Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, February 13, 2010

Potomek idzie do szkoly

Nareszcie nadeszla wyczekiwana ksiazeczka szczepien dziecka.
Zadzwonilam do Marysi i nastepnego dnia w trojke wybralismy sie do szkoly, okazalo sie, ze jednak Potomek potrzebuje jedno dodatkowe szczepienie. Marysia zaraz umowila wizyte na szczepienie na nastepny dzien i z odpowiednim dokumentem moglam wreszcie zapisac Potomka do szkoly.
Pierwszego dnia zaraz jak go zaprowadzilam, oczywiscie w towarzystwie Marysi, to dostalam w gabinecie dyrektora wytyczne.
Krotko mowiac wytlumaczyli mi jak dziad krowie, ze mam dziecko przyprowadzac do glowego wejscia przy 72 ulicy, ale odbierac o 15ej od tylu szkoly przy 73 ulicy.
Proste jak swinski ogon na deszczu, pomyslalam i poszlam do domu.
Na 10 minut przed 15ta, jak przystalo na przewrazliwiona rodzicielke, bylam juz pod szkola, a w zasadzie za szkola, gdzie mialam dzieciaka odebrac. Nauczyciele wyprowadzali kolejno klase za klasa, rodzice odbierali dzieci, a mojego jak nie ma tak nie ma.
Juz sie zaczelam na powaznie denerwowac jak podszedl do mnie jakis nauczyciel i cos mowil, z czego ja mniej wiecej wykumalam, ze wszystkie dzieci juz poszly i chyba pytal na co ja czekam.
Ja oczywiscie walnelam rutynowym "nie mowie po angielsku" na co on zapytal:
-- A w jakim jezyku rozmawiasz?
-- Po polsku - odpowiedzialam.
Zlapal sie chlop za glowe i cos bakal, ze nie ma zadnej mozliwosci znalezienia kogos kto mowi po polsku, po czym zapytal, czy moze chociaz troche mowie w jakims innym jezyku. Na co ja odpowiedzialam, ze owszem troche to mowie po francusku, bo przeciez uczylam sie kiedys francuskiego w liceum, fakt lata temu, ale mialam wrazenie, ze jakos sobie poradze.
Przykazal mi cierpliwie czekac gdzie stoje i obiecal wrocic z kims, kto mowi po francusku.
Stalam tam cala w nerwach i probowalam sobie przypomniec jakies "polonaise, garson, petit"
Kurwa, nie trzymalo sie to wszystko kupy, ale ja bylam juz tak wystraszona zaginieciem mojego dziecka, ze cudem sie tylko powstrzymywalam przed wybuchem placzu polaczonym z tupaniem.
Po chwili zobaczylam, ze ten facet nadchodzi w towarzystwie jakiejs kobiety. Jak juz podeszli do mnie blisko to ja cala w nerwach zaczelam:
-- Boy... from Poland... first day school...
Nawet nie zwrocilam uwagi na fakt, ze zarowno jemu jak i jej w tym momencie szczeka opadla na wysokosc kolan i on dosc glosno zawolal:
-- Ty mowisz po angielsku!!!
Kryste!!! Takim to sposobem, ze strachu zaczelam mowic po angielsku.
Ale dziecka jak nie bylo, tak nie ma, na chuj mi angielski - pomyslalam zrozpaczona.
Jakos starali mi sie wytlumaczyc, ze pewnie nie zauwazylam i Potomek poszedl juz do domu, bo mieszkalismy tylko 3 ulice od szkoly. Absolutnie mnie to nie przekonywalo, ale coz mialam zrobic, do oczu naplywaly lzy i juz nie mialam innego wyjscia tylko podziekowac i odejsc.
Tak tez uczynilam, ale juz teraz ze lzami cieknacymi po policzkach postanowilam isc jeszcze raz do glownego wejscia szkoly. Nagle patrze... biegnie moj maly Potomek i z daleka wrzeszczy:
-- Mamusiu!! Oni sa glupie. Zaprowadzili mnie do gabinetu dyrektora, a ja wiedzialem, ze Ty na mnie czekasz od strony boiska, za szkola.. Tylko nie umialem im tego powiedziec, to jak dyrektorka wyszla na chwile, to ja ucieklem.
Mnie juz nerwy puscily w tym momencie i zaczelam ryczec na caly gwizdek, tym razem z radosci, ze sie moje dziecko znalazlo i wlasnie w tym czasie, jak ja radosnie pochlipywalam, podeszla do nas Marysia.
-- Marysiu, a Ty skad sie tu wzielas? - zapytalam pociagajac nosem i ocierajac lzy rekawem.
-- Zadzwonili do mnie ze szkoly, ze Ty po niego nie przyszlas, wiec przyszlam go odebrac, bo myslalam, ze sie cos stalo.
Kurde balagan na cztery fajery!!! Postanowilysmy, ze wrocimy do szkoly i wyjasnimy im, ze ja naprawde nie jestem taka tepa i odrozniam front i tyl szkoly.
