Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, January 29, 2011

Ucyl sie ucyl a i tak sie nie naumiol

Tytul notki to ulubione powiedzonko mojego polonisty z podstawowki.
Moj polonista juz dawno nie zyje i pewnie nie raz sie w grobie przewraca..
W listopadzie ubieglego roku czytalam felieton napisany przez Polaka zamieszkalego od 5 lat w Irlandii. Tematem felietonu jest jezyk uzywany przez Polakow zamieszkujacych w Irlandii tzw. Ponglish.
Nie bede przynudzac artykulem, a tylko wspomne, ze sam autor pisze, cytuje:
"Rzeczywistość jest bowiem taka, że za granicą bardzo łatwo zapomina się ojczystego języka i bynajmniej nie jest to wybryk dotyczący głupawych snobów, wyśmiewanych w komediach i kabaretach. To jak najbardziej naturalny proces, który zaczyna się od odruchowego wypowiadania obcych zwrotów, używanych na co dzień częściej, a kończy na kalkach gramatycznych, mimowolnie importowanych do polskiego, często wraz ze słownictwem, głównie z tak zwanego fachowego zakresu, ktorego nie uzywalismy przed wyjazdem"
Czesciowo sie z tym zgadzam, bo mnie tez jest latwiej mowic o sprawach zawodowych po angielsku niz po polsku, sa zwroty typowo zawodowe, ktorych wrecz nie znam po polsku. Tak samo zakres mojego polskiego slownictwa jest ograniczony, bo ze wzgledow naturalnych moj polski sie nie rozwija, zostal na etapie jakim byl w momencie kiedy przyjechalam.
Natomiast nie zgadzam sie, ze jest to zjawisko ktoremu nalezy ulegac, bo tak latwiej.
Ponglish nie jest wynalazkiem li tylko zielonej wyspy, a rozpowszechnia sie wszedzie tam gdzie zyja Polacy. Jest rowniez bardzo znany i cieszy sie duza popularnoscia, wsrod Polonii w Stanach.
Moje pierwsze zetkniecie sie z dziwacznymi tworami jezykowymi odbylo sie zaraz na starcie, bo nasza gospodyni byla Amerykanka polskiego pochodzenia, urodzona tutaj i to ona wlasnie uzywala Ponglisha.
Wlos mi sie na dupie jezyl jak tego sluchalam i probowalam "nauczyc" ja poprawnej wymowy polskich slow. Na niewiele sie to zdalo i szybko zaniechalam, bo po 2 tygodniach zauwazylam, ze ta kobieta nie mowi poprawnie ani po polsku, ani po angielsku, wiec niby jaki moglam miec wplyw?
Natomiast obiecalam sobie juz wtedy, ze ja zachowam czystosc jezykowa.
Oczywiscie z czasem weszlam w konflikt ze znajomymi Polakami, bo zwracalam uwage i przynajmiej w moim domu nie pozwalalam na uprawianie "kurestwa jezykowego" Pamietam jak przyszla do mnie znajoma Polka i w rozmowie zaczela rzucac takimi kwiatkami "husband idzie do worka" "dzieci nie odnosza talerzy do sinku, tylko zostawiaja na table" a "ona sama ma dosc klinowania"
Uszy mi zwiedly, wzielam gleboki oddech i powiedzialam"
-- Elu jestes gosciem, ale bardzo Cie prosze, jesli wolisz rozmawiac po angielsku, to nie ma problemu przejdzimy na angielski, ale nie mow mi, ze zapomnialas takich slow jak "maz, praca, zlewozmywak, stol, czy sprzatanie".
Wziela sie i obrazila, trudno.
Wiem, ze sie zapomina, jak sie nie uzywa, to wszystko mozna zapomniec, zwlaszcza jak czlowiek pojdzie na latwizne i zastapi zapomniane slowo angielskim, bo tak latwiej i wie, ze rozmowca rozumie. Tylko po co?
Wiekszosc wyjezdzajacych z kraju przybywa tu z woreczkiem ziemi i soli. Tak, tak to nie jest zart, takie przypdki widzialam nie raz i nie raz sie dziwiono, ze ja nie przywiozlam sobie "garstki polskiej ziemi"
No nie przywiozlam, bo wedlug mnie ziemia jest ziemia i to akurat nie ma dla mnie znaczenia. Co za roznica jak mnie pochowaja w amerykanskiej ziemi z garstka polskiej, zwlaszcza jesli na grobie bedzie angielski napis "born and died" czyli "urodzony/a, zmarl/a"
Moze lepiej za zywota zachowac czystosc jezyka chocby w imie znanego wszystkim fragmentu Roty "nie damy pogrzesc mowy". Tymczasem mowa, to pierwsze co grzebiemy i to nie tylko emigranci.
Wczoraj czytalam artykul na portalu Wirtualna Polska, artykul dotyczacy ujawnienia przez Jaroslawa Kaczynskiego tresci ostatniej rozmowy z bratem Lechem Kaczynskim.
I tam wlasnie sa cytaty z wypowiedzi pana Jaroslawa, znow zacytuje:
"To była codzienna rozmowa. Zawsze mniej więcej o tej porze żeśmy na ten temat rozmawiali, chyba że byliśmy w szpitalu obydwaj, bo to się zdarzało - powiedział. - Ale wtedy stan mamy już się troszkę poprawił, więc nie musieliśmy być przez 24 godziny w szpitalu - dodał."

