Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, March 10, 2010

Czas

Natkla (nie natchnela, ani nawet nie natchla, tylko natkla, bo tak mi sie podoba) mnie DS, ktora kilka dni temu pisala o zmianie czasu.
U nas zmiana czasu bedzie w nadchodzacy weekend, tez nie lubie, bo to takie mieszanie dla mieszania, lub zamieszania, przelewanie z proznego w puste i z powrotem.
W dodatku nikt juz na dobra sprawe nie wie w jakim celu mieszaja tym czasem.
Ktos mi kiedys przebakiwal cos na temat oszczednosci energii elektrycznej. Obsmialam sie jak norka, na to stwierdzenie, bo niechby tylko wylaczyli polowe swiatel, ktore sie swieca przez cala noc we wszystkich budynkach biurowych Manhattanu, to zaoszczedziliby wiecej.
To miasto plonie noca od niepotrzebnie swiecacych sie swiatel, a oni niby zmieniaja czas ze wzgledu na oszczedzanie... Buahahahhahaa...
Zapytalam Wspanialego.
Ten byl jeszcze madrzejszy, bo powiedzial, ze kiedys, cos slyszal na temat dzieci idacych do szkoly...
Czyli kolejny idiotyzm, bo dzieci zaczynaja lekcje w szkolach o 9tej rano, a nie o 3ciej i w dodatku sa do tych szkol dowozone szkolnymi autobusami, ktore zabieraja dziecko spod domu(!!!)
I takie brednie slysze od czasu do czasu, a ja sobie mysle, ze po prostu rzadzacy swiatem nie maja co robic, a chcieliby sie czyms wykazac, to zmiana czasu jest namacalnym osiagnieciem.
Ja osobiscie olewam, bo dla mnie czas nie ma zadnego znaczenia, szczegolnie czas wzgledem godzin.
Czas odczytuje w bardzo prosty sposob, jak jest ciemno to znaczy jest noc, widno to znaczy jest dzien.
Tym samym sposobem zainteresowana jestem tak naprawde tylko dwoma porami roku, jak goraco to lato i jak zimno to zima, wiosna i jesien to w/g mnie pory neutralne, takie ni wypial ni przypial.
Zamiast zmieniac czas na zegarku, zmieniam zegarek, jeden jest letni, czyli po wsze czasy ustawiony na czas letni, a drugi jest zimowy.
To wlasnie dlatego pisalam kilka notek wczesniej, ze idzie wiosna, bo moj zimowy zegarek stanal:))
Zanioslam go szybko do pana w okienku, ktory zalozyl nowa baterie i ustawil czas, wiadomo jest ciagle czas zimowy, wiec nie bede miala problemu.
Jak jeszcze mieszkalam w Polsce to w ogole nie nosilam zegarka, bo i po co?
Do pracy przez 10 lat udalo mi sie przyjsc na czas moze 5 razy a i tak nikt nie zwracal uwagi na to, ze sie notorycznie spoznialam, wiec zegarek nie byl potrzebny. Jak ludzie zbierali sie do wyjscia, to wiedzialam, ze konczy sie szychta i mam isc po dzieciaka do przedszkola.
Proste.
Jak koniecznie chcialam wiedziec, ktora godzina, to mogalam zapytac, albo podejrzec na jakiejs wiezy ratuszowej czy koscielnej. Zreszta po jakims czasie nie noszenia zegarka czlowiek nabiera wyczucia czasu i w sumie myli sie o nie wiecej niz 15-20 minut, a to zadna roznica.
Tutaj musze nosic zegarek, ze wzgledu na klientki, w pewnym sensie jest to koniecznosc.
Ale najdziwniejsze jest to, ze lubie zegary.
Byl taki czas, ze mialam w domu chyba z 8 zegarow, nie liczac zegarow na takich urzadzeniach jak mikrofalowka, skrzynka kablowa, czy kuchenka gazowa.
