Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, April 7, 2010

Karuzela z wodotryskiem

Poszlam wczoraj rano do dentysty, ledwie weszlam jak sekretarka zaczela machac do mnie reka.
-- Dr. Peter chce z Toba rozmawiac - wyszeptala tajemniczo.
-- Ale ja nie chce, przeciez prosilam zebyscie mi zrobily appointment z Madu.
-- Tak, i masz z Madu, ale jej jeszcze nie ma. A doktor sie chyba za Toba stesknil - okrasila odpowiedz usmiechem. No masz, do dupy z taka tesknota - pomyslalam. Ja zawsze chce czyszczenie z Madu, bo ona jest bardzo delikatna i nawet znieczulenia nie potrzebuje, a dochtore Peter moze czlowiekowi wyrwac leb z korzeniami. Madu jest Hinduska, malutkie toto, lapeczki ma tez malutkie jak lalka, wiec nie musze paszczy otwierac az z zawiasow spadnie. Dochtore ma lapsko jak kowal i wiecznie mu za malo miejsca w tej mojej gebie.
Siadlam na poczekalni z nadzieja, ze Madu sie zaraz pojawi i zabierze mnie do swojego gabinetu.
Przyszedl za chwile, siadl obok mnie.
-- Tak dawno Cie tu nie bylo, ze jak zobaczylem Twoje nazwisko w ksiazce appointmentow to o malo nie zemdlalem.
-- Oj, doktor nie przesadza, bylam nie caly rok temu, wiem, jestem deczko spozniona, bo powinnam byc co 6 miesiecy, ale przeciez nie az tak spozniona, zeby mnie uznac za ducha?
-- No nie za ducha? Uchowaj Boze, absolutnie nie!!! - zarechotal drapiac sie po brodzie.
-- Doktor uwaza!! czy doktor ma na mysli, ze duchy nie chodza w mojej wadze?
-- Stardust, a gdziez bym smial!! Czyzbys stracila w miedzyczasie poczucie humoru? zawsze mozna bylo z Toba zartowac - odpowiedzial niepewnie.
-- I nadal mozna, ja tylko sprawdzam czy doktorowe poczucie humoru nie stracilo na wadze - zazartowalam.
I wlasnie na to przyszla Madu.
-- Doktorze, to ja przepraszam, ale "obowiazki" wzywaja, milo mi bylo Cie wiedziec - powiedzialam wstajac i kieurjac sie w strone gabinetu Madu.
-- Dobrze, zobaczymy sie jak skonczysz, bo Madu zrobi tez kilka zdjec, zeby sprawdzic czy wszystko w porzadku.
Madu zrobila zdjecia, ponakrywala mnie plastikowym fartuchem i potem plachta papierzana. Zerknela w moja otwarta paszcze.
-- Ciagle palisz?
-- Uhhuum - potwierdzilam.
-- I kawe tez pijesz wiadrami?
-- Uhhhuum.
Ledwie zaczela czyscic jak przylazl dochtore, kurde facet nie ma co do roboty, to niech se gazete poczyta. Biednej Madu zaczely raczki latac, no nie az tak bardzo latac, ale zawsze obecnosc zwierzchnika deprymuje czlowieka, wiec jej lataly tylko na tyle, ze ten wodotrysk zalewal mi cala gebe. Ssawka do sliny co chwile wypadala, slina mi sie toczy gdzies po szyi. Po oczach daje ten wodotrysk co to nim wyplukuja kamien, Madu tylko posyla mi przepraszajace spojrzenia i stara sie jak moze, co chwila mnie przeciera ta popierzana plachta. A dochtore siedzi i napierdala.
O czym napierdala? o tym co gotowal na Wielkanoc.
I w tym momencie sobie uswiadomilam dlaczego on sie tak za mna stesknil.
Nie ma z kim o zarciu pogadac!!!
Przypomnialo mi sie jak kiedys mialam powazniejsza robote i przychodzilam do niego systematycznie przez kilka miesiecy to nic tylko nadawalismy co kto gotuje. Powiedzial wtedy, ze gdyby nie jego matka, to zostalby szefem kuchni, ale matka sie uparla na dentyste, to jest dentysta.
Matke mial dochtor Wloszke, a ojca Czecha, do tego pierwsza zona byla Niemka, wiec kombinacje roznych kulinarii dochtor posiadl mistrzowsko.
Madu caly czas dawala mi po oczach tym wodotryskiem w miedzyczasie ciagle czestujac przepraszajacym spojrzeniem, ze to wszystko wina obecnego w gabinecie dochtora. Jej nie wypadalo go wyprosic, ale ja skorzystalam z przerwy na plukanie paszczy i powiedzialam:
-- Doktor moze pojdzie do siebie, bo ja i tak nie moge mowic, a doktor swoim menu tylko powoduje, ze sie glodna robie i jeszcze nie daj Bog odgryze reke Madu.
-- Masz racje, ja Wam tylko przeszkadzam, ale faktycznie nie mam co robic. To nic, jak skonczycie to i tak przyjedziesz do mnie na chwile, musimy obejrzec te zdjecia, to pogadamy.
-- No jak nie bede musiala trzymac otwartej paszczy to pogadamy, a jak nie to chociaz poslucham, narazie to mi sie ciezko skupic - odpowiedzialam zupelnie szczerze.
Doktora Petera znam od 15 lat wiec moge sobie pozwolic na taka szczerosc. To czlowiek o zlotym sercu, pamietam jak zmarla jego zona po dlugiej walce z rakiem.
Dwa dni po pogrzebie mialam z nim wizyte, wygladal jak cien czlowieka. Tamtego dnia w polowie wizyty powiedzial:
-- Stardust, ja Cie bardzo przepraszam, ale nie moge skonczyc. Powinienem dzis zostac w domu, ale tam jeszcze gorzej - i poprostu wyszedl, bo juz mu sie glos zalamywal.
Za chwile przyszedl jego wspolnik dr. Thomas i wyjasnil co sie stalo, bo przeciez nie mialam pojecia.
Zdecydowanie w domu byloby gorzej, biorac pod uwage fakt, ze to on zastal zone martwa w lozku jak wrocil z pracy. Przez kolejny rok powoli dochodzil do siebie, a potem poznal swoja obecna zone i tak dobrze widziec go znow szczesliwym.
Oczywiscie po zabiegu czyszczenia z Madu, poszlam do niego na chwile, pogadalismy troche o kucharzeniu, chociaz ja tym razem nie mialam sie czym wykazac, bo moja Wielkanoc byla bardzo minimalistyczna.
Po drodze do pracy wlazlam do sklepu i zanabylam torbe "letnia"



