Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, November 12, 2009

O wrednych babach cd.

Skoro juz wczoraj nie wytrzymalam i popelnilam notke na temat tej kobity, to dzis postanowilam isc za ciosem. W koncu takie przypadki powinny byc spisane i napietnowane ku przestrodze przyszlych pokolen. No i przede wszystkim chce sama siebie przekonac, ze moj wczorajszy wkurw to nie wynik menopauzy, ale systematycznych obserwacji zycia.
Pierwszy raz z taka wampirzyca spotkalam sie w pierwszym tygodniu mojej pracy w NY. Pierwsza praca, pierwszy tydzien i juz takie doswiadczenie, nie ma co zycie mnie lubi.
A bylo tak...
Dostalam te prace fuksem jakims, bo przeciez nie mialam zadnego doswiadczenia ani w ogole nic, no ale udalo sie i teraz caly dowcip polegal na tym, zeby skoro sie udalo to nalezy jak najdluzej sie w tej pracy utrzymac.
Byl wlasnie okres przedswiateczny, bodajze poczatek grudnia jak przyszla kobitka na manicure. Nic wielkiego, w koncu to zadna robota, opilowalam babsku pazury, pomazalam czerwonym lakierem i poszla.
Wrocila nastepnego dnia z awantura ze lakier sie "nie trzyma", a pazury wygladaly tak jakby je szorowala jakas szczotka druciana lub papierem sciernym. Menadzerka w krotkich slowach polecila mi zebym przemalowala, to przemalowalam, ale juz do konca dnia mialam wisielczy humor i w zasadzie to spodziewalam sie, ze powiedza mi zebym sie nawet nie fatygowala przyjsciem do pracy nastepnego dnia.
Ale nic podobnego sie nie stalo i po nastepnym tygodniu juz nikt o tym nie pamietal, nikt, oczywiscie oprocz mnie. A baba przyszla 2 tygodnie pozniej i tym razem zazyczyla sobie robic te pazury wlasnie ze MNA!!!
Tego juz zupelnie nie rozumialam, ale zrobilam, bez slowa, jak automat.
Dopiero po jakims czasie rozmawiajac z menadzerka dowiedzialam sie, ze ta paniusia jest znana wlansie z tego, ze przychodzi i wiecznie cos reklamuje, zeby dostac cos za darmo(!!!)
Normalnie we lbie mi sie to nie miescilo, ale wreszcie po kilku miesiacach sama sprowadzilam rozmowe na ten temat i zapytalam ja wprost co robila, ze tamtym razem lakier nie przetrwal nawet 24 godziny a teraz wytrzymuje tydzien a czasem i 10 dni.
A babsztyl mi bezczelnie powiedzial z rozbrajajaca szczeroscia, ze wtedy zaraz po powrocie do domu zabrala sie do pakowania prezentow swiatecznych(!!!)
Szlag mnie trafil, ale przeciez nie moglam nic zrobic, wiec tylko zapytalam czy zdaje sobie sprawe z tego, ze ja moglam przez to stracic prace? Nie, oczywiscie, ze jej to nie przyszlo do glowy.
Skala takich i podobnych przypadkow wzrosla wielokrotnie jak zaczelam pracowac w Estee Lauder w Bloomingdale's. Nie dosc ze wielka firma, to jeszcze jeden z najpopularniejszych domow handlowych na swiecie. Tam dopiero byla pozywka dla takich, chodzily calymi armiami.
Wyobrazacie sobie, ze o tej porze roku kobiety kupuja drogie suknie wieczorowe, ida w nich na bal a potem bez zadnych skrupulow oddaja. Byle tylko zmiescic sie w 30 dniach przyslugujacych prawnie na oddanie i to wszystko. No nic dziwnego, ze tutaj tyle bogatych, mnie do glowy by cos takiego nie przyszlo, to tez sie nigdy niczego nie dorobilam.
Ale niech tam, przynajmniej patrze w lustro spokojnie i nie probuje sobie podciac gardla szczoteczka do zebow.
Mialam natomiast klientke, ktorej nie moglam sie pozbyc przez lata.
Przyslala mi ja jedna z moich dobrych klientek Jessica, ktora do dzis przeprasza za to, mimo, ze jakies 6 lat temu udalo mi sie potwora pozbyc.
Potworem byla dziewczyna w wieku 20 kilka lat i wydawaloby sie, ze coz moze byc zlego z mloda, normalna kobieta? Ano wiele.
Zacznijmy od tego, ze nikt nie ma twarzy dokladnie, idealnie symetrycznej i wiekszosc z nas rozumie to i nie robi problemu, ze cos, a w tym wypadku jeden wlos na lewej brwi rosnie inaczej niz podobny wlos na prawej. Ja nie przesadzam, ona doslownie liczyla wlosy na brwiach.
