Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, October 25, 2009

Kartoflanka

Siedzielismy w restauracji na obiedzie i nagle przyszla mi do glowy zabawa, ktora zwykle uprawialam z moja Matka, proba rozebrania dania na czynniki pierwsze w celu odtworzenia go pozniej w warunkach domowych.
I wlasnie wtedy, w czasie tej zabawy powiedzial:
-- Wiesz, moja mama gotuje najlepsza na swiecie kartoflanke! Juz kilka kobiet probowalo ugotowac lepsza, wsrod nich moja byla zona i zadnej sie nie udalo.
Szybko zrobilam mentalna notke na dnie glowy, zeby nigdy, przenigdy, nawet przez przypadek nie gotowac kartoflanki.
Mijaly lata, on zachwycal sie moim gotowaniem, a ja wyzywalam sie w pieszczeniu jego podniebienia coraz to bardziej wymyslnymi daniami i tylko kartoflanki nigdy nie bylo w jadlospisie.
Az pewnego dnia razem z jego bratem przyleciala do Nowego Yorku w wielkim termosie kartoflanka!!!
Bedaca akurat z wizyta moja Mama najpierw dyskertnie zerknela do termosu, potem sprobowala i patrzac na mnie z wyrzutem zapytala:
-- Ja nie rozumiem? czy Ty nie mozesz ugotowac kartoflanki?
-- Pewnie moge, ale nie gotuje - odpowiedzialam spokojnie.
Po jakims czasie, kiedy znow miala okazje sprobowac "cuda" w termosie, ktore to "cudo" bylo az tak wazne dla mojego meza, ze przelecialo przez ocean, nie wytrzymala i znow zaczela drazyc.
-- Przeciez w tej zupie nie ma nic oprocz zmiksowanych ziemnkakow!! i kilka ziarenek zielonego groszku!! Ja przeciez WIEM, ze TY mozesz ugotowac lepsza kartoflanke!!!
-- Zgadzam sie ja tez wiem, ze moge. Tylko po co?
-- No jak to PO CO?? Nie denerwuje Cie, ze matka przyslyla termos jakiejs kartoflanki, jak Ty mogalbys ugotowc lepsza?!?!?!
Rece opadaja przy tej mojej Mamusce!! Ani chybi jak my jutro pojdziemy do pracy, to ona ugotuje kartoflanke. Mysl o tym przerazila mnie do tego stopnia, ze postanowilam zapobiec nieszczesciu.
Zrobilam kawe, posadzilam mame w wygodnym fotelu i spokojnie zaczelam tlumaczyc:
-- JA jestem ZONA. Moim zadaniem jest robic co moge, zeby byc na tyle atrakcyjna zeby moj maz nie znalazl sobie kochanki. Ja mam konkurowac z mlodymi laskami, ktore tutaj chodza po ulicach. A nie z kobieta, ktora jest jego Matka! Nie z jej kartoflanka!! I nie z jego wspomnieniami z dziecinstwa!!!
Wzruszyla ramionami wydala z siebie "pufff" a mnie wystarczylo to jako potwierdzenie, ze jakkolwiek nie do konca zrozumiala to jutro na obiad nie bedzie kartoflanki.
Od tamtej pory jestem dziwnie przekonana, ze zrodlem wiekszosci konfliktow "tesciowa-synowa" jest zwykla kartoflanka.

34 comments:

  1. Możesz mieć rację. A wszystko przez to , ze POTENCJALNEGO zagrożenia nie widać a teściowa to ŁATWY wróg. :)

    ReplyDelete
  2. Rany Boskie , Tesciowe nie ... ale wiesz teraz przynajmniej dobrze ze daleko jest. Telefon przeciez nie musze odbierac ;)

    ReplyDelete
  3. kurcze, ja to bym nawet chciała taka teściowa z kartoflanka:)

    ReplyDelete
  4. tylko, żeby jeszcze potem ten termos umyła:)

    ReplyDelete
  5. Gleboka mysl. I calkiem nieglupia! Ja z analogicznego powodu nigdy nie zrobilam i nie zrobie pieczonej kaczki. I to nawet teraz, gdy Teściowej juz nie ma....

