Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, September 14, 2010

Kto pyta, nie bladzi

Od tygodnia mam gosci. Przyjechali Dziadeczkowie zobaczyc nowy narybek rodzinny, ktoren ze wzgledu na odleglosc zamieszkania i sluszny wiek Dziadeczkow zostal wystawiony na ogledziny dwukrotnie. Narybek znaczy sie. Trzeba wiec bylo jechac na Manhattan, a ze nas czworo ludziow bylo, a Saba jest samochodem samolubow i miesci w ludzkich warunkach tylko dwie sztuki, to Wspanialy zadzwonil po limo.
W piatek przyjechal po nas elegancki Hindus w turbanie, spojrzalam i zalamalam rece, bo Hindusi sa znani z tego, ze nawet za kierownica potrafia wpasc w pelen mediacyjny ZEN.
Pamietam jak mi sie kiedys taki trafil i jechal z szybkoscia marszu dwulatka, w momencie kiedy zatrzymal sie na swiatlach i zobaczylam, ze obok nas rowno drzwi w drzwi, stanela inna taksowka, to sie wzielam i przesiadlam. Nawet nie zauwazyl, a mnie bylo bosko obojetne, bo wczesniej uprzedzalam, ze mi sie spieszy, ale nie docieralo, bo on akurat szanty odprawial. I zeby nie bylo, sama lubie szanty pasjami:)
Przewrocilam wiec oczami w kierunku Wspanialego i wycedzilam przez zeby:
-- Ja pierdole, dziecko moze skonczyc pierwszy miesiac zycia zanim dojedziemy..
-- Nie panikuj, bedzie dobrze - odcedzil Wspanialy upychajac Tatka na przednim siedzeniu obok kierowcy.
My i E. zajelismy miejsca na tylnim siedzeniu, Hindus zapytal, czy moze jechac przez most Triboro, bo w ten sposob unikniemy korkow, Wspanialy wyrazil zgode, bo on zgodny chlop jest.
A ja sie nie odzywalam, bo jak sie wynajmuje limo, to jest w interesie kierowcy, zeby kurs przebiegal szybko i sprawnie, bo cena jest juz z gory ustalona, wiec uznalam, ze jest mi obojetne. Pozniej w czasie jazdy dotarlo do mnie, ze Triboro byl dobrym posunieciem mimo, ze to troche dalej, bo faktycznie o tej porze w piatek Queensboro jest zwykle zatkany na mur.
Hindus mnie zaskoczyl, nie tylko prawidlowa decyzja w kwestii trasy, ale tez faktem, ze z glosnikow plynely ciche takty klasyki, jechal z wprawa wytrawnego taksowkarza, byl elokwentny, dowcipny, ale nie przesadnie gadatliwy i dowiozl nas na miejsce w niemalze rekordowym czasie. WOW!!!
W drodze powrotnej trafil nam sie taksowkarz, ktorego narodowosci nie potrafilismy za cholere wykumkac ani po wygladzie, ani po nazwisku, ani po akcencie... coz bywa i tak. Za to facet od razu sie przyznal, ze nie bedzie sciemnial, ale liczy na nasza pomoc w wytyczeniu trasy, bo nie zna dokladnie tej czesci Queens.
Od razu zyskal tym punkty, bo lubie ludzi szczerych.
Natomiast w niedziele, przy powtorce wizyty ta sama kompania limuzyn przyslala mlodego kierowce. Chlopak bardzo mily i grzeczny, poupychal nas gdzie trzeba i ruszyl w droge.
Pacze i za cholere mi nie pasuje gdzie jedziemy, zerkam na Wspanialego, ten tez ma glupi wyraz twarzy.
-- Czy Ty jestes pewien, ze on wie, ze my jedziemy na Manhattan? - zapytalam w momencie kiedy wjezdzalismy na BQE (Brooklyn-Queens Expressway) czyli w zupelnie odwrotnym kierunku do Manhattanu.
-- Kurde! Chyba wie, przeciez mowilem - odpowiedzial niepewnie Wspanialy dodajac po chwili - zreszta ma GPS.
-- Ha!! No wlasnie "ma GPS" i to mnie najbardziej przeraza!! - zawolalam tlumiac glos w odpowiednich momentach, co by nie kompromitowac kierowcy.
