Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, January 29, 2010

Uprasza sie

Jakas natchniona jestem ostatnio, ale to chyba lepiej niz nawiedzona?
Seba mnie natchnal tym razem notkami o urzedach, w ktorych to Seba ostatnio nagminnie jest bywalcem, w niektorych to nawet przyznal, ze jest czlonkiem, a w kazdym badz razie panie urzedniczki bardzo dbaja o to, zeby Seba czul sie jak czlonek;)
Seba sie nie obrazi mam nadzieje;)
No nie moze sie obrazic sam tak napisal o tu kto chce moze sobie przeczytac.
Ja wiem, ze Seba ma talent i koloryzuje swoje notki, sama to robie, ale ta notka mnie natchnela wyjatkowo.
Czesto slysze tu i owdzie wypowiedzi, ze jak to mozna zyc w kraju gdzie czlowiekowi kazdy mowi na "ty", oczywiscie to pod adresem Ameryki.
No to odpowiadam, mozna i to calkiem dobrze sie w takim kraju zyje.
Jak ide do sklepu to sprzedawcy mowia do mnie Mamme (to chyba pozostalosci z francuskiego Madame), albo Miss i mowia do mnie, a przynajmniej wiem, ze mowia do mnie bo patrza na mnie i wbrew pozorom i obiegowym mitom  nie mowia "you", a jesli, bo niestety takie sa zasady angielskiego to "you" wystepuje w polaczeniu z Miss, Misses, czy Mamme.
Do Wspanialego zwracaja sie Sir, ale on rzadko sie w sukienki przebiera;)
Malo tego, cokolwiek do mnie mowia to koncza slowem "please".
Oczywiscie, ze w normalnych codziennych sytuacjach np. sasiedzi mowia sobie na "ty", ja moim klientkom mowie na "ty" i one mnie, bo juz sie znamy, rzadko, ale czasem przytrafi sie ktos w urzedzie kto mowi czlowiekowi na "ty" ale zawsze konczy tym magicznym slowem "please" np.will you please? czy mozesz? co nie znaczy, ze ktos nie powie Miss will you please? i taka forma jest najczesciej stosowana.
Bo jakos "please" i "thank you" jest tutaj na porzadku dziennym, podobnie "excuse me".
Po przeczytaniu notki Seby zaczelam sobie przypominac, jak to bylo w Polsce w czasie moich ostatnich dwoch pobytow z tym "pan", "pani".
No i pamietam, jak poszlam na dworzec kolejowy w Kielcach, podeszlam do okienka, na ktorym bylo napisane "Informacja" i zapytalam:
-- Prosze pania, o ktorej godzinie rano jest pociag pospieszny lub ekspres do Warszawy?
-- Mozna zobaczyc na tablicy - odpowiedziala pani unoszac brwi do gory.
Tak naprawde to nie wiem, czy to bylo do mnie, bo rownie dobrze moglo byc do jakiegos czlowieka stojacego obok mnie w czapce niewidce.
Zastanawialam sie potem dlaczego nad tym okienkiem widnieje napis "Informacja"?
Zaraz pod tym napisem powinna byc kartka "Mozna zobaczyc na tablicy" i przynajmniej pani za okienkiem nie musialaby sie fatygowac i mowic te magiczne slowa, do kazdego, kto jej przeszkadza.
Pania bardzo poirytowalo, jak wyjasnilam, ze od lat nie mieszkam w Polsce i nie bardzo sie wyznaje na tych znaczkach przy godzinach pociagow, ktore widnieja na tablicy, a czytanie legendy do znaczkow zajmie mi polowe moich wakacji.
Tylko czy ja, Polka mowiaca doskonale po polsku powinnam sie tlumaczyc, jesli czegos nie rozumiem/nie wiem i moje pytanie/watpliwosc kieruje do kobiety, ktora siedzi za okienkiem z napisem "Informacja"?
Czy ona aby nie od tego tam siedzi, zeby informowac, a nie odsylac do tablicy?
Kelnerka w restauracji w Krakowie tez na moje pytanie gdzie moge polozyc parasolke, odpowiedziala "mozna tutaj". Nie zeby bron Boze "prosze pani sobie polozy tutaj".
Pani w hotelu w Toruniu gdy zapytalam czy mozemy dostac dodatkowe reczniki odpowiedziala:
-- Zadzwonic do recepcji i dadza.
Zadzwonic? ale kto ma zadzwonic? bo przeciez nie powiedziala "prosze zadzwonic do recepcji" albo jeszcze bardziej poprawnie, jak na kraj, w ktorym sie byle kto nie spoufala "prosze niech pani zadzwoni do recepcji".
A i jeszcze byla wizyta u dentysty, ktoremu bede do konca zycia wdzieczna za przyjecie mnie z samego rana w bardzo awaryjnej sytuacji. Dentysta starszy pan zwracal sie do mnie "niech siadzie, teraz niech wyplucze usta" A na koniec powiedzial "jak wroci do Stanow to niech sobie to naprawi, bo to dlugo nie wytrzyma"
Wybaczam mu to bezosobowe zwracanie sie do mnie, bo to cos co zrobil wytrzymalo dlugo dluzej niz on sam przewidywal, no i sam pan byl raczej lekko wiekowy, wiec moze tamte roczniki tak maja;)
I tak sie zastanawiam, ze w kraju gdzie teoretycznie wszyscy powinni i maja prawo mowic mi na "ty" czuje sie zupelnie lepiej, bo mnie tytuluja, bo prosza, bo dziekuja.
Natomiast tam gdzie powinnam byc "pania", to zwracaja sie bezosobowo i w sumie jak do powietrza.
Jeszcze tylko wspomne na moment babcie klozetowa w jakiejs miescinie w kieleckim, ktora zrobila nam przysluge otwierajac szalet miejski, z ktorego buchnela taka perfumeria, ze Wspanialy powiedzial:
-- Ja sie wole wlasnym moczem zatruc, ale nie ide.
I ta wlasnie babcia klozetowa wykazala zaskakujacy poziom kultury i zapytala mnie:
-- A ten pon w zoltym to nie idzie?
Babcia uzyla prawidlowej formy, charakterystycznej dla kraju nad Wisla "pan" co prawda w formie wiejskiego dialektu ale jednak.
Pewnie moglabym sobie jeszcze cos przypomniec, ale nie o to chodzi.
Chodzi natomiast o to, ze wiele osob pytalo mnie, jak to tak moze byc jak sie wszyscy do czlowieka spoufalaja?
I naprawde nie wiem, ktora forma jest grzeczniejsza? ktora jest wyrazem spoufalenia? a ktora lekcewazaca?
A moze wazne jest zeby sie sasiad nie spoufalal i mowil "pani Wisniewska" a ze wszedzie indziej traktuja jak noge od taboreta, to jest dobrze?
No juz sie pogubilam, u mnie jest odwrotnie, w sklepie, urzedzie czy w pociagu traktuja mnie z szacunkiem, ktorego brak chetnie daruje sasiadowi.
A na koniec to przypomniala mi sie kartka w jednej z ubikacji, na ktorej pisalo "Uprasza sie o nie wrzucanie podpasek do sedesu"
Znow nieco inna szata ciagle tej samej formy bezosobowej.
Uprasza sie, czyli kto uprasza? Duch swiety? Sedes? Obsluga? Sprzataczka? Kierownik lokalu?
A mozna bylo napisac "Prosimy" i tez nie wiadomo by bylo kto, ale byloby chyba jakos bardziej personalnie, bardziej po ludzku, ze juz nie wspomne o "Dziekujemy za nie wrzucanie..."
Ale, co jo godom "dziekujemy"? no chyba mi sie we lbie popierdykalo w tej Ameryce?
A poszla Ty Stardust na drzewo banany prostowac:))