Jak zobaczylam to "zesmy" to natychmiast otworzylam strone Wiki zeby sprawdzic wyksztalcenie pana Jaroslawa, a tam pisze: "polski polityk, doktor nauk prawnych" Jak to przeczytalam to natychmiast przypomnial mi sie wspomniany na poczatku notki nauczyciel jezyka polskiego, ktory za kazdym razem jak uslyszal "zem" czy "zesmy" to nadawal takiemu uczniowi przydomek "Zemla" Od czasow mojej podstawowki minelo juz sporo, a moze i wiecej lat, ale ja to pamietam.
W zyciu nie podejrzewalam, ze mozna obronic doktorat i tak mowic.
W dalszej czesci wypowiedzi pan Jaroslaw jeszcze raz uzywa tego slawnego zwrotu co pozwala mi wysunac wniosek, ze nie jest to "przypadek" ale normalny prawidlowy jezyk jakim sie posluguje:
"Rozmawialiśmy o stanie zdrowia mamy i jeszcze do tego brat, który wiedział, że jestem mocno zmęczony tymi wydarzeniami, doradził mi, mimo że pora nie był wczesna, żebym jeszcze chwilę się przespał. I to były jego ostatnie słowa w życiu do mnie skierowane. O niczym więcej żeśmy nie rozmawiali"
Szczerze powiedziawszy moj kontakt z jezykiem polskim ogranicza sie do blogowania, czytania wiadomosci na stronach takich jak Polityka, WP, Gazeta Wyborcza i to wszystko. Od wielu lat juz nie czytam polskich ksiazek, prasy i teraz sobie mysle, ze moze to i lepiej...
A moze ja sie nie znam?
Moze to jest poprawna mowa polska?
Wszystko jest mozliwe...

50 comments:

  1. Brawo! wyprzedzilas mnie - bo "zesmy sie wkurwily" na to samo slowo i tego samego pana.(Z malej litery, ale swiadomie)
    Pozdrowionka

    ReplyDelete
  2. Ina--> Ja to ZEM sie wkurwila szczegolnie na ten doktorat:))

    ReplyDelete
  3. Dla mnie to też był szok! Pewnie pan K. mówi również: "żem wziął i zrobił"? :)) Straszne! Pozdrawiam zimowo:)

    ReplyDelete
  4. .... a ja na "manie wielkosci" i wytykanie bledow u innych.
    Usciski

    ReplyDelete
  5. W wydaniu tutejszych (moich) Polaków mogło by to, tak brzmieć:
    Żeś mi zregalowała ten post;-)
    Jednym słowem, napisałaś jakby na moje życzenie/w prezencie.
    Nawet nie wiesz jak mnie drażni taki ponglish (nie wiem czy tak samo określa się mieszaninę włoskiego z polskim, ale o to mniejsza).
    A jeszcze bardziej mnie drażni, nieumiejętność posługiwania się ojczystym językiem przez ludzi, którzy ten język i jego zasady, powinni mieć w małym palcu!
    A bycie osobą publiczną, tym bardziej zobowiązuje.
    I jak się ma do tego, przekonanie mistrza Reja "iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają".
    Mają?

