Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, June 27, 2010

Gdzie jest... ?

W sobote obudzil mnie glos Wspanialego:
-- Gdzie jest to CD co pozyczylem od znachora?
-- No nie wiem, przeciez to Ty pozyczyles i Ty miales ogladac..
Rzucil krotkim "hm" w strone mojej osoby zwlekajacej sie z lozka i poszedl do mojego biura. Nie wiem po jaka cholere, bo tam raczej nie ma, ale sie nie wtracalam, bo i po co.
Pokwekal, postekal, pojeczal, posapal i po 20 minutach znalazl, oczywiscie w zupelnie nieoczekiwanym miejscu, czyli na polce z ksiazkami kucharskimi w kuchni.
Godzine pozniej Wspanialy chowal naczynia ze zmywarki.
-- Gdzie postawic te talerze?
-- W szafce, w kuchni kochanie.. najlepiej tam gdzie zawsze stoja.
Za chwile widze, ze probuje upchnac wirowke do salaty w szafce gdzie sa zupelnie inne gary.
-- Wirowka stoi zwykle w tej naroznej szafce - podpowiadam grzecznie.
-- Ale kiedys stala tu.
-- Kiedys stala, ale to bylo ponad rok temu, juz od dawna stoi w naroznej.
-- Ty mnie stresujesz tym przestawianiem..
-- Bo Ciebie tak latwo zestresowac.
Siedze przed kompem i staram sie nadrobic zaleglosci blogowe, nagle glos z kuchni:
-- A gdzie teraz sa scierki kuchenne?
-- Tam gdzie zawsze byly!
-- Nie ma. Wlasnie stoje przed ta szafka i nie ma.. pewnie znow cos przelozylas.
-- Kochanie sa dokladnie w tym samym miejscu gdzie byly, na dolnej polce!
-- No przeciez mowie, ze nie ma!
Wstalam i poszlam do kuchni. Faktycznie moje slubne szczescie stoi przed otwarta szafka i patrzy, ale nie widzi, wiec wskazalam palcem:
-- Kochanie, tutaj, dokladnie tu gdzie zawsze byly.
-- Ale.. to dlaczego ja ich nie widzialem?
-- Nie wiem, sa tylko troche inaczej zlozone, ale to w dalszym ciagu te same kuchenne scierki.
Pozniej bylo jeszcze pytanie "gdzie jest noz do chleba?", ktory znow jest tam gdzie zawsze. Zreszta w przypadku noza do chleba, to ja gdybym nie mogla znalezc, to juz dawno upitolilabym ten chleb jakimkolwiek nozem. Ja tak, ale nie moj maz.
Rece opadaja, a to jeszcze nie koniec dnia.
Wieczorem jak zwykle latem przygotowywalismy obiad na tarasie, ja zrobilam salate, Wspanialy grillowal piersi kurczaka i zachcialo nam sie margarity. Najpierw nie mogl znalezc mixu, ale tutaj akurat nie bylam zdziwiona, bo sa nowe meble wiec moze jeszcze nie miec rozeznania gdzie co jest, podalam mix.
Ale patrze a on chodzi, kreci sie w kolko, zaglada do roznych szafek i szafeczek, czegos mu wyraznie brakuje, tylko nie wiem czego, bo juz przygotowalam sol i bialko roztrzepalam do brzegow szklanek.
-- Czego tym razem szukasz?
-- Kieliszkow do margarity.
-- Ale my nigdy nie mielismy kieliszkow do margarity. Zawsze pijemy margarite w szklankach, lub tych beczulkowatych kieliszkach - wyjasnilam.
-- Niemozliwe!! TY - krolowa gadzetow nigdy nie mialas kieliszkow do margarity?!?!
-- No nie mialam i nie mam, ale moge zakupc - poddalam sie, chociaz w tym momencie obawialam sie, ze picie margarity przesunie mi sie w czasie na nastepny tydzien.
-- A te kieliszki co kupilas 2 lata temu, tak duzo?
-- Duzo? no szesnascie, ale one sa do szampana.
-- A na cholere nam tyle kieliszkow do szampana?
-- Ojej na cholere? tyle bylo w komplecie, a kupilam bo sa robione w Krosnie, w Polsce.
-- Aha - odpowiedzial jakby wiedzial o co chodzi.
Tym sposobem sobota uplynela nam na szukaniu gdzie co jest. I sie zastanawiam czy ja powinnam zrobic jakis alfabetyczny spis wszystkich rzeczy posiadanych z zaznaczeniem miejsca gdzie sa schowane, czy moze latwiej bedzie zdjac drzwi z szafek kuchennych?
Jak to dobrze, ze on mnie nie pyta gdzie sa jego osobiste rzeczy, osobne szafy to jednak super wynalazek dla takich zon jak ja;)
Swoja droga juz sie nie moge doczekac emerytury;/

