Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, October 29, 2009

Tipsy

Do napisania tej notki natchnela mnie Gullviva:)

Od jak tylko pamietam, zawsze mialam pierdolca na punkcie moich paznokci, potegowal to jeszcze fakt, ze nautra obdarzyla mnie ladnymi paznokciami z dluga ksztaltna podstawa, takie co to nawet krotkie wygladaja na dlugie i ladne.
Pamietam jak mialam chyba 18 lat i zobaczylam film "Cabaret" z Liza Minelli, jeszcze w kinie zachorowalam na zielone paznokcie, tak szczerze powiedziawszy to juz ostatniej czesci filmu nie pamietalam, bo tak bardzo bylam skupiona nad mysleniem w jaki tu sposob wykombinowac zielony lakier do paznokci.
Rok byl circa 1972 i w sprzedazy tylko czerwone, rozowe i czasem perlowy bialy.
No i wlasnie ten perlowy bialy okazal sie zeslaniem niebios!!!!!!!!!!
Czy ktos jeszcze pamieta takie plastikowe cienkie wklady do dlugopisow, ktore mozna bylo nabyc na sztuki w kioskach Ruchu?
Juz nastepnego dnia zapierdalajac drobnym truchtem do szkoly zanabylam ten wklad do dlugopisu w kolorze zielonym, a na duzej przerwie polecialam do drogerii po bialy perlowy lakier do paznokci.
Czy i jak dosiedzialam do konca zajec lekcyjnych nie pamietam:)
Wpadlam do domu, pizgnelam teczke w kat i zabralam sie do roboty. Wyjelam te koncowke z wkladu i dmuchajac w gorny jego koniec wydmuchiwalam zielony tusz do buteleczki z lakierem.
Dmuch.. mieszanie... ogladanie... dmuch... mieszanie...ogladanie...
I wreszcie mialam piekna gleboka zielen, ktora natentychmiast pokryla moje dlugie przecudnej urody paznokcie. Napawalam sie tym widokiem, kiedy uslyszalam haslo, ze obiad na stole.
Jak tylko siadlam do stolu, ojciec zerknal i powiedzial:
-- Ja sie na tym nie znam, ale czy mozesz przez ten czas dopoki to nie zejdzie siedziec przy drugim koncu stolu? bo wiesz jak spojrze to moge cafki nie powstrzymac.
Przesiadlam sie i bylo spoko. Do dzis nie wiem, czy aby nie bylam jedyna z zielonymi paznokciami w calej Polsce w tamtych czasach. Ludzie patrzyli ze zdziwieniem, ktore w wiekszosci przypadkow przeradzalo sie w wyraz obrzydzenia.
Ja tam olewalam i bylam cala "pelnia szczescia".
Tyle wstepu historycznego:)
Jak przylecialam do Stanow, to oczywiscie tez mialam piekne, wypielegnowane paznokcie, zawsze dlugie. Ja juz doszlam do takiej wprawy, ze mi sie nie lamaly przy wielu normalnie niszczacych paznokcie czynnosciach, wyksztalcilam sobie zdolonosc poslugiwania sie opuszkami palcow bez udzialu paznokci.
No ale Ameryka, Ameryka, paznokcie, paznokciami, ale trzeba bylo cos robic.
Przez pierwszy rok zakwitlam sprzataczka, a wiemy, ze sprzatania nie lubie jak zarazy, wiec moja mantra bylo "jeszcze troche ty kurwo".
Taka mantre wypowiadalam przed nacisnieciem guzika dzwonka do drzwi, za ktorymi walczylam ze szmata i jezdzilam na mopie.
Dwa, trzy razy w tygodniu, wiec chyba mam prawo uwazac, ze swoj limit sprzatania na to ziemskie istnienie juz dawno wyczerpalam.
Potem bylam kwiaciarka i robilam takie rozne kompozycje z cietych kwiatow i to bylo upierdliwe dla paznokci, bo musialam je codziennie wieczorem malowac. I chyba te paznokcie sprawily, ze po 6 miesiacach pracy w rekawiczkach chirurgicznych zakupionych za wlasne pieniadze, popadlam w konflikt z wlascicielami. Najpierw zagrozili mi zwolnieniem, ale ze nie dotrzymali slowa, to ja sie sama zwolnilam i postanowilam zostac manikurzystka.