Ja oczywiscie nigdy tych zegarow nie regulowalam, bo i po co?
Tak sobie chodzily jak chcialy, jak jakis stanal i zauwazylam to wkladalam nowe baterie i na tym sie konczylo, bez ustawiania, bo ja i tak na nie nie patrzylam.
W tamtym czasie pracowalam w zakladzie i zwykle przychodzilam do pracy na 11ta, a jak wiadomo przychodzilam oczywiscie na ostatnia minute.
I tak pewnego dnia wchodze sobie zadowolona z zycia z usmiechem na twarzy, zupelnie mnie nie zaskoczylo, ze w poczekalni czekala juz moja pierwsza klientka, bo Simone zawsze przychodzi przed czasem. Ale moja kolezanka Susan spojrzala na mnie cala wystraszona i mowi:
-- Co sie stalo?
-- A co sie mialo stac? - odpowiedzialam pytaniem.
-- No nie wiem, ale probowalam do Ciebie dzwonic, nie odbieralas, a my tu siedzimy i sie denerwujemy, ze moze cos Ci sie stalo.
-- Ale ja nie rozumiem o czym Ty mowisz, co mi sie moglo stac? - zapytalam zdziwiona.
-- No jest 12ta godzina. Simone czeka juz godzine tutaj - powiedziala Susan.
Spojrzalam na zegarek. Faktycznie!!!
Do dzis nie mam pojecia jak to sie stalo. I to wcale nie byl nowy tydzien po zmianie czasu, no nie mam na to zadnego wyjasnienia, po prostu zupelnie nieswiadomie przyszlam do pracy godzine pozniej niz powinnam.
Pamietam jak Wspanialy przyjechal pierwszy raz do mnie i sie rozgladal po chalupie.
A bylo sie po czym rozgladac, bo moje mieszkanie wygladalo jak krzyzowka Meksyku z namiotem tureckim i w pewnym momencie zapytal:
-- Ktora jest godzina?
-- A ktora chcesz zeby byla? - znow odpowiedzialam pytaniem.
-- No pytam, bo tutaj kazdy zegar wskazuje inna godzine - powiedzial niewinnie.
-- A co, spieszysz sie gdzies?
-- Nie, ale zastanawia mnie dlaczego te wszytkie zegary sa nieustawione?
-- Bo jak jestem w domu, to czas dla mnie nie ma znaczenia.
Poltora roku pozniej jak sie wprowadzil, to pierwsza rzecza jaka zrobil, to oczywiscie ustawil wszystkie zegary na odpowiedni czas. A ja z kolei przy pierwszej okazji kupilam mu w prezencie taki zegar z budzikiem, ktory sie automatycznie sam zawsze przestawia na odpowiedni czas, wystarczy tylko za pierwszym razem ustawic go na odpowiednia strefe czasowa.
I teraz mamy spokoj.
Wspanialy ma swoj budzik i zegar, a reszta zegarow znow chodzi jak chce, czasem im sie nawet uda trafic na odpowiednia godzine.
Tylko w kuchni zauwazylam, ze Wspanialy ustawia zegar na mikrofalowce i kuchence, skrzynka kablowa ustawia sie sama, widocznie rano bedac w kuchni sprawdza czas na tych urzadzeniach.
Mial tez na poczatku zwyczaj zadawania takich pytan jak "o ktorej wstalas?" czy "o ktorej cos tam robilas?" a ja za cholere nie potrafilam odpowiedziec, wiec mowialm "bylo ciemno", albo "bylo widno".
Z czasem przyzwyczail sie, ze to pytania bez sensu, w moim przypadku.
On wstaje w nocy do lazienki to patrzy, ktora jest godzina.
Ja jak musze wstac w nocy do lazienki, to jestem wkurwiona i w ogole nie otwieram oczu, zeby sie nie rozbudzic.

