Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, December 28, 2010

Prezenty, prezenterzy i prezentowani..

Prezenty? Wiadomo kazdy lubi, a moze niekoniecznie, bo na przyklad ja osobiscie odkrylam pewnego dnia, ze tak naprawde to lubie idee prezentow a nie same prezenty, ale o tym bedzie pozniej.
Prezenterzy? To ci co prezenty kupuja w celu obdarowania kogos innego.
Prezentowani? Czyli odbiorcy zakupionego prezentu przez prezentera.
W idealnych warunkach wszystko powinno dzialac bez zastrzezeni i zgrzytow, prezenter powinien miec radosc kupowania, prezentowany radosc odbioru i obie strony powinny byc zadowolone z przekazania prezentu z rak do rak.
Tak powinno byc w idealnych warunkach, w idealnym swiecie.
Ale...
Wlasnie, swiat nie jest idealny, warunki czesto wymuszone i strony nie zawsze zadowolone.
Ja mialam chyba w zyciu wyjatkowego pecha bedac prezentowana, jako prezenter podobno sprawdzam sie calkiem przyzwoicie, czyli chyba mieszcze sie w granicach nromy statystycznie zadowolonych osob obdarowanych. Nawet kiedys powiedziala mi przyjaciolka, ze jej maz stwierdzil, ze prezenty ode mnie sa zawsze oryginalne, trafione i przemyslane. Nie powiem facetowi od razu podskoczyly notowania na mojej prywatnej gieldzie znajomych:)
Mam natomiast wyjatkowe szczescie przyciagania ludzi, ktorzy uwielbiaja wrecz obdarowywac mnie prezentami, nawet bez okazji. Powinnam sie cieszyc? chyba tak, ale ja wredna egoistka sie nie ciesze;)
Pamietam kiedys dawno temu dojechala z Polski zona kolegi Owczesnego, a ze obydwaj panowie pracowali razem, to tez mieszkalismy prawie po sasiedzku, co wiazalo sie z czestymi wizytami.
I tu sie przekonalam, ze ja mam bardzo powazna wade komplementowania roznych do chuja niepodobnych rzeczy. Kiedys wpadlam na szybka kawe do Iwony i ta rozlozyla na stole nowe tacki pod talerze, ktore byla zakupila w jakims chyba portorykanskim lub cyganskim sklepie, bo dawalo to tak po oczach zlocistoscia, ze az strach.
-- Ooo nowe tacki masz - zauwazylam, bo wiem jak sie czlowiek cieszy gdy ktos inny zauwazy cos nowego.
-- Tak wlasnie kupilam kilka dni temu. Podobaja Ci sie? - zapytala uradowana gospodyni.
-- No ladne sa - stwierdzilam bez wiekszego entuzjazmu, ale chcialam byc grzeczna.
Hipokryzja dala mi w dupe kilka dni pozniej, kiedy to Iwona zapukala do moich drzwi z kompletem 6ciu oczojebnych tacek pod pacha.
-- Ot, tak bez okazji, bo Ci sie podobaly - wyjasnila na moje pytanie z jakiej to okazji.
Tym sposobem stalam sie wlascicielka tacek, ktore lezaly na dnie szuflady i byly wyciagane tylko jak Iwona lub jej maz przychodzili z wizyta. No bo przeciez darowany prezent nalezy eksponowac w obecnosci prezentera. Najdziwniesze, ze Iwona nigdy nie zauwazyla, ze wystroj mojego mieszkania jest bardzo prosty i pozbawiony ozdobek, ze jak idziemy razem po jakies zakupy to jej sie zawsze podoba cos innego niz mnie.
W ten sposob przez 3 lata znajomosci powiekszala mi sie kolekcja rzeczy, ktorych szczerze nie lubilam. Szczytem byl wazon na kwiaty ozdobiony aniolkami z czterech stron swiata.
Pamietam ze jak sie rozchodzilam z Owczesnym to sobie nawzajem ten wazon wpychalismy:) Ja bo to "od zony Twojego kolegi" on, bo to "przeciez Twoja kolezanka" Suma sumarum przez ten wazon poklocilismy sie bardziej niz przez cale malzenstwo, na koniec Owczesny sie wkurwil i pizgnal wazonem o sciane, wazon sie potlukl i byl spokoj.
Podobna historie mialam tez kiedys z kaktusami, ktore znow nieszczesliwie skomplementowalam i przy najblizzszej okazji zostlam obdarowana 7 sztukami malych kaktusow. Nie majac pojecia, ze Owczesny nie lubi kaktusow przynislam je do domu i ustawilam w rzadku na parapetach okiennych.
Owczesny wrocil z pracy, rzucil okiem na kaktusy i oznajmil, ze owszem wszystkie kwiaty doniczkowe, tylko nie kaktusy. Obdzwonilam znajome mi kolezanki i znalazlam jedna, ktora mieszkala w poblizu i lubila kaktusy wiec je wszystkie zabrala, ale na kazda wizyte ofiarodawczyni przynosilismy kaktusy do nas.
Rosly pieknie:))
