Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, December 27, 2009

Swiateczny luz bluz

Jak siegne pamiecia swieta zawsze kojarzyly mi sie ze stresem.
Najpierw byl to stres rodzinny, bo zawsze nie wiedziec skad pojawiala sie jakas awantura, albo conajmniej sprzeczka rodzinna, glownie pt. "kto robi Wigilie?"
Nie to, zeby nas bylo tak strasznie duzo i Wigilia krazyla od domu do domu przez kolejne lata, bo glownie polegalo to na wymianie z rodzina brata mojej Mamy. I jakos tak sie skladalo, ze jak Ciotka wybrala Wigilie, to Mama tez miala na nia ochote. Pamietam to ciagniecie sie przez cale miasto, glownie z trepa, bo samochodu nie posiadalismy, autobusy jezdzily wielce sporadycznie a taksowkarze swietowali.
Pojscie "tam" czyli w sumie gdziekolwiek bylo jako tako, natomiast powrot o poznej porze, byl kara za wszelkie przewinienia poprzedniego roku i zapowiedzia ciezkiego nastepnego roku, bo przeciez Babcia twierdzila, ze "jaka Wigilia, taki caly rok".
Slowem jak by sie czlowiek nie ustawil to i tak mial przejebane na najblizsza przyszlosc.
Nie lubilam tez swiat w zwiazku z tym, ze nalezalo byc "milym i grzecznym", a ze od poczatku bylo we mnie tyle wdzieku co w tasaku do miesa, to mialam przepukane.
Moje kuzynki rowiesniczki, wiecznie poglebialy ten stres, bo a to cos spiewaly, a to recytowaly, czy tez odstawialy inne kukielki. Im latwo bylo z odstawianiem kukielek, bo maloletniego wzrostu byly cale zycie.
Nawet ta o rok ode mnie starsza, zawsze miala w stosunku do mnie wzrost piec lat mlodszej.
Pamietam swieta, kiedy towarzystwo stawialo moje "male" kuzyneczki na stole miedzy wodka i zakaska, i te radosnie plasaly w baletowych piruetach i dziekczynnych uklonach.
Mnie od pierwszego roku zycia nikt nie smialby postawic na stole, w obawie o wytrzymalosc stolu.
Automatycznie od nich sie niczego nie wymagalo, bo one byly "male" a ja bylam "taka duza dziewczyna", ktora powinna sie umiec zachowac.
W morde jeza, chyba nikogo nie zaskoczy, jesli napisze, ze moje kontakty z kuzynkami zakonczyly sie zaraz po bierzmowaniu.
Ale jeszcze jako osoba dorosla zamieszkujaca w Polsce musialam brac udzial w rodzinnych swietach i uroczystosciach, ktorych mialam serdecznie dosc, az do zasrania.
Na szczescie los zeslal Ameryke, a w niej zadnej rodziny!!!!
Chociaz to tez nie prawda, bo starsza z moich maloletniego wzrostu kuzynek zamieszkuje gdzies w Poludniowej Karolinie, gdzie psy dupa szczekaja, a slonce co rano soltys grabiami sciaga.
Kiedys przez niedopatrzenie, ktos uczynny z rodziny przyslal mi nazwe miejscowosci, w ktorej zamieszkuje kuzynka, ale nie mozna bylo tego znalezc nawet na samochodowej mapie, gdzie jest wszystko co posiada wiecej niz 12 chalup, stad moja opinia o PK i miejscowosci kuzyneczki.
Odloze kuzynke na bok, coby sie nie spocila z nadmiaru uwagi na moim blogu;) i przykladnie wroce do swiat.
Przez pierwsze lata obchodzilismy swieta w pelni "po polsku", co oznaczalo odstanie w kilometrowych kolejkach w polskich sklepach na Greenpoint, uroczystym zastawieniu wigilinego stolu w 12 potraw, zrobieniu odpowiednich fotografii i wyslaniu ich do Polski jako dowod rzeczowy, ze kultywujemy polskie tradycje padania na twarz prosto do talerza z barszczykiem lub grzybowa.
Powoli zaczelam sie jednak odcinac od tego zamordyzmu, bo czlowiek nie ma na to czasu, a pichcenie po nocach jednak nie plynie w moich zylach.