60 comments:

  1. :)))
    Szczęśliwi czasu nie mierzą:)

    Starudst, Ty szczęściaro:)

    ReplyDelete
  2. o zmianie czasu powiem tyle: bezsensu
    wcześniej muszę wstać, wcześniej muszę wyjść do pracy i co najgorsze wcześniej położę się spać

    jakiś czas temu miałam podobnie w domu, każdy zegarek chodził jak chciał :) nawet mi się do podobało

    ReplyDelete
  3. po prostu żyjesz w zgodzie z naturalnym cyklem natury, i dobrze! :)

    ReplyDelete
  4. Zmianę czasu wykombinowali podczas wojny, przestawili cały świat i chyba nie bardzo wiedzą, jak się teraz z tego wycofać, albo nie chce się... albo nie wiadomo co. Nie ma żadnego sensu obecnie.
    Też nie lubię, znaczę tę która będzie lubię, bo wrócimy do normalnego czasu. Nie wiadomo tylko po co się jesienią z nią rozstajemy.

    ReplyDelete
  5. Zmiana czasu jakoś nigdy nie przechodzi u mnie bezboleśnie. zawsze wywijam jakiś numer :D

    ReplyDelete
  6. zastanawiam się czy to nie jest charakterystyczne dla osób z własnymi firmami. czasami gdyby NIE SZKOŁA - nie wiedziałabym jaki dzień tygodnia jest - bo co to w sumie za różnica ;)

    ReplyDelete
  7. ciagle zapominam o zmianie czasu, jesli nie mam napisane w kalendarzu to o tym nie wiem.
    ostatniej zmiany tak bylo: akurat przylecial do mnie Samiec i mielismy sie juz zbierac, zeby go odtransportowac na lotnisko. wychodzimy tak, coby byc na styk, wiec ok 12 zeby byc na stacji ciapagowej. przychodzimy na stacje, a tam na zegarach jak byk napisane 11.00. ni cholery nie moglam zalapac jak to mozliwe ze moje wszystkie zegary pokazuja 12, a te na stacji 11. :) w sumie dobrze, ze to nie bylo w druga strone, bo bysmy mieli problemik ;)

    ReplyDelete
  8. Dziś tyle zdań z tej notki do mnie przemówiło, hehe. Dwa najbardziej:

    Do pracy przez 10 lat udalo mi sie przyjsc na czas moze 5 razy a i tak nikt nie zwracal uwagi na to, ze sie notorycznie spoznialam, wiec zegarek nie byl potrzebny.

    I drugie, o tym namiocie tureckim.
    ;)

    Jakby mi się udało kiedyś nawiedzić ponownie Stany, to się na kawę umówimy w Bryant Park, bo tam mają fajne stoliki z uchwytami na kubki!

    ReplyDelete
  9. Bardzo mi się podoba Twoje ostatnie zdanie o wstawaniu w nocy :P
    Ja niestety prawie ciągle mierzę czas, bo wiecznie mi go brak... może prócz L4 :)
    Poza tym, umawiamy się zwykle na godzinę... to fitness, to kino... i różne inne :) chyba bym nie mogła bez zegarka. Albo jeszcze jestem na to za smarkata :)

    ReplyDelete
  10. Powtórzę za Idą "szczęśliwi czasu nie mierzą";))
    Myślę sobie,że zmiana czasu,to w pewnym sensie, pewna manipulacja...a co tam!..,mówią nam ,co jeść,jak się ubierać itp.,itd.,to czemu czasem nie rządzić.?!
    Dawno temu też miałam przygodę z "czsem".Moja szkoła średnia była w mieście, jeżdziłam pociągiem,do stacji było trzy km.Był czerwiec,tak więc miedzy godz.5 a 7 rano nie było dużej różnicy...(zaspana małolata nie zwraca uwagi).No ale jakie było moje zdziwienie,gdy na pytanie osoby,( szła na pierwszą zmiane)"czemu tak wczas do szkoły?",wybałuszyłam zdziwiona oczy.."a ja myślałam, że to pani zaspała?"
    Pozdrawiam Ula.