38 comments:

  1. kochana, mój Grubel WSZYSTKIEGO szuka! nawet kabanosa(kabanosy, zółty ser w kawałku nie w plastrach oraz jogurt natuaralny i cola muszą byc w lodówce ZAWSZE) w lodówce, chociaż leży dokładnie przed jego nosem, na tej samej półce co zwykle!
    Dziś szukał pomidorów, też w lodówce, chociaż nigdy ich tam nie trzymamy, leżą w koszyczku koło chlebaka, ale on z uporem maniaka szuka w lodówce.
    Lodówka to ulubione miejsce mojego męża do szukania czegokolwiek!
    Zresztą to chyba jego ulubione zajęcie wołanie: dzióbek, a gdzie to jest?! Oraz powtarzanie po kilka razy do znudzenia: no ale nie ma!
    Zgroza panie! zgroza!
    ;)

    ReplyDelete
  2. Stardust, to przeciez standard. To wszystko, co lezy powyzej lub ponizej poziomu wzroku jest niewidoczne, a moj slubny nie jest krotkowzroczny.
    Zawartosc szafek kuchennych to istna tajemnica, za kazdym razem odkrycie- nigdy nie wie co gdzie jest ani co gdzie schowac. I dlatego czesto-gesto robie wszystko sama, zeby sie nie wsciekac. To pewnie takim meski sposob na zycie.

    ReplyDelete
  3. Ade--> U mnie lodowka jest w ogole jakas czarodziejska skrzynka dla Wspanialego. On widzi tylko to co stoi z brzegu, lub na drzwiach. Wedliny i sery sa z reguly w gornej szufladzie lodowki, ale moj maz nie pamieta, ze lodowka MA szuflade. Kiedys dodalam do greckiej salatki papryczki peperoncini, wpadl w dziki zachwyt "kupilas!!!" i byl zdziwiony jak odpowiedzialam "nie, staly od 2 miesiecy na polce w lodowce". No bo jak to? staly i nie wolaly? To samo jest z oliwkami, ktore on uwielbia, ale je tylko w dniu zakupu, bo nastepnego dnia juz ich nie widzi. Wiec tak jak Grubel lubi szperac po lodowce, tak moj szuka wszedzie tylko nie w lodowce:))) A w ogole to szukanie polega na otworzeniu drzwiczek szafki i wolaniu "ale gdzie to jest?"

    ReplyDelete
  4. Anabell--> Ja wlasnie wychodze z zalozenia, ze to jest sposob na zycie, a dokladniej sposob na "bycie obsluzonym" wiec ze stoickim spokojem naprowadzam i sie nie poddaje:)))