Bo dla Jennifer to byla roznica nie do zaakceptowania prowadzaca do tragedii zyciowej. Niech i tak bedzie, ja to olewam dopoki tragedia zyciowa ma dotyczyc jej zycia a nie mojego.
Ale Jennifer byla inna, ona byla SPECIAL.
Zaczelo sie od tego, ze nie bardzo wiedziala kiedy ma opuscic pokoj, bo wizyta jest juz zakonczona. Jak czlowiek moze dac delikatnie do zrozumienia, ze klientka powinna sobie juz pojsc, bo tam czeka nastepna? Przeciez ona sama czekala i wie, ze wizyta na regulacje brwi trwa 15 min, to chyba powinna spokojnie wyjsc. No nie bardzo, wiec postanowilam, ze najbardziej delikatnym sposobem bedzie jesli to JA wyjde z pokoju pod pretekstem odniesienia rachunku do recepcji.
Tak tez zrobilam, na szczescie po kilku minutach wracajac nie prowadzilam ze soba nastpnej klientki, bo otwieram drzwi i co widze????
Jennifer siedzi sobie w rozkosznym rozkroku na moim krzesle przed lustrem, polowa sloikow z kremami jest otwarta i ona sobie pacykuje nimi gebe!!!!!!!!!!!!!!!
Krew uderzyla mi do glowy z najdalszych zakatkow mojego ciala, zlapalam te otwarte sloiczki i ze slowami "co Ty robisz" wypizgnelam wszystkie do kosza na smieci.
Spojrzala na mnie jakbym z ksiezyca spadla, wiec wyjasnilam:
-- Dziecko, to nie jest Twoj dom, to nie jest Twoja lazienka, to nie sa Twoje kremy!!! Nawet ja mimo, ze tu pracuje nie wkladam palcow do sloikow, a Ty przychodzisz z ulicy i sobie grzebiesz i jeszcze patrzysz na mnie zdziwiona? Jak Ty sobie wyobrazasz ja mam taki krem polozyc na twarz klientki, to wszystko jest do wyrzucenia. I prosze wyjdz!!!
Baknela jakies "przepraszam" i poszla.
Nastepnym razem poniewaz juz wiedzialam co ryzykuje zostawiajac ja sama w pokoju zmienilam taktyke i zaanonsowalam koniec wizyty slowami:
-- Nooo to Twoj czas juz sie skonczyl. Dziekuje, rachunek do zaplacenia w recepcji.
Poszla, odetchnelam z ulga. Ale 2 godziny pozniej przechodzac obok recepcji znow ja widzialam, myslalam, ze po cos wrocila. Ale Amy (menadzerka) odwolala mnie na bok i mowi:
-- Stardust, czy Ty mozesz cos zrobic z ta Jennifer? bo wiesz ona juz tam stoi od 2 godzin i przeszkadza dziewczynom w pracy.
-- Amy, TY sie mnie pytasz czy ja moge cos z nia zrobic??
-- NO, przeciez to Twoja klientka.
-- Owszem moja, na nieszczescie, ale JA juz zrobilam co mialam zrobic, teraz ona przeszkadza TOBIE i Twoim pracownicom. Wiec to TY musisz cos z nia zrobic.
W krotkim czasie doszlo do tego, ze jak Jennifer przychodzila, to na 3 min przed zakonczeniem wizyty ze mna wszystkie recepcjonistki, w liczbie 3 osoby uciekaly!!! A to na lunch, a to do lazienki, no byle gdzie aby tylko uciec. A ona miala czas, ponoc potrafila stac tam godzinami i czytac im listy od swojego chlopaka.
Tylko dziewczyny podejrzewaly, ze ona te listy sama pisala, bo gdyby faktycznie miala chlopaka, to pewnie nie mialaby czasu na takie pierdoly.
Nic, ja mialam z glowy, chociaz upierdliwa byla w dalszym ciagu i za kazdym razem dyskusja nad tym jednym wlosem konczyla sie moim stwierdzeniem "zrobilam co moge i najlepiej jak moge, moze nastepnym razem powinnas pojsc do kogos innego, mamy 8 kosmetyczek"
-- Ale ja Ciebie bardzo lubie i wiem, ze jestes najlepsza z tych osmiu.
Ten komentarz pozostawialam bez odpowiedzi, bo kurwa w tym wlasnie byl problem, ze "ona mnie bardzo lubi" szkoda tylko ze bez wzajemnosci.
Mialam juz wczesniej taka jedna, co to "byla mi wierna, bo ona nie lubi zmieniac", a ta wieronoscia skracala mi zycie. W koncu doszlo do tego, ze powiedzialam, ze ja zaplace za usluge z kims innym, zeby tylko przestala byc wierna, bo to nie o wiernosc chodzi ale o "jej zadowolenie".
Taaaa kurwa, zadowolenie, bajki babci gaski, chodzilo o moje nerwy, ale Denise w sumie wyprowadzila sie do CT i przestala przychodzic jak firma odmowila jej obnizki cen w zwiazku z przeprowadzka do innego stanu.