48 comments:

  1. Ogladalam kiedys fragment filmu (fragment, nie caly film, niestety). Chyba to sie nazywalo "Czas umierac"? Mocno starsza kobieta puka do drzwi gabinetu lekarskiego, wchodzi i pyta: Mozna? Pani doktor podnosi blond glowe znad biurka i z ust jej korali splywa: Niech sie rozbierze i polozy na kozetce. Na co kobieta: Niech sie pocaluje w doope. I wychodzi :-D

    A na "Uprasza sie" nie reaguje... Mam wrazenie (ale nie jestem polonistka), ze to forma grzecznosciowa wlasnie. Moze sie myle :-)

    ReplyDelete
  2. strrrasznie szybko się przestawiłam do tego, że w uk wszyscy mówią proszę i przepraszam, co więcej, ONI się UŚMIECHAJĄ! Potrafią Cię przeprosić nawet za to, że Ty nadepniesz im na nogę.
    Jak leciałam do polski na święta, to jeszcze w samolocie mnie trzasnęło, jak przy wysiadaniu nagle wszyscy zaczęli na mnie włazić, bo każdy chce pierwszy wyjść. I mimo, że prosili, by nie włączać telefonów, dopóki nie zgaśnie światełko, my jeszcze kółkami na pasie nie byliśmy i już było słychać dźwięk telefonów i "no tak, już przecież wylądowałem, będę za pięć minut".
    tutaj przychodzę na przystanek i każdy grzecznie stoi za ostatnią osobą, która przyszła. A nie huzia na józia.
    Normalnie szok kulturalny ;]

