Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, March 14, 2010

Na tle

Z samego rana zadzwonila Kropa:
-- No nareszcie moge pogadac - zaanonsowala krotko.
-- Kropciu, co Ty mowisz? Nawleczony ledwie wyjechal, a Ty zamiast tesknic, to mowisz, ze nareszcie mozesz pogadac - odpowiedzialam niewiele rozumiejac.
Jeszcze 3 dni temu dzownilam do niej, ale powiedziala "wlasnie idziemy na obiad" wiec nie chcialam przeszkadzac, dodala tylko szybko, ze "on odlatuje za dwa dni, to ja zadzwonie".
Niech ta bedzie i tak, pomyslalam sobie, troche mnie to zdziwilo, ze nie zawiadomila, ze przylecial, nie umowila sie na zadne spotkanie, nie pokazala go, no ale ja zla kobieta jestem, to moze nie zasluzylam na zaszczyt.
-- Wiem co mowie. I juz nie zaden "nawleczony" mam dosc i sama nie wiem jak ja tego wczesniej moglam nie widziec - glos Kropy sprowadzil mnie na ziemie.
-- Kropciu, ale czego nie widzialas? Moze sprobuj na spokojnie, bo ja nic nie rozumiem.
-- Nie moge, kurwa na spokojnie, bo nerwa mam takiego, ze mi czacha paruje, rozumisz?
-- Rozumim, ze Ci czacha paruje, ale szczerze powiedziawszy myslalam, ze Ci co innego bedzie parowac po tej wizycie.
-- Stardust kurwa nie zawracaj glowy.
-- OK, nie zawracam, juz sie nie bede odzywac, cala zamieniam sie w sluch.
Kropa jest od 5 lat wdowa, ma w Polsce dom, ktory jeszcze przed smiercia zdazyl postawic jej maz. Jezdzi do Polski czesto, bo dom wynajmuje i wlasnie w czasie jednej z wizyt poznala Nawleczonego. Tak go nazwalam, bo do Narzeczonego jeszcze nie dojrzal, ale poniewaz zdazyli sie juz poznac "stosunkowo doglebnie" to tytul Nawleczonego byl jak najbardziej na miejscu.
Poznali sie poltora roku temu i od tamtej pory, jak Kropcia jezdzila do Polski to spedzali razem czas. Nawleczony posiada jakis wlasny biznes w Pile (tak mi jakos Pila pasuje) kiedys przez lata pracowal we Wloszech, co wskazywaloby na oblatanie w swiecie, jest rowniez wdowcem.
No wszystko wygladalo na to, ze pasuje.
Wiec Kropa latala do tej Pily, wydzwaniali do siebie, skypowali sie na okraglo, a ja od poczatku radzilam, zeby go namowila, zeby tu przyjechal, chociaz z wizyta.
No to przyjechal, wiedzialam, ze ma przyjechac, ale od tamtej pory nie rozmawialysmy, a tu nagle dzisiejszy telefon wskazuje na to, ze juz jest po wszystkim.
Kropa nabrala oddechu po mojej obietnicy nie przerywania i zaczela:
-- Wiesz, wyglada na to, ze on sie zatrzymal w rozwoju na poziomie dwudziestokilkuletniego chloptysia. Zachowuje sie jakby nigdy w zyciu nie widzial nic na oczy. Nie ma zadnych zainteresowan. No szlag mnie trafia.
-- Kropciu, ale jak dlugo trwala ta wizyta? - zapytalam w nadziei, ze nie bardzo mieli czas na inne zainteresowania poza interesowaniem sie soba nawzajem.
-- Piec tygodni!!! - wrzasnela z taka sila w sluchawke, ze o malo mi ucho nie odpadlo. Szybko przelozylam telefon na druga strone, na wypadek gdybym chwilowo ogluchla na to jedno ucho.
