Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, January 31, 2010

Pranie

Im dluzej zyje, tym mniej rozumiem ludzi. I nie wiem czy to mnie sie cos w glowke porobilo, czy tez ludzie som nienormalne. Moi sasiedzi na gorze, zachowuja sie calkiem przyzwoicie, a przynajmniej o cale niebo lepiej niz gospodarze, ktorzy tam mieszkali poprzednio. Jest w miare cicho i spokojnie, tylko od czasu do czasu slyszymy jakis taki dziwny halas, jakby ktos szklane kulki po podlodze rozrzucil.
Z tymi kulkami to niezla zagwozdka jest, bo takie same dzwieki slyszelismy jak mieszkali gospodarze, tyle, ze wtedy to bylo kilka razy dziennie, teraz na szczescie raz czasem dwa razy w tygodniu.
Dawniej podejrzewalam, ze to jakas psia zabawka, bo gospodarze mieli psa rasy Wieczny Ciamotacz, bo to co wyczynial trudno bylo nazwac szczekaniem, ale japa mu sie nie zamykala.
Juz nawet bylam na dobrej drodze zeby go tego ciamotania oduczyc, ale sie wyprowadzili, a mialam efekty. Jak tylko pies wychodzil na balkon za domem i ujadal latajac z jednego konca balkonu na drugi jak pchla, to ja bralam waz do podlewania ogrodka, nastawaialm na mist i kierowalam w jego strone. Spierdalal w mgnieniu oka.
Po kilku tygodniach, spierdalal juz na moj widok nawet bez weza.
No radze sobie jak moge.
Koty sie nie pokazuja na naszym podworku, bo wiedza dobrze, ze tu zla kobieta mieszka;)
Jeszcze zebym tylko miala taka wladze nad praniem.
Nie wiem czy to jest zjawisko globalne, czy tylko w tym kraju ludzie maja tak poprzestawiane, ale jak ktos ma pralke w domu to pierze codziennie, albo chociaz 5 razy w tygodniu.
Wstaje rano, siadam z kawa do kompa i ledwie co zaczynam sobie przypominac kim jestem, jak nagle zaczyna szumiec w rurach. Zaczyna sie codzienny rytual prania, sasiadka z gory pierze namietnie wlasnie 5 razy w tygodniu. Znow lepiej niz gospodarze, tamta prala czesto 2 razy dziennie.
Querwa, ja tyle czasu w pracy nie spedzam co ludzie na praniu.
Szuru buru i szuru buru na okraglo.
A ilez do kurwy nedzy mozna prac?
Czy ludzie moze maja po 3 sztuki gaci i 2 pary skarpet?
Ja to slysze, bo moja pralnie przerobilam na biuro, wiec oni tam piora akurat nad moja glowa.
Sam halas jako taki jest do zniesienia, bo to glownie ten szum wody, jakbym zamknela oczy to moglabym sie poddac medytacji, tylko mnie zastanawia co mozna prac dzien w dzien?
Moze sobie nogi mocza w tej pralce, bo nie podejrzewam ich o mycie naczyn, w koncu maja zmywarke, bo wszystkie mieszkania w tym domu byly od poczatku wyposazone w zmywarki.
Pamietam, ze ja tez lata temu bylam na dobrej drodze do tego nalogu.
Ktos mi podarowal pralke, nie nowa, ale w dobrym stanie i na chodzie, wiec wzielam. I tez jakos tak bylo, ze siedzialam w domu i wymyslalam co by tu jeszcze uprac?
Kiedys mialam dzien wolny, a byly wakacje, bo Potomek siedzial ze swoim kolega u siebie w pokoju i ja chyba z nudow juz nie wiedzialam co mam robic to postanowilam wyprac taki maly chodniczek, ktory mialam  w jadalni. Male to toto nawet nie bylo, ale taka na dotyk szmatka ciut grubsza od obrusa i tej samej wielkosci. Pralke mialam w kuchni, bo w lazience nie bylo miejsca, wiec niewiele myslac pizgnelam toto do pralki i wlaczylam. Po pierwszych trzech minutach cyklu nagle pralka zaczela chodzic po calej kuchni, a ze stala miedzy szafka a sciana i lada moment grozilo, ze wyjdzie na srodek kuchni, to wskoczylam na nia oklapem  w nadziei, ze przycisne ciezarem mojego ciala.
Ale gdzie tam, ja wtedy wazylam tak ze 2/3 tego co teraz, wiec nie mialam szans.
Ja na pralce, a pralka dalej zaiwania szalenczy taniec wysuwajac sie powloli na srodek kuchni, to sie zaparlam o parapet kuchenny i tak ja ujezdzalam. Kazdy kto mieszkal, lub byl w Ameryce, wie, ze parapety tutaj to ledwie 5cm wystajace ze sciany gowno, wiec opor byl znikomy. Siedzac na tej pralce jak na raczym koniu caly czas kombinowalam, ze to sie kiedys skonczy, tylko nie przewidzialam wirowania, ktore spowodowalo, ze nie tylko jezdzilam miedzy szafka a oknem, ale zatrzymalam sie na lodowce.
To jeszcze nie wszystko, bo jak sie juz caly ten wsciekly taniec zakonczyl i otworzylam pralke, to sie okazalo, ze ta byle jaka szmacinka tak zesztywniala w wodzie, ze jej za cholere wyjac nie moglam.
Co pociagne, to cala pralka na mnie sie przechyla, a szmata stoi w poprzek pralki, woda tez cala nie odeszla. No disaster jak malowanie!!!
Troche sie poszamotalam z tym piekielnym sprzetem, ale bezskutecznie. W czasie tego szarpania sie z zelazna gora urzadzenia dotarlo do mnie, ze zaczynam wariowac, ze poddaje sie jakiemus kretynskiemu, narodowemu zwyczajowi prania. Religia jaka czy co? przelecialo mi przez glowe. Religia moze nie, ale jakis maly kult to zapewne tak. Z przerazeniem oczami wyobrazni widzialam, ze jak sie nie wyrwe z tych szponow w pore, to niedlugo bede prala nie tylko czyste szmaty, ale moze i mniejsze gabarytowo mebelki uda mi sie wepchnac w wielka gebe uzalezniajacej maszyny.
W koncu wzielam dwie pary duzych nozyczek, poszlam do pokoju Potomka i mowie:
-- Chlopaki, kupie Wam galon lodow, ale musicie to swinstwo wyciac z pralki.
Galon lodow!! sie nie trafia codziennie, wiec zawiesili sie ochoczo nad pralka i po kawalku zaczeli wycinac.
W pewnym momencie uslyszalam jak Steve mowi do Potomka:
-- Ty to masz fajna matke, moja to strasznie nudna kobita.
-- Fajna? Czlowieku! zwariowac mozna, ja nie moge uwierzyc, ze sie u takiej kobiety urodzilem - odpowiedzial Potomek lamana polszczyzna.
Jak juz skonczyli to poszlismy po lody, ale wczesniej wpadlam z nimi do sklepu i kupilam maly dywanik do jadalni, wykorzystalam wiec chlopakow jeszcze jako tragarzy.
Od tamtej pory jestem wyleczona z pralki, nie chce miec tego w domu, bo ja sklonna do nalogow jestem, wiec po co?
Zeby praczka zostac?
I juz nigdy wiecej pralki nie mialam. Wiem, ludzie patrza na mnie jak na wariata i argumentuja, bo w pralniach sie "niszczy", bo "nie wiadomo jak tam piora" Ja mam na to jedna odpowiedz, dobrze, ze sie niszczy, bo w przeciwnym wypadku ciuchy przezylyby mnie i dobrze, ze nie wiadomo jak piora, pranie to jest akurat jeden z tych procesow, ktorego technologii wcale nie jestem ciekawa.
Dawno temu pracowalam z Francuzka, Mathe miala na imie i kiedys sie cos zgadalysmy na temat prac domowych, bo ona byla zawsze tak wymeczona po weekendzie, ze do pracy przychodzila odpoczac. Jak mi zaczela wyliczac co ona robi w weekend, pranie, prasowanie, sprzatanie, mycie, gotowanie, czyszczenie itp. Wkurwa dostalam i mowie:
-- A nie mozesz chociaz tego prania zawiezc do pralni i przywiezc czystego i poskladanego?
-- Jak to?!
-- A normalnie, ja odwoze i przywoze poskladane, wszystko co wymaga prasowania oddaje do pralni chemicznej i przynosze na wieszakach elegancko wyprasowane.
O malo mnie wzrokiem nie zabila:
-- Ty chyba zwariowalas!! Zupelnie jak te Amerykanki!! Nie wierze, ze oddajesz wlasne majtki komus do prania - wykrzyczala zdziwiona.
-- A i owszem oddaje wlasne, bo przeciez nie cudze. Ja wyrywam wlosy z cipek i mi za to placa, nie rozumiem dlaczego ktos nie mialby prac moich majtek? Przeciez tez za to place. Co w tym zlego?
Nie mogla tego przetrawic. Jej problem.
Jak znalezlismy mieszkanie, w ktorym obecnie mieszkamy, to tu byla pralnia, czyli maly pokoik z pralka i suszarka, bo tutejsze mieszkania musza byc wyposazone we wszelkie sprzety, moje ma nawet mikrofalowke wbudowana na stale.
Wspanialy popatrzyl z zadowoleniem w oku i mowi do mnie:
-- Ooo fajnie bedziemy miec pralke i suszarke.
-- Nie kochanie, nie bedziemy miec.
-- No jak to? przeciez widzialas, ze juz jest pralka i suszarka?
-- To co, ze jest? Poprosze, zeby usuneli pralke i suszarke i ten pokoj przerobimy na biuro.
Tak tez zrobilam, teraz po prawie 6 latach nawet Wspanialy przyznaje, ze to byl doskonaly pomysl.
I tylko zaluje, ze Ci na gorze nie wpadli na podobny.
A oni piora i piora i piora.
I tak sobie mysle, pamietam czasy polskich Fran, pamietam czasy starych ogromniastych jak kobyla SHLek z przykrecana wyzymaczka na korbe, ba pamietam nawet czasy balii, bo babcia miala balie i tare, ze juz nie wspomne, ze kiedys to sie z kijanka do rzeki zaiwanialo.
I nikt w tamtych czasach nie pral codziennie i jakos ludzie zyli, teraz piora codziennie.
Jakis taki ulubiony sposob na spedzanie czasu, czy co?