Dla niecierpliwych czytelnikow, znudzonych czytaniem w tym miejscu moge wspomniec, ze jestesmy wlasnie w polowie notki:))

Zapisalam sie na kurs dla manikurzystek prowadzony przez Rosjanke pod tytulem Rima i zaczelam ochoczo uczeszczac na zajecia. Glownie to musialam sie nauczyc dosc w tamtych czasach popularnych naklejanych tipsow. Akryle, dzele i inne smele morele przyszly duzo pozniej.
Tipsy o jakich tutaj mowa to byly takie zwykle, plastikowe paznokcie, ktore przyklejalo sie klejem do naturalnej plytki paznokcia potem poddawalo sie toto obrobce pilniczka, trele duperele i na koniec malowalo.
Glownie umiejetnosc klejenia takich tipsow polegala na tym, co by robic to na tyle ostroznie, zeby nie przykleic sie do klientki, albo klientki nie przykleic do stolika. Przy moim pierszym spotkaniu z klejem bylam tak poklejona, ze kolezanka musiala mi trzymac papierosa, ktorego ja palilam, bo nie moglam za cholere rozlaczyc sklejonych palcow.
Jak juz sie troche obeznalysmy z klejem i wycinaniem dziur w rekawach przyklejonych do paznokci, to Rima zarzadzila, ze kazda z nas musi wykonac caly set na jednej dloni kolezanki.
No ja pierdole, nigdy w zyciu nie chcialam ani nie mialam potrzeby miec sztucznych paznokci, a tu takie siurprizy. Nie bylo wyjscia, trza sie bylo poswiecic w imie zdobycia pracy.
Najpierw ja zrobilam set na lewej dloni mojej kolezanki, bo wiedzialam doskonale, ze jak ja bede miala juz jedna dlon w tych tipsach, to za cholere nie bede w stanie tym pracowac i nakleic podobnych tipsow kolezance. Zeby bylo weselej to jeszcze mialysmy sobie pomalowac te tipsy w rozne wzorki. A w tamtych czasach tez nie bylo airbrush tylko te wzorki robilo sie pedzelkiem.
Jeszcze teraz sie poce na samo wspomnienie, tego klejenia i malowania.
I tu nalezy wspomniec, ze to wszystko dzialo sie w piatek akurat przed weekendem, mialysmy za zadanie przezyc z ta jedna utipsiona dlonia az do poniedzialku, kiedy to Rima zaplanowala nauke zdejmowania tipsow.
No niech tam, jak juz mam zyc z tym do poniedzialku to zazyczylam sobie zeby te tipsy zostaly dlugie, kolezance bylo latwiej malowac wzorki, bo powierzchnia wieksza. A ze wszystko bylo wykonane na lewej dloni to mialam nadzieje, ze uda mi sie przezyc.
Ot, ale tu byla drobna przeszkoda.
Mianowicie tego dnia przylatywala z Polski zona naszego kolegi i kolega poprosil mnie czy moglabym przyjsc do jego mieszkania przygotowac kolacje powitalna, a on w tym czasie z moim Owczesnym mieli odebrac wspomniana malzonke z lotniska.
Zgodzilam sie oczywiscie, dostalam klucze i po powrocie do domu z lekcji tipsowej mialam wziac Potomka i jechac do mieszkania K.
Lekcja tipsowa zaowocowala calym setem dlugich i paskudnych jak noc listopadowa szponow na mojej lewej dloni. Kazdy szpon byl pomalowany w inne wzorki, no jak cwiczyc to cwiczyc;)) i tak jeden pamietam mial flage amerykanska, drugi serduszka, trzeci zachod slonca i wiecej niestety juz nie pamietam. Pamietam natomiast, ze kolezanka podobnie jak ja nie miala nadzwyczajnych zdolnosci plastycznych.
Po zajeciach wpadlam do domu i myslalam ze to wszystko da sie zrobic w kilka minutek, no bo to przeciez tylko sie odswiezyc i przebrac.
Ot nie tak szybko, zalozenie majtek z utipsiona dlonia to nielada wyczyn sie okazuje, podrapalam sie a gacie i tak nie wciagniete do gory jak trzeba.
Zaczelam sie skupiac na robieniu wszystkiego jedna reka i wizualizowac, ze ta druga jest na temblaku. Z wizualizowaniem szlo mi calkiem niezle, ale gorzej z praktyka, bo wizualizowana reka odruchowo zupelnie bez mojej kontroli wkraczala do akcji by znow wszystko popsuc.
Jak juz bylam gotowa do wyjscia to bylam tak spocona z wysilku fizycznego i umyslowego (wizualizacja) ze faktycznie to nadawalam sie z powrotem pod prysznic.
Machnelam reka, zlapalam Potomka i pognalismy ciwczebnym klusem na przystanek autobusowy, bo do mieszkania K. jechalo sie dwoma autobusami.
Jak juz przejechalismy do przystanku przesiadkowego, to sie okazalo, ze na drugi autobus musimy torche poczekac. Nareszcie moment, w ktorym moglam spokojnie odetchnac i zlapac normalny rytm bicia serca. A skoro tak, to postanowilam zapalic papierosa.
Wiec trzymajac papierosa miedzy palcami lewej dloni, prawa zapalilam zapalniczke i juz chcialam podpalic papieros, jak w tym momencie...
Moje wszystkie piec palcow lewej dloni stanelo w plomieniach!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Trwalo to dobra sekunde a moze i dluzej, bo Potomek zaczal sie ode mnie oddalac zawstydzony, zanim sie zorientowalam co sie dzieje. Na szczescie wczesniej niezapalony papieros wypadl mi z otwartych ust i zawisl na angorowym szaliku, zlapalam te plonace paznokcie dlonia prawej reki i zaczelam przeskakujac z palca na palec przyduszac ogien.
Zupelnie nie zwracalam uwagi na to kto patrzy i co widzi, najwaznjesze bylo gaszenie.
Ja pierdole!!! ze co? ze wzorki byly nie ladne??? to dopiero teraz moja dlon wygladala makabrycznie, kazdy jeden paznokiec ciagle przyczepiony tym piorunsko mocnym klejem do mojej wlasnej z natury slicznej urody plytki paznokcia, byl czarny ze zweglona koncowka, dopiero gdzies w polowie dlugosci tego cholerstwa wygladalo to w miare normalnie.
Co z tym zrobic?
Nie bylo innego wyjscia, musialam natychmiast isc do sklepu i zakupic jakis pilniczek do paznokci zeby bylo czym to spilowac. Chcialam do tego sklepu, na szczescie byl taki po drugiej stronie ulicy, zabrac rowniez Potomka, ale nawet nie patrzac w moim kierunku burknal, ze on poczeka.
Dopiero pozniej mi sie oberwalo jakiej to popeliny narobilam i jaki to wstyd sie ze mna pokazac w miejscu publicznym. Ot dziesieciolatek!!!
Zakupilam cazki do obcinania paznokci i pilniczek i mialam zajecie na cala droge tym drugim autobusem. Cielam i pilowalam a i tak jeszcze sporo zostalo.
Wieczorem jak opowiedzialam cala historie Owczesnemu, skwitowal to stwierdzeniem:
-- Moze to i dobrze, ze tak sie stalo, bo jakby te paznokcie byly dluzsze to pewnie pokroilabys je razem z jarzynami na salatke i wtedy dopiero bylaby popelina.
Czy musze zapewniac, ze juz nigdy w zyciu nie przyszlo mi do glowy robic jakies tipsy i insze eksperymenty paznokciowe?