    ReplyDelete
  6. Moim zdaniem dajesz sobie świetnie radę, Star. Twoja polszczyzna jest lepsza niż niejednego Polaka mieszkającego w Polsce, mającego dostęp do literackich występów z najwyższej półki. Tu chodzi chyba o coś innego, niż niechęć i mniej lub bardziej świadome wypieranie rodzimego języka. Raczej ma to związek z talentem do języków obcych. Moja przyjaciółka wyjechała do Stanów kilkanaście lat temu, a dziś nie mówi dobrze ani po polsku ani po angielsku. Trochę mnie to i razi i niepokoi i szukam dla niej usprawiedliwienia, bo jest ostatnią osobą, która robiłaby z siebie większą Amerykanką niż rodowity Amerykanin. I chyba doszłam do pewnych wniosków, a mianowicie przypomniałam sobie z czasów szkolnych, że ona zawsze miała problem z przyswajaniem języków obcych. Zdanie w obcym języku w jej wykonaniu to był zgrzyt ostrej igły po szkle. Podejrzewam, że teraz kiedy zmuszona jest mówić głównie po angielsku, zapomina i kaleczy słowa polskie, bo przez nieużywanie ich na co dzień (ma wokół siebie tylko Amerykanów, ani pół Polaka) ma ograniczone możliwości na podtrzymywanie znajomości polskiego.
    A takim utalentowanym wzorem w temacie językowym jest dla mnie Zbigniew Brzeziński. Jak ten człowiek mówi po polsku! Poezja!:)

    ReplyDelete
  7. O matko, Twoj polski jest bezbledny:) Nic dodac nic ujac:) Ja, podobnie jak Ty Star, mam coraz mniejszy kontakt z polskim. Tyle, co na necie. Troche zaluje, bo chetnie bym poczytala wiecej po polsku, ksiazek i czasopism ale nie mam czasu. Ale "zesmy" tez mnie wkurza i bardzo razi. Podobnie jak 'poszlem', 'zamklam drzwi' i inne podobne kwiatki. A co do ponglish, to najlepszym przykladem sa moje dzieciaki, ale one z innych wzgledow praktykuja;) Probuja po polsku a ze im nie zawsze wychodzi, to tylko zaleta, ze sie staraja;) Najlepsze zapamietane kwiatki to: "mamo, kogo to jest dla?", "babcia, dzis ide z kolegami i bede siedzial w barzu", "ja juz ide spic", "chce mi sie nic jesc". Zwykle probuja jak babcia przyjedzie i wtedy musza:)))A ja? No coz, tez czasem zapomne jakies slowko i musze zastapic angielskim, bo takie akurat pamietam a polskiego za cholere nie moge sobie przypomniec. Smutne to troche ale prawda jest taka, jak napisala Star, jak sie wiecej uzywac angielskiego to jest to normalne zjawisko.

    ReplyDelete
  8. Staram się mieć wielki dystans i jak tylko mogę unikam wypowiedzi "tych panów polityków". Ale no cóż zdarza się. Powiem szczerze, kurwica mnie bierze na tę całą Polskę i rządzących, którzy nie dość, że nie potrafią poprawnie mówić po polsku, to notorycznie wycierają sobie gębę mówiąc "w imieniu Polski i Polaków" Ja kurwa nie chce żeby on się wypowiadał w moim imieniu!!!!!! UFFF... Sorry. Po prostu mam zły nastrój a ten temat dolał oliwy do ognia. "gekon"- pokojowo. (od kilku dni mój jedyny szkoli się na samolotach więc chyba wyskrobię do ciebie tkliwy list:(((

    ReplyDelete
  9. Mialam zaszczyt poznac osobke,ktora po dwutygodniowym pobycie w USA zapominala ojczystego jezyka .Polacy moze i nie gesi,baranow jednak nie brakuje.
    Sama napewno tez popelniam bledy jezykowe,ale jak mnie ktos poprawi przyjmuje z pokora.

