Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, November 29, 2009

Zyje!!!!!

Melduje, ze zyje, jestem i calkiem sie dobrze miewam. Tatek z E. przybyli juz o 11tej i bardzo sie ciesze, ze beda u nas az do srody. E. tylko jakas taka bardziej "krucha" sie zrobila i to jest smutne, ale humor jej dopisuje i to z kolei rownowazy wszystko inne, a przynajmniej pozwala nie myslec o tej kruchosci caly czas.
Dziecka stawily sie zgodnie z zaproszeniem na godzine 14ta.
Az oczom wlasnym nie moglam uwierzyc, bo zwykle to zajmuje im to okolo godziny czasu, zeby sie wszyscy zeszli.
Dorosleja? czy co?
Indyk siedzial juz w piekarniku od poludnia, wszystko inne bylo pod kontrola i moglismy sobie posiedziec i luzno pogawedzic przy talerzu serow, owocow, oliwek i krakersow.
Wspanialy zauwazyl jak ostroznie towarzystwo podeszlo do tych przedobiadowych zakasek. W odpowiedzi uslyszal tylko jednoglosne "oszczedzamy miejsce na glowne dania"
A. przyszedl do kuchni z propozycja pomocy, a w sumie to zeby sie rozejrzec co tez nowego pojawi sie na stole w tym roku. Bardzo go ucieszyl widok zapiekanki, ktora zrobilam w nasz pierwszy wspolny Thanksgiving i nigdy wiecej, a on na poczatek nie mogl sie nadziwic dlaczego nie powtarzam tych samych juz sprawdzonych dan. A ja tego nie robie, bo nie lubie nudnego gotowania. Tym razem postanowilam zrobic wyjatek dla tej zapiekanki bo potrzebowalam zdjecia, ktorych nie zrobilam kilka lat temu, a chce dolaczyc przepis do GbM i musi byc ze zdjeciami.

Tegoroczne menu skladalo sie z:
Zupa krem z ziemniakow z niespodzianka
Salatka ze szpinaku z gruszka, jezynami i gorgonzola
Salata z aruguli z pomarancza i granatem
Indyk
Sos z zurawiny z gruszka i imbirem
Nadzienie z wiejskiego chleba, kale i pinioli
Cebulki w occie balsamicznym i winie
Brukselka z kasztanami i suszonymi zurawinami
Zapiekanka z ziemniakow, cukini i pomidorow
Zapiekanka ze slodkich ziemniakow z bananami

Na deser
Gruszki gotowane w porto
Ciasto pomaranczowe (przepis juz jest w GbM)
Czekoladowo-pistacjowa tarta (przepisu chwilowo nie bedzie, bo zostala pozarta zanim zrobilam zdjecia)

Jestem cala szczesliwa, ze wszystkie dania wyszly jak powinny, indyk robiony sprawdzona od lat technika, tez byl soczysty, a to w przypadku indyka jest najwazniejsze. Tym razem zrobilam z maslem ziolowym tylko i cytrynami, przyznam, ze mimo prostoty skladnikow bardzo udana kombinacja.
Towarzystwo siedzialo az do 22ej i tym sposobem zostal pobity rekord najdluzszej wizyty dzieci w naszym domu:))
A tak spalaly poobiednie kalorie corka i synowa w przerwie miedzy obiadem a deserem.


Panowie w tym czasie przygotowywali stol do deseru.
A teraz jest godzina 8 rano i moi goscie jeszcze spia, a ja wstalam zameldowac ze zyje:))

Thursday, November 26, 2009

Och jak przyjemnie

Uwielbiam przygotowania do Thanksgiving. Wlasnie wrocilismy z zakupow, najpierw oczywiscie ustalilam menu, co mi najciezej idzie, bo ja bym chciala zrobic wszystko tylko ze jest nas raptem 10 osob i kto to zje?
Ustalanie menu wyglada wiec tak, ze ja pisze, a Wspanialy skresla:)))
W ostatecznej wersji ja i tak przemycam 1-2 dania, ktore on wczesniej skreslil.
Plan mam bardzo ambitny, jak zwykle, bo ja nigdy nie powtarzam tych samych dan i nawet indyk mimo, ze jest stala pozycja to zawsze jest robiony nieco inaczej.
To jedyne swieto, na ktore lubie urobic sie po pachy;) Nic dziwnego, przeciez caly rok gotuje tylko jak musze. Dzis bede robic sos zurawinowy, oczywiscie w nieco innej wersji niz w ubieglym roku, bede tez piekla dwa ciasta i chyba zrobie sos do indyka i ziemniakow.
Wiele dan musi byc niestety zrobione na ostatnia minute, ale jutro mam w planie przepuscic wszystko przez tzw. obrobke wstepna, tak zeby na sobote zostalo tylko wymieszanie, pieczenie i jedzenie.
Oczywiscie bede tu wpadac na ile sie da, bo jestem uzalezniona, to wiemy;)
A czytelnikom ze Stanow, ktorzy swietuja dzisiaj (jak kalendarz przykazal) zycze wszystkiego najlepszego.
Have a Happy Thanksgiving Day!!!!

Tuesday, November 24, 2009

Polecam

Wlasnie dolaczylam kolejny link do grupy blogow, ktore odwiedzam systematycznie. Jest to blog pisany przez moja klientke i polecam go wszystkim samotnym, szukajacym partnera czytelniczkom, ktore oczywiscie znaja jezyk angielski. LuckyGirl wie, ze dzieki temu linkowi bedzie miala czytelniczki, ktore przyjda z mojego bloga, jak rowniez czytelniczki z Polski i innych zakatkow swiata.
Jest bardzo tym podekscytowana.
Blog jest pisany fantastycznie, ja polknelam wszystko czytajac miedzy kolejnymi klientkami i jestem zachwycona.
Uwazam, ze najlepiej jest czytac go od poczatku, czyli od pierwszej notki, wtedy ma sie lepszy obraz:)) Ciekawa jestem Waszych wrazen:))

Powialo zima

Od wczoraj zrobilo sie jakos zmino i slonca nie ma. Wyglada na to, ze piekna jesien juz sie skonczyla i zima zaczyna nadchodzic. Wlasnie sprawdzilam pogode i jest godzina 7:15 a na termometrze tylko 9C i ma dojsc tylko do 15C przy tym jest wiatr i brak slonca, a to natychmiast czuje sie zimniej.
Nic tylko trzeba wyciagnac zimowe ubranie:((
Tatek mowil, ze w Buffalo przewiduja pierwszy snieg w ten weekend.
Teoretycznie to lubie zime i w niczym mi nie przeszkadza, tylko nie lubie zimowych ubran.
No nie lubie byc taka "naubierana".
Jak to dobrze, ze w tym tygodniu pracuje tylko dzis i jutro, a potem wolne az do wtorku.
Zrobilam juz liste zakupow, indyk lezy w lodowce i czeka zeby sie nim zajac.
Moje ulubione indykowe swieto odbedzie sie w tym roku w sobote.
Tak naprawde to Thanksgiving jest zawsze w czwartek, ale poniewaz mamy skladana rodzine to ja juz lata temu ustalilam, ze my obchodzimy to swieto w piatki. Nie chce zeby dzieci staly co rok przed dylematem czy isc do ojca, czy do matki. W ten sposob piatek zalatwia sprawe, ja mam wiecej czasu na przygotowanie wszystkiego i dzieki temu cala rodzina mysli, ze ja jestem Martha Stewart:))
W tym roku natomiast Tatek zadzwonil i z zalem zapowiedzial, ze raczej nie przyjada, bo juz nie ma miejsc na bezposredni lot z Buffalo do NY w piatek rano. To mu powiedzialam, zeby kupil bilety na sobote. W koncu to jest godzinny lot i trudno zeby od dwojga staruszkow wymagac przesiadek.
Wspanialy byl troche zaskoczony moja reakcja:
-- Naprawde Ci to nie przeszkadza zeby obchodzic swieto w sobote?
-- Nie przeszkadza mi to, a dlaczego mialoby mi przeszkadzac? zwlaszcza, ze to jedyne swieto na jakie Tatek przylatuje.
Mial ciagle zdziwiona mine, wiec dodalam:
-- Kochanie, ojciec ma 82 lata. Jak myslisz ile jeszcze swiat mozemy miec razem? Nikt z nas tego nie wie, ale..
Wiec od soboty do srody bedziemy mieli Tatka i E. w goscinie, juz sie nie moge doczekac:) Bardzo lubie jak przyjezdzaja. E. juz sie dopytywala czy mozemy jechac do kasyna jednego wieczoru. Wiec pewnie pojedziemy, bo juz coraz mniej jest rzeczy, ktore mozemy z nimi robic.
Dwa lata temu bawilismy sie w turystow, bo E. chciala jeszcze raz (zanim zupelnie straci wzrok) zobaczyc Manhattan. Nastepna zakochana w NYC:) Wiec wsiedlismy na caly dzien w turystyczny autobus i zwiedzali Manhattan. Byla piekna pogoda, wiec siedzielismy na pietrze i bylo fantastycznie. Te autobusy to naprawde swietna sprawa, bo czlowiek kupuje bilet na caly dzien i moze wsiadac i wysiadac gdzie i kiedy chce, wiec przy okazji mozna zwiedzac wiele obiektow, wpasc gdzies na lunch, czy kawe. Nie jestem pewna, ale cos mi sie obilo o uszy, ze mozna tez wykupic taki bilet na dwa dni.
Przyznam sie, ze nigdy wczesniej nie zwiedzalam NYC w ten sposob, bo owszem inne miasta, tak, ale skoro tutaj mieszkam to nie wpadlam na ten pomysl. A teraz chetnie taka wycieczke powtorze, jak bedzie okazja, bo to naprawde zupelnie co innego widziec miasto z wysokosci takiego otwartego pietra i jednoczesnie sluchac opowiesci przewodnika.
Ale poki co to lece sie szykowac do pracy, jakos trzeba zaliczyc te dwa dni:))

Monday, November 23, 2009

To sie nazywa zycie

Zadzwonila do mnie dzis kobieta, z ktora pracowalam jakies 20 lat temu. Lucille jest z tego samego roku co moja Matka, a wiec ma 78 lat. Nie widzialysmy sie juz z 8-9 lat, od kiedy pamietam zawsze byla rozwiedziona i posiadala przyjaciela na stanie. Ten zwiazek trwa juz pewnie ze 30 lat, ale nigdy nie chciala z nim nawet zamieszkac, nie mowiac o malzenstwie zawsze mowila do mnie:
-- Stardust, ja juz jestem za stara na to, zeby popelniac takie bledy. Mezczyzna ma byc dla przyjemnosci a nie obowiazkow.
Bardzo zaskoczyl mnie ten telefon, bo ja sierota obrzygana zgubilam jej numer i nawet czasem myslalam o tym, ze mieszkamy w jednej dzielnicy, ale jakos nigdy nie chodzimy tymi samymi drogami. Fakt, ze dzielnica ma lekko liczac
250 000 mieszkancow, ale czasem mozna by sie spotkac przypadkowo.
Zanim odebralam telefon to zerknelam na numer - Floryda - nawet nie mialam zamiaru odbierac, bo nie mam nikogo, kto moglby dzwonic z Florydy. Dopiero jak zaczela nagrywac wiadomosc i uslyszalam jej imie to az mnie wyrwalo z krzesla.
Przeprowadzila sie na Floryde rok temu, bo tam ma corke i wiadomo w tym wieku latwiej mieszkac blizej dzieci. Wynajmuje mieszkanie, a przyjaciel kupil tam nieduzy dom i tez sie przeprowadzil.
Pierwsze pytanie jakie jej zadalam brzmialo:
-- Lucille, czy Ty ciagle nosisz takie wysokie szpilki?
-- Alez oczywiscie, bez nich bylabym kurdupel - odpowiedziala i po chwili dodala ze smiechem - i na tance tez ciagle chodze.
Ot latynoska goraca krew!!! 78 lat i ona chodzi na tance!!!
Pamietam jak dawno temu zabralam Lucille na wystep cyganskiego zespolu Roma, juz nawet nie pamietam gdzie to bylo, ale pamietam, ze nie mogla usiedziec spokojnie i zaraz po zakonczeniu koncertu pojechalysmy do klubu wytanczyc te energie.
A ja stara peezda z laska!!!!!!!!!! No swiat sie do gory dupa przewraca.
Wlasnie u znachora w ubieglym tygodniu spotkalam kobiete 74 lata, ktora tez chodzi na tance co tydzien.
A na pytanie skad taka forma? odpowiedziala, ze z wyjatkiem lekarza rodzinnego raz na rok i badan krwi wierzy tylko w znachora. Przychodzi do niego regularnie co miesiac do 20 lat i tylko narzeka, ze jej maz nie jest takim wiernym pacjentem i przychodzi tylko jak juz koniecznie musi.
To ja jeszcze mam szanse pomyslalam i zaraz wieczorem trulam Wspanialemu, ze sie zapiszemy na lekcje tanca. Patrzyl na mnie troche wystraszony, bo on wie, ze jak sie upre to bedzie te walce musial odstawiac, a moze nawet jezioro labedzie, jak mu bedzie dobrze szlo.
Dzisiaj jak uslyszal moja rozmowe z Lucille to troche pozielenial na gebie, a ja narazie nic nie mowie, ale juz wiem gdzie jest najblizsza szkola tanca.
Tak bardzo sie ciesze, ze Lucille zadzwonila, tylko mnie szlag trafia, ze sie wyprowadzila na te Floryde. Na pytanie czy teskni parsknela mi prosto w ucho:
-- Pfff oczywiscie, ze tesknie i to bardzo. Nie ma na calym swiecie drugiego takiego miejsca jak Nowy York! Wiesz Floryda to taki narodowy dom starcow.. to jak mam nie tesknic.
Ot, petarda nie kobieta!!