    ReplyDelete
  3. Zastanowiła mnie ta notka.
    Mieszkam w niemczech, kraju sztywniaków i regulaminów ;) gdzie jednak powoli mówienie sobie na ty wygrywa ze staroświeckim, ale bardzo przezemnie lubianym "Sie".
    (Sie jest fajne, bo odmiana jest łatwiejsza gramatycznie i nie trzeba tak wiele myśleć przy budowaniu zdań, to też ważne ;))
    Pracuję w hotelu, codziennie spotykam się z ludźmi, którzy nie tylko są mi obcy ale do tego mi płacą, więc formy grzecznościowe są dla mnie normą, podobnie jak pełne zdania. (Bo "sobie zobaczy" nie jest zdaniem!)
    W sytuacjach prywatnych, wśród sąsiadów, znajomych, kolegów z pracy mówimy sobie na ty, aczkolwiek czasem jest to wymuszone, bo nie będę tytułować "panem" kogoś kto mówi mi na ty, za stara na to jestem.
    W wielu modnych restauracjach personel "tyka" gości, zasadniczo mi to nie przeszkadza, jeśli zachowane są formy. Bo może i staromodna jestem, ale proszę, dziękuję i takie tam są dla mnie naturalne i najnormalniejsze pod słońcem. Czy nadaję się już do muzeum?

    ReplyDelete
  4. Moje dziecko wróciło w latach 90 z 2- miesięcznych wakacji z USA i pierwsza jej reakcja była taka, ze kiedy w sklepie zapytała sprzedawce już nie ważne o co, a ten jej burknięciem odpowiedział, odruchowo zapytała "a uśmiech gdzie?" - tak się w tej Ameryce przyzwyczaiła do uprzejmego traktowania:)
    Teraz mieszka w UK i już jej takie uprzejme traktowanie nie dziwi, bo z drugiej strony wie, ze nie zawsze mimo uśmiechu i uprzejmości sprawa zostanie szybko i pozytywnie załatwiona:)
    A z tym bezosobowym zwracaniem się do siebie to może jest tak, ze to kolejny kompleks Polaków wobec zachodu - z jednej strony nie podoba nam się to "tykanie", z drugiej byśmy może też tak chcieli, a w efekcie wychodzi takie ni to ni owo... rzeczywiście brzmi to nie najlepiej.

    ReplyDelete
  5. Mnie frapuje, że u nas nie da się niczego załatwić z uśmiechem i sympatycznie. Zawezwała mnie skarbówka z jakąś pierdołą. Pojechałam, grzecznie się uśmiecham i tłumaczę, że ja się na tym nie znam, znam się na tym i na tym i będę wdzięczna, jak mi pani objaśni, co jest nie tak. Babon zza biurka warknął na mnie, że co tu pisze? (już nawet nie poprawiałam, że jest napisane, bo nikt nie pisze) Że od 350 zł. A co wpisała? 250. No to co się pyta, poprawić, parafka, następny.

    Zatkało mnie. Mam nadzieję, że to wymrze razem z tym fioletowo-blond-pokoleniem.

    ReplyDelete
  6. Rzecz w tym, ze angielskie "you" w stosunku do obcych osob nie jest odpowiednikiem polskiego "ty" tylko "pan, pani".
    "Would you mind if I open the window, please?" nie tlumaczy sie "Czy masz cos przeciwko..." tylko "Czy mialaby pani/mialby pan cos przeciwko..."
    Caly problem z tykaniem, to wymysl z powodu zlego tlumaczenia. I tyle.

    Ostatnio policzylam ile razy uzywa sie please, zeby prosta rzecz kupic:
    - Can I have this (tu nazwa), PLEASE?
    - Here you are, PLEASE.
    - How much is it, PLEASE?
    - 10, PLEASE. Put you card in, PLEASE.
    - Here you are. Would you give me 20 cashback, PLEASE?
    - Yes, put your PIN in and press enter, PLEASE.
    - That's your cash and receipt, PLEASE. See you again.
    - Thanks, see you.

    8 mnie wychodzi.

    ReplyDelete
  7. Sorry za prywate, ale pomozmy rodaczce, ma szanse wygrac.

    Dziewczyna prowadzi w konkursie na plakat promujacy Europe.
    Moim zdaniem swietny, ale nawet jak sie nie podoba, to co szkodzi pomoc rodaczce i zaczac zmieniac stereotypy jak to Polak Polakowi wilkiem?