52 comments:

  1. sobie robić, znaczy, ale innym robisz?
    boże, nie wyobrażam sobie tego W OGÓLE, ja nigdy w życiu nie miałam dluższych paznokci niż bo ja wiem z 5 mm...

    ReplyDelete
  2. DS--> Nie robie ja jestem kosmetyczka a nie manikurzystka. Manikurzystka bylam przez kilka lat dopoki nie naumialam sie jezyka na tyle, zeby zdac egzaminy kosmetyczne. Wiem w Polsce kosmetyczka to dziewczyna do wszystkiego, tutaj panuje rozdzielnosc pod tym wzgledem. Kosmetyczka to twarz i woskowanie, masazystka to masaz a manikurzystka to paznokcie czyli dlonie i stopy. Nie sadze zeby tutjesze klientki byly zadowolone majac swiadomosc, ze kosmetyczka wykonujaca zabieg na ich twarzy wlasnie skonczyla czyjes paznokcie u stop. No jakos to nie tegos:))

    ReplyDelete
  3. Stardust, takie wkłady nadal można kupić, nie wiem, czy w kiosku, ale w sklepie z długopisami na pewno :))

    ja sobie skleiłam kiedyś palce klejem superglue i za żadne skarby nie dałabym sobie przykleić niczego do paznokci.
    ale rozumiem, że ktoś to kocha.