Sunday, November 22, 2009

Zderzenie z rzeczywistoscia

Ja to jestem ten typ, co to nie ma czasu ani ochoty na rozpatrywanie sytuacji, analizowanie, zadawanie pytan itp. Tak serio mowiac to polowa tego, co sie wokol mnie dzieje nie zostaje przeze mnie zauwazona, w wiekszosci z czystego lenistwa. Bo na ten przyklad jak zauwaze, ze cos jest do zrobienia, to musialabym zrobic, a mi sie nie chce, to lepiej nie zauwazac. Jak zaczne sie interesowac za wiele otoczeniem, to zaraz mi sie narobi znajomych od cholery i ciut, ciut, a kto ma na to czas?
Mowic i odpowiadac na "dziendobry" owszem moge, ale juz "co slychac?" zupelnie mnie nie interesuje, wiec nie szwedam sie po okolicy bez sensu, nie wlaze ludziom w oczy, bo jak sie przyzwyczaja do mojego widoku, to zaczna zadawac pytania, opowiadac o swoim zyciu.
Eeee na cholere mi to.
Tak samo nie przywiazuje wagi do tego co sie dzieje ze mna, czyli z tzw. moim cialem.
Wiem, ze jest, bo codziennie biorac prysznic dotykam tych samych jego czesci, znaczy sie sa na wlasciwym miejscu. Czasem same daja znak, ze sa i te znaki sa zwykle upierdliwe, bo nagle czlowieka budzi jakis bol.
Nozeszkurwajegomac!! Jakim prawem?
I powoli zaczynam jarzyc fakty.
Przypomnialam sobie jak moja Mama, bedac wlasnie dokladnie w tym samym wieku co ja teraz, przyjechala do nas z wizyta i z walizki wyjela pokazny woreczek roznych medykamentow.
-- A to co?
-- A coruniu, to, to jest na watrobe, to na serce, to na nerki, to na spanie, to na wzdecia, to na opuchlizne nog, to na odwodnienie, to na cisnienie, to na... to na....
Stwierdzam wiec, ze ja jestem opozniona w rozwoju, bo poza kilkoma witaminami, ktorych i tak zapominam brac, to posiadam jeszcze tylko tabletki takie jakies ogolnie przeciwbolowe. Chyba nawet juz przeterminowane, bo tez je rzadko biore.
Moja kolezanka, ktora niedawno wrocila na stale do Polski, jest ode mnie 4 lata starsza i najwiekszy problem z powrotem na ojczyzny lono miala z wyszukaniem tam odpowiednich lekarzy.
Bo Helcia z tych, co to do lekarzy chodza regularnie jak do spowiedzi w pierwsze piatki miesiaca.
Jestem przekonana, ze Helcia miala w tym mieniu przesiedlenczym jeden pokazny kontener samych lekow, przeswietlen, historii chorob i tlumaczen.
Kiedys wlasnie w przyplywie takiego momentu swiadomosci, bedac na zakupach zobaczylam masc pod tytulem Bengay i wrzucilam ja do koszyka.
-- A to po co? - zapytal Wspanialy.
-- Nie pierdol, bedziemy sie smarowac, jak nas czasem cos boli.
Jakis tydzien temu znalazlam te masc w szafce, w lazience. Tubka juz lekko zdeformowana przez uciskajace sloiki z kremami i peelingami, ale masc jest.
Dalam wieczorem haslo do smarowania.
Kurwa!!! Cala noc nie moglam spac, bo mi ten smrod przeszkadzal.
Ja pierdole, czy to dbanie o zdrowie musi byc takie smierdzace?
Masc wrzucilam z powrotem do szafki.
Jak bylam u dochtora tego od stop, bo bedziemy jeszcze powtarzac ten zabieg, to wdalam sie z nim w rozmowe na temat znieczulen, bo oni przy tym zabiegu tez daja czlowiekowi znieczulenie miejscowe. Bardzo mi sie toto podoba, bo to tak fajnie byc oszolomem przez kilka godzin.
-- Ja mam tylko nadzieje, ze sie nie uzaleznie od tych narkotykow, ktore mi doktor B. daje w zyle, bo calkiem mnie sie one podobaja - zazartowalam.
-- To jest jedyny powod, dla ktorego ja lubie chodzic na colonoskopie - odpowiedzial dochtor.
-- Ooo !!! - zawolalam radosnie - to ja sie tez chyba wybiore.
-- Stardust, a jeszcze nigdy nie bylas?
-- Nie.
-- A ile Ty masz lat?
-- No 55
-- No to przeciez wiesz, ze pierwsze badanie powinno sie zrobic zaraz po przekroczeniu 50ciu.
-- No wiem, wiem... Ale doktorze ja wlasnie jestem w tym wieku, kiedy nalezaloby juz zminimalizowc ilosc ludzi, ktorzy w tamte okolice zagladaja.
-- Rozumiem, dowcip, ale zaraz Ci dam wizytowke lekarza, do ktorego ja chodze.
No i mam te wizytowke, wiem nawet, ze trzeba to zrobic, ale czy mi sie chce? to juz druga sprawa.
Patrze czasem na moje klientki, wiekszosc z nich znam od 15-20 lat kiedy jeszcze byly w szkolach, albo wlasnie po szkole, a teraz sa zonami, matkami, niektore rozwodkami.
Hejsus, jak mi sie te kobitki starzeja. A ja? no przeciez to naturalne, ze jak one sie starzeja to i ja.
Pierdykam, nie mam zadnego problemu z moim wiekiem, akceptuje wiek tak samo jak wyglad, olewam zmarszczki, siwe wlosy wrecz kocham i uwazam ze to bardzo interesujacy kolor.
Oo tak wygladam bez grama makijazu.


Najbardziej na tym zdjeciu przeszkadza mi nos, wielkosci solidnego salami, cala reszta jak na 55 lat jest jak na moje oczekiwania zupelnie OK. Nie mam w planie zadnych operacji, zadnych wstrzykiwan toksycznych chemikali. Jesli juz o toksycznych chemikaliach mowa, to palilam przez tyle lat, ze mam spory zapas w organizmie, nie sadze zebym kiedys miala cierpiec na braki.
A tak naprawde to w czym czlowiekowi przeszkadza wiek?
Nie wiem, bo mnie tam te moje lata ciesza okrutnie.
Nareszcie moge miec wszystko w dupie, nie musze chodzic do szkoly, nawet na wywiadowki, nie musze sie martwic o kariere, o awans, o stosunki w pracy. No moge sobie pozwolic na calkiem sluszna dawke tumiwisizmu. I co wazniejsze, moge wreszcie bezkarnie klac.
A to jest dla mnie duzy plus, bo teraz to juz mi raczej nikt nie powie, ze to "kobiecie nie wypada". A jak powie? No to chooj, to go opierdole i tyle. Wolno mi, jestem w tym wieku ze mi wolno jesli nie wszystko, to bardzo wiele i nie musze sie liczyc z niczyja opinia.
Tak naprawde, to powiem Wam w sekrecie, ze ja sie nigdy nie liczylam z niczyja opinia, tylko mnie czasem wkurwialo, ze ludzie traca czas na powiadamianie mnie o swojej opinii.
No i dochodzimy do puenty tej calej notki, a puenta jest taka, ze jestem stara.
No i chooj dobrze mi z tym.

Saturday, November 21, 2009

Sobotnie migawki

Niedawno temu DS pisala na swoim blogu o koledze wiary muzulmanskiej, ktory w calkiem naturalny sposob wypowiadal sie na temat nadchodzacego swieta, w czasie ktorego glowna atrakcja jest ofiarowanie barana. W czasie dyskusji ktos podal link do artykulu na ten temat, no i krew sie o malo co nie polala z monitora. Sa to dosc bulwersujace obrzadki, szczegolnie dla tych, ktorzy z wiara muzulmanska nie stykaja sie na codzien, mnie tam raczej juz nic nie zdziwi wiec obiecalam, ze przeprowadze wywiad wsrod znajomych mi muzulmanow i zdam relacje.
DS juz napisala kolejne notki, wiec nie bardzo mam gdzie komentowac ten temat, a wlasnie dzis mialam okazje dowiedziec sie z pierwszej reki czyli od mojego fryzjera, ktory jest muzulmaninem z Turcji.
Barish w Stanach mieszka dopiero do kilku lat i 2 lata temu ozenil sie z Amerykanka. Mlody chlopak, a tak przystojny, ze normalnie majtki opadaja, nawet ja sie jeszcze na tym znam:)
Ona katoliczka, on muzulmanin i bardzo mi sie podoba, ze nawzajem szanuja religie partnera, tak przynajmniej wynika z jego opowiadan. Ja spotkalam tylko raz i poza kilkoma grzecznosciami rozmowa nie trwala dlugo, w koncu jestem tylko klientka jej meza.
Wystarczy chyba tego wstepu:) Mialam dzis okazje zapytac Barish'a jak to wlasnie wyglada u nas w Nowym Yorku z tym swietem.
Wiec ponoc istnieja miejsca nawet jedno z nich niedaleko nas gdzie na miejscu mozna zakupic zwierzatko ze swiezego uboju. Barish twierdzi, ze wieksze rodziny pewnie z takich miejsc korzystaja, czyli idzie sie tam i wychodzi z miesem juz obrobionym, ze tak powiem. Natomiast oni poniewaz sa tylko we dwoje znalezli organizacje, ktora jest gdzies w Pensylwanii i tam wyslal pieniadze na oplate wszystkich kosztow i dostanie poczta gotowe mieso. Ponoc tradycyjnie to ma byc krowa, ale ze krowy drogie i nie kazdego stac, to ludzie wlasnie czesto zabijaja barana. On twierdzi, ze naprawde nie wie co dostanie, bo zastrzegl sobie, ze jest mu obojetne i generalnie to miesa tez chce tylko symboliczna ilosc.
Caly dowcip polega na tym, ze ta organizacja ma w ten sposob wspomagac biednych muzulmanow na swiecie, wiec czesc pieniedzy idzie na zakup krowy, czy tez barana, a reszta dla ubogich.
Tak samo w przypadku miesa, skoro on zastrzegl, ze mu nie zalezy na duzej ilosci miesa, to pozostala czesc zostanie oddana biednej rodzinie muzulmanskiej.
Tyle sie dowiedzialam i dziele sie informacjami. Nikt wiec z tej okazji nie prowadzi zadnego nielegalnego uboju ani w domu ani na ulicy.

A skoro mowa o uboju na ulicy, to wlasnie po tylu latach mieszkania w Nowym Yorku dopiero w tym roku jakies 2 miesiace temu dowiedzialam sie, ze zydzi odstawiaja ceremonial uboju kurczakow na ulicach Brooklyna w zydowskiej dzielnicy Boro Park. Tak, tak z okazji swieta Yom Kippur, ktore jest tuz po Rosh Hashanah, czyli nowym roku, zydzi zabijaja kurczaki. Jest to rytual oczyszczajacy z grzechow i tak bierze sobie zyd kuraka i macha nim nad wlasna glowa odmawiajac przy tym jakies ichne modly a potem kurczakowi podcina gardlo i w ten sposob zydowskie grzechy przeszly do ciala kurczaka, ktory natychmiast zostal zgladzony. Nie mam pojecia jak to dokladnie przebiega ze strony religijnej, bo nie mam kogo zapytac, moi rodzinni zydzi nie znaja sie na tym. Ale widzialam na Youtube jak to wyglada, no zywcem rzeznia drobiu na ulicy. Najbardziej bulwersujace jest, ze uczestnicza w tym rowniez dzieci.
Ponoc wladze miasta wystapily do organizacji zydowskich w celu zakazania tego typu praktyk, jako nieetycznych. I wcale im sie nie dziwie.

Pojechalismy dzis ze Wspanialym na Manhattan, bo mialam kilka spraw do zrobienia w moim zakladzie. Czyli jak to mowi Wspanialy trzeba bylo wykonac kilka Honey do projects a dowcip z honey do polega na tym, ze jest melon o nazwie hoenydew i wymawia sie prawie tak samo.
I musze Wam powiedziec, ze moje chlopisko zaczyna byc marudne.
Kryste jak on dzis cierpial przy wkrecaniu kazdej srubki!!! Jeczal, marudzil, nawet sie do mnie zaczal przypierniczac, ze moze bym tez cos zrobila. No tego bylo juz za wiele, wiec sie wkurzylam i mowie:
-- Wiesz kochanie, w takie dni jak dzisiejszy to sie normalnie nie moge doczekac kiedy Ty sie zupelnie zestarzejesz.
Spojrzal na mnie ze znakiem zapytania w oczach, wiec dodalam:
-- Jesli teraz potrafisz byc upierdliwy, to strach myslec co mnie czeka w przyszlosci. Chyba naprawde nie bede miala innego wyjscia, tylko Cie albo otruc, albo przydusic poduszka. Poki jestes sprawny umyslowo, to lepiej powiedz co wolisz?
A on mi na to:
-- I rather be fucked to death.
I w ten sposob moje szanse na bycie wesola wdowka spalily na panewce:(


A na koniec jak jechalismy subway'em do domu to trafil nam sie taki cudny pan. O jak na zdjeciu ponizej.

No chooj szesnasty!!! Jak go zobaczylam tak wzroku nie moglam oderwac, ja siedzialam po tej samej stronie co on, a Wspanialy stal tylem do obiektu, wiec mowie:
-- Obejrzyj sie dyskretnie i zobacz tego faceta co siedzi tam przy drzwiach do drugiego wagonu.
Obejrzal sie, popatrzyl i mowi:
-- Ale co to jest? taka peruka przyklejana?
-- No chyba tak, ale na moj gust to ma tak z 50 lat i sie deczko skurczyla, wyglada jak sfilcowany kot.
Troche mi sie zeszlo zanim mu tego "sfilcowanego kota" przetlumaczylam, musialam przy okazji opowiedziec kawal o tym jak to baca pral kota. I to wszystko nie odrywajac oczu od tego gostka, normalnie bylam zafascynowana tym widokiem.
-- Zrob zdjecie - powiedzial nieopatrznie Wspanialy.
Mnie tam takich rzeczy nie trzeba dwa razy powtarzac, juz zaczelam grzebac w torbie za aparatem, a ten jeczy:
-- Przestan, ja zartowalem, nie mozesz przeciez tak zrobic komus zdjecia! Pelny pociag ludzi, to nie ladnie, tak sie nie robi. Sama mowilas, zebym sie dyskretnie obejrzal, a teraz chcesz zrobic zdjecie.
I tak jeczal, ale ja tam mam gdzies jego jeczenie, zamiast aparatu wyciagnelam komorke i strzelilam gostkowi fotke, nikt przeciez nie wie, co ja robie, przygladam sie wlasnej komorce, nie?
A ze z ciut wyciagnieta reka? wiadomo slepawsza jestem i cierpie na syndrom krotkich rak.
I to by bylo na tyle dzisiejszych wiadomosci z kraju i ze swiata.

