Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, January 6, 2010

Ratuj sie kto moze!!!

Dochodze do wniosku, ze ja chyba jestem niebezpieczna dla otoczenia:) Albo przynajmniej mam destruktywny wplyw na ludzi.
Pamietacie jak pisalam, ze kiedy poznalam Wspanialego to on nie palil, a i ja nawet mialam szczere checi rzucic palenie.. No to wiecie jak sie to skonczylo, ja nie rzucilam, a Wspanialy zaczal.
Teraz jak chodze do mojego znachora, to ten mnie od czasu do czasu namawia na zrzucenie wagi. I slusznie, dobrze wiem, ze utylam jak beczka i tez bym chciala.
Tyle, ze w moim przypadku najczesciej konczy sie na chceniu, bo mam tysiace wymowek. A to noga jeszcze ciagle czasem pobolewa, wiec przez te 3 miesiace nie powinnam za bardzo obciazac, to bez sensu pojscie do gym, jak nie moge wejsc na treadmill, a to zimno, a to ciemno, a to mi sie nie chce itp.
To wszystko oczywiscie jest funta klakow nie warte, bo noga owszem moze i nie nadaje sie na treadmill, ale nadaje sie do tego zeby polozyc dupe na podlodze i ta noga machac.
No ale nie chce mi sie...
Znachor to bardzo delikatny czlowiek i starajacy sie nie urazic nikogo, wiec jak ostatnio zwlekalam te moje buddyjskie wdzieki z kozetki to tylko nadmienil:
-- Wiesz, ja nie mowie o jakichs wyczynach sportowych, ale moze udaloby Ci sie znalezc cos, co lubisz robic i bedziesz to robic z przyjemnoscia.
Biedny znachor, popatrzylam na niego i mowie:
-- Alez doktorze, ja wiem co lubie robic. Ja po prostu lubie nic nie robic i wlasnie to robie i calkiem dobrze mi idzie.
Parsknal smiechem, bo tego to on sie nie spodziewal. Ale juz kiedys wspomnial, ze ma dobrego dietetyka, ktory z nim wspolpracuje, to sobie pomyslalam, ze do dietetyka to moge ostatecznie isc.
Nie zaszkodzi, a pomoc moze.
I poszlam dzisiaj.
Dietetyk, pan w moim wieku, wloskiego pochodzenia, sam kiedys mial duza nadwage i od tego zaczela sie jego pasja, ktora umiejetnie przerobil na drugi zawod. Ponoc stracil 75kg wagi, jak popatrzylam, to sobie wyobrazilam, ze tak naprawde to on urodzil sam siebie w tym procesie tracenia wagi, bo obecnie wazy pewnie cos ok. 75kg.
Nic tam, zaczelismy rozmawiac i musialam mu powiedziec co jem w ciagu przecietnego dnia.
Sniadanie, nie mial zadnych zastrzezen, bo jem ponoc bardzo poprawne, szkoda sie na ten temat rozpisywac, wiec pociagnelam dalej.
-- .. i czasem (w domysle co drugi dzien) jak ide do pracy to przechodze obok takiego sklepu i jak sobie grzecznie ide, to nagle cos mnie wola. Normalnie slysze takie najpierw ciche, potem w miare jak sie zblizam, to nieco glosniejsze "Staarduust... staaarduuuust..." Jak juz wolanie jest bardzo wyrazne, to zwykle staje jak zona Lota i staram sie wykapowac skad ono dobiega. Rozgladam sie uwaznie i nagle widze!!! Jest!!! Az podskoczylo z radosci, ze nareszcie go dostrzeglam i mruga do mnie radosnie okiem..
-- A co to takiego jest? - zapytal pan dietetyk.
-- Doughnut (takie amerykanskie ciastko) - odpowiedzialam rozmarzonym glosem.
-- Jaki ten doughnut?
-- Bowtie! - wykrzyknelam z radoscia.
-- Hmmm, to jeden z wiekszych rodzajow doughnuts - zauwazyl pan.
-- Ale bez kremu!!!!
Potem opowiadalam mu o lunchu, co tez bylo zupelnie nieciekawe, bo ja na lunch jem zwykle gore zieleniny. z warzywami i dodatkiem okruchow miesa. Wiadomo w takich salatach duzo tego nie daja, tyle tylko ile uda sie zlapac w szczypce.