Poszlysmy, rozmawialysmy wlasnie z wychowawczynia klasy Potomka, jak ten nagle przestepujac nerwowo z nogi na noge mowi do mnie:
-- Mamus, ale ja musze do lazienki, bo caly dzien nie bylem. Ja nie wiem gdzie jest lazienka.
Kurde mol!!! Okazalo sie, ze wszystko mu pokazali, gdzie klasa, gdzie lunchonetta, gdzie pokoj dyrektora tylko nikomu nie przyszlo do glowy pokazac dziecku gdzie jest ubikacja.
Kto tu jest idiota??
Wkurwiona bylam juz na maksa, Marysia powiedziala nauczycielce w czym problem, ze dzieciak nie wie gdzie jest lazienka. Ta zaczela przepraszac, zlapala go za reke i zaprowadzila. Pozniej poprosila Marysie, zeby mu powiedziala, ze jak tylko chce isc do lazienki to nie musi o nic pytac, ma wstac i wyjsc z klasy.
No chociaz tu wykazala madrosc, odetchnelam z ulga.
Nastepnego dnia okazalo sie, ze szkola znow mnie bardzo pozytywnie zaskoczyla.
Mianowicie znalezli chlopca w piatej klasie, ktory mowil po polsku i nauczycielka razem z dyrektorka zobowiazaly tego chlopca, zeby codziennie przychodzil do szkoly na 10 minut wczesniej i przed lekcjami i spotykal sie z Potomkiem, zeby na biezaco pomagac mu w rzeczach,  z ktorymi Potomek ma problem. Tak samo w czasie przerwy na lunch obaj mieli ten czas spedzac razem zeby pomoc Potomkowi w lekcjach. Tym sposobem Potomek dostal aniola stroza, a ja bylam bardzo wdzieczna temu dzieciakowi, ze tak chetnie i sumiennie wywiazywal sie z opieki nad Potomkiem.
Po dwoch tygodniach chodzenia do szkoly Potomek stwierdzil, ze jest bardzo zmeczony.
-- A czym Ty jestes zmeczony, synku? - zapytalam, bo wiedzialam, ze generalnie zostal zwolniony z odrabiania pracy domowej z wyjatkiem matematyki, ktora na calym swiecie jest jednakowa, wiec troche mnie to dziwilo.
-- Mamo jak wszystkie dzieci w klasie chcialaby sie zawsze z Toba bawic i z Toba rozmawiac, a Ty ich nie rozumiesz, to nie bylabys zmeczona?
Dzieki temu Potomkowemu stresowi ja doszlam do wniosku, ze dzieci ucza sie szybciej bo nie maja obawy, ze cos powiedza zle, ze cos przekreca, ze sie osmiesza. Postanowilam to wykorzystac w mojej nauce i od tamtej pory rozmawialam po angielsku gdzie sie tylko dalo i z kim sie dalo.
Niestety to ja swiadomie pozbylam sie tej bariery, a moje dziecko budowalo sobie ja coraz wieksza.
Chodzil do szkoly ale nikt nigdy poza tym chlopcem nie slyszal jego glosu.
Po dwoch miesiacach poszlismy z Owczesnym na wywiadowke. Tutaj sa zupelnie inne wywiadowki niz te, ktore ja pamietam jeszcze z moich szkolnych czasow w Polsce. Nie ma nasiadowki wszystkich rodzicow z klasy, tylko rodzice stoja w kolejce do kazdego nauczyciela osobno i rozmawiaja o swoim dziecku indywidualnie. Ja na tej pierwszej wywiadowce to bylam w sumie tylko do ozdoby, bo i tak cala gadke prowadzil Owczesny, na tyle na ile sam umial, on byl w Stanach rowniutko, co do dnia, rok dluzej niz ja.
I tak w czasie tej rozmowy nagle patrze, a Owczesnemu sie glos zalamuje i oczka jakies mokre robia, nie powiem znow sie wystraszylam.
Ale sie okazalo, ze to z dumy doznal takiego wzruszenia. Nauczycielka pokazla nam "wypracowanie" jakie Potomek napisal na temat "moja ulubiona ksiazka" i w 5 zdaniach (jakie udalo mu sie samodzielnie stworzyc) calego wypracowania nie bylo ani jednego bledu(!!!) A w zasadzie to byl, tyle ze w polskim tytule ksiazki:))
Dostalismy to wypracowanie do wgladu, nauczycielka stwierdzila, ze fakt, nigdy nie slyszala glosu Potomka, ale skoro napisal bezblednie to juz jest ogromny plus. Dodala tez, ze czasem widzi jak Potomek jakos dogaduje sie z dziecmi innych narodowosci, wiec nie ma powodu do zmartwienia.
Powiedziala, ze ona go nie bedzie zmuszac do mowienia, bo to moze tylko poglebic stres, a on sie kiedys w swoim czasie sam odezwie. Tez mialam taka nadzieje...