Friday, November 20, 2009

Stuk, puk laska w podloge:)

Wlasnie minal trzeci tydzien mojego chodzenia z laska i musze przyznac, ze zaczyna mi sie podobac:))
Na poczatek paletalo mi sie toto miedzy nogami, albo zapominalam, ze mam trzymac w lewej rece, bo jestem praworeczna, a przecie rzecz cala w tym aby laska wspomagala lewa strone.
Kilka razy na poczatek zawadzilam gdzies o cus i laska stracila chwilowo forme, bo ta cholera jest skladana i posiada 4 czesci polaczone wewnatrz taka silna guma wiec jak gdzies zahaczylam i pociagnelam to laska zaczela sie skladac.
Tak to bylo przez pierwszy tydzien, zywy cyrk.
Ale potem zwolnilam, zaczelam patrzec wiecej pod nogi, szczegolnie na schodach, bo wtedy jest mi najbardziej potrzebna, a jednoczesnie na schodach najlatwiej o przygode seksualna.
Na szczescie raz tylko zlecialam z 3 schodkow jakims takim rozpaczliwcem wymachujac lapami i laska w powietrzu. W drugim tygodniu juz zrobilam sie bardziej stateczna.
Czyli wszystko jest mozliwe. Wymaga ta statecznosc troche wiecej czasu, ale da sie zyc.
Chyba raczej nie mialam wyjscia, bo wlasnie w drugim tygodniu kiedy wydawalo mi sie, ze juz mam te "trzecia noge" opracowana, to akurat wychodzac do pracy musialam sie wrocic, bo zapomnialam zabrac telefon. Szlag, zla bylam i poziom wkurwa juz mi sie podniosl, bo wiadomo, ze wychodze z domu na ostatnia minute, a tu ten nieplanowany powrot. Jak juz zabralam ten nieszczesny telefon i wyszlam z domu, to zobaczylam, ze autobus juz jest na przystanku. Nastepny za 30 min!!!!
Zczelam wiec rozpaczliwie wymachiwac ta lacha, jednoczesnie przyspieszajac kroku, bo biec to ja nie biegam. Wyobrazcie sobie jak mi bylo glupio jak ja caly czas machalam laska zamiast sie nia podpierac, a w momencie kiedy dotruchtalam do drzwi samochodu, to kierowca zaczal obnizac platforme, zeby mi bylo latwiej wejsc:)))
Nie jestem pewna czy w Polsce sa takie autobusy, wiec na wszelki sluczaj wyjasnie o co chodzi.
Tutejsze autobusy maja przy drzwiach kawalek takiej ruchomej podlogi, ktora kierowca moze obnizyc dla pasazerow starszych, czy na wozkach inwalidzkich, czy wlasnie dla takich jak ja, z laska.
Tylko, ze ja nowicjuszka nie wpadlam na to, ze teraz nalezy mi sie taki przywilej.
Musialo to fajnie wygladac jak lece wymachujac laska zamiast sie nia podpierac, a jak juz dolecialam to kierowca obniza platforme i ja podpierajac sie laska wchodze do autobusu:)
Kurde, ale popelina!!!
Malo tego, jak wchodze do autobusu, to jesli ktos siedzi na siedzeniach blisko kierowcy, to natychmiast wstaje i ustepuje mi miejsca, bo te pierwsze miejsca sa wlasnie dla inwalidow(!!!)
Na poczatek nie lapalam i nawet jak ktos wstal to nie przyszlo mi do glowy, ze to z mojego powodu i w ten sposob zwalnia to miejsce dla mnie. Ja tam nie zwracajac uwagi na nic zapierdalalam z lacha do tylu, zeby byc blizej wyjscia, tym bardziej, ze o tej porze co ja korzystam z komunikacji miejskiej to sa raczej luzy.
Dopiero kiedys wieczorem Wspanialy mnie poinstruowal, ze to wlasnie MNIE ludzie ustepuja miejsca.
O kurwa!!! Takie niedopatrzenie!!!
Teraz wchodze i robie klap zaraz obok kierowcy, bo potem jak wysiadam, tez przysluguje mi przywilej wysiadania frontowymi drzwiami i znow kierowca opuszcza te platforme.
Tak mi sie to spodobalo, ze kto wie czy nie bedzie mi przykro sie z ta laska rozstac?
Za to teraz jak po tych kilku wizytach u znachora lewe biedro przestalo mnie juz napierdalac, to potrzebe laski odczuwam tylko przy chodzeniu po schodach. Problem w tym, ze schodow tu od zasrania i w sumie gdziekolwiek ide to musze brac laske.
I tak poszlam kupic cos na lunch, jak placilam to oparlam laske o lade i zapomnialam, musialam wrocic.
Kiedys poszlam na kawe i ciacho z klientka i znow zostawilam laske przy stoliku. Prawie godzine pozniej zapierdalam i szukam laski, na szczescie widocznie nie jest to towar chodliwy i nikt nie zabral. No stresa mam strasznego, bo zostalo mi jeszcze dwa tygodnie i nie chcialabym cholery zgubic, bo wtedy musialabym kupowac nowa.
To mowie dzisiaj rano do znachora:
-- Doktorze moze mnie juz ta laska nie potrzebna, bo biodro przestalo bolec?
-- Potrzebna, potrzebna juz niedlugo nie bedzie potrzebna ale dopoki nie zrobisz nastepnego zabiegu na stope to masz z nia chodzic.
-- Doktorze, ale ja zapominam i tak sobie mysle, ze jak zapominam i potem zapierniczam bez laski po laske, to ona chyba nie tak bardzo potrzebna, nie?
Spojrzal na mnie takim wzrokiem, ze mi sie wszystko ugielo i powiedzial:
-- Stardust, zajelo nam 6 zabiegow zeby doprowadzic to biodro do porzadku. Chcesz spowrotem ten sam bol?
-- Nie, no bolu to nie chce... sie tylko... pytam... no...
Niech ta, jak sie uparl, to nic nie pomoze.
Tatek i E. przylatuja w przyszla sobote, bo ja mam w tym roku Thanksgiving w sobote, juz mu zapowiedzialam zeby zabral swoja laske, to pojdziemy razem na spacer:)

Hop hop!!

Hej ludziska kochane, to nie jest tak strasznie, jak w tym telegramie wyglada. Ja tylko nie mam czasu siasc i pisac.
Leb napierdala, znaczy, ze daje wyczuwalne sygnaly, ze jeszcze jest. Chociaz wczoraj to obudzilam sie z takim bolem, ze myslalam ze nie posiadam zadnych innych czesci ciala. No bylam jeden wielki bolacy leb. Ale przeszlo, wzielam jakies tabletki, ktore tez pewnie maja date waznosci z ubieglego stulecia, ale nie bede sie bawic w szczegoly. Wazne ze zadzialaly. Nie bedzie byle jaki leb mna rzadzil:)
Nie mam czasu, znaczy swieta sa w przyszlym tygodniu i cala armia owlosionych czlekoksztaltnych istot potrzebuje byc nagle w trybie natychmiastowym odwlosiona i przywrocona do ludzkiego wygladu. Dzialam woskuje, wyrywam, oklepuje, wyciskam wagry, oblepiam maskami itd.
Mam wkurwa, w zasadzie nic nie znaczy, bo jesli czytacie uwaznie to ja mam wkurwa zawsze. Mniejszego, lub wiekszego ale wkurw jest czescia mnie jak moj wielki nos. Taka uroda znaczy sie, wkurw niejako oznacza, ze ciagle zyje.
Pogoda cudna. Pogoda jest faktycznie tak cudna, ze czasem mam ochote pomalowac jajka, kupic baranka i piec wielkanocne mazurki. Jest cieplo, wczoraj musialam zdjac cienka kurtke, taka fruwajke, bo mi bylo za goraco. W wiekszosci caly listopad byl sliczny i sloneczny, wczoraj wieczorem sie z letka zbylejaczylo i w nocy padalo, ale weekend ma byc znow sloneczny.
Zycie uwiera. Ha!! A kogo nie uwiera? Z reguly zycie jest uwierajace, bo inaczej nie wiedzielibysmy ze zyjemy:)) Wiec jak mnie moje zycie uwiera, to wiem, ze zyje pelnia zycia. Querwa, to chyba nawet madrze zabrzmialo, ale nie wiem, bo jestem dopiero w trakcie pierwszej kawy..
Biore to na smiech, bo ja wszystko biore na smiech. Smiech to zdrowie to raz. A dwa to jak sie czlowiek potrafi smiac to nawet najwieksze problemy maleja i juz z wielkiej tragedii robi sie pryszcz:)))
Niedlugo weekend, to stwierdzenie bylo li tylko potwierdzeniem tego co pisalo w kalendarzu.
Tyle wyjasnienia do telegramu, nie martwta sie ludkowie, nic mi nie jest, nic nie musi mijac, bo jak nie daj buk minie, to znaczy ze minelo razem z ostatnim tchnieniem, a chyba jeszcze nie o to chodzi;)
Napisze wiecej jak sie juz uporam z ta nawalnica woskowania, maskowania i klepania.
Czymta sie kupy, bo kupy nikt nie ruszy.

Thursday, November 19, 2009

Telegram

Leb napierdala STOP Nie mam czasu STOP Mam wkurwa STOP Pogoda cudna STOP Zycie uwiera STOP Biore to na smiech STOP Niedlugo weekend STOP
Wasza Stardust:)

Monday, November 16, 2009

Patriotyzm na dzis

Debaty patriotyczne trwaja na kilku blogach i prowadza do interesujacych dyskusji, czasem zabieram glos, czasem tylko czytam i potem rozmyslam jak to jest z tym patriotyzmem.
Co to jest patriotyzm?
Znalazlam taka najprostsza definicje patriotyzmu i ponizej pozwolilam sobie ja skopiowac.

Patriotyzm, szacunek i umiłowanie ojczyzny, gotowość do poświęcenia się dla niej i narodu, stawianie dobra własnego kraju ponad interesy partykularne bądź osobiste. Poczucie silnej więzi emocjonalnej i społecznej z narodem, jego kulturą i tradycją.
Patriotyzm to postawa wyrażająca się w wypełnianiu podstawowych konstytucyjnych obowiązków obywatelskich, takich jak służba wojskowa i obrona ojczyzny, wierność dla kraju, troska o wspólne dobro i dbałość o stan środowiska naturalnego, przestrzeganie prawa, gotowość do ponoszenia wszelkich ciężarów i świadczeń, w tym też płacenia podatków

