Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, January 11, 2011

Styczen

Mam wrazenie, ze styczen jest najdluzszym miesiacem w roku. Wiem, ze nie jest, jest tylko dluzszy do nastepujacego po nim lutego, ale czemu sie tak francowato dluzy?
Wstaje rano, a tu ciemnosci egipskie wokol, ale wstaje, bo ja tak mam, ze wstaje zanim sie jeszcze obudze. Nie musze, ale co ja poradze, ze nie lubie sie wylegiwac i cos mnie goni z lozka. Jak tylko Wspanialy wyjdzie z domu (5:30) to ja musze wstac i nie ma na to sily. Przysnac juz nie daje rady, a lezec dla samego lezenia szlag mnie trafia, jakos mi nagle niewygodnie, wiec wstaje i zaczynam sie snuc jak ten snuj.
Kawa, komp, pogoda, poczta, blogowisko i tak sie powoli rozbudzam..
Na szczescie jak juz przychodzi pora wyjscia do pracy to jest slonce i czlowiekowi zaczyna sie chciec zyc.
Chociaz ostatnio zimno sie zrobilo, temperatura okolo 0C a w czwartek ma byc nawet minusowa, trzeba bedzie wiecej szmat na siebie zalozyc i toczy sie czlowiek opatulony, ze latwiej byloby go przeskoczyc niz obejsc dookola. I tak dzien w dzien, przez 31 dni. Paltocik, czapka, szalik, rekawiczki... kurwa jak ja nie lubie rekawiczek!!! Ale mi lapy marzna, wiec musze zakladac...
No cholery mozna dostac:)
Tylko na co komu cholera?
A do tego snieg jest, no ja pierdykam, jeszcze tamten poswiateczny lezy smetnie, a juz nowy zapowiadaja.
Zima stulecia, czy co?
Dzwonilismy w niedziele jak zwykle do Tatka i mowie do niego:
-- Jak Was tam mocno zasypie w tym Buffalo, to przylatuj do nas na reszte zimy, bo wiesz nie chcemy zeby sie znow cos stalo.
-- Ale, co mnie ma zasypac? Toz u Was wiecej sniegu niz u mnie!
No faktycznie, jakos tak sie sklada, ze pada niby w Buffalo i okolicach, ale u Tatka sniegu na lekarstwo nie znajdziesz. A przeciez to tam powinny byc srogie, sniezne i zimne zimy.
Do tego wszystkiego mam wiecej roboty niz zwykle, bo poczatek roku, to fura dokumentow do przejrzenia, segregowania, podliczania, ksiegowania... Quick Books, simk buks... podatki, sratki...
Brrrrrrrrrrrr jak ja nie cierpie papierow i papierzyskow.
Niby to nie papiery, bo wszystko idzie elektronicznie, ale to na jedno wychodzi.
Co zerkne w poczte, to juz mi moj ksiegowy jakichs pierdol nawysylal.
To wydrukuj, tamto podpisz, z jeszcze innego zrob PDF... ludzie czy ja taka madra jestem?!
Pogielo go czy jak??
-- Jose, Ty mi widze co roku cos nowego zadajesz. Jak tak dalej pojdzie to zupelnie nie bede Cie potrzebowac. A jestes pewny, ze ja wiem co robie?
-- Pewnie, ze wiesz co robisz. Zobacz jak sobie juz ladnie radzisz z podatkami kwartalnymi elektronicznie - zasmial mi sie w ucho, bo rozmawialismy przez telefon.
No tak pieknie sobie radze z tymi podatkami, tylko co kwartal, jak mam je zaplacic to kurwa spac nie moge przez 3 noce z wrazenia, czy mi sie uda, czy nie zpomnialam jak sie to robi od poprzedniego kwartalu.
No niestety, na ksiegowa to ja sie nie nadaje, ale przyszlo mi nia byc i nie bardzo mam inne wyjscie.
Owszem inne wyjscie jest, bo korzystalam z niego przez kilka lat z poprzednim ksiegowym, on za mnie robil wszystko a ja placilam. Ale pogonilam chlopa, bo sie okazalo, ze on to robi zupelnie rozmyslnie, ze nie chce mnie nauczyc jak mam robic sama, bo w ten sposob musialam placic jemu. Niby nic, ale Paul kosztowal mnie ok. $5000 rocznie, a teraz Jose kosztuje mnie tylko $800 rocznie.
Jest roznica, wiec nie narzekam na te 3 nieprzespane noce co kwartal:)
A juz niewatpliwym plusem dodatnim takiej samodzielnej ksiegowosci jest fakt, ze jak robie to sama, to wiecej mysle, mam jasniejszy obraz, gdzie mi pieniadze uciekaja. No to nie narzekam, tylko ze scisnietym zoladkiem siadam i place te podatki od sprzedazy, moze kiedys nabiore lepszej wprawy, ale nie licze na to za bardzo, bo jak sie cos robi sporadycznie, to zawsze juz chyba bedzie temu towarzyszyl stres.
Teraz wisi nade mna rozliczenie roku.
Fakt, ze tutaj jak juz uporzadkuje wszystko w tych pierdolonych Quick Books, czego oczywiscie nie robie na biezaco, to dalej juz robi Jose.
Aby tylko dotrwac do konca stycznia...