60 comments:

  1. ... witam... sprawe pralki zalatwilam inaczej.... mam pralke w lazience ale nie podlaczona a to z racji tego ze mieszkam w nowym domu i jeszcze wiele jest tu do zrobienia wiec nie poganiam panow instalatorow tylko ulozylam rzadkiem torebki i segreguje pranie : czarne, kolorowe, reczniki osobno etc... jak juz sie nazbiera zabieram w/w torebusie i zanosze za sciane do mojej mamy... odbieram suche i poskladane... ale nie wyzelazkowane bo u nas w domu jest tak ze sie zelazkuje jak chce sie zalozyc na dupsko... aaaaa i nie mam sasiadow nad soba tylko piekne niebo ( dzisiaj jest piekne bo sloneczne ) ... za pare miesiecy bede miala pod soba sasiadke siostre z ktora sie nie zgadzam bo my jakby z innych bajek jestesmy ale izolacje akustyczna mam dobra wiec mam nadzieje ze jej nie uslysze... pamietam natomiast jak mieszkalismy w bloku , to bbyly czasy , nie trzeba bylo chodzic do sasiadow zeby wiedziec o ktorej jedza o ktorej sie kapia albo piora... niech zyje wolnosc w swoim domku , co prawda 3 rodzinnym ale z dobra izolacja... pozdrawiam... Hannah ....

