Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, December 8, 2010

Swieta z rodzina, czyli kogo sie da wydupczyc

Nie tak dawno pisalam w komentarzach na zaprzyjaznionym blogu, ze z okazji swiat bardzo kocham ocean, bo jak sobie przypomne te wszystkie przedswiateczne dramaty to jestem cala szczesliwa, ze mam spokoj.
No nie tak szybko kolezanko, powiedzialo zycie;))
Tytulem wstepu musze wyjasnic, ze w naszej rodzinie mamy religijne pomieszanie z poplataniem.
Wiadomo, ze Wspanialy jest zydem, ja ponoc katoliczka, bo teoretycznie katoliczka, praktycznie? niepraktykujaca i niezgadzajaca sie z zadna religia, ale.. liczy sie ponoc papier, a na papierze stoi katoliczka.
Ja tam sie o szczegoly nie lubie spierac, tym bardziej, ze one mi w niczym nie przeszkadzaja, wiec co sobie zawracac dupe o cos co i tak nie utrudnia mi zycia.
Do swiat mam stosunek mocno konsumpcyjny, czyli lubie kosnumowac swiateczne dania.
Ale zycie dowodzi, ze nie ja jedna lubie konsumowac te swiateczne dania, sa jeszcze inni, ktorzy lubia, zwlaszcza jesli te dania sa przygotowane przeze mnie.
W Thanksgiving zapraszamy cala rodzine, bo logicznie rzecz biorac nie mam nic przeciwko jednemu swietu rodzinnemu kiedy sie wszyscy razem spotykamy pod naszym dachem.
Pozostale swieta?
No coz na temat swiat zydowskich wiem tyle, ze sa i ta wiedza doskonale nam wystarcza, Wspanialy jest tak samo religijny jak ja:) i tak jest dobrze.
Albo raczej bylo dobrze, dopoki corce nie zachcialo sie wyjsc za maz za luterana, wiec teraz obchodza podwojne swieta.
Pamietam, ze zaraz po ich slubie rozmawialam ze Wspanialym, ze chyba wypadaloby pomyslec o jakims sensownym rozwiazaniu i moze obchodzic te swieta chrzescijanskie razem.
Ale Wspanialy sie nie kwapil, bo tesciowa corki jest osoba wielce tradycyjna i mimo, ze oboje ja lubimy towarzysko, na luzie to jednak w swieta... Yyyy cos jest nie teges. Raz nas zaprosila na obiad bozonarodzeniowy i dla nas bylo to za tradycyjne:) No ale my jestesmy wyrzutki spoleczne.
Syn z synowa i mala piczka tradycyjnie wyjezdzaja gdzies z okazji BN, bo tak robi wiekszosc zydow i dobrze, mysle, ze ta tradycja wakacyjna sie ustabilizuje tym bardziej, ze synowa jest troche bardziej religijna niz syn. I niech tak zostanie, wolno im, niech sobie robia co chca.
Trzy lata temu akurat przed swietami BN zmarl brat naszego wtedy jeszcze nie ziecia. Bylo to w Czechach, wiec jak wrocili po pogrzebie, zaprosilam wszystkich hurtem, jak leci bo uznalam, ze sytuacja byla wyjatkowa.
W tym roku spotkalismy sie z Ch. (tesciowa corki) przy okazji nadania imienia wnuczce i tak gadka szmatka i nagle Ch. mnie zagadala, ze przeciez to wstyd, zeby swieta BN obchodzic w dwoch domach po 3 osoby w kazdym i powinnismy to jakos zrobic razem.
-- Masz racje, powinnismy - zgodzilam sie, bo faktycznie jest w tym i sens i logika.
-- No wlasnie, to moze jedna z nas zrobi Wigilie a druga Boze Narodzenie - zaproponowala.
-- Nie ma sprawy, tylko wiesz, ja nie lubie karpia - walnelam zgodnie z prawda, bo po co maja byc jakies niedomowienia.
-- Tak naprawde to ja tego karpia robie tylko dla tradycji, ale wazne zeby nie bylo miesa w Wigilie.
