Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, June 4, 2010

Pensjonarka

No i nadszedl dzien wyjazdu. Z samego sranca Spt zaczela sie pakowac. Ja sie tam nie znam, bo nawet nie mialam okazji widziec z jakim czemodanem przyjechala, wiec sie nie wtracalam i zajelam sie podlewaniem oranzerii. W miedzyczasie Spt wpadala tylko w nowych kreacjach i robila piruety, obroty, ruchy zmyslowego czolgania... no wiecie, nauka na rurze nie poszla na darmo;)
Po kilku takich wystepach stwierdzila:
-- Wiesz Star, jak ja tak bede kazde swiezo zakupione gowno przymierzac, to ja sie przez tydzien nie spakuje.
-- To chooj nie pakuj sie, mozesz tutaj siedziec - odpowiedzialam, bo szlag mnie trafial na to pakowanie, ja strasznie nie lubie wszelkich rozstan z ludzimi, a juz szczegolnie z ludzmi, ktorych lubie.
Omijalam ten pokoj goscinny, zeby nawet na to nie patrzec, tak na zasadzie "czego oczy nie widza tego sercu nie zal".
Czemodan po spakowaniu okazal sie walizkiem nie tylko monstrualnych rozmiarow, ale rowniez slusznego ciezaru. Bosze zerknelam na to i opadlam z sil duchowych, bo przed nami droga uslana schodami w gore, w dol, znow w gore apiac w dol... a Wspanialy w pracy. Oprocz walizka oczywiscie byl jeszcze bagaz podreczny w postaci glinianego gorcka zwanego roboczo dynia, ktoren to gorcek Spt zakupila w sklepie z recznymi wyrobami z gliny. Do sklepu trafilysmy przez przypadek w drodze do etiopskiej knajpy, bo mi sie ulice pomerdaly, ale jak juz wpadlysmy, to oczywiscie nie mozna bylo wyjsc z pustymi rekami.
W zwiazku z czym ja zanabylam miske, ktora szczerze mowiac nie wiem za co bedzie robic, ale jakies zajecie jej znajde, a Spt upatrzyla sobie gorcek, czyli gliniana kule pomalowana w rozne pastelowe kolory.
Postawiona na dnie kula wyglada jak ogromny wazon, ale nie mozna tam pizgnac cwietow, bo kula jest cala podziurkowana, czyli woda odpada, no mozna ewentualnie pizgnac suszone cwiety.
Albo mozna nakryc kula swieczke i ten pomysl nam sie bardzo spodobal, bo dziury w kuli sa roznych dziwnych ksztaltow wiec swiatlo bedzie tworzyc ladne cienie.
Nic to, wiec byla jeszcze torba z kula zawinieta w sweter i do tego wiadomo torba taka normalna, a Spt ciagle ma tylko dwie rece.
Patrzylam na to wszystko i zaczelam biadolic, na co Spt slusznie zapodala mi zjebke:
-- Star, nie pierdol, bo jakbym mieszkala w hotelu, to tez musialabym sobie poradzic.
Niby racja, tyle tylko, ze jakby mieszkala w hotelu, to moze nie trafilaby na dynie, ale juz przemilczalam ten fakt i skupilam sie na wyjsciu z domu, czyli zlapalam za torbiszcze z dynia, jej pozostawiajac czemodan, ktory wypchany do granic mozliwosci rowniez przypominal ksztaltem dynie, jeno duzo wieksza.
Wytaszczylysmy sie z chalupy, jakos udalo nam sie zapakowac do autobusu, w ktorym jak na zlosc byl dziwny tlok, co sie o tej porze nie zdarza. Ale chooj, biednemu zawsze wiatr w oczy i broda rosnie.
Przy wysiadaniu z autobusu Spt miala szczera ochote podniesc walizek i zapierdolic jego ciezarem na smierc upiedliwa babcie, ktora wlasnie postanowila wysiasc tuz przed Spt.
A babcia byla z tych 80-letnich nastolatek, co to juz nie chodza, tylko posuwaja sie ruchem czolgajacym z predkoscia 3 milimetry na minute.