Torba jest taka "blinc, blinc" czyli zajebiscie jarmarkowa, ale ze wzgledu na roznokolorowe swiecidelka bedzie pasowac do wszystkiego. Poza tym jest ceratowa, wiec lekka, no i lato mam nadzieje przetrwa. Pakowna, kieszonek ma tez w srodku odpowiednia ilosc, wiec uznalam, ze moze byc. Zreszta za trzy dychy to sie nie bylo nad czym zastanawiac.

45 comments:

  1. torba jest piękna !!! a mi komentarze tu to albo wchodzą albo nie wchodzą.

    SPRAWDZAMY ! :)

    ReplyDelete
  2. czyli - Z PRACY mi wchodzą. z domu nie ;(

    ReplyDelete
  3. Lorenzo--> A wiesz, ze ja nawet myslalam, ze ona taka troche lorenzowa jest ;-)

    ReplyDelete
  4. nienostar - to już jak mi wchodzą to ja skorzystam! torba+ te kwiotki na wjeździe - to jak łyk optymizmu. żyć się zachciewa !

    zahciało mi się więc i idę na wagary !

    nową prefumę kupić. jakąs taką wiosenną! :)

    ReplyDelete
  5. Spt--> Blogspot sie biesi czasem ;-/ Mialam przez 2 tygodnie problem z edycja, szlag mnie trafial, pisanie do nich guzik daje, bo to sa takie dyskusje w proznie. Juz rozwazalam na powaznie przenosiny gdzies, ale tuz przed Wielkanoca sie wszystko uregulowalo.

