Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, October 15, 2009

Odprawa celna

Usadowilam sie wygodnie przy oknie pociagu, wyciagnelam aparat i juz bylam gotowa do drogi powrotnej. Wspanialy natomiast zabral sie za wypelnianie deklaracji celnej, tym razem granica blizej, wiec lepiej miec wszystko gotowe. Pisaniem zajmuje sie on, bo ja musialabym wyciagac okulary, on nosi swoje zawsze.
Z reguly nie sprawdzam co on tam bazgroli, bo przeciez zna moje dane, wiec jaka potrzeba sprawdzania, ale tym razem zupelnie bezmyslnie wyciagnelam reke i zaczelam czytac.
Po chwili wybuchnelam glosnym smiechem i rechotalam jak wariatka przez dobra chwile zanim moglam z siebie wydobyc glos.
A oto powod mojego ataku smiechu:


Moj maz, moj parawdomowny maz, na odwrocie deklaracji w miejscu gdzie nalezy wpisac rzeczy i ich wartosc, ktore wywozi sie z kraju wpisal, to co wlasnie przedstawia fotografia wyzej.
Dla nie znajacych angielskiego, jest to:
Kufel do piwa, wartosci $10.00
Magnes na lodowke, wartosci $4.00
Matku Bosku!!!! Ludzie wywoza rozne rzeczy, zakupuja co im sie podoba, czy oplaca, albo czego akurat nie moga kupic w kraju zamieszkania i sa to rzeczy o wartosci siegajacej setek czy nawet czasem tysiecy dolarow, a moj maz wpisuje w liste deklaracji $14.00 (slownie czternascie dolarow) no myslalam, ze przepukliny dostane ze smiechu.
A on ciagle dopytywal:
-- Ale z czego Ty sie smiejesz?
-- Przeciez tylko wpisalem to co faktycznie kupilismy?
-- Po to jest deklaracja zeby ja wypelnic...
Jak juz wreszcie odzyskalam glos, to staralam sie wyjasnic, ze przeciez celnikom nie chodzi o takie bzdety, ale o powazne rzeczy. Nie dalo rady, uparcie stal na stanowisku, ze skoro on nie wywozi powaznych rzeczy, to musi wpisac bzdety, skoro te bzdety wywozi.
Dalam sobie siana, jeszcze by tego brakowalo, zebym sie nagle zaczela klocic o takie gowno.
Jak juz koniecznie mialabym zaczac sie klocic, to pewnie znajde sobie powazniejszy powod.
Ot, tylko dla porzadku zapytalam:
-- Skarbie, czy Ty jako dziecko chodziles na wagary?
-- Nie, bo sie balem. Ty wiesz co by sie dzialo, jakby sie Tatek dowiedzial?
-- Hmmm ja tez sie balam, ale chodzilam i tez sie czasem wydalo, ale i tak pozniej chodzilam.
-- Jak czegos nie wolno, to ja wole tego nie robic, taki zawsze bylem i taki jestem.
-- No tak, nic dziwnego, ze to Ty skonczyles z doktoratem. Ja to sobie spierdolilam zycie od momentu kiedy nauczylam sie chodzic.
-- I jakims cudem i tak wyladowalismy razem... - rzucilam w przestrzen.
-- Taka karma - odpowiedzial z usmiechem Wspanialy
-- Ja nie narzekam, wrecz przeciwnie - dodal okraszajac swoja refleksje cmokiem w moj policzek. A ja sobie pomyslalam, ze chyba nawet jakby moj maz mial jakas super okazje mnie zdradzic, to pewnie najpierw zadzwonilby do mnie z prosba o pozwolenie.
Ale nie wypowiedzialam tej mysli glosno, bo i po co? :))
Wrocilam do fotografowania, chociaz ciagle gdzies tam pod skora czulam, ze bedzie zabawa jak przyjda celnicy. Przeciez napisal tez, ze mamy jedzenie, a z jedzeniem akurat moga byc problemy na granicy.
Nic to, niech on sie tlumaczy.
Co prawda w drodze do Canady tez napisal, ze mamy jedzenie, bo faktycznie mielismy, ale celnik nawet nie zapytal o nic, zerknal tylko na nasze paszporty i poszedl sobie, zyczac nam przyjemnego czasu w Montrealu.
Bo to tak jest, ze w przypadku Amerykanow i Kanadyjczykow to oni nawet nie stepluja tych naszych paszportow, tylko chca zobaczyc. Gorzej z innymi nacjami, a takich jak sie okazuje jest w pociagu tez dosc sporo.
No ludzie podrozuja.
W wypadkach Europejczykow, to trwa dluzej, bo celnicy pytaja o caly przebieg podrozy i planow od momentu przekroczenia granicy wlasnego kraju az do powrotu.
Czasem nawet prosza o pokazanie biletu powrotnego, jesli sie taki posiada, lub wyjasnienie dlaczego jest otwarty.