Wyobrazacie sobie taki tupet!!!! Wyprowadzasz sie z Krakowa do Poznania, ale chcesz, zeby w Krakowie obnizyli Ci ceny o 50% to skorzystasz z uslugi jak przyjedziesz raz na rok odwiedzajac rodzine w Krakowie!!!
To trzeba miec leb jak sklep zeby cos takiego wymyslec.
Wracajac do Jennifer, nie bylo szans na to zeby sie jej pozbyc, nawet jak wyjechalam na 3 tygodniowy urlop i jej jednej nie uprzedzilam majac nadzieje, ze w ten sposob bedzie zmuszona isc do kogos innego, Ona wiernie czekala!!!!!!!!!!
Pewnego dnia tuz przed zamknieciem sklepu wysmarowala sie jakimis mazidlami do makijazu i trzeba bylo cholerze pozwolic skorzystac z prysznica. Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariata, tak jakbym ja mogla cos zrobic? A co ja mialam zrobic? otruc? zabic pensetka?
Jak odchodzilam, to oczywiscie nie powiedzialam jej gdzie odchodze, ale wiadomo, ze wszyscy inni jej powiedzieli, bo nareszcie byla okazja sie jej pozbyc.
I znow Jennifer jak smrod za gaciami przywedrowala za mna do nowego zakladu. Od pierwszej wizyty byl problem, bo lazila po calym pietrze gdzie byly poustawiane rozne produkty na otwartych polkach i jedna z recepcjonistek musiala caly czas za nia chodzic, bo oczywiscie Jennifer wszystko brala w reke i macala, na szczescie nie otwierajac.
Wzielam ja na bok i WYJASNILAM dokladnie i dobitnie, ze jesli chce przychdzic to musi sie zachowywac tak jak zachowuja sie nromalni ludzie. A jak nie potrafi to niestety nie jest przeze mnie mile widziana klientka.
Wystarczylo na dwie wizyty!!!
A potem znow sie zaczelo to samo.
Na szczescie w tym zakladzie pracowalam tylko pol roku, bo dostalam nowa, lepsza oferte i postanowilam skorzystac.
Tym razem nazwisko i imie Jennifer byly wypisane czerwonym flamastrem na piewszej stronie ksiazki wizyt z adnotacja ze takiej osobie NIE WOLNO zamawiac wizyty. Dzialalo przez kilka miesiecy, az pewnego dnia przyszla do pracy nowa recepcjonistka i "zapomniala". A ja myslalam ze dostane zawalu!!!
Co mialam zrobic? recepcjonistka nowa, czuje sie fatalnie z ta pomylka i ciagle przeprasza, szkoda mi jej.
Wiec powiedzialam tylko krotko, ze ja sobie z tym poradze, a nastepnym razem zeby byla ostrozniejsza.
Jak Jennifer przyszla to wzielam ja do pokoju, zamknelam drzwi i powiedzialam, ze dzisiaj dostaje to regulowanie brwi ode mnie za darmo, w prezencie, ale pod warunkiem, ze nigdy wiecej nie przyjdzie.
Zaczela oponowac, ze ona przeciez chce zaplacic itp, ale jej przerwalam:
-- Posluchaj uwaznie, to nie jest istotne czy Ty zaplacisz czy nie. Ja po prostu juz nigdy wiecej Ciebie nie przyjme, rozumiesz? Wiec daje Ci ten jeden raz w prezencie na pozegnanie. I tym razem to ja Ci daje moje slowo, ze to jest ostatni raz.
Zrobilam, nie pozwolilam placic i wyprowadzilam do drzwi.
Po kilku miesiacach recepcjonistka przyszla do mnie zrozpaczona, bo ona nie wie co robic i jak rozmawiac z Jennifer gdy ta dzwoni i domaga sie wizyty.
Powiedzialam jej zeby nastepnym razem poprosila mnie do telefonu. Nie czekalysmy dlugo, za kilka dni zadzwonila, wzielam telefon i spokojnie powiedzialam:
-- Jennifer, to ja Stardust, Ty wiesz, ze to ja zabronilam recepcji robienia apointmentow dla Ciebie, wiec prosze nie dzwon, bo to i tak nic nie da. Ja Ci obiecalam poprzednim razem, ze to byla Twoja ostatnia wizyta ze mna i nawet dalam Ci ten serwis w prezencie.
-- Tak!! Ty nie masz prawa tego robic!!! Moj narzeczony jest prawnikiem, ja Cie moge sadzic!!!!
-- Sluchaj...i sluchaj uwaznie. Nie trac czasu na karczemne awantury telefoniczne ze mna, zadzwon do Twojego narzeczonego i niech on pisze ten pozew. Ja czekam.
Odlozylam sluchawke. Bylo to jakies 6 moze nawet 8 lat temu.
Czasem tylko Jessica ciagle przeprasza za przyslanie mi takiej klientki:) i od Jess wlasnie wiem, ze Jennifer ponoc wyszla za maz, ale one tez juz dawno nie bywaja w tym samym towarzystwie.
I tak to czasem bywa...