-- Piec, kurwa, tygodni! - powtorzyla Kropa nieco ciszej - i przez te piec tygodni nie wyszedl sam z domu, a przeciez ja musialam pracowac.
-- Wiesz, strach bylo do domu wracac - kontynuowala - siedzial i nic nie robil, zywcem NIC. Mowilam moze pojdziesz do muzeum jak ja jestem w pracy, czy pojedziesz autobusem turystycznym po Manhattanie. Nie, nigdzie nie pojdzie, nie pojedzie, bo "ON na MNIE poczeka" I tak kurwa, przez piec tygodni wychodzilam z domu i on byl i jak wracalam do domu, to on ciagle BYL.
-- Kropciu.. - zaczelam niesmialo - ale ja mam juz tak od ponad 6 lat..
-- Ty, kurwa nie pierdol! Bo Twoj Wspanialy to jest WSPANIALY!! to jest czlowiek, z ktorym mozesz pogadac, posmiac sie, czlowiek, ktory ma przede wszystkim o czym rozmawiac. A ja przychodzilam do domu, a on sie nawet nie kapal codziennie!!! Czaisz?
-- Czaje - wyszeptalam.
Znam Krope od lat, znalam jej zmarlego meza, byl dusza towarzystwa, rozrywkowy czlowiek, przy ktorym nie mozna sie bylo nudzic dluzej niz 3 minuty. Kropa jest prosta dziewczyna, nie ma wygorowanych oczekiwan, jest prostolinijna i jesli ja cos tak wkurwilo, to tego nie moglam sobie wyobrazic.
-- Kropciu, ale wiesz facet nie znal jezyka, nigdy tutaj nie byl..
-- Stardust! Nie wkurwiaj mnie! zeby wziac prysznic, nie potrzeba znajomosci jezyka! ON ma po prostu zwyczaj kapieli co drugi dzien!! i w dodatku przy tych kapielach tez nie zawsze myje wlosy, bo mu sie nie chce, bo i po co, skoro nie wychodzi z domu. Ja myslalam, ze oszaleje! Ile razy widzisz tutaj kogos z brudnymi, tlustymi wlosami? Kogos, kto oczywiscie nie jest kloszardem?
-- Rozumiem, kochana rozumiem, tez bym miala wkurwa. Tylko Kropciu, czy Ty tego wszystkiego nie widzialas tam, w Polsce?
-- No, wlasnie dlatego jestem wsciekla na siebie! bo jak ja moglam tego nie widziec? Tyle, ze tam, to jak sie mial ze mna spotkac, to pewnie warto bylo wziac ten prysznic i umyc ten pusty leb, a tutaj to siedzial na dupie, a ja i tak musialam wrocic do domu.
Jak sie juz porzadnie wywsciekala, to chcialam ja jakos rozweselic i przypomnialam jej jak nasz wspolny znajomy lata temu przywiozl sobie zone z Polski i tez nic z tego nie wyszlo, bo jak juz tutaj przyleciala, to naszemu Rychowi sie mocno odwidzialo.
Pamietam jak wlasnie Kropci maz pytal go wtedy:
-- Rychu, no ja pierdole, to nie wiedziales, ze ona taka a nie inna?
-- No kurwa, na tamtym tle to ona byla ksiezniczka, a tutaj mi jakos wyblakla - odpowiedzial rezolutnie Rycho.
-- I to jest swieta prawda, na tamtym tle, to Nawleczony tez byl normalny.. - powiedziala Kropa.
-- Wszystkiemu winne tlo.. - odetchnela z ulga - to nie ja, nie moja slepota, to tylko tlo.
Skonczylysmy rozmowe, a ja odkladajac sluchawke pomyslalam sobie, ze jakos dziwnie sie tego spodziewalam, bo jednak ludzie w pewnym wieku to juz nie nadaja sie do przesadzania..
Wrastaja w tlo;)

