Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, February 18, 2010

Dam sie pokroic

Bylam w srode u mojego Dochtore od stop.
Pomacal, pokrecil w lewo i prawo, nie kopnelam, wiec stwierdzil, ze jest dobrze.
-- Jak sie czujesz, boli Cie jeszcze? - zapytal.
-- Generalnie nie boli, staram sie nosic obuwie na malym obcasie, szczegolnie w pracy i w domu, bo w drodze do i z pracy, to niestety najczesciej jakies sportowe, bo na zime, to jakos tak mi latwiej. Czasem jak stane krzywo, albo za duzo chodze po schodach to jeszcze odczuwam lekki bol.
-- No tak, to jeszcze nie sa pelne 3 miesiace, ale tak ogolnie to jak oceniasz poprawe?
-- Ogolnie, to jest tak dobrze, ze juz zaczynam myslec co jeszcze mozemy zrobic - powiedzialam ze smiechem.
Spojrzal na mnie badawczo i zapytal:
-- Medycznie?
-- No chyba raczej medycznie, biorac pod uwage fakt, ze zadne z nas nie jest wolne - zazartowalam.
-- Nie bardzo rozumiem, masz jeszcze cos, co chcialabys poprawic?
-- Ba! Pewnie, ze mam, przeciez ja sie urodzilam z najgorszymi stopami.
No mam, faktycznie mam jeszcze jedna mala poprawke i jak to zrobimy, to pewnie bede jedynym przypadkiem osoby, ktora urodzila sie z najgorszymi, ale umrze z najlepszymi stopami:)
Pokazalam o co mi chodzi, zrobilismy zdjecia, w miedzyczasie opowiedzial mi o swoich problemach z matka. Matka ma 91 lat, 61 lat temu przyjechala do Stanow z Polski, ale od czasu smierci meza, czuje sie co raz bardziej samotnie. Mimo to nie chce z nikim mieszkac, uparta sie zrobila na starosc. Nie da sobie wytlumaczyc, ze najlepiej byloby sprzedac dom i zamieszkac z synem i jego zona.
Ot normalna opowiesc o starzejacych sie rodzicach.
-- Wiesz to strasznie ciezko wychowac starych rodzicow - powiedzial na zakonczenie.
-- Ano ciezko, wiem cos o tym.
Obejrzal zdjecia stopy i postanowilismy, ze narazie nic nie bede robic, ale moze jesienia, jak mi nie przejdzie ochota, to zrobimy jeszcze ten jeden zabieg.
Jak juz wychodzilam to rozmawial z kims przez telefon i tylko ruchem reki pokazal, zebym poczekala chwile. Za moment podajac mi sluchawke telefonu powiedzial:
-- To moja matka, pogadaj z nia po polsku.
W sumie nie bylam zaskoczona, bo juz kilka razy wczesniej mowil, ze kiedys zadzwoni do niej zeby sobie ze mna porozmawiala, bo juz teraz nie ma z kim rozmawiac po polsku, ale tez nie bardzo wiedzialam na ile po tylu latach ta kobieta pamieta polski. W koncu moj dochtore nie rozumie polskiego poza kilkoma zwrotami, wiec nie wiedzialam czy moge polegac na jego opinii.
Wzielam wiec sluchawke nie bardzo wiedzac czego sie moge spodziewac.
A tymczasem z drugiej strony poplynela piekna polszczyzna!!!
Glos owszem starej kobiety, ale mowiacej tak po polsku jakby uzywala tego jezyka na codzien.
Nie rozmawialysmy dlugo, ale zdazyla mi powiedziec, ze mieszkala w Polsce w Pabianicach, pytajac czy wiem gdzie to jest. Krotko wyrazila zal, ze wiekszosc jej polskich przyjaciolek juz nie zyje, wiec nie ma z kim rozmawiac i bardzo teskni za polskim jezykiem. Podziekowala mi, ze mialam ochote poswiecic troche czasu na krotka konwersacje. Normalnie bylam tak zaskoczona, ze az nie bardzo wiedzialam co powiedziec.
Na zakonczenie tylko pochwalilam jej polski:
-- Jestem zaskoczona, ze po 60 latach pani mowi tak pieknie po polsku, doktor zawsze chwalil, ale nie bardzo wiedzialam, czy moge polegac na jego opinii, bo w koncu on nie zna polskiego.
Zasmiala sie radosnie i powiedziala:
-- To jest moj jezyk, moj pierwszy jezyk i zawsze chcialam go zachowac w jak najlepszej formie.
-- Zdecydowanie sie to pani udalo.
Pozegnalysmy sie i oddalam telefon doktorowi.
Zanim wyszlam podszedl jeszcze do mnie i zapytal czy kiedys moglabym odwiedzic jego matke.
-- Ja sie obawiam, ze juz niewiele zycia jej zostalo i wiem jak bardzo teskni za towarzystwem kogos, z kim mogaby sobie pogawedzic. Wiem, ze dla niej to bylaby wspaniala niespodzianka. Nie znam nikogo, kogo moglbym o to prosic.
Obiecalam, ze to zrobie, jeszcze nie wiem kiedy, ale jakos to z nim ustale.
Normalnie nie moglam odmowic, rozbroil mnie ta miloscia do matki.
A potem jeszcze zrobimy ta moja operacje.
No nic na to nie poradze, to jedyny facet, ktoremu dam sie pokroic na kawalki;))