Przypomnialam Wspanialemu jak to wlasnie korzystajac z GPS w madrym Iphonie jego corka bladzila ponad pol godziny wokol restauracji, w ktorej mielismy sie spotkac, bo iphonowy GPS ciagle uparcie wysylal ja 3 przecznice dalej niz mowilismy. Wreszcie przyszla po rozum do glowy i zadzwonila do nas. Okazalo sie, ze w miedzyczasie juz dwa razy przeszla obok wejscia do restauracji.
-- Ale Ty wiesz, ze jedziemy na Manhattan? - rzucil niepewnie Wspanialy w strone kierowcy.
-- Tak, tak, alez oczywiscie - zapewnil mlodzian powtarzajac dodatkowo adres mlodych rodzicow.
Zamarlam! Za jasna cholere nie potrafie sobie wyobrazic jak mozna jechac z Astorii Queens na Manhattan przez Brooklyn skoro wlasnie w Astorii sa dwa mosty laczace Queens z Manhattanem.
No pewne rzeczy mnie przerastaja i zdecydowanie przerasta mnie madrosc GPSow.
Wspanialy tez przewrocil oczami blyskajac bialkami w moja strone, wydal przy tym glebokie Ommmm na znak, ze powinnismy sobie dac na wstrzymanie i czekac na rezultat.
Po chwili zawolal:
-- Wiem! GPS kieruje go przez Middtown Tunel! Nie wiem po co? ale to jedyne co przychodzi mi do glowy. 
-- Chyba masz racje, chociaz to faktycznie bezsensowne - odpowiedzialam.
Uspokoilo mnie to na chwile, bo zaraz pozniej nie wiedziec po co, znalezlismy sie w kolejce na most Queensboro (!!!) Most, ktory jest na Astroii 10 minut drogi od naszego domu!!!
Jak zobaczylam jaki korek nas czeka, to zalowalam, ze nie zrobilam kanapek na droge.
I tak jak Hindus dowiozl nas przez Triboro w ciagu okolo 30 minut, tak tym razem jechalismy dookola swiata i cala podroz trwala lekko ponad godzine.
GPS rzadzi;)))) Buahahahaha!!!
Jak dojechalismy na miejsce, lazienka miala wieksze powodzenie niz nowy dziecek:))
A dziecek jak dziecki w tym wieku, je, spi, wydala i chyba mnie lubi;)
Wzielam ja na rece i mowie:
-- Sluchaj Aviva, ja jestem babcia Star.
A ona na to wykrzywila usta w jakims dziwnym grymasie, ktory przy odpowiedniej dozie wyobrazni mozna byloby uznac za usmiech i zapiszczala dziwnie.
-- Wiem, tez mysle, ze to brzmi smiesznie, ale jakos sobie poradzimy z tym babciowaniem - przyznalam jej racje i wyrazilam nadzieje na przyszlosc.
Dziadeczkowie wyjezdzaja jutro i mam bojowe zadanie dostarczenia ich na dworzec Penn, bo jada pociagiem. Bardzo chce kiedys byc taka jak oni, miec te pogode ducha, radosc zycia i poczucie humoru.
Oni nie wiedza co to nuda. Szczegolnie podziwiam E. bo jej wzrok jest naprawde bardzo juz slaby, a jednak radzi sobie jak moze i przez ten tydzien nie uslyszalam ani slowa narzekania.
Owszem nasmiewa sie sama z siebie i swojego kalectwa, ale jest to w pewnym sensie zabawne, szczegolnie jak staje na srodku pokoju i pyta czy jest odpowiednio ubrana, prosto zapieta i czy ma tego samego koloru skarpetki:)) Czasem ma, czasem nie, roznie bywa, ale stara sie byc samodzielna, a to duzo.
I wieczorem przed snem zyczy sobie kieliszek czekoladowki, ktora jej bardzo smakuje. Tatek towarzyszy jej z kieliszkiem pestkowki, lub imbirowki. Siedza i opowiadaja, wspominaja i pekaja ze smiechu przypominajac sobie rozne sytuacje z mlodosci.
Tak wlasnie chce sie zestarzec, pogodnie, radosnie.