70 comments:

  1. Z tym styczniem to sie zgadzam w calej rozciągłooooooooości tematu, szlag by go trafił ;)

    ReplyDelete
  2. A nie dość, że styczeń jakiś taki długi, to jeszcze zima jest dwa razy w roku (na początku roku i na końcu), a lato tylko raz! Jawna niesprawiedliwość.
    A po co oni u Ciebie w tym Niu Jorku latają bez spodni? U nas prawie z tego zrobili widomość dnia.

    ReplyDelete
  3. Pragnę zauwazyc na marginesie, ze w Stolicy nad Wisla w zeszlym roku tez biegali bez spodni ;)

    ReplyDelete
  4. Star podejrzewam, że masz tych papierów tyle co kot napłakał, w sensie kilkanaście miesięcznie. No i zasuwasz sama. A teraz pomyśl w Polsce biuro poprowadziłoby Ci to bez stresów, za te 800 $ rocznie, przeliczyłam, wychodzę na netto małej firmy :) A 5000$ rocznie? Kobieto jakby mi tak firmy płaciły, to rany julek, trzy małe firmy, dwa dni roboty, pod warunkiem, ze bardzo powoli i laba :)

    ReplyDelete
  5. Żesz w mordę - mnie już styczeń dobija, a do końca dalekooooo...
    Rękawiczek nie znoszę, jako i Ty - póki co, noszę takie, bez pazurów, bo nie lubię ograniczeń :)

    ReplyDelete
  6. Odkąd przestałam uganiać się za super wystawnymi świętami styczeń mi się nie dłuży. Wszystko dlatego, że styczniowa kasa jest styczniowa kasa jest w całości, a nie połowa idzie na spłatę długu za bożonarodzeniowe szaleństwa. Niemnie... ucieszę się jak będzie koniec. zawsze od lutego bliżej do wiosny:)

    ReplyDelete
  7. Lilla My--> Buk Ci zaplac dobra kobieto, bo juz myslalam ze to ze mna cos nie teges:))

    ReplyDelete
  8. Aqulek--> Masz racje, to tej zimie dwa razy w roku nie pomyslalam:))) A jazda bez portek, to taki happening juz tutaj ma 10 letnia historie, ale widzialam, ze juz sie przenioslo tez do Warszawy:)) Jaki cel? zaden w sumie poza tym zeby zrobic cos innego, zainteresowac czyms ludzi, wzbudzic usmiech. To chyba wszystko:))

    ReplyDelete
  9. Aga_xy--> Unikam przeliczania jak moge, bo to nigdy nie prowadzi do niczego:)) Poza obgryzaniem pazurow i stresem:) Pewnie ze mam papierow jak pies naplakal, bo to nie jest zadna duza firma, a tylko jednosobowy grajdolek, ale i tak sa dwa rozne podatki, bo serwis ma inny i sprzedaz produktow ma inny, oprocz tego sa podatki od dochodu i podatki od wyplat. No jak na jednoosobowy interest to jest tego troche:)) Podatki od sprzedazy i serwisu robie kwartalnie i oprocz tego kwartalnie tez sie robi podatek od wyplat. Ten od wyplat jest niby automatyczny, ale moje wyplaty nie sa stale, wiec tez musze pilnowac, zeby poinformowac ksiegowego ile w danym miesiacy sobie zaplacilam. Dla mnie to fata morgana:))) bo ja nie cierpie takiej roboty.