    Praca do obejrzenia o glosowanie w linku ponizej, na czarnym tle napis "I ♥ Europe" przy czym I tworzy ksztalt szklanki, sprytne, czyz nie?
    www.designeurope2010.eu

    ReplyDelete
  8. MarioAgdaleno--> Podoba mi sie ta scenka filmowa:))) Nie mam pojecia skad sie bierze to upraszanie. Moze to zamiast "uprzejmie prosimy" to bierze sie "u" i dodaje do prosimy i wychodzi "upraszamy". Eeee nie wiem, ledwie wstalam i juz sie madrze;))

    ReplyDelete
  9. Rinonka--> Tak ludzie sie usmiechaja:) To prawda wystarczy ze spotkaja sie wzrokiem i juz jest usmiech.
    Polskimi liniami latam tylko na odcinkach krotkich, zwykle bylo to z Helsinek do W-wy, ostatnio z Brukseli do W-wy, bo dluga trase z NY gdzies do Europy wole leciec wlasnie innymi liniami. Taniej, 100% lepsza obsluga i generalnie przyjemniej. I masz racje z tym wychodzeniem z samolotu:))
    Na przystanku autobusowym czekam codziennie. W drodze do pracy to jest kilka osob i w sumie kazdy wchodzi w kolejnosci przypadkowej, najczesciej kobiety sa przepuszczane pierwsze. Ale jak wracamy wieczorem, to wiekszosc ludzi z metra czeka na autobus i formuje sie ladna pojedyncza kolejka. Nikt nikomu nie lezy na plecach i nie dyszy w szyje, kazdy czeka spokojnie, do autobusu wchodzi sie tylko przednimi drzwiami wiec nie ma zamieszania. No jest inaczej.

    ReplyDelete
  10. May-li--> Napisalas, ze pracujac w hotelu spotykasz ludzi, ktorzy sa obcy, ale placa. Wlasnie o to chodzi, ze pracownicy wielu chyba urzedow w Polsce nie zdaja sobie sprawy z faktu, ze klient placi jego wynagrodzenie. To nie tylko pani w kasie biletowej dworca jest sprzedawca, sprzedawca uslugi calego dworca jest rowniez pani z informacji, pan konduktor, pani sprzatajaca. To sa wszystko sprzedawcy calej uslugi. I pasazer jest rowniez ich klientem.

    ReplyDelete
  11. Mada--> Ja nie wiem skad sie bierze ta bezosobowa forma, ale ona jest tragiczna. Nie rozumiem, dlaczego czesc ludzi tak sie broni (ci ktorych glosy slyszalam) i w sumie przed czym? Oczywiscie, ze sprzedawca w sklepie, ktory do mnie mowi Mamme nie powie Mamme do 15latki bo to kwestia wiekowa. Ale to nasze tutejsze "tykanie" nie ma nic wspolnego ze spoufalaniem sie. Zreszta jak sie mozna spoufalic do kogos kto kupuje marchewke? A jesli sie razem pracuje, to co tak siedza te panie w biurze i sie na okraglo tytuluja? pani Kowalska pani pozwoli ze pozycze olowek? panie Nowak, czy ja moge pana prosic o skopiowanie? No jesli jest tak zachowana prawidlowa forma to bym sie nie dziwila, ale w takim razie dlaczego do petenta mowi sie bezosobowo?

    ReplyDelete
  12. Zuzanko--> Tutejszy usmiech urzednikow tez nie gwarantuje szybszego i pozytywnego zalatwienia sprawy, ale czyni odmowe czy tez zwloke o 100% latwiejsza do przelkniecia:)
    Kiedys wyczytalam ze usmiech to najszybsza droga komunikacji miedzy ludzmi. I zgadzam sie z tym, tylko szkoda, ze tak malo ludzi ja stosuje.

    ReplyDelete
  13. Czarownico--> No i masz:) Nie byloby notki, gdybym napisala, ze to wynik zlego tlumaczenia:))) A przecie ja jestem tutaj po to zeby sie troche upisac:)))
    Masz racje, i dzieki za przyklad, te Pleasy i Thanksy to tutaj sa w miliardowych obrotach codziennie.
    Dzieki za ten przyklad, ja nie chcialam az tyle angielszczyzny wplatywac w notke.
    Ale wlasnie o to chodzi.

    ReplyDelete
  14. Czarownico--> Plakat jest faktycznie super!!! Juz zaglosowalam i wierze, ze dziewczyna wygra, bo przeciez juz ma 2x tyle punktow co osoba tuz za nia. :)))

    ReplyDelete
  15. Witam :) bardzo mnie zaskoczył ten tekst o uprzejmościach... bo rzeczywiście, gdzie się nie słyszy o USA to, że niegrzeczni, że na ty, że bez szacunku...
    Miło wiedzieć, że to tylko taki stereotyp...
    I to tak z pierwszej ręki wiedzieć :)

    A jeśli ktoś ma ochotę na miłą obsługę... to ja takową spotykam zwykle w sklepach Tchibo :)

    Pozdrawiam!!

    ReplyDelete
  16. star, ale powiedz sama, ze gdy polnocna granice przekroczysz, to jeszcze milsi sa, tak? tutaj to juz na krawedzi absurdu czasami.

    do tego stopnia ze jak sie raz na jakis czas trafi ktos z PMSem to czlowiek w szoku :)

    a to "tykanie" jest dobre. bo jednak jest to tykanie. do szefowej mowie Anne, a nie Ms P. i to tak naprawde mi sie podoba.