Szczytem wszystkiego bylo jak zaczelam pracowac z pewna Rumunka, ktora co i rusz dawala mi prezenty.
Ja piernicze, baba miala jakis cyganski gust, w zyciu nie byla u mnie w domu, a dawala mi to co jej sie podobalo. Na dobra sprawe nie jestem pewna czy podobaloby sie jeszcze komus.
I tak zostalam obdarowana skarpetkami z papugami, co moze nie byloby jeszcze dziwne, ale papugi mialy wystajace dzioby i skrzydla po bokach, no i obowiazkowo krysztaly. Grube, ciete krysztaly, ktorych ja nigdy nie lubilam, nawet w czasach rozkwitu krysztalowej mody, kiedy po krysztaly wystawalo sie w kolejkach, lub "zalatwialo" sie je spod lady.
Potem byla przezroczysta, srebrna bluzka z dekoltem ktory sie konczyl na wysokosci pepka, byly jakies badziewne miseczki do chujwiczego w kolorach teczy. Uwienczeniem prezentow Rumunki byly obrazy przywiezione prosto z Rumunii, no bo jakze moglaby nie przywiezc prezentow?
Tu musze zaznaczyc, ze Rumunka obdarowywala nie tylko mnie i wszyscy dookola mieli tych prezentow dosc i nikt nie wiedzial co z nimi robic.
Obrazy przynioslam do domu, Wspanialy o malo ataku serca nie dostal, bo byly to obrazy ze skory, takie byly tez kiedys modne w Polsce, sama przywiozlam sobie z mojej pierwszej wizyty skorzany zegar, w ksztalcie konaru drzewa i maly widoczek z czarnej skory. Ale to wszystko jest w jednym kolorze, widoczek czarny, zegar brazowy, wyglada calkiem fajnie.
Obrazy z Rumunii byly wielo kolorowe, a najpiekniejszy to byl portret kobiety z niebieskimi powiekami, karminowymi ustami i w zlotym oczojebnym kapeluszu z fioletowa kokarda. Wszystko dodatkowo pociagniete jakims blyszczacym badziewiem.
-- Ty musisz cos zrobic, zeby ona przestala dawac Ci te prezenty bo ja sie boje myslec co dostaniemy z okazji naszego slubu - zawyrokowal Wspanialy.
Latwo mu bylo powiedziec, cos zrobic...
Ale jak?
Jednak przerazenie spowodowane wizja ewentualnego prezentu slubnego, ktory to slub (nie prezent) zblizal sie z szybkoscia swiatla, zmusilo mnie do dzialania. Nawet nadarzyla sie okazja, bo po pracy poszlysmy do knajpy, ot tak bez okazji, zeby posiedziec, pogadac, zjesc cos dobrego i wypic lampke wina.
I wlasnie tam przy stole, ktos na moje szczescie podjal temat nadchodzacego naszego slubu. Uczepilam sie jak moglam, wbilam sie w temat pazurami i trzymalam mocno.
To trzymanie polegalo na stwierdzeniu, ze wlasnie podjelismy decyzje, ze nie przyjmujemy zadnych prezentow, bo jako malzenstwo skladkowe, po przejsciach mamy dosc badziewia, z ktorym juz nie wiadomo co zrobic i zastanawiamy sie jak to gdzies sensownie rozdac, wydac, zeby nikogo nie obrazic a jednak nie wyrzucac na smieci dobrej i prawie nowej mikrofali, zelazka, kompletu sztuccow, talerzy obiadowych itp. Wyglosilam wiec wyrazne oswiadczenie, ze juz od teraz nie przyjmuje zadnych prezentow, ani teraz, ani nigdy w przyszlosci.
Rumunke troche przytkalo z zaskoczenia, ale inne dziewczyny zaczely tez kolejno opowiadac sie po stronie mojego pomyslu, ze one tez nic nie potrzebuja, ze generalnie kupowanie prezentow dla kogos, kogo sie nie zna poza praca jest upierdliwe i ciezko trafic w gust lub potrzeby drugiej osoby. Czyli delikatnie a jednak stanowczo stwierdzaly, ze one tez bardzo chetnie wypisza sie z prezentowego kregu.
I jak my tak gadalysmy, to Rumunka odzyskala mowe:
-- Ale jak to tak? bez prezentow? - zapytala dodajac, ze ona ma zawsze ogromna radosc jak moze cos komus podarowac. Co do jej radosci to nigdy nie mialam zadnych watpliwosci, szkoda tylko, ze ona sama nie pomyslala o radosci osoby otrzymujacej prezent, bo jak wynikalo z rozmowy przy stole, z ta radoscia odbiorcow byly powazne problemy.
-- Nie widze problemu. Jesli koniecznie chcesz uczcic np. moje zamazpojscie to mozemy sie umowic na wypad do knajpy i ja jem na Wasz koszt. Zreszta zawsze przyjme butelke wina.
Pomysl chwycil i zostalo gremialnie ustalone, ze od tej pory wszelkie okazje zamiast byc swiecone prezentami beda swiecone zarciem lub ofiarowana butelka wina.