    ReplyDelete
  10. Malutka--> Rekawiczki kazde, nawet te bez pazurow doprowadzaja mnie do pasji. No i te bez pazurow musza miec klape na pazury, bo inaczej to mi pazury wlasnie marzna:))))

    ReplyDelete
  11. Mi sie top jednak wydaje podejrzane, bo normalnie czas zapieprza jak poparzony, wiec jesli juz kiedys ma spowalniac, to czemu, na ten przyklad, nie mialby to byc lipiec, tylko parszywy styczen? swoja droga, lepszy styczen niz listopad - samo slowo "listopad" powoduje u mnie spadek morale, a co dopiero listopad ciagnacy sie w nieskonczonosc...

    ReplyDelete
  12. Nivejko--> No u mnie to akurat swieta nie maja zadnego wplywu na nielubienie stycznia, bo nie mam problemu prezentow i wystawnych swiat. Brak rodziny to jednak cenna rzecz:)))

    ReplyDelete
  13. LillaMy--> Mnie by akurat listopad nie przeszkadzal, bo w listopadzie jest tutaj w miare ciagle cieplo. No chyba ze jest deszczowy listpad, to jest upierdliwe, ale genralnie listopad jest tutaj calkiem ladnym miesiacem. Co do lipca czy sierpnia, to akurat wolalabym czerwiec, lub wrzesnien:) Jakos zdecydowanie lubie jak dzieci sa w szkole a nie wszedzie gdzie ja :))))
    Moze to i dobrze, ze nie mamy wplywu na takie rzeczy :P

    ReplyDelete
  14. Nie pomyslalam o dzieciach, fak(t) - niech bedzie wrzesien :)

    No, to mamy ustalone, wrzesien nowym styczniem ;)

    ReplyDelete
  15. Ja mam chyba jakieś spaczenie, bo cokolwiek na pazurach doprowadza mnie do szewskiej pasji... I dlatego wiecznie marzną mi palce, ale inaczej się nie da ;)
    Albo rybka... albo akwarium :)

    ReplyDelete
  16. Oj, styczen i mi sie dluzy. A to u Ciebie nie padal snieg w zeszly piatek? U mnie spadlo 8 inczy na ten co lezy od swiat, brrr.

    ReplyDelete
  17. ale na pewno masz czas do konca kwietnia, dlaczego sie tak spieszysz ?;)

    ReplyDelete
  18. LillaMy--> Super stawiamy wiec na wrzesien:)))

    ReplyDelete
  19. Malutka--> Ja kiedys dawalam rade wytrzymac cala zime zupelnie bez rekawiczek, ale juz nie te oczy:)))

    ReplyDelete
  20. Aga-b--> W piatek to tak tylko postraszylo, w sumie pare platkow, ktore zanim dolecialy do ziemi to sie rozpuscily:))

    ReplyDelete
  21. b.--> No nie mam za wiele czasu, bo do 15 kwietnia jest personalny, a biznesowe to do 15 marca;/ A przy tym moj ksiegowy jest duzo w rozjazdach, wiec sie musze sprezyc:)))

    ReplyDelete
  22. Dla mnie najbardziej beznadziejnym miesiacem jest grudzien,mam wrazenie ze jest dlugi,ciemny i najbardziej meczacy,no tak mam ja.Styczen to juz jakos tak z gorki i wrazenie tez mam takie ze jakos wiecej tego swiatla:)

    "Papierkowa"(teraz to wiekszosc na kompach) robota,brrrry,nuda i rozumiem Twoj stres.

    ReplyDelete
  23. MAGA--> Masz racje, bo w grudniu ciagle dzien robi sie krotszy, a juz w styczniu go przybywa. Moze ten nawal nielubianej pracy tak na mnie dziala:))

    ReplyDelete
  24. Ja tez nie lubie stycznia bo to.....najdluzszy miesiac roku ;) Niby daje sie przezyc ale i tak jest meczacy .... ;))):)))

    ReplyDelete
  25. A w UK mowi sie, ze u Was tanie wszystko...

