy nawet grupy kilku osob. Wyjrzalam z gory na ulice i zobaczylam rzeke ludzi z plonacymi swiecami. I mnie wciagnelo poszlam razem z nimi, nawet ktos dal mi swieczke:) Mnie osobiscie atmosfera takich ceremonii bardzo pociaga, nie religijnie ale wlasnie spirytualnie, jest w tym jakas jednosc. Dlatego tez lubie przebywac w swiatyniach, niekoniecznie w czasie mszy czy tez innego serwisu religijnego ale tak po prostu byc w swiatyni.
    Tak samo obchodzenie swiat jest dla mnie przezyciem bardziej spirytualnym niz religijnym, ot uwazam ze od czasu do czasu potrzebny jest nam taki dzien pojednania czy zjednoczenia z najblizszymi. W ubieglym roku mialam Boze Narodzenie bez choinki, bo tak sobie umyslilam, zrobilam w miejsce choinki kilka stroikow do roznych punktow mieszkania. I kto sie najbardziej upominal o choinke? i nawet byl gotowy przywlec ja w Wigilie? Moj zydowski maz:)))

    ReplyDelete
  57. Dikejko--> A dlaczego nie powinnas zagladac? zostaw emocje na boku i bierz udzial w dyskusji.
    Wiesz ja mysle ze problem z takimi dyskusjami zaczyna sie w momencie kiedy zaczynamy rozliczac ludzi i oskarzac o brak konsekwencji. No i co z tego ze ktos "moim zdaniem" jest niekonsekwentny? jesli temu komus jest tak dobrze, to ma do tego pelne prawo. Sama religia jest niekonsekwentna, bo np. jeszcze lata temu Wigilia byla zdecydowanie swietem bezmiesnym, a teraz juz wolno. Caly nasz system wiary (nie tylko religijnej) jest oparty na braku konsekwencji, bo tak samo jest z systemem podatkowym, ba nawet Konstytucje, ktora jest najwyzszym prawem kraju moze sobie Prezydent przy pomocy Kongresu zmieniac i modelowac. W tej sytuacji oczekiwanie ze ktos bedzie konsekwentny i nigdy nie zmieni zdania ani swojego stanowiska przez cale zycie, jest w moim mniemaniu lekka przesada. A moze pozwolmy kazdemu wybierac z tego co sam chce zatrzymac dla siebie i rowniez pozwolmy odrzucac, skoro i tak wiadomo ze wszystko jest plynne. Jesli ja mam prawo robic co chce i oczekuje ze to prawo bedzie szanowane przez innych to musze takie samo prawo dac innym. Nie ma sie czym denerwowac, jesli tylko uznamy ze kazdy ma rowne prawo do wlasnego zdania i postepowania.

    ReplyDelete
  58. Star .ale choinka to wlasnie poganski zwyczaj.Choinka jako drzewno Bozonarodzeniowe pojawilo sie cos w XVI wieku,a dopiero pozniej Kosciol Katolicki przejal ten zwyczaj.Zreszta to samo z Wielkanoca,zajac jest tak samo symbolem poganskim.

    ReplyDelete
  59. Aleksandro--> Wiem ze poganski, ale zaadoptowany zostal przez religie chrzescijanskie jako symbol zwiazany ze swietami Bozego Narodzenia a nie np. Bozym Cialem, czy Wniebowstapieniem. Ani Muzulmanie ani Zydzi nie wstawiaja do domow choinek z okazji ichnych roznych swiat. Wobec powyzszego mimo ze rodowod jest poganski to w obecnych czasach jest to symbol zwiazany z obchodzeniem swiat BN w religiach chrzescijanskich. Tak ja to rozumiem.