48 comments:

  1. nie dość, że co wchdoze na bloga to nowy wpis (nie dodałam do rss tylko wchdoze na czuja) to jeszcze o wspomnieniach! Bardzo pozytywnie ;)... a z ciekawości (boje sie ze z niedoczytania no ale..) to ile Potomek mial lat jak poszedl do tej szkoly?
    pozdrawiam.

    ReplyDelete
  2. A ja ciekawa jestem jak dziecku wytlumaczylas koniecznosc wyjazdu z Polski?

    ReplyDelete
  3. kurde, blokada to jednak jest paskudztwo:(

    ReplyDelete
  4. Samo życie... emigrantów;)
    Dobrze teraz powspominać. Z perspektywy czasu;)

    ReplyDelete
  5. Ucieczka--> Chyba jednak nie pozostaje nic innego jak dodac do rss;)) Potomek mial 8.5 roku jak przyjechalismy czyli w/g polskiego systemu wlasnie zaczal 2 klase, a tutaj poszedl do 3ciej. Przylecielismy pod koniec wrzesnia, miesiac przesiedzial w domu i od listopada zaczal 3 klase.

    ReplyDelete
  6. Nina--> Dobre pytanie, tylko ja juz naprawde nie bardzo pamietam czy to bylo jakies konkretne tlumaczenie koniecznosci. W tamtym czasie z naszego bloku wyjechalo wczesniej juz 3 rodziny, wiec to bylo dosc normalnym zjawiskiem dla niego. Wiem tylko, ze ja chcialam jechac do Francji, a Owczesny do Stanow i chyba "przekupil" Potomka, bo jak bylo "glosowanie" to Potomek tez chcial Ameryke:)) Nie sadze, zeby sobie za wiele zdawal sprawe z roznicy;)

    ReplyDelete
  7. Ade--> No paskudztwo. Ilez ja sie umartwialam, ze nie bedzie mowil, ze sobie nie da rady, ale na wszelki wypadek staralam sie udawac chojraka i nie zmuszalam do niczego. To jednak najlepiej wziasc na przeczekanie.

