Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, November 25, 2010

Martha Stewart w akcji ;-)

Na poczatek wszystkim Wam serdecznie dziekuje, za zyczenia, to takie mile:))

W srode Wspanialy mial dzien wolny, wiec jak przyszlam do domu to mieszkanie bylo tak wypucowane, ze o malo nie odwrocilam sie na piecie w drzwiach przepraszajac, ze pomylilam mieszkania.
I tu od razu musze wyglosic moje pierwsze podziekowanie Silom Wyzszym, ze mi takiego chlopa podarowaly, bo bez niego albo zginelabym w brudzie, albo nie wyrobila na sprzataczki, a wiec:
DZIEKUJE !!!
Ja tez wrocilam wczesniej wiec uznalam, ze moge cos zrobic, i przygotowalam sos zurawinowy oraz zupe z dyni. Przy zupie zaliczylam pierwsza (bedzie wiecej) w tym roku wpadke swiateczna.
A mianowicie dynia miala byc pokrojona w kostke i pizgnieta do piekarnika, na 30 min. przy temp. 425F (nie bede teraz szukac Celsjusza) ale, ze dyni bylo duzo, to musialam podzielic to na dwie czesci. Podzielilam, pierwsza czesc wyszla super, lekka karmelizacja, no malina.
Druga czesc wsadzilam do piekarnika i obok wsunelam naczynie z pokrojonymi jablkami, ktore tez mialy towarzyszyc dyni w zupie. Zamknelam piekarnik, ustawilam czas i poszlam do kompa.
No bo i gdzie moze sie udac gospodyni mojego pokroju?
Wspanialy w miedzyczasie przepuszczal przez mlynek pierwsza czesc. Cos narzekal, ze za mocno pachnie, na co ja odkrzykiwalam, ze ma pachniec, bo sie piecze.
No ale jak minelo 30 min. to sie okazlo, ze pachnie za mocno.
Kurwa jablka spalily sie na nic i przywarly do zaroodpornego szkalnego naczynia tworzac rzezbe godna artysty rzezbiarza.
Dynia owszem przypalona, ale po odkrojeniu cienkiej warstwy przypalenizny, jeszcze nadajaca sie do odzysku.
-- Nie denerwuj sie, ja pojde do sklepu i kupie wiecej jablek - zaoferowal Wspanialy.
-- Kochanie, jablka to sa w domu i wystarczy, ale ja sie wkurwiam o to naczynie, bo sobie wczesniej wymyslilam, ze zrobie w nim slodkie ziemniaki, a tymczasem naczynie jest do wyrzucenia.
-- Nie przejmuj sie ja go umyje.
Jak powiedzial tak zrobil, wrzucil do naczynia jakies cudowne tabletki i postawil go na blaszce do piecznia ciastek, wypelnil naczynie goraca woda i calosc ustawil na palniku.
Bosze, dzieki Ci znow za tego chlopa!!!!
Stal i mieszal przez nastepne 30 minut cierpliwie bez slowa narzekania, normalnie ZEN!!!
Po 30 minutach mieszania, lekkiego skrobania, a nastepnie mycia naczynie jest jak nowe.
Ja w miedzyczasie skonczylam zupe i poszlismy spac.
Dzis wzielam sie za kompozycje z sosu zurawinowego, bo sobie umyslilam, ze zrobie go tym razem polowe normalnie jak zawsze, a z drugiej polowy zrobie galaretke, przekladana galaretka cytrynowa z ziarenkami granata. No zachcialo mi sie bawic (!!!)
Nie miala baba klopotu, to sobie wymyslila.
Wylalam najpierw do foremek galaretke i wsypalam czesc ziarenek, wstawilam do lodowki, po jakims czasie zastyglo pieknie, wiec zmiksowalam sos, dodalam zelatyne i wylalam na galaretke.
Teraz przyszedl czas na ciasta.
Oczywiscie wszystko pieczone pierwszy raz w zyciu, bo ja nie lubie powtarzac:)
Na pierwszy rzut poszedl sernik z dynia.
Wyszedl tak rowny jak stol, jeszcze nigdy w zyciu nie mialam tak rownego sernika.
Bozia mnie lubi, pomyslalam i zapytalam Wspanialego czy moze potluc orzechy laskowe, bo nie udalo mi sie kupic obranych.
Spojrzal na mnie z przerazeniem w oczach i zawolal:
-- Ten Thanksgiving zaczyna byc niebezpiecznym swietem.
-- Dlaczego?
-- You want me to crack my NUTS? (chcesz zebym sobie rozbil orzechy)
Male wyjasnienie, tutaj w mowie potocznej meskie narzady nazywa sie czasem "nuts" czyli orzechy:))))
Poradzilam mu, zeby siadl przy stole do tej roboty, to swoje bedzie mial w bezpiecznym miejscu;)
Dalam dziadka do orzechow, podalam miske na skorupy i druga na obrane orzechy.