    ReplyDelete
  2. Hannah--> Dom, w ktorym mieszkam jest dwurodzinny, nigdy nie lubilam kolchozow, czyli blokow, wiec zawsze tutaj mieszkalam w dwu, czy najwyzej trzyrodzinnych domach. Ten dom, ma 10 moze 12 lat, wiec tez nowy. Instalacje jakie sa, nie wiem, ale szum wody slysze;) Pranie segregujemy, Wspanialy odwozi do pralni, a pralnia dostarcza juz gotowe, wyprane i poskladane.
    Ale mnie nie przeszkadza, ze ludzie piora w domach, ze maja pralki, tylko sie zastanawiam, co piora codziennie? Skad sie to bierze?

    ReplyDelete
  3. Nie no u nas jak się nazbiera to się pierze raz w tygodniu, ale zazwyczaj wtedy 3 pralki po kolei. ;) Żelazkować się nie żelazkuje bo nikomu się nie chce. Dobrze się powiesi to i proste będzie, a najwyzej się ułoży na mnie, bym musiała bardzo upaść na głowę żeby mieć ochotę na prasowanie czegokolwiek. (dobrze że koszul nie nosze).
    A u mnie natomiast, w bloku 4 pietrowym, slysze jak u sasiadow z gory lub z boku z osobnego wibruje telefon, jak ida do lazienki, i jak stukaja mlotkiem z uwielbieniem (np. right now!) aczkolwiek pralki jeszcze nigdy. Chyba izolacja dotyczy u mnie tylko rur. A bardzo bym chciala tak mieszkac osobno i nie slyszec glosnych rozmow, w lazience nie slyszec jak ogladaja telewizje (ja tu ide pod prysznic a tam slysze rozmowy i tv, frustrujace, zawsze sie rozgladam wtedy po suficie czy dziur nie ma;/)...

    ReplyDelete
  4. o to ja do tej nieszczesnej pioracej kategorii sie zaliczam;tudziez nie z racji zamilowania ino z przymusu.jak sie ma 4 kochane potworki w wieku przeroznistym,to cholera wie skad sie to bierze,ale u mnie jest ciagle co prac.juz se nawet pralke na taka 10 kg zamienilam,bo za zwyczajna nie wyrabialam na zakretach.czasem to nawet juz fobii jakies dostaje i boje sie wejsc do lazienki,ze te brudy na mnie skocza i pzrykryja.marze o dniu w ktorym kosz na brudki zaswieci pustka,ale to juz chyba bedzie oznaczalo,ze jestem w raju...
    mamuska73
    ps.widze ze instrukcja byla dos czytelna i wyroznienie odebrane

    ReplyDelete
  5. Jak codziennie trzeba czyste założyć, znaczy codziennie prać trzeba:))
    A kobiety to ogólnie dużo roboty mają:) A wszystko przez to, ze w nocy śpią to im się nazbiera:)))

    ReplyDelete
  6. nawet posiadajac pralke, piore tylko w weekend. pare pralek coprawda, ale niecodziennie.

    prasowac b. rzadko, bo osobiscie nie posiadan ubran prasowalnych - jak sie wyciaga cieple z suszarki to tak jakby wyprasowane w wiekszosci. a jak sie za bardzo gniecie, to trzeba komus oddac, bo nie mam czasu na prasowanie...

    ReplyDelete
  7. Ucieczko--> My pierzemy raz na dwa tygodnie, jest nas dwoje doroslych, no i szmat jest chyba na tyle. Jakos nie widze potrzeby czestszego prania, bo czesc rzeczy odnosi sie tez do czyszczenia chemicznego.
    Rozmow ani telewizora nie slysze, tylko to pranie i to tez wlasnie w moim biurze:)) Moze to kwestia tego, ze ten pokoj mial tez byc pralnia, wiec w sumie wszystko jedno, czy slyszalabym swoje czy cudze pranie?
    W lazienkach tez nic nie slysze. Nie wiem, cuda jakies??

    ReplyDelete
  8. Mamuska73--> Czworo dzieci, to ja rozumiem, rozumiem nawet czeste pranie przy jednym dziecku, ale sami dorosli? dwie osoby?
    Chyba ze przywoza to pranie z tamtego domu:))
    Ona pracuje na nocna zmiane i wraca ok. 5-6 rano i jak tylko wraca, to pierze.
    Tak samo bylo z gospodarzami, jak tylko weszli na gore, to my ze Wspanialym mierzylismy im czas. I zawsze ale to zawsze w ciagu 5 minut slychac bylo pranie.
    No ale gospodarze mieli 3 dzieci, dwoch prawie juz doroslych chlopakow i o 7 lat corke.

    ReplyDelete
  9. Ja się zaliczam do tych piorących prawie codziennie.Nie mam gromadki dzieci,została nas dwójka-ja i mąż.No,ale tak mam,że mogę trzy szmaty wrzucić do pralki i prać.Nie mam suszaki,nie mam strychu,suszę na suszarce pokojowej(latem na dworze).Na takiej suszarce ,to niewiele się zmieści.Na swoje usprawiedliwienie dodam,sąsiadów nie mam,nikomu nie przeszkadzam.