    ReplyDelete
  10. Takie kwiatki niestety zdarzają się częściej. Przy odrobinie dobrej woli można to złożyć na karb zdenerwowania itp, ale niestety nie w przypadku tego pana. Skoro on nigdy dobrej woli nie wykazuje to i niech nie oczekuje tego od innych:)

    ReplyDelete
  11. Też żem się zdenerwowała - doktor od siedmiu boleści! Fuj!
    Nie zapomnę, jak moja siostra wyjechała do szwagierki do Niemiec na 2 tygodnie (nie znając kompletnie niemieckiego), a po powrocie w co drugie zdanie polskie wskakiwało jej "przypadkiem" sheisse. Tak się szybko odzwyczaiła od normalnej (w jej ustach) k**wy!!! ;)))

    ReplyDelete
  12. Madame--> "Zem WZIOL (nie wzial) i zrobil" wcale by mnie nie zdziwilo w wydaniu tego pana:))

    ReplyDelete
  13. Ina--> Zawsze latwiej widziec cudze pod lasem niz swoje pod nosem:)))

    ReplyDelete
  14. Akularku--> Na mnie ogolnie takie wtrety dzialaja jak na byka czerwona plachta. Rozumiem i sama czasem pisze, cos z bledem, to jest dla podkreslenia smiesznosci czegos. Ale takie rzeczy sa fajne jesli odpowiednio dawkowane. Natomiast jak ktos zawsze mowi/pisze blednie to przestaje byc dowcipem a zaczyna byc bledem. I masz racje, bycie osoba publiczna zobowiazuje, bo inny wymiar maja sasiedzkie pogaduchy czy pisanie blgoa, a zupelnie inny wypowiadanie sie na forum publicznym.

    ReplyDelete
  15. Akemi--> Nie moge sie wypowiadac na temat Twojej przyjaciolki, bo jej nie znam. Wiem natomiast, ze u wiekszosci Polakow, to jest zwykly szpan. Wierz mi ja tez zapominam slow i tez mam momenty kiedy piszac notke odchodze w pol zdania, bo mi brakuje slowa. I albo to slowo wroci, albo musze go zastapic innym, ale na Boga polskim a nie angielskim. Wiem, rowniez, ze kilka razy jednak napisalam cos po angielsku, bo akurat naprawde nie znam polskiego odpowiednika. I wtedy o tym uprzedzam, ze akurat nie znam, wiem rowniez ze czesto pisze Canada, zamiast Kanada, bo akurat palce automatycznie leca w kierunku C a nie K w przypadku Kanady:)) Rozumiem, ze mozna nie miec zdolnosci jezykowych, ale jak do tego doklada sie jeszcze niedbalstwo jezykowe, bo brak zdolnosci jest doskonalym pretekstem, zeby sobie odpuscic, to wyglada to... no tak jak wyglada:)) Ja mam w otoczeniu pol Polaka, to moj syn, z ktorym rozmawiam po polsku, ale rozmawiamy z czestotliwoscia raz na tydzien i jest to glownie rozmowa typu "co slychac? wszystko w porzadku, u mnie tez" Mam jeszcze dwie kolezanki Polki, z ktorymi rozmawiam glownie telefonicznie raz na 2-3 miesiace. Mam jedna klientke Polke, z ktora rozmawiam po angielsku, bo ona sie gubi po polsku:)) Raz przyslala mi rodzine (matka i 3 corki) ale dziewczyny tez wolaly po angielsku, tylko matka jeszcze mowi lamana polszczyzna po 46 latach pobytu tutaj. Tez nie wiem jak bede mowic za nastepne 20 lat, ale wlasnie idea bloga powstala miedzy innymi po to, zeby miec ten kontakt. Moglabym rownie dobrze pisac bloga po angielsku.

    ReplyDelete
  16. Aaaa i zapomnialam dodac, Zbigniew Brzezinski jest zywym dowodem na to, ze mozna poslugiwac sie obydwoma jezykami pynnie bez przewagi jednego nad drugim. Bardzo dawno temu (20 lat) spotkalam tutaj kobiete, ktora sie urodzila w Stanach, ale pieknie mowila po polsku. Jak jej powiedzialam ze jej doskonaly jezyk polski mnie zaszokowal, to odpowiedziala "ale ja chce mowic po polsku" Matka mojego doktora od stop, ktora odwiedzilam latem, ma 94 lata, wyjechala z Polski ponad 60 lat temu i mowi po polsku tak jak ja. A ona naprawde nie ma z kim rozmawiac.