35 comments:

  1. myslalam, zes sie obrazila na nas wszystkich i temu nie piszesz ;)

    a co do starosci, to mam dwa zyczenia: zeby byc niezalezna do samiusienkiego konca i najwazniejsze, miec z kim ta starosc dzielic smiejac sie do rozpuku :)

    ReplyDelete
  2. Witaj Star, GPS to cały poemat, pod każdą szerokością geograficzną.A ci Twoi Dziadeczkowie są bardzo fajni, masz szczęście dziewczyno.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  3. GPS to wynalazek diabła co by w czasie użytkowania owego ustrojstwa jak najwięcej grzechów popełnić łącznie z morderstwem :)))a co do piennej i uśmiechniętej starości to myślę, że tak jak człowiek jest przez całe życie taki i on będzie na stare lata :) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  4. Ivonek--> Sama sie zdziwilam, ze nie pisalam prawie przez dwa tygodnie:) Ale jakos tak nie mam czasu, troche jednak trudno siedziec przed kompem jak w domu goscie;)))

    ReplyDelete
  5. Anabell--> Najbardziej mnie zaskakuje, ze sa ludzie, ktorzy wierza w GPS jak w Boga:)))

    ReplyDelete
  6. Czarny Ptaku--> Masz chyba racje z ta staroscia, pogode ducha trzeba miec w sobie juz wczesniej:)

    ReplyDelete
  7. a ja gdybym GPS nie miala to bym chyba nigdzie nie mogla trafic ;),oczywiscie swoja glowe tez trzeba uzywac,ale dla mnie to niesamowicie duze ulatwienie,nie wiem od czego to zalezy,od wprogramowanej mapy ????? .....GPS to wynalazek diabła.... usmialam sie bo wlasnie dzisiaj w radiu slyszalam jak to bylo kiedy wszedl do uzytku pierwszy widelec w sredniowieczu, kosciol tez twierdzil ze to wynalazek diabla hahahaha

    ReplyDelete
  8. Hmmm, tesz mam taka aparature, i wiesz co??
    Ten aparat sie uczy.Owszem jest uparty i karze mi nawracac niekiedy ale nastepnym razem przejmie moje zadanie tz. jedzie tak jak ja ostatnio jechalem..
    Ale co gorsze niz objazdami jezdzic na okolo kosciola jest ze o 02:00 w pelnej nocy przy lejacej sie z nieba wodzie w taryfie zabraknie paliwa jak mi sie stalo w Czarnkowie kolo Poznania... Wiec t6eraz lukam najpierw na wskaznik paliwa w cudzych autach ;)

    ReplyDelete
  9. przypomniała mi się taksówkowa reklama twixa?, kiedy turysta wpycha batona w buzię Hindusa ;))

    starość daleka od zgorzknienia to moje marzenie, inaczej po prostu nie chcę, ale na starość promienną trzeba pracować juz za młodu

    ReplyDelete
  10. GPS mimo wszystko dobrze mieć przy sobie, ale bez wątpienia należy wiedzieć gdzie się jedzie, tak na wszelki wypadek:) Technika musi być pod ludzką kontrolą:)
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  11. Star, kto jak kto, ale Ty masz 100% szans na taka starosc:)
    A GPS do dzis nie mam - ciagle uzywam paper version;)

    ReplyDelete
  12. Blog niedzielny--> Wszystko co pozbawia mnie mozliwosci uzywania i cwiczenia mozgu jest wynalazkiem diabla:)))) GPS moze byc dobry, ale w miastach, krajach, ktorych w ogole nie znamy. Natomiast w takim miescie jak NYC gdzie z dnia na dzien cos sie dzieje cos sie zmienia, zamyka kilka ulic czy alei bo akurat jest jakas parada, zamyka kawalek ulicy, bo sa roboty, lub street fair to jakos nie widze sensu. Bo co robi GPS jak natrafia na przeszkode, ktorej nie bylo w dniu ladowania na mapie? No nie wiem co robi GPS, bo go nie mamy, ale wiem, ze ja jako pilot wyciagam mape i w 20 sekund wiem co robic. A co ma zrobic kierowca, ktory nie ma przy sobie mapy, bo ufa GPSowi? Zupelnie nie wiem.

    ReplyDelete
  13. Diesel--> Ja zupelnie nie mam pojecia jak dziala GPS. Gdzies slyszalam i troche sie domyslam, ze trzeba w niego zaladowac aktualna mape. Ale co nam daje aktualna mapa, jesli na trasie cos sie ma prawo zmieniac w zaleznosci od pogody wielokrotnie, wystarczy zamknieta ulica, lub kompleks 3 odcinkow ulic i GPS, co? rozkracza sie? Wyjasnij mi co sie wtedy robi? bo ja naprawde nie wiem.
    Dodatakowo, ten GPS nie tylko kierowal nas 2 razy dluzsza trasa, ale tak na okraglo odlegla, ze az bylo to wrecz nieprawdopodobne. Skoro sa dwa mosty, laczace dzielnice z ktorej wyjezdzasz z dzielinca do ktorej jedziesz, to dlaczego GPS kieruje cie do trzeciej dzielnicy, tylko po to zeby ja przejechac w kolo i wrocic pod jeden z mostow? No nie pojmuje tego.