Brzmi logicznie i prosto, w sumie to ten wezel w gardle i lezka w oku jak czlowiek slyszy hymn, to duma jak sportowiec zajmie pierwsze miejsce w jakichs rozgrywkach miedzynarodowych. To wszystko mozna by podciagnac pod "umilowanie" i jakos z tym milowaniem nikt raczej nie ma problemow. Gotowosc poswiecenia dla ojczyzny? Trudno o tym dyskutowac teraz w czasach pokoju, bo jak nie ma potrzeby to kazdy jest gotowy. Z drugiej strony historia Polski dowodzi, ze w czasach potrzeby bylo wielu chetnych do poswiecenia, wiec mozemy przypuszczac, ze nie jest tak zle.
Poczucie wiezi emocjonalnej i spolecznej z narodem, tez nie nastrecza wielu problemow, w sumie to nawet my emigranci zachowujemy tradycje i kulture polska. Moje swieta sa zawsze po polsku. Oczywiscie, ze mozna by sie czepiac, ze moim ulubionym swietem jest Thanksgiving, czyli swieto amerykanskie, ale to juz niech sobie kazdy odczytuje jak chce.
Ja osobiscie uwazam, ze ktos, kto swiadomie przyjmuje obywatelstwo innego kraju powinien przejac rowniez jego tradycje i zobowiazania, tak ja rozumiem przyjecie obywatelstwa i tak tez z pelna swiadomosica zrobilam. Zreszta Ameryka zdecydowanie ma wiekszy wplyw na moja swiadomosc obywatelska i poglady niz Polska. W koncu tutaj spedzilam juz 25 lat mojego doroslego zycia, a w Polsce tylko 12lat, wiec sila rzeczy, mozna mnie uznac, za bardziej Amerykanke niz Polke;)) jakby ktos koniecznie chcial to jakas miara mierzyc.
Ale przejdzmy do drugiej czesci tej definicji, czyli obowiazkow konstytucyjnych.
Tutaj mam duzy dylemat, bo wezmy np. udzial w wyborach.
Czy to jest obowiazek? czy przywilej demokracji?
Ja uwazam, ze przywilej dlatego tez nie biore udzialu w wyborach kiedy nie mam silnego faworyta, czyli nie glosuje "przeciw" Tlumacze to tym, ze skoro moj glos ma byc wartosciowy to pierwsza osoba, ktora ma go szanowac musze byc ja sama, a wiec nie moze byc niedbale rzucany na wiatr. Ja osobiscie zawsze glosuje "za" tym w co wierze, na tego komu udalo sie mnie przekonac. Nie marnuje mojego glosu na "mniejsze zlo" albo przeciwko kandydatowi, ktorego nie lubie bardziej.
Wiec jesli przyjmiemy, ze glosowanie jest obowiazkiem obywatelskim to ja nie jestem w tym momencie patriotka, no i dobrze, wcale mi to nie przeszkadza. Zawsze mialam problem z obowiazkami, duzo bardziej mi po drodze z przywilejami;)
Zreszta na kwestie glosowania jako obowiazek obywatelski mam wyrobione zdanie patrzac do czego patriotyczne glosowania doprowadzily w Stanach, ale to zupelnie odrebny temat;)
Sluzba wojskowa i obrona ojczyzny mnie juz raczej nie dotyczy i to wcale nie ze wzgledu na plec, ale na wiek. Czy to znaczy, ze w kwestii wojska i armii juz nie moge byc patriotka? Niekoniecznie, bo ciagle moge i mam szacunek do munduru wojskowego i zolnierza ktory ten mundur nosi.
I jak juz napisalam wczesniej w dyskusji u Wesolego Terrorysty, mimo, ze jestem przeciwna wszelkim wojnom, to mam ogromny szacunek dla zolnierzy armii amerykanskiej. To nie jest ich wina, ze biora udzial w nieslusznej wojnie, oni tylko wykonuja rozkazy dowodcow i rzadu.
I dalej, troska o wspolne dobro.
Wlasnie, jak w kontekscie troski o wspolne dobro maja sie kombinatorzy nie placacy np. skladek ZUSowskich? Wlasnie widzialam na jednym forum dyskusje na ten temat i wynika z tej dyskusji, ze kazdy jak moze tak okrada te ukochana Ojczyzne. Pracownik, bo kombinuje, zeby nie placic i pracodawca bo zatrudnia pracownika za ktorego nie musi placic. Gdzie tu troska o wspolne dobro?
A za kilka lat zarowno ten pracownik, jak i pracodawca beda chcieli korzystac z przynaleznych im przywilejow w imie, bo "mnie sie nalezy" i "panstwo musi mi dac".
Ale kto to jest w tym momencie "panstwo"?
Do troski o wspolne dobro podciagnelabym tez roznych innych cwaniaczkow zyjacych na "krzywy ryj".
Transakcje kupno-sprzedaz z pominieciem placenia podatkow przez obie strony.
Skoro panstwo ma utrzymac drogi, mosty, domy dziecka, szpitale, kluby, szkoly, to z czego panstwo ma to robic? skad na to brac? skoro obywatel X i Y unikaja placenia podatkow?
Jak sie ma jazda bez biletu autobusem czy tramwajem w tej sytuacji.
Chociaz dzis wlasnie wyczytalam u Kwoki, ze system podrozy tramwajowych jest naprawde tak ciezko chory, ze nie wiadomo od czego zaczac. Mnie osobiscie zeby rozbolaly od samego czytania. Tymczasem mozna zaczac od odkrecenia kasownikow umieszczonych w roznych miejscach autobusow i tramwajow i przykrecenia ich tuz przy kierowcy. Tak jest tutaj i pasazerowie moga wejsc do autobusu tylko przednimi drzwiami, przy wejsciu nalezy skasowac bilet, a jesli sie go nie ma to sie nie wchodzi. Proste. Wszystkie inne drzwi sa tylko dla wysiadajacych.
Nie potrzebny w tym momencie kontroler, bo jego prace juz wykonal kierowca i nie ma cwaniakow jadacych na gape.
Przy okazji dlaczego kontrolerow nazywa sie kanarami? dlaczego nie szanuje sie ich za to, ze wlasnie przez swoja prace wykazuja troske o wspolne dobro? Czy to nie powinno wchodzic w sklad patriotyzmu?
Dalej "dbalosc o srodowisko naturalne" tez mi sie podoba.
Bo jakze sie ma sprzatanie po wlasnych psach i dzieciach jako czyn patriotyczny?
Moze powinno sie przestac uczyc malych chlopcow sikania pod drzewem, bo z nich wlasnie wyrastaja dorosli panowie, ktorym nic nie przeszkadza wyjac fujare i lac w parku, przy drodze, na ulicy, bo im sie zachcialo. Moze gdyby nie bylo przyzwolenia dla 4 latkow to i 40 latkowie by tak nie robili.
Szeherezada pisala kiedys o mamunci wysadzajacej srajaca 5-6latke na trawnik.
Wcale bym nie byla zdziwiona gdyby ta mamuncia uwazala sie za patriotke, bo i czemu nie? pewnie zna hymn i kilka rocznic.
Ja na przyklad dostaje kociokwiku jak widze, ludzi zasmiecajacych ulice. Kosze na smieci sa na kazdym rogu, a smieci wszedzie. Oczywiscie mam na to taki sam wplyw jak wiekszosc z Was w Polsce, ale jak tylko moge to sie odzywam, czasem podnosze smiec i mowie "ooo cos ci wypadlo".
A przeciez patriotyzm na dzis, ten zwykly codzienny patriotyzm czasow pokoju jest prosty, nie smiec, nie pluj, nie sraj po katach, gas swiatla nawet w miejscach publicznych, bo to tez TWOJE pieniadze i nie cwaniakuj, bo cwaniakujesz za MOJE pieniadze i JA sie na to nie zgadzam.
Bardzo mi sie podoba postawa Szeherezady i jeszcze kilku osob, ktorych tutaj nie wymienie, ale pamietam;) bo to wlasnie nie wystarczy samemu robic dobrze, trzeba jeszcze przypominac innym.
Nie wystarczy pojsc do urn wyborczych, trzeba sie wczesniej przygotowac, zapoznac z programem partii, czy kandydata, to zaden patriotyzm glosowac, tylko zeby nazywac sie patriota, nalezy glosowac swiadomie. A zeby glosowac swiadomie to trzeba sie interesowac polityka nie tylko na 3 dni przed wyborami ale caly czas, trzeba sledzic i patrzec na rece ludziom ktorzy rzadza, bo rzadza nie tylko w naszym imieniu ale za nasze pieniadze, za nasze przyszle emerytury i za fundusze na studia dla naszych wnukow.
Amerykanie dzieki niedojrzalym politycznie "patriotom" juz okradli moje wnuki i prawnuki. Pisze to po to, zeby Was ostrzec tam w Polsce. Nie cieszcie sie wysoka frekwencja w dniu wyborow, ale zamykajcie idiotow i polgowkow w domu na ten dzien.
Ja jak wczesniej napisalam nie biore udzialu w wyborach jesli wiem, ze moj glos mialby byc tylko "przeciw" natomiast staram sie, zeby miec wyrobione zdanie i takie nie pojscie na wybory zdarzylo mi sie tylko raz na szczeblu prezydenckim i dwa razy na szczeblu stanowym.
No i na koniec nie malpujcie wszystkiego z tego zachodu, zwlaszcza, ze jak widac zachod sie wali.
Skoro juz stac Was na cos wielkiego tak jak festiwal muzyczny na skale calej Europy to nie nazywajcie go Przystanek Woodstock, bo nikomu nie bedzie sie to kojarzyc z Polska. Przeciez mozna bylo nazwac go inaczej i caly swiat by wiedzial, ze to POLSKI festiwal.
Czesto tez slysze, ze "ale my sie dopiero uczymy" "ale my mamy lata komuny za soba" to sa tylko wymowki to jest tylko wskazywanie palcem na innych.
Jest takie powiedzenie "nie wazne skad przychodzisz, ale gdzie dazysz" nie mozna caly czas zyc obwiniajac innych, tak samo jak nie mozna zyc ciagle powolujac sie na dawna swietnosc. Jak przyjechalam do Stanow to oczywiscie na poczatek mialam znajomych samych Polakow, bo nie moglam miec innych. Ale z czasem to mi sie znudzilo, bo ludzie doprowadzali mnie do szalu opowiadaniami "bo ja w Polsce to bylem/am", a mnie nie interesowalo czym i kim oni byli kiedys tam w Polsce, ja oceniam czlowieka na podstawie tego kim jest tu i teraz. I z tym tu i teraz bylo jakos slabiutko, tak samo brzmia mi te wymowki, "ale my to dopiero 20 lat jak zyjemy w wolnym kraju"
20 lat !!! 20 lat to jest 1/4 przecietnego zycia!!! to jest szmat czasu.
Raczej zle sie dzieje skoro przeszlosc jest warta wiecej czasu i celebrowania niz terazniejszosc i nie jest to dobra pozycja do budowania lepszego jutra.
Wyobrazam sobie jak sobie nagrabilam, ale po prostu wypowiedzialam moje zdanie. Skoro mozna oceniac mnie jako osobe, ktora "porzucila ojczyzne" to ja tez sobie pozwolilam. Tym bardziej ze ja porzucilam, a Ci co zostali tez nie bardzo strzega tego dorobku tysiacletniej historii.
Nie chcialo mi sie juz brac udzialu w tych patriotycznych dyskusjach stad ta notka jako moje wlasne odczucia, poglady i zdanie, bo tak naprawde to na co komu te wzniosle slowa od swieta, na pokaz?
Chyba zdecydowanie lepiej zadbac o dobro kraju przez proste codzienne zachowanie.

Sunday, November 15, 2009

Leczenie odwykowe

Zaczelo sie jeszcze wczoraj od tych nieszczesnych zakupow, bo jak wrocilismy do domu, to okazalo sie, ze Wspanialy wrzucil do wozka duza torbe (tak ze 3kg) cukru brazowego. Cukier brazowy uzywam raz do roku wlasnie na Thanksgiving, wiec na cholere mi taka torba!! W dodatku wszyscy wiedza, ze tego nie da sie przechowywac, bo twardnieje. Wscieklam sie z lekka i zapytalam:
-- Skarbie, a na co ten cukier?
-- Jak to na co? przeciez zawsze na Thanksgiving kazesz mi kupic cukier brazowy.
-- No tak, ale ja go potrzebuje lyzke stolowa, moze dwie.
-- Ooo to mamy zapas do konca zycia.
-- Zapowiada nam sie dlugie zycie - westchnelam.
Postanowilam przy okazji, ze jutro, czyli dzis zrobie porzadek z tymi artykulami do pieczenia ciast i slodkosci, bo narazie, to jedno tu, drugie tam i nigdy nie wiadomo gdzie co jest.
Dzis rano wzielam sie do roboty. Mamy w moim pokoju biurowym taka wielka szafe, az do samego sufitu, w ktorej w jednej czesci przechowujemy srodki czyszczace i sprzet do sprzatania, a druga polowa szafy jest magazynem spozywczym.
Wlazlam na drabinke, i dostalam zawrotu glowy!!!
Kryste!!! Czego tu nie ma?!?!?!
Na pierwszy ogien, zaczynajac od gory okazalo sie, ze mamy dwa duze sloje oliwek takich roznych, mieszanaka ale one nam juz nie smakuja. Zawolalam Wspanialego:
-- Co z tymi oliwkami? wiesz my ich juz nie lubimy, bo kupujemy na biezaco u Greka.
-- Hmmm... damy gosciom? - zachwycil sie swoim wlasnym pomyslem.
-- Ty chyba szaleju popil!!!
-- Poczekaj nie wyrzucaj, moze dzieci beda chcialy.
OK to juz bardziej rzeczowy pomysl, odstawilam sloje z powrotem na polke.
Zaraz za nimi wylonilo sie 3 roznej wielkosci pojemniki z kwaskiem cytrynowym.
Hahahaha kwasek cytrynowy jest dobry do czyszczenia maszynek do kawy, robi sie dosc mocny roztwor i przepuszcza przez cykl maszynki. Kiedys Wspanialy nie mogl znalezc w sklepach kwasku cytrynowego, wiec od tej pory kupujemy za kazdym razem jak widzimy, to jedyne logiczne wyjasnienie tej ilosci.
-- Skarbie pamietaj, ze kwasek cytrynowy jest na najwyzszej polce! - zawolalam znikajac w szafie.
A potem byly dalsze odkrycia.
-- Kochanie, pamietasz jak kiedys kupiles tajskie dania z mysla, ze bedziesz je zabieral na lunch w pracy, bo wystarczy tylko wrzucic do mikrofali i za kilka minut gotowe?
-- I co? Znalazlas je?
-- Ehem..
-- Ooo to moze Potomek bedzie chcial, jak mu sie nie chce gotowac..
-- No, Potomek to raczej nie, jak chcesz to damy je Twoim dzieciom.... bo wiesz na nich pisze "enjoy before October 28 2007" - odpowiedzialam z przekasem.
-- Naprawde??? To bylo tak dawno???
-- No nie? jak ten czas leci:))
Potem byly jeszcze platki sniadaniowe z 2007 roku, potem dwa sloiki z wisniami w syropie, ktore rozlecialy sie juz na brazowa papke i sloik z aronia.
Na jasna cholere, ja kupilam aronie? nawet nie mam pojecia co z tego zrobic?
Ale kupilam, bo chyba warto miec, bo przeciez tej aronii i wisni nie moge zwalic na Wspanialego.
Przy okazji znalazlam zapasy budyniow, mleka skondensowanego i biszkoptow "Lady Fingers", i kawy rozpuszczalnej "Cappuccino", ktora miala kilka lat temu byc uzyta do jakiegos ciasta.
Sie nie doczekala, wyraznie...
I puszki z mlekiem kokosowym, i pojemnik zjelczalych orzechow, i wiorki kokosowe, i jeszcze jakies ozdobne pierdoly do tortow, ktore sie tez nigdy nie doczekaly pieczenia.
Kryste!!!!! To wola o pomste do nieba!!!!!
A ludzie na swiecie gloduja i ja w tej chwili mowie powaznie, ze nas oboje trzeba oddac na jakies zamkniete leczenie odwykowe.
A moze juz za pozno na leczenie, moze tylko eutanazja pomoze.
Jeszcze znalazla sie stara, zabytkowa maszynka do podgrzewania wosku i jakis podluzny futeral, ktory nie byl otwierany przez lata. Na widok tego futeralu Wspanialy zawolal:
-- A to co jest?
-- Nie wiem i nawet nie chce wiedziec, jesli nie bylo potrzebne przez ostatnie kilka lat, to znaczy, ze nie potrzebne - powiedzialam wrzucajac do solidnie juz zapelnionego worka na smieci.
Wyjal i otworzyl a zaraz potem powiedzial zawiedzionym glosem:
-- Eee, to tylko jakas przedpotopowa maszynka do parowania szmat.
-- A Ty myslales, ze co?
-- Mmmm... Wibrator!!!!!!!!!!
Ja go kiedys zabije, albo udusze, albo otruje. Dzis gotuje zupe grzybowa, to chyba ta trzecia mozliwosc jest najbardziej prawodopodobna.
Orzechami bedziemy dokarmiac wiewiorki, platki sniadaniowe i stare krakersy uraduja ptaszki, z pozostalych czesc zasilila kompost a reszta worek na smieci. Zapasy zywnosci dla ptactwa i wiewiorek kazalam wyniesc do pojemnikow na taras.
No i jest ten swiezo zakupiony worek cukru brazowego.
Sprawdzilam w internecie i ponoc mozna ten cukier przechowywac wkladajac do niego specjalna plytke terracoty, albo kawalek chleba, albo jablka. Plytki nie mam i obawiam sie ze jakbysmy pojechali do sklepu gdzie mozna kupic taka plytke, to pewnie znow wrocilibysmy z bagaznikiem przydasiow.
Cukier przepakowalam do pojemnika i wlozylam do niego plastry jablka.
Jakos bardziej do mnie przemawia wybieranie jablka niz okruchow chleba z cukru.
Na liste postanowien noworocznych wpisujemy kupowac tylko to co mamy uzyc w ciagu najblizszego miesiaca i nie w hurtowych ilosciach.
A poki co, to kolekcjonuje przepisy z uzyciem cukru brazowego i wody rozanej, ktora zakupilam tydzien temu:))

Jaszczurki dla Lorenzy


Lorenzo, jaszczurki to jak widzisz tylko uchwyty. Ale bardzo mi sie kiedys te kieliszki spodobaly, Salvadore mial je w knajpie i tak sie zachwycalam, ze mi je przywiozl z Meksyku. Mam 6 sztukow.