    ReplyDelete
  17. Moniko--> Wiem, ze moj polski wyglada na blogu na bezbledny:)) Bo w notkach nie widac, ze czasem musze dobrze pomyslec jakiego uzyc slowa, albo zerknac do slownika, albo poprosic kolezanki czytajace, zeby mnie poprawialy jak widza bledy:)) Nie wiem jak dawno mnie czytasz, ale na poczatku takich poprawek bylo wiecej. Dzieki wlasnie cierpliwosci DS, Lorenzy, Szeherezady, Czarownicy przestalam wreszcie mylic pisac "zdarzylam" i juz bez poprawek pisze "zdazylam":))))
    Moj syn tez mial i ma czasem takie momenty, kiedy mowiac po polsku sobie po prostu spolszczy angielskie slowo:))) Tak mi kiedys powiedzial, ze zostal "zainwentowany" do przyjaciol na wesele:)) Albo dawno temu wskazal na ksiezyc w pelni i zawolal "mamo zobacz jaki ladny moon" a ja poprawialam i poprawiam. Wiem, ze nie pisze po polsku, wiem, ze czytac moze, ale idzie mu to bardzo powoli, wiec niech chociaz mowi w miare poprawnie. Nasze rozmowy po polsku tez sa ogranicznone, bo jedynie przez telefon, tak na zywo w obecnosci Wspanialego czasem cos tam przemycimy polskiego, ale w sumie nie wypada i konczy sie na tym, ze rozmawiamy po angielsku. Mimo, ze akurat Wspanialy doskonale rozumie idee naszych polskich rozmow i akceptuje.

    ReplyDelete
  18. Gekon--> Pociesze Cie, ze moi twardoglowi republikanie tez probuja mowic w moim imieniu:)))
    Dawaj ten tkliwy list, dam rade ;)))

    ReplyDelete
  19. MAGA--> Wlasnie o to chodzi, zdawac sobie sprawe z faktu, ze czlowiek zapomnial, bo nie ma kontaktu na codzien i przyjac poprawki z pokora. Nic wiecej nie trzeba, bo nikt nie jest doskonaly:)

    ReplyDelete
  20. Nivejko--> Wiem, ze czlowiek moze byc zdenerwowany, ze czlowiekowi moze sie cos wymsknac i jest juz za pozno na cofniecie. Ale dlatego wlasnie zwrocilam uwage na fakt, ze pan powtorzyl w jednej krotkiej rozmowie ten sam blad. Juz sie nawet nie czepialam faktu, ze mu sie "rozmowa JAKBY przerwala" co tez jest dziwnym zjawiskiem podobnym do bycia "troche w ciazy":)))

    ReplyDelete
  21. Toznowuja--> Popatrz a mnie sie ta "kurwa" trzyma przez tyle lat;)))

    ReplyDelete
  22. Star ja cie kobieto ostrzegam,ze jak zaczniesz pisac po angielsku to ja nichujutki nie pojme.Rob co chcesz: i albo pisz po polsku albo sie ucz francuskiego.
    Ja osobiscie jestem juz 14 lat poza Krajem i o ile nie mam problemow z mowa potoczna i jezykiem cocdziennym-w domu moim mowi sie po polsku,to jak pojade do Polski i musze cos w urzedzie zalatwic to brak mi slow takich fachowych jak nazwa jakiegos tam druku.Za to mam ten konfort ze jak mnie juz wkurwia na maxa w tym urzedzie-co zawsze ma miejsce- to moge sobie "wiacha" po francusku walnac zaraz za drzwiami i nikt mnie nie rozumie(na szczescie jest to jezyk mniej popularny niz angielski)Dzieci moje mowia w miare poprawnie po polsku ,choc nie powiem ze nie wtykaja francuskich, tudziez niderlandzkich slowek.Dotyczy to jednak w wiekszosci przedmiotow/rzeczy uzywanych w szkole.Ja sobie nie wyobrazam akcji,ze moje dzieci pojechalyby do babci na wakacje i nie umialy sie porozumiec,zenada jakas
    Przyznam ci racje, ze faktycznie z tymi zwrotami fachowymi to trudno bywa;moj wlasny , no prawie ze rodzony, Pan Maz nigdy sie w Polsce nie paral hydraulika i wszelakich nazewnic nauczyl sie w jezyku francuskim; pamietam akcje jak w malym sklepiku na wsi wlazl poprostu facetowi za lade i wzial sobie co mu bylo potrzebne do podlaczenia pralki automatycznej u mojej sp babci; za cholere nie umial facetowi wytlumaczyc co on chce