    ReplyDelete
  8. Czytam te Twoje "Emigranckie wspominki" i tak se myślę... Dzieci są mądrzejsze niż dorośli. Dawno temu pracowałam w rodzinie amerykańskiej. Wszyscy "nówka" w Polsce. Jak "gadałam" to wychodziło -"kali być głodny":) a z dziećmi mogłam przegadać cały dzień i rozumieliśmy się doskonale:)) I to od tych małych nauczyłam się mówić po angielsku (czytać dzięki Pani domu bo zostawiała instrukcje na piśmie przyklejone w miejscach gdzie należało coś zrobić. :)Ja karteczki zabierałam i ćwiczyłam w domu ze słownikami:)) Ale.. podziwiam Cię!!

    ReplyDelete
  9. Tak , popieram Nivejke:))
    Milo sie wspomina po latach ale jakie poczatki sa trudne ten tylko wie , kto musial stanac twarza w twarz z nowym:))
    Sama pamietam jak zaczynalam prace i mimo, ze wczesniej zdalam angielski na 5 w pierwszym dniu nie zrozumialm wlasciwie ani slowa z raportu... Coz akcent;)))
    Pozdrawiam
    Alina

    ReplyDelete
  10. Niesamowita historia, znów się wzruszyłam do mokrości oczu. A kiedy (czy?) Potomek zaczął w końcu mówić?

    P.S. Dzięki za nagrodę, odpowiedziałam Ci w komentarzach u siebie.

    ReplyDelete
  11. moja cora miala 5 lat gdy tu przyjechalysmy. byl to koniec czerwca, w bloku mieszkala dwojka lub trojka polsko-kanadyjskich dzieci, i tak przebawily sie cale wakacje gdzie ona nauczyla sie angielskiego dosc duzo. we wrzesniu poszla to SK i jakos poszlo. ale pamietam moje martwienia b. dobrze.

    ReplyDelete
  12. Foko--> Ja mialam mieszkanie oklejone kartkami:)) jak poznalam jakies nowe slowo, to kartke przyklejalam w widocznym miejscu i wisiala dopoki nie zapamietalam. Kazdy sposob jest dobry, byle sie nauczyc:))

    ReplyDelete
  13. Alino--> Jest takie powiedzenie "nie ma przyjemnosci bez bolu" i to prawda:) Ale wiesz, ja bardzo milo wspominam tamte dni kiedy mowilam rekami i nogami, to mialo swoj urok;)

    ReplyDelete
  14. AnetaCuse--> Z Potomkiem nie bylo tak latwo, bo jeszcze sie dobrze nie zaklimatyzowal w tej szkole a juz sie musial przeniesc do nowej, bo dostalismy mieszkanie. Ten dzieciak do dzis nie lubi zmian, a tak sie sklada, ze ciagle cos w zyciu musi zmieniac. Karma jakas taka:))) Ja mu nieraz tlumacze, ze im szybciej sie przyzwyczai do zmian, tym mniej ich bedzie mial, bo widocznie los mu ciagle zsyla, to czego sie jeszcze nie nauczyl.

    ReplyDelete
  15. b.--> Ja mysle, ze gdyby nie ta pechowa ksiazeczka szczepien na ktora musielismy czekac i w ten sposob zostal zmarnowany miesiac, to gdyby zostal rzucony od poczatku w wirze tych wszystkich zmian na gleboka wode to byloby mu latwiej. Nie mialby czasu na budowanie tego pancerza izolacyjnego. A tak to przez jakis czas "nie musial" a potem juz bylo trudno. W dodatku Potomek ma moje poczucie humoru ale nie ma mojej przebojowosci. Ja ide przez zycie pewnym krokiem, a on stapa macajac grunt.

    ReplyDelete
  16. bardzo jestem ciekawa jak sobie dalej poradził. teraz zapewne lepiej mówi po angielsku niż po polsku, co ? :)

    ReplyDelete
  17. :))) Ja nawet w polskiej szkole miałam wrażenie, że mówię innym językiem niż nauczyciele.