Saturday, November 14, 2009

Wspanialy to ma wesole zycie

Wymyslilam dzis rano, ze poniewaz Thanksgiving jest za dwa tygodnie, to po zakupy do Costco trzeba jechac dzisiaj bo za tydzien to tam bedzie mordownia. Co prawda nie kupujemy tam wiele z artykulow spozywczych, ale czekuladki dla Dziadka (czyt. dla mnie) transporter piwa, jak zwykle srodki czyszczace i artykuly papierzaste. Juz bylismy gotowi do wyjscia gdy Wspanialy zapytal czy mam karte czlonkowska do sklepu.
-- Mam, ale wiesz ja mam w tej kurtce takie plytkie kieszenie to lepiej dam te karte Tobie.
Jak powiedzialam, tak tez zrobilam i podalam mu karte, ktora on bez slowa schowal do kieszeni. Pojechalismy, po drodze okazalo sie ze jest jakis objazd bo jedna z ulic zamknieta, nareszcie dotarlismy przed sklep, ja wzielam wozek i posuwamy sie do wejscia, przy ktorym trzeba pokazac karte.
Juz weszlam, jak z tylu dobiegl mnie glos Wspanialego:
-- Co Ty mi dalas? To jest Twoja karta zrzeszenia kosmetyczek!!
Stanelam jak wryta i padlam morda na ten pusty wozek.
Pani wpuszczykowa przy drzwiach widzac co sie stalo, mowi:
-- To nic jesli masz przy sobie dokument ze zdjeciem to mozesz isc do okienka dla czlonkow i wydadza Ci zastepcza karte.
Na te slowa podnioslam lepetyne tylko po to zeby pasc na wozek po raz drugi, bo ja nigdy nie mam nic przy sobie. Wyszlismy ze sklepu i Wspanialy mowi:
-- Ty nie patrzysz co wyciagasz z portfela?
-- No akurat nie patrzylam, wydawalo mi sie, ze biore z odpowiedniej przegrodki.
-- A w ogole to dlaczego Ty nie nosisz przy sobie portfela, jakiejs torby. Popatrz dookola, wszystkie inne kobiety nosza..
-- No nosza, nosza, bo moze maja wrednych mezow i nie moga im zaufac, ze razem wroca do domu.
-- Ta opowiadaj mi tu bajki, a jakby mnie sie cos stalo, to Ty nie masz przy sobie nic, ani zadnych dokumentow, ani pieniedzy, nawet klucza od mieszkania.
-- Toz jakby sie Tobie cos stalo, to po to jestem z Toba, zeby ten klucz od mieszkania od Ciebie zabrac.
-- A jakby... no jakby mnie przejechal samochod... tak zupelnie na miazge, akurat przez te kieszen z kluczem?
-- Oj tragizujesz moj drogi, to bym zadzwonila do tego machera od otwierania zamkow i dostalabym sie do domu, no! A Ciebie takiego rozmiazdzonego to musialabym zostawic.
W drodze powrotnej nagle wybuchnelam smiechem.
-- A Tobie co? z czego sie tak smiejesz?
-- O rety!!! Bo to bylo naprawde bardzo smieszne przy tym wejsciu - zawylam trzymajac sie za brzuch ze smiechu.
-- Smieszne? A komu bylo wesolo?
-- No mnie!!! A Tobie przeciez tez wesolo ze mna, gdyby nie ja to mialbys takie nudne, poukladane zycie, a tak to zobacz jakie masz fajne przygody.
Jechalismy przez moment w milczeniu, tylko ja ciagle rechotalam na wspomnienie tamtej sceny.
-- Wiesz Twoja znajoma wraca do Polski na stale, to moze ja Ciebie z nimi tez wysle, jak Ty juz nie wiesz co robisz, to na co mi taka zona? - wymyslil wredny zlosliwiec.
-- Nie mozesz mnie nigdzie odeslac, bo termin gwarancji juz dawno uplynal - odpyskowalam.
-- O!! Jak termin gwarancji minal, to moze Cie oddam do junk yard?
Kryste!!! Ten chlop sie mnie wcale nie boi!!! 

Dopisane po obiedzie.
Jakby mu malo bylo to wymyslil, ze na deser napijemy sie kawowej tequli i wyjal z barku kieliszki - jaszczurki.
-- Nie lubie tych kieliszkow, bo sa ciemne i likier ciemny i nie widze ile nalewam - marudzilam.
-- Oj, ale sa fajne, bo maja uchwyt do trzymania. Poza tym to Ty dostalas je w prezencie od Salvadora.
Faktycznie to prezent od Salvadora, az mnie za serce scisnelo na sama mysl, ze zaginal bez wiesci i nie mamy pojecia gdzie jest i co sie z nim dzieje. Myslalam wiec o tych wszystkich wieczorach, ktore spedzilismy w jego restauracji i ze to juz nigdy nie wroci...jednoczesnie napelnialam kieliszki ciemna ciecza likieru.
-- OMG co Ty robisz? - z zamyslenia wyrwal mnie glos Wspanialego.
Spojrzalam na niego zdziwiona.
-- Przepelnilas kieliszki i lejesz po stole - powiedzial cicho.
Spojrzalam, faktycznie jaszczurki staly w kaluzy brunatnego likieru, podnioslam jeden do gory i stwierdzilam:
-- Bleeee teraz one sa takie klejace.. yyyyyy...
-- A jakie maja byc od slodkiego likieru? - zapytal Wspanialy przelewajac zawartosc jaszczurek do innych kieliszkow.
-- Ja mam naprawde wesolo z Toba - dodal z usmiechem.
-- Oczywiscie ze masz wesolo, tylko normalnie nie chcesz sie do tego przyznac, bo sie boisz, ze moge sie zmienic i zaczne byc powazna - wyrzucilam z siebie jednym tchem.
-- Oj masz racje, boje sie tego - zawolal zataczajac sie ze smiechu - to bylaby naprawde tragedia mojego zycia.
Wampir!!! - zawolalam siadajac na kanapie z kieliszkiem pysznego plynu w rece.
A i oczywiscie juz otworzylam te czekuladki dla Tatka, trzeba sprawdzic czy mu aby nie zaszkodza;)

Friday, November 13, 2009

Sen czy jawa?

Kryste!!! Spoznilam sie do mojego znachora, znaczy baba sie spoznila, ale baba spoznila sie z powodu Stardusta. OK, to wszystko jest tak pokrecone, ze nie jestem w stanie powiedziec kto jest kto i co wina baby, a co Stardusta, nie potrafie tego sama odkrecic, to niech sobie kazdy odczytuje jak chce.
Pamietam, ze Wspanialy przyszedl mnie pocalowac zanim wyszedl z domu do pracy, rzadko sie zdarza, zebym to pamietala, ale tym razem jestem pewna, ze zrobilam rybke.
On to nazywa rybka, jak ja przez sen z zamknietymi oczami robie mordke w ciup i nadstawiam do pocalowania. Rybka jest reakcja na jego wczesniejszy pocalunek w miejce, ktore akurat najbardziej w danym momencie nadaje sie do pocalowania. Nigdy nie wnikam w szczegoly;)
Wiec rybke pamietam, co swiadczy o tym, ze bylam w znacznym stopniu przytomna, a potem nastapila absolutna klapa. Zapadlam w jakis dziwny stan miedzy snem a jawa.
Snem byla ta czesc, w ktorej snilo mi sie, ze w kuchni, w szafce pod umywalka zamieszkalo jakies zwierze, nie byla to mysz, ani nawet szczur, raczej powiedzialabym krzyzowka krolika ze swinka morska.
Nawet mozna zaryzykowac stwierdzenie, ze zwierze bylo ladne, chociaz wiadomo, ze dla mnie cos co zamieszkuje w kuchennej szafce nie moze byc ladne i jest z natury rzeczy potworem.
Wiec w tym snie bylam wystraszona na poczatek stworem, ktory tam zamieszkal. Zaraz potem sie okazalo, ze stwor zajmuje sie wpierdalaniem resztek jedzenia jakie sa w smieciach wlasnie w tejze szafce pod zlewem.
Przy czym stwor wpierdalajac robil tyle halasu, ze ja w tym moim snie nie moglam spac. A ze nie moglam spac, to wstalam wkurwiona i polecialam do kuchni, otworzylam szafke i w tym momencie stala sie rzecz straszna... Mianowicie z szafki na cala kuchnie wysypaly sie jakies poszatkowane przez stwora galezie i liscie i na sam koniec szczatki mojego kosza na smieci, ktory nie wiedziec po co, w tym snie mial kilka pieter i 12 sztuk kolek i teraz to wszystko bylo ladnie poszatkowane zebami stwora.
Sen to czy jawa? jak zobaczylam ten balagan to ogarnelo mnie takie przerazenie, ze postanowilam spac dalej w nadziei, ze ktos to posprzata.
I teraz nastepuje ta czesc, do ktorej mam powazne watpliwosci, bo lezac w lozku otwieralam oko i widzialam to co normalnie widze otwierajac oko z tego punktu mieszkania, czyli korytarz, livingroom i dalej kawalek gdzie livingroom laczy sie z kuchnia i wyjscie na taras. Dokladnie to samo widzialam w tym snie, czy tez jawie i wlasnie dlatego nie wiem co to bylo, bo normalnie to w snach czlowiek niby wie gdzie jest a jednak to gdzie jest wyglada inaczej niz w rzeczywistosci. Malo tego wiem, ze wstawalam w tym snie jeszcze dwa razy i za kazdym razem bylam wsciekla, bo juz mi sie nie chcialo spac, a jednak ciagle chcialam przeczekac az ktos posprzata. Nawet zaczelam na te okolicznosc opierdalac kogos, kto byl krzyzowka Potomka z moim mlodszym bratem, bo ja mowilam, ze musi to jakos posprzatac a on rownie leniwy jak ja (takie geny) nie zabieral sie do roboty.
I to wszystko bylo takie wyrazne z wyjatkiem tego balaganu, ze co otworzylam oko i spojrzalam w glab mieszkania, to mnie szlag trafial i spalam dalej.
I w koncu za ktoryms razem ignorujac wkurwa postanowilam zerknac na zegar.
I wlasnie w tym momencie sie okazalo, ze zmuszajac sie do snu przespalam czas pobudki czego rezultatem bylo spoznienie sie baby do znachora.
Na szczescie znachor nie mial dzis za wielkiego ruchu i zaraz kazal sie babie wdrapac na kozytke, w tym pokoju 3 osobowym. No to baba jak na babe przystalo natychmiast nawiazala rozmowe z baba lezaca obok i bylo calkiem fajnie, tyle ze ta druga baba niedlugo poszla.
Ale na jej miejsce przyszla nastepna baba i znow sie baby zaczely rechotac i gadac i smiac sie z niedoleznej starosci i przypominac sobie jak to czlowiek 30 lat temu nie wiedzial dlaczego to starsze pokolenie takie nudne i tylko o chorobach nawija.
Fajnie bylo i bardzo mi sie podoba to lezenie w pokoju 3 osobowym, tylko obawiam sie ze znachor mnie tam wiecej nie pozwoli lezec.
Raz juz tak bylo, ze zakumplowalam sie na tych wizytach u znachora z niejaka Pamela i normalnie niewiele brakowalo, ze zaczelybysmy sie kawka i nalewkami czestowac jak znachor nie widzial. Ale robilysmy tyle halasu i rechotu, ze znachor zabronil recepcji kierowac nas do tego samego pokoju.
I jak mi sie to przypomnialo, to oczywiscie nie wytrzymalam i zapytalam:
-- Doktorze, a czy Pamela jeszcze przychodzi?
-- Oczywiscie, ze przychodzi ale nie regularnie jak dawniej, tylko jak umiera.
-- O to mniej wiecej jak ja - zauwazylam rezolutnie i zaczelismy sie oboje ze znachorem smiac.
Moze uda mi sie kiedys znow spotkac Pamele, fantastyczna kobitka, teraz to chyba juz blisko 80tki, ale co za humor i werwa!!!

Thursday, November 12, 2009

O wrednych babach cd.