    ReplyDelete
  17. Bezosobowosc jest 'bezpieczna', nie ma odpowiedzialnosci za kontakt. Niektorzy mysla, ze sa sami na swiecie, bo ktos ich tam zbawil, no i wejda odkupieni przez niekonczace sie spowiedzi i odpusty do nieba, a inni nie... cos mi sie wydaje, ze ma to wiele wspolnego z ta "polska religijnoscia"...

    Pozdrawiam Cię serdecznie z zaśnieżonej Łodzi :)

    ReplyDelete
  18. Mala Mi--> Zapewniam Cie, ze jesli wyjmiesz mape w metrze nowojorskim to w ciagu 5 minut zjawi sie ktos, kto bedzie chcial pomoc. Jak trafisz na mnie w tym samym wagonie, to zaoferuje pomoc, zanim rozlozysz mape:)))
    Mowisz, ze uprzejma obsluga jest w sklepach Tochibo? No coz, musze z przykroscia zauwazyc, ze nie jest to polska siec sklepow, a wiec standart odpowiada wymogom sieci, czyli zagranicznej firmy.

    ReplyDelete
  19. b.--> Eeee tam, az takiej wielkiej roznicy to nie zauwazylam;)) Mysle, ze pod tym wzgledem jest bardzo podobnie. Nawet jak ktos ma PMSa to go trzyma na wodzy i nie obnosi sie z nim;)
    A "tykanie" w pracy zdecydowanie uprzyjemnia i ulatwia stosunki.

    ReplyDelete
  20. Szombi--> Moze i masz racje z tym bezpieczenstwem formy bezosobowej. Faktycznie nie mozna sie przyczepic, ze ktos cos zle powiedzial do mnie, bo zostalo powiedziane w proznie:))) a nie personalnie do konkretnej osoby:))

    ReplyDelete
  21. no ja tam staram się być naprawdę uprzejma i z uśmiechem obsługiwać klientów a raczej klientki bo stanowią większosć.
    I niestety nagrodą za to było wczorajsze złodziejstwo.
    Przemiła para..elegancka blądi i towarzysz.Skasowali mnie na około 100zł.
    Z uśmiechem na ustach.

    ReplyDelete
  22. Myślę, że jeśli chodzi o standardy uprzejmośći to moim zdaniem w Polsce jest przeciętnie, osobiście bardzo rzadko doswiadczam problemów z załatwieniem jakieś sprawy no chyba, że faktycznie trafi się eksponat rodem z PRL, taki babiszon, co to spojrzeniem zabija od razu, ktoś słusznie napisał, że ten gatunek musi wyginąć powoli też zmienia sie sytuacja na dworcach, chociaż nie mogę wyjść z podziwu , że w dużych miastach trafiają się panie w informacji, które nie znają angielskiego. Nie rozumiem jak pracując w takim miejscu można się nie nauczyć paru podstawowych zwrotów dla siebie, żeby było łatwiej, ale to chyba wynika z braku poczuwania się o którym wspomniałaś. Brak uprzejmości n a płaszczyźnie usług i załatwień mi mniej przeszkadza niż brak kompetencji lub załatwianie czegoś później niż powinno to być zrobione, ale tu przemawia przeze mnie skrzywienie zawodowe,od razu mi się przypomina jak pracowałam w Grecji jako rezydentka i o uprzejmośći Greków, z której absolutnie nic nie wynikało mogłabym się rozpisywać godzinami, ale już milknę bo ani to pasjonujące, ani w temacie:) do widzenia miła pani:)

    ReplyDelete
  23. Tuv--> Przykro mi:( Ja tez czasem napotykam na taborety, a nie ludzi, ale mimo wszystko robie co moge, zebym sama nie byla taboretem. To, ze ktos jest taki a nie inny wcale nie zacheca mnie do tego zeby sie na nim wzorowac. Wierze, ze ludzie generalnie sa dobrzy i bardzo rzadko sie na tym zawodze.

    ReplyDelete
  24. Kamenari--> Jeszcze gorsze od braku kompetencji jest ukrywanie go. Nie ma nic gorszego niz ktos, kto sie nie przyznaje, ze czegos nie wie, daje wymijajace odpowiedzi i zostawia petenta w zawieszeniu. Sama czasem nie wiem jak odpowiedziec na konkretne pytanie klientki, jesli graniczy ono z komplikacjami medycznymi czy tez dotyczy szczegolowych informacji na temat jakiegos produktu. Przeciez nie musze, wiedziec wszystkiego, ale zawsze wtedy mowie "Nie wiem, ale daj mi 24-48 godzin czasu to sie dowiem i zadzwonie z odpowiedzia. Czasem klientki pytaja o produkty, ktorych ja nie znam, bo z nimi nie pracowalam. To co mam udawac, ze wiem? Nie, przychodze do domu i szukam informacji, albo dzwonie do producenta i tam sie konsultuje ze specjalista, a potem dzwonie z odpowiedzia.