Wlasnie w drodze powrotnej mielismy grupe (5 osob) Francuzow, z ktorych tylko jedna osoba mowila po angielsku, ale pozostali robili tyle szumu podpowiadaniem, ze celniczka musiala prosic o uspokojenie wesolego towarzystwa i pozwolenie temu jednemu mowic, bo miala problemy z wyluszczeniem angielskiego z franuskiego potoku slow. A i ten jeden sie platal miedzy rozmowa z celniczka, a odpowiadaniem swoim wspoltowarzyszom podrozy.
No wesolo z nimi bylo, ale to zajmuje niepotrzebnie czas.
Przed nami siedzial chlopak z Wloch, a obok przy drugim oknie kobitka z Wenezueli.
Takie sobie miedzynarodowe towarzystwo i to tylko jeden wagon, a przeciez w calym pociagu na pewno bylo tych innych nacji wiecej.
Pisze to bo w poprzedniej notce Szeherezada i Beata byly zaskoczone faktem, ze w ogole jest jakas odprawa celna.
No wiec jest.
Wracajac do tematu.
Dojechalismy do granicy i do pociagu weszli celnicy.
Nam znow trafila sie mloda dziewczyna, sprawdzila paszporty i rutynowo zadala pytanie:
-- A jakie pamiatki wywozicie z Canady?
Na co ja zareagowlam smiechem.
-- O! Ooo!! - wydobylo sie z ust celniczki.
-- To mozesz sobie zobaczyc na deklaracji, ktora wypelnil moj maz, on wszystko skrupulatnie tam wypisal. - powiedzialam wyjasniajaco.
Dziewczyna spojrzala na deklaracje, odwrocila i widac bylo jak zagryza wargi zeby nie wybuchnac smiechem. Na co Wspanialy wjakal wyjasniajaco:
-- Ale przeciez..od tego jest....deklaracja...
-- Masz racje, od tego ona jest - odpowiedziala z usmiechem celniczka i odeszla zyczac nam przyjemnej podrozy.
Chwile po niej przyszli dwaj oficerowie z workiem na smieci, do kotrego zbierali jedzenie, ktorego nie wolno przewozic. Wiadomo, ze 80% pasazerow ma ze soba jedzenie, bo przeciez nikt nie chce jesc swinstwa, ktore mozna kupic w wagonie restauracyjnym, ale okazuje sie, ze niektore produkty nie sa zgodne z przepisami.
Ja siedzialam spokojnie i postanowilam oddac cala sprawe Wspanialemu;))
-- Czy macie cos do jedzenia? - zapytal wyzszy z celnikow.
-- Tak, mamy lunch - odpowiedzial wymijajaco Wspanialy.
-- A co wchodzi w sklad Waszego lunchu? - nie dawal za wygrana wyzszy.
-- Butelka chardonnay, sery, owoce i kielbasa - wyliczyl jak na spowiedzi Wspanialy.
-- Ooo i jeszcze ciasteczka w czekoladzie - dodal skrupulatnie.
-- Jakie owoce? chodzi konkretnie czy macie cos z cytrusowych?
-- Nie, nie mamy cytrusowych. Mamy winogrona, gruszke i dwie sliwki.
-- A to moze byc. A co to za kielbasa? - zapytal celnik.
-- Polska, suszona - odpowiedzial Wspanialy.
-- Polska!!!! - ozywil sie wyraznie celnik - a skad Wy w Canadzie wzieliscie polska kielbase?
-- Z Greenpointu, Brooklyn, NY, bo my ja kupilismy przed wyjazdem i jest hermetycznie pakowana - wyjasnil Wspanialy.
-- Polska? suszona? - powtarzal zaciekawionym glosem celnik.
-- Kabanosi? - zapytal niepewnie.
-- Kabanosi!!! - odkrzyknal uradowany Wspanialy.
-- A mozesz mi pokazac te kielbase? - poprosil celnik - bo wiesz, moja babcia przyjechala z Polski z rodzicami jako dziecko i zamieszkali w Buffalo. Ja pamietam kabanosi u babci jak bylem maly.
Wspanialy dumnie wyciagnal z torby kabanosy i probujac otworzyc hermetyczna folie zaproponowal:
-- Chcesz kawalek?
-- Oj, chcialbym, ale nie moge... jestem na sluzbie - odpowiedzial celnik przygladajac sie tesknym wzrokiem kawalkom cienkich, ladnie wysuszonych kabanosow.
Odchodzac wydal z siebie glebokie:
-- Hmmmm.. good stuff... good stuff....
A ja wtedy dopiero zaczelam sie smiac, bo oni sobie jeszcze w miedzyczasie wyjasniali do kotrej szkoly w Buffalo chodzii, w jakich dzielnicach mieszkali.
Wspanialy tez przeciez Buffalo boy!!!
I w ten sposob polskie kabanosy z masarni brooklynskiej zrobily furrore na granicy kanadyjsko-amerykanskiej.
Good stuff!!!