    ReplyDelete
  11. szczęśliwi czasu nie liczą :)
    A z mianą zimowego na letni - już się boję. Ja generalnie o tym nigdy nie pamiętam. Boli mnie tylko, że nie dość że krótko śpię, to będę wstawała jeszcze krócej. To jest niehumanitarne!

    ReplyDelete
  12. Ida--> Mysle, ze jestem szczesliwa, chyba zawsze bylam, ale to raczej nie kwestia olewania czasu:)))

    ReplyDelete
  13. Euforka--> To wszystko sie zgadza, ale pol roku pozniej, jest odwrotnie i wszystko robimy pozniej;)

    ReplyDelete
  14. Dizejko--> Staram sie:)) bo jednak mam jak kazdy ograniczenia czasowe, w koncu musialam zaczac nosic ten zegarek:)) Ale staram sie, unikac "zycia na czas".

    ReplyDelete
  15. Magneta--> Wlasnie o to chodzi, bo przeciez czas, jest tak naprawde wartoscia umowna. Polnoc wcale nie jest polowa nocy, a co to znaczy, ze jest godzina np. 17ta czy jak u nas sie mowi 5PM? nic, dokladnie nic. Gdyby ktos nagle powiedzial, ze 17 (5PM) bedzie od dzis poludniem to tez byloby fajnie:)) I tak spalibysmy kiedy jest ciemno, a nie zaleznie od godziny.

    ReplyDelete
  16. Nivejko--> Mnie sie tez zdarza, wywinac numer, bo ta zmiana jest czyms nienaturalnym. I organizm musi sie przyzwyczaic, zegarek mozna przesunac w ciagu kilku sekund, organizm wymaga troche wiecej czasu.

    ReplyDelete
  17. Spt--> W moim przypadku, to akurat posiadanie wlasnego biznesu zmusilo mnie do zerkania na zegarek:)) bo "przyjdzie nastepna klientka" bo nie moge ustawic dwoch klientek na te sama godzine. Ty tez nie mozesz sie spoznic do sadu, ale jednak nie chodzisz do niego codziennie.
    W sumie chcemy czy nie, to wszyscy jestesmy uzaleznieni od "czasu", tylko jedni bardziej inni mniej;)

    ReplyDelete
  18. Rinonka--> W takich przypadkach te samoustawiajace sie zegary sa naprawde zbawieniem;))

    ReplyDelete
  19. Ronja--> W PRLu tak sie pracowalo, przynajmniej w firmie, w ktorej ja pracowalam. Nie znaczy, ze robili to wszyscy, bo wiekszosc ludzi jest w miare zdyscyplinowana, ale ja tak robilam.
    Ten turecki namiot, to bylo naprawde fantastyczne mieszkanie. Lubie mieszkania, ktore zyja, albo widac, ze ludzie w nich mieszkajacy zyja a nie tylko pucuja i siedza sztywno. Takie wypucowane i pod linijke mieszkania przypomianja mi muzeum;) Moje obecne mieszkanie jest mniej zwariowane, bo ono samo w sobie dyktuje inny wystroj i uwielbiam moje obecne, ale do tamtego bede miala zawsze szczegolny sentyment.
    A Bryant Park uwielbiam, to moje miejsce gdzie moge zawsze wyskoczyc i posiedziec z ksiazka, pogapic sie na ludzi. Lubie:)

    ReplyDelete
  20. MalaMi--> No moze do tego dorosniesz:))
    Osobiscie mysle, ze to kwestia wewnetrznego nastawienia. Przekora to moje drugie imie, w dodatku jestem control freak, wiec chce miec jak najwiecej mojej wlasnej kontroli nad zyciem. Nie podporzadkowuje sie narzuconym z zewnatrz regulaminom i stad ta niechec do zycia "na godzine".