    ReplyDelete
  4. O kryste!! :)))
    Gorsza niż Jas Fasola :)))

    Daję sobie przyklejać szpony pod żelowe ale skracam je do 3-4mm, bo i tak cholery odrosną.
    Za to od czasu gipsu na lewej ręce wiem do czego bardzo jej potrzebuję.
    Do wkładania koszulki w gacie.

    ReplyDelete
  5. uhahałam się jak norka:)))))
    Sama noszę akryl, więc ten...lubię:)
    Pół roku zajmuje mi "odchorowanie" ale i tak potem daję sobie nakładać nastepny.

    ReplyDelete
  6. I po co ja się malowałam?
    Cały makijaż mi spłynał i posmarkałam sie ze smiechu.:-)))))

    ReplyDelete
  7. malo nie peklam ze smiechu czytajac. Mam nauczke, by nie czytac w pracy, musialam wyjsc na korytarz, by sie wysmiac na dobre ;)))

    ReplyDelete
  8. :):):)
    że tak powiem jak stara dewota: nigdy nie zrozumiem co jest pięknego w tipsach zwłaszcza upaćkanych wzorkami, wklejkami i całym tym badziewiem!

    ReplyDelete
  9. O! Jak mi kiedy strzeli do łba, (bo do tej pory jeszcze nie strzeliło:))żeby se tipsy, czy inny badziew nakleić, to wrócę do tej notki raz jeszcze:))) Ku przestrodze:))

    Świetny tekst:)) Się uhahałam:)))

    ReplyDelete
  10. Bere--> Ten klej do paznokci to bylo wlasnie cos jak superglu:)) Ja tez nie lubie sztucznych paznokci, bez wzgledu w jakiej formie, one wszystkie szkodza naturalnym.

    ReplyDelete
  11. Malgoska--> No wlasnie niby czlowiek mysli, ze mozna jedna reka zrobic wszystko. Pewnie mozna, ale trzeba sie niezle nagimnastykowac:))

    ReplyDelete
  12. Ade--> Na akryl bylam uczulona wiec nigdy nawet nie pracowalam z akrylem i dziewczyna, ktora robila musiala siedziec daleko ode mnie, bo natychmiast dostawalam kaszlu:)) Ja w sumie zrobilam moze z 10 sztucznych paznokci klientkom, tak pojedynczo, jak sie jakis zlamal przed wazna impreza np. slub. A tak to wszystkie moje klientki mialy naturalne. Wolalam robic 4 klientki z naturalnymi niz jedna ze sztucznymi. Czasowo tyle samo to trwalo, a wiecej pieniedzy. I generalnie sztuczne jakos nigdy nie byly modne na Manhattanie.

    ReplyDelete
  13. Ruda--> No przepraszam, no:)) Najgorsze to smarkanie:)))

    ReplyDelete
  14. Aga--> Na drugi raz potrzebujesz tlumik:))

    ReplyDelete
  15. Miss--> Ja tez nie wiem jaki w tym urok, a teraz to jeszcze wierca w nich dziury i przykrecaja jakies dzwoneczki, wiszace gwiazdki. No ale wiesz ja tego.. kolczyka w lechtaczce tez nie rozumiem:)))) Licho wie moze na tym cos trace?

    ReplyDelete
  16. Dikejka--> Ja do konca zycia nie zapomne jak moje palce robily za mini pochodnie. Pamiec tego gaszenia wystarcza zeby mi nigdy nic podobnego nie wpadlo do lba:))

    ReplyDelete
  17. no masz..podpaliła sobie tipsiki:))))))))

    miałam żele,ale kazałam skracać do 3 mm,bo padłam ze śmiechu,jak zobaczyłam takie "bez niczego" przyklejone długaaaśne okrutnie!ohyda!.robiła mi je koleżanka-byłam królikiem doświadczalnym- i kiedyś dokleiła, ale nie zdążyła pokryć żelem-a wiadomo,delikatne i łatwo uszkodzić.a ja musiałam po Młodszą autem pojechać!
    kierownicę trzymałam rozczapierzonymi palcyma wszystkimi i cudem udało mi się niczego nie uszkodzić.
    cały czas w czasie "żelowym" brałam skrzyp,miałam pancerne paznokcie własne i dlatego zdjęcie sztucznych przeszło prawie bezboleśnie,bo płytka tak czy siak zawsze jest uszkodzona.
    poza tym,ręka w pewnym wieku choćby nie wiem jak zadbana, z tipsami wygląda śmiesznie.