36 comments:

  1. mnie się to nie mieści w głowie ani nigdzie. ale większość jest jednak normalna, co?

    ReplyDelete
  2. No wspolczuje, takie klientki w biznesie uslugowym to koszmar. A ta Jennifer to, z calym szacunkiem, wyglada na lekko uposledzona. I nie pisze tego zeby jej ublizyc, ale wykazuje totalna nieznajomosc praw obcowania z innymi, zachowan spolecznych. I nie jest to raczej kwestia wychowania (nie po tylu latach z nia potyczek), a jakis brak w rozwoju... Najgorsze ze na pozor pewnie wyglada najnormalniej w swiecie i sie czlek nabiera.

    Teraz juz wiem, skad ty taka asertywna jestes Stardust. Cwiczenie czyni mistrza ;-)))

    ReplyDelete
  3. DS--> Gdyby wiekszosc nie byla normalna to bym sie juz dawno pochlastala, albo przekwalifikowala na opiekunke zwierzat w ZOO:))) Dlatego nie lubie klientek przypadkowych. Ta Jennifer to byl absolutny niewypal i biedna Jessica sama jej nie znala. Ot spotkaly sie w jednym towarzystwie w jakims klubie i tamta zapytala gdzie robi brwi bo jej sie podobaja, wiec Jess dala jej moja wizytowke, zuplenie nieprzewidujac takiego balaganu.