Zycie babci zostalo co prawda oszczedzone, ale za to Spt dala upust wlasnych pogladow rzucajac niecenzuralnymi w lewo i prawo. Wcale jej sie nie dziwilam, tylko po ciuchutku zrobilam notke mentalna, ze jak juz dojde do posuwistego etapu zycia, to bede przepuszczac tych co sie jeszcze normalnie poruszaja.
Nastepnie pokonalysmy lancuszek schodow, przy czym zauwazylam, ze ciezar czemodana zarzuca Spt na boki i doszlam do wniosku, ze nie ma chooja we wsi i bez wzgledu na jej protesty musze zorganizowac pomoc. Owszem moglam pojechac z nia na stacje pociagow do NJ, ale moja pomoc niewiele znaczy, bo w sumie ogranicza sie do niesienia dyni, a jednak ona musi walczyc z tym walizkiem.
Wiem, ze tam potrafi byc tlok i juz oczami wyobrazni widzialam jak dochodzi do tragedii.. a do tego nie moglam dopuscic.
Jak tylko przyszlysmy do mnie do pracy to zostawilam ja na boku w holu budynku i podeszlam do superintendenta.
-- Uri, Ty wiesz, ze ja jestem trzasnieta.. - zaczelam zagajac.
-- Ba! To bylo wiadomo, zanim sie wprowadzilas - zasmial sie Uri - o co chodzi?
-- Ja wiem, ze Wy pracujecie, ale potrzebuje meskiej pomocy w dostarczeniu mojej kolezanki do Penn Station.
-- Hmmm, no wiesz latwo nie bedzie, bo mamy remonty na 3 pietrach, ale o ktorej ona musi wyjechac?
-- Tak ok. 14:30 i ja place za taksowke, ale chce zeby ktos jej pomogl dostac sie do pociagu z calym tym majdanem - zrobilam przy tym mine pensjonarki, z nadzieja, ze zadziala.
Z doswiadczenia wiem, ze nikt nie chce pomagac tym z minami zolnierzy wermachtu..
-- Daj mi pomyslec i dam Ci znac..
Pol godziny pozniej w drodze do sikalni namierzylam doormena i tez mu powiedzialam o co chodzi, chociaz wiem, ze on sam nic nie moze bez zgody Uri'ego. Ale Nail popatrzyl na mnie i zapytal:
-- A mowilas o tym Uri'emu?
-- Mowilam, powiedzial, ze sie zastanowi..
-- A czy on widzial jaka piekna kobieta ta Twoja kolezanka?
-- Noooo widzial...
-- Kurwa, to nad czym on sie zastanawia?
-- Nie martw sie - dodal poklepujac mnie po ramieniu.
O 14:20 kiedy moja klientka sie wlasnie zbierala do wyjscia, Nail zapukal do drzwi:
-- Musze ja zabrac teraz, bo pozniej przyjezdza ktos z zarzadu.
Super, ucieszylam sie i szybko zaczelam wydawac komendy:
-- Spt, zbieraj sie szybko, bo jedziesz z nim na dworzec!
-- Christine, ja przepraszam, ze Cie wypycham, ale musze Cie wypchnac! - to do klientki.
Christine poleciala i jeszcze nawet poczekala na nas z winda, Spt zlapala czemodan, ja dynie i polecialysmy na dol. Lapanie taksowki w NYC jest nielada wyczynem, wiec musielismy przejsc do 5tej Alei, ale jakos sie udalo, cmoknelam Spt doslownie w biegu i zapakowalam ich do taksowki.
I moze dobrze, ze to wszystko odbylo sie tak w biegu, ze nie bylo czasu na usciski i gledzenia, bo i tak czulam sie jak kiedys na koniec turnusu kolonijnego, kiedy przyszlo sie rozstawac z nowo nawiazanymi przyjazniami... A tak to bylo szast prast i po zawodach.
Nail po powrocie zameldowal, ze wsadzil Spt do pociagu, oddal pod opieke konduktorowi z prosba o wysadznie jej na odpowiedniej stacji, chociaz to wszystko miala juz opracowane.
No wywiazal sie chlopak z zadania w 100%.
Chcialam mu dac dwie dychy, ot tak za przysluge, ale absolutnie odmowil, wiec dzis dostanie butelke "mamrotki" (nalewka mojej roboty).
I jak mi ktos powie, ze mieszkancy Nowego Yorku sa niezyczliwi to osobiscie wlasnymi rekami urwe leb i nasram do kadluba.