Skoro juz wczoraj nie wytrzymalam i popelnilam notke na temat tej kobity, to dzis postanowilam isc za ciosem. W koncu takie przypadki powinny byc spisane i napietnowane ku przestrodze przyszlych pokolen. No i przede wszystkim chce sama siebie przekonac, ze moj wczorajszy wkurw to nie wynik menopauzy, ale systematycznych obserwacji zycia.
Pierwszy raz z taka wampirzyca spotkalam sie w pierwszym tygodniu mojej pracy w NY. Pierwsza praca, pierwszy tydzien i juz takie doswiadczenie, nie ma co zycie mnie lubi.
A bylo tak...
Dostalam te prace fuksem jakims, bo przeciez nie mialam zadnego doswiadczenia ani w ogole nic, no ale udalo sie i teraz caly dowcip polegal na tym, zeby skoro sie udalo to nalezy jak najdluzej sie w tej pracy utrzymac.
Byl wlasnie okres przedswiateczny, bodajze poczatek grudnia jak przyszla kobitka na manicure. Nic wielkiego, w koncu to zadna robota, opilowalam babsku pazury, pomazalam czerwonym lakierem i poszla.
Wrocila nastepnego dnia z awantura ze lakier sie "nie trzyma", a pazury wygladaly tak jakby je szorowala jakas szczotka druciana lub papierem sciernym. Menadzerka w krotkich slowach polecila mi zebym przemalowala, to przemalowalam, ale juz do konca dnia mialam wisielczy humor i w zasadzie to spodziewalam sie, ze powiedza mi zebym sie nawet nie fatygowala przyjsciem do pracy nastepnego dnia.
Ale nic podobnego sie nie stalo i po nastepnym tygodniu juz nikt o tym nie pamietal, nikt, oczywiscie oprocz mnie. A baba przyszla 2 tygodnie pozniej i tym razem zazyczyla sobie robic te pazury wlasnie ze MNA!!!
Tego juz zupelnie nie rozumialam, ale zrobilam, bez slowa, jak automat.
Dopiero po jakims czasie rozmawiajac z menadzerka dowiedzialam sie, ze ta paniusia jest znana wlansie z tego, ze przychodzi i wiecznie cos reklamuje, zeby dostac cos za darmo(!!!)
Normalnie we lbie mi sie to nie miescilo, ale wreszcie po kilku miesiacach sama sprowadzilam rozmowe na ten temat i zapytalam ja wprost co robila, ze tamtym razem lakier nie przetrwal nawet 24 godziny a teraz wytrzymuje tydzien a czasem i 10 dni.
A babsztyl mi bezczelnie powiedzial z rozbrajajaca szczeroscia, ze wtedy zaraz po powrocie do domu zabrala sie do pakowania prezentow swiatecznych(!!!)
Szlag mnie trafil, ale przeciez nie moglam nic zrobic, wiec tylko zapytalam czy zdaje sobie sprawe z tego, ze ja moglam przez to stracic prace? Nie, oczywiscie, ze jej to nie przyszlo do glowy.
Skala takich i podobnych przypadkow wzrosla wielokrotnie jak zaczelam pracowac w Estee Lauder w Bloomingdale's. Nie dosc ze wielka firma, to jeszcze jeden z najpopularniejszych domow handlowych na swiecie. Tam dopiero byla pozywka dla takich, chodzily calymi armiami.
Wyobrazacie sobie, ze o tej porze roku kobiety kupuja drogie suknie wieczorowe, ida w nich na bal a potem bez zadnych skrupulow oddaja. Byle tylko zmiescic sie w 30 dniach przyslugujacych prawnie na oddanie i to wszystko. No nic dziwnego, ze tutaj tyle bogatych, mnie do glowy by cos takiego nie przyszlo, to tez sie nigdy niczego nie dorobilam.
Ale niech tam, przynajmniej patrze w lustro spokojnie i nie probuje sobie podciac gardla szczoteczka do zebow.
Mialam natomiast klientke, ktorej nie moglam sie pozbyc przez lata.
Przyslala mi ja jedna z moich dobrych klientek Jessica, ktora do dzis przeprasza za to, mimo, ze jakies 6 lat temu udalo mi sie potwora pozbyc.
Potworem byla dziewczyna w wieku 20 kilka lat i wydawaloby sie, ze coz moze byc zlego z mloda, normalna kobieta? Ano wiele.
Zacznijmy od tego, ze nikt nie ma twarzy dokladnie, idealnie symetrycznej i wiekszosc z nas rozumie to i nie robi problemu, ze cos, a w tym wypadku jeden wlos na lewej brwi rosnie inaczej niz podobny wlos na prawej. Ja nie przesadzam, ona doslownie liczyla wlosy na brwiach.
Bo dla Jennifer to byla roznica nie do zaakceptowania prowadzaca do tragedii zyciowej. Niech i tak bedzie, ja to olewam dopoki tragedia zyciowa ma dotyczyc jej zycia a nie mojego.
Ale Jennifer byla inna, ona byla SPECIAL.
Zaczelo sie od tego, ze nie bardzo wiedziala kiedy ma opuscic pokoj, bo wizyta jest juz zakonczona. Jak czlowiek moze dac delikatnie do zrozumienia, ze klientka powinna sobie juz pojsc, bo tam czeka nastepna? Przeciez ona sama czekala i wie, ze wizyta na regulacje brwi trwa 15 min, to chyba powinna spokojnie wyjsc. No nie bardzo, wiec postanowilam, ze najbardziej delikatnym sposobem bedzie jesli to JA wyjde z pokoju pod pretekstem odniesienia rachunku do recepcji.
Tak tez zrobilam, na szczescie po kilku minutach wracajac nie prowadzilam ze soba nastpnej klientki, bo otwieram drzwi i co widze????
Jennifer siedzi sobie w rozkosznym rozkroku na moim krzesle przed lustrem, polowa sloikow z kremami jest otwarta i ona sobie pacykuje nimi gebe!!!!!!!!!!!!!!!
Krew uderzyla mi do glowy z najdalszych zakatkow mojego ciala, zlapalam te otwarte sloiczki i ze slowami "co Ty robisz" wypizgnelam wszystkie do kosza na smieci.
Spojrzala na mnie jakbym z ksiezyca spadla, wiec wyjasnilam:
-- Dziecko, to nie jest Twoj dom, to nie jest Twoja lazienka, to nie sa Twoje kremy!!! Nawet ja mimo, ze tu pracuje nie wkladam palcow do sloikow, a Ty przychodzisz z ulicy i sobie grzebiesz i jeszcze patrzysz na mnie zdziwiona? Jak Ty sobie wyobrazasz ja mam taki krem polozyc na twarz klientki, to wszystko jest do wyrzucenia. I prosze wyjdz!!!
Baknela jakies "przepraszam" i poszla.
Nastepnym razem poniewaz juz wiedzialam co ryzykuje zostawiajac ja sama w pokoju zmienilam taktyke i zaanonsowalam koniec wizyty slowami:
-- Nooo to Twoj czas juz sie skonczyl. Dziekuje, rachunek do zaplacenia w recepcji.
Poszla, odetchnelam z ulga. Ale 2 godziny pozniej przechodzac obok recepcji znow ja widzialam, myslalam, ze po cos wrocila. Ale Amy (menadzerka) odwolala mnie na bok i mowi:
-- Stardust, czy Ty mozesz cos zrobic z ta Jennifer? bo wiesz ona juz tam stoi od 2 godzin i przeszkadza dziewczynom w pracy.
-- Amy, TY sie mnie pytasz czy ja moge cos z nia zrobic??
-- NO, przeciez to Twoja klientka.
-- Owszem moja, na nieszczescie, ale JA juz zrobilam co mialam zrobic, teraz ona przeszkadza TOBIE i Twoim pracownicom. Wiec to TY musisz cos z nia zrobic.
W krotkim czasie doszlo do tego, ze jak Jennifer przychodzila, to na 3 min przed zakonczeniem wizyty ze mna wszystkie recepcjonistki, w liczbie 3 osoby uciekaly!!! A to na lunch, a to do lazienki, no byle gdzie aby tylko uciec. A ona miala czas, ponoc potrafila stac tam godzinami i czytac im listy od swojego chlopaka.
Tylko dziewczyny podejrzewaly, ze ona te listy sama pisala, bo gdyby faktycznie miala chlopaka, to pewnie nie mialaby czasu na takie pierdoly.
Nic, ja mialam z glowy, chociaz upierdliwa byla w dalszym ciagu i za kazdym razem dyskusja nad tym jednym wlosem konczyla sie moim stwierdzeniem "zrobilam co moge i najlepiej jak moge, moze nastepnym razem powinnas pojsc do kogos innego, mamy 8 kosmetyczek"
-- Ale ja Ciebie bardzo lubie i wiem, ze jestes najlepsza z tych osmiu.
Ten komentarz pozostawialam bez odpowiedzi, bo kurwa w tym wlasnie byl problem, ze "ona mnie bardzo lubi" szkoda tylko ze bez wzajemnosci.
Mialam juz wczesniej taka jedna, co to "byla mi wierna, bo ona nie lubi zmieniac", a ta wieronoscia skracala mi zycie. W koncu doszlo do tego, ze powiedzialam, ze ja zaplace za usluge z kims innym, zeby tylko przestala byc wierna, bo to nie o wiernosc chodzi ale o "jej zadowolenie".
Taaaa kurwa, zadowolenie, bajki babci gaski, chodzilo o moje nerwy, ale Denise w sumie wyprowadzila sie do CT i przestala przychodzic jak firma odmowila jej obnizki cen w zwiazku z przeprowadzka do innego stanu.
Wyobrazacie sobie taki tupet!!!! Wyprowadzasz sie z Krakowa do Poznania, ale chcesz, zeby w Krakowie obnizyli Ci ceny o 50% to skorzystasz z uslugi jak przyjedziesz raz na rok odwiedzajac rodzine w Krakowie!!!
To trzeba miec leb jak sklep zeby cos takiego wymyslec.
Wracajac do Jennifer, nie bylo szans na to zeby sie jej pozbyc, nawet jak wyjechalam na 3 tygodniowy urlop i jej jednej nie uprzedzilam majac nadzieje, ze w ten sposob bedzie zmuszona isc do kogos innego, Ona wiernie czekala!!!!!!!!!!
Pewnego dnia tuz przed zamknieciem sklepu wysmarowala sie jakimis mazidlami do makijazu i trzeba bylo cholerze pozwolic skorzystac z prysznica. Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariata, tak jakbym ja mogla cos zrobic? A co ja mialam zrobic? otruc? zabic pensetka?
Jak odchodzilam, to oczywiscie nie powiedzialam jej gdzie odchodze, ale wiadomo, ze wszyscy inni jej powiedzieli, bo nareszcie byla okazja sie jej pozbyc.
I znow Jennifer jak smrod za gaciami przywedrowala za mna do nowego zakladu. Od pierwszej wizyty byl problem, bo lazila po calym pietrze gdzie byly poustawiane rozne produkty na otwartych polkach i jedna z recepcjonistek musiala caly czas za nia chodzic, bo oczywiscie Jennifer wszystko brala w reke i macala, na szczescie nie otwierajac.
Wzielam ja na bok i WYJASNILAM dokladnie i dobitnie, ze jesli chce przychdzic to musi sie zachowywac tak jak zachowuja sie nromalni ludzie. A jak nie potrafi to niestety nie jest przeze mnie mile widziana klientka.
Wystarczylo na dwie wizyty!!!
A potem znow sie zaczelo to samo.
Na szczescie w tym zakladzie pracowalam tylko pol roku, bo dostalam nowa, lepsza oferte i postanowilam skorzystac.
Tym razem nazwisko i imie Jennifer byly wypisane czerwonym flamastrem na piewszej stronie ksiazki wizyt z adnotacja ze takiej osobie NIE WOLNO zamawiac wizyty. Dzialalo przez kilka miesiecy, az pewnego dnia przyszla do pracy nowa recepcjonistka i "zapomniala". A ja myslalam ze dostane zawalu!!!
Co mialam zrobic? recepcjonistka nowa, czuje sie fatalnie z ta pomylka i ciagle przeprasza, szkoda mi jej.
Wiec powiedzialam tylko krotko, ze ja sobie z tym poradze, a nastepnym razem zeby byla ostrozniejsza.
Jak Jennifer przyszla to wzielam ja do pokoju, zamknelam drzwi i powiedzialam, ze dzisiaj dostaje to regulowanie brwi ode mnie za darmo, w prezencie, ale pod warunkiem, ze nigdy wiecej nie przyjdzie.
Zaczela oponowac, ze ona przeciez chce zaplacic itp, ale jej przerwalam:
-- Posluchaj uwaznie, to nie jest istotne czy Ty zaplacisz czy nie. Ja po prostu juz nigdy wiecej Ciebie nie przyjme, rozumiesz? Wiec daje Ci ten jeden raz w prezencie na pozegnanie. I tym razem to ja Ci daje moje slowo, ze to jest ostatni raz.
Zrobilam, nie pozwolilam placic i wyprowadzilam do drzwi.
Po kilku miesiacach recepcjonistka przyszla do mnie zrozpaczona, bo ona nie wie co robic i jak rozmawiac z Jennifer gdy ta dzwoni i domaga sie wizyty.
Powiedzialam jej zeby nastepnym razem poprosila mnie do telefonu. Nie czekalysmy dlugo, za kilka dni zadzwonila, wzielam telefon i spokojnie powiedzialam:
-- Jennifer, to ja Stardust, Ty wiesz, ze to ja zabronilam recepcji robienia apointmentow dla Ciebie, wiec prosze nie dzwon, bo to i tak nic nie da. Ja Ci obiecalam poprzednim razem, ze to byla Twoja ostatnia wizyta ze mna i nawet dalam Ci ten serwis w prezencie.
-- Tak!! Ty nie masz prawa tego robic!!! Moj narzeczony jest prawnikiem, ja Cie moge sadzic!!!!
-- Sluchaj...i sluchaj uwaznie. Nie trac czasu na karczemne awantury telefoniczne ze mna, zadzwon do Twojego narzeczonego i niech on pisze ten pozew. Ja czekam.
Odlozylam sluchawke. Bylo to jakies 6 moze nawet 8 lat temu.
Czasem tylko Jessica ciagle przeprasza za przyslanie mi takiej klientki:) i od Jess wlasnie wiem, ze Jennifer ponoc wyszla za maz, ale one tez juz dawno nie bywaja w tym samym towarzystwie.
I tak to czasem bywa...

Wednesday, November 11, 2009

Zabije!!!

No nie ma grzyba we wsi, zabije ta stara kurwe jak mi sie tylko pod reke nawinie!!!
Jestem wkurwiona do bialosci i zieje ogniem, piana mi sie toczy, chociaz w jakims sensie juz sie wyladowalam, ale jesli to wstretne babsko (wyzej zwane kurwa) jeszcze raz do mnie zadzwoni to nie odpowiadam za siebie.
Jakies prawie 2 lata temu Malpiszon (tak sobie ja roboczo nazwe) znalazl na internecie, ze ja prowadze sprzedaz kosmetykow mineralnych, wiec Malpiszon zadzwonil i wypytal na okolicznosc czy posiadam, co posiadam itp. Po potwierdzeniu, ze i owszem posiadam, ale nie sprzedaje w ciemno, niech sie pofatyguje i wybierze, bo jak jej cos nie bedzie pasowac, to niestety zwrotow nie ma, przyjela do wiadomosci.
Trzy miesiace jej sie zeszlo ale wreszcie dotarla, a zanim dotarla to jeszcze sobie zaklepala woskowanie brwi, bo wyczytala na mojej stronie, ze jestem "fachowcem" i sie znam.
No kurwa znam sie, ale na normalnych ludziach, jak sie szybko okazalo.
Przyszla, wybierala ten jeden puder dluzej niz ja meza, ale wreszcie wybrala. Brwi sie tam bylo ciezko doszukac bo nawet w polaczeniu z wasami ciagle mozna bylo policzyc te wlosy na palcach.
Chooj, uparla sie jak mroz na gowno. Ale ja przewidujac problem najpierw jej zamalowalam kredka to co powinno byc brwiami i pokazalam te 4 (slownie cztery) wlosy, ktore nadawaly sie do usuniecia.
Usunelam. Malpiszon zabral puder takowoz dupe w troki i poszla.
Dwa tygodnie pozniej zadzwonila, ze ten puder "nie dziala". Jak moze puder nie dzialac?
Kazalam przyjsc i mi pokazac. No oczywiscie, ze kurwa nie dzialal, bo Malpiszon wpychal na sile pedzelek do etui i spierdolil caly instrument. Gowno chlopu nie zegarek.
Ale szybko przemyslalam, ze ja sobie z tego spierdolonego instrumenta zrobie tester a babsztylowi dla swietego spokoju dalam nowy puder.
Przy okazji napomknela, ze jej sie te brwi nie podobaja.
Wkurwilam sie, mowie, zwroce Ci pieniadze i w myslach dodalam "spierdalaj na drzewo, bo ci leb odgryze i nasram do korpusa".
Ci co mnie czytaja od poczatku, moga pamietac, ze kiedys wspominalam o takim przypadku Malpiszona co to krew wysysa.
Pieniedzy nie chciala, bo "moze one jednak odrosna" ale ona "tylko sygnalizuje, ze jest niezadowolona".
Kurwa, tak jakbym ja byla zadowolona. Nic, przelknelam i jak zwykle wymantrowalam "to sie tez kiedys skonczy i ten babol zniknie z moich oczu".
No i zniknela, moje mantry dzialaja.
Z tym, ze zniknela tylko do wczoraj, bo od wczoraj zostawila mi juz dwie wiadomosci, ze ona by chciala przyjsc i zakupic nastepne kosmetyki.
Gowno sie we mnie zagotowalo jak odebralam te wiadomosci!!!
Mnie kurwa nawet w kryzysie nie stac na takie klientki!!!
Zdajac sobie sprawe z faktu, ze w calym miescie tylko ja i chyba jeszcze 2 inne zaklady sprzedaja te kosmetyki, wiec baba bedzie dzwonic do upadlego, musialam opracowac plan dzialania.
Unikac odebrania telefonu od niej, owszem moge, bo numer pamietam na pamiec (tylko wrogowie dostepuja tego zaszczytu), ale istnieje zagrozenie, ze wczesniej czy pozniej sie na nia nadzieje.
I co wtedy? Tlumaczyc, ze zapomnialam odzwonic? niby mozna, ale czy to rozwiazuje sprawe?
Raczej nie.
No to wzielam gleboki oddech i zadzwonilam. Malpiszon sie bardzo ucieszyl, ale jej szybko wyjasnilam, ze tak naprawde to ja juz nie sprzedaje tych kosmetykow, bo nie mam pieniedzy na nowe zamowienie i mam tylko resztki, ale nic z tych rzeczy ktorymi ona bylaby zainteresowana. Polecilam jej dokonac zakupu przez internet (niech oni sobie z nia radza). Mowilam to wszystko na jednym oddechu i postaralam sie o to zeby jak najszybciej skonczyc rozmowe.
Teraz siedze i czekam, kiedy zadzwonia do mnie z kampanii produkujacej te kosmetyki z zapytaniem czy zdjac dane mojego biznesu z ich strony. No ja pierdole, chyba zadzwonie do mojej reprezentantki i powiem o co biega. Paula juz mi kiedys radzila, zeby niewygodne scierwo odsylac do firmy.
Skad sie takie Malpiszony biora? nieudana skrobanka? czy co?