47 comments:

  1. Wydaje mi się, że ten brak dostosowania do nowych warunków cechuje wielu polaków. Jak byliśmy w Rzymie poznałam wielu takich ludzi. W Polsce być może nawet super fajnych , ale na emigracji kompletnie zagubionych. Ciekawość świata i nowych wrażeń to nie nasza cecha narodowa, pamiętasz film "Rejs"? jeden zkultowych tekstów brzmi " a mnie się najbardziej podobają filmy, które już znam" :) Co do czystości naszych panów to w Polsce można by elaborat napisać. Uważam, że na tle polaków ten prysznic co drugi dzień to super wynik:))

    ReplyDelete
  2. Znowu nie generalizujcie tylko miłe Panie, wszystko zależy od środowiska i nie ukrywam rodzaju ciemniactwa. Na szczęście poznaję ludzi, którzy świetnie się komponują w każdym tle... Przypomniałaś mi jeden z moich pobytów u męża w ie, w miasteczku, gdzie autobus miejski jak na Ukrainie staje na machnięcie ręką i jakaś analogia jest w tym poruszaniu się, no nie przywykłam... więc chodziłam na pieszo, bo nie mogłam wyczaić odpowiednich busów. W każdym razie, kiedy mój mąż jechał do pracy, ja sprzątałam, gotowałam obiadki i wybierałam się w miasto, śpiewając w tym czasie wszystkie znane mi arie, mezzosopran to nie byle jaki głos w sile... a że mój mawżonek mieszkał w bliźniaku, a ja ciemniaczka jeszcze nie zauważyłam, że tam ściany z papieru i moje pienie słyszeli nie tylko sąsiedzi. Na trzeci dzień, wychodzę z domu, angielski Kali jeść Kali pić, wyrasta przede mną Garda, zaklęłam w duchu siarczyście, a on nawija mi tym swoim irlandzkim a moje oczy się robią coraz większe i większe i już chcę wystawić nadgarstki do zakucia, a on mnie ciągnie do auta, pakuje na siedzenie obok i wywozi, rozumiesz? Zesztywniałam i c wydusić z siebie nie mogłam, no i wywiózł mnie do centrum handlowego, dał w łapę 50 euro i powiedział, że wróci po mnie o 17, tyle zrozumiałam. I tak przez kilka dni, ja mężowi nic nie mówiłam tylko tyle, że poznałam sąsiadów, bo nie bardzo kumałam, o co chodzi, czy ja mam pilnować centrum handlowego i głupia siedziałam tam w knajpie pijąc kawę za kawą... w końcu pan garda dorwał małżonka i mówi do niego, że mnie codziennie rano wywozi i po 17 przywozi i daje mi kasę abym się nie nudziła w tym czasie, bo on jak ja tak śpiewam, nie może spać, a wraca po nocnej zmieanie i nawet stopery nie pomagają. A czy ten Pan Garda, nie mógł mi tylko powiedzieć abym przestała śpiewać? W końcu zjedliśmy razem kolację w weekend, napiliśmy się i o dziwo dogadaliśmy, dzięki temu zwiedziłam całą okolicę, patrole Gardy woziły mnie i w sumie to mogłabym z nimi pracować... SŁUŻYĆ I CHRONIĆ!

    a temu nawleczonemu to zrobiłabym wykład z utrzymywania higieny... i chyba jestem szczęściarą, otaczają mnie czyści i pachnący panowie...

    ReplyDelete
  3. Witaj, to nie taki odosobniony przypadek.Kropa ma rację, wszystkiemu winne tło, bo na bezrybiu i rak ryba.:)))
    Miłego,;)

    ReplyDelete
  4. ACH, żeby kogos poznać trzeba podobno wspólnie beczkę soli zjeść. :)

    ReplyDelete
  5. a nie mogła mu powiedziec wprost, że ma się myć i pachnieć? może by to zmienił z miłości do niej

    ReplyDelete
  6. Czasami to nawet nie tylko tło. czasami po prostu łuski z oczu spadają....

    ReplyDelete
  7. Dobrze, troche rozumiem Nawleczonego w kwestii zamknięcia w domu. Ja generalnie niby gdzieś czasem jadę, a jak mam wolny czas to zamiast wybywać w miasto, wybieram łóżko. I to jest straszne, ale ja faktycznie nie lubie chodzić sama bez celu (celem nie jest pójście do muzeum w moim przypadku). Ale co do kąpieli to nijak nie czaje. No i w sumie 5 tyg... w NY?! Nie no, wychyliłabym nosa ;) Chociaz tego metra bym sie panicznie bala.

    ReplyDelete
  8. Co innego randka, co innego pod własnym dachem.
    Z wnioskiem nijak zgodzić się nie mogę, mimo ewidentnego żartu :-)

    ReplyDelete
  9. Niestety polscy panowie zaskakująco często miewają jakieś... tenteges... problemy z higieną. Nawet jak taki weźmie prysznic codziennie (wyczyn) to i tak niedomyty bo mu się mydła nie chce użyć. Myśli, że wystarczy piana z szamponu co po nim spłynie z głowy. Nie wiem skąd się to bierze. Już się lepiej zamknę i nie napiszę czego jeszcze lubią nie domyć i wręcz "zapuścić" - napiszę tylko, że w związku z tym jednak wolę obrzezanych południowców :D (sorki panowie Polacy).
    Nie wyścibić nosa z domu przez 5 tygodni to nie lada wyczyn. Mógłby chociaż wyjść i zrobić zakupy w ciągu dnia by odciążyć swoją panią. No tak, nie zna języka - ale od czego są karteczki z listą zakupów? Faceci...