Wszystko szlo dobrze do czasu kiedy po tygodniowym urlopie wrocilam ze slubnych wojazy, a w drzwiach mojego pokoju ukazala sie Rumunka z malym pakunkiem w reku.
-- Wiem, ze mowilas, ze nie chcesz prezentow, ale to nie prezent. Tylko taki... maly drobiazg..
- powiedziala wyciagajac reke z pakunkiem w moja strone.
Trzymajac moje rece przy sobie stwierdzilam:
-- Elena, maly drobiazg jest tez prezentem i od malych drobiazgow zaczyna sie caly lancuszek prezentowania na nowo. Dziekuje, doceniam, ale... nie.
Nie dawala jednak za wygrana i zaczela pakunek rozpakowywac, zeby udowodnic mi, ze to tylko "maly drobiazg" a nie prezent. Po chwili szamotania sie ze wstazka i papierem moim oczom ukazlala sie para labadzkow z radosnie podniesionymi skrzydlami i zlaczonymi dziobkami imitujacymi pocalunek. I to wszystko wykonane z ciezkiego grubego szkla czesciowo matowego a czesciowo wyszlifowanego.
Kryste!!! z ktorego badz kosciola!!! Wlasnie sobie wyobrazilam uradowana mine Wspanialego jak wracam z labadzkami do domu.
Grzecznie, najdelikatniej jak moglam, ale niemniej stanowczo odmowilam przyjecia labadzkow. Niepocieszona Elena opuscila moj pokoj nic nie rozumiejac.
Trudno.
Kilka miesiecy pozniej wynajelam wreszcie wlasny niezalezny lokal i odeszlam. Nareszcie bylam sama, bez zagrozenia wymiany prezentow przy roznych okazjach, a glownie swiatecznych.
Owszem dostaje prezenty w okresie swiat od klientek, najczesciej jest to kartka swiateczna a w niej ekstra gotowka, z prezentow rzeczowych to swieczki zapachowe (uwielbiam), rekawiczki, ktorych juz dzieki tym prezentom nie bede musiala kupowac do konca zycia, czasem portmonetka (tez mile widziana) od czasu do czasu butelka dobrych perfum (zawsze sprawia radosc).
W rodzinie wszyscy wiedza, ze na Amazon mam liste ksiazek, ktore chcialabym dostac, wiec jak ktos chce mi sprawic prezent to jest to na 100% prezent trafiony.
Z drugiej strony od lat jestem mistrzynia w kupowaniu sobie samej prezentow, takie "from ME to ME with LOVE" i te sa zawsze najlepsze, wymarzone i sprawiaja kupe radosci:)
Dzieki takim postanowieniom mam problem swiatecznych prezentow z glowy i wcale nie odczuwam ich braku ani rozczarowania, ze swieta minely i nie pozostawily po sobie durnostojek, ktore nie wiadomo gdzie postawic, zupelnie do niczego nieprzydatnych gadzetow, ktorych i tak pewnie przed otrzymaniem prezentu mialam juz w ilosci kilka sztuk, kolejnych szalikow, ktore kolorystycznie nie pasuja do zadnego zimowego odzienia, a tylko do letnich krotkich gaci. Jestem cala szczesliwa i nie mam zadego prezentowego stresu, nie musze ganiac jak wyzel z jezorem na kolanach w dziko klebiacym sie tlumie zakupujacych kolejne prezenty.
Ile badziewia czlowiek moze nagromadzic przez cale zycie?
Wiele, bardzo wiele, wrecz nieograniczone ilosci.
A co potem robic z tym, jak juz gromadzacy opusci padol szczesliwosci ziemskiej?
Nie wiem, ale wyobrazam sobie pozostajaca przy zyciu rodzine z zalamanymi rekami, pochylona nad kolejna szafka i zastanawiajaca sie "a po jaki chuj ona to wszystko trzymala?"
I tak sobie mysle, ze jak juz mi stuknie 60tka to trzeba bedzie zaczac robic sukcesywne przeglady i pozbywac sie tych pierdolek, ktore i tak jakims cudem tutaj dotarly, glownie pod tytulem "pamiatka z podrozy".
Poki co bardzo podoba mi sie amerykanski system list prezentow jakie ludzie przy roznych okazjach chcieliby dostac. Taka para mlodych przed slubem sama zapierdala do kilku wybranych sklepow, lazi godzinami i wybiera to co im sie podoba, to co uwazaja ze jest im potrzebne. Towarzyszacy im manadzer kazdy wybrany artykul zapisuje na liste, klient czyli zaproszony na impreze gosc nie musi nigdzie lazic, wybierac, przesluchiwac innych gosci czy aby ktos juz nie nabyl mlodym zelazka.
Klient siada w gaciach (albo i bez) przed kompem, przeglada liste i bez wiekszego zastanowienia kupuje online to co sobie juz ktos wybral. Sklep wysyla do odbiorcy i po bolu.
Wszystkie strony zadowolone!!!
Moze jednak swiat jest idelany?
Albo przynajmniej zmierza ku idealowi milowymi krokami.. ;)