-- Fajnie, u mnie tez Wigilia jest bezmiesna.
Wszystko szlo jak z platka, ale jak przyszlo do ustalania kto zrobi ktory dzien to juz bylo gorzej, bo obu nam bylo "obojetne" a wiadomo jak jest obu obojetne, to ni chuja do niczego sie nie dojdzie.
Ale dalam sobie spokoj, w koncu do BN bylo wtedy jeszcze ponad 2 miesiace.
Natomiast w Thanksgiving tuz po obiedzie a przed deserem corka zapytala:
-- To co robimy ze swietami?
-- Y. mnie jest naprawde obojetne, powiedz Ch. zeby zdecydowala ktory dzien chce zrobic i nie ma sprawy.
-- A wiesz ja mam kolezanke, ona jest Polka i jej matka, czy moglabym je tutaj zaprosic?
Troche mi sie watroba przesunela, ale miejsca za wiele nie miala, bo bylam juz po solidnej wyzerce, wiec powiedzialam:
-- Wiesz w kwestii zapraszania osob trzecich to moze zapytamy rowniez ojca, w koncu on finansuje cale swieta.
A Wspanialy, kurwa moj Wspanialy na to:
-- Ja nie mam problemu.
-- To moze bysmy zrobili Wigilie u Was - zaproponowala corka.
-- Nooo moze, a w Boze Narodzenie przyjedziemy do Was - jakos tak mi przeczucie nakazalo powiedziec.
-- Wiesz, to sie jeszcze zdzwonimy,bo tak naprawde to Ch. nie bardzo przywiazuje wage do BN, najwazniejsza jest ponoc Wigilia - powiedziala.
W tym momencie poczulam sie juz prawie wydupczona, ale ja sie tak latwo nie daje.
-- To sie zdzwonimy - rzucilam przez ramie i zajelam sie ukladaniem ciasta na talerzu.
Juz po Thanksgiving wypozyczylam sobie Wspanialego na rozmowe. Przede wszystkim powiedzialm co mysle o zapraszaniu do mnie zupelnie mi nieznanych osob tylko dlatego, ze "obie panie sa Polkami".
Tym sposobem mozemy zaprosic polowe Greenpointu, bo tam jest calkiem spora liczba samotnych Polakow, a przeciez to swieta i nikt nie powinien byc sam.
-- Ty sie tak szybko zgadzasz na wszystko co tylko zaproponuja dzieci - dodalam.
-- Nie myslalem, ze bedziesz miala z tym problem - wydukal.
-- Owszem, mam problem, bo Wigilia jest w piatek, Ty pracujesz w Wigilie i zjedziesz do domu na tyle wczesniej zeby sie odswiezyc i przebrac, a ja sie upierdole po pachy, sama, bo bede miala gosci, ktorych nawet kurwa nie znam i nigdy w zyciu wiecej nie zobacze.
-- To zrobmy odwrotnie, niech Wigilia bedzie u Ch. a my zrobimy obiad w BN.
-- A slyszales, ze BN nie jest dla nich takie wazne? - zapytalam.
-- Noo, nieee slyszalem..
-- Wlasnie, kurwa takie rozmowy na szybko miedzy jednym a drugim kesem, kiedy nikt nie slucha prowadza do takich niedomowien. A konsekwencja tego jest Stardust kuchta!! Ja pierdole takie imprezy!!
-- No, nie denerwuj sie, przeciez cos sie da zrobic.. - zaczal odkrecac kota ogonem.
-- Ha!! Cos sie da zrobic? To ja Ci juz teraz powiem co sie da zrobic, a dokladnie Co TY zrobisz.
Stal jak ciele i patrzyl na mnie jak byk na rzeznika, az mi sie smiac chcialo, ale musialam zachowac powage.
-- Zadzwonisz do corki i powiesz, ze ja nie robie Wigili i bardzo chetnie przyjdziemy do nich, a u nas bedzie obiad w Boze Narodzenie, jesli chca moga przyjsc, jak to nie jest dla nich "takie wazne" to zapraszamy juz teraz na Wigilie w przyszlym roku.
-- Dobrze, to ja tak zrobie.. - zgodzil sie.
Ale mine mial przy tym zupelnie nie wzbudzajaca zaufania. No kurwa, kochane to jest chlopisko, ale dyplomata z niego jak ze mnie dziewica.