    ReplyDelete
  60. Star-nawet znalazlam w necie przez kogos krotko opisane wlasnie te niektore poganskie obrzadki

    http://www.wiadomosci24.pl/artykul/poganskie_boze_narodzenie_52855.html

    ReplyDelete
  61. Niestety nie wchodzi mi w calosci,moze teraz sie uda

    http://www.wiadomosci24.pl/artykul/poganskie_boze_narodzenie_52855.html

    Zobaczymy jesli nie wejdzie to nie wiem jak to zrobic mam.

    ReplyDelete
  62. Wiem, ze KK socjotechnicznie umiejscowil najwazniejsze swoje swieta w poblizu dawnych swiat poganskich. Ale to bylo dawno i nie slyszalam, zeby niewierzacy skakali wokol ogniska czy zanosili jadlo na kurhany. Za to widzialam takich, nawet tych z listy ateistow, jak lamali sie oplatkiem.

    Pytalam konkretnie, o wieczerze wigilijna i sniadanie wielkanocne, to sa tylko polskie-katolickie tradycje, nigdzie indziej na swiecie nie ma oplatka, po co niewierzacy sie lamia oplatkiem? Przeciez zyczenia zlozyc i prezenty wreczyc mozna i bez tego.

    Wychodzi na to, ze konformizm jest z obu stron - katolicy powierzchownie traktuja wiare i religie, niewierzacy nie chca zrezygnowac ze swiat, chociaz nie wierza w tego, na ktorego pamiatke sie je obchodzi.

    ReplyDelete
  63. -> Czarownico, bo jak się jest gościem na kolacji wigilijnej, to nie wypada powiedzieć: "spadać z tym opłatkiem":)
    Inaczej "ABC kultury"

    ReplyDelete
  64. A jeszcze jedno!

    Niektórzy określają siebie, jako "wierzący - niepraktykujący".
    Pytam się, co to znaczy, bo nijak nie umiem sobie tego poukładać. Jak jednocześnie można być wierzącym np. katolikiem i mieć w dupie Dekalog?
    I tak, jak nie mam nic prezeciwko wierze (jakiejkolwiek wierze zaznaczam), tak tacy ludzi w naprawdę w konsternację mnie wprowadzają.
    Kiedyś próbowałam pociągnąć jednego z drugim za język, żeby mi ten pogląd wyłożył, ale tak naprawdę, to nikt nie umiał wytłumaczyć swojej postawy:/

    ReplyDelete
  65. Czarownico--> Masz racje oplatek jest tylko w polskiej tradycji swiat tak samo jak swiecone na sniadanie Wielkanocne. Ja nie praktykuje zwyczaju chodzenia dookola stolu i dzielenia sie oplatkiem, tak samo jak nie mam swieconki. Wiec nie bardzo wiem gdzie sie moge zakwalifikowac?:) Przy stole mowie ogolne "wszystkiego najlepszego" dla wszystkich i tyle. Ale tak sobie mysle ze skoro oplatek nie wystepuje w tradycjach swiatecznych innych krajow to w zasadzie nie mozna sie czepiac ze jakis niekatolik dzieli sie oplatkiem, bo w ten sposob dopelnia tradycji polskiej a nie katolickiej. No chyba ze uznamy ze tylko katolicyzm w polskim wydaniu jest prawdziwy;)
    Zgoda, podpuszczam teraz:)))

    ReplyDelete
  66. Dikejko, wierzacy-niepraktykujacy nie odnosi sie do niepraktykowania dekalogu, tylko nieuczestniczenia w obrzedach religijnych.
    Przynajmniej tak sie to okreslalo onegdaj, ktos kto uwazal sie za wierzacego, ale we mszy co niedziela nie uczestniczyl, tak wlasnie sie okreslal. Z dekalogiem nie ma to nic wspolnego, bo w dekalogu mowi sie tylko o swieceniu dnia swietego w sensie powstrzymywania sie od pracy i odpoczecia, nie chodzenia na msze. Obowiazek uczestnictwa w mszy przynosi dopiero 5 przykazan koscielnych, ktore to sa przepisami porzadkowymi, a nie zasadami wiary jako takiej.
    Jesli chodzi o oplatek na kolacji u kogos, to sprawa jasna, ale na kolacji u siebie, gdzie sami niewierzacy?