    ReplyDelete
  10. Foko--> Ty sie nie smiej, to jest faktycznie duzo roboty, bo takie pranie musi byc dopilnowane. Potem suszenie, skladanie. No mnie to najbardziej zawsze to skladanie wkurwialo, bo strasznie czasochlonna robota jest. Wszystko inne robi sie samo, ale skladanie trzeba zrobic, niestety.
    Dlatego tak mi sie podoba, ze moje wraca juz w kosteczke elegancko poskladane:)))

    ReplyDelete
  11. b.--> Ja tez preferuje ubrania nieprasowalne:)) z wiadomych wzgledow. Juz chyba wszyscy wiedza, ze len jestem patentowany:))

    ReplyDelete
  12. Beato500--> Ale tu nie ma co usprawiedliwiac, bo i nie ma nic zlego;) ten szum wody w rurach to mowie Ci moze dzialac calkiem uspokajajco:))
    Mnie tylko zastanawia, ta roznica w sposobie zycia sprzed 20, 30 lat i teraz. Wtedy sie nie pralo codziennie i ludzie wcale nie chodzili brudniejsi niz teraz.
    Z tego co sie orientuje, to w Polsce tez nie ma, albo sa sporadyczne pralnie miejskie, gdzie czlowiek moze sobie przyjsc i sam zrobic, czy tez zaplacic i miec zrobione. W tej sytuacji posiadanie pralki w domu jest niemal koniecznoscia.
    Tylko teraz pomysl jakie to koszta, bo koszt wody (jesli sie ma wlasny dom) elektrycznosci, srodkow do prania no i czas, bo ja to lubie sobie za moj czas placic;)) Ja pamietam, ze dawno temu podjelam sie to wyliczyc i wyszlo mi, ze cotygodniowe pranie w pralni miejskiej jest tylko o 1-2 dolary drozsze niz w domu. A mowie o praniu raz na tydzien czyli minimum 3 pralki zaladowane full. Jak ktos pierze codziennie to chyba ten koszt prania domowego znacznie przewyzsza pranie w pralni.
    No tak sobie przestukuje mysli na klawiature.
    Ze juz nie wspomne, ze to nieekologiczne jest;))

    ReplyDelete
  13. Wiesz,na pewno masz rację co do kosztów,bo płacę za wodę i ścieki o wiele za dużo,niż powinna płacić rodzina dwuosobowa,z racji dużego zużycia wody.Pralnie chemiczne są u nas na każdym kroku,ale z takimi pralniami o jakich Ty myślisz,to nie słyszałam,albo się po prostu nie orientuję.Myślę,że gdyby mnie w życiu jaka bida przycisnęła(nie daj Bóg),to pewnie podchodziłabym do tego inaczej.A co do ekologii,masz absolutną rację,ale to Polska i pod względem daleko nam jeszcze do innego myślenia.Co tu mówić o ekologii,jak moi sąsiedzi nie chcieli kilka lat temu podłączyć się do instalowanej kanalizacji,bo trzeba za ścieki wtedy placić,a tak mają szambo,a ja przez 26 lat nie widziałam ,żeby je opróżniali.Może robią to nocą?Ale rzeka blisko,za rękę nie złapałam,ale ...

    ReplyDelete
  14. Beato500--> Z ekologicznym mysleniem to Amerykanie sa tez mocno na bakier i mnie to wkurza, jak widze ile energii sie marnuje i wody, a ludzie gdzies tam na swiecie umieraja z pragnienia, albo nie maja czystej wody pitnej.
    Wiesz pralnie takie zwykle, to sa lokale gdzie jest np. 15-20 pralek standartowej wielkosic do tego z 5-6 takich wiekszych, ok. 12-15 suszarek. Sa tez duze stoly do skladania bielizny, sa wozki do przewozenia mokrego czy tez suchego juz prania miedzy pralka i suszarka albo stolem do skladania. Sa krzesla dla czekajacych w czasie prania czy suszenia. Kazda pralka ma taka klapke wysuwana i wsuwana na monety, lub zetony i pralka wlacza sie tylko jak zostaje nakarmiona odpowiednia iloscia monet lub zetonow. Mozna sobie do takiej pralni isc i samemu zorbic swoje wlasne pranie, a mozna tez zostawic brudne rzeczy i obsulga pralni pierze a potem klient sobie odbiera.
    Wspanialy jest uczulony na proszek, ktorego wiekszosc pralni uzywa, wiec jezdzimy troche dalej, do pralni gdzie mieszkalam poprzednio, bo oni tam specjalnie dla naszego prania uzywaja innego proszku. Placimy troche drozej, ale to zadna wielka roznica. My mamy do nich zaufanie, bo jeszcze sie nigdy nie zdarzylo, zeby Wspanialy dostal uczulenia, a oni doceniaja, ze ciagle korzystamy z ich pralni i wlasciciel odwozi nam pranie do domu. Za co oczywiscie i tak dajemy mu napiwek, ale to taki mily gest.

    ReplyDelete
  15. jes! jes! jes! tez piorem, co prawda co drugi dzien ale dwie pralki minimum.
    Jest nas czworo. Wariuje jak widze kosz pelny w lazience!
    4 reczniki + maly do rak to juz jest pol pralki:(
    Co drugi/trzeci dzien uzbieram taka gore, ze dwie prale to minimum.
    Susze na pokojowych suszakach, latem na balkonie., chociaz prala jest razem z suszarka.
    Zadko korzystam z programu suszenir.
    Ociec prac?!;)

    ReplyDelete
  16. Po pierwsze, to podziwiam, że tak interesującą notkę można napisać na tak prozaiczny temat jak pranie? I jak widać, można! ;)))Ale to już trzeba być Stardust!!
    Po drugie - jak różne są realia naszego codziennego życia, bo u nas (czyli w Polsce )chyba jednak tylko pralnie chemiczne i to niezbyt tanie, więc lepiej nie mieć takiej odzieży lub niewiele.
    Nie wyobrażam sobie teraz życia ( a na starość szczególnie) bez pralki i błogosławię ten wynalazek, po który na początku lat 70 -tych stały nocne kolejki do sklepów. Dla mnie wystał tę pierwszą pralkę "Polar" mój tata, a ja akurat niedawno zostałam matką dwójki maluchów, więc wiadomo, ile wtedy prania.
    Ale gdybym żyła w realiach Stardust, też wolałabym może( nie jestem zdecydowana do końca ...) mieć biuro domowe zamiast pralni, a czynność prania daleko od siebie. I w ogóle chciałabym mieszkać w takim domu jak Stardust, a nie w wieżowcu ( 10 pięter...i ciemność - takie nagłe skojarzenie z piosenką Edyty Geppert, ale tak naprawdę bywa z tym piętrem).
    Kabaretowa scenka z tą skaczącą po kuchni pralką !!!:DDD