Potem przyszla kolej na obiad. Najpierw pan byl zaskoczony, ze ja Polka nie jem ziemniakow, bo jemu Wlochowi bylo ciezko pozbyc sie makaronow z diety. No nie jem, widocznie moj przydzial ziemniakow na obecne zycie juz zjadlam. Wyznalam szczerze, ze obiadem w naszym domu moga nawet byc kilka rodzajow serow i owoce. Na te "kilka rodzajow serow" spojrzal na mnie ukosem, ale co tam, przecie mam byc szczera, nie?
Ale zapytal o zamiennik ziemniakow, w sensie czy to makarony, czy ryz? Ani jedno ani drugie, bo owszem makarony jem w postaci ravioli albo spagetti czy linguini ale nie czesciej niz raz na 2 tygodnie.
To przeszlismy w szczegoly, na pierwszy rzut polecialy miesa.
Schabik, owszem lubie i robie, ale nie schabowe po polsku w panierce, tylko pieczone - nie byl zachwycony. Ale przecie ja nie koszerna.
Kurczak?
-- Ooo kurczaka to robie na roznie i ma taka cudownie chrupiaca skorke i dobrze przyprawiona , ale z kurczaka to ja generalnie jem tylko skrzydelko i maly kawalek tuz przy skrzydelku piersi...
-- A skrzydelka akurat nie powinnas jesc..
-- Zakazywanie komus jadania skrzydelek powinno byc karalne - wyznalam z rozbrajajaca szczeroscia.
-- Na skrzydelku nie ma nic tylko tluszcz i skora.. o wlasnie, a co sie dzieje z ta skora, ktora tak ladnie opisalas?
-- No jak to co? zjadam - wyszczerzylam sie w usmiechu, szybko dodajac - ale kurczaka to my jemy tak raz na miesiac.
Przewrocil tylko oczami ukazujac bialka i pojechal dalej.
Desery? No deserow to my raczej nie jemy, z wyjatkiem swiat.
A ciastka, ciasto? Ooo zaczelo sie robic ciekawiej
-- Oczywiscie, ze jak ciasto to jakies mocno czekoladowe np. taki tort z trojkolorowego musu czekoladowego, bo ja nie rozumiem jak ludzie moga utyc na herbatnikach czy krakersach, jak juz mam ochote na cos slodkiego to ma byc niebo w gebie. Co mi przypomina, ze zrobilam super mus czekoladowy na Nowy Rok.. ale bez zoltka!!! Byl pyszny... sama ciemna czekolada, taka 75% i do tego troche smietanki, deczko rumu... rozplywal sie w ustach..
Uslyszalam tylko jak pan dietetyk przelknal sline, popil kawa, ale nie przerywal to ciagnelam dalej:
--... kazda lyzeczka tego musu to jak czekoladowa chumrka w ustach.. wystarczylo lekko przycisnac jezykiem do podniebienia i cale wnetrze jamy ustnej zamienialo sie w slodkie niebo...
Orzezwil sie nagle, ale nie bardzo bylo na co zmieniac temat, bo musial zapytac o slodycze.
-- Slodyczy nie jadam - odpowiedzialam natychmiast.
-- Nie jadasz? zadnych? cukierki... batoniki... czekoladki... nic?
-- No, no, no nie tak zupelnie nic, mam cukierki zawsze w pracy, ale to sa dla klientek i ja ich nie ruszam, bo nie lubie. Czekoladki dla klientek tez czasem kupuje, ale tylko z mlecznej czekolady, bo wiem, ze takich nie rusze. Ale ciemna czekolada... hmm to juz zupelnie cos innego.. takie na przykald trufle szampanskie firmy Teuscher ze Szwajcarii. Boze!!! jaka to pychota!! Bierzesz taka trufle do ust, nagryzasz, rozgniatasz jezykiem i nagle czujesz jak Twoj mozg eksploduje!!! ...i powoli czuje jak ciemna slodycz rozplywa sie wewnatrz moich ust i powoli scieka do gardla, nawet jak juz polkne to jeszcze przez nastepne 10 minut mam to uczucie absolutnej.... ekstazy...
Przysiegam, ze w tym momencie pan dietetyk nie tylko przelykal sline, ale wycieral oslinione kaciki ust serwetka. Powaznie sie obawiam, ze po moim wyjsciu polecial gdzies do sklepu zakupic czekolade.
Jesli tak bylo, to bede miala chlopa na sumieniu...
Teraz nie wiem, czy powinnam tam jeszcze kiedys pojsc?
Trudno w poniedzialek 18ego ide znow do znachora, to wyczaje sytuacje.
Mam nadzieje, ze sie nie poskarzyl.