29 comments:

  1. Meza masz super :))))))) a kabanosy to i moj syn lubi nawet bardzo bo na bezsmakowych szwedzkich kieblasach wychowany ;) :)))

    ReplyDelete
  2. Gullviva--> No musze przyznac, ze jest super, ale czasem ta jego uczciwosc doprowadza mnie do pasji. Wyobraz sobie siedzielismy w internetowej kawiarence w Montrealu i jak ja latalam po blogach to on przyniosl jakis magazyn kanadyjski o tematyce gotowania. Tych magazynow roznych lezala sterta cala na jednym ze stolow, no bylo tego dziesiatki jesli nie wiecej. Zaczelam przegladac ten magazyn, ktory on przyniosl i okazalo sie ze jest tam sporo fajnych przepisow. Zerknelam na date, magazyn jest z czerwca 2008 wiec chyba raczej stary. Powiedzialm ze chce sobie ten magazyn wziac i czy moze mi go schowac do torby. Nie pozwolil, bo to jest KRADZIEZ!!! Musialam isc i zapytac tego gostka za lada, ktory zreszta spojrzal na mnie jak na wariata i tylko zapytal czy nie chce jeszcze jakiegos innego magazynu. Pewnie mialby mniej smieci do pakowania i wyrzucania.
    Dopiero ja zobaczyl, ze zapytalam to pozwolil mi ten magazyn zabrac. Stary magazyn sprzed 16 miesiecy!!!! No taki uczciwy:))))

    ReplyDelete
  3. Swietne! ;))) Ja sie wlasnie wybieram na Greenpoint, po m.in. kabanosy, ale cos sie wybrac nie moge...

    A co do deklaracji celnej - jak sie przekracza granice samochodem (tak zrobilam ja) to zadnych deklaracji celnych sie nie wypelnia. Dziwne w sumie, bo chyba powinno byc tak samo.

    A, no i b. fajne zdjecia w tych poprzednich notkach. Az sama zapragnelam podrozy pociagiem na jakiejs dluzszej trasie!!

    ReplyDelete
  4. a językowo to TE winogronA mieliście. jeden owoc to winogronO.