    ReplyDelete
  17. Ja to musze codziennie a już na mus co dwa dni, inaczej zbiera mi sie tona do prania:)

    ReplyDelete
  18. a ja nie piorę! za to mój Luby...skaranie boskie! On to po prostu uwielbia. Znajduje jakąś dziką radość w segregowaniu i doborze odpowiedniego programu. Obawiam się, że intrukcję pralkową to On zna na pamięć ;P Do głowy przychodzi mi tylko jedno wytłumaczenie: pralka nowa i z bajerami, a to fanatyk nowinek technicznych jest. Kiedyś czytałam artykuł, że mężczyźni masowo prali tylko jeden raz - gdy powszechne stały się dzisiejsze pralki. Wiadomo, nowa zabawka ;) Wrzucanie prania do pralki, wybór programu - super sprawa, gorzej z wieszaniem (mokre ciuchy wędrują z pralki na suszarkę średnio ok. 2 godzin..), a już najgorzej jest ze ściąganiem wszystkiego z suszarki. Niestety, mieszkanko niewielkie, więc salon czasem zmienia się w suszarnię. Luby hołduje przekonaniu, że ubranie ściąga się z suszarki, tylko wtedy, gdy chce się je na siebie włożyć. Jemu suszara w pokoju nie przeszkadza, da się obok chodzić, na upartego nawet i tańczyć. To na tyle ugodowy typ, że nie ma nic przeciwko, bym jednak składała te pranie, mimo, że to bez sensu, ale skoro tak mi przeszkadza...I składam dzielnie, bo suszara to moja płachta na byka. Jest tylko jeden szkopuł: skarpetki! Wszystkie czarne, wszystkie takie same, ale nie identyczne. Ja nie wiem, że też te chłopy nie mogą nosić jakichś innych! Parowanie skarpetek jest u nas największą karą :) Jako, że ja uszczypliwy babsztyl, to na Święta jednym z prezentów było pudełko na skarpeciochy-single. Koniec pisaniny, na koniec dane do stardust-owej statystyki: pranie 2 razy w tygodniu (wyjątkowo 3) przy 4 sztukach w domu.

    ReplyDelete
  19. :) a ja nie mam z tym problemu (ze zbyt częstym praniem), ponieważ jeszcze nie opanowałam sztuki włączania pralki... i w ogóle zasad prania...

    Także ja tylko pomagam :)

    Pozdrawiam!!

    ReplyDelete
  20. Nareszcie mogę komentować :) Uff. A łapy mnie tak swędziały, by popisać pod innymi postami, że je prawie gryzłam:)) Ja zwykle wstawiam 2 pralki na tydzień, jedną z białym i jedną z kolorowym praniem, co drugi tydzień dodatkową z czarnym. Jak syn z nami mieszkał było o jedno pranie kolorowych więcej i tyle. Gdybym mieszkała w Stanach to jak Ciebie, nikt by mnie do prania i składania nie zagonił:)

    ReplyDelete
  21. Kwoko--> Mieszkanie w wiezowcach w Polsce bylo upierdliwe, raz mieszkalam na 10tym pietrze i skakalam po schodach, bo byla zepsuta winda przynajmniej 2 razy w miesiacu, a drugi raz mieszkalam na pierwszym i juz bylo lepiej, ale to jednak kolchoz. Tutaj mieszkanie juz w 6+rodzinnych domach jest kolchozem, bo to moze byc 6 rodzin roznych narodowosci, czlek wychodzi na korytarz nadziewa sie na czyjs turban, lub wacha zapachy niekoniecznie lubianej kuchni:) Dlatego tez wole jak nas malo, fakt jest to zdecydowanie drozej, ale przyjemniej.
    Kolejki za pralkami z czasow PRLu tez pamietam.
    Jak zaczelam moje zycie tutaj to tez mi sie wydawalo, ze pralke trzeba miec w domu. Przez pierwsze 3 lata nie mialam, ale o niej marzylam, bo odnosilam wrazenie, ze pojscie do pralni kradnie moj cenny czas.
    Jak dostalam te pralke, o ktorej mowa w notce, to sie przekonalam, ze to dopiero kradnie moj czas;))) Bo to jakos tak, sprzet w domu i nie uzywac, toz jak wanna nieuzywana, nie moze byc. Wiec uzywalam lacznie z jazda na niej.
    Mysle, ze z czasem w Polsce tez ktos wpadnie na pomysl otwierania takich pralni, interes byc moze na poczatek ryzykowny, ale jak sie ludzie przekonaja, ze to dziala, oszczedza czas i pieniadze, to moze wypalic. Tutejsze pralnie sa otwarte najczesciej 7 dni w tygodniu od 6 do 21 i swietnie prosperuja.

    ReplyDelete
  22. Beata--> Wlasnie pogadalam przed chwila ze Wspanialym na temat tego prania i on mi otworzyl oczy:)) na szczescie nie przy pomocy noza i widelca. Wiec Wspanialy twierdzi, ze na wszystkie domy w jakich bylismy w Polsce ogladal wszystkie pralki, bo on jest czlek ciekawy. I twierdzi, ze polskie pralki sa duzo mniejsze niz nasze. Fakt, ze u nas tez mozna kupic mala, ale przecietna pralka jest jednak wieksza. Wiec Wspanialy mysli, ze stad bierze sie to czeste pranie w polskich rodzinach, ze pralka ma mniejsza pojemnosc. Nie wiem, bo ja sie akurat pralkami nie interesowalam, ja tylko zauwazylam, ze sa zdecydowanie mniejsze kuchenki i piekarniki:))) Boziu, wpuscic takich do domu!!!!

    ReplyDelete
  23. Anno--> Fakt mezczyzni lubia nowe zabawki;)) ciesz sie, ze w przypadku Twojego Lubego radosc nie minela:) Moj segreguje pranie i odwozi, jak pranie wraca, to znow segreguje wykladajac wszystko na lozko i potem kazdy chowa swoje;)) Do skarpet to tutaj mozna ponoc (bo nigdy nie kupowalam) kupic takie specjalne spinacze, ktorymi sie spina pare przed praniem i wiadomo, ze sie skarpetki razem trzymaja.