    ReplyDelete
  6. jasne, lepiej sie skoncentrowac na kapusniaku :))

    po co walczyc z czyms z czym sie na pewno przegra:)

    ReplyDelete
  7. Dobrze, że tylko ta jedna kartoflanka tak zapanowała nad smakiem małżonka, a nie generalnie cała kuchnia mamusi, bo i tak bywa w przypadku klasycznych maminsynków. Takie żony długo muszą znosić docinki, że nie dorównują sztuce kulinarnej ich matek i czasem z tego powodu nie znoszą swych teściowych.A już szczególnie, gdy nie są zbyt dobrymi kucharkami, to kompleks wręcz murowany.


    Ale sama wiem, że niektóre smaki i zapachy potraw z rodzinnego domu bywają nie do zastąpienia i nie dotyczy to tylko maminsynków. To wprawdzie trochę może poza tematem notki, ale tylko troszkę ;)))

    ReplyDelete
  8. Odwodnik--> Tesciowa jest niestety tak samo latwym wrogiem jak synowa. Ja osobiscie nie mialam problemow z tesciowymi, a bylo ich dwie;))

    ReplyDelete
  9. Diesel--> No nie jest az tak zle, nie przesadzaj;)

    ReplyDelete
  10. Beata--> Zdecydowanie, skoro gotuje to niech i po sobie sprzata lacznie z myciem statkow:))

    ReplyDelete
  11. Zgago--> Masz racje, ze za ta kartoflanka kryje sie gleboka mysl;) Moze kiedys bedzie wiecej na ten temat, jesli nie zapomne:))

    ReplyDelete
  12. b.--> Bo sa rzeczy i ludzie, z ktorymi nie nalezy walczyc. Proste:) Oprocz kartoflanki jest tyle innych zup, nie ma potrzeby walczyc z ikonami;)

    ReplyDelete
  13. Kwoko--> Mialam akurat takie szczescie, ze nigdy nie musialam miec kompleksu na tle tesciowych. A wrecz rok po slubie to tesciowe pytaly mnie o przepisy, bo one gotowaly bardziej klasycznie nic nowego, a ja zawsze grzebalam w nowosciach. W obecnej rodzine uwazaja ze jestem Martha Steward:)))
    Problem z takimi daniami z dziecinstwa polega glownie na tym, ze sa one przyprawione wspomnieniami, ktorych sie juz nie da odtworzyc. Owczesny byl dzieckiem wojny, byc moze, ze to byla czesta zupa w domu, z koniecznosci powojennych trudnosci. Ja tez mam takie dania i w zaden sposob nawet sama nie probuje ich odtwarzac, bo wiem, ze to i tak nie bedzie to co mi moja wyobraznia do spolki z pamiecia podpowiadaja:))
    Dawno temu, ale juz tutaj w Ameryce trafilam na krem do twarzy, ktory jak tylko otworzylam zaraz przypomnial mi zapach mojej Mamy. Oczywiscie kupilam i wyslalam Mamie z zapytaniem co jej to przypomina. Byla zdziwiona, bo nie miala pojecia o co mi chdzi. A jak jej powiedzialam, ze ten zapach kojarzy mi sie z nia z czasow kiedy bylam dzieckiem, to powiedziala, ze to niemozliwe bo nigdy nie uzywala nic o podobnym zapachu. Ot moja wyobraznia wplynela na wspomnienia z przeszlosci.

    ReplyDelete
  14. Ale dalam siary!!! Martha StewarT a nie StewarD oczywiscie. Nie bede kasowac, nie chce mi sie:(

    ReplyDelete
  15. Moja teściowa jest chyba wyjątkiem i mój NieWiking nie porównuje naszych dwóch kuchni. Pewnie trochę dlatego, że teściowa akurat nie jest najlepszą kucharką kucharką...ale kotlety schabowe, zawsze lepsze i więcej u mamy. Olałam podobnie jak Ty kartoflankę i nie robię i już. :D

    Dla mojej teściowej moja kuchnia jest zbyt wyrazista a dla NW kuchnia mamy jest zbyt mdła. Mój tato natomiast pyta mnie często: "czy zupa jest z pieprzem, czy też pieprz z zupą?" :D