    ReplyDelete
  21. Ula--> Obsmialam sie :)))))) Ale przypomnialo mi to historie mojego ojca. Ojciec jako dorosly czlowiek studiowal, bylo mu pewnie trudno, bo w koncu praca na pelny etat, dzieci i do tego studia. Wypracowal sobie taki cykl, ze wracal z pracy, zajmowal sie czym nalezalo sie zajac, potem ucinal sobie "drzemke" i zwykle jak reszta rodziny poszla juz spac, to on wstawal, zeby sie uczyc. Tak bodajze 3 razy w tygodniu. I kiedys wstal zupelnie zdezorientowany po tej drzemce i polecial do pracy. Troche go zaskoczylo, ze jakos pusto i portier patrzyl dziwnie i to spowodowalo, ze zerknal na zegarek. Bylo po 22ej:)))) A pora roku to byla zima, lub przedwiosnie, kiedy z domu do pracy wychodzilo sie po ciemku, wiec to go zdezorientowalo.

    ReplyDelete
  22. Gosiu--> Spisz krotko i bedziesz wstawala jeszcze krocej:)) Masz racje to jest niehumanitarne. Ja spie krotko, ale za to wstaje bardzo dlugo i tak mi pasuje. Wstaje ok. 6tej a do pracy ide na 12ta wiec mam 5 godzin do wstawania:)))

    ReplyDelete
  23. Star, czy ja moge na chwilke odbiec od tematu??
    Wracam od Chris, malo nie peklam jak przeczytalam Twoj komentarz o Wspanialym!!!Kobieto, kiedys bedziesz mnie miala na sumieniu za takie anegdotki :) hahahahhaa!!!
    Love you :*

    ReplyDelete
  24. Ivonek--> Tu nie ma zadnych regul, tu mozna na temat, bez tematu, obok tematu, nawet mozna sobie zlozyc wlasny temat:))
    A z ta nauka angielskiego w przypadku Wspanialego to faktycznie tak bylo:) Wracam z lazienki, a moj chlop w polskiej restauracji brzeczy "cipka, cipka, cipka" O malo mnie nie powalilo, ale okazalo sie, ze to miala byc niewinna "czapka" Nic dziwnego, ze na tym zakonczyl nauke tego dziwnego jezyka, zwanego polskim:)))

    ReplyDelete
  25. Osobiście jestem osobą przekorną i nie lubię dostosowywać się do czegokolwiek. A szczególnie to do z góry narzucanego czasu przez innych. Przeważnie ludzie mają uporządkowany czas i według niego żyją, tzn. mają określone pory posiłków itd. itp. Ja takiemu rygorowi się niepodporządkowuję i robię wszystko według własnego uznania. Zegarka nie noszę już od dobrych kilku lat. Nie żyję na czas, bo czas u mnie płynie tak jak sobie tego chce. Wiadomo,że ja czasu niezmienię,ale on niestety zmienia stale mnie i moje życie. No i oczywiście czas utracony nigdy nie wróci, dlatego trzeba korzystać z czasu, póki czas.:)))Lea

    ReplyDelete
  26. Lea--> To mamy bardzo podobne podejscie do czasu;) Z tym, ze ja jednak w pracy musze sie podporzadkowac. Widocznie nie da sie uciec przed wszystkimi rygorami zycia:))

    ReplyDelete
  27. Niestety Stardust, nieda się uciec ani przed czasem, ani też przed niektórymi sprawami, typu praca taka jak Twoja i od innych takich dupereli. Z tym musimy się zmierzyć, choć z ciężkim bólem serca. Ja mówi przysłowie: "To masz, co zrobisz w czas, a czas to pieniądz".

