Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, February 16, 2010

Ostatnie podrygi Vincenta

Bylam w wczoraj na ostatanim spotkaniu z Vincentem.
W zasadzie to mialam isc w ubiegly poniedzialek, ale mi sie nie chcialo, wiec zadzwonilam i powiedzialam mu, ze jestem chora. Ale sie Vincent zawzial i zadzwonil w piatek, ze on jednak koniecznie chcialby sie spotkac ten "ostatni" raz i przekazac mi swoje madrosci.
Zesz kurwa, mial na to 5 tygodni, to co? nie przekazal?
Ale ja czasem grzeczna dziewczynka bywam, wiec zgodzilam sie na to spotkanie, doskonale zreszta zdajac sobie sprawe o co mu chodzi.
Wiadomo, ze bedzie mnie chcial namowic na kontynuowanie spotkan, przeciez na tym zarabia, logiczne i trudno go nawet o to oskarzyc.
Poszlam, posiedzielim, pogadalim popatrzyl na moj "spis do jadla" i jeszcze raz sie zachwycil jak to ja sobie dogadzam. A czemu mialabym sobie nie dogadzac? ale przelknelam i nic nie powiedzialam.
-- To jakie doswiadczenia, czy pozytywne wrazenia wynioslas z tych 5 tygodni? - zapytal.
-- Przede wszystkim odpowiednia wielkosc porcji, balans jedzenia i to chyba wszystko - odpowiedzialam zgodnie z prawda.
Bo faktycznie gdyby sie czlowiek sugerowal wielkoscia porcji restauracyjnych to bedzie jadl za 3 osoby. My ze Wspanialym jak idziemy do restauracji to zamawiamy jedno danie na nas dwoje i czesto jeszcze czesc zostawiamy.
-- A myslisz, ze mozesz sobie radzic dalej sama? - zapytal.
Durne pytanie, przeciez on nic za mnie nie robil, to ja przyrzadzam swoje wlasne jedzenie, to ja ustalam sobie jadlospis i ewentualne spotkania z bajglem, czy tez wyprawe na dziczyzne, oraz torciki z okazji urodzin Wspanialego.
-- Pewnie, ze tak - odpowiedzialam zdecydowanie.
Przez moment panowala niewygodna cisza, bo ta moja pewnosc go chyba jednak zaskoczyla.
Ale po chwili zaczal znow:
-- Wiesz wszyscy tak mowia na ostatnim spotkaniu..
I tu Vincent popelnil powazny blad, bo mnie mozna powiedziec wiele rzeczy, ale jednego czego wrecz nie wolno, to porownywac mnie do wszystkich, nawet w przypadkach kiedy zachowuje sie jak wszyscy.
No nie lubie.
-- ... ale wiesz jaka jest natura ludzka - kontynuowal - czlowiek lubi sprawdzac swoje mozliwosci i przesuwac sobie linie ograniczen i tak najpierw tylko troszeczke, w nastepnym tygodniu troche wiecej, a potem jeszcze wiecej i zanim sie zorientuje..
-- Ja nie chce tego sluchac! - przerwalam mu kategorycznie.
Byl tym wyraznie zaskoczony, co dawalo sie wyraznie odczytac z wyrazu jego twarzy.
-- Ale ja tylko chce uprzedzic..
-- Nie Vincent! Ty nie masz nic uprzedzac, Ty miales mnie motywowac, a nie mowic mi, jak latwo jest wrocic do dawnych nawykow. Ta nasza rozmowa, widze jest wielka pomylka.
Probowal jeszcze z tego jakos wyjsc z twarza, ale juz sie nie dalo, sam sie zapedzil w kozi rog i nie bylo z tego eleganckiego wyjscia.
Rozstalismy sie i po mojej stronie zdecydowanie pozostal niesmak.
Ja rozumiem, ze to jest jego priorytetem, ja rozumiem, ze jak klientka przychodzi do mnie na jakis zabieg, to ja tez spodziewam sie, ze to nie bedzie jednorazowa wizyta, ale querwa istnieja jakies granice uczciwosci, jakas etyka zawodowa(!!!)
Wystarczylo gdyby pochwalil, ze w ciagu tych 6 tygodni schudlam 4 kg, zeby dal mi szczere wskazowki jak postepowac zeby nie wpasc z powrotem na dawne tory i tylko nadmienic, ze gdybym ewentualnie nie dawala rady, to zawsze moge wrocic, zadzwonic.. Taka gra, bylaby fair.
Natomiast malowanie przede mna wizji upadku calego planu, przekreslilo wszystko i przede wszystkim przekreslilo jego w moich oczach. A co za tym idzie nawet mozliwosc ewentualnego polecenia go komus innemu.
Czy naprawde tak ciezko zrozumiec, ze jeden niezadowolony klient jest bardziej wplywowy niz dziesieciu zadowolonych?
Nie bede sie nad tym zastanawiac, to Vincenta problem nie moj.
Ja jestem przygotowana do dalszej walki z moja nadwaga i jestem dosc dobrze przygotowana.
Zanabylam sobie notatnik, w ktorym nadal bede zapisywac co jem i co wkladam w dziob poza posilkami, wielkosc porcji juz tak weszla mi w krew przez te kilka tygodni, ze jak wracam z zakupow to natychmiast biore wage i porcjuje mieso, wiem na co moge sobie pozwolic od czasu do czasu, bo do wyrzeczen to ja zdolna nie jestem i sie na nie nie pisze. To nie jest dieta, to jest sposob na zycie!
Zajelo mi 5 lat zeby dojsc do stanu w jakim jestem i wcale nie zalezy mi na tym, zeby sie tego pozbyc w ciagu 3 miesiecy.
A do tego wszystkiego Vincent dodal jeszcze wkruwa giganta.
A ja wkurwiona jestem najbardziej efektywna, wiec ratuj sie kto moze:))