    ReplyDelete
  18. Wcale nie bylas pierwsza z tymi pomyslami na barwienie lakieu wkladem od dlugopisu.
    Tez na to wpadlam, bo uwielbialam kolory nietypowe jako to szafiry, fiolety i glebokie zielenie :)

    ReplyDelete
  19. u nas też sa kobitki które sie specjalizują w stopach i paznokciach i te co oczyszczaja twarze:)

    ale, ale w 1979 w ojczyźnie miłej, praktykowałam w pewnej portowej firmie, żeby sie może jakiego zawodu biurowego wyuczyć i tam była kobitka z paznokciami (plus tapeta na twarzy)na 1 cm do przodu i w różnych kolorach i wzorkach, i była JEDYNA na całą załogę koło 200 człowieka, straszne to było, wiem, że koleżanka z NRFu jej odpowiednie materiały przysyłała :)

    ReplyDelete
  20. a inna znajoma ciągle wołała serwis do komputera bo jej wyskakuja litery, których ona w ogóle nie chce...w końcu facet poprosił by pokazała jak pisze...okazało się, że paznokciami waliła w sąsiednie klawisze...:)

    ReplyDelete
  21. Mijka--> Wyobrazam sobie jak trzymalas kierownice, bo ja jeszcze przez kilka dni mialam palce rozciapirzone po tym weekendzie:)))

    ReplyDelete
  22. Nina--> Biorac pod uwage fakt, ze jestem od Ciebie starsza jakies (nie wiem dokladnie) minimum 15 lat to jednak bylam pierwsza:))) bo ja mialam wtedy 18 lat. No chyba ze Ty zaczelas te eksperymenty w pieluchach:))))
    A swoja droga czego to czlowiek nie wymysli?

    ReplyDelete
  23. a ja malowałam swoje paznokcie lapierem bezbarwnym ...takim do mebli. hi, hi:)

    ReplyDelete
  24. Beata--> Ja nie wiem jak to jest w Polsce, slysze tylko i czytam, ze kobitki pisza "ide do kosmetyczki zrobic sobie paznokcie" Stad wiec odnosze wrazenie, ze pod tytulem "kosmetyczka" kryje sie wszystko.
    A pisania na komputerze z tymi pazurami to sobie juz w ogole nie wyobrazam:))))))))

    ReplyDelete
  25. Raz miałam tipsy. Takie chamskie plastiki, kupione na potrzeby amatorskiego przedstawienia, w którym grałam rolę niezbyt moralnej laski.
    Najpierw przykleiłam sobie te kilometrowe paznokcie w zaimprowizowanej garderobie, a potem zaczęłam się ubierać :D
    Ubierali mnie wszyscy, spódniczkę wciągnęłam sama, ale zapięła mnie koleżanka, szpilki niestety miały paseczek, który zapinał mi sam reżyser... śmiechu było co niemiara, ale już nigdy nie odważyłam się na tipsy.

    ReplyDelete
  26. Star..a biegi????weź no zapomniałam o biegach!!!!a jeszcze miałam te tipsy nie przycięte!!!!massakra!

    ale ja już kiedyś jechałam w czapce syna koleżanki i jego bluzie,kiedy to ona zrobiła mi pasemka,a ja znowu musiałam po Młodszą..czułam jak mi coś ścieka po szyi i modliłam się,żeby mnie ta folia nie wystawała,bo wejść do szkoły musiałam!(z 7 lat temu to było)..i dobrze,że zimą..mogłoby być ciekawie,gdybym wparowała do szkoły ze sterczącymi antenkami!


    a po przeczytaniu komentarzy,to dochodzę do wniosku,że Polki to zawsze cuś wykombinują,żeby się upiększyć:)