Kilka dni pozniej zapytalam czy dzwonil. Nie. Odczekalam nastepne kilka dni i znow nie dzwonil, wiec ostaniego weekendu dalam telefon w lape z konkretnym poleceniem:
-- Dzwon!
Zadzwonil, pogadali.
-- No to zalatwione, Wigilia bedzie u nich - zameldowal radosnie.
Nie podzielalam tej jego radosci, bo siodmy zmysl mi mowil, ze to jeszcze nie koniec historii, ale podziekowalam grzecznie za wykonanie dzialania.
Wczoraj wieczorem zadzwonil ziec, Wspanialy odebral telefon i cos tam gadali, ale ja bylam zajeta, wiec olalam. W pewnym momencie podszedl do mnie z telefonem i mowiac do sluchawki "to ja Ci dam Stardust, ona pewnie bedzie bardziej kompetentna odpowiedziec na to pytanie" podal mi telefon.
Po wymianie wzajemnych grzecznosci padlo pytanie:
-- Na ktora godzine chcesz zebysmy przyjechali w Boze Narodzenie?
Diabel zarechotal w moich trzewiach, a slodko i radosnie wyszczebiotalam:
-- Oo a ja myslalam, ze zaczniemy od tego na ktora godzine Wy chcecie zebysmy przyjechali w Wigilie?
-- Yyyy.. ja myslalem, ze... Wigilie kazdy spedza u siebie... wiesz nie musicie przyjezdzac...
-- Haha ja wiem, ze nie musimy, ale my chcemy!!
Zrobil sie moment niewygodnej ciszy, wiec szczebiotalam dalej radosnie:
-- Wiesz, T. oczywiscie zadnych prezentow, bo to przeciez nie o prezenty chodzi. Ot kolacja wigilijna w rodzinie. Ja bardzo chetnie przyniose jakies danie, lub ciasto - wylewalam z siebie potok entuzjazmu:)
-- Yyyy... ale my wlasnie w Wigilie otwieramy prezenty... - wil sie jak wegorz ziec.
-- Alez to fantastycznie!! bo my tez!! To zjemy kolacje i pojedziemy do siebie otworzyc nasze prezenty, a Wy sobie spokojnie otworzycie swoje!!! - strumien radosci mialam niewyczerpany:)
-- Nnnooo... tak... dobrze. Wiesz bo my bardzo chetnie przyjedziemy do Was na Boze Narodzenie, bo wiesz Ty tak swietnie gotujesz!!
-- Wiem i bardzo sie ciesze, ze Wam smakuje moje gotowanie, ale jestem tez nieklopotliwym i wdziecznym gosciem - zawolalam znow z radoscia.
Kurwa, ja swietnie gotuje!!! I to jest powod, zeby ze mnie sobie robic osiolka pod stajenka:)
Haha, ja was wszystkich naucze swietnie gotowac, wlasnie dajac wam okazje do gotowania!!!
-- Tak.. tak, oczywiscie... no to Wigilia u nas, w scislym gronie rodziny i Boze Narodzenie u Was - glos ziecia wyrwal mnie z chwilowego zamyslenia.
-- Super!!!
Troche bylam zawiedziona, ze nie bedzie pan Polek, ale chuj tam nie wypytywalam o takie drobiazgi;)
-- Moja mama nie wiadomo czemu stracila glos, ale to ona jeszcze do Ciebie przed swietami zadzwoni - oznajmil na zakonczenie rozmowy ziec.
-- Oj biedna mama, nie ma nic gorszego dla kobiety niz stracic glos - wyrazilam wspolczucie i szybko dodalam:
-- Przekaz jej zyczenia szybkiego powrotu do zdrowia.
-- Dziekuje przekaze, ale jakby sie cos u Was zmienilo, to daj znac. Wiesz... gdybyscie nie chcieli przyjechac...
-- Dam znac, ale chcemy, chcemy, na bank!!!
I na tym sie skonczylo. A moze nie, bo ciagle mam dziwne przeczucie... ze to jeszcze nie koniec:))
Ale ja tam jestem zwarta i gotowa, dorsz w zamrazlaniku, sledzie i tak sobie zrobie, bo lubie i zobaczymy co z tego wyjdzie...