29 comments:

  1. super kochana, ze Ci tak dobrze idzie. gratuluje bardzo. i masz racje, swoim tempem, i tak szczerze mowiac suniesz jak burza :))

    a Vincent, no coz, moze na Tobie sie nauczy jak rozmawiac z klientami. pamietam swojego naturopate ktory za kazdym prawie razem mi powtarzal jak to ja juz "wszystko wiem" i w zasadzie on nie wie po co ja do niego przychodze :). a ja wracalam tydzien po tygodniu :)))

    ReplyDelete
  2. Vincent nie docenił, więc niech spada! MYślał, bidak, że ma do czynienia z jakąś statystyczna Dziunią! OJ, naciął się ostro!

    ReplyDelete
  3. pozwoliłam sobie wyróżnić twojego bloga znaczkiem Kreativ Blogger, pozdrawiam
    http://notatkicoolturalne.blox.pl/2010/02/Krativ-Blogger.html
    Zaglądam tu od niedawna, ale podobają mi się twoje zapiski

    Jeżeli chodzi o odchudzanie, to ja wiedzę jak mam, tylko nie mam wiedzy jak. Wszyscy tak mają, niby dokladnie wiadomo, czego nie jeść, ale jak schudnąć bez efektu jojo to już gorzej. Pozdrawiam siostrę w bólu, ja też w trakcie zrzucania wieloletnich nadmiarów

    ReplyDelete
  4. hmm,... myślę,że o stratę zbędnych kilogramów chodzi;)...nie przejmuj się...w pewnym wieku(sorry),każdego dotyczy...mnie też zbędne kilogramy zaczynają przeszkadzać:D....ale żeby zaraz tak do terapeuty?:))
    Pozdrawiam Ula.

    ReplyDelete
  5. b.--> No Ty juz troche wiesz, jaka ja jestem:)) Nie lubie jak mi ktos wciska ciemnote. Oczywiscie, ze skorzystalam na tych spotkaniach, bo po to poszlam, ale wczoraj przegial;))

    ReplyDelete
  6. Beata--> Swiety lub sniety Vincety:)))

    ReplyDelete
  7. Zgago--> Czasem ludzie sa tak zpatrzeni w cel na dzis, ze przekreslaja dlugoterminowe korzysci. Wkurza mnie to bo ja tez pracuje w handlu, ale w zyciu tak bym nie zrobila. Tym bardziej, ze wiedzial bo uprzedzilam lojalnie, ze nie bede przedluzac.