Tuesday, November 10, 2009

Sposobem

Moja babcia mowila, ze "sposobem to i w portki nasrac mozna" ja zawsze myslalam, ze do tej akurat czynnosci to sposob nie jest potrzebny, ale kto wie, byc moze przyjdzie mi zweryfikowac moje stanowisko.
Jak juz wspomnialam w poprzedniej notce zajmuje sie wertowaniem roznych zrodel dobrych przepisow w poszukiwaniu nowych pomyslow na tegoroczne swieto. I przy okazji ucze sie roznych innych rzeczy, ktorych do tej pory nie znalam.
Wlasnie wyczytalam ze miedziane garnki najlepiej czyscic ketchupem!!
No masz, a ja wlasnie wyrzucilam calkiem fajna patelnie, bo za cholere nie moglam odzyskac dawnego polysku:( Ot dobra rada, na przyszlosc.
Teraz tez wiem, do czego moze sluzyc CocaCola, ktorej ja nigdy nie kupuje. A teraz kupie, bo jak mi sie kiedys jeszcze przytrafi cos przypalic, to wystarczy zalac cola i zagotowac. Zawsze podejrzewalam, ze ten napoj moze rozpuscic wnetrznosci i niewiele sie mylilam.
A maszyne do kawy mozna umyc za pomoca tabletek do protezy, tak, tak chodzi o sztuczne zeby.
Ponoc nalezy wrzucic taka tabletke do dzbanka wypelnionego ciepla woda na 30 min potem tylko wyplukac goraca woda. To bede musiala zdecydowanie wyprobowac, bo moja maszynka ma termos i za diabla nie moge go doczyscic w srodku, a nie chce uzywac zadnych drastycznych chemikalii.
Chociaz znajomy pracujacy w knajpie podpowiedzial kiedys Wspanialemu, ze oni czyszcza chlorkiem, wiec obawiam sie ze juz nie raz w zyciu taka chlorowana kawe pilam:))
A i na koniec jak cos wykipi w piekarniku to nalezy szybko zasypac sola, normalna kuchenna sola i ponoc sol powstrzymuje proces przypalania i zapobiega dymieniu.
Pamietam, jak kilka lat temu pieklam szarlotke wlasnie na Thanksgiving i wykipiala, bo to byla szarlotka sypana i przedobrzylam z iloscia. Dymu i smrodu bylo w chalupie, ja wylam, bo Wspanialy przerwal pieczenie i zabral sie do mycia piekarnika, wiec z bolem serca juz spisywlam moja szarlotke na straty.
A tymczasem po umyciu piekarnika Wspanialy wstawil tortownice z szarlotka spowrotem i wyobrazcie sobie ze sie upiekla i nic jej ta przerwa nie zaszkodzila.
Teraz mam nadzieje, ze bede pamietac o tej soli.
Tak samo bylo jak gotowalam Tatkowi kapuste na zapas i przypalilam garnek. Kurde sie narobilo, bo wiecie samotni mezczyzni w tym wieku to nie maja tych garow za wiele i musialam przypalic. Pamietalam ze to ponoc nalezy gotowac w takim garnku wode z sola, ale ni cholery nie pomagalo. Juz mialam leciec do sklepu i kupic nowy garnek, ale Tatek jakos te przypalenizne odskrobal. A tu cola czyni cuda.
Teraz pozostaje mi jeszcze wymyslec co by tu zrobic zeby o tych wszystkich dobrych radach pamietac.
Bo jak narazie to wiem, ze owszem pamiec mam dobra, ale krotka.

Monday, November 9, 2009

Nudy na pudy


Nic sie nie dzieje, pewnie to lepiej niz by sie mialo dziac zle, ale ciut nudnawo jest.
Za to pogoda jest tak piekna, ze nie da sie w domu usiedziec. Dlatego tez w weekend pojechalismy do znajomych w upstate a po drodze odwiedzilismy nasz zakatek w Nyack. Tylko ja zapomnialam aparatu, a takie byly piekne kolory jesienne. Zla jestem sama na siebie, ale nic juz nie moge zrobic.
Za to kliknelam dzis kilka zdjec po drodze do znachora.

Tak pieknie wygladaja trawniki otulone liscmi, bo na chodnikach lyso, wiatr wszystko rozgania.



Bylo tak pieknie i slonecznie, ze o 9:30 rano musialam zdjac lekki sweterek i poszlam w samej bluzce z krotkim rekawem. Jak wrocilam tuz po poludniu to bylo 22C to sie wylegiwalam na lezaku na tarasie z ksiazka. Ooo i takie mialam bezchmurne niebo nad soba:


Spodobal mi sie ten kontrast z zolcia lisci. I po drodze sfotografowalam taki krzew, nie mam pojecia co to jest, ale ladnie wyglada

I tyle dzis zdzialalam:)) A mialam w planie uporzadkowac szafe, ale nie wyszlo. Trudno zrobi sie w nastepny poniedzialek.
Za to musze zameldowac, ze po tylko dwoch wizytach (sroda i piatek w ubieglym tygodniu) u mojego znachora, czuje juz bardzo duza poprawe. Ostatnie dwie noce przespalam juz bez bolu, a przeciez nie moglam sie przewrocic z boku na bok i nawet samo polozenie sie czy wstanie z lozka sprawialo mi problem. Oczywiscie nie przestane chodzic, bo moje durne ubezpieczenie przyznaje mi tylko 20 takich wizyt w roku, wiec postanowilam je wykorzystac do konca tego roku.
I niech sobie kto chce mowi co chce, ale ja za mojego znachora daje glowe!!
Juz zaczynam sie przygotowywac psychicznie do Thanksgiving, ktory w tym roku moja rodzina bedzie obchodzic w sobote po wlasciwym swiecie. Zwykle swietujemy w piatek, ale tym razem nie udalo sie zalatwic biletow na bezposredni lot dla Tatka i E, wiec przyleca w sobote rano.
Ja juz przegladam gazety, programy kucharzace i kombinuje co by tu zrobic w tym roku.
Jak zwykle kusza mnie nowosci i eksperymenty, a jest ich tak duzo, ze na cos musze sie zdecydowac, wiec zbieram materialy i bede musiala wykroic z tego jakies konkretne menu.

Ile jeszcze wody w Wisle?

Scyzoryk sie w kieszeni otwiera jak czytam cos takiego 
Jest mi normalnie wstyd jak czytam o takich ludziach.
Czy to sie kiedys zmieni?

Sunday, November 8, 2009

Thursday, November 5, 2009

Pociag do Tworek

Kazdy kto dojezdza do pracy metrem czy tez inszem pociagiem wie gdzie stanac na peronie zeby mu sie drzwi otworzyly przed nosem i rowniez wie, ktorymi drzwiami wysiasc na stacji docelowej tak zeby wyladowac najblizej schodow. Taka jest zasada i tylko glab kapusciany nie ma tego we krwi po latach jezdzenia zatloczonym metrem.
Wiec ja te zasade mam opanowana do perfekcji w te i nazad. W te to mam sprawe ulatwiona, bo wsiadam na stacji poczatkowej, ale sie okazuje, ze pasazery stacji poczatkowych to nie tylko maja obcykane gdzie stac, maja rowniez upatrzone miejsce w wagonie, na ktorym sie lubia usadowic, zeby byc najblizej drzwi wyjsciowych, zeby slonce w oczy nie swiecilo, jesli pociag jak moj, przez pewnien odcinek jedzie nad ziemia, zeby obok nikt nie siedzial i zeby wreszcie zadne rurki nie uwieraly.
Ja tez mam takie "swoje" miejsce.
No to stoje se ja dzisiaj na peronie i czekam coby pociag podjechal, bo wlasnie mi jeden odjechal sprzed nosa, wszystko przez te laske, z ktora chodze pewnie lepiej ale duzo wolniej, bo jak chce przyspieszyc to mi sie nogi z laska pultaja i wtedy zupelna klapa. Czekam wiec w odpowiednim punkcie peronu i juz wiem, ze drzwi sie wlasnie tutaj otworza i bede mogla zajac moja ulubiona pozycje na dwuosobowym miejscu, gdzie jest duza szansa, ze nikt sie do mnie nie przysiadzie, bo o tej porze (moje rano czyli 11-12a) nie ma tloku.
Wszystko dzieje sie jak w dobrze wyrezyserowanym filmie, pociag staje, drzwi sie otwieraja i nagle... szlag trafil scenariusz!!! Na MOIM miejscu siedzi zwiniety w rogalik z lbem miedzy nogami (na szczescie wlasnymi) bum czyli smierdziel. Kurwa - wysyczalam przez zeby, wiadomo obok smierdziela nie usiade, a ludziska w tym czasie zajmuja swoje pozycje. Baba z laska nie porusza sie tak zwinnie i szybko, ale jest miejsce i to calkiem, calkiem powiedzialabym nawet, ze to "second choice". Klapnelam, laske poskladalam i zabralam sie do czytania ksiazki gdy nagle zauwazylam, ze stojacy pasazerowie zaczeli tworzyc szpaler.
Nic ino nowo wybrany, stary burmistrz miasta wchodzi - pomyslalam i patrze w kierunku nadchodzacej osobistosci.
Najpierw widze dosc pokaznych rozmiarow walizke, stara, odarta walizke uniesiona w powietrzu, wygladalo to troche jakby sie walizka sama jakims cudem poruszala.... eee to chyba nie burmistrz. Nie moglam dojrzec nic wiecej bo szpaler mi zaslanial, ale wkrotce okazalo sie, ze walizka faktycznie nie sama z siebie plynie przez srodek wagonu, ale jest niesiona z ogromna latwoscia (pewnie pusta byla) przez malego czlowieczka.
Czlowieczek z tego samego gatunku, co ten, ktory zajal mi moje miejsce. Zarosnieta morda zakrywajaca resztki zawadiackiego usmiechu, a spod czapki leninowki wygladaly bystre rozbiegane oczka, niski, szczuply z dosc ruchliwym cialem. Jak juz doszedl do konca wagonu to zajal miejce naprzeciwko zwinietego w rogalik, walizke ustawil na honorowym miejscu, rozparl sie w siedzeniu i zalozyl noge na noge.
I w tym momencie mnie zatkalo!!!
Moim oczom ukazaly sie elegancko wypastowane buty czlowieczka, ktore w kontrascie z niechlujnym wrecz oberwanym ubraniem stanowily niezwykly widok.
Schowalam ksiazke, juz wiedzialam, ze nie bede w stanie czytac, bo moj wzrok od czasu do czasu beda przyciagaly te blyszczace swieza pasta buty. A czlowieczek siedzial zadowolony z siebie, zaplecione na kolanie dlonie kciukami wykonywaly mlynek, ale nie zaden nerwowy, raczej mlynek zadowolonego z siebie czlowieka. Taki mlynek robi zwykle adwokat, ktory wlasnie wygral sprawe swojego zycia, albo jakis przedsiebiorca po podpisaniu waznego kontraktu zapewniajacego wysokie dochody na najblizsze lata, albo bankier, ktoremu udalo sie dokonac waznej trasakcji przynoszacej profit nie tylko bankowi ale glownie jemu samemu.
I jak tak patrzyalm na tego bezdomnego czlowieczka z wielka, zapewne pusta walizka, w wypastowanych butach, zastanawialam sie z czego tez moze byc tak zadowolony? Kazdy inny na jego miejscu bylby przerazony sytuacja zyciowa, w jakiej sie znalazl, a ten zadowolony...hmmm....
Pociag zatrzymywal sie na kolejnych stacjach pasazerowie wychodzili i wchodzili nowi.
Mimowolnie zaczelam sie rozgladac, coby czlowieczek nie pomyslal, ze poswiecam mu za duzo uwagi.
Naprzeciwko mnie siedziala starsza kobieta z jakiegos azjatyckiego kraju, nigdy nie nauczylam sie rozrozniac i sie juz pewnie nie naucze, ale raczej mogla byc z ktorejs Korei.
Ta siedziala i wykonywala jakies dziwne cwiczenia dlonmi. Najpierw rozlozone, wewnetrzna strona do gory dlonie zaczela obijac o siebie bokami przy malych palcach, potem odwrocila je na dol i zaczela wykonywac to samo cwiczenie obijajac dlonie bokami od strony kciuka. Potem jedna dlonia zamknieta w piesc uderzala w wewnetrzna strone drugiej dloni i zmiana, potem bylo uderzanie piesciami o siebie tak aby stykaly sie palce, potem piesci uniesione w gore i uderzanie bokiem od strony malego palca i wreszcie to samo od strony kciuka. A na koniec jeszcze piesc o piesc ale z gory na dol i zmiana.
Obok mnie siedzial facet czytajacy gazete i dopiero teraz zauwazylam, ze caly czas potrzasa nerwowo jedna noga oparta o lezaca na podlodze teczke. Czyzby sie bal, ze sie zaczyta i wysiadajac zapomni o teczce?
Naprzeciwko z lekka po skosie siedziala mloda para i do tej pory zachowywali sie normalnie, bo nic nie przyciagnelo mojego wzroku, ale teraz zobaczylam, ze ona jest tak wtulona w niego, ze trzyma glowe niemal pod jego ramieniem. I zaraz potem dostrzeglam przyczyne, dla ktorej przyjela te pozycje.
Otoz obok niej z drugiej strony usiadl facet w wieku ok. 50 lat, glowe mial oparta o sciane pociagu, zamkniete oczy i caly czas nerwowo potrzasal glowa z boku na bok, lewo, prawo, lewo, prawo, ale tak szybko, ze strach bylo na niego patrzec, doslownie mialam wrazenie, ze jeszcze troche i ta jego glowa odpadnie i potoczy sie po podlodze wagonu.
I do uzupelnienia kompletu towarzystwa w tym wagonie JA - baba z laska.
No nic tylko pociag do Tworek, pomyslalam i na szczescie zauwazylam, ze wlasnie dojechalam do mojej stacji docelowej.