    Dwa lata temu moją naprawdę kochaną teściową wygnałam z kuchni, przwracała mi jakąś rybę na patelni w te i wewte .... wysłałam ją do syna a potem posadziłąm ich razem i nakazałam lepić pierogi i uszka. Polepili uszka zajęło parę godzin, a ja w międzyczasie ja szykowałam świąteczne potrawy. Tego dnia moja tradycja pierogowa nie wytrzymała i zamiast pierogów były paszteciki z nadzieniem pierogowym lol :D

    ReplyDelete
  16. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  17. Ja tam chwalę teściową za jedzenie.Ona zadowolona a ja nie muszę gotować.Mój nie narzeka i chwali i mnie i matkę. Niech będzie.

    ReplyDelete
  18. ja ma w rodzinie taki przykład idiotyczny. Mój siostrzeniec ożenił sie z dziewczyna sliczna i o wielu talentach , ale gotowac akurat nie umie. Moja głupia siostra zamiast nauczyc syna gotować to lata do nich i im gotuje a potem po rodzinie komentuje jak to synowa nic nie potrafi. Synuś wcina mamine obiadki i wytyka zonie że TAK WŁAŚNIE POWINNA. Siostra idiotka triumfuje że jest lepsza a synowa zamiast wykopać męża do mamusi to powoli popada w depresję.

    ReplyDelete
  19. Zdecydowanie łatwiejszym celem jest synowa. Widziałam normalne, wydawałoby się kobiety, które po ślubie syna stawały się potworami. Dostawały nowy cel w życiu.
    Moim zdaniem problem nie leży w niegotowaniu kartoflanki a w wyborze smakosza.

    Do mojej teściowej jeździły termosy z moim żurkiem :-)
    W ogóle, poza drobnostkami, teściową na loterii wygrałam.

    ReplyDelete
  20. Hmm, myślę, ze to nie zawsze i nie tylko kartoflanka jest.
    Niektóre teściowe muszą udowadniać, że są we wszystkim najlepsze (gotowanie, sprzątanie, wychowywanie dzieci, dbanie o syna-męża).
    Nie wykluczam, że niektóre synowe też tak mają, tylko w drugą stronę. Muszą z całych sił udowodnić, że w niczym teściowej nie ustępują.

    ReplyDelete
  21. Miauka--> Wygonilas Tesciowa z kuchni???!!!! i zadalas lepienie pierogow????
    Podoba mi sie:))
    Ja moja wygonilam, bo mi dziecko DOTYKALA!!!!!!
    MOJE dziecko, NO, teraz jasne, prawda???
    :))))))))

    ReplyDelete
  22. Kasiu--> Zadna z moich tesciowych nie nadawala sie do gotowania:))) Jedna nie, bo ze wzgledu na odleglosc widzialysmy sie tylko 4 razy. A druga nie potrafila nic poza pomidorowa i schabowym tak naprawde a reszta byla taka mdla, ze kazda zupa chodzila pod tym samym tytulem ZUPA :))) Ale tesc sobie chwalil i to sie liczy;)))

    ReplyDelete
  23. Odwodnik--> Wlasnie takie sytuacje to sa niebezpieczne. Potomek od 14 roku zycia potrafi o siebie zadbac, pod wzgledem sprzatanie, pranie, prasowanie, przyszywanie guzikow itp. Gotowac umie lepiej niz jego zenskie rowiesniczki.
    A ja mam nadzieje ze nie dostane Alzheimera i jak sie ozeni czy tez zaprzyjazni na stale to tez bede wizytowac raz do roku, jesli zaprosza!!!! Nie mam zwyczaju "wpadac" z wizyta teraz to i nie bede tego robic pozniej.

    ReplyDelete
  24. Sze--> To dziwne, ze takie konflikty prawie nieistniejace w przypadkach Tesc-Ziec:)))))
    No kobiety lubia "udowadniac ze sa lepsze" nawet jesli wykazywac powinny sie w zupelnie odrebnych dziedzinach:))))))))))))))

    ReplyDelete
  25. Melissa--> No wlasnie o te konkurecje chodzi, a przeciez to tylko dwie kobiety kochajace tego samego mezczyzne, tylko kazda INACZEJ. Slowem kluczowym jest "inaczej" i jesli tylko obie potrafia to zrozumiec to juz po konflikcie.