    ReplyDelete
  14. Magda--> Reklamy nie znam:( A w tej pogodnej starosci moich Dziadkow to najbardziej podziwiam spokoj, takie spokojne godzenie sie z ograniczeniami jakie stawia zycie. E. jest prawie niewidoma, a to ogranicza samodzielnosc i moze byc mocno wkurwiajace. Ona jak cos jej nie wychodzi jak trzeba to sie smieje:)) I czasem mysle czy byloby mnie na to stac?

    ReplyDelete
  15. Iva--> Technika jest doskonala i bardzo lubie poddawac sie wygodom nowoczesnosci i roznych wynalazkow. Ale w tym wszystkim musi byc umiar, przeraza mnie jak widze, ze ludzie przestaja zupelnie myslec, bo mysli za nich aparacik i jak uzalezniaja sie od tych roznych aparatow i aparacikow. Widzialam jak ludzie nie potrafia zy w momencie kiedy braklo elektrycznosci. Sasiadka np. nie wpadla na to, ze mozna palniki w kuchence zapalic zapalka, no bo przeciez ma kuchenke z elektrycznym zaplonem. Ludzie nie mogli sobie poradzic z dziecmi, bo nie bylo telewizji. I to wszystko przez cale 17 dlugich dni... A ja sie urodzilam w rodzinie bez telewizora i wies, w ktorej mieszkal moj dziadek zelektryfikowano w 1961 roku. Wiec moze nie dajmy sie zwariowac;)))

    ReplyDelete
  16. Czarownico--> Mam nadzieje :))) i tez jestem za paper version i za mysleniem i nawet jestem za pytaniem przechodniow:))

    ReplyDelete
  17. Star,narzekaj. Wy tam macie ulice geometrycznie eleganckie. A tu idac prosto ulica zakrecisz o 180 stopni na pewno. Kocham GPS i Google Maps na telefonie! Raz tylko sie zawiodlem, ale bylem niezupelnie trzezwy, tak ze uznaje czesc winy ;)) A paper version ma ta niedobra ceche ze przewaznie jest zgubiona :))

    ReplyDelete
  18. No to witaj w świecie babć.Ja także jestem nią od ponad trzech tygodni.Zakochałam się we wnusiod pierwszego wejrzenia.

    ReplyDelete
  19. tu ja, Rinonka, chcialam napisac, ale sie musialam wylogowac z jednego konta na drugie i ta swinka mi zezarla komentarz!
    Dzicz normalnie.

    Wiec ja gdy uzywam GPS, konczy sie to ostra klotnia. Bo ja z tym urzadzeniem dyskutuje, zwlaszcza, gdy on nie chce ze mna wspolpracowac :) Dobrze ze przez szyby nie slychac :)
    No i uzywam w momencie, gdy nie znam okolicy/miasta, ew nie jestem pewna jak gdzies dojechac. Aczkolwiek w tym ostatnim przypadku wiele razy sie zdarzylo, ze mnie tzw. dziki pies (GPS) wywiozl gdzies na srodek niczego, podly. Stokroc bardziej wole papierowe mapy, jednak w momencie gdy sie prowadzi, ciezko z nich korzystac (oczywiscie zakladajac, ze sie jest jedyna osoba w samochodzie).

    ReplyDelete
  20. a ja bardzo lubię swojego małego tomtoma, śmiga po autostradach dumnie i jeszcze z nim nie zabłądziłam. choć dla draki (mojej własnej oczywiście) lubię mu uprzykrzać życie zmieniając drogę na inna niż zalecana, lub ścigać się z nim - on wyznacza mi godzinę przyjazdu na np. 9,30 a ja robię wszystko żeby być o 9,15. zdaje sobie sprawę że nie ma w tym niczego rozsądnego i dorosłego, ale cóż trzeba sobie jakoś urozmaicać życie, szczególnie gdy droga daleka i długa ;)

    ReplyDelete
  21. Od czasu jak mnie wywiódł w buraczane pole używam, ale łącznie z zasadaą ograniczonego zaufania:)

    ReplyDelete
  22. Alldevourer--> Tylko Manhattan jest tak poukladany, w Queens, Brooklyn, Bronx i Staten Island mozna sie zgubic. A Queens jest szczegolnie pofikany, mieszkam tu juz 16 lat i ciagle nic nie rozumiem:))) Mimo to jechalabym lepiej bez wskazowek GPSa.