Trzy minuty pozniej patrze, a moj maz walczy z orzechem, co go wsadzi w otwor, to orzech mu wypada, bo sie przekrecil, a Wspanialy oczywiscie boi sie go przytrzymac, zeby sobie paluszka nie przytrzasnal:))
Stoje i patrze, a orzech znow wypadl, Wspanialy go z powrotem w kleszcze, puscil, orzech wypadl i tak w kolko. W takim tempie to bede miala te orzechy na Wielkanoc pomyslalam.
Siadlam na przeciwko wzielam dziadka i zaczelam mu pokazywac jak to robic.
-- Ale ja sie boje trzymac orzech i jednoczesnie przycisnac dziadka..
-- Jak to boisz sie??
Wzial z wieszaka metalowy tluczek do miesa i zaczal walic nim orzechy.
Skorupy tylko strzelaly po kuchni! Na szczescie ja akurat mialam sernik ciagle w piekarniku i nic nie robilam, wiec nie bylo zagrozenia, ze jakies danie bedzie ze skorupami.
Potrzebowalam 10 uncji tych orzechow, wiec co obral kilka, to je wazyl.
Ludzie, myslalam ze padne ze smiechu:)))
Jak skonczyl to mu zadalam tarcie marchewki na ciasto marchewkowe.
Utarl, ostroznie zeby sobie paluszkow nie pokaleczyc;)
Ja w miedzyczasie zajrzalam do mojego sosu zurwinowego i ni cholery nie zsiadlo sie toto:((
Wkurwiona do bialosci, zaczelam sie zastanawiac co moge zrobic.
-- Oj tam sie przejmujesz, wymieszaj wszystko razem z ta galaretka i bedzie taki zmiksowany sos z ziarenkami granata.
-- Nie tak byc nie moze...
Zebralam delikanie caly ten sos z zagestnialej galaretki i wrzucilam z powrotem do gara.
Zagotowalam i dodalam wiecej zelatyny.
Ciagle nie wiem co z niego bedzie...
Mam nadzieje, ze sie zsiadzie, jak nie, to jutro rano Wspanialy zapierdala do sklepu po zurawiny.
Za to musze sie pochwalic, ze ciasto marchewkowe, ktorego sie balam jak ognia, bo ono jest prawie bez maki (jedna lyzeczka do herbaty na cala porcje) wyszlo wysmienicie!!!!!!
Musze jeszcze zrobic do niego krem z serkow Phiadelphia, przelozyc dzemem malinowym (bezpestkowy) i kremem oraz pomazac kremem po wierzchu.
Jak sie juz rozpisalam z tym gotowaniem, to juz walne cale menu, a co? :)
Wiec na poczatek bedzie talerz serow z owocami, oliwki, ostre papryczki, chorizo i mazidlo z feta z suszonymi pomidorami, oliwkami i koperkiem.
Potem bedzie zupa z dyni, indyk (oczywiscie), dwa rodzaje nadzienia, jedno z wloskiej kielbasy z kasztanami, drugie ze szpinaku, karczochow i sera brie, bedzie zapiekanka ze slodkich ziemniakow z bananami, trzy salatki, dwie ze szpianku (jedna z avocado, a druga z buraczkami pomarancza i feta) oraz jedna salatka z aruguli z gruszka, gorgenzola i granatem.
Dwa ciasta - sernik dyniowy i marchewkowe.
I to wszystko :((
W tym roku jakos tak mniej, albo moze inaczej, bo nasza wnusia musi wrocic wczesniej do domu, wiec cale towarzystwo sie zejdzie wczesniej. Wobec powyzszego postanowilam, ze zamiast robic kilka roznych dan  warzywnych zrobie dwa rodzaje nadzienia i tym sposobem zaoszczedze sobie troche czasu.
I na koniec dla tych, ktorzy nie wiedza dlaczego Thanksgiving w moim domu obchodzimy w piatek a nie czwartek, wyjasnienie:)
Otoz poniewaz jest to bardzo rodzinne swieto nie chcialam stawiac dzieci w obliczu wyboru czy isc do matki, do ojca czy tez do tesciow, wiec od lat ustalilismy, ze u nas Thanksgiving bedzie zawsze w piatek. Tym sposobem nie ma konfliktu, no moze jest miedzy matka i tesciami, ale to juz nie moja sprawa, ja mam moj piatek od samego poczatku zanim jeszcze dzieci mialy tesciow.
Po co stwarzac niepotrzebne problemy jak mozna sobie zycie ulatwic;)
Dla mnie i tak lepiej, bo nie musze robic wszystkiego jednego dnia i nie padam na siekacze jak goscie przychodza, tylko jestem wypoczeta i wszystko jest zrobione.
Upssssssssssssssss
Wlasnie wspanialy wyczytal, ze moj problem z sosem zurawinowym moze byc spowodowany iloscia miodu, ktory sos zawiera. Hmmm... ponoc cukier oslabia dzialanie zelatyny...
Szlag!!!!
Cos mi sie wydaje, ze jednak Wspanialy sie przeleci jutro rano do sklepu.. a ja dogotuje sosu.
Na szczescie mam te polowe porcji w wersji nie miksowanej.