    ReplyDelete
  26. ponieważ w tym roku mam ferie zimowe od 17 do 30 stycznia, ten miesiąc własciwie juz sie dla mnie skończył a na widnokręgu czekaja parszywy luty i marzec - dłuuuuuuuugie i bez żadnej przerwy miesiące:(

    ReplyDelete
  27. Maugosha--> To jest nas wiecej z takim odczuciem:))

    ReplyDelete
  28. Czarownico--> Ja nie slucham co mowia w UK:))) Ja zyje tutaj i nic mi z tego nie przyjdzie, co mowia gdzies indziej. Ludzie przeliczaja na ilosc bochenkow chleba jakie mozna kupic za godzine pracy, kombinuja ile kto zarabia i na co go stac. Mnie szkoda czasu na takie gadanie:))) Mam wystarczajaco duzo zajecia z wlasnymi wydatkami, co sobie bede lamac szyje o dupe czyje:))) Tak mawiala moja babcia:)))

    ReplyDelete
  29. ja osobiście nie przepadam za lutym.
    Chociaż niby najkrótszy miesiąc i dnia przybywa i .... Ale nie ,nie lubię i już;>

    ReplyDelete
  30. Beata--> No prosze, Tobie sie wlecze luty i marzec, ale moze jakos podzielimy ten kalendarz:)) A snieg poslalabym najchetniej w diably, ale nie mam takiej mocy:)))) Dzis wieczorem ma znow zaczac padac. Wrrrrr....

    ReplyDelete
  31. Tuv--> Ja lubie luty:)) Moze dlatego, ze dwoch najwazniejszych mezczyzn w moim zyciu urodzilo sie wlasnie w lutym:)))

    ReplyDelete
  32. no popatrz! mój osobisty też w lutym urodzony;)

    ReplyDelete
  33. Fajnie by było gdyby kwiecieńmajczerwieclipiecsierpień też był takim długim miesiącem ;)

    ReplyDelete
  34. Tuv--> No widzisz:) Juz masz powod zeby polubic:))

    ReplyDelete
  35. Magenta--> Zgadzam sie, ale jeszcze dorzucilabym wrzesien i pazdziernik, bo to tez sliczne miesiace:)

    ReplyDelete
  36. Styczeń.... W sumie nie jest źle, nooo, prawie. Zaraz luty, marzec, kwiecień i MAJ!!!!!! Zobaczycie, szybko zleci.

    Stardust, spoko, oddychaj głęboko, uda się!

    ReplyDelete
  37. A ja lubię styczeń... Bez długów wchodzę i nawet mam jakieś rezerwy! I nijakich papiurów!

    ReplyDelete
  38. Stardust, podatki to chyba zmora nas wszystkich.
    My rozliczamy sie od kilku lat przez to samo biuro rachunkowe, w ubieglym roku cos nam pochrzanili i jeszcze do tej pory wyjasniamy.
    Miesiace zimowe dluza sie w nieskonczonosc, byle do wiosny!

    ReplyDelete
  39. Podatki TAM a U NAS to dwie różne rzeczy.My mamy jedno z najbardziej skomplikowanych praw podatkowych na świecie. Co nie jest dobre z wielu względów. Co dzień rozwiązuję zagadki w tej kwestii. A czasem same Izby Skarbowe nie mają pojęcia o co ich pytamy.
    Styczeń jest długi z natury .Co roku. Choć dni roboczych ma tylko 20.Nie rozumię tego fenomenu.
    Co do zimy. Mam już jej dosyć. Wiesz ile energii człowiek traci, żeby się trząść z zimna?
    Już mnie ciało boli od tej trzęsionki. Jestem ciepłolubna i chyba muszę wyemigrować z tego zimnego kraju. :-)

    ReplyDelete
  40. Kurde a mnie ten czas zapier***a jak szalony - dopiero co było noworoczne lenistwo a tu już połowa miesiąca prawie!
    To znaczy że się przedwcześnie starzeję, czy że tylko faktycznie coś z tym czasem nie tak że tak śmiga?

