Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, July 17, 2010

W zwolnionym tempie

Musialam wyjatkowo w sobote pojechac do pracy, tak tylko w sumie na poltorej godziny, ale zajelo mi to pol dnia. Mam klientke, ktora pracuje i mieszka w Washington, a rodzine ma w Bostonie, wiec jak jedzie odwiedzic rodzine, to wpada do NY zeby zrobic kilka zabiegow u mnie. Trudno w takiej sytuacji odwmowic, szczegolnie, ze Andrea to jedno z "moich" ukochanych dzieci.
Za nic na swiecie nie chcialo mi sie wstac rano, zupelnie nie mam pojecia czemu, bo normalnie wstaje o 6-6:30 a tym razem ledwie mnie Wspanialy wyciagnal z lozka o 7:30 i to po wielkim marudzeniu:)
Pojechalam na 11ta, po drodze weszlam do banku zaplacic karty kredytowe, panienka po drugiej stronie okienka tez nie wygladala na szczesliwa, ze musi pracowac w sobote.
Ale co tam, takie zycie..
Poszlam do pociagu, powoli noga za noga i odruchowo zaczelam obserwowac ludzi.
Te letnie upaly maja to do siebie, ze nikt sie nie spieszy, nie biegnie, nie probuje przeskoczyc po dwa stopnie schodow w gore. A juz szczegolnie w weekend, cale miasto porusza sie w zwolnionym tempie..
Jak pisze "cale miasto" to oczywicie mam na mysli tych co nie wyjechali na plaze i tych co koniecznie musza wyjsc z domowych pieleszy.. bo ja tez gdybym nie musiala to nikt nie wyrwalby mnie z klimatyzowanego mieszkania.
Na szczescie udalo mi sie wrocic tuz przed 14ta wiec jeszcze nie bylo tak zle, o ile temperatura pomiedzy 36C a 38C robi komus jakas znaczna roznice;)
Wspanialy stwierdzil, ze w zasadzie wyszystko powyzej 35C to juz nie ma dla niego znaczenia, w nocy zwykle spada do ok. 27C a jak juz spadnie do 25C to ludzie nawet wylegaja posiedziec na tarasach i balkonach. Jedynie dzieci wykazuja jeszcze jakas zywotnosc, ale tez tylko pod strumieniami zimnej wody z otwartych hydrantow, bo w takie dni miasto wydaje zezwolenie na otwieranie hydrantow miejskich w parkach, skwerach, placach zabaw i placach szkolnych.
Przechodzilam wlasnie obok takiego placu, dzieci rozradowane, chlapiace sie w wodzie i rodzice smetnie zwisajacy z lawek, chowajacy sie w cieniu drzew. I to wszystko o 10tej, jak wracalam przed 14ta plac byl prawie pusty z wyjatkiem kilku starszych dzieciakow, ktore moga sie juz bawic bez opieki doroslych.
Przy takiej pogodzie male dzieci i starsi pokazuja sie na zewnatrz tylko rano i poznym wieczorem, w dzien kazdy siedzi w domu i przeczekuje.
Andrea tez przyszla z wywalonym jezykiem, stanela przed klimatyzatorem z podniesiona bluzka, zeby sie ochlodzic zanim zaczniemy.
-- Wiesz, zupelnie zapomnialam jak goraco jest w tunelach subwaya - wysapala pomiedzy lapczywymi lykami zimnej wody.
-- To prawda, bycie pod ziemia jest 10 razy gorsze od tego co sie dzieje na powierzchni, ale ja chyba juz odporna jestem, bo sie nawet nie poce - przytaknelam.
Faktycznie po tylu latach organizm sie przyzwyczaja, pamietam jak na poczatku zalewalam sie potem przy kazdym wyjsciu z domu. Teraz tylko takie temperatury mnie spowalniaja. I wcale nie mam tu na mysli chodzenia, bo ja nigdy nigdzie nie biegne, ale ogolnie jestem taka opozniona, mam opoznione reakcje.
I tak wczoraj wracajac z pracy razem ze Wspanialym wsiedlismy do zlego pociagu. On oczywiscie nie zwraca uwagi, bo jak jest ze mna, to wie, ze ja pilnuje, a ja z kolei weszlam automatycznie do pierwszego, ktory podjechal, zeby tylko nie stac w tunelu gdzie temp. jest pewnie ok. 50C.
Podjechal pociag, otworzyly sie drzwi to wlazlam bezmyslnie w schlodzony wagon, dopiero po przejechaniu kilku stacji jak Wspanialy powiedzial:
-- Te stare wagony wcale nie sa az tak stare, a jaka roznica w halasie.
Wyrwal mnie z letargu, rozejrzalam sie dookola i pytam:
-- A w ogole to JAKIM pociagiem my jedziemy?
-- Nooo... nnnie wiem... - odpowiedzial niepewnie rozgladajac sie po wagonie za jakas informacja - Jak Ty wsiadlas, to ja za Toba.
W tym momencie blysnela mi w oknie litera R.
-- Wysiadamy!!
Dobrze, ze nie ocknelam sie na koncowej stacji. Takie mam wlasnie zwolnione reakcje i zmysl obserwacji, a dodatkowo myle godziny i dni tygodnia. Ot tak zeby bylo latwiej:)
I najgorsze, ze zdarza mi sie to jak umawiam wizyte z klientka.
Klientka mowi "wtorek o 15tej", ja potwierdzam, ale zapisuje "sroda o 16tej" i potem sie dziwie, jak to sie dzieje ze dziewczyna umowiona na jutro przychodzi dzisiaj. Na szczescie przytrafilo mi sie to tylko z krotkimi 15 minutowymi zabiegami, wiec nie bylo problemu.
A moze mi sie ostatnie szare komorki zagotowaly, albo zapiekly?