    Star, ja sie nie czepiam, ja pytam. Bede sie upierac, ze oplatek to tradycja polska-katolicka, a nie jedynie polska - polscy Zydzi, prawoslawni, jehowici czy protestanci jednak oplatka nie uzywaja.
    I ni ejestem przeciwko lamaniu sie oplatkiem przez kazdego, kto lubi, zanjduje tylko taka sama niekonsekwencje wsrod niewierzacych, jak i wsrod wierzacych.

    ReplyDelete
  67. Dikejko--> Widze ze nikt nie odpowiada, wiec moze sprobuje, ale to na zasadzie domyslow. Ja sie akurat nie okreslam jako "wierzaca niepraktykujaca", ale mam wrazenie ze ktos kto tak siebie okresla, to ktos kto zyje zgodnie z regulami danej wiary, ale nie chodzi np. do kosciola. To chyba ktos kto uwaza ze nie potrzebuje posrednikow miedzy soba a Bogiem, w postaci np. ksiedza.

    ReplyDelete
  68. Czarownico--> No to zesmy sie nie zrozumialy, bo ja absolutnie podzielam Twoje zdanie w sprawie tego oplatka. To tylko polscy katolicy maja tradycje oplatka i nikt wiecej.

    ReplyDelete
  69. Dikejko, zajrzalam do Ciebie i zobaczylam w przedostatniej notce, ze zostalas matka chrzestna otrzymujac stosowne kwity w zwykly w polskim KK sposob czyli przez "zalatwienie".
    No i przyznam Ci sie, ze tego (zostania rodzicem chrzestnym jesli sie swojego dziecka nie chrzci i zostawia mu wybor) to juz zupelnie nie rozumiem. Potepiasz ludzi za uleganie "co ludzie powiedza" a jednoczesnie uczestniczych w tej fikcji.
    Nie napadam na Ciebie, ale czy to nie jest troche niekonsekwentne?

    ReplyDelete
  70. zaakceptowanie pogańskich zwyczajów w religii katolickiej było wybiegiem politycznym, żeby się słowianie nie zburzyli:) czasami...
    wszystko jest kwestią czasu...zobaczycie...za jakiś czas to nawet na żonatych księzzy katolicki sie zgodza:) ale to juz nie za moich czasów chyba:)

    ReplyDelete
  71. -> Czarownico, nie czuję się napadnięta;)
    ...i już odpowiadam:)
    Tak, zostałam chrzestną, bo prosiła mnie o to kuzynka.
    Jeżeli jej -praktykującej katoliczce to nie przeszkadza, że chrzestną jej dziecka jest ateistka, to mnie w niczym nie wadzi:)
    Fak! Z tego wszystkiego juz nie pamiętam, jaki były temat przewodni notki Star, bo jestem głownie skupiona na przekazaniu swojego toku myślenia i poglądów;))
    Jak to najkrócej ująć?
    Nie podoba mi się i jestem zdecydowanie przeciwna, gdy robi się rzeczy na pokaz. Chrzest, komunia, ślub w ramach dominującej w PL religii. Jeżeli wierzysz, to praktykuj i zachęcaj innych, ale jeżeli nie wierzysz to nie "uszczęśliwiaj" innych, gdy jeszcze są oseskami.
    Czerownico, ja nie mam nic do ludzi wierzących, ba wręcz zazdroszę im tego przekonania w życie wiecznne, ale zdecydowanie protestuję przeciwko działaniu wbrew własnym przekonaniom tylko dlatego, że "co ludzie powiedzą".