    ReplyDelete
  5. Ojej, prawdziwy mężczyzna.
    I ciągle jeszcze rżnie głupa, sądząc, że może jak się sto razy zapyta o to samo, to za sto pierwszym pójdziesz i przyniesiesz wszystko sama :)) Ale nie daj się prowokować!
    Niech szuka, niech pyta (chociaż wiem, że w takich chwilach człowiek ma ochotę iść się upić i to byle czym, niekoniecznie margaritą :))
    Ale wiesz, dzięki tym dialogom przynajmniej parę z nas uwierzyło, że Wspaniały to normalny facet, a nie jakiś anioł :)
    Jest w porzo, a że ma typowo faceckie zagrywki - na szczęście możesz się z tego z nami pośmiać.
    Ja też czasem mam ochotę napisać instrukcję obsługi wszystkiego, co mam w domu.
    I gdzie to należy odłożyć na miejsce, bo to drugi problem. Jak się odstawi nie tak, jak zwykle, to brakuje miejsca.
    Pozdrowienia serdeczne!

    ReplyDelete
  6. p.s. a tak nawiasem mówiąc, ja też wprowadziłam oddzielne szafy, dzięki czemu nie wkurzam się już, jak Mój mi wszystko w mojej poprzekłada :))

    ReplyDelete
  7. Iw--> Jaki tam aniol?? On jest tylko niesamowicie spokojny z natury, ale swoje fochy posiada;) Ma za to zapowiedziane, ze ja nie toleruje krzyku i podnoszenia glosu, takiego z nerwow, bo z radosci to mozna sobie krzyczec do woli:))

    ReplyDelete
  8. Iw--> Zapomnialo mi sie, osobne szafy to polowa sukcesu malzenskiego w moim mniemaniu. Dorobilam sie osobnych szaf jeszcze w poprzednim malzenstwie, ale chyba troche za pozno;)

    ReplyDelete
  9. Star, tak! tak! Otwarcie lodówki i : no gdzie TO jest?!
    Zresztą do tej pory nie wiem czy Grubel wie w której szufladzie komody ma majtki a w której koszulki, a co dopiero KUCHNIA!
    Nic nowego jak sądzę po Reszcie Pań komentujących;)

    ReplyDelete
  10. Mhm...norma. Ja ostatnio odpowiadam jak pewna mama z reklamy " ZA SA-ŁA-TĄ"

    ReplyDelete
  11. a no pewnie , my to zawsze szukamy i pytamy ...:-/
    a gdy cos czegos sie szuka i sie szuka bez konversacji, tz. po cichemu se pod nosem tylko mruczac, to zaraz pada pytanie " powiesz ty mi czego szukasz???""co tam grzebiesz?" ;))))
    Boshe brakowalo by czegos :D:D

    ReplyDelete
  12. Ade--> Z ubraniami Wspanialego mam spokoj, takoze z osobista garderoba;) Po prostu nie wiem nawet co moj maz posiada, a czego nie, to on sam musi o to dbac, szafa i komody sa osobne. Ja nie mam pojecia co jest w jego, moze tam nawet trzymac zwloki kochanki i tez nie zajrze, jak zacznie smierdziec, to poprosze zeby cos z tym zrobil:)))) Kiedys wyrzucilam jego gacie do smieci, bo jak sortowal pranie z pralni to przez pomylke polozyl na mojej kupce i myslalam, ze to pralnia niechcacy nam podrzucila jakies galoty. Wypierniczylam intruza do smieci a po chwili Wspanialy z pretensjami czemu wyrzucilam jego gacie? Najbardziej byl zdziwiony, ze ja nawet nie wiem jakie on galoty posiada, ale skad to zdziwienie? ja go albo widze w portkach, albo juz bez galotow:)))) Skarpet tez nie znam.

    ReplyDelete
  13. Pieprzniczko--> Czyli mamy podobne metody, jak tez naprowadzam, ale nie wyreczam;)

    ReplyDelete
  14. Diesel--> Aaaa bo takie grzebanie w szafach, szafkach i szufladach bez kontroli konczy sie zwykle genralnym rozgardiaszem:))) Wiec my tylko tak w obronie porzadku;)

    ReplyDelete
  15. Star mój mąż ostatnio się zdziwił, że posiada swoją szafę.. :) a zawartość szafy też go zaskoczyła:)
    Krosno....hm...to było kiedyś moje Krosno, moje okolice....zresztą będę miała tam operację.
    A szkło z Krosna zawsze będzie miało swój specyficzny urok:)