52 comments:

  1. He he. Dobre to.
    Ja się już od końcówki listopada modlę do Allacha, Buddy, Jahwe, Bożków Innych Mniej lub Bardziej Pogańskich, żeby śnieżyca była pierwszorzędna i żebym mogła sobie święcić w spokoju, w akademiku, a nie na zjazd rodzinny pędzić, po to, by przy stole Jaśnie Państwu usługiwać...
    Bleh.

    ReplyDelete
  2. A skąd mi się "ch" do Allaha wkradło? Pomroczności przedświąteczne.

    ReplyDelete
  3. Malutka--> Ciagle nie jestem pewna co wyjdzie z tych moich swiat "rodzinnych" ale zapewniam Cie, ze najpiekniejsze swieta mialam zawsze sama z Potomkiem. Byc moze przez te wlasnie swieta we dwoje odzwyczailam sie od takich rozgrywek rodzinnych, ale to nie znaczy, ze dam sie robic w papilota:)))

    ReplyDelete
  4. brawo !
    brawo !
    ja bym chciała miec tyle asertywności jak Ty w kwestii świąt ale nie mam i tak 15 lat kręce wigilię na 12 osób w sumie to już przyzwyczajona jestem haha co nie znaczy że w każdej chwili gotowa bym była iść do kogoś posmakowac pierogów i śledzia :-)
    pozdrawiam

    zmorka

    ReplyDelete
  5. Wy się przeróbcie na świętą rodzinę (jak prawie sugeruje tytuł), kupcie sobie osiołka pod choinkę i będzie i po katolicki i po żydowsku, bo tak naprawdę to kompletnie nie wiadomo o co chodzi z tym sporem :)))
    Trzeba tylko ustalić kto siedzi na ośle a kto pogania.

    ReplyDelete
  6. Zmorko--> No tak bywa jak sie czlowiek da wkrecic:) Mnie tak przez kilka lat wkrecali znajomi na Thanksgiving, bo tamte panie "nie umialy zrobic indyka" az sie wkurwilam i powiedzialm, ze jak nie beda robic to sie i nie naucza. Dla mnie umiejetnosc gotowania jest prosta jak drut "umiesz czytac, to i gotowac umiesz" jest wystarczajaco duzo przepisow i mozna sie nauczyc. Zreszta jak ktos bardzo nie chce umiec, niech sobie zrobi na Thanksgiving golabki, albo pierogi. Mnie tam wsio ryba:)) Ale nie dam sie juz wrabiac w takie imprezy, ze ja gotuje caly bozy dzien. Zamniennie, bardzo chetnie, a jak im nie pasuje, to faktycznie niech kazdy spedza swieta u siebie. Chyba juz zmadrzalam w tej kwestii:))

    ReplyDelete
  7. Magento--> Jak to nie wiadomo o co chodzi? Chodzi o to zeby przyjsc do mnie:)) Czyli co ja poganiam, a oni na osle? albo moze jeszcze lepiej ja jestem oslem a oni wszyscy mnie ujezdzaja:))))))) Z zydowskimi swietami nie mam problemu, bo ich po prostu nie obchodzimy.

    ReplyDelete
  8. Twój cynizm jest rozbrajający :))

    ReplyDelete
  9. a nie mogłabyś po prostu przestać umieć gotować? przesolić wszystko, a czego nie przesolić to doprawić pieprzem kajeńskim na przykład? chyba po jednym razie nie byłoby chętnych na kolejny ;)

    ReplyDelete
  10. Rotek--> No jest, przyznaje sie bez bicia;)

    ReplyDelete
  11. DS--> Takie oduczenie sie gotowania to moze byc niezly pomysl, tylko, ze ja lubie jesc:)) i to dobrze jesc;) Zauwaz, ze sie nawet na tego karpia zapisalam:)))

    ReplyDelete
  12. To nie cynizm. To zdrowy rozsądek poparty latami doświadczeń. Star, z asertywności - piątka z plusem! Przedświąteczne historyjki typu: kto do kogo i właściwie dlaczego, są niezwykle barwne i zawiłe. :)