    ReplyDelete
  18. Pisz ciąg dalszy, bo ciekawość mnie pożre!!

    ReplyDelete
  19. Hmm,to z tymi jezykami i dzieciakami to ciekawe, bo ja sie do 4-5'teg roku chowalem u babci i tam jakos w domu tylko po niemiecku gadali i tak mi jakos polskiego brakowalo, Potem na opolskim przedszkole i szkola i niemiecki bo nieurzywany zniknal...
    '76 znowu zmiana i nauka niemieckiego ale jakos jak u dzieciakow bez zmartwien , gadalo sie poprostu jak szlo i bylo O.K.cos '93 znowu kontakt z Polskim i no jak pisalas zawsze bez przejmowania .... Ja nie jestem wstydliwy, a to najgorsze co moze kogos potkas w nauce i urzywaniu jezyka ... ;)

    ReplyDelete
  20. Wyście go zapisali do szkoły przetrwania. Ta normalna była jedną ulicę bliżej :D

    ReplyDelete
  21. Fajnie, trochę z przymrużeniem oka, trochę z nostalgią się wspomina pierwsze kroki na emigracji.
    Czyta się ciebie Bardzo (przez duże B) przyjemnie...:)

    ReplyDelete
  22. "Postanowilam to wykorzystac w mojej nauce i od tamtej pory rozmawialam po angielsku gdzie sie tylko dalo i z kim sie dalo."

    Po prostu tak jak ja. Ale nasz biedny rzeżnik na rogu. On często jest moj ofiarem i nie ma gdzie uciekać.

    ReplyDelete
  23. Spt--> Wiadomo, ze sobie poradzil, ale akurat u niego to trwalo dluzej. On w przypadku nauki jezyka zachowywal sie jak dorosly czlowiek, ktory mysli, ze jest za duzy, zeby sie osmieszyc. To zwykle dorosli maja takie obawy i mimo, ze wiedza i potrafia to boja sie odezwac. Tak wiec z nas dwojga ja rzucilam sie w wir nauki jak dziecko, zupelnie majac gleboko w dupie, ze ktos mnie nie rozumie, a on macal.

    ReplyDelete
  24. Czarny(w)Pieprz--> A to juz zupelnie insza inszosc:)))))

    ReplyDelete
  25. Ata--> Ciekawosc to pierwszy stopien do piekla:)))

    ReplyDelete
  26. Diesel--> Widze, ze Ty to skakales z jezyka na jezyk, ale mam wrazenie, ze jak czlowiek sie kiedys uczyl, to nawet jak zapomnie, to jednak kiedy sie na nowo spotka z jezykiem to jest latwiej, jakos to wraca.
    Wiem, ze mimo mojej antypatii do rosyjskiego, gdybym teraz musiala, to pewnie moglabym zaczac mowic i byloby mi latwiej niz np. z hiszpanskim, ktorego sie nigdy nie uczylam. Z drugiej strony kazdy jest inny. A jeszcze z innej strony, to chyba nie ma na to zadnych regul i cholera wie jak ten proces przebiega;))

    ReplyDelete
  27. CalaJa--> Bardzo mi milo i dziekuje:)))

    ReplyDelete
  28. Chris--> Rzeznikowi przejdzie, albo sie przyzwyczai:)) Ja najczesciej zaczepialam policjantow, pytalam o droge tylko po to zeby sie przekonac, czy oni rozumieja mnie, a ja ich. Chodzilam tez do malych sklepow np. po mleko, czy chleb, bo w malym sklepie musisz powiedziec co chcesz. Kazdy spotkany czlowiek moze byc nauczycielem, tylko trzeba chciec to wykorzystac;)
    Ciesze sie bardzo, ze zaczynasz komentowac :)) to tez dobra praktyka.