PeeS A w ogole to mam takie zaleglosci blogowe, w czytaniu, komentowaniu i ogolnie, ze zywcem nie wiem od czego zaczac.. Rynce opadajom;/

20 comments:

  1. W weekendowym natłoku spraw niezałatwionych ledwie zdążyłam się zabrać do poprzedniej notki a tu już następna!
    Masz babo pisane, oj masz!
    A ludzie wszędzie tacy sami Od Nowego Yorku po Suwałki. Życzliwość jest w genach a nie w geografii;)

    ReplyDelete
  2. Nivejko--> Ja mam pisane?!?! :)))) Toz mnie tydzien zejdzie, zeby nadrobic zaleglosci na Twoim blogu:))
    A ja wiem, ze zyczliwosc jest w gienach;) tylko mnie szlag trafia jak slucham opinii na temat Ameryki, Amerykanow i Nowojorczykow glownie od tych co tutaj nigdy nie byli.
    No to se ulzylam, a co? :))))

    ReplyDelete
  3. Star, jak Ty mi zaraz fotek nie wstawisz, to pojade osobiscie do NY i popelnie zbrodnie :)

    ReplyDelete
  4. Ivonek--> Dzizas, ale jak ja mam wstawic blisko 1000 fotek? ;/ No postaram sie, chociaz kilka, ale daj odetchnac;)))

    ReplyDelete
  5. Ja nigdy opinie nie rozpowszechnialam ;) Gdzie nie pojechalam, czy to Anglia, Irlandia czy Czechy to sie spotykało samych pomocnych i sympatycznych ludzi. Moja p mgr z uczelni, kiedys pojechala samopas do Hiszpanii, a tam bylo jakies miejscowe swieto i hotele i hostele zabukowane po kokarde. jako ze to kobieta otwarta i out-going to zaczepila juz pod wieczor jakiegos faceta, bedac w wielkiej desperacji i zaczela blagac i rposic by jej pomogl. I facet sie zgodzil, pochodzili, polazili, znalezli jakis pokoik goscinny. Bo to jak Nivejka mowi - nie od kraju a od czlowieka ;)
    bardzo dobrze z tym szybkim pozegnaniem - tak najzdrowiej dla obu stron ;) I tez czekam na zdjecia! :)))

    ReplyDelete
  6. Lo matkuboskuzjakiegobadzkosciola!! Kobitki, nie bojta sie tak tego urywania glowy, ja na to za leniwa :)))

    ReplyDelete
  7. I na zdrowie, kij tam z zaległościami :-)
    Ludzie wszędzie są fajni, tylko trzeba umieć się z nimi obchodzić :-)

    ReplyDelete
  8. Ludzie wszędzie są fajni, tylko trzeba umieć się z nimi obchodzić :-) - święte słowa Szeh:)

    ReplyDelete
  9. Bo jak ktoś chce to potrafi i dobrych ludzi zawsze znajdzie.
    Pozdrawiam cieplutko

    ReplyDelete
  10. Chyba se instrukcje obslugi wydrukuje i przyczepie na plecach:))) A co? tez bede fajna:))))))))))

    ReplyDelete
  11. Gwiazdko! Toż Ty właśnie jesteś fajna i instrukcja obsługi w Twoim przypadku zupełnie zbędna jest. Posyłam buziolki.:))) Lea

    ReplyDelete
  12. MOja córcia z zięciuniem się wybierają do NY! Chcesz nowych gości?!