    ReplyDelete
  13. Akemi--> Milo mi, ze rozumiesz:) Ja bardzo lubie gosci, ale tez lubie BYC GOSCIEM, a tutaj wyglada na to, ze poniewaz mamy roznice religii to nikt nie musi mnie zapraszac, a ci co akurat obchodza te same swieta, najpierw proponuja, ze jeden dzien u nich, drugi u mnie, potem sie okazuje, ze ten drugi dzien jest nie wazny, a na koniec chca tylko przyjsc na ten niewazny dzien. No kurwa, ja cos tu nie rozumiem. Nie lubie takich sytuacji, jestem zdecydowanie za jasnym stawianiem sprawy, ale jak ktos chce sie ze mna bawic, to sluze uprzejmie. W dyplomatycznych zabawach tez jestem dobra;))

    ReplyDelete
  14. o kurcze, nie spodziewalam sie takiej bezczelnosci! za krotko chyba zyje, zreszta moja rodzina ogranicza sie do rodzicow i brata i jedynie mama jest katoliczka ze faktycznie na cmentarzu modlitwa i cos to dla niej znaczy a reszta to ateisci z nas i tyle. swieta traktujemy konsumpcyjnie, odwiedzic sie na 3h, zjesc obiad/kolacje, wymienic sie prezentami i wrocic do normalnosci. wiec nie musialam sie jeszcze zetknac z taka sytuacja w zyciu ale zapamietam twoja rozmowe telefoniczna gdyby w przyszlosci przyszlo mi sie zmierzyc z takim zachowaniem. i teraz dylemat na przyszlosc- chwalic sie tym ze sie gotuje czy jednak udawac ze ma sie dwie lewe rece ;))) mam nadzieje ze to jednak bedzie koniec tego tematu, bo obawiam sie dalszych czesci.

    ReplyDelete
  15. Aeljot--> No nie? ale przeciez swieta powinny byc wesole:)) Zyczy sie zawsze wesolych swiat, to ja juz zaczynam miec wesolo:))))

    ReplyDelete
  16. Ucieczko--> Coz Ci moge powiedziec? Samo zycie:)) Ja sie raczej nie obawiam dalszej czesci, bo ja mam taka zasade, daje sie wydupczyc tylko dwa razy, pierwszy i ostatni:))) Wiec nawet jak w najgorszym przypadku, to juz naprawde najczarniejszy z czarnych scenariuszy, obydwa dni odbeda sie u mnie, to bedzie to rownoczesnie koniec wspolnych swiat. Grzecznie, spokojnie, ale stanowczo.

    ReplyDelete
  17. Dokładnie, samo życie ;) Ja od rodzinnych świąt, w szerokim tego słowa znaczeniu, co roku uciekam. Wolę węższe grono, kameralne, za dużo się wtedy narobić nie trzeba (chociaż i tak zawsze się wszyscy narobią) i jedzenie jest pod konkretne gusta przygotowywane i ewentualne problemy i perturbacje są ograniczone do minimum. Wiesz,jak to mówią: z rodziną to najlepiej na zdjęciu i też nie wolno z boku stanąć, bo wytną ;P

    ReplyDelete
  18. Porcelanowa--> Zgadzam sie z tym zdjeciem:) Wiesz ja przez 26 lat zdazylam sie odzwyczaic od rodzinnych swiat. Swieta to owszem fajne jedzenie, dekoracje itp. ale przede wszystkim wypoczynek i swoboda. Do tej pory jak mialam ochote to sniadanie bylo o 15tej, jak mialam ochote sie walnac na lozku w butach to moglam to spokojnie zrobic. Nie mam zamiaru zmieniac radykalnie moich zwyczajow, owszem chca razem, to sie zgadzam. Jeden dzien tu jeden dzien tam i wizyty nie dluzsze niz 2-3godziny. Ja chce miec swieta:)) a swieta to odpoczynek przede wszystkim:)

    ReplyDelete
  19. hehehe, bosz uwielbiam Cie za to! Co za dzikie ludzie normalnie, wszystko byle sie ktos inny mogl narobic.
    ja mam pierwsze snieta bez rodziny, ale dla mnie one glownie polegaja na jedzeniu. wiec beda snieta polsko-trynidadzkie, jesli uda nam sie cos ukichcic (czy istnieje slowo kichcic czy je wlasnie wymyslilam?) jesli nie, to zamowimy pizze i tez bedzie. :)