    ReplyDelete
  16. Kas--> No oni tak lubia byc zdziwieni:) i wiecznie ich cos zaskakuje:)))) A kieliszki naprawde fajne, fakt, ze kupilam glownie przez sentyment, ale oj co tam:)))

    ReplyDelete
  17. raz, RAZ pojechałam za granicę, do Wiednia i miałam sto tysiecy smsów typu, gdzie sa te skarpetki...lekarstwa (apteczke mamy) itp...wyłaczyłam telefon a emerytury sie boję, wyprowadze sie wtedy!

    ReplyDelete
  18. Beata--> Przyjedz do mnie i spedzimy emeryture razem, a ja Wspanialego wysle do Polski, tam przynajmniej nie bedzie umial o nic pytac:))

    ReplyDelete
  19. :) My też doceniamy osobne przestrzenie osobiste, którymi są nasze szafy.
    A próby demonstracyjnego zabłądzenia we własnej kuchni też zdusiłam w zarodku.;) Za leniwa jestem i "nie ze mną te numery, Brunner"...
    :)))
    Pamiętam, jak przeprowadziliśmy się do własnego lokum, na przednówku namiętnie kupowałam po kilka pęczków rzodkiewek dziennie. Pracowicie obrywałam im zielsko, myłam i gotowe do wtrajania kładłam w miseczce na stole. Gdybym tego nie zrobiła, zwiędłyby na amen, nie ruszone. Któregoś dnia, z czystej przekory, przestałam to robić. Zjadałam je sama (no, kroiłam też trochę mojemu dwuletniemu wtedy synowi), obrywając i myjąc po kilka. Po kilku dniach na pytanie "To nie kupujesz już rzodkiewek?", ostentacyjnie otworzyłam lodówkę, pokazałam zawartość i opowiedziałam historyjkę o Aborygenach nie mogących nadziwić się białym ludziom, którzy w Outbacku są gotowi zginąć z głodu pośród jedzenia. Podziałało. :)
    Pozdrawiam :)))

    ReplyDelete
  20. Akwarelio--> To tak dokladnie dziala "potrzeba jest matka wynalazku" tylko my najczesciej wyskakujemy przed potrzebe:))) a potem sie dziwimy, ze musimy wszystko robic same.

    ReplyDelete
  21. Oj! a ja myslalam, ze moj maz jest taki jedyny, taki unikalny - a tu gawno!!! poprostu standard.
    Pozdrowionka

    ReplyDelete
  22. - Zrobię śniadanie, ty leż - oznajmił Małż raz, przed wiekami. I się zaczęło. - Kotku, gdzie jest chleb?
    To było pierwsze pytanie z serii. Potem pytał o jajka, patelnię, masło, herbatę itp. Przy siódmym lub ósmym pytaniu zwlokłam zwłoki z wyrka...

    ReplyDelete
  23. Ina--> Na pewno jest jedyny i unikalny, bo TWOJ a poza tym, to wiesz oni zawsze maja cos wspolnego;) Zreszta my tez;))))

    ReplyDelete
  24. Zgago--> Ja bym czekala, chocby to sniadanie mialo byc na obiad. Nauczylam sie tego, duzo ta nauka kosztowala, bo dwa nieudane malzenstwa, ale teraz zbieram owoce;)))
    Sa tez takie sytuacje, ze jestesmy na zakupach i ja przed wejsciem do produktow sprzatajacych pytam "czy tu cos potrzebujemy?"

    ReplyDelete
  25. Z reguły im bardziej na widoku tym bardziej "ukryte";)

    ReplyDelete
  26. Jestem za zdjęciem drzwi z szafek :-) Co do reszty się nie wypowiadam, bo w moim domu to ja łażę za mężem i ciągle się pytam, gdzie co jest... I jeszcze mam focha, ze mi posprzątał i nie mogę znaleźć :-)

    ReplyDelete
  27. Podziwiam Twoją cierpliwość :) wspaniała!