    ReplyDelete
  4. MarioAgdaleno--> Niby jestem asertywna, ale jednak za kazdym razem kosztuje mnie to kupe nerwow. A Jennifer faktycznie chyba miala jakies zachamowania, wspolczuje juz nie tyle jej mezowi, ale dzieciom na wypadek gdy jej przyjdzie do glowy sie rozmnozyc. Wyobrazasz sobie taka w roli matki?

    ReplyDelete
  5. W pale się nie mieści. Ja bym chyba jakiś rękoczyn lub zabójstwo popełniła na Twoim miejscu. Podziwiam za zimną krew i wytrwałość.

    P.S. Im więcej Cię czytam, tym bardziej żałuję, że za daleko mieszkam od Twego salonu :(.

    ReplyDelete
  6. Kiedy mi odbilo i zajelam sie tzw."handlem bezpośrednim" kosmetków f-my Avon.Poczatkowo, gdy handlowalam glownie w gronie znajomych, to bylo nawet fajnie, no ale w pewnej chwili wszystkie moje znajome były juz calkowicie zapchane kosmetykami, wiec musiałam poszukac zbytu gdzie indziej. I wtedy zaczal sie koszmar.Wiekszosc larw brala probki, najchetniej raz za razem, obrazajac sie, gdy mowilam,że juz taka brala, bo mam to zanotowane (oczywiście ja za probki musialam placic), usilowaly mi wmówic uczulenie po jakims mazidle, gdy w sloiku byly tylko jego resztki na sciankach, kazda wizyta trwala 2 godziny, a larwa brala jedna szminke za grosze, a naogladala sie jakby miala wziac cala palete.
    Po 6 miesiacach zrezygnowalam- to bylo ponad moj poziom stresu.
    Praca z klientem to wielce uciazliwe zajecie.Maz sie ze mnie smial,ze przeciez wiedzialam jak to jest pracowac w "uslugach". Pracowalam w centrali HZ i w miesiącach od marca do listopada miałam miesiecznie po 500 osob wyjezdzajacych, a byly to czasy polowy lat 70. gdy wszystko zalatwiala Centrala-wnioski, paszporty, bilety i "krzyz" na droge.
    Milego:)

    ReplyDelete
  7. Heh, to mnie jest latwiej usunac pacjenta z listy, niz Tobie pozbyc sie klienta...
    Wystarczy ze nie gwarantuje podtrzymanie wlasciwej relacji lekarz-pacjent: nie zglasza sie na umowione wizyty (3 razy), nie reaguje na ponaglenia (3 listy), nie wspolpracuje w terapii.
    O tak oczywistych sytuacjach jak karczemna awantura, kradziez, czy jakiekolwiek zniewazanie pracownikow przychodni nie wspominajac.
    W zamian ja tez musze standard utrzymac - nie wolno mi sie angazowac w zadna inna poza profesjonalna relacje z pacjentami, zadne kawusie, pogaduchy, przyjaznie, etc.
    Za seks z pacjentem, nawet bylym, mozna stracic prawo wykonywania zawodu.
    Prezenty do wartosci £6 i tyle.
    Mnie tam z tym zle nie jest, przynajmniej granice scisle okreslone.