    ReplyDelete
  23. Stardust, nie rozumiem, jak można zapomnieć ojczystego języka na tyle, żeby go kaleczyć, ale widać można. Teraz rozumiem dlaczego jedna z moich szkolnych koleżanek powiedziała mi na spotkaniu klasowym " ależ ty poprawnie po polsku mówisz, pomimo tak długiej emigracji" Wtedy się zdziwiłam. Po Twojej notce - już się nie dziwię :-)))

    fakt, ja dużo czytam w polskim języku, mam polską TV, Dochtór też w końcu Polak, to jest mi łatwiej. Trochę tylko muszę się czasem przestawiać, jak na przykład przyjdą mi polscy klienci, a ja uzywam terminów branżowych po angielsku, wtedy faktycznie muszę się nagłowić, ale to dosłownie kilka sekund namysłu i mózg od razu załapuje.

    ReplyDelete
  24. Powiedzcie mi , po co to wszystko ?
    Dajcież spokój człowiekowi. Kapeluszam nie zabrał , tak więc nie zdejmę go przed Wami. Zawszeście tacy poprawni byli ?
    Dawnom się tak zażenowany nie czuł , dzisiaj na blogu nie tylko mróz i śnieg co sie zowie......

    Ąrie de Comp

    ReplyDelete
  25. Faktycznie, gdy sprawy dotyczą języka fachowego, moja córka, po 10 latach mieszkania poza Polską,często nie wie jak to na polski przetłumaczyć, bo na co dzień operuje 2 językami, niemieckim i angielskim.Swoje prace pisze i po niemiecku i po angielsku, w domu z mężem rozmawia po angielsku, do dziecka mówi tylko po polsku.I czasem dzwoni do mnie z zapytaniem "jak to będzie po polsku", mówi ten zwrot np, po niemiecku, a ja nie znam niemieckiego, więc mi to tłumaczy jakoś dziwacznie po polsku, wtedy ja wymyślam jaka to może być nazwa.I czasem po pół godzinie ciężkich robót udaje się nam ustalić o co biega.
    Ale nie używa mieszanki(zbitki) polsko-niemieckiej.Mój wnuczek natomiast mówi pół zdania po polsku, pół po niemiecku.Z obu języków wybiera dla siebie łatwiejsze słowa, no ale on ma 2 lata i nie używa "zbitek" niemiecko-polskich. A do Twojej polszczyzny ja nie mam żadnych zastrzeżeń.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  26. Mamuska--> Nie bede pisac po angielsku, bo to musialby byc nowy blog, a ja mam dosc roboty z jednym:)))
    Z tymi nazwami to faktycznie jest czasem smiesznie:) Ja pamietam jak przyjechalam do Polski pierwszy raz po 10 latach (16 lat temu) i chcialam mojej Mamie kupic blender. No i poszlam do sklepu i zapytalam o blender, sprzedawczyni spojrzala na mnie jak na wariata i wyszlam, bo co mialam powiedziec? Do dzis nie wiem jak sie nazywa blender po polsku.

    ReplyDelete
  27. A ja "kocham" gdy moja trzy letnia wnusia(urodzona i mieszkajaca w Szwecji) mowi- CHODZ ZA MNIE - i wcale nikomu nie sklada propozycji matrymonialnych - tylko zaprasza do wspolnego spaceru np. do lasu:)))

    ReplyDelete
  28. Daisy--> Oczywiscie, ze glownie to polega na tym, zeby chciec. Ja kilka lat temu mialam klientke, ktora przyjezdzala z Kalifornii i Joanna po kilkudziesieciu latach zycia w Ameryce naprawde nie miala z kim rozmawiac po polsku, wiec jak sie dogadalysmy, ze ja Polka, to sobie zazyczyla zebysmy mowily po polsku. Tez mi czasem brakowalo jakichs fachowych zwrotow, ale dawalysmy rade:))) Najsmieszniejsze jest to i pewnie potwierdzisz, ze jezyk jest przypisany miejscu:)) I tak ja nie mam problemu rozmawiac po polsku w domu, jesli tylko mam z kim, ale w pracy przestawienie sie na polski trwa moment:))) Nawet jak Potomek zadzwoni do mnie do pracy, to jakos automatycznie odpowiadam po angielsku, dopiero po chwili zalapuje, ze tu mozna po polsku:) Dziwne to jest, ale tak jest.