    ReplyDelete
  28. Nivejko--> Taaaak i zdecydowanie najciemniej jest pod latarnia:)))

    ReplyDelete
  29. Eumenido--> Ja to mam taka umowe ze Wspanialym, ze jak on sprzata, bo wiadomo, ze nie ja, to nigdy nie chowa moich rzeczy. Ja musze to zrobic sama, bo gdyby on schowal, to tez nigdy bym nie znalazla;)

    ReplyDelete
  30. MalaMi--> Cierpliwosc nie wymaga az tyle roboty co obslugiwanie osobnika, ktory nie moze znalezc noza do chleba:)) No to niech nie je! Z glodu sie jeszcze nikt nie zesral:)))

    ReplyDelete
  31. "gdzie jest..." albo "czy widziałaś...." to chyba najczęstsze pytania padające pod moim adresem...Ostatnio wzięłam się, maleńkimi kroczkami, za zmianę traktowania żony i matki i efekt pierwszy jest: mąż obraził się, że nie wypełniłam na czas JEGO formularza na zmianę JEGO karty bankomatowej, ale ograniczyłam się do przypominania. Teraz ta wymiana kosztuje już 30 zł, bo przez 2 miesiące, gdy można to było zrobić za darmo, tylko gadałam.

    ReplyDelete
  32. no masz..Mój Maużonek zawsze szuka piżamki,nie wiem po co, ale szuka.

    i notorycznie pyta o czysty ręcznik-jakbym miała z pińc szaf na ręczniki, a nie tylko jedną, o ciuchy generalnie też pyta,jakbym miała co najmniej pińć garderób.
    uh.

    no i zawsze szuka swoich papierów,no zawsze,to już standard.
    znam tylko jednego faceta, który ma wszystko świetnie poukładane w segregatory i życie pokazało,że warto mieć tam porządek:)

    no i dobrze,że Maużonek w kuchni się świetnie orientuje,bo gotuje:)

    ReplyDelete
  33. Zante--> Moj to najczesciej siedzi przed kompem i wtedy wola "czy widzialas?" na co ja odpowiadam "juz wiele razy i nie jestem zainteresowana, nie w tej chwili" :)))))
    A rachunkow i wszelakich terminow to on pilnuje, w tym jest niezawodny. Jak ja placilam rachunki to czasem sie zdarzalo, ze odcieli np. telefon bo zapomnialam wyslac czek, ale wypisalam;))

    ReplyDelete
  34. Mijka--> Moj nie szuka pizamki, bo nie posiada:))) moze to dobry sposob;P A w papierach to raczej on ma lepszy porzadek niz ja, chociaz do segregatorow to mu daleko.

    ReplyDelete
  35. O tak! Zrób alfabetyczną listę lokalizacji przedmiotów, a nagle w miejsce sakramentalnego: "a gdzie jest...?" wskoczy "a pod jaką nazwą to było na tej liście?" - a wówczas obawiam się, nawet taką kobietę Zen jak Ty szlag najjaśniejszy z jasnych trafi :D

    ReplyDelete
  36. Wiesz co czepiasz się, ciekawe co on robi czego Ty nie rozumiesz i się go pytasz, ostatnio z tego co pamiętam był problem z pendrivem a przecież to takie banalne jest :))) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  37. Antares--> To prawda, chyba jednak lepszym rozwiazaniem jest zdjecie drzwi z szafek:)) Tylko znow kto bedzie myl te wszystkie gary na okraglo, bez drzwi to sie kurzy i brudzi szybciej... no tak zle i tak niedobrze:)))

    ReplyDelete
  38. Czarny Ptaku--> Wyluzuj, pewnie, ze sie czepiam:) Jakbym sie nie czepiala to nie byloby o czym pisac:))) A skoro pamietasz pendrive to znaczy, ze czepiam sie rowniez sama siebie, czyli jest balans:)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...