    ReplyDelete
  20. Kurczę, skąd ja to znam? Był taki moment,że kilka znajomych małżeństw i my dostało mieszkania na tym samym osiedlu. A tak się złożyło,że tylko my mieliśmy bardzo szybko umeblowane mieszkanie, bo kupiliśmy meble, gdy jeszcze nie mieliśmy kluczy do mieszkania.W związku z tym mieliśmy niebywałe powodzenie -teatr TV- u nas pełno, mecz piłki nożnej, tak samo, brydż, też u nas, aż w końcu mnie szlag trafił- każdy tyłek rozpłaszczył, a ja ganiałam z kuchni do pokoju i nazad, mało tego - każdy gość rozglądał się za jedzeniem, ale nikt nic nigdy nie przyniósł.Bo mój, zupełnie jak Twój, nie skojarzył,że taki układ jest świetny dla gości, ale nie dla nas.Poszłam "po bandzie",wróciłam wcześniej z pracy, odkręciłam tył TV, obluzowałam kilka oporników i kondensatorków, nie zrobiłam żadnych zakupów, zadzwoniłam do chłopa,że muszę zostać w pracy i wrócę nie wiem kiedy i poszłam do kina a potem na kawę. Wróciłam tak po 23,00- w domu cicho, pusto, mąż zdenerwowany (komórek jeszcze nie było)bo: TV nie działa,i mili goście nie mogli nic obejrzeć, jedzonka nie było, bo przecież oni nigdy nic nie przynosili, on też głodny no i żona przepadła-więc wytłumaczyłam sierocie,że jeśli oni będą przychodzić to nigdy nic w domu nie będzie do jedzenia, mnie również nie będzie.
    Dotarło.Do wszystkich.Bo ja wredna jestem.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  21. A ja miałam zawsze zupełnie inne problemy. Jak zmieścić się w czasie 3 dni w 4 lub 5 różnych domach. Stale byłam zapraszana i miałam już dość. Ale teraz doczekałam się, że rodzina rozrosła się na tyle, że w żadnym domu wszyscy się nie zmieścimy, więc święta nareszcie robię u siebie z dziećmi i z babciami, a reszta rozumie, że inni już się do mnie nie zmieszczą a ja nie mam czasu do nich chodzić:)
    I z rtesztą rodziny spotykamy się u mnie (mam wymówkę, bo tylko ja mam zmywarkę:P) w okresie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem:)

    ReplyDelete
  22. Oj faktycznie! Nieźle Cię chcieli wrobić w te święta!
    Jak ja nie lubię takiego wrabiania, żesz jasna cholera! Dobrze, że jesteś taka asertywna i świetnie to załatwiłaś.... Ale ja też bym nie była pewna, że to już koniec historii :)

    ReplyDelete
  23. Rinonko--> Swieta z pizza sa tez fajne:) Wazne zeby miec usmiech od ucha do ucha i caly swiat od razu jest piekny:))

    ReplyDelete
  24. Anabell--> BARDZO mi sie podoba Twoja historia!!!! Uwielbiam byc wredna:)))

    ReplyDelete
  25. Kiciuszara--> Bo Ty dobra kobieta jestes w przeciwienstwie do mnie.
    Nie wiem na ile czytasz mojego bloga i nie wiem czy byc moze jestes emigrantka jak ja. Emigrantka BEZ rodziny, ktora zreszta wyszla za maz za jedynaka, czyli osobe rowniez nie posiadajaca rodziny. Do czasu malzenstwa corki nie mielismy rodziny obchodzacej swieta chrzescijanskie. To tak gwoli wyjasnienia, jesli nie doczytalas:)
    Wiesz w tym ukladzie nie bardzo rozumiem przez kogo mialabym byc tak rozrywana, bo ja swieta spedzam z rodzina. Przyjaciele sa raczej na inne dni.

    ReplyDelete
  26. Iw--> Zobaczymy jak sie to dalej potoczy:))

    ReplyDelete
  27. oj święta! bardzo pasuje mi Twoja koncepcja - każdy robi co chce! u mnie ten numer tak gładko nie przechodzi. zawsze znajdzie się ktoś pokrzywdzony przez los, bo akurat jego zostawiamy na samego! w tym roku jest podobnie!
    a Twoja asertywność i walka o swoje po prostu mi imponują!