    ReplyDelete
  5. Aga--> My to fakt przy przekraczaniu samochodem nie potrzeba deklaracji celnej, ale wiesz w tym pociagu, to jednak ludzie z calego swiata. Jak wchodzisz to daja deklaracje kazdemu i kazdy wypelnia, tak chyba szybciej i latwiej niz pytac kazdego przy wejsciu do pociagu. Nie wiem, sie nie znam, ale usmialam sie niezle z tego mojego chlopa. Az dziwne, ze udalo mu sie tak dlugo zyc z taka uczciwoscia:)))

    ReplyDelete
  6. DS--> Zebys wiedziala, przynajmniej w podrozy:)) To jeszcze jedyna wedlina jaka jemy z takich gotowcow, bo tak naprawde to to wszystko jest G warte, kupa chemii i tyle.

    ReplyDelete
  7. DS--> Sie czepiasz:)) ja juz naprawde zapomnialam jak sie powinno mowic, wiec mowie "winogrona" w sensie ze tych "gron" jest na winnej galazce duzo, a nie jedno:))))
    No logika, paniusiu, logika:))))

    ReplyDelete
  8. Ooo teraz sie dopiero dopatrzylam o co Ci chodzi:) Zezarlam literke "a" lece poprawic:)

    ReplyDelete
  9. Teraz takich jak twój mąż szukać ze świecą...Kabanoski też lubię.
    Pozdrowienia Izza

    ReplyDelete
  10. Witaj Star, poczytałam i pooglądałam "hurtem" cala kanadyjska wyprawę, i...nie wiem, co się czepiasz swoich umiejętności fotografowania, bo zdjęcia są dobre i czytelne i mnie się podobają. Twój mąż to zupełnie jak mój- praworządność i uczciwość aż do bólu. No ale przyznaj się - chciałabyś kombinatora? Wiesz, nie tylko w Montrealu mieli takie pomysły poronione wznoszenia "nowoczesnych" budynków tuz obok zabytkowych. W Kolonii tuż obok wielce zabytkowej katedry jest paskudny budynek dworca w stylu baraku, a obok zabytkowych kamienic stoją nowe, nijak nie pasujące do reszty. Daleko zresztą nie trzeba szukać- wystarczy stanąć w W-wie na praskim brzegu i spojrzeć na Stare Miasto, w którego tle widać paskudne wieżowce, zupełnie nie pasujące do
    Starówki.Wprawdzie nie stoją tuż obok staromiejskich kamieniczek, ale i tak psują panoramę Starówki.
    Z zazdrością popatrzyłam na te jesienne pejzaże, u nas wczoraj walił śnieg, zamiast złotej, polskiej jesieni. A kabanosy to dobra rzecz,też je cenię:))
    Miłego, :)

    ReplyDelete
  11. jasne, kabanosi, kabanosi cały swiat nosi:)
    twój Wspaniały przypomina mi mojego Juniora szczery do bólu i d o s ł o w n y :)

    co do magazynu sprzed 16 miesiecy to ja się zgadazm ze Wspaniałym, zawsze się trzeba zapytać

    ReplyDelete
  12. Po polsku Canada to Kanada. Więc po polsku jedziemy do Kanady, nie do Canady, bo to dziwna mieszanka.

    Nie wiem co jest w tym dziwnego czy śmiesznego. Deklaracja pyta o zakupy, a nie o WIĘKSZE zakupy. Ja zawsze podaję wszystko, a najczęściej są to małe duperele. Czasem może to być mała rzecz, a zaszkodzi. Kaźdy kraj dba o swoje własne zarazy, choroby, i zwierzęce i roślinne.
    Przy okazji mogą się przyjrzeć kto wjeżdża do kraju.