    ReplyDelete
  27. Zazdroszczę Ci ładnych paznokci. Odkąd choruję mam je okropne, nie dość,że mają pionowe bruzdy to muszę je mieć arcy krótko opiłowane, bo gdy tylko są odrobinę dłuższe to się strzępią.I nic na to nie pomaga, nawet byłam u p.dermatolożki i kazała mi pokochać takie jakie są.
    Zauważyłam,że u nas jest nowa metoda leczenia chorób-pacjent powinien je darzyć uczuciem i to gorącym.Podobne zalecenie jak od. dermatolożki dostałam jeszcze od kilku innych specjalistów.
    Miłego,:)

    ReplyDelete
  28. Kolejny super tekst:) Jesteś naprawdę niesamowita.
    A co do Twoich zielonych paznokci we wczesnych latach siedemdziesiątych to musisz jednak ze mną podzielić się palmą pierwszeństwa. Też uwielbiałam szokować moimi pazurkami, a że tak się złożyło, że miałam dostęp do sporej gamy kolorów, to zmieniałam te kolorki co parę dni:) Fajne to były czasy :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Kurakowa (ze świeżo odmalowanymi pazurami)

    ReplyDelete
  29. Na początku lat 80-tych namiętnie produkowałam lakiery. Znam ból i radość zarazem :-)

    Jestem w stanie zrozumieć plastikowe pazury, ale zadbane i ludzkie. Natomiast wzorki, kamienie, brokaty i kilometry szponów - nie. Są ohydne (dla mnie) :-)

    ReplyDelete
  30. Melissa--> Popatrz a sa takie co maja te tipsy na okraglo. Najczesciej czarne kobiety i dziewczyny przepadaja za tipsami, przynajmniej tutaj. Czesto widze takie pracujace na kasie w supermarkietach, stukaja w klawiature kasy olowkiem, bo sie palcami nie da:)))

    ReplyDelete
  31. Mijka--> O biegach to mi nawet nie mow, bo ja nie mam pojecia o biegach:)) dla mnie to jakas czarna magia.

    ReplyDelete
  32. Anabell--> Z wiekiem tez juz nie mam takich ladnych jak mialam. Ksztalt owszem zostal, ale juz nie sa takie gladkie jak byly i czasem wysuszone przez ciagle mycie i uzywanie tych srodkow przeciwbakteryjnych, to wszystko niszczy paznokcie.
    A jesli chodzi o lekarzy to nie powinnam sie wypowiadac, bo naprawde bardzo rzadko mi sie zdarza spotkanie z lekarzem:)) Na szczescie.

    ReplyDelete
  33. Kurakowa--> O tak, z Toba moge sie podzielic:) bo my prawie z jednej polki:))) Ale wiesz to byly fajne czasy mimo wszystko czlowiek musial wykazac sie kreatywnoscia. Jak ja wymyslalam plukanki do wlosow, cud ze nie jestem lysa:))

    ReplyDelete
  34. Sze--> Ja w ogole nie rozumiem tych sztucznych, to znaczy dla mnie. A jak se ktos lubi to co mi do tego, no nie? A juz te wiszace przy paznokciach zyrandole i swiecidelka to ponad moje mozliwosci pojmowania:)))
    A produkcja srodkow pieknosci domowymi sposobami to bylo zajecie:))))
    Moj ojciec sie zawsze ze mnie nabijal jak cos mieszlam i podpowiadal zeby dodac jeszcze kociego wrzasku:)))

    ReplyDelete
  35. moje hippisowskie zamazpojscie mialo na sobie wlasnie zielone paznokcie, czarna dziewietnasowieczna bluzeczke koronkowa, a moj maz frak z teatru wupozyczony i trampki na nogach!
    Rodzice ze wstydu umierali, a mysmy porobili z milion odbitek i wysylalismi nawet sasiadom.
    Rodzice odeszli, sasiedzi tez juz w innym swiecie, a mnie nie glupio, ze tak tak sie wysztafirowalam na ten slub, glupio mi, ze robilam przeciwko .
    I ze musialam sie pochwalic.
    Zielonymi paznokciami wlasnie i tymi trampkami do fraka.

    ReplyDelete
  36. Och Stardust, ale ty masz pamiec:)i cudowny dar opowiesci:) jestes pewnie gwiazda kazdej biesiady! och, szkoda ze nie mieszkasz blizej:)

    ReplyDelete
  37. No właśnie, nie rozumiem, jak one to robią tymi długimi paznokciami. Ale dziecka do żłobka, w którym opiekunka (a zarazem właścicielka) miała długaśne tipsy ozdobione świecidełkami nie oddałam, bo nie byłam sobie w stanie wyobrazić zmiany pieluchy z takimi pazurami.