36 comments:

  1. Dzielna jesteś! :) I zmotywowałaś mnie do roboty - zaraz idę namoczyć grzyby i jutro nalepię uszek na Wigilię. Zamrożę i będę miała z głowy najgorszą robotę. Bo cała reszta to "pikuś". :)

    P.S. Strasznie jestem ciekawa tego ciasta marchewkowego...
    Pozdrawiam ciepło i życzę Wam szczęśliwego Thanksgiving. :)

    ReplyDelete
  2. Raaaaany jakie menu. Padłam z wrażenia:-))

    ReplyDelete
  3. Akwarelio--> Wszystkie przepisy beda w moim drugim blogu Gotuje bo Musze:) a sa tam juz przepisy z poprzedniego Thanksgiving.
    Ciasto marchewkowe jest jak chmurka leciutenkie wiec nie moge go przekroic, nie da sie:( Wobec powyzszego posmaruje go dzemem i dam na to krem z serka:)

    ReplyDelete
  4. Lotnico--> Pisalam u Ciebie, ze uwielbiam Thanksgiving:))) To naprawde moje ulubione swieto, wiec kocham sie wyzywac z tej okazji w kuchni:))

    ReplyDelete
  5. Stardust-Gospocha, co się zowie!

    ReplyDelete
  6. Mniam, jak wrzucisz przepisy, to może coś z tego ukradnę :) Ja w tym roku pierwszy raz sama Wigilię będę robić i chciałam zrobić coś tutejszego oprócz polskich dań - na razie się dowiedziałam, że jedzą indyka i pieczony schab (chyba to mieli na myśli mówiąc roasted ham). Nie wiem czy to naprawdę wszystko, czy nie...
    No i najlepszego, bo się w poprzedniej notce nie dopisałam, obyś była tak szczęśliwa, jak teraz :)))

    ReplyDelete
  7. Przepisy imponujace, ale gdzie ten blog kulinarny. Chyba troszke sie pogubilam, bo nie moge go znalesc-)
    Zarelko pierwsza klasa, gratuluje!!!!

    ReplyDelete
  8. Takie frykasy, a ja? Ech ...powinnam coś zrobić, zadziałać jakoś, jutro goście przychodzą a ja kolacja w lesie albo jeszcze dalej. I nic ich nie będzie obchodził fakt, że jestem pociągająca... nosem;)

    ReplyDelete
  9. dwa nadzienia? to znaczy DWA INDYKI?

    ReplyDelete
  10. Ależ mi ślinianki zadziałały!!!
    Nie daje mi spokoju jedna rzecz;-): dwa rodzaje farszu do jednego indyka??

    ReplyDelete
  11. Zgago--> Bo tak naprawde to ja bardzo lubie gotowac, pod warunkiem, ze to nie jest nudne wiecznie to samo:)))

    ReplyDelete
  12. Pani Koala--> Roasted ham to nie jest pieczony schab, to jest pieczona szynka, robia ja tutaj na rozne sposoby, ale ja jakos nie przepadam, wiec nie robie:( Jesli chcesz to mozesz poszukac przepisu
    www.foodnetwork.com
    Ja tam zawsze wynajduje przepisy, niektore lekko zmieniam, wiekszosc zostawiam jak jest:)
    Thanksgiving to w/g mnie swieto specyficzne, jesienne a wiec zarelko tez specyficzne, najczesciej jesienne warzywa, duzo warzyw korzennych, slodkie, takie jedzenie obfitosci:)
    Dziekuje za zyczenia:)

    ReplyDelete
  13. To wszystkiego smacznego!!! Tak sobie myślę, że podoba mi się ZEN Wspaniałego. Mój TŻ gotuje samodzielnie, nawet eksperymentuje w kuchni. Niestety z powodu artystycznej duszy zdarza mu sie wpadać w histerię, łyzki lataja po kuchni, strawa ląduje na podłodze lub w kuble na smieci razem z garnkiem. I z tego powodu ja musze byc ZEN w tym domu.