    ReplyDelete
  28. dokladnie! pozytywne myslenie to podstawa z tym mozna zalezc daleko :) wiesz ja tam malo swietowa jestem. Wszyscy sa strasznie zmartwieni bo jak to tak nie lece do rodziny? ojesu no i co mi sie stanie? noga odpadnie? Reka? z glodu umre? bo nagle zanikna mi zdolnosci przygotowywania jedzenia? gezz. taak, nie zobacze rodziny o jesu no. fakt, pierwszy raz, ale jestem pewna ze nie ostatni. Lo! :)

    ReplyDelete
  29. Elfii--> To jest wszystko kwestia wewnetrznego nastawienia, jak ktos chce to zawsze bedzie biedny i pokrzywdzony. Pamietam jak sie rozstalam z Owczesnym, to rozni znajomi chcieli zaprosic mnie i Potomka na swieta, ale ja nie chcialam. Nie bylam sama, to raz. Dwa ja uznaje swieta w rodzinie, a wiec nie ze znajomymi. Na dobra sprawe dopiero wtedy poczualabym sie samotna, a ja nie chcialam czuc sie samotna, bo nie bylam samotna, owszem, bylam sama, ale nie samotna. Pamietam, ze wtedy ktos zapytal "a gdyby nie bylo Potomka, to przyjelabys zaproszenie?" Moja odpowiedz "nie, bo wtedy byalbym sama swoja wlasna jednoosobowa rodzina".
    Sylwester, Nowy Rok to sa swieta, ktore moge i chetnie spedzam w gronie przyjaciol, ale Wigilia, BN, Wielkanoc to dla mnie swieta rodzinne. I tu jestem uparta jak osiol:))))

    ReplyDelete
  30. Rinonko--> PO ponad ciwerc wieku emigracji stwierdzam, ze rodzina jest mocno przereklamowana:))) Przez pierwsze kilka lat to mi bylo troche dziwnie, bo w PL zawsze bylo nas na swieta duzo. A tu nagle troje, wiec sie robilo nijak pod pulapem. Ale szybko dostrzeglam uroki takich swiat, pierwsze to malo naczyn do zmywania:)))))))))))) A to juz powod do radosci ogromny!!! No i ta swoboda, swiadomosc, ze nic nie musze. A serio to na czym polegaly te swieta z rodzina? Na siedzeniu przy stole i obzeraniu sie do wypeku. Zaczynalo sie od sniadania i az do poznej kolacji czlowiek siedzial za stolem. Rozmowy nudne jak flaki w oleju, wiec czlowiek jadl bez pamieci i tylko musial chwalic jakie wszystko dobre i udawac, ze slucha jak gospodyni z wypieta piersia mamrotala ile sie to namieszala, nastala w kolejkach, jakim trudem dotarlo to wszystko na stol. Ten trud i krwawica to mnie zawsze do szalu doporowadzaly, bo faktycznie jak pamietam jeszcze jak bylam dzieckiem, te kolejki, pieczenie i gotowanie po nocach, szorowanie, prasowanie, krochmalenie, pastowanie.... No zesz kurwa mac nic dziwnego ze cale towarzystwo bylo dretwe:))))

    ReplyDelete
  31. no pacz pani!
    jakoś nie wyobrażałam sobie że ktoś może tak chcieć Ciebie wykorzystać.;)))No serio do głowy by mi nie przyszło.
    Star - nie daj się! :))))

    ReplyDelete
  32. Nie chciałabym być złym prorokiem ale coś mi mówi, że wigilia jednak będzie u was;D

    ReplyDelete
  33. Nivejko--> Hmmm... bodajby sie Twoje slowo w gowno zamienilo:)))))))) Staram sie o tym nie myslec, na wszelki wypadek mam zabezpieczone tyly:))

    ReplyDelete
  34. Tu osiołek! Daję sie wrobic, przynajmniej na razie. Na szczęscie corcia gotowa do wspolpracy!