Jak juz Potomek dorosl do wieku nastoletniego i buntowal sie na te zasiadane i przymusowo odswietnie wystrojone Wigilie to zaczelam machac reka i mowilam "ubierz sie od stolu w gore, do zdjecia".
Hipokryzja jak sie patrzy!!!
Az sie zaczelam powoli przylapywac na tej hipokryzji i przestalam wysylac swiateczne zdjecia, tym bardziej, ze to juz nie Potomek stal pod choinka, tylko chionka pod prawie 2-metrowym Potomkiem.
Az doszlo do czego doszlo, czyli tak jak pisalam o Wigili, nareszcie zaczelam swietowac bezstresowo. 
Tak wiec z naszej swiatecznej tradycji zostal w moim wydaniu absolutny luz bluz..
Do Wigili owszem siadamy odstrojeni i z zachowaniem wszelkich rytualow czyli jest koleda, jest oplatek, nawet jak z kieliszka, ale jest.
Natomiast juz w Boze Nrodzenie rano mamy dosc swiat!!! Kazdy jest jeszcze obzarty wczorajszymi smakolykami, nikomu nie chce sie nawet wstac z wyra.
Pewnie gdybym byla zupelnie tradycyjna Matka Polka, to zazyczyliby sobie sniadanie do lozka, ale wiedza, ze ze mna taki numer nie przejdzie, bo wiadomo, ze do Matki Polki to mi mniej wiecej tak samo daleko jak do zakonnicy.
Wiec w Boze Narodzenie ja owszem wstalam rano (tak wedle 7ej) bo ja zawsze wstaje, Wspanialy ma przywilej odsypiania codziennego wstawania w niedziele i swieta, to sobie spal, Potomek przegadal pol nocy z calym swiatem (slyszalam) to tez teraz spal sobie smacznie.
I co robic? Poczytalam troche wiadomosci, polatalam po blogach, ale wiadomo, ze w swieta nic sie nie dzieje, no to sama zaczelam pisac moja wigilijna notke.
Wreszcie wstali, zjedlismy ciagle swiateczne sniadanie i w sumie kazdy zajal sie czym mogl czyli towarzystwo rozproszylo sie na tzw. zajecia indywidualne. Ja wybralam ogladanie telewizji, w ktorej i tak nic nie ma, zawsze sie zastanawiam po jasna cholere nam tyle kanalow, jak w sumie najciekawsze to PBS i historyczne.
Nawet nie zauwazylam kiedy przysnelam, budzilo mnie naprzemian wlasne pochrapywanie i smiech Potomka wydobywajacy sie z pokoju, szumnie zwanego goscinnym.
W ten sposob dotrwalismy do obiadu, ktorego przygotowanie zajelo mi cale 15 minut i dodatkowa godzine w piekarniku. Przy obiedzie troche jeszcze pogadalismy, posmalismy sie i znow kazdy odmaszerowal do swoich zajec wyrazajac chec na deser "pozniej, bo ilez mozna jesc".
I tak w sumie cale swieto spedzilismy na snuciu sie od legowiska do stolu i odwrotnie.
Nikt nikomu nie pieprzy za uszami, nie przeszkadza, nie wymaga, nie oczekuje, zupelny luz bluz tyle, ze jakos chyba malo swiateczny, ale mnie z tym dobrze.
Nawet nie wiem czy jeszcze umialabym goscic u siebie i sama isc w gosci z tej okazji?
Dla mnie swieta to relaks, odpoczynek od obowiazkow, wiec po co nakladac sobie obowiazek odwiedzin?
Cale szczescie tez, ze w Ameryce to swietuje sie tylko jeden dzien, czyli w sobote mielismy juz normalna sobote, a niedziela jest tylko niedziela.
Wczoraj, czyli wlasnie w sobote rano oswiadczylam, ze ja mam juz dosc i jak ktos jest glodny to niech sobie sam radzi. Potomek, ktory spedza z nami te kilka dni, popatrzyl dziwnie, ale bez slowa przygotowal sniadanie dla wszystkich, nakryl do stolu i rzucil haslo, ze wyzerka gotowa.
Ooo takich gosci moge jeszcze tolerowac;)
Jak to dobrze, ze to juz koniec, jeszcze tylko Nowy Rok i spokoj na nastepne 12 miesiecy.