    Czarownico, że Ty wiesz, że jesteś pierwszą Wagą, z którą wdałam się w polemikę? :D To mój najulubieńszy znak zodiaku:)

    A teraz drogie Panie pozwólcie, że Was pożegnam. Rocznicę ślubu jutro świętuję:) świeckiego:))

    ReplyDelete
  72. Czarownico, ja wiem, że jesli jest się w kk to trzeba tak robić jakie są zasady w kk, a jak sie jest u protestantów to po protestancku...a jak ja chcę tak bardziej EKUMENICZNIE?

    w pewnym sensie od dziestu lat tak robię:) zostałam ochrzczona w KK, komunie przyjęłam w kościele polskokatolickim, a slub mam znowu w KK:)
    cóż uważam, że wszystkie dzieci nasze są a Pan Bóg ma różne kolory skóry(w przenośni i dosłownie)

    ReplyDelete
  73. Stardust (choć wolałabym Marylko, ale tu chyba nikt Cię tak nie nazywa:)), jestem bardzo wzruszona, że skierowałaś właśnie do mnie tyle własnych, mądrych przemyśleń. Czuję się wrecz zażenowana tym faktem. Szkoda, że nie możemy prowadzić takich dyskusji w realu... W wielu sprawach nasze poglądy są zbieżne, ale ja zdaję sobie sprawę, że moje widzenie świata jest jednak bardzo naznaczone światopoglądem. Ja jestem nastawiona na biźniego, działam najczęściej w myśl zasady "tyle dostajesz, ile z siebie dajesz". Wiem, że jestem z tego powodu dość często wykorzystywana: w rodzinie, w pracy, wśród znajomych. Pewnie to po prostu brak asertywności, a może...pycha? Bo może chcę być najlepsza? niezastąpiona?
    Ha, ha, teraz ja odbiegam od tematu... przepraszam...
    Raz jeszcze dzięki wielkie za to co piszesz i pozwalasz czytać :))
    A jeszcze też na marginesie: gratuluję tematu! Jeszcze chyba w żadnym nie było tylu komentarzy, a to pewnie jeszcze nie koniec:)

    ReplyDelete
  74. Ja tak sobie czytam i czytam i nie wiem gdzie siebie przypisac.Tak jak juz pisalam bylam ochrzczona,bylam w komunii i bierzmowaniu.Pierwszy moj slub byl slubem kosielnym.
    W tej chwili do Kosciola Katolickiego jako tako nie chodze,co nie przeszkadza mi np.przy jakimkolwiek zwiedzaniu niektore swiatynie traktowac jako ciekawostke architektoniczna,a tez lubie bywac w kosciolach ale nie podczas mszy,tylko lubie ta cisze w kosciolach i swoje mysli.
    W Kosciele Katolickim przeszkadzaja mi niektore dogmaty po prostu z ktorymi sie nie zgadzam,a najbardziej mnie uwierajacym jest dogmat o niepokalanym poczeciu.
    Nastepna rzecza ,ktora mi sie nie podoba to celibat wlasnie.Wkurzaja mnie ksieza grzmiacy z ambony o wychowaniu dzieci dosc czesto.Co oni moga na ten temat wiedziec,sami nie wychowuja,bo albo ich nie maja ,a jesli maja to jest to ukrywane i po cichutku loza na utrzymanie owych.
    Blizszy mi jest Kosciol Ewangelicki,gdzie pastorzy maja zony i dzieci ,ktore wychowuja.W mojej rodzinie bylo dosc sporo ewangelikow,moja kuzynka od prawie 20lat jest zielonoswiatkowcem i to chyba najbardziej dobra osoba jaka znam.
    Tu gdzie teraz mieszkam nie ma Kosciola Katolickiego ,ale ewangelickie.Najblizszy Kosciol Katolicki jest w sasiednim miescie.
    Moj maz ,ktory jest tak jak juz wczesniej ktos wspomnial katolikiem niepraktykujacym,wierzy w przykazania ,natomiast nie bierze udzialu w obrzedach religijnych.Choc nie odmawia jesli jest zaproszony na komunie czyjas ,badz slub i dla mnie to akurat jasne.Co miesiac placi podatki na kosciol i to dosc spore,jest to jego wola i mnie to ani ziabi ani parzy.W przyszlym roku jestesmy zaproszeni na slub i oboje bedziemy na uroczystosci zaslubin,traktuje to jako oczywistosc.
    Mnie obojetnie czy bylabym zaproszona na slub katolicki,badz prawoslawny a i w takim juz bralam udzial tez,czy bylby to slub zydowski czy buddyjski.
    Jestem po prostu gosciem i dla mnie w tym momencie nie jest to wazne w co wierze.