    ReplyDelete
  29. Arie de Comp--> Wybacz, ale nie mam zamiaru uzgadniac tematyki notek z czytelnikami. Chcesz czytasz, nie chcesz nie czytasz:))

    ReplyDelete
  30. Ja jeszcze mam takie zwichrowanie, że w domu owszem po polsku, jak najbardziej. Ale jak Maciej przychodzi po mnie do pracy, a tam polskiego nikt nie zna - to wtedy do Macieja tylko i wyłącznie po angielsku. Żeby moi współpracownicy nie czuli się głupio, nawet jeśli nasza rozmowa dotyczy naszych osobistych spraw.

    ReplyDelete
  31. Anabell--> Trudno wymagac od 2latka zeby sobie nie ulatwial zycia:))) Moj Potomek kilka lat temu pracowal w banku w okolicy gdzie mieszkalo dosc duzo Polakow. Wymyslili wiec, ze jak wystawia napis w oknie, ze jest mozliwosc zalatwiania spraw po polsku to bedzie wiecej klientow, a i ludziom bedzie latwiej niz jechac dosc daleko do polskiej dzielnicy.
    Faktycznie wszystkim bylo latwo tylko nie mnie:)) Co kilka dni mialam telefon z pytaniem "jak jest wtorek po polsku?" albo nazwy miesiacy, bo z tym sobie nie radzil:) Zreszta do tej pory jak miesiace i dni tygodnia sa jego pieta achillesowa:))

    ReplyDelete
  32. Ina--> Z dziecmi to jest tak, ze trzeba probowac, ale nie mozna zmuszac:) I kazda probe mowienia po polsku trzeba docenic, wiem cos o tym:)) A "chodz za mnie" bardzo mi sie podoba:)))

    ReplyDelete
  33. A bodajże Cię! ;)


    Ąrie de Comp

    ReplyDelete
  34. Daisy--> Mialam to samo z Potomkiem, jak czasem przyszedl do mnie do pracy, to musialam sie pilnowac zeby przy innych osobach nie wyskoczyc z polskim. Przy Wspanialym sobie pozwalamy, ale to jest Wspanialy;)))

    ReplyDelete
  35. Star żeśmy tu wspólnie uznali, ze to nie jest normalna polszczyzna i śmiało możesz po polskie książki i prasę on papier sięgnąć ;))

    ReplyDelete
  36. Kurcze a była kiedys jakas polska nazwa blendera? Może po prostu wtedy jeszcze nie było u nas takich wynalazków. Bo jakos nie moge sobie przypomnieć by ktoś pytał w sklepie o rozdrabniacz.

    ReplyDelete
  37. U nas tak samo, rozmawiamy po angielsku, z wyjatkiem chwil kiedy w poblizu nie ma mojego, wtedy cos tam rzuce do dziatwy po polsku. Przy nim raczej nie, glupio mi. No chyba, ze jest moja mama, wtedy sie nie da inaczej. Dziatwa musi ruszyc glowa, sie wysilic i przestawic na polski. Oni maja tak samo jak Twoj Potomek, dni tygodnia, nazwy miesiecy za cholere nie pamietja po polsku. Tez poprawiam i poprawiam tak samo jak oni poprawiaja moja angielska wymowe, a raczej akcent z tym, ze oni sie jeszcze potrafia nabijac;)))

    ReplyDelete
  38. Aga_xy--> Ja tez mysle, ze to nie jest normalna polszczyzna:)) A ksiazek polskich nie czytam, chociaz mam troche, bo z kolei ja musze czytac po angielsku, bo niestety angielskiego bede sie juz uczyc do smierci:))

    ReplyDelete
  39. Malgoska czarna--> Naprawde nie mam pojecia jak jest po polsku blender. U nas sa trzy podstawowe sprzety: mixer, blender i food procesor. I tak mixer i mikser to jedno, food procesor to jakos tak mi wychodzi, ze to malakser, a blender? Byc moze, ze nie bylo jeszcze w tamtym czasie (1994 rok) albo moze nie byl jeszcze na tyle popularny, zeby panie w kieleckim sklepie wiedzialy:)