    ReplyDelete
  6. Spt--> Przyjemnych wagarow wobec tego ;-))

    ReplyDelete
  7. chcialabym byc kobieta - stwierdzam ze nie jestem poniewaz nie mam zadnego zapotrzebowania na kupowanie torebek. a jesli juz musze, to czarne skorzane.

    maz mi w niedziele powiedzial, ze czas juz zebym sobie kupila nowa torebke. przypuszczam ze byla to jedyna tego rodzaju konwersacja pomiedzy mezem a zona we wszechswiecie...

    ReplyDelete
  8. Nie ma to jak miła pogawędka na fotelu dentystycznym;-)))
    A torebka? ....zdziwisz się jak powiem, że się nie znam;-))))

    ReplyDelete
  9. b.--> Bo moze jeszcze nie ten wiek:) Wiesz ja do toreb i torebek doroslam dopiero jakies 3 lata temu i w dalszym ciagu ich nie lubie. Najlepiej chodzi mi sie w towarzystwie Wspanialego i wypycham mu kieszenie moimi drobiazgami, ktore akurat musze miec przy sobie:) Ale torbe do pracy musze miec, bo Wspanialy nie pracuje ze mna:) Tez mialam okres tylko czarnych toreb, ale to sie zmienilo wlasnie kilka lat temu. Za to sraczki butowej nigdy nie dostane, bo na moje stopy nie ma wygodnych butow. Bylabym cala szczesliwa gdyby sie udalo przelatac reszte zycia w addidasach:))

    ReplyDelete
  10. osobiście uważam, a nie to że się czepiam, nie nie, że aby być dentystą trzeba mieć oprócz wiedzy, praktyki itd. jeszcze predyspozycje do prowadzenia "udanej" konwersacji z pacjentem na fotelu, zwłaszcza wtedy, gdy zapewnione zostały warunki, aby pacjent ów mógł do tejże konwersacji wykorzystywać wszystko z wyjątkiem osobistego aparatu tzw. artykulacyjnego

    ReplyDelete
  11. No masz babo!!! Teraz ja nie moge wstawic komentarza!!!!!!!!!!!!!!!

    ReplyDelete
  12. osobiście uważam, a nie to że się czepiam, nie nie, że aby być dentystą trzeba mieć oprócz wiedzy, praktyki itd. jeszcze predyspozycje do prowadzenia "udanej" konwersacji z pacjentem na fotelu, zwłaszcza wtedy, gdy zapewnione zostały warunki, aby pacjent ów mógł do tejże konwersacji wykorzystywać wszystko z wyjątkiem osobistego aparatu tzw. artykulacyjnego

    ReplyDelete
  13. Teraz ja nie moge wstawic komentarza!!! Wrrrrrrrrr!!!!!!!!!!!!!!!

    ReplyDelete
  14. b.--> Jeszcze nie ten wiek:) Ja dojrzalam do toreb i torebek dopiero 3 lata temu:)) A i tak ich nie lubie, najchetniej wypycham Wspanialemu kieszenie moim badziewiem:))))

    ReplyDelete
  15. Akular--> No cos jest nie teges z tymi dentystami co najwiecje gadaja jak maja lape w paszczy pacjenta:))))

    ReplyDelete
  16. Anno--> Swieta racja, ale ja zauwazylam ze oni tak maja w znakomitej wiekszosci:)) Jak grzebie w gebie to wlasnie o cos pyta, albo jak jestes znieczulona z warga wiszaca na podlodze:)) No taki ich urok.

    ReplyDelete
  17. ja dzisiaj właśnie też idę na fotel...

    ReplyDelete
  18. Najlepszy to taki nie gadatliwy sadysta,jutro moja kolej;/,a turbka tak wiosenna:)

    ReplyDelete
  19. Za mną też się ciągnie perspektywa kontynuacji leczenia dentystycznego. Za moim dochtore przepadam, zawsze sobie żartujemy, szczególnie kiedy mogę, bo akurat nie siedzę z rozdziawioną gębą :)
    A torba jak z innej planety - wiosenna absolutnie!