22 comments:

  1. Z tym przyzwyczajeniem to masz rację- ja po samym przyjeździe oblewałam się siódmymi potami, a w tunelu to jak nie przycupnęłam to mi słabo było. Teraz też gorąco, ale lepiej znoszę tę zupę zamiast powietrza.

    ReplyDelete
  2. Dzieki Wam juz wiem, jesli NYC to na pewno nie latem. Umarlabym z samej tempertury, jak nic.
    Marzy mi sie Manhattan zlota jesienia. Albo w okresie swiateczno-noworocznym.

    ReplyDelete
  3. Jak dobrze, ze mamy "pogode"!!! - bo mamy o czym pisac i na co narzekac. Zawsze jest "ZA" .... za zimno, za goraco, za mokro, za sucho,za wietrzyscie...... itd, itd. Rozladowujemy chyba w ten sposob nasze frustracje????
    Moj "termostat biologiczny" tez sie jakos dziwnie "zresetowal"
    Milej niedzieli.....

    ReplyDelete
  4. A u mnie o 8 rano było na słońcu 45 st. Więc na dziś prorokuje koło 35 w dzień. Na szczęście dało się zrobić lekki przeciąg ale i tak jest tragicznie. No ale w nocy miałam 20 więc było prawie chłodno ;)
    Najgorzej ma moja 2 latka bo jakoś nie mam pomysłów na zabawę a i wyjście nie wchodzi w rachubę.

    ReplyDelete
  5. A ja melduję, że po wczorajszym sakramencko pieruńsko piekielnie upalnym dniu w okolicy 18 przeszła burza, całą noc padało a na chwilę obecną mam słońce za chmurami i 21 stopni.... Co za ulga, chociaż na chwilkę. A ja z tych gorącolubnych :)

    ReplyDelete
  6. Lubie jak lato jest latem. Jak jest upalnie też lubię. wczorajsza burza przyniosła orzeźwienie... I znowu zaczęłam myśleć :)

    ReplyDelete
  7. U nas przedstawienie zaczęło się o północy - ożywczy wiatr, chłodny deszcz, pioruny! - spektakl trwał 3 godziny z przerwami. Dziś jest lepiej ale nie NAJLEPIEJ. Nivejka może być zadowolona bo ma wiatr. Kochana zapraszamy tutaj - południe czeka, do wielkiej wody daleko i 1642 pocące się osoby na km2. To się wyżaliłam. Uffff

    ReplyDelete
  8. Od tej skwarnej pogody, to kołowacizny można dostać. Wczoraj pogoda trochę przystopowała i przeszła lekka burza z niewielkimi opadami. Jakaż to ulga! Powiało z lekka rześkim powietrzem, ale w pomieszczeniach nadal utrzymuje się ciepłota. Przynajmniej na chwilę zapanował wyczekiwany chłodek. Aż chce się zanucić:"ach jak przyjemnie kołysać się wśród fal, gdy szumi, szumi woda ...," itd.:))) Lea

    ReplyDelete
  9. Evita--> Dokladnie tak to jest:) Dwa lata temu spotkalismy sie w jeden z takich upalnych dni z kolega z Polski, ktory akurat przebywal chwilowo w NYC i on sie nie mogl nadziwic jak my tu zyjemy i w dodatku sie nie pocimy. Cos w tym jest, organizm sie przyzwyczaja.