    ReplyDelete
  35. Zgago--> One czyli synowa z tesciowa mieszkaja w tym samym domu, bo to jest dom kilku rodzinny i jest wlasnoscia tesciowej, wiec w sumie sa tak blisko, ze jak cos robia to razem. Mloda umie gotowac, bo w ubieglym roku robila Thanksgiving dla swojej Matki i najbliszej rodziny, bo akurat tuz przed swietem zmarla matka matki. Wiem, ze Mloda sie potrafi wykazac w kuchni, wiec nie bardzo rozumiem w czym problem poza zwyklym wygodnictwem:)

    ReplyDelete
  36. Star--> skoro jesteś zabezpieczona na wypadek Wigilii u siebie, w towarzystwie Wspaniałego tylko, to teraz możesz z pogodną miną przyjmować dalszy ciąg wypadków. Bo podzielam Twój niepokój, że to jeszcze nie jest....ostateczne rozwiązanie kwestii Wigilii;-))))

    ReplyDelete
  37. Zante-->Jeszcze Potomka mam na stanie w swieta:))) Dlatego ja sie nie przejmuje, bo tak jak napisalam wyzej, w najgorszym wypadku bede miala cale swieta u siebie. Ale wtedy to ja nie chcialabym byc moim wlasnym gosciem:)))

    ReplyDelete
  38. Skad ja to znam! Ja mialam identyczna sytuacje w prawdzie nie z rodzina (bo tej tutaj prawie nie mamy) ale z psedo-przyjaciomi. Orali mna ja chcieli, do czasu. Powiedzialam dosc! Przez moj dom przewijaly sie tabuny ludzi. Z licznej grupy psedo-przyjaciol zostala garstka a ja juz nie jestem ich kucharka,czego i tobie zycze :)

    ReplyDelete
  39. alle przepychanki! nareszcie czuć ducha świąt :-D
    u nas też wszyscy nabrali wody w usta...

    ReplyDelete
  40. zla, zla na wskros :) i jaka przebiegla :)

    ReplyDelete
  41. Wlasnie z takich oto powodow tez uwielbiam ten ocean;) Nie ma przepychanek, dom rodzinny mojego jest na drugim koncu Kanady, czesc jego rodziny odpoczywa w Swieta na Florydzie, luz blues. Swietnie to ujelas: trud, krwawica! Po co? Stanie przy garach kilka dni i nocy? Nie dla mnie. Przepychanki, co, gdzie, u kogo? Tez mi nie pasuje...Jest dobrze, jestesmy my, nasze dzieci (zawsze przylatuje syn mojego), moja mama. Stardust, oby sie nic z tych Twoich planow nie zmienilo:) Nie ma to jak bycie asertywnym:)

    ReplyDelete
  42. a u mnie inaczej. Córka chce wigilie u siebie, moja mama nie chce jechac, chce u siebie. ja miedzy mlotem i kowadlem. pociesam sie-swieta krotko trwają:)

    ReplyDelete
  43. Ataner--> Oooo ja tez przez kilka lat mialam dom otwarty dla przyjaciol, bo rodziny nie bylo:) Byl taki okres, ze jak tylko zaczynalam dzialac w kuchni to Owczesny bral telefon i zaczynal obdzwanianie pt. "moja baba dzis gotuje":))) I zanim sie obejrzalam to juz goscie siedzieli przy stole:) Skonczylam z tym szybko:)) Ale ja wariatka wtedy bylam, jak ktos jechal na urlop i zostawial klucze zeby mu kwiatki podlac, to ja gotowalam obiad dla calej rodziny i zostawialam w lodowce na dzien ich powrotu. No to jakas choroba byla:)) Na szczescie dalo sie wyleczyc:)

    ReplyDelete
  44. Batumi--> No nie? duch jak jasna cholera:))) A Twoi to chyba karpika cwicza:)

    ReplyDelete
  45. Lilla--> Zle babsko do szpiku kosci:)))

    ReplyDelete
  46. Moniko--> Narazie jest cisza;) A co bedzie to bedzie, bede sobie z tym radzic jak przyjdzie odpowiedni czas:)

    ReplyDelete
  47. Z niedowierzaniem pewnym przeczytałam ten plan wydupczenia Ciebie. Jestem pewna, że nie uda im się. Nie z Tobą te numery! A - swoją drogą - jacy ludzie potrafią być przebiegli...

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...