    ReplyDelete
  24. MalaMi--> Ale Ty jestes mala:))) jak urosniesz i bedziesz duza dziewczynka to niestety bedziesz musiala prac sama:))))
    Jaja sobie robie, ale na serio tos szczesliwa, ze nie musisz.

    ReplyDelete
  25. Kiciu--> A ja myslalam, ze Ty sie na nas blogowiczow wzielas i obrazilas;) Jak to dobrze, ze jestes mi nie tyle mozesz, ale co wazniejsze chcesz komentowac:)))
    Mowisz, ze co? Nalezy nam sie do spolki ten Medal Lenistwa????

    ReplyDelete
  26. Spinacze do skarpet powiadasz? Może i pomagają, ale i tak uważam że pralki kradną skarpety:))
    A co do pralni to w wawie są (były?) "aż" dwie w dwu różnych końcach miasta:)) Oblężenia nie było (z rzadka korzystałam z nich) Tu gdzie obecnie mieszkam (10 km od stolicy)była jedna i umarła śmiercią naturalną:) (mimo że miasteczko, to następna sypialnia stolicy:))i nowe osiedla wyrastają szybciej niż grzyby.
    Pranie tzw. wsadu z suszeniem kosztowało (ok.10 kg prania) 14 zł, proszek można było samemu lub na miejscu:)) W czasie prania co kto chciał - czytanie, spacer, zakupy... Było, sie skończyło. Piorę w domu:(

    ReplyDelete
  27. Stardust, jasne, że to od wielkości prlki zalezy i ilości dup w domu:) teraz nie mam tak wielu dzieci, ale bywało, że było 11 a to sie równa 11 majtek, skarpet lub rajstop, 11 koszulek dziennie jesli liczyc tylko bieliznę bardzo osobistą:)
    ja w pralce piore też koce, narzuty na kanapy i fotele, mając psy i koty to mi daje przynajmniej 2 koce w tygodniu, wkładam zazwyczaj jeden, czasami dwa mniejsze:) bywa, że piorę obsiusiana lub zanieczyszczoną wymiocinami kołdrę (razem z poszwą), zimą gorzej, bo problem z suszeniem , strychu nie mam:)

    ReplyDelete
  28. broń Boże nie jestem pedantką:)

    ReplyDelete
  29. Ja piorę niemal codziennie. Jestem chora jak nie piorę, Kronopio zużywa średnio trzy komplety ciuchów dziennie (soczek, zupa, kakao, pomidor, farby, czasem siusiu - zaznaczam, że jak jest tylko brudny to nie przebieram, przebieram jak jest mokry..).
    Pralni takich "dla ludzi" u nas niet - do chemicznych odnosi się wiadomo: garnitury, płaszcze, kurtki, etc.
    Szlag mnie trafia, bo używam za dużo wody, ale nie umiem inaczej.
    A jeszcze wszystko to trzeba wyprasować.... Ech. Temat rzeka. Cała ta obróbka wystarczy za etat.
    A twoi sąsiedzi może przejęli się napisem: "wash different colours separately"? I piorą np. tylko 2 zielone bluzki? I tylko jedną żółtą kieckę?

    ReplyDelete
  30. Foko--> U nas pralnie sa wszedzie, ja sie przeprowadzilam o 13 ulic od dawnego miejsca zamieszkania i mam 3 pralnie po drodze. Gdziekolwiek mieszkalam to pralnia byla najdalej o dwie ulice od domu. Proszki i plyny do prania mozna zawsze kupic na miejscu (troche dorozej) lub przyniesc wlasne. Mozna jak piszesz isc w miedzyczasie do sklepu po zakupy, czytac ksiazke lub ogladac tv bo wszedzie sa telewizory. A spinanie skarpetek ponoc naprawde pomaga:)

    ReplyDelete
  31. Beata--> U Ciebie to jest akurat sytuacja generalnie wyjatkowa i zawsze bede Cie podziwiac za to co robisz:) Tobie to i 3 pralki w domu by sie pewnie przydaly, wiadomo zupelnie inne potrzeby.
    A nas dwoje to na 2 tygodnie mam 28sztuk gaci, koszulki i podkoszulki, Wspanialy koszule odnosi do chemicznej, bo korchmala i prasuja tak ze ja musialabym sie zabic zeby jedna koszule tak wyprasowac. Spodnie ida do chemicznej. Recznikow za 2 tygodnie jest 4 czasem 6 i dwie zmiany poscieli. Latem jest wiecej takich malych ciuszkow, bo szorty i bluzek sie wiecej uzywa.
    U Ciebie, to jest stala produkcja brudow:)))

    ReplyDelete
  32. Melissa--> Male dziecko to wiadomo, obleje, opluje, zasika, oklei;)) Nie mam pojecia co moi sasiedzi maja do prania, no chyba ze przywoza ciuchy z tamtego domu, co wydaje mi sie absurdem:)

    ReplyDelete
  33. Ja się od swojej pralki nie uzależniłam, bo nie przedkładam prac domowych nad inne zajęcia.
    Używam pralki z rozwagą, a czasem i ze dwa tygodnie nie piorę, kiedy mam tzw. zapieprz w pracy.
    Za to potem chodzi na okrągło przez 3 dni.
    Ale moja pralka stoi w piwnicy i nikomu nie przeszkadza :))
    Pozdro!

    ReplyDelete
  34. Pranie? no pryszcz, że tak powiem. Do rzeki z tarą nie muszę chodzić...
    Tylko jak widzę górę brudnych łachów to mnie ogarnia przerażenie:)
    Nic to jednak w porównaniu z tym, że potem trzeba to wszystko jeszcze uprasować;)

    ReplyDelete
  35. iw--> W jednorodzinnych domach jest ten komfort, ze pralka moze stac w piwnicy:) To zdecydowanie ulatwia zycie.