    W sumie to fajnie że już połowa stycznia bo jak połowa stycznia to prawie luty, a jak prawie luty - to prawie wiosna :D A u nas w dodatku w styczniu się zrobił marzec O.O w niedzielę zapowiadają 12°C. Szlag...straciłam rachubę :D

    ReplyDelete
  41. powodzeni, gdyby u nas można było wszystko obrobić elektronicznie... ehhh... życie byłoby piękniejsze

    ReplyDelete
  42. Anulla--> Oddycham gleboko, przepona... Tak?? :))

    ReplyDelete
  43. Zgago--> Ty pod szczesliwa gwiazda urodzona:)) Blizniak bez dlugow?? Ty chyba z innych Blizniakow:))

    ReplyDelete
  44. Stardust, bo zadnych przerw szkole te miesiace w tym roku nie maja:)
    a sniegu tez mam dosyc, bardzo, snieg wydluza moja droge do pracy o 20-30 minut:( Beata z Z

    ReplyDelete
  45. Ataner--> No wkurwiajace jest to przygotowanie, bo podatki, jak podatki, nie ma o czym dyskutowac, trzeba placic:)))

    ReplyDelete
  46. Kasiu--> Prawo podatkowe w kazdym kraju na swiecie jest skomplikowane, bo gdyby bylo proste, to na grzyb komu tyle specjalistow podatkowych:))) W Stanach kazdy stan ma inny procent podatku stanowego, oprocz tego jest podatek federalny i miejski. Malo tego, zeby bylo juz calkiem wesolo to przepisy podatkowe zmieniaja sie co roku. I to wszystko po to zeby przecietny obywatel nie byl w stanie rozliczyc sie sam, tylko musial skorzystac z uslug specjalistow.

    ReplyDelete
  47. Kasiu--> Jeszcze dodam ciekawostke:) Wspanialy mieszka w stanie NY a pracuje w stanie NJ jak myslisz ktorego stanu prawo podatkowe go obowiazuje? Dwoch:)))))))))))))

    ReplyDelete
  48. Antares--> Czas to owszem zapierdala (nie boj sie tego slowa;)) bo jak czlowiek skonczy 15 lat to juz czas dostaje przyspieszenia:))) Ale styczen i tak mi sie dluzy;)

    ReplyDelete
  49. Eulalio--> Fakt, ze ta elektroniczna obrobka ulatwia zycie, ale i tak trzeba ja zrobic;)) A ja tak tego nie cierpie, Wrrrrrrrrrrrrrr

    ReplyDelete
  50. Beato--> Wiem, ze luty i marzec to nuda w szkolnictwie, ale czasem Wielkanoc jest w marcu, wiec wtedy macie przerwe;) To tylko ten rok tak Wam niefortunnie wypadl.
    A bialego gowna znow w nocy dopadalo, zapowiada sie, ze bede dzis siedziala w domu;/

    ReplyDelete
  51. Oj, u mnie się dłuży styczeń, bo mam tyle roboty.
    A księgowości nie lubię też.
    Dobrze, że tylko fakturuję, a całą resztę robi moja księgowa. Pełnej księgowości bym chyba prowadzić nie umiała i nie chciała.
    I ustaliłam sobie płatności podatków raz na miesiąc, łatwiej nie zapomnieć :)))
    pozdrowienia!

    ReplyDelete
  52. Iw--> Ja tez nie prowadze calej ksiegowosci, bo po pierwsze nie jestem ksiegowa, po drugie za drogo mnie to kosztowalo:)) Ale potrafie sie poslugiwac Quick Books i potrafie sama zaplacic podatki od sprzedazy i uslug, cala resza czyli wyplaty i reszta podatkow jak na wypadek bezrobocia itp. to juz robi ksiegowy. Nie ma mozliwosci placenia podatkow raz w miesiacu, u nas mozna rocznie albo kwartalnie.
    Tak czy inaczej stycznia nie lubimy obie:))

    ReplyDelete
  53. Nie lubię stycznia bo: jest po świąteczno-zabawowym grudniu, na początku są inwentaryzacje, po prezentowych szaleństwach brakuje kasy, jest zimny, za nim jest też zimny luty :)

    ReplyDelete
  54. W takim razie obie robimy dokładnie to samo: ja też wszystko płacę sama, dostaję tylko od księgowej wyliczone te podatki.
    W Polsce istnieje forma płatności podatków kwartalna i miesięczna, o ile mi wiadomo, nie ma rocznej.
    A ZUS trzeba płacić co miesiąc. A jak jest u Ciebie?