51 comments:

  1. Ja bym chciała, zeby tam zmierzał. Zarastam rzeczami niechcianymi, których nie umiem wyrzucić ani nie ma komu oddać. Z zabawnych historyjek - dostałam dawno temu niebieską szklaną miskę. Po chyba 5 latach dostałam niebieski szklany słoik na makaron (inny odcień niebieskiego), bo - uwaga - mam taką miskę. Po następnych dwóch latach - 3 brzydkie niebieskie granatowe (odcień zupełnie z innej beczki) wazony o dziwnych kształtach. Do miski i słoika. Słoik i miska, dodam, nie są używane, stoją w charakterze łapaczy kurzu.

    ReplyDelete
  2. to było piekne prezentowe story. Jestem pod wrażeniem całokszatłtu. :-))

    ReplyDelete
  3. przepraszam, że nie w temacie ale nie mogłam wcześniej i pewnie nie będę mogła też pozniej więc teraz:ściskam mooooocno Ciebie i tego paskudnego ;) Wspaniałego Świątecznie i Noworocznie.a jak byś kiedyś chciała wydać drukiem te wszystkie historie swojego życia to ja tam mogłabym ich dostać w prezencie nawet kilkanaście,bo jestem przekonana, że to byłby hit stulecia i każdy chciałby każdego nim obdarować.
    zula

    ReplyDelete
  4. Zuzanko--> Tak to wlasnie dziala:)) I nie dziw sie, jak teraz juz bedziesz dostawac masowo inne niebieskie poczwarki, bo przeciez "lubisz niebieski":) Ja tak mialam z niebieskimi szmatkami, bo "masz niebieskie oczy" tylko kuzwa nikomu nie przyszlo do glowy, ze nigdy w zyciu nie nosilam nic niebieskiego, bo wygladam w tym jakbym umarla 3 tygodnie temu. Albo ze nie bardzo mialam wplyw na kolor oczu, ale chce i moge miec wplyw na kolor bluzeczki:))

    ReplyDelete
  5. El--> No jakies koszmary mialam z tymi prezentami, wiec jest jak jest:)

    ReplyDelete
  6. Zula--> Okres swiateczny ciagle trwa, wiec nie jestes spozniona:) Dziekuje bardzo, rowniez w imieniu paskudnika;) oraz Tobie wzajemnie przesylamy wszystkiego najlepszego!!

    ReplyDelete
  7. esu, mnie dobija, jak ktos na sile stara mi sie cos 'fajnego' kupic. Ja od zawsze mowie, ze wystarczy mnie zapytac, lista ksiazek, ktore bym chciala jest niemal nieskonczona, plus kup mi owce, a bede w niebie! Ludziom to nie pasuje, bo to 'powinna byc niespodzianka'. A kij z niespodzianka, ja bym zadowolona byla! ;)
    Za to jak do kogos ide, to tez nie kupuje prezentu, bo niby skad mam wiedziec, co ktos lubi, zwlaszcza jesli nigdy nie bylam. Butelka wina (zwykle wybranego losowo, bo ze mnie taki znawca wina, jak z koziej dupy trabka) albo czekoladki, a i z czekoladkami czasem moze byc wtopa, bo nie kazdy jada...
    Moja psiapsiola jak sie zenila (wychodzila za maz tudziez), to tez zrobila liste, ja mialam ja w lapach i ludzi po prostu pisali mail, ja chce to, a ja to. Przynajmniej dostali co chcieli. A jak komus sie lista nie podobala, to gotowka zawsze mile widziana.

    ReplyDelete
  8. U mnie tez sa listy slubne i z okazji narodzin dziecka. Oraz podaje sie na zaproszeniach na slub numer konta, jakby ktos wolal dac pieniadze.
    I nie ma potem problemow, jak kiedys u mojego kolegi, ktory dostal 7 zegarow do dwupokojowego mieszkania :)))

    ReplyDelete
  9. Mimo wszystko wole jak prezent jest niespodzianką:)

    ReplyDelete
  10. U nas dawno czar prysł. Jesteśmy z mężem wybredni, jak już coś chcemy to bardzo konkretnego, co to nawet dobrze znający cię małżonek nie wybierze bez wskazania przez ciebie paluchem. Stąd u nas, z drobnymi wyjątkami, nie ma niespodzianek. Zresztą, przeważnie sami sobie kupujemy co chcemy kiedy chcemy, więc jakoś potrzeba prezentowania maleje. No i lubimy prezenty typu "dla domu." Np. nowy telewizor na święta. W szerszych kręgach rodzinnych prezenty ograniczane są do dzieci, a specjalnie bliscy dorośli dostają gotówkę i tak jest dobrze.