    ReplyDelete
  75. Dikejko, bo jamze Waga z ascendentem w Skorpionie;)))
    Milego swietowania, BTW: bardzo sie interesujaco z Toba polemizuje:)

    Beata, ale ja nie bronie tu czystosci i jedynej slusznosci regul KK. Tez lubie ekumenicznie, zreszta w UK sie inaczej nie da - ledwo skonczyl sie Ramadan, zaraz bedzie piekne swieto swiatla hinduskie czyli Diwali, a potem zaraz nasze Christmas. Nie bardzo ciagle kojarze swieta zydowskie, nie mialam i nie mam osobistej stycznosci z Zydami (diaspora mieszka po drugiej stronie miasta ode mnie), zeby sie w tym polapac. Tzn. wiem, ze sa Chanuka, Jom Kippur, Pesach, Purim, itd. ale gdzie i kiedy oraz na jaka to intencje, to juz mi sie miesza.

    ReplyDelete
  76. Aleksandro--> Ale dlaczego koniecznie chcesz sie zaszufladkowac gdzies? Dla mnie chyba tez braklo szufladki i jestem cala szczesliwa:)) W zyciu czlowiek powinien byc szczesliwy, wiec dlaczego nie mialabys prawa wybierac i przebierac to co Tobie pasuje. Ja tak robie i jest mi calkiem dobrze:)))) Sprobuj, a moze Ci posmakuje, ja w ten sposob uzyskalam wolnosc.

    ReplyDelete
  77. Bardzo podoba mi sie to co napisalas o akceptacji mam podobne podejscie, oraz wyzwoleniu ze strachu grzechu zwiazanym z religia. kiedy jako nastolatka przestalam chodzic do kosciola gniotly mnie wyrzuty sumienia, mialam poczucie grzechu itp. Teraz kiedy tego nie czuje widze, ze bez zniewolenia, trudno o wyzwolenie
    :)

    ReplyDelete
  78. Nooo, doczytałam wszystko. Faktycznie temat poruszony jest wielowątkowy i trudno jest ogarnąć wszystko naraz. Ja się skupię na tym wątku, który wynika z notki poprzedniej i na tym, o czym już pisałam.
    Otóż opłatek również ma korzenie w pogaństwie i w innych wspólnotach. Symbolizuje jedność świata, dzielenie się nim było wyrazem uczuć, przyjaźni i życzliwości. W czasie zaborów symbolizował jedność szczególnie. Wysyłano go rodzinom na emigracji czy zesłaniu.
    Tak też zwyczaj ten jest odbierany u nas, ateistów zasiadających do uroczystej kolacji 24 grudnia. Właśnie jako taki symbol. Dodam, że jadamy również ryby (bardzo często nawet), ale nie traktujemy ich jako symbol chrześcijaństwa, pijemy także wino (w ogóle), ale jako efekt fermentacji winogron, nie jako symbol krwi ;-) Ba! Udajemy nawet, że to święty Mikołaj prezenty przynosi! :-))))
    Zwyczaje, tradycje istniejące dzisiaj to efekt nakładania się na przestrzeni wieków obrzędów religijnych różnych wyznań i kręgów kulturowych.Część z nich kk przyjął jak swoje i nadał im swoją własną treść. Przypisywanie im jednej religii jest błędem. Wszelkie tradycje i zwyczaje traktujemy jako tradycję narodową, nie roztrząsamy ich pochodzenia.
    I teraz wracam od szczegółu do ogółu.
    Jeśli robi się coś z przekonaniem i wiarą - ok. Jeśli robi się coś dlatego, że ludzie zaczną gadać/bo wszyscy tak robią i do tego wiesza się psy na organizacji i ją opluwa, to - tu się powtórzę - taki konformizm budzi we mnie obrzydzenie i wyklucza jakikolwiek szacunek dla "katolików".