    ReplyDelete
  55. Iw--> Dokladnie tak. Roznica jest taka, ze Ty swiadczysz tylko uslugi, ja oprocz uslug rowniez sprzedaje produkty, wiec mam tutaj dwa rozne podatki. I wszystko(odpowiednik polskiego ZUSu itp) u nas sie odprowadza kwartalnie lub mozna rocznie. Tzn. rocznie moga chyba tylko takie male firmy jak moja, ale to wtedy wychodzi za duza suma, wiec ja wole kwartalnie.

    ReplyDelete
  56. Witaj, Stardust :) Robiłam w "tej branży" w PL i powiem krótko - chcesz sama - ok, ale żeby to naprawdę dobrze robić samemu, musiałabyś siedzieć na bieżąco w przepisach. I płacisz za to, że ktoś obowiązek posiadania tej wiedzy z Ciebie zdejmuje, a nie wiem, jak u Was, ale w PL trzeba było naprawdę dużo czasu poświęcić na zaznajomienie się z co i rusz zmieniającymi się przepisami. Nie warto, zapewniam Cię. Piekarz piecze chleb, górnik wydobywa węgiel, a księgowy po to się wiele lat uczył i ciagle uczy, żeby Cię nie ścigał urząd podatkowy i żebyś mogła sobie odpocząć zamiast czytać ustawy i głowić się nad ich prawidłową interpretacją. Te 5 czy 8 tysięcy za rok wyręczania Ciebie od tych mało pasjonujących obowiązków to naprawdę niewiele, uwierz mi :)

    ReplyDelete
  57. Co do stycznia... Zaprawde dlugi ci on tej zimy, bo tak: miniony listopad juz byl pogodowo jak styczen, ze wzgledu na mrozy (tak ok. -20). Grudzien podobnie, choc sie lekko zlagodzil pod koniec i ta cieplejsza pogoda (tak ok -5) sie nadal trzyma - wiec jak na razie spoko. Ale co bedzie, jak dalej ten styczen zrobi numer i bedzie jak... styczen? ;-)) Trzy pod rzad to juz lekka przesada.

    ReplyDelete
  58. Laki--> Albo ja pisze nie jasno, albo Ty mnie nie zrozumialas. $5000 rocznie, to jest $500 razy 8 bo 4 razy rozlicznie podatku od zarobkow i 4 razy rozliczenie podatku od sprzedazy i uslug, to daje razem $4000 plus $1000 za rozliczenie roczne. Tyle kasowal mnie poprzedni ksiegowy. Teraz kwartalne rozliczenie podatkow od zarobku poniewaz jestem na automatycznym payroll kosztuje mnie $300 rocznie, w porownaniu z $2000 to jest chyba roznica, prawda? Podatek od sprzedazy, to nie jest nic wiecej jak podsumowanie kwoty sprzedanych produktow i wyliczenie z nich 8.875% oraz podliczenie kwoty uslug i wyliczenie z nich 4.5% dodanie tych dwoch sum, elektroniczne wypelnienie formularzu i zaplacenie rowniez elektronicznie. Nie jest to chyba filozofia przekraczajaca mozliwosci absolwenta szkoly podstawowej? I to robie sama. Roczne rozliczenie calej firmy robi ksiegowy (wlasnie dlatego ze sie na tym zna) i bierze za to $500 stad suma ktora podalam w notce $800 rocznie. Nie wiem, bo mieszkam gdzie mieszkam, moze faktycznie rozliczenia podatkowe w Europie wymagaja znajomosci sinusow, frakcji i buk wie czego jeszcze. Jesli tak, to rzeczywiscie dawalabym fure papierow ksiegowemu a sama zajmowala sie tylko swiadczeniem uslug i sprzedaza. Natomiast nie widze powodu placic ksiegowemu za prowadzenie Quick Books ktore sa proste jak konstrukcja cepa. Ksiegowy ma sie znac na wiecznie zmieniajacych sie przepisach podatkowych, ale one dotycza tylko rozliczen rocznych, o kazdej zmianie procetnu opodatkowania uslug czy tez sprzedazy produktow to JA dostaje zawiadomienie z Urzedu Podatkowego, wiec wystarczy to zawiadomienie przeczytac i zaczac zmiane stosowac od zapowiedzianego dnia. I to wszystko, ja naprawde nie widze tu filozofii, ani naprawde nie jestem tak glupia zeby nie potrafic wyliczyc procentu od nawet 6-cyfrowej sumy.
    Uwierz mi:))))