    ReplyDelete
  28. najpierw się czepiam tradycyjnie: to pierwsze słowo to chyba "natchnęla"? bo natknąć to się można na kogoś, w sensie spotkać go przypadkiem.

    nie noszę już zegarka, bo mam w samochodzie, komórce i komputerze. zawsze wiem która jest godzina z dokładnością do kwadransa. też mam taki budzik ustawiający się radiowo, i raz w życiu poszłam do szkoły za wcześnie po jesiennej zmianie czasu ;)
    oraz raz imprezowaliśmy w tę sobotnią-niedzielną noc kiedy była zmiana czasu, i tak sobie naprzestawialiśmy zegarki, że naprawdę już nikt nie wiedział która jest właściwie godzina ;)

    ReplyDelete
  29. Tez nie roumie mieszania w czasie....a ponoć szczesliwie czasu nie lubią

    ReplyDelete
  30. Anon--> Nie lubie utozsamiac czasu z pieniadzem, jakos mi to nie pasuje. Nie wiem, to takie wyznanie swiadczace o bostwie pieniadza:) A tak nie jest, jest wiele bardziej wartosciowych rzeczy niz pieniadz i to im wlasnie wole poswiecic moj czas:)

    ReplyDelete
  31. Brak konieczności pilnowania czasu to luksus, na który mało kto może sobie pozwolić. Widzisz jak luksusowo sobie żyjesz, Stardust? ;) Ja bez zegarka czuję się jak bez ręki i zdejmuję go tylko jak biorę prysznic.

    ReplyDelete
  32. DS--> Czepialska:P:P
    Ja na tyle jeszcze pamietam polski, ze znam znaczenie slow;))
    Tylko chodzac po blogach i czytajac te rozne twory slowne, jakie wlasnie Wy (Ty nie) tworzycie, sama zaczynam byc kreatywna, w zwiazku z czym moje "natkla" jest wyrazem mojej kreatywnej tworczosci. I tego prosze sie nie czepiac:P
    Odnosnie tematu, to tez kiedys zaimprezowalismy w taki weekend i rano tak namieszalam Wspanialemu, ze juz zupelnie nic nie wiedzielismy.
    Zycie bez zegarka jest calkiem przyjemne i troche zazdroszcze. Teraz sie juz przyzwyczailam, ale na poczatku to mialam wrazenie, ze mi reka puchnie i krazenie sie zatrzymuje:)))

    ReplyDelete
  33. Aneta--> Bo ja mialam luksus wpisany juz w akcie urodzenia:))))
    Serio to tylko kwestia tego na ile sie chcemy kontrolowac i poddawac kontroli.
    Zapewniam Cie, ze gdybys chciala moglabys funkcjonowac bez zegarka. A czy Ty spisz tez z zegarkiem na rece?

    ReplyDelete
  34. ok, nie byłam pewna dlatego zaznaczyłam że się czepiam ;). wiem przecież że zasadniczo pamiętasz znaczenie słów, ale czasem człowiekowi się coś przestawi z rozpędu ;)

    ReplyDelete
  35. DS--> Jak Ty to ladnie nazwalas "z rozpedu", a jestes pewna, ze nie mialas na mysli "ze starosci" ? :))))))
    Uwielbiam Cie, moja Ty Czepialska:)))

    ReplyDelete
  36. Tak, z zegarkiem śpię i jeśli się obudzę, to ZAWSZE muszę wiedzieć, która jest godzina. Zegarek ma do tego specjalne światełko, no i przecież w sypialni mamy także dwa budziki, które wielkimi czerwonymi literami obwieszczają czas.