45 comments:

  1. Zdarzyło mi się kiedyś być w obcym kraju, w którym rozmawiałam po polsku raz w tygodniu przez 15 minut telefonując do rodziny. Kończąc rozmowę tęskniłam już za kolejną.
    Czułam się taka SAMA w tym obcym świecie. Młoda byłam. Bliscy żyli.

    To było tylko 12 miesięcy.

    Umów się ze starszą Panią.
    Koniecznie:)

    ReplyDelete
  2. Mnie to mało co wzrusza, a dzisiaj... jesteś dzielna, czytam, czytam i jestem pod coraz większym wrażeniem :)

    Koniecznie odwiedź starszą Panią i pozdrów, uściskaj... a co!

    ReplyDelete
  3. Aż mnie ciarki przebiegły... i wzruszenie dopadło.
    Nie czekaj za długo, bo wiesz... może być za późno i będzie Ci z tym bardzo źle... a tego nie chcemy :) prawda?

    ReplyDelete
  4. Dzisiejsza opowieść to jak antidotum na wcześniejsze komentarze, że ktoś dwa lata w USA i "nie umie" sobie przypomnieć prostych, polskich słów....Szacun dla starszej pani, ale z drugiej strony, bardzo mi jej żal....60 lat w tęsknocie tak naprawdę...ona nie przywiązała się do stołu czy ogrodu. Ona przywiązała się do ojczyzny, bez względu na to jak bardzo pompatycznie to zabrzmiało

    ReplyDelete
  5. Ludzie nawet nie zdają sobie czasami sprawy jak ciężko jest być gdzieś daleko...
    Pozdrawiam:)))

    ReplyDelete
  6. koniecznie ja odwiedź.
    I nie czekaj za długo:)

    ReplyDelete
  7. Chylę czoło przed wiekową rodaczką, to naprawdę sztuka tyle lat pielęgnować język na obczyźnie. :)

    ReplyDelete
  8. Napisałaś mi kiedyś że nie mogłabyś mieszkać za granicą tęskniąc za krajem. :)))
    Można mieszkać i można tęsknić. Bez względu na to jak się kocha ojczyznę i jak kocha obczyznę... Tęsknota jest zawsze. Świadoma bądź podświadoma.
    Szkoda mi starszej pani. Rozumiem ją doskonale...
    Odwiedź ją proszę bardzo, bardzo!!!
    To kolejny dobry uczynek, pamiętaj! :)))
    Ja zawsze kiedy spotykam Polaków zatrzymuję się, rozmawiam, słucham. Szczególnie tych starszych, bo ponoć z wiekiem tęsknota rośnie... :)))

    ReplyDelete
  9. Ciarki przepaputowały mi po pleckach.
    Koniecznie do niej pojedź. Ucałuj i wyściskaj mocno, bardzo mocno!

    ReplyDelete
  10. Ida--> Oczywiscie, ze sie umowie;) ale mam wrazenie, ze to jest cos innego niz taka typowa tesknota. Po 60 latach to jest zdecydowanie cos innego i chyba wiem co;)

    ReplyDelete
  11. Margo--> Zdecydowanie to zrobie:) A przy okazji odpowiedzialam na Twoj komentarz w notce o subway'owym porono;))

    ReplyDelete
  12. MalaMi--> Niech sie troche ociepli no i musze to ustalic z Dochtorem.