    Uczciwość to uczciwość i jestem z tej samej mąki co Twój mąż. I na wagary nie chodziłam.:)
    Alicja

    ReplyDelete
  13. Ja to już chyba nudna jestem z tymi pochwałami dla notek Stardust, ale znów muszę wyrazic swe uznanie dla cyklu z wyprawy do Montrealu, łącznie ze zdjęciami - oklaski!!
    Praworządność i uczciwość Wspaniałego faktycznie porażająca, bo wokół tyle cwaniactwa i samowoli, że tacy jak On wydają się nam właśnie dziwni, a powinni być wzorem. Masz partnera na medal i dla mnie bardziej niż Obama ( wiem, że się narażam, ale trudno);))
    No i nie ma to jak kabanosy, a już szczególnie firmy PAMSO - Poland z Pabianic koło Łodzi - i tu odrobina patriotyzmu lokalnego... a co!!;)))

    ReplyDelete
  14. Mijka--> A zebys Ty widziala ile radosci im te kabanosi sprawily:)))) Jak to niewiele potrzeba do szczescia.

    ReplyDelete
  15. Izza--> Ja mysle, albo moze chce wierzyc, ze ciagle sa tacy ludzie, tylko troche ciezko ich znalezc, ten gatunek sie ciezko rzuca w oczy, wlasnie przez swoja uczciwosc:))

    ReplyDelete
  16. Anabell--> Kombinatorow juz przerabialam:)) ale czasem jak patrze jak on sie meczy z prostymi sprawami, to sie dziwie jakim cudem udalo mu sie tak dlugo zyc;))) Bo on z tych co wszystkich przepusci w kolejce i sam nie zdazy, albo wlasnie dla niego zabraknie:)) A ile sie na przeprasza i na dziekuje to jego. No ale to takie kochane i chyba takiemu wariatowi jak ja bardzo potrzebne. Ja wiem, ze przy nim sie bardzo zmienilam, teraz to jestem aniol cierpliwosci i spokoju:)))

    ReplyDelete
  17. Beata--> No doslowny, doslowny:)) A ten facet od magazynow to chetnie by mi jeszcze z nastepnych 5 dal, bo ja tak mysle, ze on powinien to siano przejrzec i wyrzucic. Takie odnioslam wrazenie po jego minie, byl wyraznie zaskoczony, ze pytam i ze chce tylko jeden magazyn:)))

    ReplyDelete
  18. Alicjo--> Na wagary nigdy nie jest za pozno;)

    ReplyDelete
  19. Kwoko--> No trafil mi sie eksponat:) Taka karma:))) jak sam powiedzial. No wiesz Obama to zupelnie inna bajka, ten facet dziala dodatnio na moje libido, a w czasach kryzysu menopauzy to bardzo pozadany towar:))))))
    Nie wiem jakie te pabianickie kabanosy, ale tutejsze sa naprawde dobre i sa w sprzedazy w roznym stopniu wysuszenia, co dla mnie tez wazne;)

    ReplyDelete
  20. O bogowie, nie pamiętam kiedy ostatnio wypełniałam deklarację celną!Chyba Rosja 1995. Ja mam tak jak Wspaniały z tym wpisywaniem. Dokładnie tak samo.
    Ja go rozumiem.
    :-)

    ReplyDelete
  21. Sze--> No bo sie poruszasz po Europie glownie. Moze to i dobrze, bo jesli masz tak jak Wspanialy to bys sie upisala po pachy:)))

    ReplyDelete
  22. Padlam ze smiechu.

    Beer mug i refrigerator magnet.

    ReplyDelete
  23. Lukrecja--> To sie nazywa uczciwosc:)))))))))))

    ReplyDelete
  24. chciałam napisac o jednym błędzie, ale po Twojej odpowiedzi do Ds - już się zamykam :))
    czyli już nie poprawiamy błędów, tak?

    ReplyDelete
  25. Bere--> Poprawiamy, poprawiamy:) Ale sa tacy co maja prawo poprawiac juz od dawna (Ty do nich nalezysz) a sa tacy co nagle wpadaja i chca za mnie redagowac i tym drugim, dziekujemy:)))
    Wal prosto z mosta o co cho?

    ReplyDelete
  26. magneS na lodówkę, magneS :))
    nie "magnet"

    ReplyDelete
  27. Bere--> Hhaha bo "magnet" to po angielsku:)))) lece zobaczyc co ja tam namieszalam:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...