    ReplyDelete
  11. Spłakawszy się serdecznie ze śmiechu z Rumunki i skarpet-papug podzielę pogląd autorki, że nie ma nic gorszego niż dostawanie prezentów, których nawet izby piwniczne nie chcą przyjmować na przechowanie. ;))

    ReplyDelete
  12. Ja lubię dostawać prezenty, ale tylko takie, które szybko się niszczą czyli świeczki, książki, dobre płyny do kąpieli, dobre wino a wszystko inne wolę kupować sobie sama, nawet biżuterię, teoretycznie od męża, sama wybieram:) I takie same daję prezenty osobom o których gustach niewiele wiem. Uważam, że to świetna metoda i bardzo rozumiem Twoje nastawienie. Co to za niespodzianka prezentowa, z którą nie bardzo wiadomo co zrobić. Teraz też już nauczyłam synową , że jak chce dostać prezent to musi wyartykułować co chce, bo jak nie to dostanie perfumy (najpierw z miesiąc wcześniej próbki a potem pytam się , ktore jej najbardziej się podobały) i nic więcej. Ale rumunka jednak Bogu dzieki nigdy mi się nie trafiła:))

    ReplyDelete
  13. Rinonko--> Ja tez zdecydowanie wole jak mnie ktos zapyta:) Jestem duza dziewczynka i wiem czego chce:P Wino, nawet najgorsze da sie wypic, tez nie jestem koneserem, wiec to calkiem bezpieczne. Czekoladki tez uwazam za bezpieczny prezent, bo nawet jak sie samemu slodyczy nie jada, to mozna otworzyc prezent i poczestowac nim gosci:)

    ReplyDelete
  14. Werita--> Listy z prezentami do wyboru sie rozprzestrzeniaja i to dobrze, bo faktycznie co robic z 7 zelazkami? Ktore oddac? Kto z ofiarodawcow sie nie obrazi? Ja juz zdecydowanie jestem za stara na takie numery:)))

    ReplyDelete
  15. Nivejko--> Jak tak lubisz, to prosze bardzo i nie ma w tym nic zlego:)) We mnie prezent niespodzianka wywoluje instynkty mordercze:)))
    Jedyna niespodzianke jaka moge przezyc jest glowna wygrana w MegaMilions:)))

    ReplyDelete
  16. Zawsze czytając Twoje cudeńka moje myśli powracają do historii, wydarzeń dla mnie bardzo wzruszających. To dobrze. Upewniam się wtedy, że wszystko co przeżyłam, co pamiętam jest ważne i pouczające, że od jakiegoś momentu nie marnuję już swojego życia. Taki niby lekki temat prezentowy...a jak wiele do przemyśleń. "Ofiarowałam" kiedyś dwóm chłopcom z biednej wioski, gdzieś na granicy Chin i Birmy chusteczki do nosa (wypas! wilgotne, pachnące,3 szt.!). Nie umiem opisać ich euforii, radości, szaleństwa, tańca radości... Nie umiem opisać mojego wzruszenia. A potem opamiętania... po co mi to wszystko co mam?
    P.S.Ciekawa jestem ich reakcji na skarpetki z papugami...hmm... no nie wiem. Ściskam. "gekon"

    ReplyDelete
  17. Aneta--> Prezenty dla domu, to w ogole nie sa prezenty dla nikogo, tylko DLA DOMU, a to juz chyba temat na osobna notke. Gdybym dostala w prezencie sokowirowke, czy nowy odkurzacz to ofiarodawca na 100% wyladowalby w szpitalu:)))) Tez wybieram sama to co dostaje od meza, nawet pierscionek zareczynowy sama wybralam, on tylko podniosl wartosc:) Ale ksztalt i motyw ukladu kamieni byl wybrany przeze mnie:)) Wspanialy zrobil to bo stwierdzil, ze tak bezpieczniej skoro "mam ten pierscionek nosic do konca zycia" Ja wybralam, a i tak nie nosze, bo nie chce sie streswoac, ze przez zapomnienie zostawie kupe szmalu na umywalce w pracy:)))

    ReplyDelete
  18. Akemi--> Bo przez te papuzie skrzydla na bokach, to trzeba by w tych skarpetkach chodzic w calkiem niezlym rozkroku:))))

    ReplyDelete
  19. Kiciu--> Milo mi, ze nie jestem sama i podzielassz moje poglady:))

    ReplyDelete
  20. Gekon--> Bo tak naprawde to cala ta impreza prezentowa jest masowym gromadzeniem rzeczy niepotrzebnych. Chusteczki do nosa sa towarem pierwszej potrzeby, a nie kazdy ma i na tym powinnismy sie skupic. No ale.. cywilizacja znieczula.
    A wiesz, ze ciagle na pierwszym miejscu w moim osobistym rankingu najblizszych sercu prezentow jest puste pudeleczko, ktore dostalam od Wspanialego 8 lat temu. Jest to metalowe pudelko po jakichs cukierkach, wewnatrz ma wklejona kartke z napisem "to pudeleczko zawiera nieograniczona ilosc calusow, jak jest Ci ciezko i zle, wez jeden i pamietaj, ze ktos Cie kocha" Nosilam to pudeleczko zawsze przy sobie przez te wszystkie lata, ale ostatnio musialam go odlozyc do schowka z "drogocennosciami" bo sie boje, ze przez codzienne noszenie w torebce zniszcze go. Juz wieczko sie niebezpiecznie poluzowalo, a to jest jedyny prezent najdrozszy mojemu sercu.