    ReplyDelete
  10. weryfikacja związku. o bosze. ile to trudności się wszędzie czai ;)

    ReplyDelete
  11. Beczkę soli i pomieszkać razem. Podstawa.
    Jak mniemam nawet gdyby się Nawleczony mył co dzień i pachniał na liliowo to po prostu był nudny jak wieloodcinkowy serial?

    ReplyDelete
  12. Kiciaszara--> To nie jest cecha Polakow, to jest cecha ludzi w pewnym wieku. Ja po 25 latach zycia w US tez nie nadaje sie juz do przesadzenia. Majac 30 lat bardzo latwo przystosowalam sie do zycia tutaj, ale teraz, to juz zupelnie inna bajka.
    Na tutejszym tle tez moze jestem normanlna, ale przesadzona na inne tlo juz jestem wyblakla jak ta ksiezniczka Rycha:)))

    ReplyDelete
  13. Margo--> Pieknie, a ja czytajac myslalam, ze pan Garda wywioz Cie do opery:))
    Odnosnie generalizowania to juz odpowiedzialam Kici.

    ReplyDelete
  14. Anabell--> Ja ciagle nie bardzo kapuje, dlaczego ona pewnych rzeczy nie widziala. No ale moze nie chciala widziec.

    ReplyDelete
  15. CZarnaPieprzniczko--> Ja bym wolala beczke pieprzu, moze byc nawet cayenne. Uzywam bardzo malo soli, wiec z pieprzem byloby chyba szybciej.

    ReplyDelete
  16. Foksal--> Ponoc mu powiedziala, chociaz to nie jest latwe, zwlaszcza ze pan nie ma 17 lat tylko 55, wiec troche ciezko sie zmienia nawyki.

    ReplyDelete
  17. Nivejko--> No spadaja luski:)) Dlatego spedzenie czasu pod jednym dachem jest wazne i uwazam, ze jest gleboki sens w tym, ze ludzie mieszkaja ze soba przed slubem.

    ReplyDelete
  18. Ucieczko--> Wlasnie caly problem w tym, ze to 5 tygodni, bo kilka dni to mozna zrozumiec, ale zeby ktos nie mial ochoty wysciubic nosa przez 5 tygodni to cos tu nie gra.

    ReplyDelete
  19. Szeherezado--> To jest tlo. Czy Ty wiesz, ze ja na amerykanskim tle jestem szczupla, a pojechalam do Polski i bylam gruba:)) To taki glupi, ale jakze prawdziwy przyklad. Nawleczony naprawde nie mieszka w Pile (tak sobie wymyslilam, zeby nie podawac prawdziwego miejsca), ale mieszka w malym miasteczku i z wyjatkiem tych Wloch mieszka tam cale zycie. A we Wloszech to tez nie byl Rzym tylko gdzies (nie wiem gdzie) wiec on majac 55 lat ma nawyki zupelnie inne niz ktos kto mieszka w jakiejs wielkiej metropolii.

    ReplyDelete
  20. Athena--> Kropa mieszka w polskiej dzielnicy, wiec mogl chociaz jesli nie po zakupy to isc na piwo z innymi Polakami. Ale nie, siedzial i pilnowal domu:)
    Kobitka jest zawiedziona, ale jej przejdzie. Wiesz, on jeszcze na tle jej zmarlego meza wyglada bardzo cienko. Przecinek, byl czlowiekiem bardzo zywotnym i nie usiedzialby w miejscu, chyba zeby go przywiazala do lozka.
    I to wszystko do kupy dalo taki a nie inny efekt.

    ReplyDelete
  21. Malgoska--> Tez tak mysle, ze nudny.

    ReplyDelete
  22. coś mi nie klapuję w Twoim wyroku, z tym zaściankiem i że w pewnym wieku sie nie przesadza...
    Przesadzasz Stardust, bez urazy, ale przesadzasz.
    A Kropa poprostu mogła przejąć kontrolę, nie wiem...zrobić mu rozpiskę na cały dzień, pokazać paluchem co ma w domu zrobić a w kazdym razie najwazniejsze sie umyć na dzieńdobry i dobranoc.
    W PL nie zauważyła, ze nie ma oczym rozmawiać z facetem? To co? tylk bzykanko i adieu?
    Nie chcę urazic Kropki, ale coś tu nie klapuje, albo faktycznie facet się Ameryką zachłysną tylko na Polskim terenie;)
    Sorcia, czegoś tu nie kumam.
    Jak sobie faceta wchowasz - czytaj, wpoisz Mu to co chcesz wpoić - tak masz.
    Natomiast nawyki higieniczne to nie jest kwestia mało czy wielkomiasteczkowosci.