    ReplyDelete
  8. Star, no nerwow kosztuje, bo przeciez za klaki takiej nie wyrzucisz, mimo szczerych checi ;-) Pozory jakiejs uprzejmosci trzeba zachowac, niestety... do czasu ;-)

    Meza zbytnio mi nie zal, bo mysle, ze ludzie dobieraja partnerow takich, jakich w danej chwili potrzebuja (chocby po to, zeby cwiczyc asertywnosc ;-) A ewentualne dzieci... no coz to inna bajka... mamusia niereformowalna i totalnie zyjaca we wlasnym swiecie, moze nawet te dzieci mialyby jej w jakims sensie matkowac... Brrr

    ReplyDelete
  9. A swoja droga, to ciekawe czytac, jak ta druga, uslugodawcza, strona, widzi to i owo. Mam na mysli i notke, i komentarze. Bo mozna sobie zrobic rachunek sumienia, jakim sie samemu bywa(bylo) klientem. Kurcze, nie jest latwo ;-)

    ReplyDelete
  10. Mam podobny problem, ale jako klientka:)) Serio!:) Otóż jeżeli moja kosmetyczka zaraz po mnie nie ma umówionej następnej osoby, to mnie każe siedzieć;) No może przesadzam z tym "każe", ale ja ukradkiem na zegarek lukam, bo czas mnie goni, a ona:
    "Posiedź jeszcze trochę, posiedź":)))
    I co zrobić? Teraz już się trochę wycwaniłam;) Zanim do jej gabinetu wejdę, wcześniej sobie przygotowuję wykręt na wypadek, gdyby chciała mnie przytrzymać:)))

    ReplyDelete
  11. No cóż... są ludzie , taborety i ... Jenifer;))))

    ReplyDelete
  12. AnetaCuse--> Wcale tak bardzo daleko nie mieszkasz;) na tutejsze odleglosci. Jak kiedys bedziesz w NYC to daj znac:)))
    A cierpliwosci to wlasnie takie przypadki ucza, bo i co czlowiek moze zrobic, ale za to jakbys weszla do naszego sluzbowego pokoju, to az ciemno czasem bylo od "fakow". No gdzies czlowiek musi tej ardenaliny upuscic:)))

    ReplyDelete
  13. Anabell--> To ja Ci serdecznie wspolczuje, bo prywatnie to juz takie panie mysla, ze Ty zupelnie nie masz nic wiecej do roboty. Mialam kiedys moja kolezanke, ktora przychodzila czasami na woskowanie. Kiedys mi powiedziala, ze owszem lubi jak ja to robie, ale jak idzie do pani Irenki do domu, to tamta ja czestuje kawa i siedza i gadaja. Dopiero jej wyjasnilam, ze pani Irenka, normalnie dla chleba pracuje jako sprzedawczyni w warzywniaku, a rwanie wlosow lonowych to jej dodatkowe zajecie niekoniecznie na chleb. Przy okazji poradzilam delikatnie zeby jednak zostala na kawie u pani Irenki. Przyjazn na tym nie ucierpiala, ale kolezanka jest klientka sprzedawczyni marchewki:)))) Dlatego tez nie mam polskiej klienteli, bo rodaczki uwazaja, ze moga sie ze mna zakolegowac i bedzie taniej, albo moze z ciasteczkiem i kawusia w komplecie. No wiesz roznie ludzie patrza;)) i rozne maja oczekiwania.

    ReplyDelete
  14. Czarownico--> Klienta jest sie naprawde ciezko pozbyc i dowodem na to fakt, ze tak naprawde to pozbylam sie Jennifer jak juz bylam "na swoim", taki numer nie przeszedlby gdybym ciagle byla pracownikiem korpo. To raczej mnie by sie pozbyto:))))

    ReplyDelete
  15. Na takie to tylko mój tatuś, powiadam Ci...
    A tak nawiasem...Od pakowania prezentów jej lakier zlazł? To jakaś oferma, bo ja nie kumam.