    ReplyDelete
  38. Kokliko, nie żałuj niczego! To jest Twoje życie i jeżeli nawet podejrzewasz, że ktoś czegoś tam nie akceptował, to na pewno zawsze byłaś i jesteś kochana, bez... odwrotu :)
    Moje zamążpójście było z kolei totalnie na różowo (małżonek - ultramaryna), co też w tamtych czasach było dla wielu szokiem
    A może przy okazji, posłuchasz sobie ?
    http://www.youtube.com/watch?v=y5q1TGRnprs
    i z inną oprawą: http://www.youtube.com/watch?v=uieD5wtiZTA
    Pozdrawiam dziewczyny z "naszej półki" i nie tylko:)

    ReplyDelete
  39. Kokliko--> Tymi trampkami do fraka mnie dobilas:)))) To musialo cudownie wygladac.

    ReplyDelete
  40. Aniu_2000--> Teraz to juz mi sie nie bardzo chce tak gadac jak dawniej. Ale czasem jeszcze potrafie rozruszac znudzone towarzystwo;)

    ReplyDelete
  41. Szeherezado--> Koci wrzask, lajno czarownicy i sfilcowane pajaki to byly skladniki, ktore zawsze ojciec podpowiadal do roznych mikstur mojej produkcji;)) Bosze ten tez mial pomysly;)

    ReplyDelete
  42. Melissa--> W zlobku takie paznokcie??? Hejsus to przeca mozna oczy dziecku wydlubac przy zmianie pieluchy!!! Tez bym nie oddala:)

    ReplyDelete
  43. Kurakowa--> No to Ty tez niezle dalas z tym rozem i ultramaryna, ze tez sie Kurak zgodzil;))
    A pewnie ze nie ma co zalowac takich rzeczy, z tego wlasnie sa najlepsze wspomnienia:)))

    ReplyDelete
  44. Siostra to jeszcze pisakami malowała i na to bezbarwny. Ohyda.
    Uśmiałam sie czytając Twoją notkę. Humor mi sie poprawił.

    ReplyDelete
  45. Ja pierdykam -kajajac sie jednoczenie. Nie bylo mnie tu pare miesiecy i teraz znow zamilczec bede musial na sporo, bo zanim przebrne przez lekture odkwietniowa to wiele czasu uplynie. Stardust - skad ci sie tyle pomyslow bierze????
    Buziaki - lete czytac.

    ReplyDelete
  46. Marinik!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Wszelki duch pana boga chwali:))))) A witojcie witojcie. No ja wlasnie notke o swieci listopadowym plodzilam a tu mi sie duchy pokazuja:))))))))))))))))
    Daruj sobie troche tego czytania, bo wiesz od kwietnia, to Ty masz powazne zaleglosci;)

    ReplyDelete
  47. :)))) no komedia ;)))
    A paznokcie dlugie mam i ja - naturalne i mam tez pierdolca na ich punkcie ...dbam o lapki i pazokcie ale tipsy z wyszukanymi wzorami mnie mecza ;)) to takie nie pasujace do "codziennego" zycia ze az razace - wkoncu nie czesto widzisz panienke w kasie sklepu z fryzura na "sylwestra" i w roboczym ubranku -ale coraz czesciej widuje wlasnie paniennki z tipsami na wielka zabawe przy "codziennym ubranku" ...A ze nie lubie wiec napislam o tym ale to moje zdanie ten co lubi niech sobie robi tipsy ;)) :)))
    Bo wkoncu i ja mialam kolorowe "dziwne pazurki" w latach 80-siatych - domowym sposobem lakier robiony :))) najsmieszniejsze to, to ze perlowy lakier zabarwialam "wkladem" z flamastra ...na rozne kolory tyle ze po zmyciu lakieru kolor sie utrzymywal i tak ...flamaster jest "nie do zdarcia"

    ReplyDelete
  48. Stardust:
    no tak, zaomnialam, ze jestes starsza :-PPP

    ReplyDelete
  49. Swego czasu mialam tipsy - jak sie oduczalam obgryzania paznokci, i tez bylam taka zdolna, ze dwa sfajczylam jak zapalam swieczke.
    Po tym incydencie, powiedzialam sobie nigdy wiecej,

    Ale paznokcie przestalam obgyzac.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...