    ReplyDelete
  13. Zante--> To raczej nie jest tesknota za ojczyzna. Pani i jej maz to zydzi, nie sadze zeby bylo za czym tesknic skoro tam stracili cale rodziny. Z tego co wiem, to po wojnie ocalala tylko ona i jej siostra. To jest to co ja nazywam "szacunkiem do kraju, w ktorym sie czlowiek urodzil" Ja z podobnej potrzeby zaczelam pisac bloga wlasnie po polsku. Ona teskni chyba bardziej za czasami kiedy zyl maz, z ktorym jak mi powiedziala rozmawiali zawsze po polsku, kiedy zyly te przyjaciolki, z ktorymi mogla robic to samo. Teraz nie ma nikogo, z kim mogaby sobie taka codzienna pogawedke uciac.

    ReplyDelete
  14. Nivejko--> Czasem tak, czasem nie:))

    ReplyDelete
  15. Tuv--> Poczekaj;)) narazie to sama zainteresowana nie wie nic na temat ewentualnych odwiedzin, a wypada, zeby wyrazila zgode;)))))

    ReplyDelete
  16. Sebastian--> Trafiles w dziesiatke!!! To jest wlasnie to, pielegnowac jezyk na obczyznie, tylko dlatego, ze sie chce. Bo potrzebny to on nie jest do niczego.

    ReplyDelete
  17. CalaJa--> Musze to chyba napisac, bo widze, ze wszyscy odbieraja to jako "tesknote za ojczyzna". Ja uwazam, ze jest to tesknota za przeszloscia, za zmarlym mezem, za niezyjacymi kolezankami, bo to z nimi mogla pogadac po polsku. Ona od poczatku ustalila z mezem, ze w oni oboje beda rozmawiac tylko po polsku, trwalo to ponad 55 lat a teraz jego nie ma. Brakuje rutyny tych codziennych dni, a nie ojczyzny. To sa zupelnie inne sprawy. Moj tesc jest wlasnie juz w tym wieku, ze teskni za tymi co odeszli, bo nie ma z kim zagrac w karty. To jest wiek i emigracja, mysle nie ma tu zadnego znaczenia, wszyscy kiedys bedziemy tesknic za tym czego juz nie ma, za tymi ktorzy odeszli przed nami. A szczegolnie w sytuacji, kiedy zabrali cos co bylo czastka naszej codziennosci.

    ReplyDelete
  18. Wzruszające jest to, że starsza Pani posługuje się tak świetnie ojczystym językiem. Jest to naprawdę godne podziwu. Będąc na obczyźnie zawsze się tęskni za swoimi korzeniami. :))) Lea

    ReplyDelete
  19. i to jest przyklad na to, o czym kiedys Ci kochana pisalam w komentarzach.
    o tym zapominaniu jezyka przez niektorych, juz po roku pobytu na obczyznie!!!zalosne!!!
    a tu prosze. 60 lat w US i plynna polszczyzna :)

    usciskaj ja ode mnie bardzo jak bedziesz miala okazje.powiedz, ze jestem z niej dumna :) no!
    z Ciebie zreszta tez, bo dasz sie pokroic. moze :)

    a tesknota za ojczyzna jest i bedzie zawsze, przynajmniej w moim przypadku. tylko z czasem, jak ja to mowie, nie ma juz takiego "parcia na Polske".kiedys co kwartal bylam w PL, teraz mnie jakos juz nie ciagnie tak bardzo, jednak zawsze, z utesknieniem wracam do mojego miasteczka...

    ReplyDelete
  20. Super :-)
    Ja lubię takie akcje.
    A z językiem ojczystym tak jest, że trzeba się naprawdę postarać, żeby go zapomnieć. No chcieć trzeba. Zardzewieć w mowie może, ale z głowy nie wyjdzie. Chyba, że się właśnie chce.

    ReplyDelete
  21. Nigdy nie żyłam na obczyźnie więc kwestia tęsknoty jest mi obca. Natomiast ja całą sprawę odbieram bardziej jako tęsknotę za swoim "pierwszym" językiem, który zwykle jest językiem naszych myśli, którym posługujemy się jednak zawsze dużo swobodniej.

    Był taki okres, że mieszkając w Polsce gadałam ciągle po angielsku i czasem hiszpańsku, polskiego właściwie nie używałam (tak się złożyło dziwnie) - i powiem szczerze, po dłuższym czasie zaczęło to być uciążliwe bo nie mogłam precyzyjnie wyrazić swoich myśli, odczuć. Dusiłam się. Jaką ulgę czułam dopadłszy kogoś by sobie w końcu pogadać "po naszemu" :D.