    ReplyDelete
  16. MarioAgdaleno--> W takich sytuacjach jak uslugi to niestety obie strony musza pamietac, ze po drugiej stronie jest czlowiek. Znam dziewczyny pracujace w tym samym co ja zawodzie a jak gdzies ida to kieruja sie dewiza "place i wymagam". Tyle, ze wlasnie potem one najwiecej tez takich ciezkich przypadkow dostaja. Jakos to los wyrownuje. Trzeba zachowac granice zdrowego rozsadku, a to nie jest latwe. "Common sense is not a common thing" mowia Amerykanie i to prawda, jakos nie bardzo potrafie to przetlumaczyc na polski:((

    ReplyDelete
  17. Diekjka--> Wyglada na to ze dziewczynie ciut brakuje wyczucia, bo ja tez mam klientki, z ktorymi sie prawie zakolegowalam, ale to poza gabinetem. I one wiedza, ze jak maja ochote na pogawedki to i owszem, ale w czasie serwisu, a jak nie mam czasu to kazda z nich rozumie, ze potrafie przerwac dyskusje w polowie zdania;)) Potem przy kolejnej okazji wracamy do tematu jesli jest taka potrzeba. Wiem tez, ze nawet klientki, ktore lubia sobie pogawedzic, maja dni kiedy lepiej sie nie odzywac. Ja to widze juz od drzwi:))

    ReplyDelete
  18. O ja cie pierrdoleee....

    Skad sie tacy ludzie biora, normalnie beton, nic nie rozumiejacy ani nie czajacy beton.

    Mnie sie po prostu w glowie nie miesci, ze tak mozna komus zycie zatruwac. I jeszcze pozwem straszy....

    W Kalifornii w wielu miejscach sa wywieszki "we reserve the right to not serve everyone".

    I teraz juz rozumiem, po co..zeby takie Jennefery nie lataly po sadach.

    ReplyDelete
  19. Stardust i to jest Ameryka własnie :))))))

    a tak po prawdzie to Ty masz jaki gabinet? terapeutyczny?

    ReplyDelete
  20. niezła pacjentka!
    w ukeju sępienie na coś za darmo jest też na porządku dziennym i to nawet u tych, którym nieźle się powodzi.

    ReplyDelete
  21. Nina--> No sa takie betony na dwoch nogach:)) A straszyc sadem to sobie mogla, do dzis czekam na ten pozew:))) Nie sadze zeby jakis adwokat przy zdrowych zmyslach podjal sie takiej sprawy. Najpewniej wysmialby taka Jennifer, tyle tylko ze moglby miec problem z pozbyciem sie jej.

    ReplyDelete
  22. Beata--> Gabinet to ja mam kosmetyczny, ale jak wynika z pewnych opowiesci to rowniez powinnam kasowac za terapie:))))

    ReplyDelete
  23. Miss--> Glownie tacy co im sie niezle powodzi leca na free ride bo gdyby tak nie bylo to nie dorobiliby sie majatkow:)) Wiesz ta zasada "czemus biedny? bos glupi i czemus glupi? bos biedny" dziala w druga strone tez. Najbogatsi sa najwiekszymi skapcami, dlatego tez nie mam bogatych klientow. Pamietam jak mi jedna ze slawnych osobistosci kiedys podawala napiwek w postaci 1 dolara (slowem jednego) z takim namaszczeniem na twarzy, jakby to bylo conajmniej 50. A ze prosila mnie zeby jej schowac ksiazke do torby, to ja tego dolara na jej oczach z rownym namaszczeniem na twarzy wlozylam miedzy karki ksiazki i schowalam w torbie. Wiecej do mnie nie przyszla, widocznie nie umialam docenic:)))))))))))))

    ReplyDelete
  24. otóż to! za terapię i większa kasę!

    ReplyDelete
  25. Proceder kupowania i oddawania jest już wszędzie. Mało tego, w niektórych kręgach uważany jest za coś normalnego, dowód na przedsiębiorczość i zajebistość.
    A w ogóle praca z przypadkowymi ludźmi to ciężka orka jest.

    ReplyDelete
  26. Sze--> Ano jest orka, zgadzam sie. Dlatego nie przyjmuje przypadkowych klientow. Czlowiek sie uczy na bledach:))

    ReplyDelete
  27. a wiesz, że i u mnie w głowie wredne baby? a w zasadzie jedna. i jakoś tak od wczoraj nie mogę się jej (brak szacunku) pozbyć.