    ReplyDelete
  8. Kasiu--> Dziekuje serdecznie i bardzo mi milo:)) Jutro wpadne poczytac Twojeog bloga, bo dzis jest juz pozno i jestem zdechla na nic, a musze wstac wczesnie rano bo mam wizyte u lekarza;))) Wrrrrrr

    ReplyDelete
  9. Ula--> Ja nie wiem, czy to bylo "tak zaraz" bo zajelo mi jakies piec lat, zeby sie wybrac do fachowca, wiec sie raczej nie spieszylam :)))) I dalam sobie wystarczajaco czasu, zeby te nadmiary mnie pokochac;)))

    ReplyDelete
  10. Wcale się nie dziwię Twojemu wq...niu, bo prawdę powiedziawszy z wielkiego Vincenta wyszedł mały cwaniaczek, zero profesjonalizmu. Umie motywować do przychodzenia do niego, a nie samokontroli i zadowolenia z siebie. Wychodzi na to, że z Tobą udało mu się przez przypadek, bo trafił na kogoś, kto świetnie sam się kontroluje i szybko sam motywuje.

    ReplyDelete
  11. A ja podziwiam, że zmieniłaś nawyki bo to najtrudniejsze i trzymam kciuki!!! BO ODCHUDZANIE TO MASAKRA JEST!!!
    Z zakleszczonymi kciukami Berni :-)

    ReplyDelete
  12. Ja też Ci gratuluję :) wagę da się zrzucić jeśli się tylko chce (w przypadku braku chorób odpowiedzialnych za tuszę oczywiście). Jeśli więc będziesz chciała, poradzisz sobie doskonale ;) polecam nie jedzenie po godzinie 19tej :)

    Bądź dzielna!

    ReplyDelete
  13. 4 kg w sześć tygodni - rewelacja, gratuluję :). Mnie się przez ostatnich parę miesięcy udało zgubić zaledwie 2 kg i dalej w dół wskazówka wagi ani drgnie. Stoi w miejscu jak zaklęta, już nawet mam podejrzenia że waga się zacięła ;D.
    Jeszcze jakieś 5-10kg do zgubienia by się znów poczuć jak we własnej skórze. Pocieszam się, że nawet jeśli wskazówka nie idzie w dół, to nie idzie też w górę - a to już coś ;)

    Co do tego pana - cóż... nie ma to jak podciąć skrzydła komuś, komu już coś się udaje. Źle to rozegrał i zamiast zachęcić do doraźnych konsultacji w przyszłości - skutecznie zniechęcił. Przy okazji sobie samemu wystawił wizytówkę - skoro jego podopieczni nie potrafią sobie radzić bez kontaktu z nim po planowym 6-tygodniowym "treningu", to co z niego za trener i co trening miał na celu?

    ReplyDelete
  14. Z takimi "motywatorami" jest jak z pilnowaniem cnoty. Jak człowiek nie chce, to nie ma takiej siły, który by go upilnowała. Więc pilnuj się sama, a przede wszystkim moja rada - tak sobie pozwolę - przestań o tym myśleć. Nic tak nie skłania człowieka do myślenia o jedzeniu, jak decyzja, że MUSI schudnąć. Przecież wtedy właśnie zaczyna konać w głodu. Lubisz chodzić, więc chodź, spacerki, słonko, max wysiłku fizycznego, takiego który Ci sprawia przyjemność. Ma być miło, a nie jakieś katorgi :)

    ReplyDelete
  15. Zante--> Widzisz on i jemu podobni to sobie tak kombinuja "baba chce zgubic 20 kg to przy takim tempie bedzie tu przychodzic przez rok" a to wcale nie na tym polega. Te 20 kg to i owszem zajmie mi rok, ale to nie znaczy, ze rok pod jego okiem. Dietetyk powinien nauczyc prawidlowych zachowan. On od pierwszej wizyty nie mial ze mna co robic, bo ja i tak zawsze jadlam zdrowo. Mnie nalezalo tylko ograniczyc porcje i zbalansowac calodzienne menu. I to zrobilam. Jezeli facet widzi, ze z wizyty na wizyte nie ma sie do czego przyczepic, ja sama nie mam zadnych problemow, nie placze, ze jestem glodna. To chyba wystarczylo powiedziec "rob co robisz, a jak bedziesz miala problem to zadzwon" To przedobrzyl:)