    ReplyDelete
  22. Mozna jednak mieszkac na obczyznie i nie tesknic za ojczyzna za bardzo, kazdy to ma po swojemu.
    Mnie brakuje czasami polskich slow, ale nie zastepuje ich angielskimi, tylko tak dlugo ide naokolo, az znajde albo ktos podpowie.
    Star, pozdrow Pania i ucaluj serdecznie:)

    ReplyDelete
  23. Ivonek--> Gdybym mieszkala gdzies w Europie to pewnie czesciej bywalabym w Polsce, chociaz naprawde nie wiem, bo jakos mnie nie ciagnie. Te raz na 10 lat w zupelnosci wystarcza, a przeciez sa w Stanach Polacy, co lataja co rok, a niektorzy i czesciej. Owszem jak juz sie decyduje na te podroz, to jestem podekscytowana, planuje z kim sie spotkam, ale najszczesliwszy moment z calej wyprawy, to ja juz sie usadowie w samolocie powrotnym. A jak widze z gory NYC to juz jestem pelnia szczescia i mokro mi w oczach:)
    Jezyk, to dla mnie zupelnie inna sprawa.

    ReplyDelete
  24. Sze--> Masz 100% racji, a jeszcze dodam, ze Pani mowi rowniez pnoc biegle po niemiecku. Juz teraz nie pamietam jak to jest z tym niemieckim, ale musze przepytac Dochtora. Kiedys o tym opowiadal, ale ja juz nie pamietam szczegolow, wiec nie bede mieszac;) Nazwisko maja zdecydowanie bardziej niemieckie niz polskie. Ja przez cale lata nie wiedzialam, ze Dochtore ma jakies polskie geny;))

    ReplyDelete
  25. AthenaErgane--> Po latach uzywania na codzien angielskiego jest mi latwiej wyrazic uczucia, emocje i mysli po angielsku. Mysle zdecydowanie po angielsku, snie tez po angielsku, to sie jakos "samo dzieje" po tylu latach. Ale zawsze lubie sobie pogadac z Potomkiem po polsku i nawet nam obecnosc Wspanialego nie przeszkadza;))
    Z jezykiem to jest troche jak z paciezem:)) Ja od lat nie mowie pacieza, ale go pamietam co prawda moje "Wierze w Boga" jest w starej wersji juz nie uzywanej od lat, ale tez nigdy sie tej nowej nie nauczylam. I prawdopodobnie moge paciez spokojnie powiedziec w calosci, no moge sie tylko zaplatac w "zdrowas Mario" bo pamietam lata temu mi sie to zdarzylo i nie moglam wyjsc:)) ciagle gdzies wracalam i zaczynalam na nowo;))) Ale pamietam!!!

    ReplyDelete
  26. Czarownico--> To mamy podobnie:)) Ja jak mi brakuje slowa to tez obchodze dookola, albo szukam zastepczego. POtem jak mi sie wlasciwe przypomni to jesetm wsciekla, bo to kotrego uzylam nie jest w pelni adekwatne. No tak mam:))

    ReplyDelete
  27. Kiedys chodzilam do delikatesow porozmawiac sobie po polsku z wlascicielka. Robilam to na jej zyczenie. Jej polszczyzna byla smieszna i duzo przekrecala slow. Urodzila sie w Stanach, nigdy nie byla w Polsce a jedyna osoba z ktora mogla szlifowac jezyk byla jej matka.
    Matka zmarla i zostalam tylko ja, praktycznie obca osoba, przypadkowy konsument. Bardzo lubilam do niej chodzic (przy okazji dostawalam do spozycia doskonala zupe)