    ReplyDelete
  37. Muszę sprostować swoją niefortunną wypowiedź. Otóż jest to słowo pisane i czasem nie można dokładnie zrozumieć, co druga osoba ma na myśli. Po prostu bezmyślnie zacytowałam jedynie polskie przysłowia. Czasami tak bywa, że palnie się coś bez sensu i zastanowienia, dlatego trzeba się z tym liczyć, że zostanie to odebranie zupełnie odwrotnie. Jeszcze gwoli wyjaśnienia, to nigdy nieutożsamiałam czasu z pieniądzem i też uważam, że nie jest to właściwa spółka. A już w szczególności nie może być tu mowy o bóstwie pieniądza, bo w żadnej mierze nie można przedkładać bardziej wartościowych rzeczy nad pieniądze, co jest zrozumiałe. Oczywiście całkowicie zgadzam się z tym, iż należy poświęciać swój wolny czas przede wszystkim swoim najbliższym osobom, bo to jest w życiu najważniejsze.:))*

    ReplyDelete
  38. Stardust, ale Ci zazdroszczę tej czasowej nieświadomości! :-)

    ReplyDelete
  39. Nie cierpię zmiany czasu z zimowego na letni :/.
    A tak generalnie to - z tego co słyszałam - zostało udowodnione, że zmiany czasu nie tylko nie przyczyniają się do oszczędności energii, a wręcz zwiększają jej zużycie.

    ReplyDelete
  40. Czas to dziwna rzecz - o której nie wstanę to zawsze muszę biegać po domu jak kot z pęcherzem, bo okazuje się, że już dawno powinnam być gdzie indziej.

    ReplyDelete
  41. a mnie ta weekendowa zmiana czasu wkur*** bo ja musze byc w nieziele na 7.30 w pracy :O(

    a z zegarkami to niezła jesteś Stardust! :O)

    ReplyDelete
  42. Stardust, wyjaśnij mi, proszę: jak wstajesz, skąd wiesz za ile musisz wyjść, ile czasu potrzebujesz na dotarcie w miejsce x, ile godzin śpisz? Jestem niewyobrażalnie zadziwiona, ze tak można żyć. Za to Wspaniałego rozumiem, jak najbardziej ;-))))

    ReplyDelete
  43. A może by tak wrócić do liczenia ,,zdrowasiek''? I powyrzucać zegary?

    ReplyDelete
  44. Aneta--> Wow!! To Ty faktycznie jestes Time Control Freak:))))

    ReplyDelete
  45. Anon--> Ja mysle, ze odebralam Twoja wypowiedz prawidlowo, tylko skorzystalam z okazji, zeby wyrazic swoje zdanie:) Absolutnie nie podejrzewalam, ze kazda minute czasu poswiecasz na robienie pieniedzy:))

    ReplyDelete
  46. Malinconia--> Staram sie byc niezalezna, na ile moge:))

    ReplyDelete
  47. Athena--> Podzielam Twoje zdanie, zawsze mam wrazenie, ze koszt przestawiania jest wyzszy niz jakakolwiek domniemana oszczednosc. Bo i co z tego, ze jest widno dluzej, jak ciemno rano i ta sama energia, ktora mialaby byc zuzyta wieczorem zostaje zuzyta rano;)

    ReplyDelete
  48. Czarna Pieprzniczko--> Czyli jestes zawsze w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie:))

    ReplyDelete
  49. Evek--> Rozumiem i masz absolutne prawo byc wkurwiona:)