    ReplyDelete
  10. Czarownico--> Dlatego chcialam zeby Spt przyjechala maj/czerwiec, bo lipiec i sierpien to zdecydowanie nie jest pogoda dla turystow. Wrzesien jest piekny ciagle cieplo ale juz nie ma takiej wysokiej wilgotnosci, a pazdziernik jeszcze chyba piekniejszy temp. ok 20-25C. Pazdziernik i poczatek listopada sa zaraz po maju i czercu najpopularniejszymi miesiacami na sluby. Pogoda w 90% gwarantowana.

    ReplyDelete
  11. Ina--> Pogoda to najbardziej wdzieczny temat do narzekania:)) Mozna narzekac az do wypeku i nie ma kogo obwinic:))))
    To nazywam bezpiecznym narzekaniem;)

    ReplyDelete
  12. Aeljot--> Macie chociaz z tym dobrze, ze w nocy temperatura spada do poziomu przyzwoitosci, mozna otworzyc wszystko co sie da i zrobic przeciag.
    2-latki to faktycznie maja nudno w taka pogode, bo wez i wytlumacz, ze nie mozna wyjsc, jak dziecko widzi, ze jest pieknie.

    ReplyDelete
  13. Anovi--> To dobrze, ze burza sprowadzila rowniez ochlodzenie. U nas padalo bodajze we wtorek, tak przez godzine ale solidnie i pozniej przyszla jedna z moich klientek i mowi "dlaczego po tym deszczu jest jeszcze bardziej duszno?" Tak to jest, ze tutaj takie krotkotrwale burze tylko podnosza poziom wilgotnosci, bo nie spada temperatura. Gdyby padalo przez caly dzien, to temperatura troche spada i mozna ewentualnie liczyc na jakas ulge, ale godzinna burza powoduje, ze jest jeszcze gorzej.

    ReplyDelete
  14. Nivejko--> Ale nad morzem jest zawsze przyjemniej od wody. Ja tez mam przyjemniej w miejscu zamieszkania, bo woda blisko i nie ma takiej wysokiej zabudowy. Manhattan niby wyspa, ale co z tego jak te wysokie budowle zaslaniaja kazdy ruch powietrza.
    Ja tam spokojnie poczekam na moja ukochana jesien:))

    ReplyDelete
  15. Pieprzniczko--> A najgorzej maja mieszkancy najwyzszych pieter, bo budynek sie nagrzewa od dachu. Mieszkalam na najwyzszym pietrze przez wiele lat, niby fajnie bo nikt czlowiekowi nie chodzi nad glowa, ale pieklo, zywe pieklo. Tam dopiero mialam koszty klimatyzacji, podwojne w stosunku do tego co palce teraz, a to mieszkanie jest prawie dwa razy wieksze od tamtego.

    ReplyDelete
  16. Lea--> Popatrz, jak czlowiek normalnie nie docenia wiatru:) a tu nagle kazdy malenki zefirek cieszy:)))

    ReplyDelete
  17. w upale, Stardust, to sie w ogóle nie przejmuję jak wyglądam...czy włosy mi sie pozlepiały od potu, czy inne takie tam...:)

    ReplyDelete
  18. kurna, denerwuje mnie ta panienka, na dole...je i chudnie...ja tez jem i nie chudnę!

    ReplyDelete
  19. Beata--> Bo i jak sie przejmowac wygladem w takich warunkach? Najbardziej smiesza mnie paniusie, ktore usilnie nosza makijaz, ktory splywa po godzinie gdzies w okolicach biustu, czasem kolan:))
    A panienka sie nie przejmaj;) moja waga tez stanela i ani drgnie, trzeba to przetrwac i powoli ruszyc dalej. Poki co udalo mi sie zgubic 8kg od poczatku roku. Przede mna jeszcze 2 razy tyle, ale staram sie o tym nie myslec;)

    ReplyDelete
  20. Pomyśl Star, że są ludzie, którym takie rzeczy... przytrafiają się bez względu na pogodę :) to dopiero danie z komórek szarych... ;)

    ReplyDelete
  21. NO i dziecko olało pogodę i poszło spać o 16 :) Do tego powinno pospać do 6 rano więc wieczór wolny ;)

    ReplyDelete
  22. ja się łudziłam, że przy tym upale chociaż mniej bedę pojadac...eee tam

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...