    ReplyDelete
  36. kurna, Stardust, produkcja brudów, to JA POGŁ,ĘBIAM TO GLOBALNE OCIEPLENIE, MOJA WINA, MOJA WINA, MOJA BARDZO WIELKA WINA:(

    ReplyDelete
  37. ekolodzy!!!!!!!!!!!spętajcie mnie! :))))

    ReplyDelete
  38. Nivejko--> Prasowania nie cierpie pasjami. Wrrrrrrrrr!! Jedyne co prasuje, to jak przyniose obrusy z czyszczenia i sa na wieszaku to przz srodek robi sie zagniecenie, ktore czasem ambitnie rozprasowuje, ala rzadko bywam tak ambitna;))

    ReplyDelete
  39. Beata--> Wiesz dobrze, ze nie to mialam na mysli!!!! Prowadzac rodzine zastepcza wiadomo, ze robisz duzo dobrego przede wszystkim, a ta "produkcja brudow" jest skutkiem ubocznym i nieuniknionym. Oby tylko takie przestepstwa ekologiczne ludzie popelniali:))

    ReplyDelete
  40. Cholera, dla człowieka to taka oczywista oczywistość, że prać i prasować trzeba, że nawet nie wie, że są kraje gdzie oczywista oczywistość to oddanie prania do pralni i kupowanie tylko takich ciuchów, które prasowania nie wymagają. Pranie u mnie dwa razy w tygodniu (trzy osoby) i raz w tygodniu prasowanie, ale wówczas ze dwie godziny przy tej maszynie parowej siedzę i bucham gorącem nie mniej niż ta maszyna. Kurcze! Jakie to są ciuchy, których prasować nie trzeba? Chyba tylko syntetyczne, tak? Mój Synuś produkuje tony brudnych, bawełnianych t-shirtów - jak ich się nie uprasuje wygląda w nich jak bezdomny.

    ReplyDelete
  41. Zante--> Alez wygladanie jak bezdomny jest szczytem elegancji amerykanskiej:)) W zyciu nie prasuje bawelnianych t-shirts jak sa zlozone ladnie zaraz po wyjeciu z suszarki to nie potrzeba ich prasowac. Suszone na sznurku owszem wygladaja tragicznie:))

    ReplyDelete
  42. Beata-niech ci ekolodzy powiesza nas obie na jednej i tej samej galezi.smalic to.przecie dziecka brudnego do szkoly nie puszcze.Mowicie ze pzry malych dzieciach jest duzo prania to ja bym wam chciala powiedziec ze male dziecko to pryszcz,bo nawet jak trza pzrebarac 5 razy dziennie to wescie pod uwage wielkosc tego ubranka.gorzej jak sie ma w domu 16-letnia pannice co to do szkoly idzie w jednym ubiorze,w domu pzrebiera sie na "domowo,ale jak juz z psem do parku trza wyjsc -20 m za domem-to trzeba znowu sie przebrac i bron boze w te ciuchy co to w szkole byla.z takiej strojnisi to sa dopiero sterty prania....Strasznie baby wy te prasowanie przezywacie,no normalnie jak mrowka okres a ja tam lubie prasowac i prasuje nalogowo,wsio oprocz majtek i skarpet,a i polarow tez nie.maniaczka ?-chyba tak ale nikt mnie nie zmusi do schowania do szafy jakies szmatki co to zelazka nie widziala.fakt zelazko i deske do prasowania mam super wypasione i rzeczy typu pizamka czy podkoszulek wystarczy z jednej strony pociagnac.Star ty mi koszule wspanialego mozesz podsylac-kocham prasowac meskie koszule i zajmuje mi to ok 5 min ze spryskaniem krochmalem i zlozeniem-lata wprawy.nie zawsza bylam pierdolona bizneswomen jak mnie PM nazywa jak jest na mnie zly,ale cale lata wlasnie prasowaniem i sprzataniem zarabialam na chleb.to dawajcie wy biedne kobietki te wasze prasowanie do mnie a w zamian zabierzcie brudne gary.zesz bladz jak ja nie cierpie myc garow,ale mam patenta ostatnio:jeszcze zanim rodzinka skonczy konsumpcjie ja oglaszam"kto gotowal ten nie zmywa",hihi
    acha,spinacze do skarpetek u mnie by egzamina nie zdaly,bo przecie same sie nie zepna,nie?moi panowie ledwie cudem bozym do kosza zasadzaja swoje syrki a jakby jeszcze mieli spinac....? Ale tez mam na to sposob.ja odbieram soje gacie i skarpetki z calej reszty a jak wieczorkiem ogladaja beczynnie telewizornie to im zanosze koszyk ze skarpetkami i gaciami roznego kalibru i maja zajecie na pol filmu a ja se wtedy moge spokojnie pohaftowac,bo przeciez nie mam wol do roboty na czole napisane
    mamuska73

    ReplyDelete
  43. Pralki automatycznej nie włączyłam samodzielnie od lat. Pierze Małż, wiesza też. Potem zbieramy - każdy swoje, ja ręczniki, on pościel. Nie prasuję! Małż swoje koszule dopieszcza sam, ja prasuję tylko, gdy mus ostateczny!

    Za to lubię ręczne przepierki ukochanych apaszek i sweterków co delikatniejszych... I to mnie uspokaja, jak inżyniera Karwowskiego!