    ReplyDelete
  59. Mario Agdaleno--> Jak jest tak zimno, to faktycznie sie czas dluzy i czlowiek nie mysli o niczym wiecej niz o nadejsciu wiosny. Ja wobec tego na pogode nie moge narzekac, bo u nas poki co najnizsza temperatura tej zimy to byl jeden dzien -3C a tak to sie kreci wokol zera. Dzis jest -1C, ale dla mnie to juz bardzo zimno, bo organizm sie jednak przez tyle lat przyzwyczail do cieplejszych temperatur.

    ReplyDelete
  60. hahahaha - fejsbukowo skwituje przedostatni komentarz - I like ;)

    ReplyDelete
  61. LillaMy--> Ty sie smiej, albo i nie:) Ja naprawde nie wiem jak jest w Polsce, czy tez innych krajach swiata. Wiem jak jest tutaj. Wiekszosc obywateli moze sobie zrobic proste rozliczenie roczne sama wykorzystujac do tego strone Urzadu Podatkowego. Strona ta jest co roku przystosowywana do aktualnych (nowych) przepisow podatkowych. Jesli obywatel nie posiada domu, dzierzawy, nie posiada biznesu, ktorego roczne spotkania z inwestorami odbywaja sie na Jamajce, to takie rozlicznie nazwya sie standartowe (proste, bo nie ma w nich extra odpisow) i mozna go sobie zrobic samemu. Tak rozlicza podatki moj maz, tak rozlicza moj syn, tak rozlicza wiekszosc naszych znajomych, nawet z tych, ktorzy posiadaja domy, bo dom jest odpisem standartowym. Przeciez ksiegowy w takim rozliczniu nie robi nic wiecej jak zbiera rachunki od klienta, zadaje kilka pytan i uzyskane informacje razem z sumami wrzuca do komputera (dokladnie tej strony UP do ktorej ma dostep kazdy) i komputer wypluwa cale ladnie wydrukowane rozlicznie. Ksiegowy nie robil nic czego nie moglby zrobic kazdy inny kto ma dostep do komputera i drukarki. Ale poniewaz z komputera i drukarki korzystal ksiegowy, to ksiegowy ma prawo skasowac klienta za usluge. I to wszystko, proste jak cep.
    Ja nie moge tego robic sama z prostej przyczyny, ze posiadam firme, jednoosobowa, ale jednak firme, a tu juz przepisy sa bardziej skomplikowane i do nich akurat prosty obywatel owszem ma dostep, ale faktycznie musialby siedziec godzinami i sie ich uczyc. I to chyba o tym pisala Laki.

    ReplyDelete
  62. ale ja sie nie smieje, ja wierze, bo proste rozliczenia podatkowe to nie jest rocket science i wierze, ze kazdy obdarzony zdolnoscia logicznego myslenia jest w stanie sie tym zajac :) Wiec tym bardziej placenie komus pare setek za to, ze wklepie oczywiste za Ciebie do komputera jest troche bez sensu ;)

    ReplyDelete
  63. Dobra, Star - wyskoczyłam, jak ten Filip z konopi nie mając bladego pojęcia o mobilności amerykańskiego systemu podatkowego, faktycznie. Skoro jest to takie proste to pewnie :) A powiem Ci jeszcze, że ja zostałam księgową własnie dlatego, że prowadząc w PL firmę szału dostawałam z powodu pomyłek firmy rachunkowej, hehe I wciągnęło mnie w temat na amen ;)