    ReplyDelete
  28. Aniu--> Witam serdecznie i ciesze sie, ze zabralas glos. Wlasnie Twoja wypowiedzi oddaje to uczucie, tlumaczy te gleboko zakorzeniona chec pogadania sobie w znanym nam jezyku. Ta pani, o ktorej piszesz nigdy w zyciu nawet nie byla w Polsce, polskiego nauczyla sie od rodzicow. To podobnie jak moja Vicky z poprzednich notek. Jak czlowiek ma jakas umiejetnosc i korzysta z niej to jak nagle pozbawi sie go mozliwosci wykorzystania tej umiejetnosci to on wlasnie teskni za ta mozliwoscia. Moj Potomek od czasu wyjazdu nigdy nie byl w Polsce, jako dziecko nie bylo mnie na to stac, a teraz on nie chce. Nic go tam nie ciagnie. Ale ze mna mowi po polsku i pewnie jak kiedys mnie nie bedzie, to tez bedzie sie staral wykorzystac kazda mozliwosc do rozmowy po polsku. Ja tu tez spotkalam wielu ludzi, ktorzy jak slysza, ze jestem z Polski, to natychmiast mowia cos po polsku, czasem nie maja pojecia co to znaczy, jak mojego tescia "psiakrew, cholera":))) Tesc nie ma zadnego zwiazku z Polska i nigdy nie bylo, ale pracowal w mlodosci z Polakami i jak uslyszal, ze ma synowa Polke to sie chcial wykazac znajomoscia mojego jezyka. Jedyne 3 slowa jakie znal to wlasnie psiakrew, cholera i dupa. Z tego tylko dupa wiedzial co znaczy;))

    ReplyDelete
  29. Dodam swoje trzy grosze, że ja bym się spotkał ze straszą Panią. Należy jej się duży szacunek za to, że mimo tylu lat na emigracji zachowała Polski język w idealnej kondycji. Jeżeli możesz sprawić jej ta chwilę przyjemności to według mnie zasługuje w 1000% na to. Pozdrawiam wzruszony

    ReplyDelete
  30. Z tymi przekleństwami to zabawna sprawa :D. Czasem gdy gadałam z kumplem (amerykaniec) i przeklinałam po polsku (bo ja zawsze klnę po polsku - nie ma to jak właściwy ładunek emocjonalny) - to on cały ucieszony mówił "ojej jak ty ładnie do mnie mówisz!" :))). Teraz już wie że te konkretne dźwięki to polskie przekleństwa i tylko się śmieję że znowu klnę.

    Widać dla obcokrajowców to całkiem miłe dla ucha dźwięki :D

    ReplyDelete
  31. Wiesz co? To po prostu piękna historia :-)
    Z przyjemnością przeczytałam :-))

    ReplyDelete
  32. Margo--> Podziekowalam tam i jeszcze tutaj podziekuje, bo bardzo sie ciesze, ze sie podzielilas tymi opowiastkami:)

    ReplyDelete
  33. Czarny Ptaku--> Ja jestem nasawiona i zdecydowana na TAK, tylko wiesz narazie to sama pani o tym nic nie wie;)) To pomysl mojego Dochtora, on musi z nia obgadac i wtedy nie ma sprawy. Tez podziwiam, ze po tylu latach mozna tak ladnie mowic;))

    ReplyDelete
  34. AthenaErgane--> Z przeklenstwami to ja mam tak, ze angielskie (jeszcze) nie maja odpowiedniego ciezaru, a polskie (juz) nie maja:))) Wiec jade rowno w obu jezykach, w zaleznosci od potrzeby;)))

    ReplyDelete
  35. Wzruszyła mnie ta starsza pani, koniecznie się z nią spotkaj, nic nie dzieje się bez przyczyny i to spotkanie pewnie coś wartościowego po sobie zostawi. Bardzo lubię Cię czytać Stardust, choć rzadko zostawiam komentarze. Za to napisałam Ci maila, ale chyba do Ciebie nie dotarł;)

    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  36. Patrycjo--> Az polecialam zajrzec do skrzynki i masz racje JEST!!! Jeno mu sie do Spamu wpadlo, a ja tam nie zagladam, juz wylowilam i z przyjemnoscia odpisze:)))

    ReplyDelete
  37. Wzruszyła mnie bardzo ta pani ..... ja mieszkam jakies 40 kilometrow od Pabianic ...tak sobie myślę że może gdyby chciała obejrzeć jak wyglada w tej chwili miejsce w którym mieszkała to ja bardzo chętnie pojadę odszukam i porobię fotki wtedy prześle Ci abyś mogła jej pokazać, nie wiem moze to glupi pomysł ale tak mi przyszło na myśl

    ReplyDelete
  38. Malgoska--> A ja mysle, ze to jest wspanialy pomysl!!! Ja moge potem te fotki wydrukowac i zaniesc, na pewno sie ucieszy:)) ja juz sie ciesze:)

    ReplyDelete
  39. No to super to czekam na wiadomość w takim razie ;-)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...