    ReplyDelete
  28. no horror jakiś! wczorajsze jeszcze jakoś przełknęłam, ale ta Jennifer mi się przyśni. Maria A. ma rację - dobrze wiedzieć, jak to wygląda z drugiej strony

    ReplyDelete
  29. Chciałam powiedzieć tylko, że jestem z ciebie dzielna. Nie wiem czy potrafiła bym powiedzieć tak jak ty - stanowcze good bye. Ale sama przyznasz że dzięki takim świrom, później jest co wspominać i z czego się śmiać - jak już po kilku latach emocje opadną :)

    ReplyDelete
  30. Zielone-buty--> Witaj:)) Nie jestem pewna czy rozumiem, albo czy sie wlasciwie domyslam, ale to chyba nieistotne jest:)
    Wazne, ze te baby w glowie moga troche namieszac, a do tego nie nalezy dopuszczac, to moze jednak pozbadz sie tej baby;))

    ReplyDelete
  31. Batumi--> No horror, ale znamy tylko te horrory co juz za nami, a wiadomo to co nas jeszcze czeka? :)))))

    ReplyDelete
  32. Gosiu--> Bardzo mi sie podoba to "jestem z ciebie dzielna" musze koniecznie zapamietnac;)
    A swiry ucza asertywnosci, bo przychodzi taki moment, ze stoisz w obliczu wyboru. Kto ma przetrwac? razem sie nie da, wiec albo swir? albo ty?
    Nie jest to latwe, bo asertywnosc nie lezala w mojej naturze, zreszta jak widac do dzis mam porzadnego stresa jak spotykam kolejnego swira. Na przyklad nie potrafilabym tak jak radzila DS w poprzedniej notce "sprzedac za podwojna cene i sie babsko odczepi, albo przynajmniej strat nie bedzie". No tego akurat nie potrafilabym zrobic i nigdy sie tego nie naucze. To wbrew mojemu wlasnemu kodeksowi uczciwosci. Wlasnie dlatego musialam sie nauczyc pozbywac tych swirow w inny sposob, a konsekwencja jest bardzo istotna w tym wypadku. Swir nie moze zobaczyc, ze masz jakies miekkie punkty, bo jak tylko wykapuje to wlasnie tam bedzie uderzal.

    ReplyDelete
  33. Masakara z ta baba.

    Wyglada na to, ze ona jakies zaburzenia osobosciowe miala.

    sama osobiscie znam ", "panie", ktore kupuja, zaloza jeden raz, i myk z powrotem do sklepu.
    Fuj,

    ReplyDelete
  34. sister X-mena taka była;>,nawet jadąc do Polski kamerę kupili żeby nakręcić co sieda a potem oddali.To pół biedy,gorzej z kiecką sylwestrową.
    No ja własnie mialam przykład klientki która przewizła dziecko w fotleiku a potem go oddała...
    Kiedy masz mega ruch to oj tam,ale w kryzysie to kurwa nóz w kieszeni.
    A ta Twoja j. to psychiczna normalnie.
    brrrrr,dobrze że się pozbyłaś zbuka;>

    ReplyDelete
  35. Stardust, pracujesz tyle lat z ludźmi więc rozumiem, że chyba Cie nie dziwi takie zachowanie niektórych? W końcu to ludzie a jak słusznie ktoś zauważył trzeba zawsze brać pod uwagę ten wspaniały podział na ludzi i taborety. Tobie taboret trafił się wyjątkowo "radośnie głupawy" ale tak to bywa. Sam pracuje w handlu ale całe szczęście, że nie mam aż tak dużo do czynienia z klientami bo znając siebie już dawno byłbym ścigany listem gończym. Jestem co prawda miły ale do czasu kiedy nie spotkam pajaca wtedy mój spokój ma swoje granice. Moja szefowa zawsze mówi "klient nasz pan" a ja dopowiadam "ale nie mój". Mam swoje granice i nigdy nie pozwalam się układać jak dywan, bo w końcu nim nie jestem :))) Pozdrawiam

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...