    ReplyDelete
  21. No cóż.... prezent pudełko?! Cudo!!!!!!!!!!!!!!!! Och! uwielbiam właśnie takie pomysły!!!!!!!!!!!!!
    W między czasie pomyślałam , że zawsze o każdej porze mogę dostawać butelki dobrego wina i perfumy..... no cóż, do tego mam słabość. Powiem Ci , że trochę mi z tego powodu wstyd. :)))) Mój ulubiony prezent od mojego Marcina??... dwie ogromne muszle wyłowione przez niego. Leżą w tym samym miejscu od 10 lat. Pa. "Gekon"

    ReplyDelete
  22. Stardust witaj, poczytywałam Twojego bloga od jakiegoś czasu z ukrycia i słowa nie zostawiłam, no ale wypada się przywitać , a nie dzicz udawać jakąś, więc witam serdecznie. A co do prezentów to moje imieniny przypadają w Wigilię ,więc pamiętają tylko nieliczni i najczęściej wiedzą co podarować, bo mówię wcześniej. Ewa

    ReplyDelete
  23. witam Stardust, czytam Twojego bloga z radością już od jakiegoś czasu, dzisiaj chciałam podpisać się pod tym postem obiema rękami i nogami... też mam w szafkach i szafach pełno "durnostojek" z podróży (nie moich...) ze świąt i urodzin, hitem zeszłego roku były strojne srebrne kolczyki, które dostałam na urodziny... drobny szczegół to taki, że nie mam przebitych uszu i generalnie nie chcę mieć i nie planuję, natomiast Prezenterka owego prezentu, co mnie spotyka spogląda na moje uszy z cichą nadzieję, że może.... ech...
    pozdrawiam
    www.usta-usta.blog.onet.pl

    ReplyDelete
  24. Ja zaś się cieszę byle czym. Mój mąż twierdzi, że musiałam pewnie skończyć specjalne kursy "cieszenia się z byle czego" bo ogólnie rozpływam się nad każdym pagajem i każdym badylem, który wniesiony zostanie w moje progi (choćby brzydota swą wołał do nieba o skrócenie mu cierpień), jakbym własnie wygrała miesiąc na angielskim wybrzeżu. Biorę do ręki i cieszę się całym CzarnymWieprzem, następnie stawiam w widocznym miejscu i cieszę się po raz drugi z daleka, wstaję rano i nie moge wyjść z tej cholernej uciechy (bo uciecha u mnie trzyma długo)aż kwiczę z radości.A ile sie przy tym nagadam, a ilu ludzi zanudzę na śmierć... Potem ide do pracy, po powrocie mam ochotę ucieszyć się znowu, szukam prezentu ale nigdy nie znajduję, nie ma go tez w kuble na śmieci, w piwnicy, komórce i w śmietniku przed domem. Nie wiem, naprawdę nie rozumiem dlaczego tak się dzieje...

    ReplyDelete
  25. U mnie od kilku lat praktykujemy, powiedz co chcesz i co Ci się podoba. Nie przestaje sie podobać mniej ze świadomością, ze własnie na coś tam można liczyć :)

    ReplyDelete
  26. Temat-rzeka... Czego to ja przez lata nie dostawalam: kolejna 10-ta podkoszulke "zeby mi bylo cieplo", 20 par rajstop (w czasach kiedy juz bylo lepiej w sklepach), twarde i niewygodne buty w zlym rozmiarze (a mam taka francuska stopke jak Ty, Stardust), mikser itp. Oby ktos tym prezenterom odplacil ta sama moneta za me krzywdy ;-)) Najlepszym zas prezentem byla wiele lat temu kaseta z muzyka przegrana z plyty CD, ktorej nie moglam sobie dostac, a prezenterka nie dosc ze doslyszala ze chce, to jeszcze pozyczyla od kolegi z pracy zeby mi przegrac. Miodzio... W tym roku zmadrzalam i zlozylam zamowienie - i mam to co chcialam :-P

    ReplyDelete
  27. Ja zawsze staram się dawać "Spersonalizowane" prezenty - czyli robione przeze mnie ręcznie specjalnie dla kogoś :) ale czasem mózg mi się zacina i nie mam pomysłu... Dlatego listy życzeń są dla mnie rewelacyjnym wynalazkiem! :)) pozdrawiam z ziiiiimnej Warszawy!