    ReplyDelete
  16. Berni--> Owszem to masakra, zwlaszcza w tym wieku kiedy caly system jest juz przeciwko;) Ale powoli, bo powoli ale idzie i to jest wazne. Jeszcze 10-15 lat temu to sie nie musialam przejmowac, bo co przytytlam to tracilam tez szybko, a teraz widze, ze nie jest tak latwo. Trudno to bedzie ciezej, dluzej ale dam rade.

    ReplyDelete
  17. MalaMi--> U mnie to nie jedzenie po 19ej to akurat nie odpala;)) Bo moj dzien zaczyna sie pozno i konczy pozno. Wlasnie ten ostatni posilek jest po 20ej bo wtedy wracamy do domu, no i wypadaloby chociaz ten jeden posilek zjesc razem. Poniewaz to pozno, to jemy bardzo lekko i jakos to dziala. Wiesz w sumie to bez wzgledu na to co oni wszyscy mowia to tycie i chudniecie to prosta matematyka, jesli chcesz schudnac to musisz dobowo spalic wiecej niz jesz i tu juz nie ma znaczenia kiedy jesz. Tak samo jak cwiczenia, zawsze lepiej cwiczyc rano, ale jak nie mozesz to cwiczenia wieczorem sa lepsze od zadnych:))

    ReplyDelete
  18. AthenaErgane--> No idzie to jak rwanie zebow:))) Ja sie tez pocieszam, ze im wolniej tym wieksze sznase na unikniecie jo-jo. Najgorsze jest to platou kiedy wskazowka wagi nie drga, a czlowiek wie, ze robi wszystko co moze. Ale nie przejmuj sie drgnie, wazne zeby to przetrwac. Ja sama sie tego boje, ale juz sobie kombiniuje, ze jak tak bedzie to wtedy zwieksze troche ruch, zeby dac systemowi dodatkowego kopa.

    ReplyDelete
  19. Magneta--> Ja sie sama dziwie, ze go nie strzelilam z liscia:)) bo ja strasznie nerwowa jestem na takie negatywne osobowosci. Nic mnie tak nie wkurza niz ludzie co to zawsze we wszystkim widza cos czarnego.
    Idzie wiosna na szczescie, wiec bedzie wiecej okazji do ruchu na powietrzu.

    ReplyDelete
  20. Moja droga co byś nie powiedziała, to jestem z ciebie dzielna. No jak bune dune, 4 kilo - początki są najgorsze - znam je z autopsji.

    ReplyDelete
  21. Gosiu--> I ta Twoja dzielnos pomaga wiecej niz trzech Vincentow:))) Dzieki.

    ReplyDelete
  22. przecież wiadomo, że dasz sobie radę!

    ReplyDelete
  23. No faktycznie, Vincent się nie sprawił na koniec...
    Ale ja wierzę w Ciebie i Twoją wkurwioną konsekwencję :)))

    ReplyDelete
  24. I oczywiście gratulacje! Ciężko jest schudnąć w 6 tygodni 4kg! Wspaniały wynik :)!

    ReplyDelete
  25. Uważam że to był jakiś haczyk psychologiczny czy coś takiego... zdołować, zburzyć wiarę w siebie, podświadomie pokazać że przecież inni też tak kończą... a za parę miesięcy/tygodni puk puk z powrotem do Vincenta po pomoc...
    Ale Ty twarda sztuka jesteś... no, tylko dumnym być z Ciebie! :))))))

    ReplyDelete
  26. Stardust, aż strach się bać. Rozłożyłaś dochtorka na dwie łopatki. Sam się o to prosił i dostał co chciał. Sromotnie się naciął. Podziwiam Ciebie. Jesteś bardzo mądrą i rozsądną osobą. Stardust, to brzmi dumnie. Szczerze gratuluję takiej właściwej, wspaniałej postawy. :))) Lea

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...