    ReplyDelete
  23. przepraszaju za "litrówki", mam za długie pazurki;)

    ReplyDelete
  24. Ade--> Ja nie wydaje wyroku, bo ja gostka na oczy nie widzialam, pisze tylko o tym, co mi Kropa powiedziala. Tez nie wiem, dlaczego ona pewnych rzeczy nie zauwazyla, bo ja pewnie bym je dostrzegla, ale to ja, nie Kropa. Kropa jest inna, bardzo inna niz ja;)
    Natomiast jesli chodzi o wychowanie sobie faceta, to ja osobiscie bralam juz wychowanych:)) Uwazam, ze facet w pewnym wieku jest juz wychowany i albo to wychowanie pasuje do moich oczekiwan, albo nie.
    No wybacz, ale zeby wychowywac to trzeba szukac w nastolatkach, jesli nie mlodszych.
    A i nie przejmuj sie, nie urazasz Kropy, ani tym bardziej mnie:))

    ReplyDelete
  25. Star, ne! ne! ne! co Ty! to grozi prokuratorem;)

    ReplyDelete
  26. Bo z tym tłem to już tak jest. Czasem kontrast jest zbyt duży, albo się zlewa ...
    Samo życie

    ReplyDelete
  27. ...a może, zmiana klimatyczno-czasowa ,tak na Niego podziałała. Był ospały,nic mu się nie chciało:)).
    Słyszałam o zwyczajach siedemnastowiecznej Francji. Higiena praktycznie nie istniała.Ówcześni ludzie praktycznie się nie myli, a jeśli już to robili,to raz na 2 miesiące(hehehe):)I dlatego wynaleziono prerfumy:)).
    Czyli Nawleczony ,w tym przpadku nie jest taki zły,(czyli sorry "pachnący");)).
    Pozdrawiam Ula.

    ReplyDelete
  28. Prawdę mówiąc, to znali się tylko na odległość i dlatego był taki kontrast między nimi. No cóż, tak się zdarza. Nie ona pierwsza i nie ostatnia. Mówi się trudno i szuka się dalej.:)))Lea

    ReplyDelete
  29. Prawdę mówiąc, to znali się tylko na odległość i dlatego był taki kontrast między nimi. No cóż, tak się zdarza. Nie ona pierwsza i nie ostatnia. Mówi się trudno i szuka się dalej.:)))Lea

    ReplyDelete
  30. Nie zawsze zamieszanie razem pozwala zweryfikowac wersje demo.
    Czasami dopiero pojawienie sie dzieci.

    ReplyDelete
  31. Bardzo mi się podoba teoria z wrastaniem w tło, coś w tym jest!
    Ale w sumie to trochę smutne, że my z wiekiem wpadamy w rutynę i robimy się mało plastyczni i odporni na zmiany, bo to zaburza korzystanie z życia w pełni…

    ReplyDelete
  32. Dobrze, że się zorientowała prędzej niż później :)

    ReplyDelete
  33. Ade--> No wlasnie, prokuratura na stare lata:)))))

    ReplyDelete
  34. Ula--> Z ta Francja i perfumami to prawda, ale w tamtych czasach wszyscy nie grzeszyli czystoscia;))

    ReplyDelete
  35. Lea--> Wlasnie ta odleglosci i mozliwosc spotkan tylko 3 razy do roku, to troche malo. Szczerze powiedziawszy to ja Kropce od poczatku mowilam, zeby go namowila na przyjazd tutaj. Ewentualnego partnera/erke trzeba widziec na ich wlasnym podworku rowniez, trzeba spedzic z nimi troche wiecej czasu niz spotkania lozkowe, lub nawet towarzyskie, ale sporadyczne. Kropa jak jechala do Polski to spedzala czas glownie z siostra i matka, a z nim sie spotykala. Na randce to wszyscy wygladaja ladnie;)) dlatego sie to randka nazywa:))

    ReplyDelete
  36. Czarownico--> Masz racje, ale w ich wieku to juz chyba im raczej dzieci nie groza;))