    ReplyDelete
  14. Ataner--> Ja mam drugi blog z przepisami, ale poniewaz gotuje raczej sporadycznie, to tam sie nic nie dzieje:)) Ale dla ulatwienia juz wrzucilam osobny link na gore po prawej nad moim profile. Zapraszam:))

    ReplyDelete
  15. Mijko--> Noooo, a potem strach na wage stanac;))) ale co tam;)

    ReplyDelete
  16. Nivejko--> Biednas Ty:( Pociagajacej nosem to mi sie zupelnie nic nie chce, a dodatkowo nie mam smaku, wiec nawet nie wiem co robie:)
    Mam nadzieje, ze Ci szybko przejdzie to pociaganie:)

    ReplyDelete
  17. Batumi i Zante--> Indyk jest jeden, ale ja nie pcham nadzienia do indyka z kilku powodow. Indyk pieczony z nadzieniem w srodku piecze sie o 2 godziny dluzej, moj ma 10kg wiec i tak bedzie siedzial w piekarniku min. 5 godzin. Nadzienie w srodku jesli jest chociaz troche niedopieczone, co przy takiej masie ptaszydla zdarza sie bardzo czesto moze wyhodowac salmonelle, oprocz tego szybko moze sie zepsuc od wewnatrz. Ja pusty korpus indyka ciacham na kawalki i gotuje na nim wywary do zup a wiec nie chce miec zadnych sladowych "zanieszyszczen" z innych produktow.
    Wiec nadzienie pieke w osobnym naczyniu, ladnym garnku:) Tak robi wiekszosc Amerykanow:) Tego sie wlasnie od nich nauczylam. Natomiast jesli ktos chce powiedziec, ze nadzienie w srodku powoduje, ze mieso jest bardziej soczyste, to sie nie zgadzam:) Mam zawsze bardzo soczyste mieso i bez nadzienia w srodku:) Sa na to sposoby;)) Ale jednym z nich jest jednak napychanie wnetrza ptaka czyms, zeby nie pozsotawiac zupelnie pustej przestrzeni. Ja wkladam, cwiartki pomaranczy, jablek, cytryne, galazke rozmarynu dla ladnego aromatu. Te rzeczy nie wypelniaja ptaszydla szczelnie wiec jest dostep powietrza (szybsze pieczenie) a parujac wewnatrz dostarczaja wilgoci:)

    ReplyDelete
  18. Pieprzniczko--> To troche jak u nas;) Ja nie lubie nudnego gotowania, wiec zawsze cos wymyslam nowego, a wiadomo, ze jak nowe dla gosci to i stres. Moze dlatego jak ja gotuje to Wspanialy jest taki ZEN:))
    Ale sos zurawinowy sie nareszcie zsiadl!!!!!
    Brawo:))))

    ReplyDelete
  19. Star, no to przedniej zabawy zycze Tobie i Twojej rodzinie. Z takim zarelkiem to sukces gwarantowany:) Ciekawej rzeczy sie przy okazji dowiedzialam, namowie starego co by w tym roku na Boze Narodzenie nadzienie do indyka (zawsze musze i tak dorabiac samego nadzienia, bo moje dzieci uwielbiaja) piec oddzielnie a do srodka napchac jak Ty, owocow i ziol:)

    ReplyDelete
  20. no weźźź..Ty się wagi boisz?:)))))
    jedz ile wlezie!

    a potem...pomyślisz o tym jutro:)

    ReplyDelete
  21. Moniko--> Mozesz sobie zobaczyc moje przepisy z 2 poprzednich lat i te nowe przepisy postaram sie wrzucic w najblizszym tygodniu. Zerknij sobie tez na moj sposob na indyka, bo indyka to akurat pieke zawsze tym samym sposobem. Przez te wszystkie lata robilam cuda na kiju z indorem, ale ten sposob jest najlepszy i robie tak od kilku lat. Polecam z czystym sumieniem:))