    ReplyDelete
  26. Generalnie lubią sobie dokopywać pod pozorem troski, miłości, przyjaźni...

    ReplyDelete
  27. no Stardust, z tym "inaczej" to nie zawsze są az tak istotne różnice:)

    ReplyDelete
  28. No ja nie wiem, czy nie istnieja konflikty tesc-ziec :/ Nie twierdze, ze sluze swietnym przykladem, ale o ile moj ojciec tesciowa mial jak marzenie (mama sie nawet denerwowala, ze jej mama za czesto staje po stronie ziecia), to z tesciem mial na pienku i do tej pory za nim nie przepada, choc relacja sil sie w rodzinie zmienila.

    estrela

    ReplyDelete
  29. No ja nie wiem, czy nie istnieja konflikty tesc-ziec :/ Nie twierdze, ze sluze swietnym przykladem, ale o ile moj ojciec tesciowa mial jak marzenie (mama sie nawet denerwowala, ze jej mama za czesto staje po stronie ziecia), to z tesciem mial na pienku i do tej pory za nim nie przepada, choc relacja sil sie w rodzinie zmienila.

    estrela

    ReplyDelete
  30. Sze--> Moze mam za malo doswiadczenia:) Nigdy nie bylam zieciem, a i bycie tesciem mi raczej nie grozi:))

    ReplyDelete
  31. Beata--> No nie wiem, czy to nie jest istotna roznica. Ja osobiscie nigdy nie spalam z moim synem, a moja synowa chyba powinna:)))

    ReplyDelete
  32. Estrela--> Witaj, no popatrz, a ja myslalam, ze tesc i ziec nie biora udzialu w takich zawodach:))

    ReplyDelete
  33. Stardust, wiesz że ciekawe jest to, że ja musiałam w sporym odstępie czasu przeczytać Twój tekst po raz drugi, aby wychwycić ideę, jaką w nim zawarłaś. Napisałaś naprawdę świetny felieton, moje gratulacje.
    Teraz zastanawiam się nad moim poglądem w tej sprawie. Nie mam specjalnych doświadczeń z teściowymi, bo miałam jedną. Po ślubie mieszkaliśmy z teściami dwa lata i to właśnie od niej nauczyłam się podstaw gotowania. Moja mama nie pracowała i raczej goniła mnie z kuchni twiedząc, że lepiej jak będę rzetelnie odrabiać szkolne zadania domowe, a gotować nauczę się później. A ja "wybrałam się za mąż" w wieku dwudziestu lat i nie zdążyłam się nauczyć gotować. (Na szczęście na rynku pojawiły się pralki automatyczne, bo prać przy pomocy "frani" też nie umiałam :)Ale to tak na marginesie...)
    Dzisiaj, po przeszło trzydziestu latach, moja "kuchnia" niewiele przypomina tę przejętą po teściowej. Niemniej są pewne smaki, które mój mąż z radością odnajduje w moich potrawach. Ja widzę, że daje mu to wielką radość, więc może w moim przypadku niekoniecznie powinnam zostawiać mu to tylko we wspomnieniach? Moja teściowa była w ogóle wspaniałą kobietą, a jako Matka mojego męża nie ma w tej roli żadnej konkurencji :)

    ReplyDelete
  34. Kurakowa--> Alez oczywiscie, ze kazdy przypadek jest inny i od kazdej reguly sa wyjatki:)
    Ja widze jak zachowuja sie czesto glownie synowe i co opowiadaja o tesciowych. Moje osobiste doswiadczenie tez nie jest za wielkie, bo pierwsza tesciowa byla nia bardzo krotko, a druga widzialam kilka razy w zyciu. Trzecia juz dawno nie zyje. Natomiast jedna z moich kolezanek, matka 2 synow czasem opowiada, jak to "musi podpowiedziec" pewne rzeczy synowym:)
    Ja osobiscie mysle, ze kobiety sa z natury bardziej zaborcze w swoich milosciach i jak pisalam wyzej czesto zapominaja, ze matka a zona to dwie rozne kobiety w zyciu tego samego mezczyzny:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...