    ReplyDelete
  50. Zante--> Wstaje ok. godziny 6tej i budze sie tak samo, zawsze o tej samej porze, bez budzika. Nawet jak pojde wyjatkowo pozno spac, to i tak wstane ok. 6tej. Spie 6-7 godzin na dobe. Jesli pojde spac o 2 w nocy, to i tak wstane o 6tej a ewentualnie utne sobie drzemke w ciagu dnia. Pamietaj, ze ja mam ten komfort, ze jak tylko nie mam klientki, to moge tutaj calkiem wygodnie spac;) Dojazd do pracy zajmuje mi ok. 45 minut, ale wychodze na godzine przed, bo autobusy jezdza co pol godziny. Wiec jesli wstaje o 6tej a mam z domu wyjsc o 11tej to mam cale 5 godzin na szykowanie, latanie po blogach, czytanie polityki, 30 minutowa gimnastyke. Na godzine przed wyjsciem z domu biore prysznic i juz wtedy wiem, ze to jest czas na przygotowanie sie do wyjscia. Ja mam pojecie, ktora jest godzina, bo tego sie nie da uniknac, skoro na czlowieka w kazdym kacie swieca te zegary automatyczne (kablowka, komp. kuchenka i mikrofala czasem tez komorka). Zegary, ktore ludzie ustawiaja i przestawiaja u mnie chodza jak chca, ja ich nie ruszam, poza wlozeniem nowych baterii jak zauwaze, ze zegar stanal. A takich zegarow, mam 4 w mieszkaniu, sluza bardziej do ozdoby niz kontroli czasu. Jak mam gdzies isc na konkretna godzine, to staram sie dac sobie wystarczajaco duzo czasu na przygotowanie. Wspanialego na poczatku doprowadzalo do pasji, ze ja czekam na ostatnia minute, zeby wziac prysznic. Ale ja wiem, ze potrzebuje godzine, zeby byc gotowa do wyjscia, wiec po cholere mam brac prysznic na 3 godziny przed? No taka filozofia:)) Jak kiedys lecielismy na wakacje i mialam byc na lotnisku o 4 rano, to w ogole nie poszlam spac. Gdybym spala te 3-4 godziny, to obudzilabym sie jeszcze bardziej wkurwiona:) A tak to doczekalam spokojnie latajac po necie na odpowiednia pore i wszystko bylo OK.

    ReplyDelete
  51. Zgago--> Pomysl jest dobry, ale ja mam problem ze Zdrowaskami, bo kiedys nie moglam skonczyc i co doszlam do polowy to zaczynalam od poczatku, jakos tak mi sie samo dzialo:)) I klepalam te jedna zdrowaske przez kilka minut zanim sie zorientowalam, ze cos tu nie gra. Moze lepiej "ojcze nasz":)))

    ReplyDelete
  52. tam godziny, ja mylę czwartek z piątkiem :) hehe

    ReplyDelete
  53. Nie przebrnęłam przez wszystkie komentarze, nie widziałam więc czy ds zwróciła na to uwagę.
    Natchnienie, natchnąć, natchnęła a nie "natkła" :-)

    Zmiana czasu to koszmar, nawet dla mnie - osoby nieuzależnionej od zegarka.

    ReplyDelete
  54. mi sie zmiana czasu nei podoba o tyle, ze ja kocham chodzi po ulicach jak jest ciemno. a nie ze wychodze rano o 7 i juz jasno, wracam o 15 dalej jasno, w lecie to juz w ogole sie przestawiam bo 22 i szarowka a ja juz bym chciala isc spac a jak jasno to nie moge. koszmar nad koszmarami jak dla mnie. ale zyc bez zegarka bym nie umiala, nawet poranki ktore mam zaplanowane dokladnie, to i tak musze wiedziec ktora godzina bo o 6.20 musze umyc zeby, od 6.25 robic makijaz, o 6.44 leciec pod suszarke, gdyby nie zegarek to bym mogla machac tuszem do rzes dlugo i namietnie bo sie przy tym relaksuje ;)

    ReplyDelete
  55. Margo--> Ja sie czesto budze i zanim otworze oczy to kombinuje jaki dzis dzien tygodnia. Rozwalaja mnie swieta i dni kiedy nieplanowo musze isc do pracy, wtedy juz do konca tygodnia nie moge sie polapac jaki jest dzien tygodnia;))

    ReplyDelete
  56. Szeherezado--> Caly widz w tym, ze DS mnie NATKLA a nie natchnela. Dokladnie tak samo jak nie "a propos" tylko "akropo" :)))

    ReplyDelete
  57. Ucieczko--> To faktycznie Ty masz jeszcze jakas inna odmiane czasu biologicznego.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...