    ReplyDelete
  22. Mijko--> No wiesz;)) Jak ja bym sie bala wagi to bym tak nie wygladala:)))))) A juz mi slina cieknie, czuje, ze bede miala kolejne hity sezonu:))) Te nadzienia wygladaja rewelacyjnie:))

    ReplyDelete
  23. mam nadzieje ze dzisiejszy obiad bedzie super. czekam na przepisy na sernik dyniowy, bo ogolnie uwielbiam sernik, a moj sztandarowy mi sie troche znudzil. ostatnio gdzies jadlam dyniowy i zapragnelam. tak samo jak ciasta marchewkowego...

    zdjelam sobie przepis na Twoja sypana szarlotke i upieke w weekend.

    milego wieczoru :))

    ReplyDelete
  24. wow. menu normalnie mnie zachwycilo, absolutnie nie zainspirowalo mnie do pracy nad nim we wlasnej kuchni bo brzmi mimo wszystko wymagajaco czasowo (alez mozna mnie przekonywac ze nie, ale wiadomo - najlepsza wymowka to lenistwo:D) niemniej jednak brzmi przepysznie! ;)

    ReplyDelete
  25. O rany! Indyk 10-kilowy to juz nie indyk .... to taki smaczniutki prosiczek.
    Smacznego.......... i wszystkiego najlepszego!!!

    ReplyDelete
  26. Dzielna jesteś babka! Ja nie umiem takich cudów gotować ani przyrządzać.
    A Twojego Wspaniałego to tylko podziwiać należy! Za te starania i za ten ZEN! Ohhhmmmmmmmm

    ReplyDelete
  27. Jesu, zamęt, jak u mnie na wigilię:)

    ReplyDelete
  28. Już miałam zapytać, czy przed świętami znowu będziesz zasuwać w kuchni na taką skalę, ale poczytałam, co było rok temu i już mam jasność. Muszę koniecznie zrobić to marchewkowe - jakoś zapałałam sympatią od pierwszego poczytania...
    Pierogi i uszka na święta już u mnie się mrożą, a reszta to naprawdę w biegu.
    [przypominam o opłatku, żeby znowu nie było...]
    Dobrego świętowania!

    ReplyDelete
  29. pani sobie imprezujesz, pani stardust, a ja gorę!....
    batumi

    ReplyDelete
  30. no gdzie wy wszystkie jesteście, ja tu przyszłam na imprezkę, a was nie ma?
    batumi

    ReplyDelete
  31. wow, ale sie glodna zrobilam - menu super, zezarloby sie - szpinak uwielbiam, ciasta domowej roboty tez, i slatki, i indyk - nigdy nie jadlam takiego pieczonego w calosci indyka
    nie mam pojecia, co to jest arugula
    a tak poza tym, skoro swietujesz w piatek, to omija Ciebie szalenstwo zakupow - dzisiaj u nas trabia o tym wszedzie: w TV, necie, radiu - w Stanach dzien mega przecen, ludzie stoja cala noc w kolejkach do sklepow, zeby kupic np. wypasiony telewizor za 500$

    ReplyDelete
  32. juz wiem! arugula to rucola - uwielbiam z pomidorkami koktajlowymi :-))
    ide poszperac w lodowce

    no i bo prawie zapomnialam - milego swietowania w rodzinnym gronie

    ReplyDelete
  33. jezu jak ja uwielbiam jesc :-D Na szczescie na przemiane materii nie narzekam bo inaczej ;-) Ale jak czytam takie menu jakie ty zaserwowalas, to powinnam chyba miske na zbieranie slinotoku kolo klawiatury postawic...

    Ze swiatecznych rzeczy zaczelam tylko piernik staropolski, od tygodnia ciasto (surowe) lezakuje - na swieta akurat bedzie. PIerwszy raz robie, ale sadzac po skladnikach i relacjach innych jest bardzo dobry. I znowu slinka mi cieknie, no!

    A ze Wspanialym sie dobraliscie w korcu maku. Tam gdzie jednemu sie cierpliwosc konczy, to drugie ma ZEN i tak na zmiane. Dzieki Stardust, jestes inspiracja :-)

    ReplyDelete
  34. podziwiam za ambicję, zapał i wytrwałość...
    apetycznie się zrobiło... chociaż ja teraz zjadłabym wszystko i ze wszystkim... :) ale nieźle, nieźle... :D

    ReplyDelete
  35. ;) na szczęście masz Wspaniałego ;P

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...