    ReplyDelete
  29. ważne że jednak ludziom zależy na Potomku a Ty dzielna babka jesteś :)

    ReplyDelete
  30. Wspaniale czyta się Twojego bloga(a czytam już od jakiegoś czasu! ),ciesze się , że kiedyś przypadkiem trafiłam na niego i tak mi już zostało ;)) pozdrawiam serdecznie z zaśnieżonej Polski. Ewa z podkarpackiego

    ReplyDelete
  31. Margo--> Ja mam szczescie trafiac na zyczliwych ludzi;)) I mysle, ze dzieci z innych krajow sa z reguly wszedzie przyjmowane z zyczliwoscia w szkolach, a tutaj chyba szczegolnie, Nowy York to w koncu miasto emigrantow.

    ReplyDelete
  32. Ewo--> Witam i zapraszam na wiecej:)) Bardzo mi milo, ze czytasz i jeszcze milej, ze dalas znak, ze istniejesz. Ja jestem lasuch na komentarze;)))

    ReplyDelete
  33. W zeszłym roku byłam tu na praktykach, pierwszego dnia dostał nam się taki super typowy anglik z gulą w gardle, jak zaczął do nas mówić, to mi łapy opadły, bo nie rozumiałam ani słowa! Potem się osłuchałam i jakoś poszło.

    Się przeprowadziłam do uk we wrześniu. niby wiele wiele lat się uczyłam angielskiego z mniejszym czy większym skutkiem, ale jak przyszło co do czego, to mi brakło głosu.
    dosyć szybko jednak wyszło samo, że MUSZĘ się zacząć porozumiewać, bo inaczej nie poznam nikogo, nie kupię chleba, nie będę wiedziała co mam zrobić w robocie.
    teraz mi się buzia nie zamyka :) nadal nie wszystko rozumiem, wielu słów nie znam, moja gramatyka kuleje, ale jestem w stanie się komunikować z innymi.
    Grupkę znajomych mam międzynarodową, żadne z nas nie jest brytyjskie, więc uczymy się nawzajem. I jest gites :)
    ale szok był na początku spory :)
    jeszcze trochę nie lubię dzwonić do ludzi, bo zwykle są jakieś szumy, pstryki i kij wie co, więc co chwilę muszę pytać osochozi.
    A w kwietniu znów zmienię kraj na 6 miesięcy, na norwegię, to dopiero będzie jazda!

    ReplyDelete
  34. nie śledzę od początku bo ni mom czasu ale to o Potomku mi zapadło .
    Przypomnial mi się siostrzenieć X-mena.On wywieziony z Polski w wieku lat 6 i też poszedł do angielskiej szkoły a tylko polskiego uczył się w szkółce niedzielnej.
    Mial OGROMNE problemy językowe,bo jakoś tak od razu klasa nie pierwsza,ale teraz?
    teraz to NAWIJA jak rasowy amerykaniec a po polsku nie tęgo mu idzie.

    ReplyDelete
  35. kurna, emigracja jednak strezująca jest, zawsze to mówiłam, dziecko bez WC cały dzień?
    sodomja
    ale kumate i wywiadówka porządna więc jest ok:)

    ReplyDelete
  36. Stardust, uwielbiam czytać te Twoje wspomnieniowe posty z zapartym tchem, i oczami wyobraźni widzę, jak to wszystko wtedy wyglądało. Bardzo obrazowo, ciekawie i dokładnie opisujesz wszystkie wydarzenia związane z Waszym pobytem za 'wielka wodą'. Z niecierpliwością zawsze czekam na nowy post. Można sobie tylko wyobrazić, jak radziliście sobie na obcym i niepewnym gruncie. Naprawdę podziwiam i gratuluję odwagi zdobycia się na tak wielki krok jakim niewątpliwie było przeniesienie się do innej rzeczywistości, ażeby polepszyć swojej rodzinie warunki bytowe w codziennym życiu i dalszej wspanialszej przyszłości. Zastanawiałam się, czy ja miałabym tyle samozaparcia żeby opuścić swój kraj i pozostać na stałe na obczyźnie. Wiem, że byłoby ogromnie ciężko, właśnie ze względu na język, no i nostalgia za ojczyzną. Chociaż, powiem Ci szczerze,że znacznie ciężej, przynajmniej mojej rodzinie żyje się tutaj we własnym kraju. Przykre to, ale prawdziwe. Lea

    ReplyDelete
  37. Ciężkie pierwsze kroki na emigracji...
    pamiętam rok, który spędziłam w Szwajcarii... dopiero po "setce" język się mi rozwiązywał... tak zostało:-).