Wednesday, November 4, 2009

Poszla baba do znachora

Poszla Ci jo cimno baba do tego znachora, znachor jak znachor po lbie sie podrapol i mowi:
-- Baba pojdzie z pielegniarka i zrobi rentgena.
Potem kozol babie stanac rowno tu, rowno tam, pospozirol na babe i pyto:
-- A co Wam babo dolego?
-- Ano znachorze, jo lichotliwo lostatnio jezdem i nijak sie obracac w wyrku ni moge, a przecie jeszcze by sie troche lobracania zdalo.
Znachor dobrze wi, ze jest tylko dwa lata mlodszy od baby, podrapol sie znowu po wygolonym lbie i pedzial:
-- Babo, jo widza ze Wy mota problem z lewom biedrom.
-- Loj panocku, niech Wom som ponbucek wynagrodzi, kaj wysta wiedzieli? - zawolala uradowano baba.
-- No przeca widze kak stojocie babo. Ale jak Wom sie to lewe bierdo wytchlo to znaczy, ze cusi u Wos z prawom stopom musi byc na rzecy. To co Wom w te prawo stope babo jezd?
-- Loj dochtorze, ta prawo stopa to byla wypizgniento na nic, ale juzem byla na naprowianiu i dyc pomogolo ino, zem jo se zas na nowo wypizgla jakem byla 3 niedziele nazod we Monrealu u kanadyjcow. Godom Wom dochtorze nie dosc ze miasto plugawe tom sie bidy z tem kopytem znowuj nabawila.
-- Dobra, dobra babo, a co z tym kopytem jak godocie, bylo zle przed tym?
To zem wytlumaczela co i jak i lo tych Achillesach my se pogodali, zupelnie jak dwa mondre ludzie a nie polgowki jakowes. Kozol mie znachor legnonc na ty rozkraczony kozytce, bo to takie wita niby kozytka, a na rence to mo loparcie nizy, bo wonskie toto, ze sie juz rence nie mieszczo. Jusci przez skompstwo znachor takie polamane kozytki pokupowol. Glowe tyz sie kladzie na takiem zlamanem na pol podnozku, bo to ni cholery na lezynie glowy niezdatne. A nogi to wicie tyz wiszo, bo ta kozytka calkiem krotko jest widac na dluzszo znachor jeszcze nie zarobil to coby pacjenta kopytami dywana nie rysowaly to znachor wyciongo z ty kozytki tako deske na drutach i tam se czlowiek musi nogi w kostkach loprzyc.
Wcale nie latwo na te kozytke wlizc, bo wita ona tako maloletniego rozmiaru, a jo wiadomo baba zem wielko, no ale jakos sie wgramolilam.
Leze morda do dolu, znachor mnie za stopy trzepie i godo i pytania zadaje, jakby to czlowiekowi z pyskiem na dol latwo godac bylo. Ni mog sie to wszyckiego wywiedzic jakem siedziala??
Jak juz mie tak zdrowo wytrzochol za nogi to przyszedl blizy i poszczypol po szyi, podotykol i poszed.
Dobrze, ze poszed mysle se, to se troche wzdychne, bom tym gramoleniem umenczono byla.
Juzem majaki zaczyna mic jak znachor wpod i godo:
-- Podnies babo glowe do gory i skrec w lewo... tero w prawo.. tero poloz swobodnie.
I tak co mie znowu za te stopy potrzachol i nic ino sie na te glowe udol jak zyd na gowno.. w lewo.. w prawo.. spocznij.. No zupelnie jakbym w jaki armii byla, tako mie musztre zadol.
I wicie jak mie juz tak wymusztrowol to mowi:
-- Niech baba tero zrobi 5 glebokich loddechow i wstanie, pochodzi 5 minut po korytarzu i sie zawdy polozy, ale tero na plecach.
Dobrze, ze mi te pinc loddechow zadol, bo jakbym tak miala lod razu wstac, to moglabym mu nawtykac, tako zem byla zlo lo to trzensinie nogami i krencynie glowom. Lun widac wi co robi...
Jakzem juz pochodzila i polozyla sie na plecach to przyszed i popodkladol klocki pode mnie. Zas jucha jedno nie do spokojnie czlowiekowi polezyc, nie dosc ze ta kozytka malo i chybotliwo to jeszcze na tych klockach ni diabla, niewygodnie jak nic. I poleciol zawdy gdziesik do inszych pacjentow co to na innych kozytkach w drugiech pokojach lezaly, bo znachor to se tak nauklado tych lobolalych po 4 pokojach we dwoch to ludzie we trzech lezo, chocioz se ponarzykac mogo jeden do drugiego, a jo sama jak palyc w dupie zem w tym pokoju byla.
Tom lezala tak na tych klockach przez dobre pinc minut znowu, wreszcie przyszed i powyciagol je i mowi:
-- Tero baba moze wstac, powoli, niech baba loddycho jak wstaje.
Durny jaki czy co?? Niech baba loddycho, a co to baba tako gupio zeby loddychac przestala!! Baba dobrze wi, ze jak przestanie dychac to juz martfo jes.
Zlazlam z ty kozytki siadlam a znachor godo:
-- Baba se kupi laske...
-- Ze co???? Laske!!! Znachor se jaja z baby robi, tak? 
-- Nie, nie zadne jaja, baba sie nie denerwuje, znachor dobrze wie, ale baba musi teraz przez jakis czas z laskom chodzic. 
-- ?????? 
-- Baba nie protestuje, to tylko do czasu kiedy sie ta stopa znow nie zagoi, bo narazie to jak baba chodzi, szczegolnie jak baba jest zmenczona to baba kuleje letko i tom lewom biedrom baba se rekompensuje slabosc prawej stopy. 
Noooo jak tak mundrze zaczon godac, to baba zupelnie zgupla, takie slowa "protestuje, rekompensuje", a ktoz by sie sprzeciwil takiemu mundrymu godaniu. Ale znachor nie gupi widzi, ze baba mo na gembie wymalowane "ty se mow a jo zdrow" i wi ze jak tylko baba smignie na ulice tak popendzi jak wicher i laski nie kupi. To znachor wyzirnol za rog i wyciongnyl laske i mowi:
-- No prosze, niech baba sprobuje po korytarzu i po schodach, laska w lewy rynce. 
A patrzol takiemi loczami, ze sie pod babom wszycko ugielo i baba bez slowa wziena te laske i dawaj z niom maszerowac. No i chooj baba musiala przyznac, ze z laskom lepi.
To znachor sie ino usmichnol do baby, kozol przyjsc we piontek (z laskom) i poszed.
Jakzem wreszcie wyszla stamtond to najpirw zadzwonilam do Wspanialego i godom:
-- Te znachor mie se kozol loske kupic.
-- To se kup jak kozol to kozol, spotykomy sie wieczorem?
-- Ano spotykomy sie, jak sie nie bedziesz wstydol ze mnom chodzic.
-- Eee tam wstydol, do wieczora to jo se kupie balkonik i bedzie z nos galanto pora:))

Tuesday, November 3, 2009

Pain in an ass

czyli bol w dupie.
Moze nie dokladnie ale cos kolo tego. Nachodzi mnie od czasu do czasu od lat i wiem nawet dlaczgo, albo moze wiem co powinnam przestac robic, lub robic inaczej. Ale wiadomo, od wiedzy do praktyki droga daleka. W zwiazku z tym od czasu do czasu bywam u chiropractora.
Wlasnie, co to jest chiropractor po polsku? nie mam pojecia, podejrzewam, ze kregarz.
Z tym, ze ten moj to nie jest kregarz, taki normalny od lamania kregow, zwijania czlowieka w precel i skrecania mu glowy do dupy.
Moj dziala na energie.
Jak to jest i na czym polega? nie potrafie wyjasnic, wiem natomiast, ze zabiegi nie sa bolesne, a wrecz przeciwnie polegaja na lezeniu na brzuchu az do znudzenia i zwykle zasypiam w czasie tych zabiegow. I jak ja sobie tak leze twarza w dol i pochrapuje albo pogwizduje radosnie, to dochtore podchodzi i od czasu do czasu maca, raz szyje, raz kregoslup, to znow potrzesie nogami trzymajac za stopy. A ja spie spokojnie i budzi mnie tylko to trzesienie za stopy i czasem dochtore kaze wstac i pochodzic przez 10 min i znow sie polozyc. Wizyta srednio trwa 1.5 do 2 godzin.
Tytulu dochtore uzywam z pelna swiadomoscia i odpowiedzialnoscia, bo tutaj chiropraktyka jest jedna z nauk medycznych i chiropraktorzy maja tytul MD, wiec nie jest to jakis przypadkowy znachor, ale powazny Doktor.
Dr. V. znalazla moja kolezanka, masazystka, ktora kiedys pracowala u niego w gabinecie, a tak sie zlozylo szczesliwie dla mnie, ze gabinet w tamtych czasach byl dwie ulice od mojego miejsca zamieszkania. Teraz jest troche dalej, ale i tak mozna sobie spacerkiem dojsc tam w ciagu 15 min.
Krolikiem doswiadczalnym byl Potomek, ktory lata temu obudzil sie pewnego dnia i zawolal ze swojej sypialni, ze nie moze wstac. Najpierw myslalam, ze sobie jaja robi, ale jak zobaczylam, to mnie ogarnelo przerazenie. Jak juz pomoglam mu wstac, to okazalo sie ze nie moze isc, a powodem byl straszny bol kregoslupa. Zlapalam za telefon i zadzwonilam do gabinetu dr.V. Na szczescie maja tam taka zasade, ze w takich wypadkach przyjmuja pacjentow natychmiast i bez umawiania wizyty.
Jakos udalo mi sie Potomka sprowadzic na dol po schodach i z trudem ale pokonalismy te dwie ulice.
Okazalo sie ze gabinet sklada sie z kilku pokoi, na gorze. O tym zeby Potomek mogl wejsc na gore po schodach nie bylo mowy. Doktor V. polecil mu stac oparty o sciane, twarza do tejze sciany i tak co pare minut przychodzil i dotykal, raz szyje gdzies za uchem, to znow w okolicy kosci ogonowej. Po kilku takich dotknieciach Potomek mogl usiasc, potem znow stanie twarza do sciany itd.
Trwalo to wszystko 2 godziny z przerwami, w czasie ktorych doktor latal na gore, do lezacych tam pacjentow. Troche jak cyrk - pomyslalam, ale nie mialam innego pomyslu na pomoc dla Potomka.
Na koniec doktor V. poprosil zeby Potomek po powrocie do domu glownie lezal, ale tez co jakis czas probowal chodzic po mieszkaniu i zeby przyszedl znow wieczorem.
Jakiez bylo moje zdziwienie, kiedy wieczorem Potomek poszedl do gabinetu doktora V o wlasnych silach, bez mojej pomocy, a tylko z asysta. Tym razem wszedl na gore po schodach i juz nie mialam mozliwosci widziec co sie dzieje i jak przebiega zabieg.
Te dwie wizyty jednego dnia, wystarczyly do dzis, a bylo to jakies 12, moze nawet 15 lat temu.
Wiec jak tylko mnie dopadl bol dolnego kregoslupa to rowniez udalam sie do doktora V.
A bol dopadal mnie powoli, stopniowo i oczywiscie doczekalam do momentu kiedy juz nie moglam ani polozyc sie na lozko ani z niego wstac i kazde przewrocenie sie z boku na bok sprawialo ze mialam ochote umrzec.
Ale doczekalam az takiego stanu, bo balam sie bolu.
No taka glupia jest ludzka natura, woli cierpiec z ciaglym bolem niz doznac raz nieznanego bolu, ktory zakonczy cierpienie. W moim przypadku to glownym powodem klopotow z kregoslupem jest praca siedzaca, powinnam chodzic, raz na godzine czy 30 min. powinnam wstac i chodzic, albo chociaz stac prosto.
Tymczasem ja nawet jak stoje, to nie prosto, bo pochylona nad klientka wykonuje woskowanie.
Kolejnym przewinieniem jest ogladanie tv w pozycji pollezacej. I to nie wazne, ze ja generalnie nie ogladam tv, ale ogladam wieczorne wiadomosci (godzina) wlasnie w takiej pozycji.
I w moim wieku to ponoc wystarczy, zeby nabawic sie problemu.
No to mam problem, a zeby go uniknac to powinnam sie z doktorem V. zakolegowac czesciej niz to robie.
Ostatnio kolegowalismy sie 2 lata temu.
Nic wiec dziwnego, ze od pewnego czasu czuje jak mi dupa z winkla wypada. No czuje, czuje, ze jak ide to nie mam prawidlowego balansu ciala, tylko jak kaczor z dupa do tylu.
Ale co tam, kto by sie przejmowal balansem, nie?
Oczywiscie, ze ja nie z tych co sie przejmuja, wiec znow czekalam.
I sie doczekalam, od kilku dni mam problem i budze sie w nocy w momencie gdy zmieniam pozycje, a w zasadzie to ja sie nie budze, ale budzi mnie bol.
Zadzwonilam wreszcie do dr. V i zapytalam czy chcialby sie znow ze mna zakolegowac, odpowiedz brzmiala "tak" i pierwsze spotkanie mamy jutro o 10tej. Cos mi sie wydaje, ze bedziemy sie znow intensywnie kolegowac po kilka razy w tygodniu do konca tego roku.
Cale szczescie ze dochtore jest fajny facet, to nie bedzie nudno:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...