    ReplyDelete
  28. Cześć Star,
    O prezentach to ja mam sporo do powiedzenia, ale dziś wpadłam tylko pozdrowić, bo jutro wcześnie pobudka i jazda przez setki km do domku :)
    Napiszę więc jak dojadę.
    Buziaki! :)

    ReplyDelete
  29. Stardust, jak ja nienawidze durnostojek i innego badziewia!!!! Tak bardzo Cie rozumiem;)Tez nie ma u nas niespodzianek, bo oboje jestesmy wybredni i bardzo konkretni w tym, co nam sie akurat marzy. Ja tam lubie dostawac tzw gift cards, kazdy to wie i czesto dostaje od najblizszych. Wszystkie te pracowe imprezy typu Secret Santa i inne to o kant d... potluc. Zawsze dostane jakies gowno, ktore potrzebne mi jak dziura w parasolu. Do tego stopnia tego nie znosze., ze po tegorocznej wymianie powiedzialam 'dosc' i juz nie bede brala wiecej udzialu. Swojego tak zwanego prezentu nawet do domu nie przynioslam, nie nadaje sie na nic!!!

    ReplyDelete
  30. Hehehe, papugi rzondzom :))) Lubię jak prezent pokazuje, że ktoś mnie słucha - marudziłam w pracy, że potrzebuję normalnej książki, bo po trzech fantasy pod rząd mam dosyć elfów i krasnoludów, to dostałam od koleżanki gift card do księgarni :)
    O prezentach i w ogóle Świętach też jutro na blogu coś wykrztuszę, bo to w końcu pierwsze pozapolskie :) Na razie się rozkoszuję błogim lenistwem :)

    ReplyDelete
  31. Gekon--> Wlasnie takie prezenty, niby nic, a jednak maja najwieksza wartosc:))

    ReplyDelete
  32. Lubewa--> Milo mi, ze jestes:))) I masz racje Ewy i Adamowie maja przepukane z imieninami, bo faktycznie w ferworze swiat gdzies sie zapomina:)

    ReplyDelete
  33. Ola z Usta usta--> Witaj, ja tez Ciebie podczytuje regularnie:) I nawet mam w linkach. Kolczyki sa dowodem na to, ze znow ktos nie przywiazuje wagi do faktow:))

    ReplyDelete
  34. Pieprzniczko--> Ale ile masz przy tym radosci, to Ci nawet diabel nie odbierze:))))

    ReplyDelete
  35. Aga_xy--> Dokladnie tak, prezent na zamowienie jest tak samo milo oczekiwany i jeszcze bardziej milo widziany:))

    ReplyDelete
  36. MarioAgdaleno--> To chyba z wiekiem przychodzi, ze czlowiek nareszcie nabiera odwagi zeby powiedziec o co mu chodzi;)

    ReplyDelete
  37. Dizejko--> Lubie wiedziec co kto chce, bo to w znacznym stopniu ulatwia mi zycie. Dziekuje za zyczenia z zimnej Warszawy i pozdrawiam z zasniezonego Nowego Yorku:))

    ReplyDelete
  38. Iw--> Bezpiecznej jazdy powrotnej zycze!!!

    ReplyDelete
  39. Moniko--> Zgadzam sie Gift Cards sa rowniez mile widziane. Dobre jest tez to, ze tutaj jak kupujesz cos na prezent, to do prezentu jest dolaczona metka (bez ceny) ale gwaratnujaca mozliwosc wymiany. Secret Santa mnie zawsze wkurwial do bialosci:)))

    ReplyDelete
  40. Koalo--> Ludzi sluchajacych i obserwujacych jest niestety na swiecie malo. Wiekszosc towarzystwa nie dosc ze guche to jeszcze slepe:))) Czekam na notke z pierwszych swiat poza Polska:)

    ReplyDelete
  41. O, to genialny patent jest z tym żarciem. Ja na żarciu jadę z moimi nad wyraz hojnymi sąsiadkami. One mi pierdołki a ja twardo - maszci piernika wypieczonego w kształcie czegośtam przez mua. Jak się nie podoba to można zjeść - zjadliwy jest na pewno. One w obliczu tego sabotażu tez powoli hamują z upłynnianiem badziewia ze swoich kartonów piwnicznych.
    Ale najgorszy prezent jaki w życiu dostałam to koszmarne filiżanki, na domiar złego jeszcze ozdobione koszmarną, chamską kalkomanią - po prostu horror na miarę Twoich łabądków i reszty, prosto z bazaru.

    ReplyDelete
  42. Mam taką specyfikę pracy, że raczej znamy swoje gusta i nie dostaję wazoników-srajników i innych cudów. Najczęściej w pracy kupujemy sobie alkohole, kosmetyki, oliwę i tym podobne rzeczy. Prezenty od przyjaciół to najczęściej płyty i książki i tu pojawia się malutki problem, ponieważ regularnie obdarowywana jestem czytadłami o słodkim życiu w Toskanii, Prowansji i innych słitaśnych miejscach, za którymi nie przepadam, ale ani moje książki, których bohaterowie mieszkają na wschód od Adriatyku, ani delikatne aluzje nie pomogają - nic to korzystają inni, bo chętnie pożyczam. Prezenty niespodzxianki są fajne od rodziców, soistry i mojego męża, bo wszyscy dobrze znają mój gust i poza jedną skuchą przy której papugi to szczyt elegancji i dobrego smaku, wtop nie było.