    ReplyDelete
  25. Kurczę, no.. w głowach, żeby nie powiedzieć, że w częściach dolno tylnych nam się przewraca. Nie dość że w sklepach wszystko jest, a nie tylko ocet i zielony groszek to jeszcze dziękuje, proszę i uśmiechu się zachciewa;)

    ReplyDelete
  26. Świetnie to Pani zobrazowała. Mając płaszczyznę do porównania, można zauważyć jak wygląda u nas i tam zwracanie się do drugiej osoby. Teraz widać że nasze wysokie Pani/Pan, niekoniecznie jest tak wysokie, jak wydawać by się mogło.
    obserwujący

    ReplyDelete
  27. Nivejko--> No nie? tak to jest, dasz ludziom palec, to chca cala reke, a moze i reszte czlowieka:))

    ReplyDelete
  28. Anon--> Dziekuje bardzo i witam. W zyciu niestety tak jest, ze "blizsza cialu koszula.." i "kazda sroczka swoj ogonek.." Ale czasem warto nabrac troche dystansu i popatrzec na siebie i swoje otoczenie krytycznie.

    ReplyDelete
  29. witam...
    pamietam jak mieszkalam we wloszech... tam wszyscy mowili do siebie "ciao" nie wazne ile mieli lat... do tego "signiora"... wrocilam do polski iiiiii szok... wtedy zauwazylam ze tutaj jest smutno i niesympatycznie... dzieki temu ze mam tu fajna prace zostalam w pl ale gdyby cos sie zmienilo to zmykam stad zeby poczuc znowu sympatyczne nastawienie do mojej osoby ...

    ReplyDelete
  30. no to ja jeszcze z innego kraju;jak moze juz czesci wiadomo,mieszkam w belgii od lat 13 i jest tu z ty; tykaniem podobnie jak za oceanem;z tym ze do osoby ktorej nie znasz i nie utrzymujesz blizszych stosunkow towarzyskich uzywas sie formy "vous" cos w rodzaju staropolskieiego" wy";Slowa prosze,dziekuje sa uzywane w ilosciach miliardowych;nikt nie mowi ci zwyklego "do widzenia"a le zawsze jeszcze dodaje milego dnia lub milego popoludnia w zaleznosci od pory dnia.Nawet jak idziesz do urzeda i niczego nie zalatfisz,to i tak jestes milo i grzcznie obsluzona.Kocham swoj kraj ojczysty ale zyc bym juz w nim nie umiala.Jak mam cos zalatwic w Polskim urzedzie to sraczki dostaje na dwa dni przed i efekt jest taki ze wychodze i klne siarczyscie po francusku aby mnie nikt nie rozumial.Jeszcze wiekszego wkurwa dostaje w sklepach.z tych duzych bo sie kuzwa nikogo zapytac o nic nie mozna a jak nawet to czarna magia,bo nikt nic nie wie.kiedys uslyszaklam tak odpowiedz,gdy zapytalam o jakas tam rzecz"to nie moj rejon,prosze poszukac obslugi danego rejonu"jak ja bym kurwa wiedziala w jakim rejonie jest dana rzecz to juz bym ja sobie sama znalazla.Natomiast w malych sklepichach jest tak:nie zdazysz jeszcze dobrze drzwi do konca otworzyc a juz jest "czy cos podac?" a moze kuzwa ja bym se tak chciala poprostu poogladac i ewentualnie zdecydowac czy mi cos pasi czy nie.polskim sprzedawcom sie wydaje,ze jak czlek wlazl do sklepu to koniecznie po to zeby cos kupic.wracajac do "tykania"-mam 30 pracownic-w wiekszosci polki,wszystkie mowia do mnie po imieniu i ja do wiekszosci tez.w niczym to nie umniejsza szacunku okazywanego mi jako pracodawcy ani odwrotnie.wrecz przeciwnie ,bo atmosfera jest bardziej swojska,a jesli pracownik dobrze sie czuje w pracy to i lepiej pracuje,ale mam pracownice starsze od mojej matki i ubijcie mnie ale po imieniu nie moge sie zwrocic ,no normalni eprzez gardlo mi nie przechodzi.ale jak juz slysze "szefowa" to krew mnie jasna zalewa.to sie pomadrzylam

    star,ty se wlez na moj blog,skopiuj fotke wyroznienia i potem se zasadz na wlasnym blogu tak jak inne zwykle foty.bardziej lopatologicznie:klik na fote prawym klawiszem myszy ,odeprzes sie okienko w ktorym wybierasz "zapisz obraz",akcepujesz i juz fota jest na twoim twardzielu.co potem nie wiem ,bo ja nie wiem jak sie w bloggerze foty zasadza.chcialas jak krowie na rowie to masz.mamuska73