    ReplyDelete
  37. Didzejko--> Tak to jest z tym tlem, sama widze po sobie. Mialam 30 lat jak przyjechalam tutaj, wiele rzeczy mi sie nie podobalo, ale sie szybko przyzwyczailam, bo to jeszcze mlody wiek. Teraz jak jade do Polski, w ktorej sie przeciez wychowalam to owszem, 2-3 tygodnie moge wytrzymac, ale jak pomysle, ze moglabym tam mieszkac to mnie natychmiast wszystko wkurwia:)))
    I to wcale nie znaczy, ze jest gorzej, jest po prostu INACZEJ, ludzie maja inna mentalnosc, inne przyzwyczajenia, inny sposob bycia i zycia. Z wiekiem czlowiek w to wrasta i juz nie przystosowuje sie tak latwo.
    Ja tez do pewnego czasu upieralam sie, ze moj ewentualny partner powinien byc Polakiem. Gdyby nie moj wlasny Potomek, ktory mnie w odpowiednim czasie postukal w glowke, to bujalabym sie do dzis.
    A tak to zdalam sobie sprawe z faktu, ze z pewnych rzeczy juz wyroslam i jest jak jest. Zamiast swojskiego Zdzicha, mamy Wspanialego:))))

    ReplyDelete
  38. MalaMi--> Pewnie, ze lepiej, bo i ona i on moga sobie jeszcze jakos ulozyc zycie, chociaz z kazdym rokiem to jest niestety trudniej. Ale cuda sie zdarzaja, krowy fruwaja:)))

    ReplyDelete
  39. Hm....ja bym rzekla, ze to raczej zalezy od mentalnosci ludzi - widzialam tak podchodzacych do zycia dwudziestolatkow - ale prawda jest, ze z wiekiem proces sie nasila i przyjmuje kuriozalne rozmiary.

    Nikt z mojej rodziny przez 11 lat jak mieszkam w USA mnie nie odwiedzil, no bo:
    - trzeba zalatwic wize (papiery bym im stosowne podeslala oczywiscie)
    - trzeba ruszyc d. do Warszawy
    - trzeba wsiasc do samolotu (oczywiscie bilet kupowalabym ja)
    - A CO JA TAM BEDE ROBIC.

    Normalnie rynce mi opadly. stos trudnosci no i nikt po drodze nie podsunie dywanika ani nie poglaska po glowce, tragedia normalnie.
    Wobec powyzszego ja tez przestalam ich odwiedzac...

    ReplyDelete
  40. Nina--> Wlasnie to, to, to:)) Dokladnie wypisz wymaluj:)) Rynce opadajom.

    ReplyDelete
  41. Nina -> To "co ja tam będę robić" to trochę zależy od miejsca zamieszkania rodziny w USA ;) Ja jestem podróżująca i Nowy Jork z jego metrem/subwayem opanowałam bez większego trudu, w Los Angeles poruszałam się sama autobusami (nie za wiele, przyznaję, bo to już była wyższa szkoła jazdy), ale jak dotarłam do mniejszego kalifornijskiego miasteczka, gdzie rezyduje moja rodzina, to już tylko dawałam się wozić. Bez "tubylca" z samochodem mogłam sobie co najwyżej pójść na spacer po osiedlu albo w ogródku posiedzieć, albo pojęczeć "i co ja mam robić".

    ReplyDelete
  42. Stardust - bo tło trzeba sobie umieć dobrać :-)

    Wy sobie, drogie panie, oczywiście żartujecie z tym upominaniem faceta, że ma się umyć, robieniem mu rozpiski, co ma zrobić i ogólnie wychowywaniem dorosłych osób? Na pewno żartujecie.

    ReplyDelete
  43. Bee--> No ja tez licze na to, ze to zarty. Takie rozpiski i upominanie to ja przerabialam z synem jak mial 8 lat. Mezow to raczej nie mialam ochoty wychowywac, gdybym koniecznie pragnela kogos jeszcze wychowywac, to zdecydowanie mialabym wiecej dzieci:))

    ReplyDelete
  44. O kurczę, faktycznie coś jest z tym tłem... Szkoda, że go zaprosiła do siebie aż na 5 tygodni! Straciła tyle czasu!

    ReplyDelete
  45. Sciezka:
    ale ja mieszkam w miejscu, z ktorego pociag jezdzi do San Francisco no i sa tramwajki, wiec jak komus nie zalezy na czasie, to spokojnie moze sie poruszac.

    ale, jak mowie, to sprawa mentalnosci. Sa ludzie, ktorzy wszedzie sobie jakos dadza rade, pojada, zobacza, obejrza, pozwiedzaja albo chociaz wystawia tylek do slonca w ogrodzie i poczytaja ksiazke.

    A sa tacy, ktorych granatem od progu domu nie oderwiesz...

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...