34 comments:

  1. Tak trzymać! U mnie też luz, chociaż w Wigilię deczko się umęczyłam kilkagodzinnym gotowaniem, ale potem to tylko wybieranie z lodówki wybranych smakołyków :).

    ReplyDelete
  2. Aneta--> Fajne jest takie lenistwo na luzie, tyle, ze nie przez tyle dni. No ja mam juz serdecznie dosc i chetnie pojde do pracy:)))

    ReplyDelete
  3. Beata--> Wielkanoc to sie jakos obleci, ugotuje kope jaj i niech sobie kazdy skubie;)

    ReplyDelete
  4. A mi jakoś za szybko to minęło,tzn.miałam mało czasu na lenistwo,dobrze,ze po sylwestrze 3 dni wolne.

    ReplyDelete
  5. Witaj, juz dawno tak robie swieta.Dobijało mnie zawsze to kiblowanie przy stole, te tony jedzenia, z ktorym nie bardzo bylo wiadomo co robic po swietach.Dla mnie swieta to jest czas, w którym kazdy robi to na co ma ochote, a nie to, co sobie zycza inni.
    Milego, ;)

    ReplyDelete
  6. Stardust, obskubie? a żurek po rezurekcji? a kiełbasa biała w jabłkach? a golonka, zimne nózki? a szukanie jajek czekoladowych w ogrodzie? a smigus dyngus?

    ReplyDelete
  7. Izza--> To dobrze, ze wypoczniesz chociaz po Nowym Roku, ja jestem zupelnie nieprzyzwoicie wypoczeta:))

    ReplyDelete
  8. Anabell--> Kiblowanie przy stole pamietam z dziecinstwa, w doroslym zyciu juz jakos mi sie udawalo uciec od tego. Moze sprawe ulatwial fakt, ze w Polsce trzeba sie bylo jednak przemieszczac od stolu do stolu pod roznymi adresami. Ale zdecydowanie wole swieta luzackie:)))

    ReplyDelete
  9. Beata--> Rezurekcja, to pewnie cos religijnego, wiec odpada razem z zurkiem;) Golonke ostatni raz jadlam jakies 50 lat temu:) Zimne nozki? mam jak ide spac.
    Kobieto, co Ty mnie ta Wielkanoca straszysz? Prosilam zebys byla grzeczna do Trzech Kroli;)
    Wielkanoc bedzie w pigulce i po bolu.

    ReplyDelete
  10. "w Polsce trzeba sie bylo jednak przemieszczac od stolu do stolu pod roznymi adresami"

    Star - ja Ci to jeszcze raz napiszę. W Polsce nic nie trzeba było i nic nie trzeba - wszystko zależy od konkretnej rodziny i konkretnego srodowiska. nie pamiętam świat których bym nie przebarłozyła. żadnych odwiedzin, żadnych przymusów. uwierz - że to nie kwestia Polski :)

    ReplyDelete
  11. Ostatnio jak bylem na "czerwonym dywaniku" to dyrechtor mi powiedzial ze niekiedy trzeba i tez w swieta pracowac bo jakis Klient cos koniecznie potrzebuje i boska kasse placi za to.... Za rok sie jako ochotniczy zglosze...
    Tz. powiem ze nie bede w rzadne swieta pracowal.Wiem beda zmuszali a za to kasse wyczerpie ;) i moj swienty spokoj...

    ReplyDelete
  12. Spt--> Nie zrozumialas. W Polsce to ja mialam rodzine i ta rodzina mieszkala w roznych czesciach miasta i stad przemieszczanie sie od stolu do stolu. Gdybym tutaj miala rodzine, to tez bym sie przemieszczala, bo swieta sa po to zeby je spedzic z rodzina. Tymczasem moja rodzina, to trzy osoby i wiadomo, ze jak swieta to u mnie. Jak widzisz przemieszczanie sie nie jest zarzutem pod adresem Polski, chetnie bym sie czasem przemiescila na jeden swiateczny obiad, ale nie bardzo mam gdzie.