    To było najjaśniej jak tylko potrafię.

    ReplyDelete
  79. No jasno jest, poniala.
    Pytalam z ciekawosci, bo tych ateistow, co o nich wyzej pisalam, nie bardzo mam okazje zapytac, po co im ten oplatek i wigilia.

    Jesli chodzi o wieszanie psow, to jestem jak najdalej od odpowiedzialnosci zbiorowej i preferuje wieszanie na jednostkach, zamiast na organizacjach.
    Dla mnie kosciol to nadal i przede wszystkim zbor, a psy wieszam li i jedynie na administracyjnej czapie urzedniczej, ktora skupia sie od wiekow na utrzymaniu wladzy i zarabianiu kasy, podstawowy cel dzialalnosci majac w glebokim powazaniu. A i to nie na wszystkich, bo wsrod stada czarnych owiec nadal zdarzaja sie pojedyncze biale:)

    ReplyDelete
  80. Szeherezado--> No jasniej i...ladniej naprawde byloby trudno napisac:) Bardzo mi sie podoba Twoja podsumowujaca wypowiedz.

    ReplyDelete
  81. Witam, poczytuje "od zawsze" ale dopiero sie teraz odzywam :-)

    Stardust, bardzo mi sie podobaly Twoje slowa o potrzebie akceptacj, a przyklad z calowaniem doopy jeza rozlozyl mnie na lopatki. Rzecz jasna, to calowanie dziala tez w zyciu osobistym, nie tylko religijnym. Czesto ten jez nawet namawia i ponagla do calowania, a wrecz oczekuje, ze malpa operacje pyska sobie zrobi, zeby lepiej calowac ;-)
    Tak sie tez ostatnio zastanawiam nad moimi wlasnymi wyborami w zyciu, i dochodze do wniosku ze wazniejsze od tego CO sie wybierze jest DLACZEGO - bo ja tak chce czy bo ktos ma taka wizje? I czesto nie trzeba nawet zmieniac tego CZEGOS (miejsca zamieszkania, pracy, otoczenia itp), wystarczy zmienic to DLACZEGO. I to daje kopa energii i chec i inne zaangazowanie.
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
  82. MarioAgdaleno--> I Ty sie nie odzywasz?!!! Osoba, ktora ma tak wspaniale przemyslenia??
    Przeczytalam Twoja wypowiedz i pierwsze co mi do glowy przyszlo, to ze powinnam wymyslec jakas kare grzywny, albo i chlosty dla takich jak Ty:))) Ale ze glowa czesto pusta i zawodzi, to moze tylko postaram sie naklonic Ciebie do zabierania glosu;-))
    Bardzo, ale to naprawde bardzo sie ciesze, ze sie odezwalas, zapraszam i prosze odzywaj sie.
    A na reszte dzisiejszego dnia (moj sie dopiero zaczal) to Twoje DLACZEGO bedzie mi chodzic juz po glowie. I bardzo dobrze, bo lubie takie zagwozdki.