    ReplyDelete
  31. Lorenhannah--> Wyobrazam sobie jak odczuwasz roznice miedzy mieszkaniem we Wloszech i w Polsce. Znam Wlochow:) bardzo entuzjastyczny i emocjonalny narod. Kilka lat temu w jednym z pobliskich supermaketow na wloskim stoisku pracowal facet, ktory jak przychodzily kobiety to spiewal im na caly glos arie po wlosku. Wychodzil zza lady, calowal nonszalancko w reke. Starszy gosc, a ilez bylo w nim radosci. Szkoda, ze juz nie pracuje, nie mam pojecia, ale podejrzewam, ze odszedl na emeryture. A my klientki do dzis za nim tesknimy:))

    ReplyDelete
  32. Mamuska--> Ja Cie Kofam!!! Widzisz jak pare kurew zasadzilas to sie natychmaist nauczylam:)))
    A spostrzezenia odnosnie zycia mamy bardzo podobne. A wiesz mam jedna klientke Polke, ma bodajze 26 lat, czy cus wedle tego i ona tez za cholere nie moze sie przemoc zeby mowic mi na ty. Poczatkowo mowilam moje imie i mowilam "powtorz", no niby powtarzala, ale jej to nie szlo, wiec przestalam zmuszac. I teraz jak Ty to napisalas, to rozumiem, ze tutaj juz mamy zakorzenione, wyryte w podswiadomosci pewne zachowania. Jest to jednak duza roznica wieku, jej matka jest byc moze mlodsza ode mnie.

    ReplyDelete
  33. AAAA jeszcze mi sie zapomnialo. Wy w Belgi jesli mowicie po francusku to oczywiscie jest roznica miedzy "ty" a "wy" natomiast w angielskim i ty i wy to to samo you:))

    ReplyDelete
  34. Stardust... wlosi to temat rzeka ... kiedy mieszkalam we wloszech mialam 23 lata , zielone oczy dlugie wlosy i sznurek facetow za soba... na poczatku bylo to calkiem sympatyczne ale z czasem mnie zmeczylo... w polsce natomiast do dzisiejszego dnia zadnego sznureczka za soba nie mialam ....

    ReplyDelete
  35. Wy, Stardust to macie wymagania!!:)) Nie dość że uśmiechu się Wam zachciewa to jeszcze "proszę, dziękuję" A to Wy Stardust nie wiecie że za to tu nie płacą?:))) To co sie wysilać??:)
    A nie mogła sama zadzwonić? Telefon był? był! to mogła!:)))
    A poważniej, zmienia się, powoli ale zmienia:) Na dobre.
    No to z uśmiechem pozdrawiam Was, Stardust:)))

    ReplyDelete
  36. Lorenhannah--> Tym lancuszkiem Wlochow przypomnialas mi jedna historie:)) Siedze teraz i zasmiewam sie sama z siebie i do wpomnien. Musze to kiedys opisac:))

    ReplyDelete
  37. Foko--> Niech sie Foka nie nabija, niech se siadzie w kaciku i sie usmiecha. Zrozumiala? bo jak nie to se moze zobaczyc na tablicy jaki tu regulamin obowiazuje:)))))))

    ReplyDelete
  38. star,bo to wszytko przez te nasze wychowanie.szacun pelny dla starszych wiekowo i kuzwa mnie sie to podba i niech juz bedzie ze staroswiecka jestem.moze i tak ale mi z tym dobrze i swoim dzieciom tez to wpajam.I jak mi sie kiedys zdazy ujrzec,ze dziecie moje ktores a mam ich sztuk 4 nie ruszy dupska z siedzenia w autobusie lub tudziez innym srodku komunikacji publicznej,jak jakas starsza osoba bedzie stala,to kuzwa dywanik przed kominek zrobie jak nic
    a odnosnie regilaminu to cos ci podesle w poniedzialek
    mamuska73

    ReplyDelete
  39. A to se siedne i sie bede uśmiechać :))) Regulamin?? Pkt.1 Starsi mają rację,:) pkt.2 jak nie mają patrz pkt 1:))
    Swego czasu wylądowałam na dywaniku u dyrektora. Pracowałam na recepcji (było to również wejście do biblioteki, restauracji i do hoteliku)Petent który wszedł usłyszał "W czym mogę pomóc?" i... poszła skarga do dyr. bo wg niego zachowałam się niegrzecznie, powinnam zapytać "Czym mogę służyć?":))

    ReplyDelete
  40. Stardust.. czekam na historie ktora Cie tak rozbawila.. Pozdrawiam