    ReplyDelete
  13. A nam podczas pierwszego, strasznie ulewnego dnia w N.Y, pewna pani podarowala na pasach,
    ogromny parasol. Zanim go rozpielismy, bo tak byl wypasiony w rozne przyciski ,ze juz nawet nie byo komu podziekowac. Pani rozmyla sie z deszczem.
    Parasol byl od Hermesa, mam go do dzisiaj "na pamieci kupe".
    Ani w Warszawie, ani w Paryzu, ani w Suwalkach
    nie przyszloby mi do glowy, ze mozna zmoklym studenciakom wreczyc parasol od Hermesa (jakikolwiek parasol) i zmyc sie z deszczem bez oczekiwan na podziekowania.

    ReplyDelete
  14. Lea--> Ja Ci bardzo dziekowac;) ale wiesz, ja potrafie byc zolza i to pierwszej wody;))))
    Wiec chyba jedank Szeherezada ma racje.

    ReplyDelete
  15. Zgago--> Gosci to moze niekoniecznie mi sie chce;) ale gdyby mieli zyczenie sie spotkac na kawe tudziez lampke czegokolwiek to i owszem:)

    ReplyDelete
  16. Kokliko--> Ja pierdykam, parasol od Hermesa, to tez bym se zostawila na wieczna pamieci kupe i strzegla jak oka w oczodole.
    Wszak Hermes to jednak Hermes, nie da sie ukryc. Dostalam kiedys jakas chustke, taka typu "apaszka" od klientki i wlasnie chustka jest z Hermesa. A ze ja takowych ustrojstw nie nosze to podarowalam E. przy jakiejs okazji. No a E. kobieta znajaca sie na rzeczy trzykrotnie mnie przepytywala czy na pewno chce jej ten prezent podarowac, bo to jednak Hermes:)))

    ReplyDelete
  17. No witaj Stardust. Nam też Cię nie lada brakowało!!!
    W międzyczasie zaliczyłam przeprowadzkę z Onetu już całkowicie na Bloggera, pozostawiając na starych śmieciach jeszcze moje teksty, ale zabierając komentarze i moich czytelników ze sobą tu, bo mi tu lepiej :)
    Pożegnania są strasznie smutne, dobrze, że zrobiłaś to w takim tempie, a poza tym świetnie zaopiekowałaś się Spt.
    Ten weekend poświęcam na luzik, spacerki, spotkania ze znajomymi i wymyślanie sobie urlopu :) I dobrze mi z tym!
    Uściski!
    p.s. na ten taniec na rurze też bym z Wami pochodziła!

    ReplyDelete
  18. Grunt to dobra organizacja:)
    A zaległościami sie nie przejmuj:) Zostaw na długie zimowe wieczory:)

    Pozdrowionka:)

    ReplyDelete
  19. Brakowało Cię ;). Choć i tak się dziwię, że w ogóle tu zaglądałaś. A co do nabytej miski - to teraz wiesz po co tyle czasu wywalałaś niepotrzebne, stare graty - ano po to, żeby zrobić miejsce na nowe :) jak ta miska na ten przykład. Nowe kolekcjonowanie czas zacząć ;)

    ReplyDelete
  20. Wiesz Star, że ludzie dzielą się na ludzi i taborety i nie ma żadnej reguły gdzie spotkasz taboret a gdzie ludzia. Tak więc uogólnianie, że tam są tacy a tu tacy nie ma sensu. Po prostu jak się jest życzliwym i dobrym człowiekiem to się tez takich spotyka bo w końcu swój do swego ciągnie, nie? W końcu co ja tu robię, no powiedz? :))) Pozdrawiam

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...