    ReplyDelete
  40. Moniko--> Moje tlumoki mnie nie poprawiaja, bo sa za leniwe:)) Kiedys nawet sama cos pieprznelam i zrugalam Wspanialego bo nawet nie zareagowal. A on twierdzi, ze bledy popelniam rzadko, a akcentu mojego nie bedzie poprawial bo to brzmi sexy:))) Tylko Tatek czasem jeszcze nie zalapuje mojego akcentu, ale on tez ma akcent jakis buffalowski:)) Ale Tatek jak nie lapie, to mu mowie "nie przejmuj sie, ze nie rozumiesz, powoli Ty tez sie nauczysz angielskiego":))))

    ReplyDelete
  41. Stardust: dzięki za przetłumaczenie słówka "klinowanie" bo nie wpadłabym na to że chodziło o sprzątanie :D. Serio :)
    Rozumiem to przyzwyczajenie do angielskich konstrukcji, sama gdy używałam przez dłuższy czas więcej angielskiego niż polskiego, po pewnym czasie zaczęłam się zastanawiać nad doborem polskich odpowiedników, bo w głowie pojawiały mi się szybciej gotowce angielskie niż polskie reakcje i pierwszym panicznym odruchem na brakujące słowa była chęć tłumaczenia tych angielskich reakcji słownych na polski :D. Momentami śmiałam się z siebie heh... Ale nie było większych wpadek poza chwilowymi "zawieszeniami". Dlatego jestem pełna podziwu dla Twojego polskiego po tylu latach w Stanach.
    P.S. "Żem" nie jest poprawne w j. polskim :) to raczej wstawka gwarowa. Ale fakt - Żemła z niego...(w gwarze śląskiej: bułka) - takie to małe, okrągłe, do dupy podobne :D

    ReplyDelete
  42. Kochana! Twoja polszczyzna jest żywa, potoczysta i apetyczna! Mówię Ci to jako polonistka! Oby więcej takich ,,polonusów''...A blender to i u nas blenderem jest!

    ReplyDelete
  43. Pomimo tego jakim językiem piszę na blogu i pomimo celowego używania słów, które nie istnieją, jestem językową purystką i do szału mnie doprowadza niepoprawne używanie języka polskiego. Niestety język ewoluuje i jakiś czas temu dowiedziałam się, że prawidłowa jest forma "miększy", co mnie doprowadziło niemal do palpitacji. Ponglish nienawidzę. A najbardziej nienawidzę współczesnego dziennikarstwa, które czasami produkuje "luźne" artykuły. Ostatnio w Przekroju pojawiło się coś takiego: http://www.przekroj.pl/opinie_inne_artykul,8123.html. Jak doszłam do "zielonych", "cięcia na podatkach" i "funfli spod celi" to mną potrzepało ze złości.

    ReplyDelete
  44. Antares--> Pongisha trzeba sie naprawde osluchac zeby go zrozumiec:)) To nie polega na samym wtracaniu angielskich slowek, ale na dodawaniu angielskim slowom polskich koncowek. Stad takie twory jak:
    Look(nij) przez window, tam stoi nasza car(a) na corner(ze) Mam nadzieje, ze sie doczytasz jak to brzmi:)) Ja sama czesto nie rozumiem tego jezyka:))) Dlatego tez Ela powiedziala, ze ma dosc "klinowania" zamiast cleaning.
    No to jest cos czego sie nie da opisac bez odruchow wymiotnych:)))

    ReplyDelete
  45. Zgago--> Dzieki:))) To w takim razie ten nieszczesny blender nie byl jeszcze widocznie popularny w tamtym czasie, przynajmniej w Kielcach:)

    ReplyDelete
  46. Koala--> No faktycznie, przy takich autorach jak ten z przekroju to ja moge za gwiazde polonistyki robic:))) Najbardziej mnie ubawil ten "remake za miliony baksow" To wola o pomste do nieba, albo co najmniej lamanie kolem:)))
    Blog jest pisadlem a nie tworczoscia, wiec tutaj czlowiek moze sobie pozwolic na rozne kwiatki i rabatki. Ale prase sprzedajaca sie za walute powinien obowiazywac jakis standart.

    ReplyDelete
  47. Stardust: doczytałam się hihi... do tworu "looknąć" sama się przyznaję, używam w żartach :D
    Klinowanie kupuję normalnie w ramach dowcipu :D

    ReplyDelete
  48. Mąż powrócił na jeden dzień...więc sama rozumiesz......... na razie nie napiszę bo "gekon"

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...