    ReplyDelete
  41. Mamuska--> Przysylaj, ja troche pozmienialam "wystroj" strony, ale adres jest teraz w "o mnie".
    Odnosnie tego wychowania, to masz racje, ustepowanie miejsc starszym bylo naprawde wielkim pozytywem Polski. Ale ostatnio coraz czesciej zauwazam, ze mlodziez ustepuje mi miejsca;) Wiec albo doroslam do tego wieku, kiedy mi sie nalezy, albo wczesniej tez to robili tylko ja nie widzialam, a moze to tylko te siwe wlosy procentuja;)))

    ReplyDelete
  42. Foko--> No jakis regulamin musi byc, w miejsce tej informacji konkursowej;)) Jeszcze nie wiem co tam bedzie, ale cus bedzie.
    A szefa idioty wspolczuwam.

    ReplyDelete
  43. Różnice jakie zauważyłam między Polską a Irlandią (gdzie mieszkam od paru lat). Wszyscy, wszędzie są grzeczni i uprzejmi. Gdy ktoś Ci zajdzie drogę w sklepie, minie Cię w drzwiach lub nawet otrze się o Twój rękaw ZAWSZE mówi "sorry" i uśmiecha się. I ja mam to teraz we krwi. W sklepie, na poczcie, w urzędzie, to ja jestem ważna i o mnie się dba. Pierwsza wizyta w urzędzie była dla mnie szokiem. Pan wyszedł na korytarz, przeprosił, że to tak długo trwa, ale że jest dużo petentów i wyniósł dodatkowe krzesła dla stojących(sic!).
    Teraz Polska. Ktoś popycha mnie w autobusie, w drzwiach księgarni, w drodze do domu pani o mało nie staranowała mnie rowerem. Nie ma przepraszam. Jest burknięcie z pretensja. A na moje "przepraszam" i uśmiech, bo komuś weszłam w drogę, otrzymuję dziwne spojrzenie z pytaniem w oczach:"czego ona chce". Na uśmiech do osoby mijanej na ulicy otrzymuję jakiś znak zapytania spode łba. Cóż. Uśmiech, uprzejmość, to naprawdę NIC nie kosztuje, a daje niewiarygodne efekty.
    Acha, odkąd nie mieszkam w Polsce, uwielbiam chodzić na pocztę. Nigdy nie spędziłam tam więcej niż 15minut i zawsze byłam obsługiwana z uśmiechem. W Polsce stawia się mnie na baczność i patrzy na mnie (i innych)wilkiem. I patrzę jak staruszki niemalże mdleją w 40min. kolejkach. Pracuje jedno okienko, podczas gdy kilka urzędniczek, spaceruje na zapleczu, telefonuje lub po prostu się przygląda.
    Niby wiele się zmienia w Polsce ale bardzo wiele się nie zmieniło.

    Pozdrawiam serdecznie!

    ReplyDelete
  44. Uprasza się piękna forma :D A tak na poważnie to można mówić na ty jak jest proszę i dziękuję i ja tam się wtedy nie obrażam. No i rzeczywiście w naszej służbie zdrowia często funkcjonuje mój ulubiony zwrot niech weźmie i zrobi:)))

    ReplyDelete
  45. Nie mam porównania, jak jest w Ameryce, bo tam jeszcze nie byłam.
    Jednak nawet w kraju nad Wisłą, powoli i stopniowo, ale jednak rozkuwają ten lód, rozmiękczają tradycyjny beton.
    Nawet panie i panowie w urzędach w większości przypadków ostatnio traktują mnie dobrze (może to tylko w Warszawie, ale chyba nie).
    Faktem jest, że zdarzają się inne, dla których czas zatrzymał się w latach 50-tych. Ale tutaj musi zajść naturalny proces wymierania i wymiany stołków!
    Pozdrawiam serdecznie, u mnie już powoli sytuacja się normalizuje :)

    ReplyDelete
  46. Ostatnio mam wrażenie że większość ludzi, szczególnie w urzędach i innych zwraca się do siebie w formie bezosobowej. Zadzwoni, usiądzie , poczeka, wypełni, cmoknie mnie w dupę ...
    Niestety masz racje niby naród zwracający się na pan, pani, ale zupełnie zapominający o tym. No i te naburmuszone twarze.
    Ale moja droga, kiedyś nie było nic i było dobrze (podobno) a teraz wszystko jest i ciągle czegoś nam mało - grzecznościowych zwrotów. Nie bądźmy tacy wymagający:)

    ReplyDelete
  47. A i jeszcze zapomniałam ...
    Seba siedział dumny i blady czytając tego posta.
    Urósł jakieś 27 mm!!
    Jeszcze kilka takich i będę mogła spokojnie założyć buty na wysokim obcasie ;)
    Buziamy mocno

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...