    ReplyDelete
  83. MarioAgdaleno--> Jeszcze raz, bo w zachwycie zupelnie zapomnialam jednak ustosunkowac sie do Twojej wypowiedzi:)
    Oczywiscie ze calujemy te jeze (tych jezow) ile popadnie i czesto:) I dotyczy prawie kazdych powiazan, dopoki sobie nie uswiadomimy, ze z geby juz niewiele zostalo.
    Zgadzam sie rowniez, ze wcale nie ma potrzeby az takich drastycznych posuniec jak emigracja. Tylko akurat w moim przypadku tak bylo, ze emigracja to bylo pierwsze i jakze powazne odciecie sie od wszystkiego i ten szok chyba spowodowal ze zaczelam myslec.
    Ale o emigracji bedzie juz niedlugo;))

    ReplyDelete
  84. Stardust, Dziekuje za niezwykle mile powitanie. Az mi sie buziak w usmiech ulozyl, taki na wszystkie 32 :-D A o laskawe traktowanie sie upraszam, bo chlosty moglabym nie wytrzymac ;-)

    Niekoniecznie odnosilam sie do Twojej emigracji, juz bardziej swojej (i zreszta do kilku innych spraw na dokladke) ;-) Bo ja tez poza Polska. I tez tak te decyzje oceniam jak Ty. Troche trudno krotko to opisac, ale byla to lekcja zycia, wlasnie dzieki odcieciu sie od czegos i podejmowaniu decyzji na wlasny rachunek. A przynajmniej poczatek tego. I tak sie wlasnie zastanawiam nad tymi moimi DLACZEGO (z kazdej mozliwej dziedziny, nie tylko geograficzno-emigracyjnej) i stwierdzam, ze chce zmienic niektore DLACZEGO bo robienie czegos ze zlego powodu (czyli nie dlatego ze ja tego chce) powoduje zycie na pol gwizdka i wrecz sabotowanie samej siebie - chocby to w rzeczywistosci chodzilo o swietna sprawe. I - ze nie zawsze jestesmy do konca swiadomi, co nami kieruje. Bywa ze dopiero po jakims czasie okazuje sie wiezy byly i tak. No ale nigdy nie jest za pozno zeby to zmienic :-) A do calowania jezy (niekoniecznie w znaczeniu partnerow) nikt nas zmusic nie moze jak juz nam sie znudzi :-)

    Jestem ciekawa Twojego przyszlego postu o emigracji ;-)

    ReplyDelete
  85. Wpadlam zobaczyc co slychac i trafilam na posta do ktorego na dniach wroce :)
    Nie nerwuj sie :) Pzdr

    ReplyDelete
  86. MarioAgdaleno--> Wiesz to calowanie jezy to mamy tak gleboko wrosniete w podswiadomosc ze czlowiek nawet nie zauwaza kiedy to robi. Na szczescie przychodza momenty otrzezwienia:) Ja jak sie wreszcie zorientowalam co sie wokol mnie dzieje to juz mialam calkiem pokazna armie jezy:)) No i dodam, ze to juz jest proces ktory znow trwa przez reszte zycia, teraz bede pamietac o Twoim DLACZEGO? Wykorzystam sobie to jako takie slowo klucz sprowadzajace na ziemie:)) Ten post o emigracji juz mi siedzi pod skora i niedlugo musi sie urodzic, bo nadchodzi wlasciwy ku temu czas:))

    ReplyDelete
  87. West--> A gdzies Ty sie podziala?? Nie traktuj tego pytania doslownie, bo to naprawde nie moj interes, kazdy ma prawo przychodzic i wychodzic kiedy i jak chce. Tylko prosze nie trzaskac drzwiami:)))
    Milo Cie widziec i mam nadzieje ze wszystko jest w porzo. Pozdrowka.

    ReplyDelete
  88. Sorka za braki w dogladaniu bloga, ale poki co dogladam dzieciaki, ktore mi jak na zlosc zaczely chorowac 1 po 2 i 3 :-/
    Pozdrawiam ze szpitala na peryferiach :)
    Buziaka nie przesylam coby jakiegos cholerstwa nie podeslac :)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...