    Teraz Potomek pewnie wymiata nie tylko po angielsku;-)

    ReplyDelete
  38. Rinonka--> Tak rozne akcenty z roznych zakatkow kraju to jeden problem, a do tego dochodza jeszcze akcenty roznych narodowosci. Ocipiec mozna czasem:))

    ReplyDelete
  39. Tuv--> No takie sa poczatki, a teraz do Potomek nawija jak urodzony tutaj, bez zadnego polskiego akcentu. Wrecz przeciwnie, jak mowi po polsku to ma akcent amerykanski:))

    ReplyDelete
  40. Beata--> Wszystko w zyciu moze byc stresujace, albo jest stresujace, na tyle na ile pozwolimy, zeby nas stresowalo:)) Jeden dzien, a tak naprawde 6 godzin da sie wytrzymac rowniez bez lazienki. Ja wiem, ze sama nie raz wytrzymalam. Oczywiscie, ze powinni dzieciakowi pokazac gdzie jest, no ale nie pokazali;)

    ReplyDelete
  41. Lea--> Jak czlowiek musi, to jest w stanie wiele przezyc i wiele zrobic. Nie jestem pewna, czy moja emigracja ma cos wspolnego z odwaga, szczerze mowiac nigdy o tym nie myslalam w takich kategoriach. Ot, zostala podjeta decyzja i nalezalo isc za ciosem, ze wszystkimi konsekwencjami:))

    ReplyDelete
  42. Ida--> Cudowne dzialanie setki:))) Fakt, pomaga ;)

    ReplyDelete
  43. ...się zaczytałam i nawet uśmiechałam co i rusz:) miło jak jest co powspominać...

    Pozdrawiam:) ja tu pierwszy raz, ale już wiem, że nie ostatni, tylko muszę nadrobić zaległe posty:)

    ReplyDelete
  44. Stardust, chyba nie żałujesz podjętej wtedy decyzji, prawda? Przecież nawet nieźle Ci się ułożyło, a mogło być gorzej. Napewno początki dla Ciebie i Twoich bliskich były ciężkie, ale najważniejsze, że daliście sobie ze wszystkim radę. To jest taki hart ducha. Moja mama w młodości miała tyle szans wyjazdu i żadnej niewykorzystała. Szkoda. Moja mama i jej cała rodzina pochodzi również z kieleczczyzny. Wszyscy nadal tam mieszkają tylko mama wyłamała się i po wojnie wyjechała na zachód naszego kraju. Dlatego mieszkamy sobie tutaj kompletnie sami, bez naszej rodziny. Z jednej strony to trochę nam przykro, że nie mamy tutaj żadnych bliskich osób, a z drugiej strony może to i dobrze, bo z rodziną, to też różnie bywa. Jak to mówią, "że z rodziną to najlepiej wychodzi się na zdjęciu i to jeszcze w środku, bo z boku to mogą wyciąć.":))

    ReplyDelete
  45. Ladybird--> Witam serdecznie i bardzo sie ciesze, ze masz zamiar zostac tutaj na dluzej:))

    ReplyDelete
  46. Anon--> Nigdy nawet przez moment nie zalowalam, nawet wtedy kiedy bylo ciezej, bo ciezko to chyba nigdy nie bylo;) Ta decyzja byla podjeta bardzo rozwaznie, z glebokimi przemysleniami i staralam sie przewidziec wszelkie konsekwencje. Mysle, ze bylam przygotowana w 98% na wszystko co nas spotkalo i gdybym musiala podejmowac taka decyzje jeszcze raz, zrobilabym dokladnie to samo. Jestem tu bardzo szczesliwa, kocham ten kraj calym sercem i nie wyobrazam sobie ze moje zycie mogloby byc inne:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...