    ReplyDelete
  13. Diesel--> czyli zastosujesz ucieczke w prace;))

    ReplyDelete
  14. Witaj Stardust,
    Świętujecie tak jak my! Mimo, że w Polsce, to i tak też luzik zupełny i bez obciążenia. Nawet Mamina się cieszy, bo po latach przygotowywania czegoś zawsze na święta teraz jest po prostu zawsze u nas na święta i może najwyżej pośpiewać kolędy :)
    W końcu to święta są dla nas, a nie odwrotnie!
    Pozdrowienia poświąteczne!

    ReplyDelete
  15. To ja sie pochwale, ze tez dzielnie luzowalam blusowalam. Wigilie przygotowalysmy wspolnie z Jola, bez achow i ochow. Tradycyjnie, ale bez klusek z makiem i tych innych, sama wiesz. Tylko, co niezbedne i co lubimy. W siwta wywalilismy wszyscy kola i odpoczywalismy. W pizamach, dresach, jak kto lubi... Bylo swietnie.

    ReplyDelete
  16. iw--> No wlasnie Twoja Mamina moze sie cieszyc, bo moze przyjsc do Ciebie. Ja powiedzialam do Potomka, ze czekam, zeby sie ozenil, to bede mogla isc do synowej na swieta. Parsknal smiechem i powiedzial "Mamo jak ja sie ozenie, to tylko bedziesz nas miala wiecej na swieta". No i masz pozbawil mnie wszelkiej nadziei:)))

    ReplyDelete
  17. Athi--> Tobie to sie chyba nalezal ten luz blus:)) Mialas ostatnio tyle roznych wydarzen, ze lezenie do gory kolami nalezalo Ci sie jak psu buda:))

    ReplyDelete
  18. Święta święta i po świętach...
    Dobrze, że są raz w roku. Po pierwsze dlatego co napisałaś... a po drugie...bardziej się na nie czeka;)))

    ReplyDelete
  19. Stardust, "Niebylo go ale ma Alibi" by Colombo powiedzial ;)

    ReplyDelete
  20. Stardust, nie pozwolę Ci miec wolnego od świat aż do nastepnego grudnia:)

    ReplyDelete
  21. święta sa dwa razy w roku!

    a Wy w tej Ameryce to macie jeszcze walniętynki:)

    ReplyDelete
  22. a ja sobie skipping'uje święta i na razie dobrze mi idzie.... jeszcze tylko nowy rok... pozdrówka!

    ReplyDelete
  23. to tak jak w tej piosence "ja lubię świeta choć są tylko raz do roku , ja lubię święta i święty spokój..." u mnie było trochę inaczej, bo gościłam swoich rodziców i nie dało się tak całkiem wrzucić na luz, ale przezyliśmy:)

    ReplyDelete
  24. ja tam się nie narobiłam,jedzenia było w sam raz,skończyło się w niedzielęwieczorem i luz.
    Do rodziny nie pojechaliśmy bo nam się nie chciało.
    Tak sobie myślę że to były jedne z najlepszych od wielu lat.

    ReplyDelete
  25. Nivejko--> A pewnie, ze dobrze:)) Ostatnio mysle, ze samo czekanie i przygotowania sprawiaja mi wiecej frajdy niz swietowanie:)))

    ReplyDelete
  26. Diesel--> Dobre alibi jest zawsze wskazane;)

    ReplyDelete
  27. Beata--> Dobrze, jak nie pozwolisz, to ja nawet Ramadan bede swietowac, a co mi tam:))) Od przybytku glowa nie boli;)

    ReplyDelete
  28. Evek--> To Twoje "skippinguje" przypomnialo mi jak kiedys Potomek powiedzial, ze moi znajomi go tez "zainwentowali" :))
    Masz racje, aby do NR doczekac i potem juz jakos bedzie latwiej;)

    ReplyDelete
  29. Mada--> Prawda, ze swiat najbardziej lubie swiety spokoj:)) podoba mi sie to.

    ReplyDelete
  30. Tuv--> Wlasnie roznica miedzy Wami w Polsce, a mna tutaj polega na tym, ze Wy macie rodziny i mozecie je zapraszac czy odwiedzac, albo nie. Ja nie mam, wiec moje swieta sa zawsze takie same, zawsze u mnie:))

    ReplyDelete
  31. odlezyny sie moga po takich swietach zrobic... :)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...