    ReplyDelete
  23. Rinonko--> Mnie wlasnie najbardziej wkurwia to ze toto gada. Nie dosc, ze mnie sie geba nie zamyka to jeszcze mialabym miec takie gadajace pudelko? W morde nie wyobrazam sobie tego:)))

    ReplyDelete
  24. Elfi--> Ty sobie zrobilas z tego zabawe i przynajmniej Ci sie nie nudzi w podrozy, wiec wcale sie nie dziwie ze lubisz to urzadzenie:))

    ReplyDelete
  25. Nivejko--> Wlasnie o to ograniczone zaufanie chodzi:))

    ReplyDelete
  26. gps podaje tylko sygnal gzie jestes,namierza a reszte robi ta zwana "kaska".odbiera tez sygnaly radiostacji ktore w jakis tam kodach podaja korki wypadki i inne se tam utrodnienia.A kaska tym pracuje.poprostu maly komputerek ktory wie gdzie sie znajduje i porusza.

    ReplyDelete
  27. Miauko--> Usciskalam, ale tez szczerze przyznaje, ze raduje mnie wizja spedzenia nocy we wlasnym lozku:)))

    ReplyDelete
  28. Diesel--> Rozumiem, albo moze mi sie tylko wydaje, ze rozumiem:)) Takie urzadzenie byloby mi przydatne gdzies w terenie ktorego nie znam. W nieznanym terenie nie mialabym pojecia, ze ustrojstwo robi mnie w bambuko i byloby fajnie. Natomiast jesli ustrojstwo wysyla mnie z Niemiec do Francji przez Ural to w/g mnie nie spelnia zadania.

    ReplyDelete
  29. Po pierwsze, cieszę się że jesteś, bo już się zaczynałam martwić. A wiesz, że mimo iż blogi są teraz bardzo popularne, to Twój jest jedyny który czytam :))

    Po drugie, Twoje refleksje na temat GPS są dla mnie bardzo aktualne, gdyż tyle co sprawiłam to urządzonko mojemu mężowi na urodziny (2 września). A w ubiegły weekend mieliśmy okazję ten elektroniczny przewodnik wypróbować. Wybraliśmy się w Sudety wraz z córką i wnuczkami. Od nas to niedaleko, ale miejsca, które chcieliśmy zwiedzić położone były raczej na uboczu. Było różnie. Faktycznie trzeba kierować się zasadą ograniczonego zaufania. Parę razy wysłała nas (używam rodzaju żeńskiego, bo mamy włączony głos damski)na wręcz polne drogi, wg niej chyba krótsze... Zespołowo: Kaśka za kierownicą, mąż z GPSem w dłoni i ja z mapą na kolanach - daliśmy radę!

    Po trzecie, bardzo ciepło piszesz o swoich teściach i nie sposób nie pomarzyć o takiej kondycji i poczuciu humoru na długie lata :)

    Pozdrowienia!

    ReplyDelete
  30. Kurakowa--> Ale trafilam z tym GPSem:)) Wiesz jak sie kiedys nawet odgrazalam Wspanialemu, ze nie bede pytac tylko mu zakupie jako prezent z okazji, bez okazji. Ale na odgrazaniu sie skonczylo poki co, bo chlop sie zaparl i powiedzial, ze nie bedzie uzywal. A wiesz walka z zapartym chlopem to jak z wiatrakami, mnie juz przeszlo i jedno i drugie. Zdaje sobie sprawe, ze ludzie korzystaja i sa zadowoleni i dobrze, bo przeciez po to to pudeleczko zostalo wyprodukowane. Mnie osobiscie najbardziej zdziwilo, ze z GPSu korzystal kierowca firmy limuzynowej, a tutaj akurat nalezaloby oczekiwac podstawowej znajomosci miasta. Poczytalam co napisal Diesel i rozumiem, ze GPS powinien ze tak powiem wywachac i omijac przeszkody, no niestety ale w tym wypadku tez sie nie sprawdzil. Bo zadne przeszkody nie usprawiedliwiaja nadkladania drogi tylko po to, zeby wyladowac przed mostem do kotrego mozna bylo dojechac conajmniej na 6 roznych sposobow i 4 razy szybciej. Na pewno przydaje sie to w warunkach terenow nieznanych i tutaj nie bede sie spierac:))
    Jak zwykle jest mi niezmiernie milo, ze czytasz i od czasu do czasu znajdujesz czas na komentarz. Pozdrawiam:))

    ReplyDelete
  31. dlatego ja pomykam metrem, taksówki mnie wykańczają, znaczy taksówkarze :) ale rozumiem, że komfort tu chodziło itd. Pozdrawiam babcie :)

    ReplyDelete
  32. Margo--> Wlasnie sie przymierzam do opisania jak nas Dziadkowie wrobili w przejazdzke subway'em. Wrrrrrrrrrrrrrr na szczescie sie dobrze skonczylo.

    ReplyDelete
  33. Ehhhh star.... No tesz bywa ze prubije mnie w cio..... zrobic, ale sie nie dam :D:D

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...