37 comments:

  1. Jesteś po prostu niesamowita!!!
    Czuję, że pana dietetyka ściągniesz na złą drogę = zacznie chrupać czekoladki!
    Pozdrawiam serdecznie, tarzając się ze śmiechu!

    ReplyDelete
  2. Star!!!
    A niech Cię!;))
    Przez Ciebie włączyło mi się zapotrzebowanie na "ptasie mleczko" - czekoladowe!:)))
    Teraz, zaraz, natychmiast muszę mieć!:))

    ReplyDelete
  3. Chciałabym cos napisać, ale ten. Z czekoladą to m y sie nie za bardzo lubimy, zwłaszcza z taką ciemną.

    ReplyDelete
  4. Boże! robię te same błędy dietetyczne co Ty! Wymyśl coś, bo ja też chcę schudnąć!!!!!

    ReplyDelete
  5. Cos czuję że po twoich opowieściach, pan dietetyk nie będzie miał sumienia zabronić ci jeść twoich wspaniałości.
    Przyłączy się do ciebie :)

    ReplyDelete
  6. kurde, stardust, opieprz ci sie nalezy. ja juz plan mialam, czerwone miesko z sosikiem. dobre smaczne.
    wyciagnelam miesko, wrzucilam coby sie robilo.
    przeczytalam notke i co? SKRZYDELKA. cholera. przez ciebie mam dzis dwa obiady!!!!
    ;)

    ReplyDelete
  7. to-znowu-ja--> Witaj:) Niesmowitosc niesamowitoscia, ale jak tak dalej pojdzie to bedzie mnie mozna swobodnie obarczyc odpowiedzialnoscia za amerykanska nadwage:))

    ReplyDelete
  8. Dikejka--> Ptasie mleczko? hmm no tez mogloby byc, nie powiem;)))

    ReplyDelete
  9. Lorenzo--> Wiem i tak se mysle, ze Lorenza nadawalaby sie na dietetyka dla mnie, bo Lorenza tak ogolnie nie lubi jesc. Sie zastanawiam czy tego nie daloby sie zalatwic korespondencyjnie:)

    ReplyDelete
  10. Kurakowa--> Obawiam sie, ze nie pomoge;)) Ale z drugiej strony, to z czego Ty chcesz chudnac? Pamietam zdjecia i laska jestes jak nic. No i Ty to sie chociaz przy wnukach ruszasz.

    ReplyDelete
  11. Gosiu--> Troche sie boje, bo Wspanialy mowi, ze ja potrafie tak sugestywnie gadac, a jeszcze jak sie ofiara zapatrzy w blekity moich ocz to juz koniec. On mowi ze jego wlasnie tak wzielo:))
    Zamkne oczy na druga wizyte i postaram sie ograniczyc gadanie.

    ReplyDelete
  12. Rinonka--> Nie przejmaj sie, ja wlasnie wczoraj pozarlam skrzydelko i skore tez. No nie ma wuja we wsi, tego sobie nie odmowie:))) Dietetyki i znachory moga sie gonic.

    ReplyDelete
  13. jezu stardust proszę Cię!!!! dobrze że mam na podorędziu prince polo przywiezione z polski!