    ReplyDelete
  44. Mamuska--> Ja tez pierwszy rok w Ameryce zarabialam na zycie sprzataniem. Boziu jak ja wtedy klelam!!! Ale nigdy nie prasowalam, od razu na wstepie oznajmialam ze ja NIE prasuje:))
    Nie wiem czy chcialabys prasowac koszule Wspanialego, on jest bardzo wybredna bestia. Ma byc double starch i nie wolno skladac, ma byc na wieszaku i tak wykrochmalone, ze koszula moze stac. Idz do cholery z takim chlopem:)) Jemu nie kazda pralnia chemiczna dogodzi z tymi koszulami, nareszcie chyba jest ostatnio zadowolony, bo nic nie slysze zadnego narzekania;))

    ReplyDelete
  45. Zuzamoll--> Milo mi, ze zajrzalas:)) No popatrz ja to z prac domowych najbardziej chyba lezenie na czas lubie;))

    ReplyDelete
  46. Zgago--> Ja to sie o jakies 500lat za pozno urodzilam i w dodatku nie w odpowiedniej rodzinie;))

    ReplyDelete
  47. Star-madra ta twoja chlopina,bo po jaka cholere prasowac jak sie ta koszule przy skladniu na powrot zmiedoli?Lat 8 na szmacie nasuwalam i zawsze wolalam prasowac niz sprzatac,wiec mnie koszulami wspanialego nie strasz.nie ma gorszego cholerstwa do prasowania niz damskie bluzki koszulowe z cieciami francuskimi i jeszcze material ze steczem;przy takim czyms to klne ze uszy wiedna;
    a prpos prania to ide zobacze jeszcze czy moje pzrypadkiem juz samo z lazienki nie wychodzi...zawsze troche taniej jak sie ma taryfe nocna
    mamuska

    ReplyDelete
  48. Mamuska--> To Ty mnie straszysz:)) Ty jakis kombajn wieloczynnosciowy jestes:)) Ja sprzatalam przez rok zarobkowo po 3x w tygodniu i mam dosc do tej pory;)) No nienawidze latania ze szmata jak jasna cholera na dobra sprawe wole gotowac dla armii niz sprzatac.

    ReplyDelete
  49. nagle jak w bajce pomyslowy dobromir,mnie olsnilo,ze wsrod komentarzy widzialam cos co mnie bardzo zdziwilo/zaniepokoilo?!Przejrzalam jeszcze raz,to nie mozliwe...Mala Mi...? Z zaswiatow ?Przepraszam,ale to dla mnie trudne ,tym bardziej ze lada chwila rocznica jej smierci...nawet dokladnie nie wiemy kiedy...to byla wielka tragedia...ostatni wpis z 3 luty 2009...potem pisanie bloga kontynuuje jej maz...wspanialy facet i pieknie pisze...poczytajcie jesli chcecie http://sanja3.blox.pl/2009/02/Smutne.html#ListaKomentarzy
    Mala Mi,to Sanja,to Ania,to moja pzryjaciolka...przepraszam raz jeszcze
    mamuska

    ReplyDelete
  50. Mamuska--> To inna Mala Mi, kliknij w nick i otworzy Ci sie strona profilu.

    ReplyDelete
  51. wiem,ale mi sie tak jakos dziwnie zrobilo i smutno i sie poryczalam

    ReplyDelete
  52. Wierze Ci, mnie tez sie zrobilo dziwnie, tyle, ze z innego powodu. Ale dzieki Twojemu linkowi bylam na tamtym blogu. To musiala byc wspaniala dziewczyna:(

    ReplyDelete
  53. Nie miałam pojęcia, że suszarka może to spowodować. W moim tępym wyobrażeniu z suszarki są jeszcze gorsze...:(:(. Może by tak w suszarkę zainwestować?

    ReplyDelete
  54. Star, mam dokładnie takie same zagwozdki! 4 miesiące temu przeprowadziłam się do bloku. Wszystko jest cacy pięknie, ale
    1. sąsiedzi nade mną mają 3 psiaki,
    2. też od czasu słyszę od nich dźwięk szklanych kulek turlających sie po podłodze!,
    3. piorą, piorą i piorą ci ludzie na potęgę!!

    ReplyDelete
  55. Wstyd powiedzieć, ale mnie pranie uspokaja. Wrzucasz stertę brudnych, przekładasz niedługo potem mokre do suszarki i wyciągasz suche i pachnące. Fakt, że od kiedy siedzę w domu, to liczba prań tygodniowo rośnie jakoś (a to popiorę ręczniki, a to pościel, raz-dwa razy w tygodniu urobek z córki, a to się nazbiera ciemnych, a to jasnych, a to kolorów) i rzadko kiedy są dni, kiedy pralka nie chodzi. Za to nie prasuję ;-)

    ReplyDelete
  56. Ja jestem chyba ofiara tego nałogu.
    Nie lubię co prawda składać suchych rzeczy, prasować ... ale uwielbiam zapach świeżego prania.
    Potrafię czasem wyciągnąć z szafy jakiś czysty ciuch i jak mi juz nie pachnie, to wyprać go jeszcze raz przed założeniem.
    Taka mała schiza.
    Ale co by nie mówić, moje dzieci dbają o to żeby pralka była pełna.
    Tak wiec oddaje się tej wspaniałej czynności średnio 5 razy w tyg, - w niedzielę daje odpocząć sąsiadom ;)

    ReplyDelete
  57. co do prania. mam sasiadke, na oko 35 lat, bez meza ,bez dzieci, na stanie facet tylko. pierze codziennie i wiecznie cala suszarka ciuchow!!ja sie pytam co to mozna robic, zeby miec ciagle tyle prania??ja z dwojka malych dzieci piore dwa razy w tygodniu!!!

    co do prasowania. kiedys, zanim zostalam Pania M, prasowalam namietnie wszystko jak popdanie, teraz mam to w dupie za przeproszeniem. prasuje jak mi potrzeba cos na kark wlozyc!!powiedzialam, ze dosc stania godzinami przy desce i machania zelaztwem, jak i tak za chwile wszystko bedzie pogiete. nie posiadam niestety garderoby gwiazdy, zeby sobie kazdy ciuszek mogl oddzielnie wisiec. nie powiem, bo lubie prasowac, swietne pomysly mi do glowy przychodza, jak juz zaczynam machac tym zelazkiem :)

    ReplyDelete
  58. no ja cie pierdole hehehehhehe dawno sie tak nie usmialam hehehehe

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...