    ReplyDelete
  20. MalaMi--> Dularow, dularow, tu nie znajom zlotowkow:))) A fajnie by tak bylo, jakbym mogla zarabiac dolary, a wydawac w zlotowkach. Fakt to juz nie ta frajda, co 15 lat temu, ale jeszcze fajnie;))

    ReplyDelete
  21. Martaanna--> To wszystkie szykujemy zeby do szczerzenia na wiosne:)))

    ReplyDelete
  22. iw--> Ja tez mojego uwielbiam, chociaz gadula, ale wole jego gadanie od dzwieku wiercenia, to jednak troche przyslania to warczenie wiertarki:)) Tez mysle, ze ta torba bedzie dobra na wiosne i lato, zwariowana, czyli w sumie pasuje do wlascicielki:)))

    ReplyDelete
  23. Cos sie wyraznie dzisiaj pitoli z komentarzami, ale zostawie jak jest nie chce mi sie kasowac;/

    ReplyDelete
  24. Skontraściłaś w tym tekście zęby ze śmiercią więc nie bardzo wiadomo ja mam się do tego odnieść choć sam lubię mieszać ale na szczęście ta torbiel niesamowita uzmysłowiła mi, że życie to cholerny dadaizm.
    Chce taką torbę.
    Albo komuś zrobię dadaistyczną niespodziankę albo go uśmiercę patrząc jak pęka ze śmiechu na jej widok a ja pokrywam się jego flakami.
    Nowy Jork to musi być niesamowite miasto.
    p.s. napisz na tej torebce Louis Vuitton a sprzedasz ją za 100 000 euro - gwarantuje.
    Mi dasz 1/3 za pomysł.

    No niech będzie 1/4.

    ReplyDelete
  25. Za taką torbę to ja bym chyba nawet swoje ukochane pióro oddała... Albo nie... sama nie wiem. Ale ja takie cudo chcem!!!

    ReplyDelete
  26. Bareya--> Nowy York jest zajebisty!!!! Zapewniam Cie nie ma nic drugiego takiego na swiecie:)) Tu wszystko sie moze zdarzyc, wszystko pasuje, wszystko mozna sprzedac/kupic, zobaczyc. Podrobki nie tylko Louis Vuitton, ale czego sobie zamarzysz, wszystko jest:)) Swiatowa stolica dadizmu i surrealizmu:)))))

    ReplyDelete
  27. Nivejko--> To kiedy przylatujesz na zakupy? :)))

    ReplyDelete
  28. Palce w gębie, tragedie życiowe i torba. To była bardzo niebanalna wizyta u dentysty i bogata w konsekwencje :)

    ReplyDelete
  29. Tego to najbardziej nie lubię jak mnie się dentystka o coś pyta a ja tylko myeumlaskbue. Jak nie mogę nic powiedzieć to gorzej jak wojna, normalnie :) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  30. To Nivejka przylatuje na zakupy? No to ja zaraz dzwonię do ambasady po wisssseeeee.

    ReplyDelete
  31. ale mi się ta magnolia podoba!!!!!!!!!!!!!!! no cudo po prostu!!!!!!!!

    ReplyDelete
  32. Magenta--> No jakos tak mi sie zbiegla rzeczywistosc ze wspomnieniami:) A moze to mi sie tak miesza na starosc? Nie bede dociekac;))

    ReplyDelete
  33. Czarny Ptaku--> Niemoznosc mowienia jest tez dla mnie najwieksza kara. Kiedys mialam taka straszna angine, ze stracilam glos. To byly najciezsze 3 dni w moim zyciu!!! A akurat sie przeprowadzalismy, wiec wyobraz sobie ile ja sie kartek opisalam. Boze jaka bylam wkurwiona:)))

    ReplyDelete
  34. Bareya--> Kryste, jak Ty razem z Nivejka, to Nowy York za maly!!!!! Ale fajnie by bylo:))

    ReplyDelete
  35. Ida--> No taka na wszystkie okazje, z wyjatkiem kociolkowej :))

    ReplyDelete
  36. Zgago--> Nie wiem za bardzo co to discopolowa, ale ja zgodna jestem to sie zgadzam:))

    ReplyDelete
  37. Evek--> No ja sie tez nacieszyc nie moge tymi magnoliami, na szczescie jest ich duzo w okolicy, tyle ze to tydzien, dwa i po radosci:(

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...