    ReplyDelete
  64. LillaMy--> Ludzie boja sie urzedow, tak bylo od zawsze i ciagle to pokutuje. Urzad "sciga" a tymczasem jedyny urzad, ktory autentycznie sciga, to policjant, ale przed tym akurat uciekac to wielki honor:))) Urzad podatkowy nie jest niczym wiecej jak urzedem podobnym do poczty, do gabinetu lekarskiego, czy tez biblioteki publicznej. Zrobisz cos zle, urzad przysyla wezwanie do wyjasnienia, kilka razy takie dostalam i sie okazalo, ze owszem moglam zatrzasc gaciami ze strachu i zaplacic roznice jaka urzad "wyliczyl", ale ja zadzwonilam i wyjasnilam, ze to nie moje, ale ich wyliczenie jest bledne. Urzad przeprosil, poprawil i sprawa zakonczona. Jak korzystamy z poczty i przesylka nie dojdzie, tez mamy prawo machnac reka, albo reklamowac. Idziesz do lekarza, przepisal lek, ktory nie pomogl przy nastepnej wizycie mowisz, ze nie zadzialalo i to jest normlane. Ale jak w gre wchodzi "URZAD" panstwowy, to wiekszosc ludzi dostaje ataku paniki. Podobnie jest z prawnikami, jak prawnik, to od razu musi byc strach. Tak jakos to dziala.

    ReplyDelete
  65. swiete slowa :)
    chociaz ja akurat z urzedem skarbowym mam same przyjemne historie, mimo, ze pare numerow przez pomylke wywinelam :) Musi panie sa mile dla idiotow :D

    ReplyDelete
  66. Laki--> Tu wszystko jest proste, bo przecietny obywatel tego kraju nie potrafi myslec, wiec juz od prawie wieku ma w sprzedazy chleb pokrojony na kromki, zeby nie musial myslec jak sie do tego chleba dobrac. Ale to ulatwia bardzo zycie nam wszystkim, jesli sie tylko chce z tego skorzystac. Ja rozumiem doskonale Twoja frustracje nad bledami rachunkowosci, bo tutaj tez ludzie nie potrafia podsumowac prostej kolumny a juz zbalansowac cala strone kolumn, to juz przekracza wszelkie mozliwosci. Dla mnie jest proste:)) Czy Ty wiesz, ze ja placilam przez 3 lata poprzedniemu ksiegowemu tylko wlasnie za to ze wstawial na wydrukowana forme cyferki liczb, ktore zreszta ja wyliczylam i on ich nawet nigdy nie sprawdzal, po czym JA (nie ON) podpisywalam forme, on wrzucal w koperte i wysylal. Przeciez gdyby tam byly jakies pomylki to i tak nie bylo tam ani jego podpisu, ani nazwiska, wiec cala odpowiedzialnosc wyjasnien i tak spoczywalaby na mnie. No wiesz, zajelo mi to 3 lata, ale zmadrzalam. To byl moj pierwszy ksiegowy jak zarejestrowalam wlasna firme, nie mialam pojecia jak to ugryzc. Ale juz po 2 latach zaczelam go dopytywac dlaczego nie przejdziemy na system elektroniczny? Nie bardzo byl chetny, teraz wiem dlaczego, bo system elektroniczny pozbawilby go dochodu. Za to byl tak punktualny z wizytami, ze az trudno uwierzyc, ze ludzie jeszcze bywaja tak punktualni. No ale jakbym ja miala skasowac $500 za nic w ciagu 15 minut, to tez bylabym punktualna:))))

    ReplyDelete
  67. LillaMy--> Nie myli sie tylko ten, co nic nie robi. Kazdemu sie przytrafi, nawet ksiegowy moze sie pomylic, przeciez jest czlowiekiem jak kazdy z nas. Ja tam nie mam i chyba nigdy nie mialam "urzedowego stresu" po prostu jak cos trzeba zrobic czy wyjasnic to robie. No co pogryza mnie?
    Wyzej napisalam, ze z poprzednim ksiegowym sie bujalam 3 lata zanim poszlam po rozum do glowy, ze place doslownie za NIC. No powinnam sie teraz ze wstydu spalic, ale trudno lekcje zyciowe sa zwykle drogie, niektore duzo drozsze, niz ta moja. Przelknelam, przetrawilam i zyje:))))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...