    ReplyDelete
  43. Laki--> Badz wytrwala z tymi zarciowymi prezentami, moze kiedys sasiadki zalapia:))

    ReplyDelete
  44. Kamenari--> Jak czlowiek pracuje w tym samym srodowisku latami, to jest mozliwosc poznania sie nawzajem i wtedy jest latwo, prosto i przyjemnie. Niestety ja nie siedzialam nigdzie dlugo, bo mnie nosilo, a i towarzystwo sie w moim kregu zawodowym zmienia jak w kalejdoskopie. Siegnelam wiec po inne metody i mam spokoj:)

    ReplyDelete
  45. My z Zośkom robimy sobie prezęty niewidzialne. Polega to na tym,że Zośka daje mi taki prezęt za około cirka 5 tysiaka i lepiej.Przy czym na podkreślenie zasługuje tutaj czasownik "daje" , który w tym wypadku oznacza czas przeszły-terażniejszy niedokonany:)
    Oczywiście nie pozostaję Zośce dłużny , nie lubię mieć żadnych zobowiązań , więc jak ona "daje" mi za cirka 5 tysiaka , to ja przy najbliższej okazji "wręczam" jej za cirka 5,5 do 6 tysiaka.
    Nigdy nam się jeszcze nie zdarzyło, by prezęt był nietrafiony dokładnie w gust , czy w cokolwiek innego :)

    Kazimierz

    ReplyDelete
  46. hahahah usmialam sie bo faktycznie masz racje, osobiscie nie lubie prezentow i zawsze wszystkim powtarzam ze nic nie chce,a jak musza cos kupic to niech to beda kwaity ciete, w mysl idei ze kwiatami powinno obrarowywac sie za zycia hahah, a nie stertami na grobie,i tez uwielbiam robic sobie prezenty, a co do kupowania prezentow innym ,staram sie nie kupowac bibelotow,jednak dobrze jest znac gusta innych:) a nie kierowac sie swoimi upodobaniami, mialam tez kilka prezentow ktore wyladowaly w koszu, ale tez jesli komus cos pokazuje to nigdy nie pytam sie czy sie komus cos podoba, sklaniajac go tym samym na klamstwo hahaha, jesli komus przypadnie cos do gustu sam to powie, ale chyba nie przyszloby mi do glowy zaraz kupowac mi tego samego,jesli sie chce czegos pozbyc na ogol sie pytam jesli Ci sie podoba to sobie wez bo i tak wywale hahahnie wiem czy jest to akurat dobry zwrot ale czasami dziala :)

    ReplyDelete
  47. Blogniedzielny--> Zgadzam sie, ze propozycja ofiarowania, bo i tak wyrzuce, dziala. Sam zwrot moze jest niefortunny, ale jest jasnosc sytuacji:))

    ReplyDelete
  48. Dla jasności sytuacji pragnę nadmienić
    ,że Kazimierz to tylko mój pseudonim artystyczny. Może wydawać się niefortunny , więc być może w niedalekiej przyszłości, sprezentuję sobie bardziej adekwatny :)
    Over.

    ReplyDelete
  49. Jestem na miejscu, przeczytałam i podziwiam Twoją odwagę w odmawianiu prezentów.
    Najfajniejsze prezenty, podobnie jak Ty, wybieram i kupuję sobie sama, albo wspólnie z Markiem.
    Są też rzeczy, które sobie kupuję za kasę otrzymaną w prezencie od Mamy (od lat tak robimy, a potem jej pokazuję prezent i wielokrotnie z przyjemnością przypominam, że ten parowar to od niej właśnie dostałam! :))
    Bardzo lubię obdarowywać, jak mam trochę gotówki na zbyciu.
    Natomiast moja córka w te święta pobiła wszystkich na głowę, bo każdemu z rodziny przygotowała własnoręcznie wykonany prezent (lepi z gliny, wypala, a potem maluje).
    Większość dostała ramki z magnesami na lodówkę z charakterystycznym motywem dla danej osoby i ze zdjęciami poszczególnych osób. Wyszły naprawdę ślicznie i kolorowo!

    ReplyDelete
  50. Iw--> Ramka ze zdjeciem osoby (osob) obdarowanych jest naprawde super pomyslem. Bardzo czesto daje taki wlasnie prezent na zareczyny:)) I zawsze budzi radosc!! Corke Twoja podziwiam za tyle wlozonej pracy, bo o ile dobrze pamietam, to liste osob do obdarowania mialyscie dosc dluga.

    ReplyDelete
  51. Masz lodówkę w zabudowie z drewna akacji indonezyjskiej. Ramka z magnesem jako super pomysł na prezent odpada, przykro mi Stardust;)
    Oczywiście można dokupić jeszcze jedną klasyczną lodówkę i postawić ją w najbardziej eksponowanym miejscu( salon ?) , ku uciesze prezentera.

    Kazik

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...