    ReplyDelete
  14. stardust, odpusc sobie tego doughnat codziennego (albo i nawet pare razy w tygodniu) i bedzie lepiej.

    czy ty wiesz ile tam utwardzonych tluszczow w nim jest??? i co one Tobie robia ;)???

    fuj!!

    ReplyDelete
  15. w trakcie Twojej notki uświadomiłam sobie że mam w lodówce roqueforta - własnie go wpierdzielam w formie - ot takiej przekąski ! ;)))))

    ReplyDelete
  16. Star,,,ty kusicielko:),,,też mi ślinka pociekła...

    ReplyDelete
  17. DS--> Prince polo moze byc, ale trufli z ciemnej czekolady to raczej nie zastapi:)

    ReplyDelete
  18. b.--> Doughnut nie jest codziennie, tylko co drugi dzien pracujacy. A biorac pod uwage fakt, ze ja pracuje tylko 4 dni w tygodniu, to doughnut jest 2 razy w tygodniu:)))
    A co w nim jest, wiem, ale jak smakuje...mmmmmmmmmmmm....
    Skrzydelka dwa razy w miesiacu za cholere sobie nie odmowie:)))

    ReplyDelete
  19. Spt--> Ja wlasnie pozarlam brie z jezynami, czyli zdrowo, nie?

    ReplyDelete
  20. Izza--> No kocham jesc i to akurat te niezdrowe, ale za to smaczne rzeczy;))

    ReplyDelete
  21. No taaak, ladnie, przypomnialas mi, ze mam gorzka czekolade w szufladzie.A co mi tam, zaraz sobie wezme 1 kostke i pomamlam.A jutro zrobie na deser banana w sosie z gorzkiej czekolady.
    Milego, a moze raczej smacznego;)

    ReplyDelete
  22. Anabell--> I koniecznie dodaj do tego sosu czekoladowego szczypte pieprzu kajenskiego. Na sama mysl jak ten pieprz podnosi smak czekolady mozna dostac obledu.

    ReplyDelete
  23. Po takich opisach to nawet ja po kolejnym seansie biegowym prawie poleciałam do lodówki :)
    A ślinę to sobie musiałam wycierać trzeba chusteczkami na raz...
    Będzie miał z Tobą przeprawę ten dietetyk :)

    ReplyDelete
  24. Błagam, wpadnij do dietetyka za 3 miesiące i opowiedz, jak wygląda!

    ReplyDelete
  25. aaaaaaaaaaaaaaaaaaa, gdzie jest moja skryjówka ze słodyczaaaaaaaami aaaaaaaaaaa i już go nie było...

    ReplyDelete
  26. i po co ja tu przyszlam?
    Jezusie gdzie ja mam te trufle?;)

    ReplyDelete
  27. Hahaha! Jestem pewna, ze masz tego dietetyka na sumieniu, ale prawdę mówiąc należało mu się.

    ReplyDelete
  28. iw--> Dzieki, uswiadomilas mi wlasnie, ze ja tez uprawiam sport. Biegam do lodowki!!!

    ReplyDelete
  29. Zgago--> Myslisz, ze az tak zle moze byc;))

    ReplyDelete
  30. Czarny--> Lo matko, mam nadzieje, ze nie musiales daleko biec;)))

    ReplyDelete
  31. Ade--> Jak to po co? w odwiedziny i zostalas poczestowana dawka slodyczy:))

    ReplyDelete
  32. Bee--> Tez mysle, ze mu sie nalezalo, jakim prawem schudl 75kg i utrzymuje te nowa sylwetke? Beszczelnosc;)))

    ReplyDelete
  33. Jestem na diecie Seafood,
    I see food, i sobie jem.

    ReplyDelete
  34. Stardust - i jeszcze skrzydełek jeść zabrania!

    ReplyDelete
  35. i zjadłam princepolo caffe latte... o północy... przez ten Twój wpis oczywiście! ;O)

    ReplyDelete
  36. A ja porozmawiałam z sobą bardzo poważnie i od nowego roku nie jem słodyczy i trzymam się dzielnie już 9 dzień i ujestem z tego dumna pozdrawiam ;-)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...